piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 28

Po pamiętnym meczu wydawać by się mogło, że wszystko w Hogwarcie wróciło do normy. Nicole z powrotem zaczęła trenować Quidditcha, Draco wyszedł cały i zdrowy ze skrzydła szpitalnego, a Snape, jak był, tak pozostał, wredny. Mimo, że w Slytherinie życie szkolne nie zmieniło się to w Gryffindorze już dzień później zaszły nie małe zmiany. W niedziele rano Nicole z Vanessą i Pansy skierowały się do Wielkiej Sali na śniadanie, natomiast Camile poszła odwiedzić Dracona w Skrzydle Szpitalnym. Posiłek ślizgonkom przerwała blondynka słowami:
- Wiedziałam Niki, że ty to potrafisz namieszać.
- O co ci chodzi? - czarnowłosa popatrzyła na przyjaciółkę z niezrozumieniem w oczach.
- Byłam przed chwilą u Draco. I wiecie co mi powiedział?
- Cami przecież dobrze wiesz, że nie wiemy. Gadaj.
- Draco powiedział, że święta trójca gryffindoru się rozpada.
- Co?! - zdziwienie Nicole było ogromne
- No już ci mówię, tylko mi nie przerywaj - zaśmiała się Camile - Wczoraj wieczorem do skrzydła szpitalnego trafił Weasley. Okazało się, że ma złamany nos. Jak tylko trafił do skrzydła zaczął się skarżyć pielęgniarce, że Potter go pobił i takie tam. Pomfrey jak tylko usłyszała o pobiciu to powiadomiła McGonagall. Ta przyleciała od razu i zaczęła wypytywać Weasley'a o to dlaczego ma złamany noc. Weasley powiedział jej, że spokojnie rozmawiał sobie z Harry'm, a gdy mieli inne zdanie na jakiś temat to Harry go pobił. Zaczął coś mówić o tym, że ty masz na niego zły wpływ, i że trzeba was rozdzielić. McGonagall stwierdziła tylko, że z Harry'm policzy się dzisiaj, a Weasley'a skierowała do Pokoju Wspólnego. - powiedziała na jednym wdechu
- A co ja mam do tego?
- A kto wczoraj mi opowiadał, że miał sprzeczkę z Weasley'em, i że Harry nie stanął po stronie Rudego?
- O szlag. - stwierdziła zaskoczona Nicole
- Może dowiesz się czegoś więcej od Laury, bo Harry jeszcze na śniadanie nie przyszedł. - zaproponowała Vanessa rozglądając się po Wielkiej Sali. Nicole nie odpowiadając ruszyła w stronę młodszej siostry. 
- Widzę, że doszły już do ciebie najświeższe plotki. - powiedziała Laura zamiast przywitania
- Opowiadaj. - stwierdziła Nicole siadając na przeciwko siostry
- A co już wiesz?
- Tylko to co powiedział Weasley w Skrzydle Szpitalnym.
- No to pewnie nie wiesz dlaczego się pokłócili. Otóż wczoraj w Pokoju Wspólnym, gdy Harry skądś wrócił Weasley od razu rzucił się na niego i zaczął coś tam krzyczeć, że nie staje po jego stronie, że wspiera ślizgonów, i że daje go poniżać. Harry na początku był spokojny, ale gdy Wealsey powiedział, że jeśli Harry może robić co chce, ale on nie będzie się zadawał ze śmierciożercami. Wtedy twój braciszek mu na to, że wcale nie zadaje się ze śmierciożercami, i że skoro Rudy nie potrafi sam obronić się przed dziewczyną ze Slytherinu to on nie będzie go tego uczył. No i że na jego miejscu to nie przyznawał by się nikomu do tego, że dziewczyna go pokonała, a tym bardziej nie błagałby o pomoc przyjaciela. Tego Weasley nie wytrzymał i rzucił się z pięściami na Harry'ego, na jego nieszczęście nie trafił i do tego powiedział, że Harry jest takim samym śmierciożercą jak wy. Tego Harry nie przepuścił mu i efektem był złamany noc. Na odchodne powiedział jeszcze, że nigdy nie będzie sługą Voldemorta i poszedł do dormitorium, a Weasley wyszedł.
- No to się porobiło. - Nicole jeszcze w szoku po takich rewelacjach nie zauważyła Harry'ego wchodzącego do Wielkiej Sali, dopiero Laura szturchnęła ją mówiąc:
- Harry przyszedł. - Nicole automatycznie odwróciła się w jego stronę i gdy chłopak ją zauważył, uśmiechnęła się do niego i pomachała mu. Harry odpowiedział jej tym samym gestem i skierował się w jej stronę. Niestety drogę zagrodziła mu McGonagall.
- Potter, możesz mi powiedzieć co miało miejsce wczoraj wieczorem w Pokoju Wspólnym?
- A co dokładnie ma pani na myśli? - zapytał Harry niewinnym głosem. Nicole, która podeszła do Harry'ego miała wrażenie, że zaraz parsknie śmiechem.
- Potter to nie czas na żarty. 
- Przepraszam pani profesor. - powiedział pokornie - Mieliśmy wczoraj z Ronem małą sprzeczkę, ale już wszystko wyjaśnione. - Do zbiegowiska na środku Wielkiej Sali dołączyła cała czwórka Weasley'ów.
- Pan Weasley twierdził, że wszczął pan bojkę bez żadnego konkretnego powodu - stwierdziła sucho profesorka.
- To nie prawda pani profesor. To Ron zaczął.
- Ginny, jak możesz?! To ja jestem twoim bratem! - wykrzyknął Ron
- Pani profesor, to co mówi Ginny to prawda - poparł siostrę Fred
- To Ronald zaczął, ale jako, że nie trafił, a dodatkowo zarzucił Harry'emu, że jest zdrajcą to Harry mu oddał. - wytłumaczył George.
- Z naszym całkowitym poparciem. - stwierdził Fred i uśmiechnął się do rodzeństwa Potter.
- Panie Weasley szlaban dziś o 18:00 u pana Filcha, panie Potter następnym razem proszę nie dać się sprowokować. - stwierdziła profesor McGonagall i ruszyła do stołu nauczycielskiego. 
- Wiesz braciszku nie sądziłam, że jesteś taki agresywny. Gratuluję, będą jeszcze z ciebie ludzie. - zaśmiała się Nicole, po czym przytuliła się do chłopaka
- Wariatka - stwierdził Harry, obserwując oddalającego się, mocno obrażonego, Rona
- Nie przejmuj się nim - Nicole spoważniała - nie chcę nikogo oceniać, ale może on nie jest wart twojej przyjaźni, skoro nie może zrozumieć tych wszystkich zmian. Dziękuję ci, że stanąłeś po stronie, bądź co bądź, ślizgonów. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. A teraz spadaj jeść śniadanie, bo niedługo się kończy. - dziewczyna pożegnała się z bratem i Weasley'ami i skierowała do swoich przyjaciółek. Była szczęśliwa, bo wiedziała, że Harry nareszcie w pełni zaakceptował fakt, że jest ślizgonką.
W kolejnych tygodniach nie działo się nic ciekawego w Hogwarcie. Rozegrał się kolejny mecz Quidditcha, krukoni przeciw puchonom. Ku zdziwieniu wszystkich wygrał Huffelpuff. Drużyna Ravenclavu, po zwycięstwie ze Slytherinem, osiadła trochę na laurach i nie potraktowała poważnie przeciwników. Puchoni to wykorzystali i udało im się wygrać. Okazało się też, że Ronald przeprosił Harry'ego za swoje zachowanie i obiecał, że nie będzie już oskarżać go o przystąpienie w szeregi Voldemorta. Jak Laura doniosła Nicole, Harry wybaczył mu pod warunkiem, że w jego obecności już nigdy nie obrazi jego siostry. Weasley skwapliwie się na to zgodził, jednak wszyscy wiedzieli, że żadna siła nie zmusi go do polubienia jakiegokolwiek ślizgona. Z resztą z wzajemnością. 
Co innego działo się z Nicole. Od pewnego czasu zaczął jej się śnić ten sam głos, co kiedyś pomógł jej rozwikłać zagadkę jej pochodzenia. We śnie Nicole słyszała delikatny, kobiecy głos, mówiący "To twoje przeznaczenie, jesteś wybraną". Słowa te nie dawały Nicole spokoju. Próbowała znaleźć coś na ten temat w bibliotece w dziale: Wizje i sny, a także zaglądnęła do książek z niezrozumiałego dla niej przedmiotu jakim jest wróżbiarstwo. Były to książki takie jak: Sny prorocze, czy Sny i mary. Niestety Nicole nie dowiedziała się nic konkretnego z tych dzieł, więc postanowiła dać temu spokój. Miała nadzieję, że sprawa wkrótce się rozwiąże 
sama, albo chociaż przestanie jej się śnić ten głos.
W świecie czarodziejów również zaczęło się źle dziać. Kilka tygodni po pamiętnym meczu do Hogwartu zaczęły napływać złe wieści. Sowy przyniosły uczniom Proroka Codziennego, w którym zamieszczony był artykuł o ucieczce dziesięciorga więźniów. Byli to najzagorzalsi słudzy Voldemorta. Prorok Codzienny o ucieczkę tak groźnych więźniów oskarżał Syriusza, który dwa lata wcześniej też uciekł z Azkabanu, a oprócz tego wśród więźniów była kuzynka Blacka, Belatrix Lestrange. Do coraz większej liczby osób docierał fakt, że Voldemort powrócił. W Hogwarcie uczniowie czuli się w miarę bezpiecznie, jednak wszyscy czuli grozę jaką niosła ze sobą ta ucieczka.

***
Rozdział w piątek, gdyż na weekend wyjeżdżam. Mam nadzieję, że notka się podoba.
Do matury zostało już tylko trochę ponad tydzień. Są tu jacyś maturzyści? Jak idą przygotowania?
Pozdrawiam i życzę miłego czytania,
Absolwentka szkoły średniej, AniaXXX.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 27

Mecz ślizgoni vs krukoni zbliżał się wielkimi krokami. Po szkole rozniosła się już wieść, że Nicole nie będzie mogła zagrać w tym meczu. Krukoni poczuli się dużo pewniej, gdy okazało się, że nie będą grać przeciwko jednej z niewielu, która pokonała Harry'ego Potter'a. Jednak ślizgoni się tym nie przejmowali, ćwiczyli ciężko mając nadzieję, że kapitan w roli szukającego ich nie zawiedzie. Zamiast Dracona trzecim ścigającym został jakiś siódmioroczny ślizgon. Czym bliżej było meczu tym atmosfera między grającymi domami była gęściejsza. Jednak ten dzień wreszcie nadszedł. Nicole źle się czuła z tym, że nie może grać, ale nic nie mogła na to poradzić. Wszyscy uczniowie zebrali się na stadionie, przywitał ich jak zwykle Lee Jordan, który komentował każdy mecz. Wybiła godzina 11:00 i mecz się rozpoczął. Nicole, Vanessa i Camile siedziały w towarzystwie reszty ślizgonów i gorąco kibicowały swojej drużynie. Okazało się, że Krukoni postanowili grać agresywnie, więc i ślizgoni nie byli im dłużni. Pani Hooch często przerywała grę, aby zarządzić rzut wolny. Obie drużyny zdobywały punkty, jednak to ślizgoni po godzinie gry wygrywali 110 do 80. Wtedy stało się coś, przez co wszyscy wstrzymali oddech. Jeden z pałkarzy krukonów wysłał tłuczka w stronę Dracona, który leciał po znicz. Ne nieszczęście blondyna trafił go w głowę. Draco zaczął spadać w dół. Blaise i Sam szybko zareagowali i już lecieli w jego stronę. Camile krzyknęła przerażona i zamknęła oczy nie chcą widzieć jak Draco uderza w ziemię lecąc z tak dużej wysokości. Natomiast Nicole nie mogła oderwać od niego wzroku. Bała się o chłopaka, był jej takim prawie przyjacielem i nie chciała, aby coś mu się stało. Na szczęście Blaise zdążył na czas, złapał blondyna, ale pod wpływem ciężaru sam zsunął się z miotły. Na szczęście jego chwyt trochę zneutralizował upadek. Nicole z trybun zauważyła, że Draco krwawi. Złapała Camile za rękę i pobiegły razem z Vanessą w stronę boiska. Gdy ślizgoni z niepokojem przypatrywali się rozwojowi wydarzeń, bojąc się o kapitana, Krukoni wykorzystali okazję i Cho Chang, będąca szukającą krukonów, złapała znicza. Mecz zakończył się zwycięstwem niebieskich, jednak przeciwnicy na razie się tym nie przejmowali. Dracona, leżącego na ziemi, okrążyła cała drużyna, po chwili wokół nich zebrali się sami ślizgoni na czele z Camile, Nicole i Vanessą. Po chwili na horyzoncie pojawiła się pielęgniarka.
- Przepuśćcie mnie, przecież ten chłopak potrzebuje pomocy - pielęgniarka przeganiała uczniów próbując dostać się do Dracona. Gdy jej się to udało przeniosła go na wyczarowane nosze i skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Za nią ruszyła cała drużyna wraz z Camile, Nicole i Vanessą. Gdy byli już na miejscu pani Pomfrey zajęła się Draconem, więc nie zwracała uwagi na mały tłumek zbierający się w Skrzydle Szpitalnym. Po niedługim czasie do uczniów dołączył Severus Snape, chcąc się dowiedzieć w jakim stanie jest jego uczeń. 
- Co mu jest Poppy? - zapytał mężczyzna, gdy pielęgniarka owijała bandażem głowę Dracona.
- Ma wstrząśnienie mózgu. W najgorszym wypadku po przebudzeniu będzie miał amnezję, ale myślę, że do tego nie dojdzie. Dzięki panu Zabiniemu nie ma większych obrażeń spowodowanych upadkiem, miał tylko pęknięte żebra, ale z tym już sobie poradziłam.
- Kiedy się obudzi? - zapytała Camile ze strachem w głosie.
- Prawdopodobnie za kilka godzin. - odpowiedziała pielęgniarka. - A teraz proszę wyjść. Pacjent potrzebuje spokoju. - Kobieta wróciła do swojego stanowczego tonu i zaczęła wyganiać wszystkich, nie udało jej się to tylko z Camile, która stwierdziła, że nie wyjdzie stąd dopóki jej brat się nie obudzi. Gdy cała drużyna z Nicole i Vanessą udały się do Pokoju Wspólnego tam wszyscy ślizgoni złorzeczyli na krukonów, którzy nie dość, że wygrali to jeszcze znokautowali ich kapitana.
- Wiecie co nie chce mi się tak siedzieć. Idziemy na spacer? - Nicole swoje pytanie skierowała do siedzących obok niej Snape'ów, Blaisa i Pansy. - Pójdziemy teraz na spacer, za godzinę jest obiad, więc po nim zaniesiemy Cami coś do jedzenia. - wszyscy się z nią zgodzili nie chcąc siedzieć bezproduktywnie. Wyszli na błonia, rozmawiając o dzisiejszych wydarzeniach. Niestety ich plan spędzenia spokojnie czasu do obiadu musiał ktoś zaburzyć. Tym kimś był rudowłosy gryfon.
- Jak się czujecie jako przegrani? - zaczepił ich Ron z niby troską w głosie.
- A co cię to obchodzi? - warknął Blaise
- Blaise, bądź wyrozumiały. On chce żebyśmy się poczuli tak jak on czuje się na co dzień. - Nicole uśmiechnęła się słodko, wiedząc, że to wkurzy rudowłosego przyjaciela jej brata.
- No tak, w końcu jako kolejny syn w takiej rodzinie on z zasady jest przegrany. - odparł Zabini
- Blaise, nie warto obrażać całej rodziny. Poznałam kilku Weasley'ów i nie każdy jest takim idiotą jak Ronald, właściwie to z tych poznanych tylko on jest taki. - Nicole nie chciała żeby ktoś  obrażał resztę rodziny Weasly'ów. Oni naprawdę byli w porządku.
- Muszę przyznać rację Niki, tylko on jest takim przypadkiem. - zaśmiał się chamsko Sam.
- Sami jesteście idiotami. - odparł gniewnie rudowłosy.
- Nie umiesz sam wymyślić jakiejś riposty?
- Vane czego ty od niego wymagasz, przecież z takim mózgiem, a właściwie z jego brakiem nie da rady wymyślić czegoś sam.
- Dobra ludzie, chyba nie mamy zamiaru zarazić się jego głupotą. Idziemy? - zapytała Nicole widząc, że zbliża się do nich Harry z Hermioną
- Tchórzysz? - zapytał gryfon
- Raczej nie chcę abyś pokłócił się z moim bratem. - stwierdziła patrząc na Harry'ego, który właśnie do nich podszedł
- Ron po co się z nimi kłócisz, skoro i tak wiesz, że ze ślizgonami nie wygrasz? - zapytał czarnowłosy
- Zawsze widziałam, braciszku, że wierzysz w nas bardziej.
- Raczej jestem świadomy, że jesteś tak uparta, że nie dasz wygrać Ronowi w słownej utarczce, a towarzystwo Malfoy'ów czy Snape'ów wpływa na ciebie wyjątkowo twórczo. - zauważył ze śmiechem Harry.
- Widzisz Weasley, nawet Potter wie, że nie dasz nam rady. - Sam uśmiechnął się w stronę czarnowłosego gryfona i jakby umawiając się z resztą, odwrócili się od gryfonów i ruszyli w stronę zamku na obiad, nie zwracając uwagi na krzyczącego Ronalda. Po posiłku nałożyli na talerz trochę zapiekanki i poszli do Skrzydła Szpitalnego.
- Wiedzieliśmy, że się stąd nie ruszysz, dlatego musieliśmy zadbać żebyś coś zjadła. - stwierdziła Nicole widząc zdziwiony wzrok blondynki skierowany w stronę talerza, który trzymała Vanessa.
- Dzięki. - Camile uśmiechnęła się i zaczęła jeść, co chwilę patrząc z troską na nieruchomego brata. Gdy Camile spożywała posiłek reszta zaczęła opowiadać jej o utarczce z Ronem. Dziewczyna śmiała się z nimi, na chwilę odrywając myśli od Dracona. Ich rozmowy przerwał słaby głos dochodzący z łóżka.
- Potter, czy ty musisz mnie nawiedzać nawet wtedy, gdy czuję się jakby przejechał po mnie czołg.
- Taki twój los. - zaśmiała się Nicole - Skoro się obudziłeś to muszę cię trochę pomęczyć moją obecnością.
- Co się stało? - zapytał Draco wreszcie otwierając oczy
- Graliśmy mecz z krukonami. Pamiętasz? - zapytał Blaise z niepokojem z głosie
- A czemu miałbym nie pamiętać. Interesuje mnie czemu tu lężę, zamiast świętować zwycięstwo.
- Oberwałeś tłuczkiem w głowę, gdy spadałeś Chang złapała znicza. Przegraliśmy. Blaise złapał cię w locie, dzięki czemu miałeś tylko pęknięte żebro, no i rozwaloną głowę przez tłuczek.
- Pierdole, nigdy więcej nie gram jako szukający. - Draco złapał się za twarz i ponownie zamknął oczy.
- Nie musisz się martwić w następnym meczu już będą mogła grać.
- I chwała ci za to, Potter.
Rozmowę młodzieży ze swojego gabinetu usłyszała pani Pomfrey, która od razu znalazła się przy Draconie.
- Panie Malfoy, jak się pan czuje?
- Jakby po nim czołg przejechał. - odpowiedziała za chłopaka Nicole.
- Proszę sobie żartów nie robić i wyjść. Pacjent potrzebuje spokoju, a nie śmiechu. - oznajmiła kobieta wyganiając młodzież, która wyszła bez żadnych sprzeciwów, słysząc jeszcze narzekania Dracona, gdy pielęgniarka zaczęła go badać. Tym razem już z Camile i w dobrych humorach skierowali się do Pokoju Wspólnego.

***
Dziś trochę krótko, ale ogólnie jestem zadowolona z rozdziału. Pokazała się też oczekiwana sprzeczka Rona ze ślizgonami. Mam nadzieję, że się podoba. Następny rozdział za dwa tygodnie.
Pozdraiam, 
AniaXXX