sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 24

Następny dzień nie zapowiadał się dobrze, przynajmniej jeśli chodzi o pogodę. Mróz, który do tej pory się utrzymywał dając, w połączeniu ze śniegiem, aurę zimy, teraz zelżał, a termometry wskazywały temperaturę dodatnią, więc cały śnieg roztopił się, tworząc chlapę. Na dodatek padał śnieg z deszczem, więc na dworze było mokro, zimno i ponuro. To całkowicie odzwierciedlało humor Dracona, który obudził się wczesnym rankiem, usiadł na parapecie i wpatrywał się w okno. Nie chciał myśleć o tym co go dzisiaj czeka, a jednak jego myśli wciąż wracały do tego. Po kilku godzinach takiego bezczynnego siedzenia do jego pokoju ktoś zapukał.
- Draco, już 12. Dlaczego nie było cię na śniadaniu? - zapytała Narcyza wchodząc
- Nie jestem głodny. - stwierdził krótko
- Draco, przykro mi, Severus mi powiedział co cię dzisiaj czeka i jakie zadanie masz wypełnić. Chciałabym ci pomóc, ale nie mam jak. - stwierdziła z troską kobieta.
- Nie musisz, poradzę sobie. - odpowiedział bez emocji.
- Draco, podczas dzisiejszej misji masz być wycofany, ale trzymaj się niedaleko Severusa, on będzie cię chronił. Wiem co możesz tam zobaczyć, ale nie możesz pokazać strachu, ojciec będzie cię obserwował. To jest twój pierwszy sprawdzian na śmierciożercę. - kobieta zaczęła mu tłumaczyć wiedząc, że inaczej mu nie pomoże.
- Mamo ja nie chcę. - powiedział i po raz pierwszy podczas tej rozmowy ściągnął maskę z twarzy. - Myślałaś kiedyś o ucieczce? - zapytał
- Tak, ale do tego trzeba się przygotować. Obiecuję, że nie pozwolę ci przyjąć Mrocznego Znaku, ale póki ci to nie grozi musimy wytrzymać. - powiedziała i przytuliła swego syna. - Pamiętaj, żeby używać oklumencji, nikt nie może się dowiedzieć o tej rozmowie. - powiedziała i skierowała się do wyjścia. - I proszę, zjedz coś. - stwierdziła jeszcze przed wyjściem. 
Draco trochę uspokojony skierował się do kuchni. Zawsze lubił tam jeść, nie przeszkadzały mu skrzaty krzątające się po pomieszczeniu. Pamiętał jak Zgredek, ulubiony skrzat jego i Camile, podawał im w dzieciństwie pyszną gorącą czekoladę, gdy tylko przychodzili do kuchni. Dwunastoletnim bliźniakom szkoda było, gdy okazało się, że Potter uwolnił ich małego skrzata, ale Draco, który wtedy zaczął pojmować, że zachowanie ojca nie jest w pełni idealne, zrozumiał, że Zgredkowi po za ich domem będzie lepiej. Teraz w kuchni do Dracona podbiegł Terk, który od razu z zamiłowaniem zapytał:
- Czego sobie panicz życzy?
- Dajcie mi coś do jedzenia. - stwierdził sucho. Po niewielkim śniadaniu cały dzień spędził w swoim pokoju. Jego jedynym towarzystwem była Camile, która próbowała go pocieszyć i podnieść na duchu. Nie przeszkadzały jej mrukliwe odpowiedzi Dracona, po prostu chciała być z nim, bo wiedziała, że on potrzebuje jej wsparcia. Gdy przyszedł jego czas Camile przytuliła go lekko i szepnęła, że będzie czekać. Draco wyszedł z pokoju za Snapem, który po niego przyszedł. W ciszy skierowali się do salonu, gdzie czekała na nich grupka mężczyzn. Byli to Lucjusz Malfoy, Crabbe i Goyle Sr oraz Alexander Nott. Śmierciożercy, którzy wraz z Snapem zostali wytypowani przez Czarnego Pana do torturowania premiera mugoli i jego rodziny. Draco stanął przy Severusie czekając na to co go czeka. Był bledszy niż zwykle, co było nie lada wyczynem, ale jednak sprawiał wrażenie pewnego i twardego.
- Wszyscy gotowi? - zapytał Mistrz Eliksirów. Gdy reszta kiwnęła głową, mężczyzna zwrócił się do nastolatka - Draco, zaraz teleportujemy się przed dom premiera. Trzymaj się blisko mnie, albo Lucjusza, ale stój gdzieś z boku. Obserwuj co robimy, wierzę, że przyda ci się to niedługo. - Snape miał nadzieję, że młody Malfoy zrozumie, że musiał powiedzieć coś takiego, aby zachować pozory. Gdyby to od niego zależało to jego chrześniak nie musiałby uczestniczyć w tej rzezi, która się szykowała.
- Severusie nie musisz pouczać mojego syna. Poradzi sobie, a w przyszłości będzie doskonałym śmierciożercą. - głos Lucjusz był przepełniony dumą, a Draco właśnie w tej chwili postanowił, że zrobi wszystko, aby tylko nie spełnić marzeń ojca.
- Ruszajmy. - stwierdził tylko Severus. W następnej chwili pojawili się w bogatej, mugolskiej dzielnicy Londynu. Otworzyli bramkę i weszli na dróżkę prowadzącą do małego, ładnego domku. Zatrzymali się przed drzwiami, a Snape zapukał do drzwi.
- Severusie, od kiedy z ciebie taki dżentelmen. - zapytał z drwiną pan Malfoy
- Mamy się zachowywać cicho, żeby nie zleciała się tu ochrona. Pamiętaj Lucjuszu, że to ja kieruję tą misją. - stwierdził czarnowłosy w momencie gdy drzwi się otworzyły.
- Panowie co tu robicie, już póź... - nie dokończył, bo Severus wepchnął go do domu, samemu wchodząc, za nim weszła reszta, a potem wyciszyli dom, tak aby z zewnątrz nie było słychać nadchodzących krzyków.
- Crabbe , Goyle przyprowadźcie resztę. - rozkazał.
- Severusię, sądzę, że Draco może...
- Lucjuszu, dzisiaj Draco będzie tylko obserwował, najpierw niech się uczy. - Lucjusz nie był zadowolony, że Snape mu odmawia, a Draco chciał mu dziękować na kolanach. Nie wyobrażał sobie jak przyprowadzić ludzi na śmierć. Może gdyby chodziło o dorosłych to by sobie poradził, ale wiedział, ze nie mógłby zrobić tego dzieciom, a tu była dwójka. Weszli do salonu, Nott ciągnął za sobą mugola, tam czekali, aż pozostała dwójka przyprowadzi żonę premiera i jego dwójkę dzieci. Po chwili doszedł do nich kobiecy krzyk, a zaraz zobaczyli właścicielkę głosu, gdy Crabbe ciągnął kobietę za włosy. Za nim wszedł Goyle trzymający dwójkę dzieci za bluzki od pidżamy. Draco jeszcze bardziej zbladł, gdy zobaczył, że mężczyzna trzyma młodszego chłopczyka, który mógł mieć co najwyżej roczek, jak worek kartofli. W ten sam sposób rzucił go obok matki i ojca, którzy klękali przed śmierciożercami. Zaraz za nim starszy chłopczyk, na oko pięcioletni, został popchnięty w stronę rodziców, od razu przytulił się mocno do ojca, wybuchając płaczem. Matka przytulała drugiego, zanoszącego się płaczem, syna do piersi. Mugole patrzyli ze strachem w stronę mężczyzn, próbując uspokoić swoje dzieci.
- Co wy chcecie od nas? - zapytał gniewnie premier. - Zostawcie nas w spokoju. - krzyknął.
- O nie panie premierze. Dziś czeka was ciekawa rozrywka. - stwierdził Lucjusz Malfoy z sadystycznym zadowoleniem.
- Zaczniemy od dzieciaków. - stwierdził Snape. Draco odsunął się najdalej jak mógł. Ze strachem patrzył na to co się dzieje.Waśnie uświadomił sobie, że zaraz będzie patrzył jak jego własny ojciec będzie torturował i zabijał roczne dziecko, na dodatek będzie się z tego cieszył. Chłopak nie rozumiał jak można być takim sadystą. Można i on to wiedział, w końcu tylko sadysta potrafi karać własne dzieci cruciatusem, a po odrodzeniu się Voldemorta, Lucjusz Malfoy i do tego się posuwał, z resztą robił to coraz częściej. Draco, aby ochronić przed tym Camile, częściej prowokował do tego ojca, wtedy gniew skierowany w stronę panny Malfoy, kierowany był w stronę Dracona. Chłopak obrywał wtedy za dwoje, ale nie przejmował się tym. Często Narcyza próbowała interweniować, ale wtedy i jej się obrywało. Nie ważne do jakiego stanu doprowadzał ją mąż, zawsze najpierw starała się zająć dziećmi, a potem sobą.
Nott wyrwał dziecko z rąk matki, teraz i ona zaczęła zanosić się płaczem, jej mąż zaczął wykrzykiwać, żeby zostawili dzieci w spokoju, a zajęli się nim. Mugole nie mogli się ruszyć, gdyż Snape unieruchomił ich. Niestety śmierciożercy nie słuchali i zaczęli torturować to dziecko. Padały różne zaklęcia, od cruciatusa, poprzez tnące, aż po łamiące. Tak małe dziecko nie mogło długo wytrzymać i zaraz po rzuceniu trzeciego zaklęcia płacz ustał, dziecko zmarło. Z ust matki rozległ się krzyk rozpaczy. Na drugi ogień poszedł starszy chłopiec. I znowu to samo. Dzieciak nie miał już siły krzyczeć, ale jeszcze żył. Snape zlitował się nad chłopcem i w jego stronę poleciał zielony promień Avady.
- Severusie zabierasz nam zabawę. - zaszydził Nott.
- Zostały jeszcze dwie osoby. - wskazał na kobietę, która patrzyła na dwoje martwych dzieci z szokiem i niedowierzaniem na twarzy, a z oczu płynęły łzy. Twarz jej męża nie wyrażała nic, już nie krzyczał, był jakby pogodzony z losem.
- Może się nią zabawimy? - zapytał obleśnie Goyle. Draco poczuł jak to co zjadł kilka godzin wcześniej przewraca mu się w żołądku, nie chciał patrzeć na to jak śmierciożercy gwałcą tę mugolkę. 
- Nie dzisiaj, Goyle. - stwierdził sucho Snape. - Po robocie wrócisz do domu i zajmiesz się żoną, ja nie mam zamiaru patrzeć jak dochodzisz w tej szlamie. - zadrwił czarnowłosy. - Zaczynajcie serię. - rozkazał. Poleciały trzy cruciatusy na raz, a powietrze przeciął krzyk kobiety. Draco miał już dość. Modlił się o to, aby to się skończyło jak najszybciej. Wiedział, że nie może zamknąć oczu, by nie patrzeć na cierpiącą kobietę, bo jego ojciec, mimo, że zafascynowany torturami, to obserwował swojego syna. Gdy Lucjusz oderwał kobiecie rękę zaklęciem, Draco poczuł odruch wymiotny, jednak udało mu się to przetrzymać i zachować kamienną twarz. Dobrze zrobił, bo starszy Malfoy spojrzał na niego zaraz po rzuceniu zaklęcia.Kobieta nie wytrzymała bólu związanego z oderwaniem kończyny i zmarła. Pozostał tylko mężczyzna. Ponowili serię, wyżywali się na nim jeszcze gorzej, aż wreszcie, gdy mugol był już na skraju, Snape po raz kolejny wykazał się litością i zabił go. Po wszystkim wszyscy skierowali się do wyjścia. Gdy byli już na zewnątrz Severus wyczarował nad budynkiem Mroczny Znak i deportowali się. Misja została zakończona powodzeniem. Lucjusz Malfoy był niezwykle dumny z syna, i gdy byli już w Malfoy Manor, pogratulował mu zimnej krwi. Draco w tym momencie chciał tylko znaleźć się w swoim pokoju i próbować zapomnieć, jednak najpierw musiał wysłuchać pochwał ojca, których zdecydowanie nie chciał słyszeć. Kiedyś oddałby wszystko, żeby ojciec był z niego taki dumny, ale już nie teraz. Teraz chciał, aby mężczyzna dał mu spokój. Gdy wreszcie dotarł do swojego pokoju, zauważył leżącą na jego łóżku siostrę, która, gdy tylko usłyszała kroki, od razu się przebudziła.
- Draco - szepnęła i od razu przytuliła go mocno. - Nic ci nie jest?
- Nie - stwierdził z bólem, pierwszy raz tej nocy ściągając maskę z twarzy
- Tak mi przykro...
- Camile ja nie chcę o tym mówić. Teraz chcę zapomnieć. - przerwał jej
- Dobrze, braciszku. Śpij, na pewno jesteś zmęczony. - powiedziała i wyszła, aby mu nie przeszkadzać. Znała swojego brata na tyle, żeby wiedzieć, że teraz chce być sam. Draco skorzystał z rady siostry, wcześniej biorąc gorący prysznic, poszedł spać.

***
Dziś zacznę od pytania, jak Wam się podoba nowy szablon? Stworzyła go dla mnie Luna xdd, za co jej, jeszcze raz, dziękuję. 
Po drugie, ogromnie się cieszę, że ten blog wreszcie zyskał czytelników, komentujących czytelników. Cieszy mnie to, że jak na razie wszystkim się podoba, ale wiem, że nie może być kolorowo. Więc jeśli zauważycie błędy, a przypuszczam, że jest ich sporo, bo nie mam czasu sprawdzać, każdego rozdział kilkukrotnie, więc robię to tylko raz i nie zawsze wyłapię wszystkie, to piszcie w komentarzach. Tak samo jeśli macie jakieś uwagi dotyczące fabuły itp.
Co do opowiadania, to Amei zwróciła uwagę, że do tej pory nie ma pojawiło się żadne wyjaśnienie dotyczące matki Snape'ów. Historia Vanessy i Samuela zostanie wyjaśniona z czasem. Do tej pory zajmowałam się tylko Potterami, ostatnio przyszedł czas na Malfoy'ów, więc i na Snape'ów przyjdzie odpowiedni czas ;)
Ostatnio notki pojawiają się z dłuższymi przerwami. Jest tak ze względu na brak czasu, z resztą ostatnio wzięłam się za pisanie prezentacji maturalnej z polskiego. Matura jest dla mnie sprawą priorytetową, dlatego właśnie musicie czekać tyle czasu. Będę się starała, aby były to przerwy nie przekraczające dwóch tygodni.
Ale się rozpisałam, już nie zanudzając, życzę miłego czytania,
AniaXXX

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 23

Na Grimould Place 12 święta można było wyczuć już w powietrzu. Zapach pysznych potraw, które przyrządzała pani Weasley, aromat żywej choinki, którą młodzież ubierała w wigilię Bożego Narodzenia, mieszkańcy domu nucący pod nosem kolędy. To wszystko składało się na świąteczną atmosferę, której ulegli wszyscy. Niestety w Malfoy Manor nie było już tak ciekawie. Gdy blondwłose rodzeństwo wylądowało w wielkim salonie, przywitała ich Narcyza Malfoy:
- Witajcie dzieci. - przywitała się i uścisnęła oboje
- Witaj mamo.
- Idźcie do swoich pokojów i się przebierzcie, za godzinę będzie kolacja. Nadal mamy gościa. Bądźcie spokojni, on wyczuwa strach. - poprosiła szeptem. Malfoy'owie może nie byli idealną rodziną, Draco stwierdziłby, że w ogóle nie byli rodziną, ale Narcyza nad życie kochała swoje dzieci. Kobieta robiła i robi wszystko, aby jej dzieci były szczęśliwe. Może nie zawsze jej to wychodziło, ale zarówno Camile, jak i Draco, wiedzieli, że matka ich kocha i byli jej za to wdzięczni. Teraz skierowali się do swoich pokoi, zabierając bagaże, aby się przebrać. Godzinę później skierowali się w stronę jadalni. Tam obecni byli państwo Malfoy, Czarny Pan i cały wewnętrzny krąg.
- Camile, Draconie, spóźniliście się. Czarny Pan nie będzie na was czekał. - syknął pan Mafoy.
- Przepraszamy, ojcze. - mruknęli i ukłonili się lekko.
- Nie mnie powinniście przepraszać - warknął w odpowiedzi mężczyzna
- Lucjuszu, daj spokój, z radością zaczekaliśmy na tych dwoje. - wykrzywiona w niezadowoleniu twarz Voldemorta całkowicie przeczyła temu co powiedział - A teraz czas rozpocząć kolację. - stwierdził Czarny Pan, a młodzi Malfoy'owie usiedli koło swoich rodziców.
- Oczywiście, Panie. - odpowiedział służalczo pan Malfoy. Wszyscy wzięli się za jedzenie, przygotowane przez skrzaty. Przez kolejne pół godziny słychać było tylko pobrzękiwanie sztućców. Gdy większość się pożywiła, głos zabrał Voldemort
- Narcyzo, pozwolisz, że skorzystamy z salonu? - nie czekając na odpowiedź ciągnął dalej - Teraz odbędzie się zebranie wewnętrznego kręgu. Draconie dostąpi cię zaszczyt, ciebie również zapraszam na zebranie.
- Dziękuję, Panie. - strach przez chwilę widoczny na twarzy blondyna, szybko został zastąpiony nic nie wyrażającą maską. Chłopak był przerażony, ale wiedział, że nie może okazać strachu, zarówno przed Voldemortem, jak i przed ojcem, bo wiedział, że zostałby surowo ukarany. Camile nie potrafiła tak dobrze ukrywać uczuć, ale dziś nikt się nią nie przejmował, więc mogła w spokoju bać się o brata. Teraz w przeciwieństwie do Dracona skierowała się do sypialni, wychodząc z jadalni wysłała pokrzepiający uśmiech bratu, który był jej za to wdzięczny. Camile postanowiła zaczekać na Dracona u niego w pokoju. W tym czasie w wielkim salonie śmierciożercy ustawiali się na swoich miejscach w kręgu. Draco stanął między swoim ojcem, a Snape'em, który stał po prawej stronie Czarnego Pana, jako jego prawa ręka.
- Drodzy śmierciożercy, jutro czeka nas niezwykle ważna misja. Zaatakujemy mugolskiego ministra, wraz z jego rodziną. - po salonie rozległ się pomruk zadowolenia. - Severusie, ty kierujesz misją, macie torturować ich, aż nie będą w stanie krzyczeć z bólu. Draconie ty również tam będziesz. - Młody Malfoy wzdrygnął się, gdy Czarny Pan zwrócił się do niego - Póki jesteś niepełnoletni, nie możesz używać czarów po za szkołą, dlatego będziesz tylko obserwował moich śmierciożerców. Czym szybciej nauczysz się jak przebiegają takie misje, tym szybciej zostaniesz moim wiernym sługą.
- Dziękuję, ci Panie. - Draco ukłonił się
- Lucjuszu, dobrze wychowałeś syna - Na twarzy starszego Malfoy'a widać było wyraz dumy, że to właśnie jego syna Czarny Pan wybrał na przyszłego śmierciożercę. - Severusie, wiesz, że również chętnie widziałbym twojego syna na tej misji. Dlaczego nie ma tu twoich dzieci.
- Panie, Dumbledore wymyślił sobie, że skoro, według niego, jestem po stronie dobra, to będę chciał bronić swoje dzieci przed tobą. Więc zaproponował mi, żeby umieścić je na czas przerwy świątecznej w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Nie mogłem mu odmówić, bo zacząłby coś podejrzewać. - Snape skrzywił się, jakby on również chciał, aby jego syn, dostąpił takiego zaszczytu, jak Draco, a chłopak po raz kolejny zauważył, że jego nauczyciel i ojciec chrzestny w jednym, jest niesamowicie dobrym aktorem.
- Dobrze, ale mam nadzieję, że uda ci się wyrwać drogiego Samuela z pod władzy Dumbledora.
- Oczywiście Panie.
- Wspaniale. Powiedz mi jeszcze jak się sprawuje siostra naszego wspaniałego zbawcy? - wysyczał Voldemort
- Mówiłem ci już, Panie, że dziewczyna jest ślizgonką. Niestety jej relacje z Potterem są dobre. Nie będę w stanie jej przekonać, aby się odwróciła od własnego brata.
- Severusie to mnie nie zadowala, to była twoja misja, której nie wypełniłeś. - Severus już wiedział, co go czeka. - Crucio! - wykrzyknął Voldemort kierując zaklęcie w stronę Mistrza Eliksirów. Czarnowłosy mężczyzna upadł na podłogę, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Gdy Voldemort przerwał zaklęcie, Snape wstał, bez żadnego jęknięcia, ukłonił się swojemu Panu i powiedział:
- Wybacz mi Panie. - Draco był pod wrażeniem, podziwiał swego ojca chrzestnego za to, że potrafi z godnością przeżywać tortury.
- Severusie, tyle lat się znamy, a ja nadal jestem pod wrażeniem twojej samokontroli. - Voldemort uśmiechnął się, ale w jego wykonaniu wyglądało to strasznie. - Draconie, skoro Twój nauczyciel nie wywiązaał się z misji, przekażę ją tobie. To będzie twój sprawdzian, będziesz miał czas do wakacji. Musisz przekonać drogą Nicole Potter, aby znienawidziła swojego brata i przeszła na naszą stronę. Z tego co wiem to twoja siostra się z nią przyjaźni, więc powinno być ci łatwiej, w razie problemów możesz zdradzić jej plan i razem tego dokonacie.
- Tak Panie, wykonam te zadanie jak najlepiej. - Draco ponownie się ukłonił, jednak jego maska powoli zaczęła opadać. Bał się niesamowicie, nie wiedział jak ma wykonać swoje pierwsze zadanie, a do tego wszystkiego będzie musiał obserwować jutro, jak śmierciożercy znęcają się nad mugolskim ministrem i jego rodziną. Miał nadzieję, że sobie jakoś poradzi, musi, bo inaczej zostanie ukarany, albo co gorsza kara dosięgnie, Camile, albo jego matki. O ojca się nie bał, jego znienawidził odkąd w poprzednie wakacje w ich domu pojawił się Voldemort. Od tego czasu Pan Malfoy nie był już ojcem i mężem, tylko wiernym sługą swego mistrza, to samo chciał przekazać swojemu synowi, a każdy protest ze strony Dracona, kończył się Cruciatusem. Dla dobra swojego, swojej matki i Camile, postanowił się nie sprzeciwiać. Nie chciał patrzeć jak ojciec znęca się nad Narcyzą, czy kara też jego ukochaną siostrę, z powodu jego sprzeciwu. Teraz jednak Lucjusz Malfoy, po raz pierwszy od dłuższego czasu był dumny ze swojego syna. Gdy zebranie się skończyło Draco czym prędzej skierował się do swojej sypialni, chciał zapomnieć o tym co go jutro czeka, ale wiedział, że pewnie Camile czeka na niego i nie pomylił się. Gdy wszedł do pokoju zauważył swoją siostrę na jego łóżku. Czekała tam wyraźnie spięta.
- Draco, nic ci nie jest! - wykrzyknęła i przytuliła się do niego. - Co cię teraz czeka? - zapytała bojąc się usłyszeć odpowiedż.
- Jutro idę obserwować misję śmierciożerców.
- Co to za misja? - zapytała Camile ze strachem
- Będą torturować mugolskiego ministra i jego rodzinę, potem ich zabiją. - powiedział z pustką w głosie. Camile tylko przytuliła mocno Dracona, wiedząc, że żadne słowa go nie pocieszą.
- Jest coś jeszcze prawda? - Draco zaklął cicho, wiedział, że nie ukryje nic przed siostrą, ale nie miał pojęcia jak powiedzieć Camile, że musi przekonać jej najlepszą przyjaciółkę, do przejścia na stronę zła. Z resztą, ostatnio nawet on zaczął się przekonywać do Potter'ówny, oczywiście nikomu o tym nie mówił.
- Nie, dlaczego miałoby być? - stwierdził nieprzekonująco.
- Przecież widzę, nie kłam.
- Ja... ja muszę przekonać Nicole Potter, aby odwróciła się od Pottera i przeszła na stronę Voldemorta. Mam czas do końca wakacji. - Draco stwierdził, że nie będzie okłamywał siostry, z resztą ona i tak by to zauważyła. Camile spojrzała na niego ze strachem i usiadła blada na łóżku.
- Zrobisz to? - zapytała
- Nie wiem. - Camile nie męczyła go więcej pytaniami, przytuliła go, aby wiedział, że będzie go wspierać. Po pół godzinie poszła do swojej sypialni, aby oboje mogli odpocząć po ciężkim dniu.
***

Dzisiaj już trochę ciekawiej. Mam nadzieję, że się spodoba.
AniaXXX

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 22

Do domów uczniowie wracali przez kominki w gabinetach swoich opiekunów, od najmłodszych do najstarszych. W gabinecie Snape'a szóstoklasiści pojawili się zaraz po obiedzie. Gdy nadeszła kolej Malfoy'ów Camile szybko uściskała przyjaciółki, które stwierdziły, że będą trzymać kciuki, i weszła do komika. Zaraz po niej to samo zrobił blady Draco.
- Potter, teraz ty. - Nicole weszła do komika zostawiając za sobą już tylko rodzeństwo Snape. Po chwili już była w kuchni na Grimmauld Place 12 i zaczęła witać się ze wszystkimi.
Tymczasem w gabinecie Mistrza Eliksirów, gdzie do przeniesienia szykowały się jego dzieci, mężczyzna oznajmił:
- Spędzicie święta w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Niestety będą tam też Potterowie i większość Zakonu Feniksa - Sam i Vanessa wcale nie uważali, że niestety, ich szerokie uśmiechy całkowicie temu przeczyły. O zakonie ojciec opowiadał im już podczas wakacji. Snape zupełnie nie zwracając na to uwagi powiedział - Tam będziecie bezpieczni - teraz młodzież przypomniała sobie, że ich ojciec już nie będzie taki bezpieczny. - przenoście się już. - rzekł sucho
- Uważaj na siebie, tato. - rzekła dziewczyna, po czym pocałowała go w policzek na pożegnanie i skierowała się w stronę kominka, zaraz za nią to samo zrobił Sam. Gdy znaleźli się na miejscu przywitał ich krzyk Nicole
- Vane, Sam?! Co wy tu robicie?
- Też się cieszymy, że spędzimy z tobą święta - zaśmiała się panna Snape
- Naprawdę? Jejku, jak się cieszę. - po tych słowach Nicole przytuliła przyjaciółkę z towarzyszącym jej śmiechem.
- Ja też, wariatko. Szkoda tylko, że Cami z nami nie będzie. - stwierdziła szeptem Vanessa.
- Nic na to nie poradzimy. Chodźcie poznacie wszystkich.
Snape'owie poznali wszystkich obecnych domowników, jak się okazało Laura, Harry i Weasley'owie również już przybyli do kwatery. Hermiony nie było gdyż spędzała święta z rodzicami, ale po świętach miała przyjechać i spędzić z młodzieżą sylwestra. Syriusz zaczął lokować nowo przybyłych do pokoi. Vanessa miała zamieszkać w pokoju razem z Nicole i Laurą, a Sam ku jego niezadowoleniu razem z Harry'm i Ronem. Cała trójka próbowała protestować przeciw takiemu przydziałowi, ale nic nie mogli zrobić bo nie było już miejsca. Młodzież wyszła z kuchni, aby przenieść bagaże do pokoi.
- Myślisz, że wspólny pokój Sama, Harry'ego i Weasley'a to dobry pomysł? - zapytała Vanessa, gdy już były w sypialni
- Najgorszy z możliwych. - Nicole zaśmiała się wrednie - Dobrze pójdzie jak Sam i Weasley się nie pozabijają. Mam nadzieję, że chociaż z Harry'm się jakoś dogadają.
- Marne nadzieje, przecież wiesz.Harry pewnie nie będzie się wdawał w kłótnie z Samem ze względu na ciebie, ale na pewno nie zapałają do siebie miłości. - Vanessa ledwo skończyła mówić, gdy drzwi się otworzyły, zza nich zobaczyły twarz jednego z omawianych.
- Mogę? - zapytał Sam, a gdy trzy dziewczyny kiwnęły głową wszedł i rozłożył się na łóżku swojej siostry - Mam dość Weasley'a, to idiota jakich mało.
- Co zrobił? - zapytała ze śmiechem Vanessa
- Ledwo wszedłem do pokoju, a już zaczął drzeć japę, żebym spadał, bo nikt nie ma ochoty na moje towarzystwo. Potter coś tam próbował go hamować, ale mało mnie to obchodzi, bo od razu przyszedłem do was. - jeszcze chwilę pogadali, gdy drzwi znowu się otworzyły
- Nie przeszkadzam? - zapytała Ginny
- Nie, czyżby ci się nudziło? - zapytała Nicole, jednak rudowłosa nie zdążyła jej odpowiedzieć, gdyż zaraz za nią do pokoju wpadli bliźniacy
- A my możemy? - zapytali jednocześnie szczerząc się szeroko
- Miejsce jeszcze jest, więc zapraszamy. - w pomieszczeniu zrobiło się dosyć gęsto, więc chłopaki rozsiedli się na podłodze. Po chwili rozległo się pukanie.
- Proszę - krzyknęła Nicole, a gdy ujrzała twarz brata stwierdziła - chociaż jeden porządny, jako jedyny zapukał - wszyscy zaśmiali się - Coś się stało, Harry? - zapytała Potter'ówna widząc, że chłopak stoi niezdecydowany w wejściu - jest nas tu sporo, ale miejsce się jeszcze znajdzie - słysząc to Harry usiadł koło bliźniaków na podłodze, opierając się o łóżko Laury. - Ron nie będzie zły, że został sam? - zapytała Harry'ego
- Teraz pewnie siedzi obrażony i wścieka się, że dotknęła go taka niesprawiedliwość. Więc raczej nie.
- Co masz na myśli? - zapytała z niezrozumieniem Nicole
- Nie może zrozumieć jak Syriusz mógł pozwolić na to, by tylu ślizgonów spędzało tutaj święta.
- Mniejsza z tym. Debilizmu się nie wyleczy. - oznajmiła Nicole uśmiechając się słodko do Harry'ego, żeby nie czuł się urażony tym, że obraża jego przyjaciela. Natomiast rudowłose rodzeństwo przytaknęło słowom czarnowłosej. Całkowicie się z nią zgadzli i nie przeszkadzało im, że dziewczyna obraża ich brata. - Przydałoby się coś na rozluźnienie. - powiedziała Nicole widząc, że gryfoni nie czują się zbyt dobrze w towarzystwie Snape'ów i odwrotnie. - Pewnie Syriusz ma jakieś zapasy piwa kremowego w kuchni. Kto mi pomoże to przynieść? - rozejrała się po obecnych - Normalnie roi się od chętnych. - powiedziała z sarkazmem, gdy nikt nie wyraził chęci pomocy.
- A od czego masz różdżkę? - zaśmiał się Sam
- Też racja. To wy sobie pogadajcie, a ja idę po coś do picia. - dodała wrednie i poszła. W pokoju zaległa cisza, jednak po chwili przerwała ją Ginny:
- Może nie warto żyć z przekonaniem, że gryfoni i ślizgoni muszą się nienawidzić. Ginny jestem. - przedstawiła się, wstała i wyciągnęła rękę do Vanessy, która z ochotą ją przyjęła. Rudowłosa ten sam gest powtórzyła w stosunku do Samuela, który po chwili wahania również go odwzajemnił. Po tym głos zabrali bliźniacy:
- Nasz młodszy brat to idiota - zaczął Fred
- ale my nie mamy nic do osób z innych domów - dokończył George. Obaj zaczęli się szczerzyć. Pierwsze lody zostały przełamane, okazało się gryfoni i ślizgoni potrafią prowadzić normalną rozmowę, więc po chwili gadali już na luzie. W rozmowie udzielała się nawet najmłodsza Laura. Tylko Harry siedział cicho, do momentu, aż Vanessa nie zwróciła na to uwagi
- A ty Harry, co tak cicho siedzisz? Przecież cię nie zjemy, prawda Sam? - obaj chłopaki zmierzyli się spojrzeniami.
- No właśnie nie wiem. - stwierdził z sarkazmem Harry
- Potter, coś ty się taki niegrzeczny zrobił? Przecież żartowałem. - stwierdził, gdy zauważył, że Harry się zdenerwował - Pamiętaj, że nie każdy ślizgon jest Malfoy'em i nie każdy Snape jest tłustowłosym dupkiem z lochów.
- Jak możesz tak mówić o ojcu? - zaśmiała się Vanessa
- Słyszałem ostatnio takie określenie od gryfonów. A wracając do rzeczy Potter, to skoro spędzamy razem święta więc może nie będziemy się ścierać przez ten tydzień?
- Czemu nie. - stwierdził Harry, w tym momencie do pokoju weszła Nicole, a za nią Syriusz.
- Widzę postępy, a już myślałam, że nie dojdziecie do porozumienia. - stwierdziła gdy zobaczyła jak Sam i Harry podają sobie dłonie na zgodę. - Zobaczcie kogo przyprowadziłam - wskazała na Syriusza i zaczęła rozdawać piwo kremowe
- Stwierdziłem, że posiedzę z wami, bo nie chcę się narażać pani Weasley, która próbuje przygotować święta i szaleje w kuchni
- Mam nadzieję, że nam nie będzie kazała siedzieć w kuchni do świąt. - zaczęła jęczeć Ginny
- Nie martw się na razie wszystkich stamtąd wygania, bo jej przeszkadzają - zaśmiała się Nicole. Wreszcie wszyscy zaczęli ze sobą rozmawiać. Młodzi opowiadali Syriuszowi o tym jak spędzili ten semestr, Nicole i Snape'owie opowiedzieli o kilku anegdotach i plotkach ze Slytherinu, a Weasley'owie z Gryffindoru. W pewnym momencie Vanessa zadała pytanie, które nurtowało ją odkąd się tu pojawiła.
- Sorki za pytanie, ale co ty tu właściwie robisz? - zwróciła się do Syriusza
- No cóż, to mój dom, więc właściwie mogę tu przebywać. - mężczyzna odpowiedział z uśmiechem. Dobrze wiedział o co dziewczyna chce zapytać, ale udawał, że nie wie.
- A czasem nie powinieneś być w Azkabanie? - zapytała niepewnie. Wszyscy wtajemniczeni zaczęli się śmiać
- Dementorzy są raczej nieprzyjemni, więc nie mam ochoty tam przebywać
- Syriusz ona serio pytała, a ty robisz z siebie debila - zaśmiała się Nicole
- Ej, jak ty tak możesz mnie obrażać - Syriusz stwierdził, że strzeli focha i nie odezwał się więcej. Nicole tylko ponownie się zaśmiała i wyjaśniła przyjaciółce, że Syriusz jest niewinny i odbywał karę za nic, więc uciekł.
- Syriusz nie obrażaj się tak - Nicole uśmiechnęła się słodko - przecież wiesz, że cię lubię i tylko żartowałam.
- Teraz to ty się nie podlizuj - tym razem mężczyzna zaśmiał się, a reszta mu zawtórowała, mając uciechę z nich.
***

I pojawił się przełom, jest pierwszy komentarz. Serdecznie za to dziękuję i mam nadzieję, że to rzeczywiście przełom i teraz będzie więcej komentarzy.
W dzisiejszym rozdziale nie za wiele się dzieję, ale w następnym będzie już ciekawiej.
AniaXXX