sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 46

Kolejnego dnia Nicole obudziła się z lepszym samopoczuciem. Była wypoczęta po przespanej całej nocy, dzięki eliksirowi Słodkiego Snu, i już tak siebie nie obwiniała dzięki rozmowie z Adrienne. Obiecała sama sobie, że teraz po tym wszystkim nie załamie się, tylko będzie taka jak wcześniej. Zrozumiała, że nic co się wydarzyło w cięgu ostatnich dwóch miesięcy nie jest jej winą, a winą jej oprawców. Zrozumiała to i postanowiła już nie wracać do tego. Domyśliła się, że zaraz zlecą się tu jej przyjaciele, gdyż właśnie kończyło się śniadanie. Nie pomyliła się, bo gdy tylko o tym pomyślała drzwi Skrzyła Szpitalnego rozchyliły się z rozmachem. Do pomieszczenia weszli młodzi Malfoy’owie, Snape’owie, Blaise, Harry i Laura. Była niedziela, więc pewnie będą okupowali salę szpitalną cały dzisiejszy dzień. Nicole nie miała nic przeciwko, wiedziała, że ich towarzystwo dobrze jej zrobi, a po drugie chciała z nimi porozmawiać.
- Hej, Niki. Jak się czujesz? – zapytała Laura, siadając na jej łóżku.
- Dobrze, dzisiaj jest naprawdę dobrze. – szczerość w jej głosie i szeroki uśmiech spowodował, że od razu jej uwierzyli, dlatego na ich twarzach również rozkwitły uśmiechy.
- Co się zmieniło od wczoraj? – zapytała Camile, widząc dużą zmianę w jej zachowaniu.
- Dużo zrozumiałam. Wiem, że to co się stało nie było moją winą. – widząc ich zbulwersowane miny uciszyła ich gestem. – Nie chciałam tego dziecka, ale pogodziłam się z tym, że je urodzę, choć w duchu cały czas marzyłam o tym, że badanie się pomyliło. – Pierwszy raz mówiła otwarcie o tym co czuła po wydarzeniach w Malfor Manor - Rozmawiałam z Adrienne. Ona przekonała mnie do tego, że to nie ja je zabiłam, bo choć go nie chciałam to nie znaczy, że straciłam je z powodu własnych działań. – Podczas jej wyjaśnień do słuchających dołączyli Huncwoci z Lily.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś, że zostałaś… - Remus wyraźnie się zawahał, nie chciał jej sprawiać dodatkowego bólu.
- Że zostałam zgwałcona. – Nicole dokończyła z gorzkim uśmiechem. – A jak miałam wam powiedzieć? To było najgorsze co mnie spotkało, nie potrafiłam o tym mówić. Jedynymi osobami, które o tym wiedziały był Draco i profesor Snape. Oni byli przy tym, więc nie musiałam im nic mówić. Oni mnie rozumieli. Bałam się, że nie będziecie chcieli zadawać się z kimś zbrukanym gwałtem. – przyznała. Widząc ich oburzone miny wiedziała, że źle zrobiła nie mówiąc im nic. To byli jej przyjaciele i rodzina. Oni zawsze ją zrozumią i nigdy jej nie opuszczą. – Przepraszam. – powiedziała i spuściła głowę.
- Nie przepraszaj, ale następnym razem nie bój się nam powiedzieć czegokolwiek. – oznajmiła Camile i przytuliła przyjaciółkę. – Przecież wiesz, że cię kochamy.
- Teraz już wiem. – oznajmiła i uśmiechnęła się promiennie.
- To dobrze, Potter, że już lepiej się czujesz, bo od następnego tygodnia zaczynamy treningi. Za miesiąc pierwszy mecz Quiddicha. – stwierdził Draco uśiechając się cwanie.
- Merlinie, Draco, czy ty potrafisz myśleć czasem o czymś innym niż dziewczyny i Quiddich? – żachnęła się jego siostra.
- Cami, chyba nie się nie spodziewasz, że myśli któregokolwiek z nich – zaczęła Vanessa wskazując na obecnych chłopaków – zapełnione są czymś innym? – zadrwiła.
- Akurat ja nie chciałem być porównywany do nich. – stwierdził Harry z odrazą patrząc na ślizgonów.
- Dostąpił cię zaszczyt porównania do lepszych. – zadrwił Draco.
- Czy wy musicie się tak kłócić? – zapytała Nicole, czując zbliźającą się kłótnie.
- Tak. – odpowiedzieli jednogłośnie.
- Chociaż w tym jesteście zgodni. – mruknęła zrezygnowana patrząc na nich z politowaniem. Głośna rozmowa sprowadziła do pomieszczenia pielęgniarkę, która zaczęła wykłócać się o spokój dla pacjentki. Nicole jednak sprzeciwiała się nie chcąc zostać sama. W odpowiedzi pielęgniarka zatrzasnęła drzwi za odwiedzającymi i podała jej stos eliksirów wraz ze śniadaniem ze słowami, że poleży jeszcze do jutra w skrzydle szpitalnym. Godzinę później na jej nudę zaradzili rodzice z Syriuszem i Remusem.
- Nie przeszkadzamy? – zapytała delikatnie Lily.
- Nie. – odpowiedziała od razu. – Ta flądra nie chce mnie stąd wypuścić, więc ratujecie mnie od totalnego zanudzenia.
- Za naszych czasów była taka sama.
- Jim, nie powinieneś namawiać swojej córki do obrażania personelu szkoły. – zganiła męża rudowłosa.
- Ale ja tylko stwierdzam fakt! – wykrzyknęli razem dwoje Potter’ów, a Lily doszła do wniosku, że mimo tego, że nie mogli wychować swoich dzieci, to Nicole bardziej wdała się charakterem w Jamesa, a Harry w nią. Była dumna ze swoich bliźniaków. Zaczęli wesołą rozmowę, a Nicole poczuła się jak w domu. Przypomniała sobie wszystkie żarty i przekomarzanki ze swoim francuskim ojcem i typowe rozmowy nastolatki z mamą. Wiedziała, że nie usłyszy już gardłowego śmiechu Jacoba, ani nie zobaczy delikatnego uśmiechu Danielle, który obejmował również błękitne oczy, jednak czuła, że nie straciła tego do końca. W końcu mogła tak samo czuć się rozmawiając z James’em i Lily. Po jakimś czasie dołączyli do nich Harry i Laura. Teraz jej rodzina była pełna, a Nicole szczęśliwa.
- Łapo, pamiętasz co mi obiecałeś?! – wykrzyknęła ślizgonka po ożywionej dyskusji o zdolnościach magicznych. Widząc jego zdezorientowaną minę powiedziała jedno słowo. – Animagia.
- Nadal chcesz? – zapytał Syriusz. Dopiero teraz reszta zrozumiała co mieli na myśli, w końcu do tej pory rozmawiali o tym tylko jeden raz.
- Ja też chcę! – wykrzyknął Harry. – Tato, i ty możesz nas uczyć, przecież też jesteś animagiem. – podekscytował się.
- Łapo, zobacz w co nas wpakowałeś. Będziemy robić za nauczycieli. – stwierdził zbolałym głosem Rogacz.
- Jim, nie sądzisz, że oni nie powinni się tego jeszcze uczyć? – wtrąciła się Lily matczynym tonem.
- Ale mamo…
- Przecież są prawie dorośli…
- Oni w naszym wieku już dawno byli animagami…
- Moje dzieci muszą wdać się w ojca…
Cała czwórka czarnowłosych głów popatrzyła na nią błagalnym spojrzeniem.
- No dobrze, ale macie dopilnować, aby było bezpiecznie. – Lily poddała się.
- To kiedy zaczynamy? – zapytała od razu Nicole.
- Kiedy tylko już w pełni wyzdrowiejesz. – wtrącił się Remus.
- Gadasz jak pielęgniarka. – oznajmiła Nicole. Wszyscy zaśmiali się i dalej prowadzili wesołą konwersację. Gdy dorośli musieli zająć się obowiązkami ochrony wartę przy ślizgonce objęli jej przyjaciele. Harry również wymigał się od towarzystwa ślizgonów, mówiąc, że jest umówiony z Hermioną w bibliotece. Jak się okazało mówił prawdę, bo gdy tylko wypowiedział te słowa do Skrzydła Szpitalnego weszła brązowowłosa gryfonka.
- Hej, Nicole, jak się czujesz? Harry mówił mi, ze zostałaś pobita, przykro mi. Wiadomo kto to był? – zapytała ze szczerą troską.
- Już wszystko w porządku, tylko do jutra muszę tu leżeć bezczynnie. – zaśmiała się, po czym spoważniała. – Niestety nie wiadomo kto na mnie napadł, ale mam nadzieję, że szybko go znajdą. – Jeszcze chwilę porozmawiali o mało znaczących sprawach. Nicole cieszyła się, że najbliższa przyjaciółka jej brata szczerze ją polubiła, z resztą z wzajemnością, i nie zwracała uwagi na obecność znienawidzonych ślizgonów. Wreszcie jednak w gryfonce odezwała się miłość do nauki.
- Harry, idziemy do bibliteki. Musisz wreszcie napisać to wypracowanie na zakęcia. To już jutro, a ty nawet nie zacząłeś.
- Już idę, Miona. – oznajmił zbolałym głosem, po czym ruszyli do wyjścia. – Przyjdę wieczorem. – powiedział do Nicole, na co ta skinęła głową z uśmiechem.
- Pantoflarz. – zadrwił Draco.
- Wal się, Malfoy. – odwarknął Harry, i wyszedł.
Nicole z przyjaciółmi zaczęła rozmawiać o tym co się działo w społeczności ślizgońskiej. W między czasie odwiedziło ją kilku innych ślizgonów, którzy jak się okazało bardzo przejęli się atakiem na jedną z nich. Wśród odwiedzających była też Pansy Parkinson, która pozostała z nimi. Zaraz za nią przyszedł Teodor Nott. Chłopak rozmawiał bardziej z Draconem, Blasem i Samem, zastanawiając się kto mógłby być napastnikiem. Choć ojciec Teodora był zagorzałym śmierciożercą, to on nie przejmował się tym, że Malfoy uważany jest za zdrajcę, mimo, że nigdy nie rozmawiali na ten temat. Często przebywał z ich paczką, a Nicole zauważyła też, że równie często zerka w stronę Pansy, która też spędzała z nimi czas. Oprócz ślizgonów gośćmi Nicole byli również inni uczniowie. Eva, krukonka, z którą siedziała na starożytnych runach, Philip, siódmioroczny puchon, który ostatnio często kręcił się niedaleko Nicole, ta jednak nie zwracała na to uwagi. Philip szybko się ulotnił po tym jak został zgromiony wzrokiem przez Dracona. Była też Ginny, która została na dłużej. Przyjaciele postanowili siedzieć w Skrzydle Szpitalnym dopóki pilęgniarka ich nie wygoni. Ten czas nadszedł dopiero przed kolacją.
- A tu co takie zbiegowisko! To jest Skrzydło Szpitalne, a nie dworzec! Pacjentka potrzebuje spokoju. – Nicole wyraźnie się skrzywiła. – Wynocha, zaraz zacznie się kolacja! – Młodzież z niechęcią zaczęła wychodzić, a pacjentka z jękiem przyjęła kolejne porcje eliksirów i talerz z górą jedzenia przyniesiony przez skrzata.
Późnym wieczorem Nicole niemiłosiernie się nudziła, a jak na przekór spać jej się nie chciało. Jak się okazało Harry już nie przyszedł, ale dziewczyna domyśliła się, że pewnie jest zajęty wypracowaniem na zaklęcia. Dlatego właśnie zmusiła się do czytania jednego z podręczników, które któryś z jej przyjaciół tu pozostawił. Padło na eliksiry.
- Z braku laku. – Wzruszyła ramionami i zaczęła czytać. Nie zauważyła nawet jak drzwi Skrzydła Szpitalnego jakby same się otwierają. Dopiero, gdy obok jej łóżka znikąd pojawia się drobna postać, Nicole zwróciła na nią uwagę. – Laura, co ty tu robisz? Już jest po ciszy nocnej. Nikt cię nie złapał? – Właśnie w tej chwili zauważyła w dłoni siostry połyskujący, delikatny materiał.
- Pożyczyłam od Harry’ego. – oznajmiła zupełnie ignorując pytania ślizgonki.
- Tak po prostu dał ci pelerynę i puścił samą tak późno? – zapytała powątpiewająco Potter.
- Pożyczyłam ją wcześniej obiecując, że nie zrobię nic złego i nie będę się narażać. Odkąd zostałaś napadnięta, Harry pilnuje mnie tak jakby wszędzie czaili się śmierciożercy. – naskarżyła.
- I bardzo dobrze. Wiesz przecież, że ten ostatni wypadek mógł mieć coś wspólnego ze śmierciożercami. A po drugie ten ktoś nadal łazi po Hogwarcie. Musisz uważać na siebie i nie chodzić nigdzie sama.- nakazała starsza.
- Ty też.
- Dobrze, a teraz przyznaj się po co przyszłaś, Młoda. – Laura spuściła głowę.
- Wiesz, teraz dopiero zrozumiałam ile przeżyłaś. A ja… Ja zachowałam się jak totalna idiotka. Przepraszam.
- Laura, już o tym rozmawialiśmy. Nie musisz przepraszać. Raz wystarczyło. Najważniesze, że zrozumiałaś. Już nie musimy do tego wracać. – Nicole uśmiechnęła się do gryfonki, która niespodziewanie ruszyła się i przytuliła mocno do ślizgonki.
- Kocham cię, siostra.
- Ja ciebie też, Młoda. Ale teraz zmiataj, bo jutro masz zajęcia.
- Już idę. Do jutra. – Laura zgarnęła pelerynę-niewidkę i wstała z łóżka Nicole.
- Uważaj na siebie. – mruknęła czarnowłosa układając się do snu.
&&&
Nicole po przebudzeniu następnego dnia miała nadzieję, że pielęgniaka wypuści ją jeszcze przed zajęciami. Gdyby nie to, że pierwszą miała obronę prze czarną magią to by się tak nie spieszyła. Domyślała się, że profesor Braun nie odpuści jej tego, że nie odrobiła swojego szlabanu i mało będzie go obchodziło, że była nieprzytomna, dlatego wolała dodatkowo nie opuszczać zajęć. Szczęście jej dopisało, bo po zjedzonym śniadaniu i rutynowym badaniu pielęgniarka stwierdziła, że może iść na zajęcia. Nicole, aby się nie spóźnić pobiegła do swojego dormitorium po szatę i potrzebne przybory. Dwadzieścia minut później dotarła do sali OPCM.
- Nicole, wyszłaś? – wykrzyknął Harry.
- No co ty, Potter.
- Nie wtrącaj się, Malfoy.
- Harry, Draco ogarnijcie się. – zaśmiała się Nicole. Obaj skrzywili się nieznacznie, a ślizgonka zauważyła, że zrobili to niemal w ten sam sposób. Nigdy im tego nie powiem, ale są do siebie cholernie podobni. – pomyślała. Niestety nie mogli sobie dłużej pogawędzić, bo drzwi do sali się otworzyły. W środku czekał na nich profesor Braun. Gdy już się rozsiedli nauczyciel ogarnął ich pogardliwym wzrokiem zatrzymując się na Nicole.
- Panno Potter, rozumiem, że jest pani ignorantką, ale szlabanu nie należało lekceważyć. Ma pani coś na swoje usprawiedliwienie? – W Nicole, aż się zagotowało. Każdy nauczyciel został powiadomiony o napaści na nią, a ten dupek zachowywał się jakby nic się nie stało. Ślizgonka nie dała po sobie poznać, że coś ją zdenerwowało.
- Byłam w Skrzydle Szpitalnym po piątkowym ataku. Przykro mi, ale z złamanymi żebrami ciężko byłoby mi szorować kible. – odpowiedziała spokojnie.
- Minus 10 punktów za pyskowanie, a za nie stawienie się na poprzedni szlaban dostaniesz dwa kolejne. Zapraszam w piątek i sobotę o  18:00 do pana Filcha. Dzisiaj zajmiemy się tarczami ochronnymi. – rozpoczął swój wykład. – Większość powinniście znać. Dziś omówimy je teoretycznie, a za tydzień sprawdzę waszą znajomość tarcz ochronnych. – warknął. Dla uczniów znaczyło to jedno: Jeśli nie będą potrafili wyczarować wszystkich tarcz perfekcyjnie to polecą punkty i szlabany.
&&&
Nicole z niechęcią myślała o piątkowym szlabanie. Nie uśmiechało jej się sprzątać kible. Nie lubiła sprzątać, z resztą kto to lubi. Po to miała różdżkę, żeby nie musieć martwić się takimi sprawami jak sprzątanie. Różdżka!
- Cami, potrzebna ci jutro od 18:00 różdżka? – zapytała, gdy siedzieli w Pokoju Wspólnym i próbowali opanować jedną z najtrudniejszych tarcz ochronnych. Trudność polegała na tym, że trzeba było wyczarować ją tak, aby po pierwsze była niewidzialna, bo tylko wtedy była najsilniejsza, a po drugie zaklęcie trzeba było rzucić z taką mocą, aby tarcza utrzymywała się sama, dzięki czemu można było się jednocześnie bronić i atakować. Taka tarcza była bardzo pomocna w pojedynku, ale za to bardzo trudna do nauczenia. A musieli ją przyswoić na następny poniedziałek.
- Co? – zapytała blondynka z niezrozumieniem widocznym na twarzy.
- Różdżka. Jutro o 18:00. Pożyczysz mi?
- A po co ci moja…? Szlaban. – odpowiedziała sama sobie. – Nie ładnie tak oszukiwać. – zaśmiała się.
- Oj przestań. Przecież nie będę się z tym męczyć.
- Dobra, niech ci będzie.
- Dzięki
W ten właśnie sposób o godzinie 18:00 w piątek Nicole podążała do gabinetu z dwiema różdżkami.
- Oddaj różdżkę. – warknął mężczyzna. Oddała, oczywiście tą, która należała do Camile. – Chodź. – Woźny zaprowadził ją do męskiej toalety przy Wielkiej Sali. – Wrócę tu za godzinę. Wszystko ma błyszczeć. Tu masz potrzebne przybory. – wskazał na wiadro z zestawem płynów i jakimiś szmatami. Wyszedł, a Nicole zabrała się do pracy. Postanowiła, że samodzielnie posprząta chociaż umywalki, na wypadek, gdyby woźny przyszedł ją sprawdzić. Rzuciła zaklęcie na toalety, które zaczęły się same myć, a ona wzięła się za umywalki. Pół godziny później skończyła ze wszystkim, tak więc nie przejmując się niczym usiadła na czystej już podłodze i czekała na woźnego. Gdy godzina doiegła końca, Nicole zobaczyła jak drzwi się otwierają, dlatego szybko wstała i zaczęła układać płyny tak, że wyglądało to jakby właśnie skończyła sprzątać. Filch ogarnął wzrokiem całe pomieszczenie i warknął:
- Idziemy do następnej. – Tym razem trafiła jej się damska toaleta. Postąpiła dokładnie tak samo jak poprzednio. W ten sam sposób posprzątała jeszcze dwie toalety. O 22:00 nieświadomy jej małego przekrętu, Filch oddał jej różdżkę Camile, mówiąc, że jutro będzie sprzątała toalety na pierwszym piętrze. Sobotni szlaban wyglądał identycznie jak ten.

***
Witajcie, widzę, że zaciekawił was wątek ze szpiegiem, więc oczywiście jak na razie nie zdradzę kto nim jest. A co do ciąży to od początku tak właśnie planowałam zakończyć ten wątek. Dzisiejszy rozdział za dużo nie wnosi, ale czasem i takie rozdziały są potrzebne.
Miłego czytania.
Pozdrawiam,
AniaXXX

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 45

Kolejna doba minęła przede wszystkim w niepokoju i nienawiści. Przy łóżku Nicole czuwali wszyscy przyjaciele i rodzina dziewczyny. Laura z samego rana również została powiadomiona o stanie siostry. Tak więc w skrzydle szpitalnym obecna była wybuchowa mieszanka. James, Syriusz i Harry nadal ze złością wpatrywali się w ślizgonów. Ci jednak się tym nie przejmowali, a równie często odpowiadali im tym samym. Nie pomagały proszące spojrzenia Lily i Remusa, aby się uspokoili. Laura nie przejmowała się niczym, choć została powiadomiona o wszystkich okolicznościach porwania siostry, to nie winiła nikogo za to. W końcu Nicole też nikogo za to nie winiła, a jedynie ona miała do tego prawo. Co jakiś czas w skrzydle pojawiał się też Mistrz Eliksirów, który najwyraźniej przejął się napaścią na swoją podopieczną. Dyrektor podczas śniadania powiadomił całą szkołę o tym, że jedna z uczennic została zaatakowana i lepiej będzie dla napastnika, aby sam się do tego przyznał. Podczas tego przemówienia Dumbledore przyglądnął się podejrzanym uczniom, ale nic nie mógł wyczytać z twarzy całej trójki. Zarówno Ronald, jak i dwaj ślizgoni wyraźnie cieszyli się z tego co spotkało Nicole. Jednak przy stole Gryffindoru pan Weasley nie był jedyną osobą, która cieszyła się z takiego obrotu spraw. Drugą, był starszy Creevey, który w tym roku szkolnym bardzo często kręcił się niedaleko Ronalda. To niestety nie było dowodem na winę jednych, czy drugich. Szczególnie, że na pewno nie pracowali we czwórkę. Poszkodowana natomiast już cały dzień się nie budziła i wszyscy byli zaniepokojeni. Pielęgniarka już nie wytrzymywała nerwowo. Co chwilę ktoś pytał ją kiedy pacjentka się obudzi, a ona za każdym razem tłumaczyła, że wszystko zależy od organizmu. Podczas, gdy dziewczyna była nieprzytomna, jej organizm się regenerował. Madame Pomfrey oczywiście próbowała ich wyrzucić ze swojego królestwa, ale oni byli wyjątkowo uparci i na nic zdały się prośby i groźby. Tak więc wreszcie zostawiła ich w spokoju i zamknęła się w swoim gabinecie, nakazując im, że jeśli zauważą jakiekolwiek zmiany to mają ją natychmiast powiadomić. A oni siedzieli i czekali. Przed kolacją pojawił się opiekun Slytherinu.
- Smarku, długo tu będziesz przychodził? Nie udawaj, że obchodzi cię stan Nicole. – warknął Rogacz, na co Lily i Lunatyk wykrzyknęli oburzeni:
- James!
- Jak ci nie wstyd?! Zachowujesz się jak dziecko! – kontynuowała swoją tyradę rudowłosa.
- Czemu ty cały czas go bronisz?! Jakbyś zapomniała to przez niego Voldemort poznał przepowiednię! A miesiąc temu to on przyglądał się jak ci bydlacy gwałcą naszą córkę i nic z tym nie zrobił! Nie przeszkadza ci to? – zapytał już ciszej.
- Nie, bo wiem, że odpokutował to wszystko przez te wszystkie lata będąc szpiegiem. A jeśli chodzi o to co się stało miesiąc temu to nie zauważyłam, żeby Nicole kogokolwiek winiła, ani Severusa, ani Dracona, ani Camile. Nasza córka zachowała się dojrzalej niż ty, czy Syriusz. Wiem, że boli cię to wszystko, mnie też, ale najważniejsze teraz jest to, aby być przy niej, a nie kłócić się z jej przyjaciółmi. – wyjaśniła spokojnie pani Potter, widząc w oczach mężczyzny ból, jaki sama czuła odkąd dowiedziała się, że jej córkę ktoś tak mocno skrzywdził. James gniewnie spojrzał na Snape’a, ale gdy przeniósł wzrok na żonę jego spojrzenie złagodniało.
- Przepraszam, Lily. Masz rację nie powinienem oskarżać, aż tylu osób o stan Nicole. – tu spojrzał na młodych ślizgonów przepraszająco. – Ale nie każ mi przestać oskarżać Snape’a, bo tego nie zrobię. – dodał z pewnością w głosie.
- Uwierz mi, Potter, że ja od ciebie nic nie chcę. – warknął Snape. Mężczyźni mierzyli się spojrzeniami, a wzrok pozostałych tkwiony był w nich.
- Jak dzieci. – usłyszeli słaby głos. Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w stronę jedynego zajętego łóżka.
- Obudziłaś się! – wykrzyknęła wszyscy na raz. Teraz już nikt nie zwracał uwagi na to, że Harry stoi obok Dracona, wszyscy po prostu zebrali się wkoło łóżka ciesząc się, z tego, że Nicole odzyskała przytomność.
- Tak się kłócicie, że nie mogłam się nie obudzić. – zażartowała patrząc na ojca i opiekuna domu.
- Wybacz Nicole. – zaczęła Lily. – Zawołam pielęgniarkę. Musi cię zbadać. – Po chwili ślizgonka była badana przez pielęgniarkę.
- Panno Potter, dobrze, że się już obudziłaś. A teraz powiedz, co cię boli?
- Żebra. Nic więcej. – dodała po chwili zastanowienia.
- Miałaś złamane dwa żebra. Będzie cię boleć jeszcze z dwa dni, dopóki do końca się nie zrosną. – pielęgniarka obrzuciła ją pocieszającym spojrzeniem, a potem z twardą miną stwierdziła – Proszę o pozostanie rodziców panny Potter i pana, profesorze Snape. – Wszyscy, włącznie z Nicole, domyślili się o czym teraz będzie toczyć się rozmowa, dlatego wyproszeni bez sprzeciwów wyszli. A Nicole czuła jak panika bierze ją w swoje objęcia. Wreszcie nadszedł czas, aby porozmawiać z rodzicami o ciąży. Miała tydzień na to, aby im powiedzieć, a teraz zapewne od pielęgniarki dowiedzieli się, że ich córka spodziewa się dziecka. Po kłótni Jamesa z profesorem Snape’em domyśliła się, że albo on, albo Draco powiadomił resztę o gwałcie. Nagle Nicole podczas tej rozmowy zapragnęła mieć przy sobie kogoś bliskiego.
- Remusie, zostaniesz? – mężczyzna tylko kiwnął głową i zawrócił.
- Z tego co mi wiadomo, wiedziałaś o ciąży. – Nicole tylko kiwnęła głową wpatrując się w swoje dłonie ułożone na kołdrze. – Z przykrością muszę stwierdzić, że poroniłaś. – Pielęgniarka chciała jak najdelikatniej przekazać jej te wiadomość, ale nie chciała owijać w bawełnę.
- Co? Ale jak to? – Nicole była zszokowana.
- Przykro mi. Zostałaś napadnięta. Ktoś wielokrotnie skopał cię po brzuchu i nie tylko. Wynikiem tego były liczne obrażenia, między innymi złamane żebra i utrata dziecka. Przykro mi. – powtórzyła kobieta. Do Nicole powoli wszystko docierało. Nie mogła uwierzyć, że straciła to dziecko. Sama nie wiedziała co teraz czuje. Nie była to ani ulga, ani rozpacz. Po prostu pustka. Po chwili zrozumiała, że jest wściekła na samą siebie. Zawsze wydawało jej się, że jest silna, a tymczasem nie potrafiła uchronić nawet tej cząstki siebie.
- Przepraszam. – to było jedyne co potrafiła wykrztusić.
- Kochanie, nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. – zapewniała ją Lily, zbliżając się do niej. Chciała ją przytulić, pocieszyć, ale Nicole nie pozwoliła na to. Gwałtownie się odsunęła od matki. Nie patrzyła na kobietę. Nie chciała widzieć w jej oczach odrazy.- Córeczko, nie zadręczaj się tym. Pomożemy ci się z tym uporać. Nie tylko my, ale też twoi przyjaciele. – Choć Lily poczuła się odrzucona przez córkę, to nie okazała jej tego, w końcu teraz to dziewczyna potrzebowała wsparcia.
- Lily ma rację. Nie jesteś z tym sama. – oznajmił Remus, jednak Nicole nic nie odpowiedziała. Nadal uporczywie unikała patrzenia na kogokolwiek. Po chwili ciszy głos zabrał Severus Snape.
- Panno Robespierre, czy wiesz kto cię napadł ostatniej nocy?
- Ja niewiele pamiętam. Prawdopodobnie było ich dwóch i mieli na sobie kominiarki. Nic więcej nie wiem. – stwierdziła cichym głosem.
- Och. Wyjdźcie już, pacjentka potrzebuje spokoju. – zarządziła pielęgniarka – Panno Potter, zaraz przyniosę ci eliksir Słodkiego Snu. – dodała spokojniej – A wy uciekajcie stąd. – wygoniła ich. Pierwszy do wyjścia ruszył Mistrze Eliksirów. Potem reszta. James jeszcze przed wyjściem poczochrał Nicole po głowie ze słowami:
- Trzymaj się, Młoda. – i po chwili już ich nie było, a Nicole spokojnie spała, uśpiona eliksirem.
&&&
Jak się okazało cała młodzież wraz z Syriuszem czekała niecierpliwie przed Skrzydłem Szpitalnym. Gdy tylko drzwi się uchyliły ślizgoni razem z Laurą rzucili się na Mistrza Eliksirów.
- Możemy już do niej iść?
- Jak ona się czuje?
- Jak to przyjęła?
- Nic jej nie będzie?
Severus surowym spojrzeniem powstrzymał grad pytań. Nie zwracając uwagi na gniewne spojrzenia Blacka i obu Potter’ów odpowiedział krótko:
- Dostała eliksir Słodkiego Snu. Dzisiaj już jej nie odwiedzicie, śpi. Przyjdźcie jutro rano, a teraz jazda na kolację, a potem do pokoju wspólnego. – odwrócił się i odszedł.
- Chodźcie, nic tu o nas. Pielęgniarka i tak nas nie wpuści, a Nicole należy się odpoczynek. – stwierdziła Vanessa, na co niechętnie się ruszyli. Jedyną osobą, która nadal niezdecydowana stała wpatrując się w drzwi Skrzydła Szpitalnego była Laura.
- Laura, chodźmy. Ty też powinnaś coś zjeść i odpocząć. Jutro rano  do niej przyjdziesz, razem przyjdziemy. – zaproponowała delikatnie Lily.
- Ale Nicole… - zaczęła blondynka ze łzami w oczach.
- Młoda, pani Potter ma rację. Cały dzień nic nie jadłaś, dlatego musisz zjeść kolacje. My wszyscy musimy. – oznajmiła Camile. – A jutro od rana będziemy wspierać Niki, wszyscy razem. – panna Malfoy podążyła wzrokiem zaczynając od Laury, przez swoich przyjaciół, Harry’m, aż po obecnych dorosłych. Wszyscy ją zrozumieli. Czas zaprzestać kłótni, bo teraz najważniejsza jest Nicole – ich przyjaciółka, siostra i córka.
- To chodźmy na tą kolację. – stwierdził Harry. Zgonie w ciszy skierowali się do Wielkiej Sali. Przed pomieszczeniem Camile zabrała głos.
- Laura, jeśli chcesz to możesz zjeść z nami. Na pewno będzie ci raźniej. – dziewczynka z ochotą kiwnęła głową, po czym razem z przyjaciółmi siostry podążyła do stołu ślizgonów.
- Potter, jak się nie boisz to też możesz dołączyć. – zaproponowała Vanessa zanim rozeszli się w dwie różne strony.
- Nie dzięki. Nie chcę zostać rozszarpany na kawałki. – uśmiechnął się z wdzięczności i poszedł w stronę machającej do niego Hermiony.
- Tchórz. – mruknął Draco z sarkazmem. Ochrona natomiast skierowała się do stołu nauczycielskiego. Wszystkim odrobinę humor się poprawił. W końcu najważniejsze, że Nicole nic już nie groziło, teraz tylko trzeba będzie pomóc dziewczynie dojść do siebie.
&&&
Smutek, beznadzieja, rozczarowanie samą sobą. Te uczucia wypełniały duszę Nicole.
- Kochana Nicole, wszystko będzie dobrze. Nie jesteś sama, oni cię nie zostawią. – delikatny, pocieszający głos, który już zawsze z nią będzie. Ślizgonka znowu znalazła się na pograniczu życia i śmierci. To jedyne miejsce gdzie mogła spotkać się ze swoją anielską opiekunką.
- Adrienne, zawiodłam. Zabiłam.
- Co ty mówisz? Nie zawiodłaś i nikogo nie zabiłaś. Jesteś silna i musisz poradzić sobie sobie z tym ciężarem.
- Nie chiaciałam tego dziecka. W głębi marzyłam o tym, że te cholerne zaklęcie się pomyliło, nie chciałam aby to dziecko się nie urodziło, nigdy, a teraz moje prośby zostały wysłuchane. – psychiczny ból powalił Nicole na kolana, jednak Adrienne zaraz pojawia się obok niej tuląc ją do siebie. Ta zwykle silna dziewczyna, już kobieta, teraz była taka krucha i taka zraniona.
- To nie była twoja wina. Straciłaś dziecko, ale nie zbiłaś go. Jesteś dobrym człowiekiem. To nie ty wyrządziłaś krzywdę, to tobie ją wyrządzono. – blondynka mruczała słowa pocieszenia do szlochającej Nicole. – Pozbierasz się po tym. Nie zapomnisz, ale to te wspomnienia będą twoją siłą. Dasz sobie radę. Jak zwykle zresztą. Wierzę w ciebie i nie tylko ja. – ostatnie dotarły do dziewczyny.
- Myślisz, że oni nie odwrócą się ode mnie? Od kogoś zbrukanego śmiercią i gwałtem? – czarnowłosa z nadzieją wpatrywała się w anielicę.
- Nie zrobią tego, za bardzo cię kochają. – blondynka uśmiechnęła się pocieszająco i puściła ślizgonkę. – Wracaj do siebie. – nakazała i zaczęła znikać. Jednak zanim zniknęła zobaczyła na ustach Nicole delikatny uśmiech.
- Dziękuję Adrienne. – wyszeptała panna Potter.
&&&
- Panie mój, Nicole Potter znalazła się w Skrzydle Szpitalnym. Została pobita. – zamaskowany młody mężczyzna pochylił się w pozie pełnej uległości w stronę swojego pana.
- Dobrze się spisałeś, szpiegu. – mruknął z zadowoleniem mężczyzna o wężowej twarzy siedzący na tronie w wielkim, mrocznym pomieszczeniu. – Czy masz dla mnie jeszcze jakieś informację?
- Dziewczyna była w ciąży, poroniła, a jej bliscy o wszystkim dowiedzieli się dopiero teraz. Do tej pory nie wiedzieli, że była zgwałcona. – poinformował mężczyzna wyraźnie z siebie zadowolony.

- Wspaniale. Wróć tam i informuj mnie o wszystkim na bieżąco. – po tych słowach Voldemort na powrót zajął się swoim wężem.

***
Dzisiaj trochę krócej, ale własnie tyle treści chciałam przekazać w tym rozdziale. Jeszcze raz zaznaczę, że rozdziały będą się pojawiały nieregularnie. Po prostu jak tylko skończę pisać to go wrzucam, tak więc na pytania typu kiedy rozdział nie będę odpowiadać. Zachęcam też do skorzystania z możliwości powiadamiania. Info na ten temat na bocznym pasku.
Pozdrawiam,
AniaXXX