poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 18

- Słyszałaś?! Zgodził się! Znowu będziesz grać! - cieszyła się Camile gdy dziewczyny wracały do dormitorium.
- Po pierwsze, nie drzyj się tak. Po drugie, słyszałam, a po trzecie, to jak na razie pozwolił mi uczestniczyć w sprawdzianach, a to czy mnie wybierze to już inna sprawa.
- Wybierze jeśli się okaże, że jesteś od niego lepsza, a my wiemy, że jesteś, więc przyjmie cię.
- Naprawdę podziwiam twój optymizm, Cami. - zaśmiała się Nicole
Kolejnego dnia Nicole z lekką obawą pojawiła się na boisku Quidditcha, w ręku miała swoją miotłę La Tonnere*. Była to najlepsza i najszybsza francuska miotła. Na trybunach siedziały jej przyjaciółki, aby ją dopingować. Na boisku wreszcie pojawił się Draco, który od razu przeszedł do rzeczy.
- Osoby, które nie umieją latać, wypad na trybuny, tak samo pierwszaki i ci którzy przyszli tu dla zabawy - Draco chłodno spojrzał na grupkę dziewczyn z czwartego roku, które tylko chichotały. Po tym krótkim zdaniu grupa osób, które były na boisku zmniejszyła się prawie o połowę. Pierwsza część sprawdzianu polegała na sprawdzeniu czy wszyscy umieją latać. Tu znowu odpadło kilka osób, które nie chciały się przyznać do tego wcześniej. - Najpierw sprawdzę szukających. Osoby, które chcą się dostać na tę pozycję niech staną koło mnie. - Nicole niepewnie stanęła obok Dracona, gdy zauważyła Blaisa i Sama uśmiechających się do niej rozluźniła się trochę.
- Draco, ale ty jesteś szukającym. - usłyszeli piskliwy głos Dafne.
- Ale już nie chcę nim być.
- Tak nie może być, przecież ty jesteś najlepszy, a ona na pewno nie nadaje się do tego.
- Dafne pozwól, że ja ocenię czy się nadaje czy nie. Ty z tego co wiem to chcesz byś ścigającą, więc siedź cicho i czekaj, aż będę sprawdzał ścigających. - zakończył groźnie. - Czy jest ktoś jeszcze kto chce być szukającym? - odpowiedziały mu przeczące mruknięcia. Kolejne zdanie skierował do Nicole - Złapiesz znicza przede mną, jesteś w drużynie, Jak ci się nie uda, to znaczy, że nie jesteś wystarczająco dobra. - gdy kiwnęła głową na znak, że rozumie, Draco zwrócił się do Blaisa - jak będziemy w powietrzu wypuścisz znicza.
Nicole wzbiła się w powietrze i poczuła się jak na swoim pierwszym meczu. Już jako drugoroczna została przyjęta do drużyny Ognia. W Beauxbatons były dwie damskie drużyny: Ognia i Wody, oraz dwie męskie: Ziemi i Powietrza. Nicole wróciła myślami do swojego pierwszego meczu. Czuła się wtedy niepewnie, była najmłodsza w drużynie, ale dziewczyny z drużyny wspierały ją mocno i liczyły na nią. Teraz Nicole też na siebie liczyła, chciała wrócić do gry więc musiała dać z siebie wszystko. Gdy poczuła pęd wiatru we włosach wszystkie wątpliwości ją opuściły. Teraz była tylko ona, miotła i znicz. Nicole zaczęła krążyć po boisku w poszukiwaniu złotej piłeczki. Po dziesięciu minutach krążenia zauważyła błysk przy trybunach, więc pognała tam co sił. Malfoy zauważył co się dzieje, gdy Nicole była już w połowie drogi. Niestety był na drugim końcu boiska więc nie zdążył złapać znicza przed dziewczyną. I niestety, dla niego oczywiście, musiał przyznać, że panna Potter jest lepsza. Gdy oboje wylądowali na ziemi, Nicole z szerokim uśmiechem, a Draco z miną wyrażającą jego niezadowolenie, chłopak powiedział:
- Jesteś w drużynie. - potem zwrócił się do reszty - Teraz sprawdzimy ścigających. Ja jestem jednym, więc pozostaje miejsce dla dwóch. - Blondyn podzielił grupkę kandydatów w dwójki i razem z każdą parą wzbijał się w powietrze, gdzie podawali sobie kafla i strzelali gole. Ostatecznie ścigającymi zostali Blaise Zabini i czwartoroczny ślizgon Jake Adams. Obrońcą został Samuel Snape, a pałkarzami Adrian Pucey i Teodor Nott. Po skończonym sprawdzianie Draco podszedł do Nicole i powiedział:
- Potter, twoim sprawdzianem będzie pierwszy mecz, więc nie ciesz się jeszcze, bo zawsze mogę cię wyrzucić z drużyny. Gramy z gryfonami. Nie chcę, żeby wiadomość o tym, że jesteś w drużynie rozeszła się po szkole, więc na razie siedź cicho. - nie czekając na reakcję dziewczyny odszedł, oznajmiając wszystkim, że w poniedziałek jest trening.
Kolejne dwa tygodnie dla Nicole były zapełnione treningami i lekką obawą, tym że Harry może się na nią obrazić za to, że mu nie powiedziała o tym, że dostała się do drużyny, ale postanowiła się przejmować tym dopiero wtedy, kiedy tak się stanie.
W sobotę, w którą odbywał się mecz, warunki na dworze były idealne do gry.Było ciepło i bezwietrznie. Nicole przebierała się w damskiej szatni jako jedyna, gdyż była jedyną dziewczyną w drużynie ślizgonów. Gdy przygotowała się do gry skierowała się do reszty drużyny, przebywającej w męskiej szatni. Zapukała do odpowiednich drzwi, a gdy otworzył jej Blaise, zapytała:
- Mogę? Czy jeszcze się przebieracie?
- Wchodź. Już nie pooglądasz sobie gołych klat.
- Następnym razem przyjdę wcześniej. - zaśmiali się razem, jednak rozmowę przerwał im Draco.
- To nie czas na żarty. Zaraz wychodzimy na boisko i rozgramiamy gryfonów. - wyszli z szatni i skierowali się na boisko. Wszyscy usłyszeli głos komentatora, który witał publikę. Nicole rozpoznała w nim przyjaciela rudowłosych bliźniaków, Lee Jordana.
- A teraz na boisko wchodzi drużyna ślizgonów. Kapitan, i co jest dla wszystkich zaskoczeniem, ścigający, Draco Malfoy. - zapowiedział komentator, na twarzach wszystkich pojawił się błysk zdziwienia - pozostali ścigający, Zabini i Adams, pałkarze Pucey i Nott, obrońca, Snape i szukająca, pierwsza dziewczyna w drużynie ślizgonów od dobrych paru lat, Potter-Robespierre. Widocznie kapitan ślizgonów uznał, że bez Pottera nie wygra z gryfonami. - dodał wrednie - A teraz na boisko wchodzi drużyna gryfonów. Angelina Johnson, kapitan i ścigająca, Bell i Spinnet, pozostałe ścigające, Weasley, Weasley, pałkarze, Weasley obrońca, i szukający Harry Potter! Ciekawe czy wie, że będzie grał przeciwko siostrze. - Nicole widziała zaskoczenie na twarzy brata, ale postanowiła porozmawiać z nim po meczu, teraz tylko uśmiechnęła się do niego przepraszająco i skupiła się na słowach pani Hooch, która pouczała zawodników. Wreszcie padała komenda, aby wsiąść na miotły, więc Nicole czym prędzej to zrobiła, zawodnicy usłyszeli gwizdek, gra się rozpoczęła. Ścigający co rusz podawali sobie kafla, punkty wpadały zarówno dla ślizgonów jak i gryfonów. Drużyny szły łeb w łeb. Nicole już nie raz musiała uchylać się przed tłuczkiem wysłanym jej przez Freda lub Georga. Co rusz mijała się też z Harry'm. Po pół godzinie gry Nicole ujrzała znicza, Harry zobaczył go w tym samym momencie, ale akurat był na drugim końcu boiska. Nicole czym prędzej ruszyła za błyskiem, wiedząc, że jej przeciwnik pewnie ją goni. Dziewczyna była świadoma, że ten mecz to jej być, albo nie być w Slytherinie. Jeśli uda jej się wygrać to może większa część ślizgonów się do niej przekona, zaś jeśli jednak nie to już będzie gorzej. Teraz nie widziała nic prócz złotego znicza, który latał sobie swobodnie przy pętlach gryfonów. Już niewiele brakowało, by złapać złotą piłeczkę, za sobą słyszała świst miotły Harry'ego, który ją doganiał. Jednak już w następnej chwili Nicole złapała Złotego Znicza, który trzepotał w jej dłoni. Gdy tylko wylądowała na ziemi, chłopaki z drużyny na czele z Blaisem znowu unieśli ją w górę. Zabini usadził ją na swoich ramionach drąc się, że w Pokoju Wspólnym będzie impreza. Nicole została okrążona przez ślizgonów gratulujących jej i całej drużynie zwycięstwa. W tłumie panna Potter ujrzała swoje przyjaciółki szczerzące się do niej. Szczęśliwi ślizgoni pozostawili na boisku, zdruzgotanych gryfonów, aby świętować swoje zwycięstwo. Nicole stwierdziła, że należy jej się trochę zabawy, więc rozmowę z Harry'm pozostawiła na kolejny dzień. W Pokoju Wspólnym Ślizgonów rzeczywiście rozpoczęła się impreza. Pomieszczenie zostało wyciszone, muzyka włączona. Nie wiadomo skąd na stolikach pojawiły się butelki piwa kremowego i ognistej whisky oraz różne przekąski. Młodzież zaczęła się bawić i świętować. Po jakimś czasie, gdy większość była już podpita, przy jednym stoliku Nicole spotkała się z Draconem. Oboje chwiali się na nogach i szczerzyli się do siebie.
- Myliłaś się co do mnie - zagadnęła chłopaka Nicole - dzięki mnie wygraliśmy.
- Miałaś szczęście.
- Zdałam sprawdzian? - zapytała
- Jeszcze zobaczymy. - oboje zaśmiali się i dalej się bawili.

* La Tonnere - z fr. piorun

***

I znowu proszę o komentarze.
AniaXXX

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 17

Nicole postanowiła porozmawiać z bratem o jego relacjach z przyjaciółmi. Właśnie dlatego kolejną sobotę zamierzała spędzić z Harry'm. Po śniadaniu skierowała się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Na jej nieszczęście przed wejściem spotkała Rona. Nie chcąc się kłócić zapytała grzecznie:
- Wiesz może gdzie jest Harry?
- W Pokoju Wspólnym. Ale tobie nie wolno tam wchodzić. - stwierdził z wrednym uśmiechem
- Już tam byłam i żadna kara mnie nie spotkała. - Nicole nie zamierzała bawić się z nim w kotka i myszkę, więc od razu przeszła do konkretów - Wpuścisz mnie? - chłopak nie zdążył odpowiedzieć, bo akurat wejście do PW się otworzyło i wyszli z niego bliźniacy. - Z nieba mi spadliście. Wpuścicie mnie? - zapytała dwójkę identycznych rudzielców
- Czyżby Ronuś nie chciał cie wpuścić? - zapytał Fred
- Niestety, a chciałam porwać Harry'ego na jakiś czas. - odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem
- To wskakuj, a my sobie porozmawiamy z Ronusiem o tym jak należy traktować kobiety. - stwierdził George
- Dzięki chłopaki. - powiedziała i weszła słysząc jeszcze pełen wyrzutu głos młodszego Weasley'a. Gdy weszła do okrągłego salonu pierwsza rzuciła jej się w oczy Laura, która siedziała z grupką innych dzieciaków. - Hej młodzieży. - zagadnęła ich Nicole.
- Niki, co ty tu robisz?
- Kontroluję ciebie.
- Zabawne. Właśnie piszemy esej na eliksiry.
- Tsa. Właśnie widzę te puste pergaminy. - powiedziała powątpiewająco starsza dziewczyna
- Oj tam, oj tam. Mamy czas.
- Jasne. To udawajcie dalej, że się uczycie, a ja idę do Harry'ego. - pożegnała się ślizgonka i rozglądnęła się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czarnowłosej czupryny. Po chwili zauważyła kolegę swojego brata, nazywał się chyba Seamus, czy jakoś tak, więc podeszła do niego:
- Hej, wiesz może gdzie jest Harry?
- W dormitorium. - powiedział chłopak trochę zaskoczonym głosem.
- Mógłbyś mnie do niego zaprowadzić? - chłopak po chwili zawahania skierował się w stronę schodów prowadzących do męskich dormitoriów, a dziewczyna podążyła za nim. Zatrzymali się przed drzwiami z napisem: V ROK, gryfon otworzył drzwi i powiedział
- Harry, masz gościa.
- Hej. - przywitała się ślizgonka wchodząc do pomieszczenia, a Seamus się ulotnił
- Nicole, stało się coś? - zapytał Harry
- Nie, chciałam pogadać.
- To może wyjdziemy stąd. Ron zaraz pewnie wróci. Chodź. - powiedział czarnowłosy chłopak i wyprowadził Nicole z Pokoju Wspólnego Gryfonów, kierując się na siódme piętro. Wreszcie stanęli przed pustą ścianą, a Harry zaczął przechodzić wzdłuż niej.
- Harry co ty robisz? - zapytała szczerze zdziwiona Nicole
- Zaczekaj chwilę. - gdy chłopak przeszedł trzeci raz wzdłuż ściany, zaczęły się na niej pojawiać drzwi.
- Jak to zrobiłeś?
- Powiem ci w środku, Wchodź. - gryfon uśmiechnął się przyjaźnie do siostry i wpuścił ją do środka. Pomieszczenie było przytulnie urządzone. Rodzeństwo skierowało się w stronę sofy i usiedli na niej.
- To Pokój Życzeń. - wytłumaczył Harry widząc pytający wzrok siostry - Do tego pokoju można wejść tylko wtedy, kiedy się tego naprawdę potrzebuje. Kiedy się pojawia, wyposażony jest w to co chcemy i potrzebujemy. Ja chciałem, żeby zmienił się w miejsce gdzie można spokojnie porozmawiać.
- A ja myślałam, że poznałam już ten zamek w miarę dobrze, ale jak widać nie da rady poznać go w ciągu miesiąca.
- O czym chciałaś rozmawiać?
- Chciałam wiedzieć czy bardzo się kłócisz z Ronem z mojego powodu.
- Wcale nie kłócę się z nim z twojego... - dziewczyna nie dała mu skończyć, tylko się wtrąciła
- Nie kłam. Laura mi powiedziała, że już pierwszego dnia zrobiliście małe show w Pokoju Wspólnym, a tematem waszej jakże ciekawej dyskusji byłam ja. Więc? - Harry spojrzał na Nicole zrezygnowanym głosem i zaczął mówić
- Ron nienawidzi ślizgonów i jest bardzo ograniczony. Ale jest moim przyjacielem od początku Hogwartu, więc mam nadzieję, że zrozumie wreszcie, że nie wszyscy ślizgoni są tacy sami.
- Wiesz, tak się zastanawiam dlaczego między tymi dwoma domami jest tak duża wrogość. Camile mi powiedziała, że ty i Draco nienawidzicie się od początku, przynajmniej tak jej powiedział Draco.
- I tak było. Malfoy zawsze wydawał mi się arogancki, zresztą on taki jest, tak jak i większość ślizgonów.
- Myślę, że to kwestia poznania ich. Ślizgoni nie pozwalają poznać się osobom z innych domów. Dlatego większość z nich podchodzi do mnie z rezerwą, już nie chodzi, o to że ty jesteś moim bratem, ale o to, że utrzymuję dobry kontakt z osobami z innych domów.
- Ale nie traktują cię tam źle? - zaniepokoił się Harry
- Nie, właściwie przebywam głównie towarzystwie niedużej grupki. Malfoy'owie, Snape'owie, Blaise i Pansy. Draco mnie ignoruje, a z Pansy mimo początkowej niechęci czasem pogadam.
- A świta Malfoy'a? Crabbe, Goyle? No i Parkinson, która już nie ślini się na jego widok.
- Nie bądź złośliwy, Harry. Crabbe i Goyle powinni udać się na lekcje myślenia. Nie wiem czemu do tej pory Draco z nimi trzymał, ale teraz już tak nie jest. A co do Pansy ta z tego co wiem po prostu wydoroślała. I zrozum Harry, że ja naprawdę nie chcę żebyś obrażał moich przyjaciół, tak jak ja nie obrażam twoich.
- Nie denerwuj się, po prostu mówię jak było. - Potem rodzeństwo zaczęło rozmawiać na przyjemniejsze tematy i tak spędzili czas do obiadu.
Wraz z jesienią nadszedł czas na sezon Quidditcha. Nicole pożegnała się się już z grą, bo jak wiedziała w domu Slytherina szukającym był Draco Malfoy. Był on też kapitanem, więc raczej nie odstąpi jaj pozycji w drużynie. Jednak pewnego dnia Camile mile zaskoczyła swoją przyjaciółkę.
- Nicole, jest sposób abyś dostała się do drużyny. - mówiła podekscytowana blondynka.
- Ale jak? A Draco?
- Draco chciałby zrezygnować z funkcji szukającego, na rzecz ścigającego. Nigdy nie lubił tej pozycji, ale zawsze chciał wygrać z Potterem, a jak już zaczął ganiać za zniczem to nie mógł przestać, bo nie chcieli go na innej pozycji. Zresztą ciężko jest znaleźć dobrego szukającego, a jak już się ktoś załapie i jest w tym dobry to nie zmienia się niczego. Przecież wiesz jak to jest. Teraz on jest kapitanem, więc mówił mi, że chce poszukać kogoś na swoje miejsce. Tylko trzeba go przekonać, że ty jesteś odpowiednią osobą, aby zająć jego miejsce. Co o tym myślisz? - Camile powiedziała to wszystko na jednym wydechu i teraz szczerzyła się szeroko.
- I ty myślisz, że jestem w stanie przekonać twojego brata, który udaje, że ja nie istnieję, do tego, żeby przyjął mnie do drużyny.
- Ty może nie, ale od czego masz wspaniałą przyjaciółkę. Pogadam z Draco i spróbuję go przekonać do mojego pomysłu.
Tym sposobem Camile wprowadziła swój plan w życie już następnego dnia późnym wieczorem, gdy Pokój Wspólny opustoszał, a jedynymi obecnymi osobami w nim byli Draco, Blaise i Sam. Panna Malfoy, wraz z Vanessą dosiadły się do chłopaków, a Nicole nie chcąc czekać na wiadomości w sypialni, stanęła w drzwiach prowadzących do dormitoriów i słuchała, tak żeby nikt jej nie widział.
- Draco wpadłam na genialny pomysł. - powiedziała blondynka.
- Jaki znowu pomysł?
- W sobotę organizujesz sprawdziany do drużyny Quidditcha, co nie?
- Tak, a chcesz się wpisać na listę chętnych? - zapytał chłopak powątpiewająco
- Nie, ale wiem kto może cię zastąpić na pozycji szukającego. Z tego co mówiłeś to nie ma chętnych na tę pozycję.
- Tylko nie mów, że masz na myśli...
- Nicole - dokończyła za niego Vanessa szeroko się uśmiechając
- W żadnym wypadku nie przyjmę do drużyny tej całej Potter - od razy się przeciwstawił.
- Ale dlaczego, ona naprawdę jest świetna, a ty mówiłeś, że już nie chcesz szukać znicza. - Camile już zaczęła się denerwować, a wszystko dlatego, że jej brat jest tak uparty.
- Skoro Cami i Vane twierdzą, że jest taka dobra to może warto ją sprawdzić? Co ci szkodzi? - wtrącił się Samuel.
- Nie będę jej sprawdzał, bo wiem, że i tak nie przyjmę jej do drużyny. Szkoda czasu. - stwierdził twardo blondyn.
- Ale dlaczego? - zapytały razem dziewczyny patrząc na Sama z wdzięcznością.
- Bo jak już się dostanie do drużyny, to pierwsze co zrobi to zdradzi naszą taktykę Potterowi. - te słowa zszokowały wszystkich obecnych, żadne z nich nie wiedziało, że Draco jest, aż tak uprzedzony do Nicole, a sama zainteresowana postanowiła się wtrącić.
- Twoja wiara we mnie jest zadziwiająca. - rzekła z sarkazmem - Cami, Vane, dzięki, że próbowałyście, ale nie wysilajcie się tak, bo jak widać Malfoy woli żyć w przekonaniu, że jestem zwykłym konfidentem. Jeśli tak chce to jego sprawa. Także nie wysilajcie się więcej, bo to będzie się odbijać jak grochem o ścianę. Dzięki. - panna Potter uśmiechnęła się do przyjaciółek z wdzięcznością i poszła do dormitorium, w którym jak co dzień Dafne wysłała jej mściwe spojrzenia. Nicole nie przejmując się już niczym wzięła szybki prysznic i położyła się do łóżka. Tymczasem w Pokoju Wspólnym Camile uznała, że ma dość upartości brata
- Jeśli chociaż jej nie sprawdzisz będziesz zwykłym idiotą. Nicole to wspaniała dziewczyna, i jest taka niezależnie od tego kto jest jej bratem. - stwierdziła i razem z Vanessą poszła do dormitorium. Gdy weszły do pomieszczenia, Nicole akurat kładła się do łóżka. Skierowały się w jej stronę i zapytały
- Możemy?
- Wskakujcie. - Nicole przesunęła się tak, aby jej dwie przyjaciółki się zmieściły. Dziewczyny zasłoniły łóżko kotarą i wyciszyły, tak aby inne współlokatorki im nie przeszkadzały.
- Niki, przykro mi miałam nadzieję, że uda się go namówić. - odezwała się Camile
- Nic się nie stało, już przyzwyczaiłam się do myśli, że nie będę grała w Quidditcha, więc nawet nie jest mi przykro z tego powodu.
- Ale jest ci przykro z innego powodu. - stwierdziła, bardziej niż zapytała Vanessa
- Owszem, bo nigdy nie myślałam, że może być tak wiele ograniczonych ludzi. Większość ślizgonów podchodzi do mnie z rezerwą tylko dlatego, że jestem siostrą Pottera. Tych co mnie akceptują w tym domu można policzyć na palcach jednej ręki. Draco nienawidzi mnie chyba tak jakbym co najmniej to ja była Harry'm, a gdy pojawiam się w wieży Gryffindoru, tam patrzą na mnie ze strachem i zdziwieniem, bo jak to możliwe, że ślizgonka przychodzi do ich Pokoju Wspólnego i nie kłóci się, ani nie obraża nikogo. A Harry kłóci się ze swoim przyjacielem, tylko dlatego, że stara się nie zwracać uwagi na to, że jestem ślizgonką. Jednak on chyba tak naprawdę nie pogodził się z tym, że jestem ślizgonką i na pewno nie uważa ślizgonów za normalnych uczniów tylko aroganckich dupków. To wszystko mnie wkurza. - zakończyła zdesperowanym głosem
- Wiemy Niki, ale nie zmienisz całego świata. Tutaj w Hogwarcie już tak jest. Gryfoni i ślizgoni od zawsze się nienawidzą.
- Vane, ja to wiem, ale nie rozumiem. - dziewczyny uznały, że i tak nic nie zdziałają, więc poszły spać.
Następnego dnia, jak się okazało Draco nie zapomniał o wczorajszej rozmowie. Cały dzień zastanawiał się czy może nie robi błędu, tak od razu skreślając Nicole Potter. Może jednak nie jest taka jak jej brat. Blaise widząc roztargnienie przyjaciela domyślił się na czym, a raczej kim, skupiają się myśli Dracona. W końcu znał go najlepiej, Chłopaki zawsze byli dla siebie jak bracia. Czarnoskóry chłopak postanowił pomóc przyjacielowi w rozwiązaniu problemu podczas kolacji.
- Może Camile ma rację i warto ją sprawdzić. - stwierdził. Draco spojrzał na niego zaskoczony.
- Myśłem, że będziesz mnie wspierał.
- I wspieram, Draco, ale widzę, że nie wiesz czy dobrze zrobiłeś, dlatego chcę ci pomóc. Uważam, że dziewczyna nie jest taka jak jej brat, i na pewno nie unosi się z tym, że jest siostrą Złotego Chłopca. Z jakiegoś powodu jest ślizgonką, i śmiem wątpić, że zdradzi swój dom. - oznajmił Blaise i już nie zwracając uwagi na Malfoy'a zajął się kolacją. A Draco postanowił zaryzykować i po zjedzonej kolacji podszedł do dziewczyn, i powiedział:
- Potter, jutro widzę cię na sprawdzianach. A ty Camile jeśli się mylisz to pożałujesz. - powiedział i odszedł.

***
Jako, że jutro już zaczynają się święta, chciałabym życzyć osobom, które czytają moje wypociny (jeśli tacy są) wesołych, spokojnych świąt, dużo prezentów pod choinką i szczęśliwego Nowego Roku. 
Jak zawsze też proszę o komentarze.
AniaXXX

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 16

Wrzesień powoli mijał, a uczniowie korzystali z ostatnich letnich promieni słońca. Ostatnią sobotę września Nicole postanowiła spędzić z Laurą. W końcu od wakacji nie miały dłuższej chwili by na spokojnie pogadać. Jako, że było słonecznie, tak jak inni uczniowie, dziewczyny postanowił wyjść na błonia. Tam usiadły pod jednym z drzew i gadały na różne tematy.
- Młoda? Nie żałujesz, że przeniosłyśmy się do Hogwartu?
- Nie, Niki. Znalazłam tu przyjaciół i oderwałam się trochę od tego co się stało. Nadal za nimi tęsknię, ale dzięki tobie rozumiem, że mogę się obwiniać, bo to nie zwróci nikomu życia. - stwierdziła Laura. Nicole przytuliła gryfonkę i powiedziała:
- Jestem z ciebie dumna siostrzyczko.
Porzuciły poważne tematy i zajęły się przyjemnym spędzeniem czasu. Po jakimś czasie dołączyła do nich grupka ślizgonów. Draco nadal podchodził nieprzyjaźnie do Nicole, ale to nie przeszkadzało spędzać im razem czasu. Dziewczyna cieszyła się, że mimo tych wszystkich zmian, nadal razem z Camile i Vanessą pozostały najlepszymi przyjaciółkami. Chociaż Blaise i Sam często wspomagali Dracona w kłótniach z Harry'm i jego przyjaciółmi, to do niej byli nastawieni przyjaźnie. Cały dzień spędzili miło odrywając się od nauki.
Po kolejnym nieudanym eliksirze Harry'ego, Nicole wręcz zmusiła go do korków z tego przedmiotu. Zagroziła, że się do niego nie odezwie jeśli nie przyjdzie sam nie podejdzie do niej i nie poprosi o pomoc. Harry nie chciał obrazy siostry, więc już kolejnego dnia podszedł do niej i poprosił o dodatkowe lekcje. Umówili się w bibliotece, aby Nicole mogła sprawdzić jak mu idzie z teorią. I sprawdziła, że w ogóle mu nie idzie.
- Harry, ja wiem, że to nudne i trudne, ale jestem pewna, że jesteś w stanie sobie z tym poradzić. Najpierw mogę pomóc ci napisać esej.
- Ale to dopiero na następny tydzień. - zaczął jęczeć gryfon.
- To będziesz miał chociaż z głowy i nie będziesz musiał myśleć o eliksirach przez cały tydzień.
- To ostatnie mnie przekonało. - zaśmiał się Harry. Nicole poszła szukać książek, które mogłyby pomóc im w napisaniu wypracowania. Gdy wróciła oboje wzięli się za pisanie. Ślizgonka pisała swoje co jakiś czas zaglądając do książek, natomiast gryfon wziął się za czytanie rozdziału o eliksirze spokoju, o którym mieli napisać wypracowanie. Gdy dziewczyna skończyła sprawdziła wypociny brata i pomogła mu dokończyć pisać. Potem jeszcze sprawdziła co zapamiętał i na tym skończyli korepetycje z eliksirów.
Kolejne eliksiry przyniosły zarówno Nicole jak i Harry'emu odrobinę satysfakcji. Snape zebrał eseje i powiedział:
- To teraz sprawdzimy jak dobrze odrobiliście zadanie domowe. Uwarzycie eliksir spokoju. W ostatniej fazie gdy eliksir będzie odpoczywał przed dodaniem ostatniego składnika, napiszecie przeznaczenie oraz skutki nadmiernego spożycia tego eliksiru. Mam nadzieję, że chociaż część z was nie przepisywała bezmyślnie książki, tylko nauczyła się podstawowych informacji o tym eliksirze. Dokładne ilości składników macie na tablicy. Podczas ważenia i pisania notatki nie możecie korzystać z podręczników. Na koniec lekcji oddacie mi fiolkę z eliksirem i notatki. Do dzieła. - zakończył z mściwym uśmiechem.
Nicole miała szczerą nadzieję, że Harry sobie poradzi i dobrze wykona eliksir oraz, że zapamiętał coś z ich ostatniej lekcji. Gdy co jakiś czas spoglądała na niego widziała, że dobrze mu idzie i nie ma się czym martwić. Cieszyła się, że jest w stanie pomóc bratu. Zauważyła też, że Hermiona patrzy na Harry'ego z aprobatą, zadowolona, że dobrze mu idzie, natomiast w oczach Rona Nicole dostrzegła zazdrość. Nie rozumiała tego, bo według niej rudowłosy powinien cieszyć się, że przyjacielowi dobrze idzie, a nie zazdrościć mu. Gdy Nicole szła oddać nauczycielowi rezultaty swojej pracy, przechodząc obok Harry.ego, wysłała mu szeroki uśmiech, na który chłopak odpowiedział ochoczo, natomiast rudowłosy wysłał jej wrogie spojrzenie. Jednak ślizgonka nie przejmując się tym poszła posprzątać swoje stanowisko. Gy Harry oddawał swój eliksir, który według niej miał odpowiedni kolor, Snape'owi, nauczyciel zaszydził:
- Potter, czyżbyś zaczął się uczyć?
- Tak, panie profesorze. - odpowiedział spokojnie, bez nerwów. Nicole z satysfakcją zauważyła, że jej brat odrobinę się zmienił. Jeszcze jakiś czas temu odpyskował by nauczycielowi, a teraz odpowiedział spokojne wracając do swojej ławki. Ślizgonce wydawało się, że to niejako jej zasługa, ponieważ z opowieści innych wychodziło na to, że Harry jest impulsywny i wrogo reaguje na krytykę, czy zaczepki. Teraz już tak nie było. Widocznie chłopak dorósł, co najwidoczniej nie podobało się rudowłosemu przyjacielowi Pottera, który spoglądał na czarnowłosego z niechęcią, męcząc się ze swoim eliksirem.
Gdy nauczyciel pozwolił wyjść osobom, które ukończyły swoje eliksiry, po wyjściu z klasy, Harry od razu podszedł do Nicole, nie patrząc na to, że dziewczyna jest w towarzystwie innych ślizgonów, i powiedział:
- Dzięki, gdybyś mi nie pomogła to pewnie znowu bym poległ.
- Nie ma sprawy, Harry. Jak widzisz wystarczy się trochę przyłożyć. - odpowiedziała z szczerym uśmiechem. Po chwili podeszli do nich przyjaciele Gryfona. Hermiona z niepewnością na twarzy, a Ronald z wrogością.
- Zacząłeś się zadawać ze ślizgonami? - zapytał z wyrzutem rudowłosy. Nicole postanowiła się nie wtrącać do sprzeczki gryfonów. W końcu to sprawa Harry'ego i jego przyjaciela.
- Daj spokój, Ron. Nicole mi pomogła, to dzięki niej udało mi się zrobić ten eliksir. - stwierdził spokojnie Harry.
- No tak, święta Nicole. Odkąd ją poznałeś, słyszę tylko Nicole to, Nicole tamto. Chyba widzisz, że ona sprzymierzyła się z przyszłymi śmierciożercami, więc prędzej, czy później dołączy do nich. - tego Nicole nie mogła znieść, nie mogła pozwolić, aby ktoś tak ograniczony obrażał jej przyjaciółki, a Dracona, Blaisa, Sama, czy też Pansy, poznała na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że oni nie mają aspiracji, aby zostać przyszłymi sługami Voldemorta.
- Weasley, - zaczęła groźnie, nie dając dojść do głosu Harry'emu - nie pozwolę ci obrażać moich przyjaciół. Możesz mnie nie lubić, czepiać się mnie o nie wiadomo co, ale nie oceniaj innych, jeśli ich nie znasz. A jeśli masz do mnie pretensję, że zabieram ci przyjaciela, to może pomyślałbyś czasem o tym co dobre dla innych. Jesteś zwykłym egoistą, a nie przyjacielem. Bo przyjaciel cieszyłby się z szczęścia swoich najbliższych, a ty się potrafisz czepiać tylko tego, że Harry skupia swoją uwagę też na innych, a nie tylko na tobie.
- Nicole ma rację. Już o tym rozmawialiśmy, Ron. Jeśli chcesz być moim przyjacielem to nie pozwolę ci jej obrażać. - oznajmił Harry.
- To już się o to kłóciliście? - zapytała zaskoczona Nicole
- Teraz to nieważne. Jeszcze raz dzięki - stwierdził czarnowłosy gryfon, pocałował siostrę w głowę i odszedł nie zwracając uwagi na nikogo. Dwójka gryfonów nie chcąc zostać w towarzystwie samych ślizgonów poszła za chłopakiem.
- Niki, nie chcę obrażać twojego brata, ale kijowo sobie dobiera przyjaciół. - stwierdziła Camile.
- Jak tak dalej pójdzie to niedługo pozbędzie się tych niby przyjaciół. - powiedział Blaise.
- Zawsze wiedziałam, że dobrze życzycie mojemu bratu - oznajmiła z sarkazmem Nicole - Nieważne, chodźmy na transmutację, bo się spóźnimy.
Jak się okazało do końca dnia Weasley był obrażony na Harry'ego, jednak już kolejnego dnia dwaj gryfoni weszli na śniadanie w pokojowych stosunkach. Jednak jak Nicole trafnie zauważyła odnosili się do siebie z rezerwą i jak później doniosła jej Laura, po dosyć głośnej wymianie zdań w pokoju wspólnym gryfonów, chłopaki stwierdzili, że nie będą poruszali tematu Nicole i innych ślizgonów, do momentu, aż Ronald nie dorośnie do tej kwestii.



***

Może z okazji zbliżających się świąt jakieś komentarze się pojawią.
AniaXXX

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 15

Kolejny tydzień nie zapowiadał się zbyt dobrze, bowiem nauczyciele oddawali sprawdzone testy, z nie zawsze dobrymi wynikami. Na pierwszy ogień poszły eliksiry. Tym razem na stolikach już były umieszczone palniki, na których stały kociołki. Jednak zanim uczniowie mogli wziąć się za robienie eliksirów musieli wysłuchać kazania Snape'a.
- Sprawdziłem wasze testy i doszedłem do wniosku, że nawet 1/4 tej klasy nie zda SUMów. Ale tym lepiej dla mnie, nie będę musiał się męczyć z wami w klasie owutemowej. - powiedział z mściwym uśmiechem, a potem zaczął rozdawać testy, czytając głośno wyniki i komentując je wrednie, jeśli chodzi o gryfonów, albo chwaląc, jeśli mowa o ślizgonach. - Granger, Powyżej Oczekiwań, to i tak zawyżona ocena, za wykute na pamięć książkowe regułki nie dostaje się dobrych ocen. Goyle, weź się za robotę, Nędzny. Longbottom, Okropny, akurat to wcale mnie nie zdziwiło, z pewnością nie uda ci się zdać SUMa z Eliksirów. Malfoy, gratuluję, Wybitny, proponuję ci pomóż siostrze, wiem, że też ją stać na Wybytny, teraz jednak Powyżej Oczekiwań. Potter, jak zwykle Nędzny, po prostu brak słów. Robespierre, - ty Nicole się zdziwiła, bo do tej pory wszyscy nauczyciele zwracali się do niej Potter - Wybitny, aż dziwne, że głupota nie jest rodzinna - powiedział patrząc wrednie na Harry'ego. Jedyne oceny, których nie skomentował należały do jego dzieci, tu powiedział dumny - Snape, Wybitny, Snape, Wybitny - i podał kartkę najpierw Samuelowi, a potem Vanessie. Na koniec został mu test Rona - Weasley, Okropny, gdyby głupota mogła latać, to wznosił byś się po przestworzach - tu ślizgoni ryknęli śmiechem, włączając w to Nicole, której uśmiech zamarł na ustach, gdy zobaczyła, że Harry spojrzał na nią z wyrzutem. - Teraz uwarzycie eliksir dodający wigoru. Nie jest zbyt skomplikowany, ale trzeba uważać na kolejność dodawanych składników. Przepis jest na tablicy. - wydał polecenie Snape i usiadł za biurkiem zajmując się jakimiś papierami. Nicole, Camile i Vanessa miały to szczęście, że przerabiały ten eliksir już pod koniec czwartego roku, więc nie mieli z tym większych problemów. Po piętnastu minutach Snape zaczął chodzić po klasie przyglądając się pracy uczniów. Gdy zatrzymał się przy stoliku Camile i Nicole powiedział tylko: Poprawnie, i poszedł dalej. Przy gryfonach zatrzymywał się dłużej, aby wykpić ich nieudolność.
- Potter, co to jest? - wskazał na jego kociołek.
- Eliksir dodający wigoru? - powiedział niepewnie
- To ja pytam, czy ty? Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru. To się nie nadaje nawet jako trutka dla szczurów. Evanesco. I znowu nic, Potter. - powiedział i odszedł. - Ci co zdołali ukończyć swoje eliksiry niech przeleją do fiolek i położą na biurku. Koniec lekcji. - Nicole szybko przelała eliksir do fiolki i posprzątała swoje stanowisko, aby dogonić Harry'ego, który już wychodził z klasy.
- Harry, zaczekaj! - zawołała, gdy wydostała się z klasy
- Czego chcesz? - zapytał gniewnie
- Nie musisz być niemiły. Chciałam pogadać. Zapytać co się stało. Widzę, że jesteś na mnie zły.
- Jak chcesz się pośmiać, że mi nie wyszło to teraz, bo zaraz mamy lekcje i nie mam czasu. - wyrzucił z siebie.
- Biedny Potter chce się wypłakać w ramię siostry. - zaszydził Draco, przechodzący obok.
- Zamknij się Draco. Chcę porozmawiać z Harry'm na osobności. - stwierdziła i nie przejmując się innymi powiedziała do Harry'ego. - Nie miałam zamiaru się z ciebie śmiać, raczej chciałam zapytać dlaczego tak źle ci poszło robienie eliksiru. A jeśli masz do mnie pretensje o to, że śmiałam się z tekstu Snape'a to wybacz, ale to było po prostu zabawne, nie chciałam nikogo urazić, z resztą śmiałam się z żartu, a nie z Ronalda. Ale jeśli masz do mnie pretensje to nie mamy o czym gadać. Nara. - chciała odejść, ale Harry złapał ją za ramię.
- Zaczekaj. Przepraszam, nie powinienem się unosić. Zareagowałem tak, bo Snape zawsze niesprawiedliwie traktuje gryfonów. A co się tyczy eliksiru to zawsze byłem z nich beznadziejny, a Snape dodatkowo mnie demotywuje.
- W takim razie zamiast się denerwować czy użalać nad złymi ocenami, co tydzień będę dawać ci korki z eliksirów. Nie ma, że boli, trzeba się uczyć. - Protesty Harry'ego stłumiła groźnym wyrazem twarzy. - A teraz jak sam zauważyłeś mamy lekcje. Choć na transmutację. - powiedziała. Tam również czekało ich kazanie.
- W tym roku macie SUMy i musicie zacząć się uczyć. Na całą klasę tylko połowa ocen było pozytywna, z czego były tylko trzy Wybitne i trzy Powyżej Oczekiwań. Jeśli chcecie zdać SUMy to jest czas, aby wziąć się za naukę. Gratuluję pannom Granger, Snape i Potter, bo tylko one są odpowiednio przygotowane do SUMów. - Gdy skończyła narzekać rozdała testy i zaczęła lekcję. Takie kazanie czekało na uczniów piątego roku jeszcze tylko na Obronie, z resztą przedmiotów nie było większych problemów więc i testy poszły całkiem dobrze.
- Sprawdzając wasze prace doszłam do wniosku, że jednak jesteście ignorantami, przynajmniej jeśli chodzi o naukę. - zaczęła nauczycielka gdy weszli do klasy. Tym razem w klasie nie było stolików, więc ustawili się pod ścianą. - Obrona przed czarną magią jest przedmiotem, na który musicie się uczyć jeśli chcecie obronić siebie po za murami szkoły. W szczególności w dzisiejszych czasach.
- A co nam grozi po za murami szkoły? - odezwał się gryfon - Seamus Finnigan.
- Byłeś obecny w szkole na koniec poprzedniego roku? - gdy chłopak kiwnął głową pani Bennett powiedziała - Więc nie zadawaj głupich pytań. Wszyscy wiedzą o tragedii na koniec Turnieju Trójmagicznego. Czy ktoś ma równie idiotyczne pytania? - zapytała, jednak odpowiedziała jej cisza. - W takim razie teraz po kolei będziecie się pojedynkować. Żeby było ciekawiej ja was dobiorę w pary. Będą to pary z różnych domów. Oceny będą wystawione na podstawie testów i tego co tu zobaczę. Zacznę od tych uczniów którym poszło najgorzej. Panna Brown i pan Goyle. Możecie używać każdego zaklęcia, które znacie, oprócz tych czarnomagicznych. Zaczynajcie. - pojedynek gryfonki i ślizgona nie był długi, ponieważ pani Bennett szybko go zakończyła. - Przecież to żenada, wy nawet nie umiecie porządnie rzucić zaklęcia rozbrajającego. Okropny, oboje. Longbottom i Crabbe. - tu sytuacja się powtórzyła - I znowu to samo. Okropny. Longbottom nikt cie tu nie chciał torturować, następnym razem pozbądź się stresu. - dodała kobieta ostrym tonem. - Weasley i Davis - Nicole zastanawiała się czy jej współlokatorka chociaż coś pokaże, czy tylko udaje, że potrafi myśleć. Jak się okazało dziewczyna tylko udaje. - Davis, czy ty wiesz po co masz różdżkę? Jeśli nie wiesz to ci powiem. Różdżka jest do rzucania zaklęć i to nie tylko takich do poprawiania wyglądu. Okropny. Weasley istnieje więcej zaklęć niż Expelliarmus. Nędzny. - Kolejne pojedynki również nie pokazywały niczego ciekawego jednak oceny powoli się podwyższały. - Panna Malfoy i pan Thomas. - wywołała kolejnych uczniów. Nicole trzymała kciuki za przyjaciółkę, ale nie miała się czego bać. Camile wygrała bez problemów. Dziewczyna otrzymała Powyrzej Oczekiwań, a gryfon Zadowalający. Potem przyszedł czas na Vanessę, która pojedynkowała się z Seamusem. Po 5 minutach intensywnej walki Vane odebrała chłopakowi różdżkę rzucając proste Expelliarmus przed którym się nie obronił. Oni otrzymali Powyżej Oczekiwań. - Zostało czterech ślizgonów i dwójka gryfonów. W takim razie jedna para będzie się składała z dwójki ślizgonów. Zapraszam pannę Potter i pannę Greengrass. - Nicole wiedziała, że na swoje nieszczęście trafi na kogoś kto jej nienawidzi. Od pierwszego dnia w Hogwarcie dziewczyny nie pałały do siebie sympatią, a Daphe była nawet wrogo nastawiona do Nicole. Dziewczyny stanęły na przeciw siebie. Chwilę krążyły wokół siebie nie atakując. Pierwsza zaatakowała Daphne.
- Drętwota. - krzyknęła blondynka. Nicole obroniła się tarczą, jednak nie czekając na kolejny atak przeciwniczki, od razu ją opuściła i rzuciła zaklęcie:
- Conjunctivitis* - niestety nie trafiła. Przez kolejne kilka minut wymieniały się zaklęciami, do momentu, aż Nicole nie trafiła zaklęciem w Daphne - Furnunculus** - Blondynka zaczęła krzyczeć, coś o tym, że Nicole zniszczyła jej piękną twarz, ale czarnowłosa nie przejmując się tym, odebrała jej różdżkę, czym zakończyła pojedynek.
- Panno Greengrass proszę nie rozpaczać, pani Pomfrey w ciągu godziny to wyleczy. Otrzymujesz Powyżej Oczekiwań, nie sądziłam, że po tak prostym zaklęciu można, aż tak stracić głowę. Panno Davis proszę zaprowadzić koleżankę do Skrzydła Szpitalnego. - zarządziła pani Bennett. - Panno Potter, gratuluję. To był najciekawszy pojedynek jak dotąd widzieliśmy. Wybitny. Teraz zapraszam pana Snape'a i pannę Granger. - jak się okazało pozostałe dwa pojedynki były równie ciekawe. W pierwszym ślizgon wygrał i uzyskał Wybitny, natomiast dziewczynie nauczycielka powiedziała:
- Panno Granger, teoria to nie wszystko. Proszę skupić się bardziej na praktyce niż na wykuwaniu regułek z podręcznika. Powyżej Oczekiwań. - Ostatni pojedynek cieszył obu przeciwników. Zarówno Harry, jak i Draco chcieli wygrać i pokazać, że są lepsi od przeciwnika. - Panie Malfoy, panie Potter, zapraszam. - powiedziała profesor Bennett. Obaj spojrzeli na siebie wrogo i obaj natychmiast zaatakowali. Pojedynek trwał długo i żaden z chłopaków nie popełniał błędów. Gdy lekcja dobiegła końca pani profesor przerwała walkę i obojgu wstawiła Wybitnego.



*Conjunctivitis - oślepia przeciwnika
**Furnunculus - powoduje pojawienie się na twarzy białych krost

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 14

Następne dni nie przyniosły nic ciekawego. Ciągłe gadanie o SUMach, testy sprawdzające wiedze i tak w kółko. Nicole przekonała się, że słowa Laury o profesorze od historii magii są jak najbardziej prawdziwe. Ślizgonka nigdy nie lubiła tego przedmiotu, a teraz jeszcze sam nauczyciel zniechęcał ją do nauki. Jednak nie przejmując się tym na tej lekcji po prostu plotkowała z Camile i Vanessą. Na pierwszej lekcji obrony przed czarną magią, okazało się, że przemowa nauczycielki była równie interesująca, jak ta Snape'a.
- Z notatek zostawionych przez poprzednich nauczycieli wnioskuję, że jesteście daleko w tyle. Spodziewam się, że chociaż tę marną cząstkę materiału, którą przerobiliście macie dobrze przyswojoną. - zaczęła surowym tonem. - Jedyne co macie w pełni przerobione to obrona przed magicznymi stworzeniami, chociaż przeraża mnie to, że mieliście to dopiero na trzecim roku. Ten materiał powinien być w pierwszej, co najwyżej drugiej, klasie. Dziś napiszecie test, który sprawdzi, czy jesteście całkowitymi ignorantami w sprawie obrony, czy może chociaż trochę się uczyliście przez te cztery lata. Na następnych lekcjach będę sprawdzać przed jakimi zaklęciami jesteście się w stanie bronić. A teraz do roboty. - powiedziała i machnęła różdżką, a testy same zaczęły się rozdawać. Z tym testem Nicole również nie miała problemów. Z resztą na ogół dobrze sobie radziła ze wszystkimi przedmiotami, w końcu jako córka premiera Francji miała świecić przykładem. Razem z Laurą, zanim poszły do szkoły miały zajęcia przygotowawcze z prywatnymi nauczycielami, więc już na pierwszym roku wiedziały o wiele więcej niż ich rówieśnicy. Po pierwszym tygodniu szkoły i masie testów sprawdzających dyrektor ogłosił, że w sobotę uczniowie mają wyjście do Hogsmeade. Nicole wybierała się tam razem z grupką ślizgonów. Rodzeństwo Malfoy, rodzeństwo Snape, Blaise, Pansy i Nicole. W takim składzie właściwie wszędzie się pokazywali. Mimo tego, że Draco nie pałał do Nicole sympatią, to jak stwierdziła kilka dni wcześniej, musiał się przyzwyczaić. On zawsze ostentacyjnie ją ignorował, z Pansy mogła czasem wymienić kilka słów, a Blaise i Samuel nie przejmowali się tym, kto jest jej bratem i na luzie z nią gadali. Z Camile i Vanessą tak jak w Beauxbatons tworzyły trójkę najlepszych przyjaciółek. Tak się akurat złożyło, że gdy wychodzili ze szkoły trafili na grupkę gryfonów. Byli to wszyscy Weasley'owie, Harry, Hermiona i przyjaciel rudowłosych bliźniaków, Lee Jordan. Gdy zauważyli, że trafili na ślizgonów, Nicole zobaczyła jak Ron nachmurzył się, Harry spojrzał na niego ostrzegawczo, ale też nie był zbyt zadowolony, że trafił akurat na nich, oczywiście nie licząc Nicole. A Fred uśmiechnął się szeroko i powiedział do Nicole:
- Uważaj żebyś nie zrobiła się zbyt ślizgońska. Nie do twarzy ci w zielonym.
- Tak jak tobie w czerwonym. - zaśmiała się ślizgonka. W tym czasie stanęli w kolejce, aby woźny Filch mógł przepuścić ich do miasteczka.
- Może pójdziemy razem? Zawsze to będzie jakaś nowość, gdy w Hogsmead pojawią się razem gryfoni i ślizgoni. - odezwała się Ginny, wiedząc, że zaraz posypią się protesty.
- Obawiam się, że będzie to za duża trauma jak dla Harry'ego, Rona i Draco. Więc raczej nie warto ich skazywać na takie przeżycia. - gdy przyszła ich kolej sprawdzenia przez Filcha, Nicole pożegnała się tylko z gryfonami i razem ze swoimi domownikami ruszyła do miasteczka. Obeszli całe Hogsmead odwiedzając sklep Zonka, Miodowe Królestwo i Wrzeszczącą Chatę. Dziewczyny zaciągnęły też chłopaków do butiku. Tam świetnie się bawiły przymierzając różne ciuchy i doprowadzając męską część ich grupy do białej gorączki. Zabawę przerwał im Draco:
- Dobra dziołchy. Albo zostajecie, albo idziecie z nami na kremowe piwo, bo my mamy dość.
- Braciszku, zaczekajcie jeszcze tylko przymierzymy po ostatniej sukience.
- Dobra - zgodził się ze zrezygnowaniem. Cztery dziewczyny zajęły znowu wszystkie przebieralnie i po pięciu minutach wszystkie wyszły, a chłopakom szczęki opadły do ziemi. Wszystkie cztery wybrały miniówki, więc ukazywały one ich zgrabne, długie nogi. Pierwszy z szoku wyrwał się Sam, gdy zobaczył siostrę ubraną w małą czarną.
- Vane, jak ojciec cie w tym zobaczy to zejdzie na zawał i przez miesiąc nie wypuści cię z domu.
- Sam, chyba nie myślisz, że dla niego będę to ubierać, ale przyznasz, że zajebiście wybrałyśmy, co nie? - zapytała chłopaków.
- Zdecydowanie zajebiście. - stwierdził Blaise, który jakby nie wiedział na których nogach zatrzymać swoje ciemne tęczówki. Wreszcie zatrzymał wzrok na Camile i mierzył ją od góry do dołu. Blondynka miała na sobie błękitną sukienkę beż ramiączek. Nicole ze zdziwieniem zauważyła, że jej intensywnie przygląda się Draco. Nie bardzo podobało jej się, że zatrzymał wzrok na sporym dekolcie, no ale trudno. Oprócz niej zauważyła to też Pansy, ubrana w białą sukienkę, która idealnie podkreślała jej kształty.
- Podoba ci się, Draco? - zapytała Parkinson wskazując na obiekt zainteresowania Dracona.
- Nie, ale Weasley nie miał racji. Do twarzy ci w zielonym. - powiedział do Nicole. - Przebierajcie się, bo chcemy iść jeszcze do Trzech Mioteł. - stwierdził i już nie zwracał uwagi na dziewczyny. Usłyszał tylko głos siostry, która powiedziała niby szeptem do Nicole:
- Podobało mu się. - po czym obie dziewczyny zachichotały i skierowały się do przebieralni. Wszystkie cztery zakupiły wybrane sukienki twierdząc, że kiedyś im się przyda. Nicole dodatkowo kupiła bluzkę dla Laury i czarne szpilki, co Vanessa skomentowała: Ty i ta twoja obsesja na punkcie butów, w czym miała całkowitą rację, bo panna Potter miała już pokaźną kolekcję różnego rodzaju butów, ale nie przeszkadzało jej to w kupowaniu kolejnych. Kolejną godzinę spędzili spokojnie w pubie pod Trzema Miotłami, gdzie chłopaki mogli wreszcie przy kremowym piwie odpocząć od zakupów. Gdy wrócili do zamku okazało się, że mają jeszcze godzinę do kolacji, więc Nicole zdecydowała się spędzić ten czas z Laurą. Poszła na siódme piętro w stronę wejścia do wieży gryfonów, którym był obraz Grubej Damy. Na swoje szczęście akurat bliźniacy wychodzili z Pokoju Wspólnego, więc zatrzymała się przy nich.
- Wiecie może, czy Laura jest w wieży.
- Jest, a co? - potwierdził George
- Chciałam z nią pogadać, wpuścicie mnie? - zapytała uśmiechając się przymilnie.
- A co my z tego będziemy mieli, Francuzeczko?
- Moją dozgonną wdzięczność. - zaproponowała Nicole
- Takiej oferty chyba się nie odrzuca, jak myślisz Fred?
- Ja sądzę, że należy nam się coś jeszcze. - stwierdził Fred ostentacyjnie wskazując na policzek.
- Rozumiem, że chcesz dostać w swoją przystojną buźkę? - zapytała Nicole
- Wchodzicie, czy nie? Bo nie wiem czy mam zamykać - zdenerwowała się Gruba Dama
- Tym razem ci się upiecze. Wchodź. - powiedział Fred i wpuścił ją do wieży. Nicole znalazła się w okrągłym pomieszczeniu, w którym znajdowało się pełno stolików, kanap i foteli. Jak dla niej było tu za czerwono. Przy jednym ze stolików ujrzała Laurę w towarzystwie znajomych, których ostatnio jej przedstawiała. Jeśli Nicole dobrze pamiętała byli to Lucy, Jack i Natalie. Od razu skierowała się w tamtą stronę, jednak drogę zagrodził jej Ronald.
- Nie powinno cię tu być, jesteś ślizgonką. - powiedział groźnie
- Przyszłam do siostry, z resztą to twoi bracia mnie wpuścili.
- Ron, pamiętaj co mi obiecywałeś. - odezwał się ostrzegająco Harry, który przed chwilą pojawił się obok przyjaciela.
- Przecież jej nie obrażam. -stwierdził i odszedł.
- Coś się stało? - zapytała Nicole Harry'ego
- Nic, mieliśmy ostatnio małą sprzeczkę, ale już sobie wszystko wytłumaczyliśmy - powiedział uspokajająco
- Poszło o mnie? - zapytała, a gdy zobaczyła potwierdzenie w oczach brata powiedziała - Nie chcę abyście się przeze mnie kłócili. Przez cztery lata się przyjaźniliście.
- Nie martw się, to Ron musi sobie uświadomić, że nie wszyscy ślizgoni to zło konieczne. - wytłumaczył
- Jak uważasz. Potem jeszcze pogadamy. Teraz idę do Laury. - powiedziała i skierowała się w stronę blondynki, która nawet nie zauważyła, że Nicole przyszła.
- Młoda, nad czym się tak męczysz? - zapytała, gdy zobaczyła, że czwórka drugorocznych gryfonów skrobie jakieś wypracowania
- Co ty tu robisz?
- Ładnie to tak witać siostrę? - zaśmiała się Nicole i usiadła obok Laury.
- Wybacz moje nieokrzesanie. Witaj Nicole. Cieszę się, że cię widzę. Co ty tutaj robisz? Tak może być? - mówiła na pozór poważnie
- Już lepiej. Coś ty się taka wyszczekana zrobiłaś? - nie czekając na odpowiedź zapytała - No i z czym się tak męczysz?
- Eliksiry. - powiedziała tak jakby to było największe zło świata - Mamy opisać eliksir pieprzowy.
- Przecież to nic trudnego.
- Wiem, ale Snape jest wredny, przecież nic mu nie zrobiliśmy, a męczy nas jak żaden inny nauczyciel.
- To pokaż co tam napisałaś. - Nicole wzięła do ręki pergamin i zaczęła czytać wypociny siostry, gdy skończyła powiedziała - zapomniałaś dopisać do składu muchy siatkoskrzydłe i opisz jeszcze jak wygląda po zrobieniu. Poza tym jest ok.
- Dzięki. Zaraz to uzupełnię. A jak było w Hogsmeade? - zapytała Laura nie przejmując się wypracowaniem.
- Fajnie, już za rok sama będziesz mogła się szlajać po miasteczku. Mam coś dla ciebie. - powiedziała i wyjęła z torby niebieską bluzkę z czarnym nadrukiem i kilka słodyczy. - Trzymaj.
- Dzięki, siostra.
- Nie ma sprawy, Młoda. A teraz kończ to wypracowanie, bo za piętnaście minut kolacja. Ja jeszcze idę pogadać z Harry'm. - powiedziała i pożegnała się z Laurą i jej znajomymi. Podeszła do kominka przy którym wylegiwał się jej brat z Hermioną i Ronem.
- Nie przeszkadzam? - zapytała
- Jasne, że nie. - powiedział natychmiast Harry - Nie mieliśmy okazji dłużej porozmawiać przez ten tydzień.
- Właśnie dlatego tu przyszłam.
- Jak ci się podobało w Hogsmeade? - zapytała Hermiona
- Fajne miasteczko. Byliśmy w Zonku, Miodowym Królestwie i widzieliśmy Wrzeszczącą Chatę. Malfoy próbował nam wmówić, że tam straszy, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć, pewnie chciał nas wystraszyć. - gdy zobaczyła cwane uśmiechy na twarzy trójki gryfonów zapytała - Wy coś wiecie?
- To dłuższa historia, ale kiedyś ci opowiem. - stwierdził Harry.
- Mniejsza z tym. Zaciągnęłyśmy jeszcze chłopaków do butiku i kupiłam tam zajebistą sukienkę i jeszcze bardziej zajebiste szpilki.
- A po co ci to? - zapytała zdziwiony Harry
- Przyda mi się. I w ogóle to wpadłam na genialny pomysł. Na ferie świąteczne zaciągnę cię do jakiegoś porządnego sklepu z ciuchami i wymienisz całą garderobę. - gdy zobaczyła zbolałą minę brata wytłumaczyła - Te szmaty po tym tłuściochu, które nosisz nie zasługują nawet na miano ciuchów, więc pod moim okiem spalisz je wszystkie na stosie i kupisz sobie nowe.
- Niech ci będzie, ale nie licz na to, że wytrzymam w jakimkolwiek sklepie dłużej niż godzinę.- zgodził się Harry, wiedząc, że z Nicole i tak nie wygra.
- Jeszcze zobaczymy. A teraz idziemy jeść. - powiedziała i pociągła Harry'ego w stronę wyjścia, więc ten chcąc, nie chcąc ruszył się, a za nim Ron z Hermioną. Przy wyjściu dogoniła ich jeszcze Laura ze znajomymi. Gdy weszli do Wielkiej Sali wszystkich uczniów wmurowało, w końcu jakby nie patrzeć ślizgonka weszła ramię w ramię ze Złotym Chłopcem Gryffindoru. Nicole nie przejęła się tym, tylko po prostu skierowała się w stronę swojego stołu.

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 13

Podczas gdy w dormitorium dziewczyn ze Slytherinu z V roku trwała kłótnia, w wieży Gryffidoru również coś się działo. Czarnowłosego chłopaka zalała fala pytań i czym się zdziwił, również oskarżeń.
- To twoja siostra?
- Kim ona jest?
- Czemu macie takie same nazwisko?
- Czemu ona ma dwa nazwiska?
- Ona jest ślizgonką, to jest podejrzane. - ostatnie zdanie wypowiedział Ron. O ile na początku Harry nie miał zamiaru odpowiadać na te pytania, to teraz gdy jego przyjaciel oskarżał Nicole o coś, postanowił zareagować.
- Co masz na myśli, Ron? - zapytał, a Gryfoni ucichli momentalnie i zaczęli się przysłuchiwać rozmowie.
- Pojawiła się znikąd, teraz jest ślizgonką. Uważam, że powinniśmy na nią uważać. - wytłumaczył rudzielec. - Do tego słyszałem jak mówiła ci, że przyjaźni się z siostrą Malfoy'a i córką Snape'a. Teraz pewnie przekazuje wszystkie informacje o tobie, Malfoy'owi.
- Posunąłeś się za daleko, Ron. - przerwał mu Harry. - Nicole to moja siostra. Te dziewczyny są jej przyjaciółkami od czterech lat. Nie będę wymagał od niej, żeby zerwała taką znajomość tylko ze względu na to, że nienawidzę Malfoy'a czy Snape'a. I owszem jest ślizgonką, ale poznałem ją dobrze przez ten miesiąc i wiem, że dla niej nie liczy się tylko czysta krew, czy inne fanaberie, które wyznaje Malfoy. Nie wymagam od ciebie, żebyś ją polubił, ale nie pozwolę ci jej obrażać. Jeśli chcesz być moim przyjacielem to zastanów się czy nie warto.
- Nie wiem, muszę to wszystko przemyśleć. Ja jej nie ufam i nie rozumiem dlaczego ty nagle chcesz się bratać z ślizgońskimi gnidami!
- Nie obrażaj mojej siostry! - niespodziewanie do kłótni włączyła się Laura, która nie mogła znieść tego, że ktoś obrażał jej ukochaną, starszą siostrę.
- Ron, myślę, że czas wydorośleć. Poznaliśmy Nicole na tyle, żeby wiedzieć, że nie jest zła. Nie możemy obrażać i skreślać wszystkich, którzy chodzą do Slytherinu. - powiedziała Hermiona.
- Jak chcecie, ja muszę to przemyśleć - oznajmił obrażonym tonem Ron i poszedł w stronę schodów prowadzących do męskich dormitoriów.
- Koniec przedstawienia. - stwierdziła Hermiona - Laura choć pokażę ci gdzie będziesz miała sypialnie. - starsza dziewczyna zaprowadziła młodszą w stronę schodów prowadzących do damskich dormitoriów. Zatrzymali się przed drzwiami z napisem: II rok. - to jest twoje dormitorium, twoje rzeczy już są w środku. - powiedziała, a dziewczynka nie czekając na nic weszła, aby poznać nowe koleżanki.
Następnego dnia śniadanie w Wielkiej Sali rozpoczęło się o 7:30. Trzy ślizgonki pojawiły się na nim zaraz na początku, gdy jeszcze większość uczniów się nie poschodziła. Nicole od razu zaczęła się rozglądać po sali, ale nie zobaczyła znajomych twarzy. Kilka minut później na śniadanie zeszła Laura w otoczeniu kilku dziewcząt ze swojego rocznika. Gdy Nicole zobaczyła, że jej młodsza siostra integruje się z innymi dziećmi od razu poczuła się lepiej i gdy Laura spojrzała na nią, ślizgonka uśmiechnęła się szeroko. O 8:00 Wielka Sala była pełna uczniów, a Nicole zauważyła, że Harry również już przyszedł. Nieco ją zdziwiło, że Ron przyszedł osobno, bo w końcu są przyjaciółmi, ale przestała się tym przejmować, gdy podszedł do nich ich opiekun domu, profesor Snape rozdając im plany zajęć. Okazało się, że zaczynają o 9:00 eliksirami z gryfonami. Nicole razem z Camile i Vanessą skierowały się do dormitorium, aby zabrać potrzebne książki na dziś, a potem zaczekały w Pokoju Wspólnym na Draco, Sama i Blaisa, aby razem pójść pod salę eliksirów. Na miejscu znaleźli się 10 minut przed rozpoczęciem zajęć. Obecna była tam też grupa gryfonów, w tym Harry. Nicole pomachała do niego, na co Draco prychnął.
- Prychasz jak kot, a nie jak smok. - zażartowała panna Potter.
- Kpisz sobie ze mnie? - zapytał groźnie Draco.
- Smoku, wrzuć na luz. Przecież ona tylko zażartowała. - stanął w jej obronie Blaise, który mimo, że też nie lubił Harry'ego, do niej najwyraźniej nic nie miał.
- Spokojnie, ale wiesz, że jakbyś próbował być nie wiadomo jak nie miły to ja nie zniknę? - to pytanie skierowała do Malfoy'a, ale najwyraźniej nie czekała na odpowiedź, bo dopowiedziała jeszcze - Więc się przyzwyczajaj do mojej obecności.
Dalszą rozmowę uniemożliwił Snape, który zgromił wszystkich uczniów wzrokiem i syknął:
- Wejść. - po wejściu uczniowie zaczęli zajmować miejsca przy stolikach, na których dzisiaj nie stały kociołki tylko pergaminy. Nicole usiadła z Camile, a za nimi Vanessa ze swoim bratem, natomiast przed nimi Draco z Blaisem. Jak zauważyła czarnowłosa w dwóch rzędach siedzieli ślizgoni, a w dwóch gryfoni. Dopatrzyła się Harry'ego siedzącego z Ronem, z tyłu klasy. Przed nimi była Hermiona z jakimś pucołowatym chłopakiem. Jej rozmyślania przerwał głos profesora. - Ten rok zaczniemy od testu sprawdzającego waszą wiedzę z czterech lat. Chcę wiedzieć ilu z was jest w stanie napisać SUMy na chociaż pozytywną ocenę. Ale nie łudźcie się, do klasy owutemowej przyjmuje tylko najlepszych, czyli niewielu z was. - powiedział z mściwym uśmiechem. - A teraz bierzcie się do roboty. Macie na to całe dwie godziny. - Nicole nie bała się testu z eliksirów. Całkiem dobrze sobie z nimi radziła w Beauxbatons. Gdy zaczęli pisać Snape zaczął sprawdzać obecność. Gdy zatrzymał się przy jej nazwisku Nicole, zrozumiała, że profesor zdecydowanie nie będzie jej lubił, bo Harry'ego wręcz nie znosi.
- Potter-Robespierre, kolejna znakomitość. Zapewne Potter przekazał ci jak masz się pławić w blasku chwały?
- Nie, panie profesorze. Harry nie przekazał mi jak to robić i myślę, że nie będzie mi potrzebna ta wiedza. - stwierdziła Nicole i po chwili zrozumiała, że to był jej wielki błąd.
- Potter, jesteś tak samo impertynencka jak twój brat - powiedział groźnie Snape - ale jesteś też ślizgonką i nie pozwolę ci zhańbić tego domu. Szlaban. Dziś o 18:30 u mnie w gabinecie.
- Tak panie profesorze. Przepraszam. - Nicole zdecydowanie wiedziała kiedy ustąpić, z resztą nie chciała pyskować więcej, bo bała się, że może się to też odbić na Harry'm. Bez zbędnych słów zaczęła rozwiązywać test. Okazało się, że pytań było mnóstwo, ale odpowiedziała wyczerpująco na każde. Po eliksirach miała godzinę transmutacji, również z gryfonami. Tutaj profesor McGonagall również truła im przez połowę lekcji o SUMach. Tak jakby chcieli zapomnieć. I też zrobiła im test sprawdzający wiedzę. Potem mieli przerwę na lunch. Nicole szybko coś przegryzła i poszła przysiąść się do Laury. Okazało się, że wielu gryfonów, którzy zobaczyli przy swoim stole ślizgonkę, było gotów co najmniej wszcząć alarm, jednak Nicole nie bardzo się tym przejęła.
- Młoda, jak tam pierwsze lekcje?
- Całkiem nieźle. Pierwszą mieliśmy obronę. Profesor Bennett jest surowa, ale całkiem fajna, a historii magii uczy nas duch. Jest tak strasznie nudny, że można spać na jego lekcjach. Zakolegowałam się z Natalie McDonald, Lucy Shaw i Jackiem Sloperem. - dziewczynka wskazała na dwie gryfonki siedzące na przeciwko i jednego chłopca siedzącego obok niej.
- Dobra, Młoda, ucz się pilnie i nie śpij na lekcjach, a ja spadam, bo dziewczyny już czekają, a zaraz mamy zielarstwo. Miłej nauki.
- Dzięki, a tobie jak poszło? - zapytała blondynka
- Całkiem nieźle. - powtórzyła jej słowa i odchodząc dopowiedziała - Załapałam dzisiaj szlaban.
- A mnie pouczasz, że mam nie spać na lekcji? - zapytała szeroko uśmiechnięta Laura.
- Uczę cię jak masz się nie zachowywać. Pa. - pożegnała się i skierowała do Camile i Vanessy, czekających na nią niecierpliwie przy wyjściu. Na późniejszych lekcjach na Nicole nie czekało już coś tak ciekawego jak wieczorny szlaban, więc w dobrym humorze, po kolacji skierowała się do gabinetu profesora.
Szlaban, który ją czekał okazał się być całkiem nudny, ale najpierw czekała ją pogadanka. Gdy zapukała równo o 18:30, usłyszała: Wejść, więc otworzyła drzwi i weszła.
- Siadaj. - syknął nauczyciel. Gdy zajęła miejsce rozpoczął swoją tyradę. - To, że jesteś Potterem, w moim domu nic nie znaczy. Jak już powiedziałem nie pozwolę ci zhańbić tego domu. Jesteś ślizgonką, a w Slytherinie nie ma żadnego gwiazdorzenia. Slytherin cechuje się przede wszystkim ambicją, sprytem oraz przebiegłością i tego od ciebie wymagam. Wystarczy nam jedno Złote Dziecko w Hogwarcie. - zakończył szyderczo Snape.
- Dobrze, panie profesorze.
- Przeglądałem twój test i mam nadzieję, że poradzisz sobie z poukładaniem składników do eliksirów. - stwierdził z sarkazmem - Masz je ułożyć tematycznie, wszystkie słoiczki powinny być opisane, jednak jeśli nie są to odłóż na bok, opisz i zaczekaj, aż sprawdzę, czy dobrze to zrobiłaś. Do roboty. - powiedział i zaprowadził ją do składziku. Okazało się, że jest tego mnóstwo, więc dziewczyna wzięła się do roboty, aby jak najszybciej skończyć. Najgorsze było to, że Snape zabrał jej różdżkę i musiała wszystko robić ręcznie. Uporała się z tym w trzy godziny. Opisała zawartość dziesięciu słoiczków i wyszła do gabinetu, aby poprosić Snapa o sprawdzenie. Okazało się, że nauczyciel rozmawia akurat ze swoimi dziećmi, więc Nicole uśmiechnęła się delikatnie do Vanessy i Sama i powiedziała.
- Już skończyłam, profesorze. Może pan sprawdzić, czy dobrze opisałam słoiczki? - Snape bez słowa wstał i poszedł do składziku, a biedna Nicole za nim.
- Poprawnie. Pochowaj je i będziesz wolna.
- Dobrze, proszę pana. - schowała szybko te dziesięć słoiczków i wyszła ze składzika. Odebrała swoją różdżkę i wyszła z gabinetu. Gdy wychodziła usłyszała
- Wy też idźcie, niedługo będzie cisza nocna. - Więc zaraz dołączyło do niej rodzeństwo Snape i razem poszli do Pokoju Wspólnego. Jak już się tam znaleźli przysiedli się do Malfoy'ów, Zabiniego i Parkinson.
- Mam dość. - stwierdziła Nicole i walnęła się na kanapę obok Camile.
- Bardzo cię wymęczył? - zapytała blondynka
- Musiałam uporządkować całą zawartość składzika. A trochę sporo tam tego było. - Nicole nie przejmując się niczym oparła się o ramię przyjaciółki i zaczęła przysypiać.
- Wiem, że jestem nadzwyczaj wygodna, ale spadaj do łóżka.
- Cami, jesteś też zajebiście skromna, ale masz racje, w łóżku będzie mi wygodniej. Dobranoc. - stwierdziła Nicole i poszła do dormitorium. Tam Daphne obrzuciła ją szyderczym wzrokiem, ale nie przejmując się tym, bo nie było to nic nowego, poszła pod prysznic, a potem spać.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 12

Po skończonej uczcie Dumbledore wstał, aby przemówić.
- Drodzy uczniowie, teraz, gdy napełniliście swoje żołądki wierzę, że jesteście w stanie wysłuchać mojej krótkiej przemowy. - mężczyzna uśmiechnął się do uczniów dobrotliwie - Mam nadzieję, że jesteście otwarci na przyjęcie nowej dawki wiedzy, którą grono pedagogiczne chce wbić do waszych głów. Chciałbym przedstawić nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią, Annabelle Bennett. - kobieta siedząca obok prof. McGonnagall wstała i delikatnie skłoniła głowę. Miała czarne, wręcz hebanowe, długie włosy i brązowe oczy. Była młoda i bardzo ładna, ale widać było, że jest surowa. Mimo to niejeden, a raczej każdy, chłopak wlepiał w nią oczy i ślinił się na jej widok. - Mam nadzieję, że wasza współpraca z prof. Bennett będzie się układała pomyślnie. Chciałbym oznajmić pierwszym rocznikom, oraz przypomnieć tym starszym, że wstęp do Zakazanego Lasu jest, jak sama nazwa wskazuje, zakazany. Na dzisiaj to wszystko. Dobrej nocy młodzieży.
Po tych słowach wszyscy uczniowie wstali od stołów, kierując się do dormitoriów.
- Zaczekacie na mnie? Chcę porozmawiać z Harry'm i Laurą. - powiedziała Nicole do Camile tak, żeby tylko ona słyszała.
- Ok. Zatrzymam jakoś Draco. Ktoś musi nas zaprowadzić. Leć. - odpowiedziała blondynka równie cicho, a potem dodała już głośno. - Draco może zaczekamy, aż całe to bydło przejdzie. Nie chce mi się przepychać między nimi?
- Możemy zaczekać. Ale jak tylko zrobi się luźniej to idziemy. Nie mam zamiaru czekać na tą Potter. - stwierdził Draco, gdy zauważył, że przyjaciółka jego siostry już jest przy swoim bracie. Tymczasem Nicole pełna niepokoju spojrzała na Harry'ego, a Laura uśmiechała się do niej niepewnie.
- Harry, mam nadzieję, że nie jesteś zły, że jestem w Slytherinie? - zapytała czarnowłosa.
- Nie, tiara zazwyczaj robi co chce i nikt nie ma na to wpływu. Chociaż miałem nadzieję, że będziemy w jednym domu. A tak to musisz się użerać z Malfoy'em i jego świtą. Tak przy okazji, podczas uczty miałem wrażenie, że znasz tą Malfoy i Snape.
- Camile i Vanessa są moimi przyjaciółkami. Wiem, że nie lubisz Dracona i ojca Vanessy, ale one są naprawdę w porządku.
- Mam nadzieję, że wiesz komu ufasz. - zmartwił się Harry.
- Wiesz, że powiedziałeś podobne słowa do tych, które Draco skierował do Cami. - Nicole, gdy zauważyła, że Harry się zbulwersował na porównanie do Malfoya od razu zmieniła temat. - A ty Młoda, mam nadzieję, że poradzisz sobie? - Nicole bała się trochę, że jej mała siostrzyczka pogubi się w tym wszystkim, a nie chciała, żeby Laura czuła się zagubiona, czy samotna.
- Nie martw się o mnie. Poradzę sobie. I tak pewnie będziemy się widzieć codziennie. - blondynka uśmiechnęła się szeroko.
- Nicole! - usłyszeli głos Vanessy. Gdy Nicole odwróciła się w stronę dziewczyny, zauważyła, że grupka ślizgonów przemieszcza się już w stronę wyjścia.
- Chyba Malfoy się niecierpliwi. Muszę iść. Do zobaczenia jutro. - dziewczyna uścisnęła krótko swoje rodzeństwo i pobiegła za swoimi domownikami. Malfoy prowadzący pochód zaprowadził ich do lochów, a z tam długim korytarzem do pustej ściany, przy której Draco wypowiedział hasło, które otwierało ścianę.
-Węże górą. - Wejście otworzyło się ukazując długi prostokątny pokój umieszczony pod jeziorem o ścianach do polowy czarnych, a w górę zielonych. Nad kominkiem zauważyła portret postawnego, czarnowłosego mężczyzny o zielonych oczach i surowym wyrazie twarzy, był to sam Salazar Sytherin. W całym pokoju poustawiano pełno czarnych stolików przy których stały skórzane, ciemno zielone fotele i kanapy. Nicole była oczarowana wystrojem tego salonu. Po chwili dziewczyna usłyszała głos ich przewodnika.
- Pansy pokaż dziewczynom wasze dormitorium. Ja zaprowadzę Sama. - powiedział Draco i poszedł, wraz z chłopakami ze swojego roku, w stronę korytarza prowadzącego do męskich dormitoriów. Do dziewczyn podeszła dziewczyna o urodzie mopsa z czarnymi włosami.
- Chodźcie, dormitoria damskie są po lewej stronie. - poszły za Pansy do korytarza po przeciwnej stronie tego, w którym zniknęli chłopaki. Weszły do drzwi na których wisiał napis: V rok. Tu ściany były ciemno szare, a łóżka, których było siedem, miały ciemno zielone narzuty. Przy trzech łóżkach krzątały się trzy dziewczyny.
- To jest Daphne Greengrass - dziewczyna wskazała na blondynkę, która przeszyła ich dumnym wzrokiem, obok niej łóżko zajmowała dziewczyna o brązowych włosach - To jest Tracey Davis, tam jest Millicenta Bulstrode - wskazała na dziewczynę o krótkich, ciemnych włosach, która zajmowała łóżko znajdujące się w najdalszym kącie. - Ja jestem Pansy Parkinson. Razem z Draco jestem prefektem. Dla was przygotowali te łóżka. - wskazała na trzy meble stojące obok siebie. Nicole odniosła wrażenie, że o ile do Vanessy i Camile ich współlokatorki były nastawione nawet bardzo pokojowo, o tyle do niej raczej wrogo. Wiedziała dlaczego, w końcu zorientowała, że Harry Potter był wrogiem nr 1 wszystkich ślizgonów, więc jego siostra nie będzie traktowana lepiej. Postanowiła postawić sprawę jasno.
- Słuchajcie, ja wiem, że jako siostra Harry'ego Pottera jestem tu raczej niemile widziana, ale to nie moja wina, że tiara przydzieliła mnie tutaj. Nie mam zamiaru być jakimś konfidentem przekazującym bratu wszystko co się tu dzieje, więc nie nastawiajcie się do mnie od razu wrogo. W końcu jakby nie patrzeć będziemy dzielić dormitorium przez kolejne trzy lata. - Nicole miała nadzieję, że ta krótka przemowa otworzy oczy czterem dziewczynom z pokoju, ale nie chciała czekać na ich reakcję, więc wyjęła piżamę z kufra i poszła się wykąpać. Łazienka zrobiała na niej duże wrażenie. Wielka, bogato zdobiona wanna, aż się prosiła by z niej skorzystać, ale dziś Nicole była zbyt zmęczona, więc weszła szybko pod prysznic. Po piętnastu minutach wyszła z łazienki i tam naskoczyła na nią Daphne.
- Nie interesuje nas twoje zdanie. Jesteś tylko szlamą Pottera, my tu rządzimy więc albo się podporządkujesz, albo wracaj tam skąd przyszłaś.
- Daphe uspokój się, nikogo nie interesują twoje fanaberie na temat czystości krwi. - Camile wtrąciła się, a jako, że znała blondynkę, wiedziała do czego jest zdolna.
- Ciekawe co powie Draco jak usłyszy, że bronisz szlamy.
- Nie strasz mnie moim bratem. On wie, że Nicole jest moją przyjaciółką i nie ma nic do gadania.
- Uspokójcie się! - krzyknęła Pansy - jak chcecie się kłócić to wyjdźcie, bo nie mam zamiaru tego słuchać. Najlepiej będzie jak nawzajem będziemy tolerować swoją obecność. I Daphne pamiętaj, że nie ty jesteś prefektem, więc nie ty tu rządzisz. A teraz mam zamiar iść spać więc z łaski swojej zachowujcie się ciszej. - zakończyła swoją przemowę dumnym tonem. Nicole nie zwracając uwagi na wrogie spojrzenia wysyłane jej przez Daphne i jej przyjaciółkę Tracey, uśmiechnęła się do Cami i Vane, powiedziała: Dobranoc, i poszła spać.

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 11

Wreszcie nadszedł ten niezwykły i utęskniony dnień dla uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Pierwszy września dla każdego ucznia kojarzy się z wczesnym wstawaniem, rozpoczęciem codziennej harówki jaką jest szkoła. Natomiast nastolatkom chodzącym do Hogwartu kojarzy się ze wspaniałą, magiczną atmosferą, Quidditchem i niezwykłymi lekcjami, które jednak już nie są taki fajne, gdy połączy się je z pracami domowymi i nauką. Młodzież mieszkająca na Grimmould Place 12 też cieszyła się, że wraca do Hogwartu, a w przypadku Nicole i Laury, to dziewczyny cieszyły się, że będą uczyć się w miejscu, o którym tyle opowiadała im reszta. Rano tego dnia jak zwykle było zamieszanie, wszyscy co chwilę szukali swoich rzeczy, aby coś dopakować. Wreszcie o 10:00 wybrali się na dworzec Kings Cross. Ku uciesze młodych i poirytowaniu pani Weasley, Syriusz zamienił się w psa i wybrał się z nimi. Gdy wreszcie dotarli na miejsce Nicole przeżyła szok.
- Chyba was Merlin opuścił, że pobiegnę w mur. Ja rozumiem, że świat magiczny, ale przecież się rozbijemy.
- To patrz Francuzeczko. - powiedział Fred, który złapał swój wózek i pobiegł w stronę barierki, a po chwili zniknął.
- Ooo - Nicole i Laura były mocno zdziwione.
- Zamknijcie buzie, bo wam mucha wleci. - powiedział George i puścił Nicole oczko, a potem poszedł w ślady brata.
- No dobra, czyli jednak mam pobiec w ten mur? - gdy odpowiedziały jej potwierdzające spojrzenia, powiedziała. - Młoda ty pierwsza.
- Nie ma to jak siostrzana miłość - powiedział Laura
- Pospieszcie się, bo zaraz się spóźnimy. - zauważyła Ginny.
- Dobra, dobra, już idę. - powiedziała Nicole - Jakby co to będziecie mnie zbierać ze ściany. - marudziła, ale chwyciła rączkę wózka i pobiegła w stronę barierki. Przed samym przejściem zamknęła oczy, spodziewając się wywrotki, jednak nic takiego się nie stało i po chwili patrzyła na wielki, czerwony pociąg Hogwart Ekspres. Zaraz za nią pojawiła się Laura, a potem cała reszta.
- Może poszukamy przedziału. - zaproponowała Hermiona. Młodzież się z nią zgodziła i weszli do przedziału. Już pięć minut później po pożegnaniu się z panią Weasley, Billem, Remusem i Syriuszem, w postaci psa, pociąg ruszył, a Hogwartczycy kierowali się w stronę szkoły. George z Fredem poszli do przyjaciół ze swojego roku, tak samo jak Ginny, Ron z Hermioną skierowali się na spotkanie prefektów, którymi zostali, a Harry, Nicole i Laura usiedli razem w przedziale. Po jakimś czasie ze spotkania prefektów wrócili Ron i Hermiona.
- Harry, nie uwierzysz kto został prefektem u Ślizgonów. - powiedział wzburzony Ronald.
- Pewnie na nasze szczęście, Malfoy. - odpowiedział Harry.
- Strzał w dychę. Ja nie wiem jak ta ślizgońska fretka mogła zostać prefektem. - narzekał rudowłosy. Nicole natomiast zaczęła się zastanawiać czemu ci gryfoni tak nie lubią brata jej przyjaciółki. Według niej skoro Camile była w porządku to jej brat nie mógł być zły.
- Pamiętasz Harry jak ci mówiłam, że moje dwie przyjaciółki miały też przenieść się do Hogwartu? - Nicole przerwała wywody Rona, gdy Potter jej przytaknął powiedziała - Pójdę ich poszukać. Młoda idziesz ze mną?
- Idę. - I poszły. Musiały przejść chyba z pół pociągu, żeby znaleźć przedział, który ich interesował.
- Dziewczyny, chyba mamy do pogadania. - stwierdziła Nicole.
- Nicole?! - wybuchła blondwłosa Camile. - My tu się o ciebie martwimy, a ty sobie spokojnie jedziesz do Hogwartu! Przez całe dwa miesiące się nie odzywasz, sowa z listami wraca, nie mogąc cię znaleźć, a ty tak spokojnie tu wchodzisz?! - Nicole była świadoma, że jej przyjaciółki będą na nią wściekłe za nieodzywanie się przez całe wakacje, więc jedyne co zrobiła to schowała się za chłopaka z blond włosami i stalowymi oczami i ze śmiechem krzyknęła
- Tylko mnie nie bij!
- Cami ochłoń trochę. - odezwała się jej tarcza.
- Tak, tak. Posłuchaj go. - stwierdziła Nicole.
- Jak ona ochłonie, to ja ci coś zrobię, za to, że się nie odzywałaś. - powiedziała Vanessa.
- Trochę to skomplikowane.
- Jak się dobrze wytłumaczysz to zostanie ci odpuszczone, ale najpierw wyjdź zza mojego brata, bo chcę cię uścisnąć. - powiedziała Camile. Po chwili wszystkie trzy się ściskały, tak jakby nie widziały się co najmniej kilka lat, a nie dwa miesiące.
- To może chociaż się dowiemy kto to jest? - dziewczyny usłyszały męski głos, więc oderwały się od siebie i zwróciły w stronę trzech chłopaków i stojącej trochę z tyłu Laury.
- Braciszku to jest Nicole, o której wam opowiadałyśmy, i jej siostra Laura. - Vanessa wskazała na młodszą blondynkę. - A to Nicole, jest mój brat Samuel - tu wskazała na czarnowłosego chłopaka - twoja tarcza to Draco, brat Cami, a to jest Blaise Zabini. - wskazała na trzeciego, czarnoskórego chłopaka.
- Jak już się znacie to możesz się spowiadać. - stwierdziła Camile.
- Cami to nie taki proste. Możemy pogadać na osobności? - zapytała Nicole.
- Jasne, chłopaki spadajcie pognębić młodszych uczniów.
- Wyrzucacie nas? - zapytał Blaise
- Nie bulwersuj się Diable. Pójdziemy pognębić gryfonów. - stwierdził Draco widząc po minie siostry, że sprawa jest ważna i dziewczyny chcą pogadać osobności. Gdy chłopaki wychodzili Camille zapytała się Laury:
- Młoda, jak tam wakacje?
- Całkiem fajnie. - wyszczerzyła się dziewczynka.
- No dobra. Chłopaki wyszli to teraz opowiadaj. - nakazała Vane.
- Ok. Tylko nie przerywajcie. - gdy dwie dziewczyny przytaknęły Nicole zaczęła opowiadać. - Na początku wakacji okazało się, że mam brata bliźniaka. Gdy nasi rodzice zginęli zostaliśmy rozdzieleni. Ja wychowywałam się we Francji, a on w Anglii u siostry naszej matki. Przez te dwa miesiące mieszkałyśmy w domu pod Fideliusem, więc nic dziwnego, że wasze sowy mnie nie znalazły. Gdy go poznałam zdecydowałam dołożyć do swojego nazwiska jego nazwisko, a właściwie nasze. On chodzi tu do Hogwartu, dlatego zdecydowałyśmy się przenieść. Jest Gryfonem i nazywa się Harry Potter. - po ostatnich słowach dziewczyny rozszerzyły oczy ze zdziwienia.
- I ma przejebane u mojego brata. - dopowiedziała Camile. - Draco nienawidzi go. Według jego oceny Potter jest rozpieszczonym Złotym Chłopcem Dumbledora.
- No cóż, to znaczy, że nienawidzą się ze wzajemnością. Według mojego brata i jego przyjaciół Draco to ślizgońska, tchórzliwa fretka.
- Trudno, jak chcą się nienawidzić to ich sprawa.
Reszta podróży upłynęła dziewczynom na opowieściach z wakacji i oczywiście plotkach. Pod koniec podróży Nicole i Laura poszły do swojego przedziału, żeby się przebrać. Po wyjściu z pociągu nowi uczniowie wraz z pierwszakami przepłynęli jezioro, a reszta uczniów pojechała do szkoły powozami. W szkole na nowych uczniów czekała wysoka, czarnowłosa kobieta o srogim spojrzeniu ze zwężonymi ustami i włosami związanymi w ciasny kok.
- Witajcie, nazywam się Minerwa McGonagall, jestem zastępcą dyrektora, opiekunką Gryffindoru i nauczycielką transmutacji. Gdy wejdziemy do Wielkiej Sali najpierw czeka was przydział. Możecie trafić do Gryffindoru, Huffelpaffu, Ravenclavu albo Slytherinu. W ciągu roku dom do którego traficie będzie odzwierciedleniem waszych domów. Z problemami macie przychodzić do swoich opiekunów, a wasze domy macie godnie reprezentować. Za przewinienia będziecie dostawać kary, w postaci szlabanów, ale też odbierania punktów całemu domowi. Oczywiście jeśli zasłużycie możecie otrzymywać punkty. Pierwszaków proszę o ustawienie z przodu, za nimi panna Robespierre, która będzie uczęszczała na drugi rok, a na końcu piątoklasiści. W takiej kolejności będziecie przydzielani. Zapraszam do Wielkiej Sali. - kobieta wyszła z pomieszczenie, a za nią uczniowie. Znaleźli się w pomieszczeniu, w którym uczniowie siedzieli przy czterech długich stołach, a nauczyciele przy stole ułożonym na podwyższeniu, prostopadle do uczniowskich stołów. Sufit odzwierciedlał niebo, a pod nim zawieszone były świece. Pierwszaki zachwycały się głośno, a Nicole widziała też zachwyt w oczach Laury i wcale jej się nie dziwiła. Widok był magiczny. Nawet nie zauważyła kiedy tiara zaczęła śpiewać swoją pieśń i kiedy prof. McGonagall rozpoczęła przydział. Nicole dziwnie się czuła wśród młodszych dzieci, ale razem z Camile i Vanessą musiały to przeczekać. Wreszcie gdy skończył się przydział pierwszaków, przyszedł czas na Laurę.
- Teraz zostanie przydzielona Laura Robespierre, która będzie uczęszczać na drugi rok. - powiedziała McGonagall. Gdy Laura usiadła na stołku, Nicole zacisnęła kciuki. Po chwili tiara wykrzyknęła:
- Gryffindor! - Laura zeszła ze stołka i z uśmiechem skierowała się do stołu gryfonów. Gdy przechodziła obok Nicole, ta powiedziała jej:
- Gratuluję, siostra.
- Teraz przyszedł czas na przydział uczniów z piątego roku. - zapowiedziała McGonagall. - Camile Malfoy. - Ledwo gdy tiara dotknęła głowy blondynki, wykrzyknęła:
- Slytherin!
- Nicole Potter-Robespierre - szmery, które rozległy się przy nazwisku Camile, teraz nasiliły się. W końcu jak to możliwe, że w szkole pojawiła się krewna Złotego Chłopca i Zbawiciela Świata. Tymczasem Nicole słyszała głos tiary w swojej głowie.
- Mmm, panna Potter, czekałam na ciebie pięć lat temu. Tak jak twój brat pasujesz do Sytherinu. On wybrał inną drogę, ale ty pasujesz tam jeszcze lepiej. W takim razie, Slytherin! - Ostatnie słowo tiara wykrzyczała na całą Wielką Salę. I zowu zaczęły się szepty, ale Nicole nie przejmując się tym popatrzyła w stronę swojego rodzeństwa i wzruszyła ramionami. Według niej nic się nie stało. Miała nadzieję, że również Harry tak myśli, i że Laura poradzi sobie sama w nowym miejscu. Nicole jakby nigdy nic usiadła obok Camile, która odezwała się.
- Ale fajnie, że jesteśmy razem, teraz czekamy tylko na Vanessę, ale pierwszy jest Sam.
- Samuel Snape - i znowu szepty, okazało się, że przydział nowych uczniów z piątego roku wywołał mnóstwo emocji. Po chwili do stołu Slytherinu doszła dwójka nowych uczniów. Czarnowłosy mężczyzna siedzący przy stole nauczycielskim był wyraźnie dumny ze swoich dzieci, które trafiły do jego domu.
- Ale się cieszę, że znowu jesteśmy razem. - cieszyła się Camile.
- Cami, czy ty chcesz mi powiedzieć, że Potter jest twoją przyjaciółką? - odezwał się Malfoy.
- Draco nie bulwersuj się tak. Nicole jest moją przyjaciółką i nie obchodzi mnie jak ma na nazwisko ani to kto jest jej bratem. - Camile miała jedną wadę, mianowicie bardzo szybko się denerwowała.
- Ok, ale uważaj komu ufasz. - nie czekając na odpowiedź siostry odwrócił się do Blaisa i Sama i pogrążył się w rozmowie z nimi.
- Nie chcę, abyś się przeze mnie kłóciła z bratem. - powiedziała Nicole.
- Niki, daj spokój. On powinien być trochę dojrzalszy, a nie skreślać cię z powodu twoich więzi rodzinnych. Będzie dobrze. - Camile zamknęła temat i po chwili trzy przyjaciółki mogły zająć się tym co było na stole, ponieważ Dumbledore ogłosił początek uczty.

piątek, 31 października 2014

Rozdział 10

Kolejnego dnia Nicole obudziła się później niż zwykle, bo dopiero o dziesiątej. Zamiast najpierw się ubrać od razu wyleciała z pokoju kierując się do sypialni, którą jej brat dzielił z Ronem. Chciała sprawdzić czy wczorajsze spotkanie z Harrym odbyło się naprawdę, a nie było jej sennym marzeniem. Gdy weszła do pokoju okazało się, że obecna jest tam cała młodzież.
- Co tam, misiaki? - zapytała Nicole szczerząc się szeroko i walnęła się na łóżko Harry'ego, na którym siedział on, razem z bliźniakami. - Co knujecie?
- Zastanawiamy się jak dzisiaj się wywinąć od sprzątania. - odpowiedziała jej Ginny. - A ty co się tak szczerzysz?
- Wyspałam się. - powiedziała w momencie, gdy drzwi się otworzyły.
- Cześć dzieciaki. - w drzwiach pojawiła się głowa Remusa. - O Nicole już wstałaś. Pani Weasley czeka na ciebie ze śniadaniem.
- Już idę. - powiedziała czarnowłosa i wstała.
- Tylko może najpierw się ubierz. - powiedział mężczyzna, widząc wzrok męskiej części towarzystwa, oczywiście nie licząc Harry'ego, skierowany na dolną część pleców dziewczyny. Gdy Nicole zobaczyła niewinne miny chłopaków uśmiechnęła się tylko, powiedziała "Ok" i wyszła z pokoju, słysząc jeszcze słowa Freda.
- No i po co kazałeś jej się ubierać.
Tego dnia młodzież nie wywinęła się od sprzątania, ale usłyszeli pocieszającą nowinę, że zostały tylko dwa pokoje do ogarnięcia, czyli dwa dni sprzątania. Gdy minęły i te dwa dni młodym zaczęło się nudzić. Nie mieli nic do zrobienia w kwaterze, a dorośli nie chcieli ich dopuścić do spraw Zakonu i walki z Voldemortem. Dodatkowo Harry denerwował się coraz bardziej zbliżającym się procesem. Chłopak bał się, że wyrzucą go z Hogwartu i zabiorą różdżkę. Domownicy wspierali go jak tylko mogli, ale mimo to nie udało im się odciągnąć go od najgorszych myśli. W dzień procesu Nicole i Laura wraz z Remusem ustalili, że pójdą razem z Harrym, aby go wspierać, a potem załatwią sprawę opieki i nazwiska sióstr Robesspierre. Gdy dotarli do ministerstwa razem z panem Weasley'em okazało się, że godzina procesu Harry'ego zastała przeniesiona na wcześniejszą. Na szczęście przybyli na miejsce wcześniej, więc Harry zdążył. Ledwo, ale zdążył. Pan Weasley skierował się do swojego gabinetu, a Nicole z Remusem i Laurą czekali na Harry'ego przed salą rozpraw. Zaraz po nich pojawił się Dumbledore.
- Zaczęło się już? - zapytał tylko Remusa.
- Tak. - powiedział Lupin, a dyrektor zaraz zniknął za drzwiami, za którymi chwilę wcześniej zniknął również Harry.
- Jak dobrze, że przybyliśmy wcześniej. - odetchnęła Nicole
- Masz racje, gdyby Harry nie stawił się na przesłuchanie, wyrok i tak, by zapadł. Wtedy Harry na pewno zostałby wyrzucony ze szkoły. - wyjaśnił Remus.
- Wiesz mam wrażenie, że specjalnie przesunęli tą godzinę, mając nadzieję, że Harry się nie stawi.
- I znowu masz rację, Nicole. - więcej się nie odezwali. Niecierpliwie czekali na koniec rozprawy, zastanawiając się jaki będzie wynik. Wreszcie po godzinie z sali rozpraw zaczęli wychodzić czarodzieje. Między nimi widać było Dumbledora, który tylko pozdrowił Remusa kiwnięciem głowy i poszedł w znanym sobie kierunku. Chwilę później z tłumu wyłonił się oszołomiony Harry.
- Udało się. - powiedział tylko. Nicole przytuliła go z całej siły.
- Wiedziałam, nie mogli zrobić inaczej. - gdy dziewczyna wreszcie go puściła, Remus zobaczył dwa identyczne, szerokie uśmiechy na twarzach bliźniąt.
- To teraz idziemy załatwić sprawę twojego nazwiska, Nicole oraz waszej opieki - powiedział Lupin do sióstr. Gdy mężczyzna zauważył wychodzącą z sali Amelię Bones od razu do niej podszedł. - Amelio, jak dobrze, że cię widzę. Przyszedłem tu w sprawie, o której ostatnio ci mówiłem.
- Witaj Remusie. Chodźmy do mojego gabinetu. tam na spokojnie porozmawiamy. - powiedziała poważna, wysoka kobieta o krótkich, brązowych włosach. Ruszyła do windy, a za nią podążał Remus z Nicole, Laurą i Harry'm. Gdy doszli do biura dyrektora Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Amelia Bones zaprosiła ich do gabinetu i zamknęła za nimi drzwi. - To teraz, Remusie, możesz mi powiedzieć dokładnie o co chodzi. Ostatnio ogólnie pytałeś mnie o prawo do opieki, ale jak mam ci pomóc to musisz mi wytłumaczyć dokładnie jak się sprawy mają.
- W takim razie chcę ci przedstawić Nicole Robespierre. Jest adoptowaną córką zmarłego, francuskiego Ministra Magii. Teraz odnalazła ona swoją rodzinę i chciałaby zmienić nazwisko. Natomiast to - tu wskazał na Laurę - jest Laura Robespierre. Ona jest przyrodnią siostrą Nicole.
- W takim razie co tu robi pan Potter. - zapytała kobieta.
- Harry jest jej bratem, a ja jestem jej ojcem chrzestnym. Chciałbym zostać prawnym opiekunem Nicole i Laury.
- W takim razie najpierw potrzebna jest twoja zmiana nazwiska. - pani Bones zwróciła się do czarnowłosej. - Jak chcesz się teraz nazywać?
- Nicole Potter-Robespierre.
- Dobrze. W takim razie potrzebuję akta panien Robespierre, również akta pana Pottera. Tam zapewne będzie wzmianka o siostrze. Będę musiała również rzucić na ciebie, Nicole, zaklęcie identyfikujące. Ono wskaże kim tak naprawdę jesteś. Wasze akta dostanę we Francji. Najpierw załatwimy sprawę nazwiska, bo dopiero to umożliwi nam przyznanie tobie opieki nad dziewczętami. Zatem chodźmy do Biura Praw Czarodzieja i Człowieka. - Kobieta była bardzo konkretna, stwierdziła w duchu Nicole. Po chwili wszyscy znaleźli się pod drzwiami odpowiedniego gabinetu. Amelia zapukała i po usłyszeniu "Proszę", weszła, a za nią reszta.
- Davidzie, mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytała kobieta.
- Oczywiście, że nie, pani Amelio. Co was wszystkich do mnie sprowadza? - zapytał mężczyzna, nazwany Davidem.
- Ta oto panna chciałaby zmienić nazwisko.
- Jest jakiś konkretny powód? - zapytał mężczyzna.
- Nicole odnalazła biologiczną rodzinę, po stracie rodziców, którzy ją zaadoptowali. Chciałaby połączyć obie rodziny swoim nazwiskiem, więc postanowiła nazwać się obiema nazwiskami. Potem jej ojciec chrzestny chciałby zostać opiekunami panny Nicole i panny Laury.
- Jak rozumiem pan Potter jest tą odnalezioną rodziną, a pan...? - David spojrzał pytająco na Remusa.
- Remus Lupin. - przedstawił się
- Jest pan jej ojcem chrzestnym.
- Wszystko się zgadza Davidzie. - powiedziała Amelia. - Pokażesz nam akta panny Potter?
- Oczywiście. Accio.- skierował różdżkę w stronę wielkiej szafy na całą ścianę i po chwili wyleciały z niej odpowiednie akta. Amelia wzięła do ręki te należące do Nicole i zaczęła czytać.

NICOLE LILIEN POTTER
DATA URODZENIA: 31 LIPCA 1980r.
MIEJSCE URODZENIA: LONDYN, ANGLIA
MATKA: LILIEN EVA POTTER z domu EVANS
OJCIEC: JAMES CHARLUS POTTER
MATKA CHRZESTNA: BRAK
OJCIEC CHRZESTNY: REMUS JOHN LUPIN
BRAT: HARRY JAMES POTTER
DATA ŚMIERCI: PRAWDOPODOBNIE 31 PAŹDZIERNIKA 1981r. (CIAŁO NIE ZOSTAŁO ODNALEZIONE)

- Twoje akta są krótkie, ponieważ według nich zmarłaś razem z rodzicami, ale jak załatwię francuskie akta to połączymy je w jedne i pomyłka zostanie naprawiona. Teraz, musimy rzucić na ciebie zaklęcie identyfikujące, a potem sprawdzić z danymi z tych akt. Usiądź ponieważ pod wpływem zaklęcia zamroczy cię i na chwilę stracisz przytomność. - powiedziała kobieta do Nicole, która usiadła na wolnym krześle. David wziął różdżkę do ręki i rzucił zaklęcie
- Identificatio. - Nicole rzeczywiście straciła przytomność, jednak gdy mężczyzna zakończył zaklęcie dziewczyna ją odzyskała. - Amelio możesz pisać. - zwrócił się do kobiety. - Nicole Robespierre, data urodzenia 31 lipca 1980r., miejsce urodzenia Londyn, Anglia, biologiczni rodzice Lily Potter z domu Evans oraz James Potter, adopcyjni rodzice Danielle Robespierre z domu Arcenau oraz Jacob Robespierre, brat Harry Potter, przyrodnia siostra Laura Robespierre, miejsce zamieszkania Robespierre Manoir w Saint Paul de Vence we Francji. To wszystko.
- To wszystkie potrzebne nam informacje, więc teraz sprowadzę twoje akta z Francji - pani Bones zwróciła się do Nicole - i przygotuję wszystko, aby Remus mógł zostać waszym opiekunem. Na razie to wszystko. Remusie zawiadomię cię kiedy możecie się tu znowu zjawić, aby dopełnić wszystkich formalności.
- Dziękuję ci Amelio. To my idziemy. - pożegnali się z urzędnikami ministerstwa i wrócili na Grimmauld Place 12.
Tam wszyscy z niecierpliwością czekali na wieści o Harrym. Gdy dowiedzieli się, że Harry nie został wyrzucony damska część towarzystwa wyściskała go mocno, a męska tylko pogratulowała. Wieczorem pani Weasley urządziła małe przyjęcie z tej okazji, na którym pojawiła się nieduża część zakonu oraz wszyscy domownicy. W trakcie przyjęcia Nicole porwała Harry'ego do swojego pokoju.
- Wiem, że nie powinnam cię wyrywać z własnej imprezy, ale mam coś dla ciebie. Miał to być prezent urodzinowy, ale niestety nie mogłam ci go wysłać wtedy, potem jak się pojawiłeś zapomniałam i tak wyszło. W każdym razie teraz ci to daję. - Nicole sięgnęła na biurko po zdjęcie i wręczyła je Harry'emu. - Wszystkiego najlepszego, braciszku. - przyglądała się chłopakowi, który wpatrywał się w ruchome zdjęcie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po chwili przeczytał również dedykację napisaną przez Nicole. Dziewczyna była niepewna, nie wiedziała, czy Harry'emu spodoba się tak skromny prezent.
- Dostałam je od Remusa. Skopiowałam i teraz mamy po jednym. Wiem, że to tylko zdjęcie, ale nie wiedziałam co mogłabym ci kupić i... - zaczęła się tłumaczyć, aż Harry jej przerwał.
- To najlepszy prezent jaki dostałem. Dziękuję. - powiedział Harry i ją przytulił. - Odzyskałem rodzinę i za to ci dziękuję. - wyszeptał.
- Nie ma sprawy braciszku. A teraz chodź na tę imprezę.
Następnego dnia po poważnej rozmowie z Laurą, Nicole powiedziała Remusowi, że chciałyby się przenieść do Hogwartu. Mężczyzna obiecał, że przekaże Dumbledorowi informację o nowych uczennicach. Już trzy dni później cała młodzież, łącznie z Nicole i Laurą, dostała listy ze szkoły z listą książek. Okazało się również, że Hermiona i Ron zostali prefektami w Gryffindorze. Tego samego dnia Remus dostał list od Amelii Bones z prośbą, aby przybył do Ministerstwa z Nicole i Laurą. Gdy pojawili się na miejscu kobieta od razu zaprowadziła ich do gabinetu Davida. Tam mężczyzna czekał na nich ze stosem papierów i tymczasową opiekunką dziewczyn. Siostry szeroko się uśmiechnęły na widok ich niani.
- Witam państwa. - przywitał się urzędnik. - Może od razu przejdę do rzeczy. Porównaliśmy dane z twoich akt, do tych, które uzyskaliśmy dzięki zaklęciu identyfikującego, Nicole. Oczywiście informacje pokrywają się. Sporządziłem wniosek o zmianę nazwiska, musisz go tylko podpisać, oczywiście już nowym nazwiskiem. To będzie wszystko jeśli chodzi o zmianę twoich danych.
- To gdzie mam podpisać? - zapytała Nicole.
- Tutaj. - wskazał na kartkę leżącą na wierzchu.
Gdy Nicole ujrzała swój nowy podpis na wniosku wiedziała, że to jest jeden z ważniejszych momentów w jej życiu.
- Dzięki temu połączyłaś więzami rodzinnymi ród Potter'ów i ród Robespierre'ów. - mężczyzna uśmiechnął się do niej. - A teraz kwestia opiekuna. Skoro Nicole skończyła 15 lat ma prawo wskazać, bądź nie zgodzić się na wskazanego opiekuna. Więc jaka jest twoja decyzja? - zapytał.
- Chcę, aby opiekunem moim i Laury został Remus Lupin. Ale chciałybyśmy również, po tym jak skończę 17 lat, abym to ja była opiekunem Laury. - kilka dni wcześniaj dziewczyny dokładnie obgadały tę kwestie i zdecydowały, że tak będzie najlepiej.
- Dobrze w takim razie, zaraz naniosę poprawkę na wniosek o przyznanie opieki, dotyczącą tej kwestii i poproszę o podpisy madame Fabienne, pana Lupina oraz waszych, dziewczyny. - David machnął różdżką na kolejną kartką i po chwili wszyscy podpisywali się pod wnioskiem.
Gdy wszystkie formalności zostały dopełnione Remus podziękował Amelii i Davidowi za pomoc, a dziewczyny pogrążyły się w rozmowie ze swoją dotychczasową nianią. Okazało się, że kwestia morderstwa państwa Robespierre nie została jeszcze rozwiązana, jednak dziewczyny miały nadzieję, że wkrótce ta sprawa zostanie wyjaśniona.

***
Mam nadzieję, że się podoba. Już niedługo młodzież wyjeżdża do Hogwartu, więc będzie ciekawie. Jak zwykle proszę o komentarze.
AniaXXX

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 9

Syriusz, gdy zobaczył swojego chrześniaka, jeszcze zaskoczonego, wraz z idącą obok niego Nicole uśmiechniętą od ucha do ucha, cieszył się jak dziecko. Teraz był pewny, że się dogadają. W następnej chwili ściskał mocno Harry'ego. Jak on tęsknił za tym chłopakiem i jak żałował, że nie może stworzyć mu prawdziwej rodziny. Teraz młody Potter miał siostrę i wszystko miało się ułożyć.
- No już, siadajcie. Kolacja na stole. - powiedziała pani Weasley. - Harry, kochaneczku, zrobiłam ci miejsce obok Nicole, siadaj, na pewno jesteś głodny.
- Dobrze, pani Weasley.
Okazało się, że na kolacji została spora część Zakonu, między innymi Tonks i Alastor Moody - były auror. Gdy wszyscy siadali do stołu, zaczął się hałas i harmider. Bliźniacy zaczęli rozmowę z Mundungusm Fletcherem, drobnym złodziejaszkiem, o swoich nowych pomysłach na rozkręcenie biznesu. Pani Weasley krzywo na nich patrzyła, ale w końcu dała im spokój i zaczęła rozmowę ze swoim mężem. Hermiona, Ginny i Tonks śmiały się z czegoś co powiedziała najstarsza, a Ron rozmawiał z Billem. Ogólnie rzecz biorąc było głośno. Zarówno Nicole jak i Harry chcieli być teraz sami, by spokojnie dowiedzieć się czegoś o sobie, by poznać się lepiej. Syriusz i Remus patrzyli na czarnowłose rodzeństwo, które mimo głodu grzebało w swoich talerzach. Obydwaj wiedzieli, że te dzieciaki muszą nadrobić stracony czas, dlatego Syriusz siedzący naprzeciwko młodych Potterów nachylił się i powiedział cicho:
- Jak szybciej zjecie, to szybciej będziecie mogli wyjść. - Nicole i Harry spojrzeli na siebie z uśmiechem i zaczęli normalnie jeść.
Wreszcie zrobiło się w miarę cicho, bo każdy bardziej zainteresował się zawartością talerza, niż rozmowami. Wtedy rozległ się oburzony głos Freda.
- George, wiesz, że nie jesteśmy już jedynymi bliźniakami w tym domu?! - Każdy spojrzał na niego jak na wariata. O co mu chodzi?
- O cholera, masz racje. - potwierdził George patrząc na Harry'ego i Nicole. Kuchnia zatrzęsła się od śmiechu, gdy cała reszta zrozumiała o co im chodzi.
- Ale macie zapłon. - stwierdziła Ginny, a dwójka omawianych wymknęła się z kuchni. - A gdzie oni poszli?
- Właśnie. Przecież tak mało zjedli, będą głodni. - zaczęła lamentować pani Weasley.
- Molly daj spokój. Przecież Harry i Nicole muszą sobie sporo wyjaśnić, poznać się. - powiedział Remus.
- Och, no dobrze.
Tymczasem Harry i Nicole zamknęli się w wolnym pokoju. Usiedli na fotelach i patrzyli na siebie w ciszy. Nie była to uciążliwa cisza, ale wreszcie została przerwana przez Nicole.
- Opowiedz mi coś o sobie. Wiem tylko, że wychowywałeś się u swojego wujostwa, i że uczysz się w Hogwarcie, a chciałabym wiedzieć więcej.
- Powiem ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Odwdzięczysz się tym samym.
- Umowa stoi. - zgodziła się ze śmiechem Nicole. - A teraz mów. - Harry chcąc, nie chcąc musiał zacząć mówić.
- Do jedenastych urodzin nie miałem pojęcia, że jestem czarodziejem. Dursleyowie wmawiali mi, że nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, o tobie nigdy nie wspominali, więc albo nie wiedzieli, albo Dumbledore im zabronił. W jedenaste urodziny przybył do nas Hagrid, powiedział mi prawdę i zabrał na zakupy, wcześniej dorabiając Dudley'owi świński ogon. - Harry uśmiechnął się do swoich wspomnień, a Nicole szczerze się zaśmiała. - Potem wyjechałem na pierwszy rok do Hogwartu. W pociągu poznałem Rona i Hermionę. - Harry zaczął jej opowiadać, każdą przygodę, którą przeżył ze swoimi przyjaciółmi. W niektórych momentach Nicole nie mogła powstrzymać śmiechu, a w innych rozszerzała oczy z przerażenia, ale nie przeszkadzała bratu w opowieści. - No i po czwartym roku znowu wróciłem do Dursley'ów, a teraz jestem tu. - zakończył mówić.
- A co działo się przez ten miesiąc? - zapytała dziewczyna.
- Nudziłem się niemiłosiernie, aż wreszcie ktoś pomyślał, że brakuje mi rozrywki i wysłał dementorów do Little Whinging, dzięki czemu teraz grozi mi wywalenie z Hogwartu. - odpowiedział gorzko.
- Nawet tak nie myśl. Przez te trzy dni Hermiona przeryła cały Kodeks Czarodziejów, nie mogą cię wyrzucić i nie zrobią tego. - oznajmiła z zapałem Nicole, na co Harry uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
- Teraz twoja kolej. - rzekł chłopak.
- Adoptowali mnie Robespierre'owie. Jest to jeden z najstarszych rodów francuskich. Ojciec był Ministrem Magii, a mama wzięła na siebie rozmaite akcje charytatywne. Oni zginęli pół roku temu na wystąpieniu świątecznym. - nadal ciężko było mówić o śmierci rodziców, w jej głosie Harry słyszał smutek.
- Brakuje ci ich - stwierdził.
- Jak cholera. Wiesz, mimo tego, że nie byłam ich biologicznym dzieckiem, tak jak Laura, to nie robili między nami różnic. Dla taty zawsze byliśmy małymi księżniczkami, a z mamą zawsze mogliśmy rozmawiać o wszystkim. Gdy miałam siedem lat zapytałam ich czemu cała rodzina ma jasne włosy, a ja czarne. Powiedzieli mi wtedy, że jestem adoptowana, ale nie wiedzą kim są moi biologiczni rodzice. Zapewnili mnie wtedy, że nie ważne są więzy krwi, ale to, że kochają mnie tak samo jak Laurę. A Laura, która miała wtedy trzy latka, podeszła do mnie i powiedziała, że nie ważne, że moje włosy są czarne, ona i tak mnie kocha, potem naśladowała mnie we wszystkim. Już wtedy wiedziałam, że to moja prawdziwa rodzina, to oni wychowali mnie i to dzięki nim jestem jaka jestem. Nie chcę, żebyś myślał, że Potterowie nic dla mnie nie znaczyli, ale po prostu przyzwyczaiłam się do myśli, że nie żyją i nie przywiązywałam do tego zbytniej uwagi, bo po prostu miałam rodzinę. Ostatnio jak rozmawiałam z Laurą, powiedziałam jej, że chciałabym, abyś wychował się z nami, abyśmy cały czas byli rodziną. Niestety tak się nie stało.
- To nie szkodzi na przeszkodzie, abyśmy teraz stworzyli rodzinę.
- Dziękuję ci. - powiedział i przytuliła się do swojego brata. - Nie będziesz miał mi za złe, że to Robespierre'ów będę nazywała rodzicami?
- Nie. Teraz będziemy tworzyli trójkę rodzeństwa. Ty, ja i Laura. Będzie dobrze. - po tych słowach Nicole ścisnęła go jeszcze mocniej. Gdy już usiedli Harry odezwał się. - Jeszcze musisz mi powiedzieć jak wyglądała twoja nauka w Beauxbatons.
- W Beauxbatons nie jesteśmy podzieleni na domy. Tam w jednej wieży mieszkają dziewczyny, a w drugiej chłopaki. Na zajęciach też jesteśmy podzieleni na płeć, a dwie drużyny quidditcha są damskie, a dwie męskie. Zawsze mamy najlepszą frajdę jak uda nam się skopać tyłki chłopakom. - zaśmiała się Nicole.
- Grasz w Quidditcha? - zapytał Harry.
- Pewnie, przecież to najlepsza gra jaką wymyślili czarodzieje. Jestem szukającą. - pochwaliła się.
- Musimy kiedyś razem zagrać, też jestem szukającym. - kolejne pół godziny gadali o quidditchu, aż Harry znowu wszedł na poważniejsze tematy. - We wrześniu wracasz do Francji?
- Właściwie to chciałam się przenieść do Hogwartu, ale decyzję chciałam podjąć dopiero po poznaniu ciebie, no i jeszcze muszę pogadać z Młodą. Tak naprawdę, gdy dowiedziałam się o tobie, to Laura zaproponowała mi przeniesienie do Anglii, oczywiście razem z nią. Zdziwiłam się, bo przecież Francja to jej kraj, ale ona mówi, że dzięki przeprowadzce do Anglii oderwie się chociaż trochę od śmierci rodziców.
- Chciałbym, abyś przeniosła się do Hogwartu. - Zwykłe zdanie, a ile radości przyniosło dziewczynie. Cieszyła się, że Harry ją zaakceptował. Jednak po chwili uśmiech zastąpiła niepewność.
- Jeszcze pozostaje kwestia mojego nazwiska. Ja... ja chciałabym nazywać się Potter-Robespierre. Co ty na to?
- Nicole Potter-Robespierre. Ładnie. - tym samym rozwiązali najważniejsze kwestie. Rozmawiali jeszcze długo, do momentu, gdy jednogłośnie stwierdzili, że są śpiący. Jak się okazało była już 2:00 w nocy, więc rozeszli się do swoich pokoi. Gdy Nicole weszła do pokoju Laura się przebudziła.
- I jak? - zapytała
- Dobrze. Dużo się o nim dowiedziałam i teraz naprawdę musi być dobrze, ale teraz śpij. Pogadamy jutro, a właściwie dzisiaj, ale później. Dobranoc.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Dobranoc. - Nicole uśmiechnęła się delikatnie. Wsparcie jakie miała w Laurze niesamowicie jej pomagało.
***
Miłego czytania. Nadal czekam na komentarze.
AniaXXX