niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 13

Podczas gdy w dormitorium dziewczyn ze Slytherinu z V roku trwała kłótnia, w wieży Gryffidoru również coś się działo. Czarnowłosego chłopaka zalała fala pytań i czym się zdziwił, również oskarżeń.
- To twoja siostra?
- Kim ona jest?
- Czemu macie takie same nazwisko?
- Czemu ona ma dwa nazwiska?
- Ona jest ślizgonką, to jest podejrzane. - ostatnie zdanie wypowiedział Ron. O ile na początku Harry nie miał zamiaru odpowiadać na te pytania, to teraz gdy jego przyjaciel oskarżał Nicole o coś, postanowił zareagować.
- Co masz na myśli, Ron? - zapytał, a Gryfoni ucichli momentalnie i zaczęli się przysłuchiwać rozmowie.
- Pojawiła się znikąd, teraz jest ślizgonką. Uważam, że powinniśmy na nią uważać. - wytłumaczył rudzielec. - Do tego słyszałem jak mówiła ci, że przyjaźni się z siostrą Malfoy'a i córką Snape'a. Teraz pewnie przekazuje wszystkie informacje o tobie, Malfoy'owi.
- Posunąłeś się za daleko, Ron. - przerwał mu Harry. - Nicole to moja siostra. Te dziewczyny są jej przyjaciółkami od czterech lat. Nie będę wymagał od niej, żeby zerwała taką znajomość tylko ze względu na to, że nienawidzę Malfoy'a czy Snape'a. I owszem jest ślizgonką, ale poznałem ją dobrze przez ten miesiąc i wiem, że dla niej nie liczy się tylko czysta krew, czy inne fanaberie, które wyznaje Malfoy. Nie wymagam od ciebie, żebyś ją polubił, ale nie pozwolę ci jej obrażać. Jeśli chcesz być moim przyjacielem to zastanów się czy nie warto.
- Nie wiem, muszę to wszystko przemyśleć. Ja jej nie ufam i nie rozumiem dlaczego ty nagle chcesz się bratać z ślizgońskimi gnidami!
- Nie obrażaj mojej siostry! - niespodziewanie do kłótni włączyła się Laura, która nie mogła znieść tego, że ktoś obrażał jej ukochaną, starszą siostrę.
- Ron, myślę, że czas wydorośleć. Poznaliśmy Nicole na tyle, żeby wiedzieć, że nie jest zła. Nie możemy obrażać i skreślać wszystkich, którzy chodzą do Slytherinu. - powiedziała Hermiona.
- Jak chcecie, ja muszę to przemyśleć - oznajmił obrażonym tonem Ron i poszedł w stronę schodów prowadzących do męskich dormitoriów.
- Koniec przedstawienia. - stwierdziła Hermiona - Laura choć pokażę ci gdzie będziesz miała sypialnie. - starsza dziewczyna zaprowadziła młodszą w stronę schodów prowadzących do damskich dormitoriów. Zatrzymali się przed drzwiami z napisem: II rok. - to jest twoje dormitorium, twoje rzeczy już są w środku. - powiedziała, a dziewczynka nie czekając na nic weszła, aby poznać nowe koleżanki.
Następnego dnia śniadanie w Wielkiej Sali rozpoczęło się o 7:30. Trzy ślizgonki pojawiły się na nim zaraz na początku, gdy jeszcze większość uczniów się nie poschodziła. Nicole od razu zaczęła się rozglądać po sali, ale nie zobaczyła znajomych twarzy. Kilka minut później na śniadanie zeszła Laura w otoczeniu kilku dziewcząt ze swojego rocznika. Gdy Nicole zobaczyła, że jej młodsza siostra integruje się z innymi dziećmi od razu poczuła się lepiej i gdy Laura spojrzała na nią, ślizgonka uśmiechnęła się szeroko. O 8:00 Wielka Sala była pełna uczniów, a Nicole zauważyła, że Harry również już przyszedł. Nieco ją zdziwiło, że Ron przyszedł osobno, bo w końcu są przyjaciółmi, ale przestała się tym przejmować, gdy podszedł do nich ich opiekun domu, profesor Snape rozdając im plany zajęć. Okazało się, że zaczynają o 9:00 eliksirami z gryfonami. Nicole razem z Camile i Vanessą skierowały się do dormitorium, aby zabrać potrzebne książki na dziś, a potem zaczekały w Pokoju Wspólnym na Draco, Sama i Blaisa, aby razem pójść pod salę eliksirów. Na miejscu znaleźli się 10 minut przed rozpoczęciem zajęć. Obecna była tam też grupa gryfonów, w tym Harry. Nicole pomachała do niego, na co Draco prychnął.
- Prychasz jak kot, a nie jak smok. - zażartowała panna Potter.
- Kpisz sobie ze mnie? - zapytał groźnie Draco.
- Smoku, wrzuć na luz. Przecież ona tylko zażartowała. - stanął w jej obronie Blaise, który mimo, że też nie lubił Harry'ego, do niej najwyraźniej nic nie miał.
- Spokojnie, ale wiesz, że jakbyś próbował być nie wiadomo jak nie miły to ja nie zniknę? - to pytanie skierowała do Malfoy'a, ale najwyraźniej nie czekała na odpowiedź, bo dopowiedziała jeszcze - Więc się przyzwyczajaj do mojej obecności.
Dalszą rozmowę uniemożliwił Snape, który zgromił wszystkich uczniów wzrokiem i syknął:
- Wejść. - po wejściu uczniowie zaczęli zajmować miejsca przy stolikach, na których dzisiaj nie stały kociołki tylko pergaminy. Nicole usiadła z Camile, a za nimi Vanessa ze swoim bratem, natomiast przed nimi Draco z Blaisem. Jak zauważyła czarnowłosa w dwóch rzędach siedzieli ślizgoni, a w dwóch gryfoni. Dopatrzyła się Harry'ego siedzącego z Ronem, z tyłu klasy. Przed nimi była Hermiona z jakimś pucołowatym chłopakiem. Jej rozmyślania przerwał głos profesora. - Ten rok zaczniemy od testu sprawdzającego waszą wiedzę z czterech lat. Chcę wiedzieć ilu z was jest w stanie napisać SUMy na chociaż pozytywną ocenę. Ale nie łudźcie się, do klasy owutemowej przyjmuje tylko najlepszych, czyli niewielu z was. - powiedział z mściwym uśmiechem. - A teraz bierzcie się do roboty. Macie na to całe dwie godziny. - Nicole nie bała się testu z eliksirów. Całkiem dobrze sobie z nimi radziła w Beauxbatons. Gdy zaczęli pisać Snape zaczął sprawdzać obecność. Gdy zatrzymał się przy jej nazwisku Nicole, zrozumiała, że profesor zdecydowanie nie będzie jej lubił, bo Harry'ego wręcz nie znosi.
- Potter-Robespierre, kolejna znakomitość. Zapewne Potter przekazał ci jak masz się pławić w blasku chwały?
- Nie, panie profesorze. Harry nie przekazał mi jak to robić i myślę, że nie będzie mi potrzebna ta wiedza. - stwierdziła Nicole i po chwili zrozumiała, że to był jej wielki błąd.
- Potter, jesteś tak samo impertynencka jak twój brat - powiedział groźnie Snape - ale jesteś też ślizgonką i nie pozwolę ci zhańbić tego domu. Szlaban. Dziś o 18:30 u mnie w gabinecie.
- Tak panie profesorze. Przepraszam. - Nicole zdecydowanie wiedziała kiedy ustąpić, z resztą nie chciała pyskować więcej, bo bała się, że może się to też odbić na Harry'm. Bez zbędnych słów zaczęła rozwiązywać test. Okazało się, że pytań było mnóstwo, ale odpowiedziała wyczerpująco na każde. Po eliksirach miała godzinę transmutacji, również z gryfonami. Tutaj profesor McGonagall również truła im przez połowę lekcji o SUMach. Tak jakby chcieli zapomnieć. I też zrobiła im test sprawdzający wiedzę. Potem mieli przerwę na lunch. Nicole szybko coś przegryzła i poszła przysiąść się do Laury. Okazało się, że wielu gryfonów, którzy zobaczyli przy swoim stole ślizgonkę, było gotów co najmniej wszcząć alarm, jednak Nicole nie bardzo się tym przejęła.
- Młoda, jak tam pierwsze lekcje?
- Całkiem nieźle. Pierwszą mieliśmy obronę. Profesor Bennett jest surowa, ale całkiem fajna, a historii magii uczy nas duch. Jest tak strasznie nudny, że można spać na jego lekcjach. Zakolegowałam się z Natalie McDonald, Lucy Shaw i Jackiem Sloperem. - dziewczynka wskazała na dwie gryfonki siedzące na przeciwko i jednego chłopca siedzącego obok niej.
- Dobra, Młoda, ucz się pilnie i nie śpij na lekcjach, a ja spadam, bo dziewczyny już czekają, a zaraz mamy zielarstwo. Miłej nauki.
- Dzięki, a tobie jak poszło? - zapytała blondynka
- Całkiem nieźle. - powtórzyła jej słowa i odchodząc dopowiedziała - Załapałam dzisiaj szlaban.
- A mnie pouczasz, że mam nie spać na lekcji? - zapytała szeroko uśmiechnięta Laura.
- Uczę cię jak masz się nie zachowywać. Pa. - pożegnała się i skierowała do Camile i Vanessy, czekających na nią niecierpliwie przy wyjściu. Na późniejszych lekcjach na Nicole nie czekało już coś tak ciekawego jak wieczorny szlaban, więc w dobrym humorze, po kolacji skierowała się do gabinetu profesora.
Szlaban, który ją czekał okazał się być całkiem nudny, ale najpierw czekała ją pogadanka. Gdy zapukała równo o 18:30, usłyszała: Wejść, więc otworzyła drzwi i weszła.
- Siadaj. - syknął nauczyciel. Gdy zajęła miejsce rozpoczął swoją tyradę. - To, że jesteś Potterem, w moim domu nic nie znaczy. Jak już powiedziałem nie pozwolę ci zhańbić tego domu. Jesteś ślizgonką, a w Slytherinie nie ma żadnego gwiazdorzenia. Slytherin cechuje się przede wszystkim ambicją, sprytem oraz przebiegłością i tego od ciebie wymagam. Wystarczy nam jedno Złote Dziecko w Hogwarcie. - zakończył szyderczo Snape.
- Dobrze, panie profesorze.
- Przeglądałem twój test i mam nadzieję, że poradzisz sobie z poukładaniem składników do eliksirów. - stwierdził z sarkazmem - Masz je ułożyć tematycznie, wszystkie słoiczki powinny być opisane, jednak jeśli nie są to odłóż na bok, opisz i zaczekaj, aż sprawdzę, czy dobrze to zrobiłaś. Do roboty. - powiedział i zaprowadził ją do składziku. Okazało się, że jest tego mnóstwo, więc dziewczyna wzięła się do roboty, aby jak najszybciej skończyć. Najgorsze było to, że Snape zabrał jej różdżkę i musiała wszystko robić ręcznie. Uporała się z tym w trzy godziny. Opisała zawartość dziesięciu słoiczków i wyszła do gabinetu, aby poprosić Snapa o sprawdzenie. Okazało się, że nauczyciel rozmawia akurat ze swoimi dziećmi, więc Nicole uśmiechnęła się delikatnie do Vanessy i Sama i powiedziała.
- Już skończyłam, profesorze. Może pan sprawdzić, czy dobrze opisałam słoiczki? - Snape bez słowa wstał i poszedł do składziku, a biedna Nicole za nim.
- Poprawnie. Pochowaj je i będziesz wolna.
- Dobrze, proszę pana. - schowała szybko te dziesięć słoiczków i wyszła ze składzika. Odebrała swoją różdżkę i wyszła z gabinetu. Gdy wychodziła usłyszała
- Wy też idźcie, niedługo będzie cisza nocna. - Więc zaraz dołączyło do niej rodzeństwo Snape i razem poszli do Pokoju Wspólnego. Jak już się tam znaleźli przysiedli się do Malfoy'ów, Zabiniego i Parkinson.
- Mam dość. - stwierdziła Nicole i walnęła się na kanapę obok Camile.
- Bardzo cię wymęczył? - zapytała blondynka
- Musiałam uporządkować całą zawartość składzika. A trochę sporo tam tego było. - Nicole nie przejmując się niczym oparła się o ramię przyjaciółki i zaczęła przysypiać.
- Wiem, że jestem nadzwyczaj wygodna, ale spadaj do łóżka.
- Cami, jesteś też zajebiście skromna, ale masz racje, w łóżku będzie mi wygodniej. Dobranoc. - stwierdziła Nicole i poszła do dormitorium. Tam Daphne obrzuciła ją szyderczym wzrokiem, ale nie przejmując się tym, bo nie było to nic nowego, poszła pod prysznic, a potem spać.

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 12

Po skończonej uczcie Dumbledore wstał, aby przemówić.
- Drodzy uczniowie, teraz, gdy napełniliście swoje żołądki wierzę, że jesteście w stanie wysłuchać mojej krótkiej przemowy. - mężczyzna uśmiechnął się do uczniów dobrotliwie - Mam nadzieję, że jesteście otwarci na przyjęcie nowej dawki wiedzy, którą grono pedagogiczne chce wbić do waszych głów. Chciałbym przedstawić nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią, Annabelle Bennett. - kobieta siedząca obok prof. McGonnagall wstała i delikatnie skłoniła głowę. Miała czarne, wręcz hebanowe, długie włosy i brązowe oczy. Była młoda i bardzo ładna, ale widać było, że jest surowa. Mimo to niejeden, a raczej każdy, chłopak wlepiał w nią oczy i ślinił się na jej widok. - Mam nadzieję, że wasza współpraca z prof. Bennett będzie się układała pomyślnie. Chciałbym oznajmić pierwszym rocznikom, oraz przypomnieć tym starszym, że wstęp do Zakazanego Lasu jest, jak sama nazwa wskazuje, zakazany. Na dzisiaj to wszystko. Dobrej nocy młodzieży.
Po tych słowach wszyscy uczniowie wstali od stołów, kierując się do dormitoriów.
- Zaczekacie na mnie? Chcę porozmawiać z Harry'm i Laurą. - powiedziała Nicole do Camile tak, żeby tylko ona słyszała.
- Ok. Zatrzymam jakoś Draco. Ktoś musi nas zaprowadzić. Leć. - odpowiedziała blondynka równie cicho, a potem dodała już głośno. - Draco może zaczekamy, aż całe to bydło przejdzie. Nie chce mi się przepychać między nimi?
- Możemy zaczekać. Ale jak tylko zrobi się luźniej to idziemy. Nie mam zamiaru czekać na tą Potter. - stwierdził Draco, gdy zauważył, że przyjaciółka jego siostry już jest przy swoim bracie. Tymczasem Nicole pełna niepokoju spojrzała na Harry'ego, a Laura uśmiechała się do niej niepewnie.
- Harry, mam nadzieję, że nie jesteś zły, że jestem w Slytherinie? - zapytała czarnowłosa.
- Nie, tiara zazwyczaj robi co chce i nikt nie ma na to wpływu. Chociaż miałem nadzieję, że będziemy w jednym domu. A tak to musisz się użerać z Malfoy'em i jego świtą. Tak przy okazji, podczas uczty miałem wrażenie, że znasz tą Malfoy i Snape.
- Camile i Vanessa są moimi przyjaciółkami. Wiem, że nie lubisz Dracona i ojca Vanessy, ale one są naprawdę w porządku.
- Mam nadzieję, że wiesz komu ufasz. - zmartwił się Harry.
- Wiesz, że powiedziałeś podobne słowa do tych, które Draco skierował do Cami. - Nicole, gdy zauważyła, że Harry się zbulwersował na porównanie do Malfoya od razu zmieniła temat. - A ty Młoda, mam nadzieję, że poradzisz sobie? - Nicole bała się trochę, że jej mała siostrzyczka pogubi się w tym wszystkim, a nie chciała, żeby Laura czuła się zagubiona, czy samotna.
- Nie martw się o mnie. Poradzę sobie. I tak pewnie będziemy się widzieć codziennie. - blondynka uśmiechnęła się szeroko.
- Nicole! - usłyszeli głos Vanessy. Gdy Nicole odwróciła się w stronę dziewczyny, zauważyła, że grupka ślizgonów przemieszcza się już w stronę wyjścia.
- Chyba Malfoy się niecierpliwi. Muszę iść. Do zobaczenia jutro. - dziewczyna uścisnęła krótko swoje rodzeństwo i pobiegła za swoimi domownikami. Malfoy prowadzący pochód zaprowadził ich do lochów, a z tam długim korytarzem do pustej ściany, przy której Draco wypowiedział hasło, które otwierało ścianę.
-Węże górą. - Wejście otworzyło się ukazując długi prostokątny pokój umieszczony pod jeziorem o ścianach do polowy czarnych, a w górę zielonych. Nad kominkiem zauważyła portret postawnego, czarnowłosego mężczyzny o zielonych oczach i surowym wyrazie twarzy, był to sam Salazar Sytherin. W całym pokoju poustawiano pełno czarnych stolików przy których stały skórzane, ciemno zielone fotele i kanapy. Nicole była oczarowana wystrojem tego salonu. Po chwili dziewczyna usłyszała głos ich przewodnika.
- Pansy pokaż dziewczynom wasze dormitorium. Ja zaprowadzę Sama. - powiedział Draco i poszedł, wraz z chłopakami ze swojego roku, w stronę korytarza prowadzącego do męskich dormitoriów. Do dziewczyn podeszła dziewczyna o urodzie mopsa z czarnymi włosami.
- Chodźcie, dormitoria damskie są po lewej stronie. - poszły za Pansy do korytarza po przeciwnej stronie tego, w którym zniknęli chłopaki. Weszły do drzwi na których wisiał napis: V rok. Tu ściany były ciemno szare, a łóżka, których było siedem, miały ciemno zielone narzuty. Przy trzech łóżkach krzątały się trzy dziewczyny.
- To jest Daphne Greengrass - dziewczyna wskazała na blondynkę, która przeszyła ich dumnym wzrokiem, obok niej łóżko zajmowała dziewczyna o brązowych włosach - To jest Tracey Davis, tam jest Millicenta Bulstrode - wskazała na dziewczynę o krótkich, ciemnych włosach, która zajmowała łóżko znajdujące się w najdalszym kącie. - Ja jestem Pansy Parkinson. Razem z Draco jestem prefektem. Dla was przygotowali te łóżka. - wskazała na trzy meble stojące obok siebie. Nicole odniosła wrażenie, że o ile do Vanessy i Camile ich współlokatorki były nastawione nawet bardzo pokojowo, o tyle do niej raczej wrogo. Wiedziała dlaczego, w końcu zorientowała, że Harry Potter był wrogiem nr 1 wszystkich ślizgonów, więc jego siostra nie będzie traktowana lepiej. Postanowiła postawić sprawę jasno.
- Słuchajcie, ja wiem, że jako siostra Harry'ego Pottera jestem tu raczej niemile widziana, ale to nie moja wina, że tiara przydzieliła mnie tutaj. Nie mam zamiaru być jakimś konfidentem przekazującym bratu wszystko co się tu dzieje, więc nie nastawiajcie się do mnie od razu wrogo. W końcu jakby nie patrzeć będziemy dzielić dormitorium przez kolejne trzy lata. - Nicole miała nadzieję, że ta krótka przemowa otworzy oczy czterem dziewczynom z pokoju, ale nie chciała czekać na ich reakcję, więc wyjęła piżamę z kufra i poszła się wykąpać. Łazienka zrobiała na niej duże wrażenie. Wielka, bogato zdobiona wanna, aż się prosiła by z niej skorzystać, ale dziś Nicole była zbyt zmęczona, więc weszła szybko pod prysznic. Po piętnastu minutach wyszła z łazienki i tam naskoczyła na nią Daphne.
- Nie interesuje nas twoje zdanie. Jesteś tylko szlamą Pottera, my tu rządzimy więc albo się podporządkujesz, albo wracaj tam skąd przyszłaś.
- Daphe uspokój się, nikogo nie interesują twoje fanaberie na temat czystości krwi. - Camile wtrąciła się, a jako, że znała blondynkę, wiedziała do czego jest zdolna.
- Ciekawe co powie Draco jak usłyszy, że bronisz szlamy.
- Nie strasz mnie moim bratem. On wie, że Nicole jest moją przyjaciółką i nie ma nic do gadania.
- Uspokójcie się! - krzyknęła Pansy - jak chcecie się kłócić to wyjdźcie, bo nie mam zamiaru tego słuchać. Najlepiej będzie jak nawzajem będziemy tolerować swoją obecność. I Daphne pamiętaj, że nie ty jesteś prefektem, więc nie ty tu rządzisz. A teraz mam zamiar iść spać więc z łaski swojej zachowujcie się ciszej. - zakończyła swoją przemowę dumnym tonem. Nicole nie zwracając uwagi na wrogie spojrzenia wysyłane jej przez Daphne i jej przyjaciółkę Tracey, uśmiechnęła się do Cami i Vane, powiedziała: Dobranoc, i poszła spać.

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 11

Wreszcie nadszedł ten niezwykły i utęskniony dnień dla uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Pierwszy września dla każdego ucznia kojarzy się z wczesnym wstawaniem, rozpoczęciem codziennej harówki jaką jest szkoła. Natomiast nastolatkom chodzącym do Hogwartu kojarzy się ze wspaniałą, magiczną atmosferą, Quidditchem i niezwykłymi lekcjami, które jednak już nie są taki fajne, gdy połączy się je z pracami domowymi i nauką. Młodzież mieszkająca na Grimmould Place 12 też cieszyła się, że wraca do Hogwartu, a w przypadku Nicole i Laury, to dziewczyny cieszyły się, że będą uczyć się w miejscu, o którym tyle opowiadała im reszta. Rano tego dnia jak zwykle było zamieszanie, wszyscy co chwilę szukali swoich rzeczy, aby coś dopakować. Wreszcie o 10:00 wybrali się na dworzec Kings Cross. Ku uciesze młodych i poirytowaniu pani Weasley, Syriusz zamienił się w psa i wybrał się z nimi. Gdy wreszcie dotarli na miejsce Nicole przeżyła szok.
- Chyba was Merlin opuścił, że pobiegnę w mur. Ja rozumiem, że świat magiczny, ale przecież się rozbijemy.
- To patrz Francuzeczko. - powiedział Fred, który złapał swój wózek i pobiegł w stronę barierki, a po chwili zniknął.
- Ooo - Nicole i Laura były mocno zdziwione.
- Zamknijcie buzie, bo wam mucha wleci. - powiedział George i puścił Nicole oczko, a potem poszedł w ślady brata.
- No dobra, czyli jednak mam pobiec w ten mur? - gdy odpowiedziały jej potwierdzające spojrzenia, powiedziała. - Młoda ty pierwsza.
- Nie ma to jak siostrzana miłość - powiedział Laura
- Pospieszcie się, bo zaraz się spóźnimy. - zauważyła Ginny.
- Dobra, dobra, już idę. - powiedziała Nicole - Jakby co to będziecie mnie zbierać ze ściany. - marudziła, ale chwyciła rączkę wózka i pobiegła w stronę barierki. Przed samym przejściem zamknęła oczy, spodziewając się wywrotki, jednak nic takiego się nie stało i po chwili patrzyła na wielki, czerwony pociąg Hogwart Ekspres. Zaraz za nią pojawiła się Laura, a potem cała reszta.
- Może poszukamy przedziału. - zaproponowała Hermiona. Młodzież się z nią zgodziła i weszli do przedziału. Już pięć minut później po pożegnaniu się z panią Weasley, Billem, Remusem i Syriuszem, w postaci psa, pociąg ruszył, a Hogwartczycy kierowali się w stronę szkoły. George z Fredem poszli do przyjaciół ze swojego roku, tak samo jak Ginny, Ron z Hermioną skierowali się na spotkanie prefektów, którymi zostali, a Harry, Nicole i Laura usiedli razem w przedziale. Po jakimś czasie ze spotkania prefektów wrócili Ron i Hermiona.
- Harry, nie uwierzysz kto został prefektem u Ślizgonów. - powiedział wzburzony Ronald.
- Pewnie na nasze szczęście, Malfoy. - odpowiedział Harry.
- Strzał w dychę. Ja nie wiem jak ta ślizgońska fretka mogła zostać prefektem. - narzekał rudowłosy. Nicole natomiast zaczęła się zastanawiać czemu ci gryfoni tak nie lubią brata jej przyjaciółki. Według niej skoro Camile była w porządku to jej brat nie mógł być zły.
- Pamiętasz Harry jak ci mówiłam, że moje dwie przyjaciółki miały też przenieść się do Hogwartu? - Nicole przerwała wywody Rona, gdy Potter jej przytaknął powiedziała - Pójdę ich poszukać. Młoda idziesz ze mną?
- Idę. - I poszły. Musiały przejść chyba z pół pociągu, żeby znaleźć przedział, który ich interesował.
- Dziewczyny, chyba mamy do pogadania. - stwierdziła Nicole.
- Nicole?! - wybuchła blondwłosa Camile. - My tu się o ciebie martwimy, a ty sobie spokojnie jedziesz do Hogwartu! Przez całe dwa miesiące się nie odzywasz, sowa z listami wraca, nie mogąc cię znaleźć, a ty tak spokojnie tu wchodzisz?! - Nicole była świadoma, że jej przyjaciółki będą na nią wściekłe za nieodzywanie się przez całe wakacje, więc jedyne co zrobiła to schowała się za chłopaka z blond włosami i stalowymi oczami i ze śmiechem krzyknęła
- Tylko mnie nie bij!
- Cami ochłoń trochę. - odezwała się jej tarcza.
- Tak, tak. Posłuchaj go. - stwierdziła Nicole.
- Jak ona ochłonie, to ja ci coś zrobię, za to, że się nie odzywałaś. - powiedziała Vanessa.
- Trochę to skomplikowane.
- Jak się dobrze wytłumaczysz to zostanie ci odpuszczone, ale najpierw wyjdź zza mojego brata, bo chcę cię uścisnąć. - powiedziała Camile. Po chwili wszystkie trzy się ściskały, tak jakby nie widziały się co najmniej kilka lat, a nie dwa miesiące.
- To może chociaż się dowiemy kto to jest? - dziewczyny usłyszały męski głos, więc oderwały się od siebie i zwróciły w stronę trzech chłopaków i stojącej trochę z tyłu Laury.
- Braciszku to jest Nicole, o której wam opowiadałyśmy, i jej siostra Laura. - Vanessa wskazała na młodszą blondynkę. - A to Nicole, jest mój brat Samuel - tu wskazała na czarnowłosego chłopaka - twoja tarcza to Draco, brat Cami, a to jest Blaise Zabini. - wskazała na trzeciego, czarnoskórego chłopaka.
- Jak już się znacie to możesz się spowiadać. - stwierdziła Camile.
- Cami to nie taki proste. Możemy pogadać na osobności? - zapytała Nicole.
- Jasne, chłopaki spadajcie pognębić młodszych uczniów.
- Wyrzucacie nas? - zapytał Blaise
- Nie bulwersuj się Diable. Pójdziemy pognębić gryfonów. - stwierdził Draco widząc po minie siostry, że sprawa jest ważna i dziewczyny chcą pogadać osobności. Gdy chłopaki wychodzili Camille zapytała się Laury:
- Młoda, jak tam wakacje?
- Całkiem fajnie. - wyszczerzyła się dziewczynka.
- No dobra. Chłopaki wyszli to teraz opowiadaj. - nakazała Vane.
- Ok. Tylko nie przerywajcie. - gdy dwie dziewczyny przytaknęły Nicole zaczęła opowiadać. - Na początku wakacji okazało się, że mam brata bliźniaka. Gdy nasi rodzice zginęli zostaliśmy rozdzieleni. Ja wychowywałam się we Francji, a on w Anglii u siostry naszej matki. Przez te dwa miesiące mieszkałyśmy w domu pod Fideliusem, więc nic dziwnego, że wasze sowy mnie nie znalazły. Gdy go poznałam zdecydowałam dołożyć do swojego nazwiska jego nazwisko, a właściwie nasze. On chodzi tu do Hogwartu, dlatego zdecydowałyśmy się przenieść. Jest Gryfonem i nazywa się Harry Potter. - po ostatnich słowach dziewczyny rozszerzyły oczy ze zdziwienia.
- I ma przejebane u mojego brata. - dopowiedziała Camile. - Draco nienawidzi go. Według jego oceny Potter jest rozpieszczonym Złotym Chłopcem Dumbledora.
- No cóż, to znaczy, że nienawidzą się ze wzajemnością. Według mojego brata i jego przyjaciół Draco to ślizgońska, tchórzliwa fretka.
- Trudno, jak chcą się nienawidzić to ich sprawa.
Reszta podróży upłynęła dziewczynom na opowieściach z wakacji i oczywiście plotkach. Pod koniec podróży Nicole i Laura poszły do swojego przedziału, żeby się przebrać. Po wyjściu z pociągu nowi uczniowie wraz z pierwszakami przepłynęli jezioro, a reszta uczniów pojechała do szkoły powozami. W szkole na nowych uczniów czekała wysoka, czarnowłosa kobieta o srogim spojrzeniu ze zwężonymi ustami i włosami związanymi w ciasny kok.
- Witajcie, nazywam się Minerwa McGonagall, jestem zastępcą dyrektora, opiekunką Gryffindoru i nauczycielką transmutacji. Gdy wejdziemy do Wielkiej Sali najpierw czeka was przydział. Możecie trafić do Gryffindoru, Huffelpaffu, Ravenclavu albo Slytherinu. W ciągu roku dom do którego traficie będzie odzwierciedleniem waszych domów. Z problemami macie przychodzić do swoich opiekunów, a wasze domy macie godnie reprezentować. Za przewinienia będziecie dostawać kary, w postaci szlabanów, ale też odbierania punktów całemu domowi. Oczywiście jeśli zasłużycie możecie otrzymywać punkty. Pierwszaków proszę o ustawienie z przodu, za nimi panna Robespierre, która będzie uczęszczała na drugi rok, a na końcu piątoklasiści. W takiej kolejności będziecie przydzielani. Zapraszam do Wielkiej Sali. - kobieta wyszła z pomieszczenie, a za nią uczniowie. Znaleźli się w pomieszczeniu, w którym uczniowie siedzieli przy czterech długich stołach, a nauczyciele przy stole ułożonym na podwyższeniu, prostopadle do uczniowskich stołów. Sufit odzwierciedlał niebo, a pod nim zawieszone były świece. Pierwszaki zachwycały się głośno, a Nicole widziała też zachwyt w oczach Laury i wcale jej się nie dziwiła. Widok był magiczny. Nawet nie zauważyła kiedy tiara zaczęła śpiewać swoją pieśń i kiedy prof. McGonagall rozpoczęła przydział. Nicole dziwnie się czuła wśród młodszych dzieci, ale razem z Camile i Vanessą musiały to przeczekać. Wreszcie gdy skończył się przydział pierwszaków, przyszedł czas na Laurę.
- Teraz zostanie przydzielona Laura Robespierre, która będzie uczęszczać na drugi rok. - powiedziała McGonagall. Gdy Laura usiadła na stołku, Nicole zacisnęła kciuki. Po chwili tiara wykrzyknęła:
- Gryffindor! - Laura zeszła ze stołka i z uśmiechem skierowała się do stołu gryfonów. Gdy przechodziła obok Nicole, ta powiedziała jej:
- Gratuluję, siostra.
- Teraz przyszedł czas na przydział uczniów z piątego roku. - zapowiedziała McGonagall. - Camile Malfoy. - Ledwo gdy tiara dotknęła głowy blondynki, wykrzyknęła:
- Slytherin!
- Nicole Potter-Robespierre - szmery, które rozległy się przy nazwisku Camile, teraz nasiliły się. W końcu jak to możliwe, że w szkole pojawiła się krewna Złotego Chłopca i Zbawiciela Świata. Tymczasem Nicole słyszała głos tiary w swojej głowie.
- Mmm, panna Potter, czekałam na ciebie pięć lat temu. Tak jak twój brat pasujesz do Sytherinu. On wybrał inną drogę, ale ty pasujesz tam jeszcze lepiej. W takim razie, Slytherin! - Ostatnie słowo tiara wykrzyczała na całą Wielką Salę. I zowu zaczęły się szepty, ale Nicole nie przejmując się tym popatrzyła w stronę swojego rodzeństwa i wzruszyła ramionami. Według niej nic się nie stało. Miała nadzieję, że również Harry tak myśli, i że Laura poradzi sobie sama w nowym miejscu. Nicole jakby nigdy nic usiadła obok Camile, która odezwała się.
- Ale fajnie, że jesteśmy razem, teraz czekamy tylko na Vanessę, ale pierwszy jest Sam.
- Samuel Snape - i znowu szepty, okazało się, że przydział nowych uczniów z piątego roku wywołał mnóstwo emocji. Po chwili do stołu Slytherinu doszła dwójka nowych uczniów. Czarnowłosy mężczyzna siedzący przy stole nauczycielskim był wyraźnie dumny ze swoich dzieci, które trafiły do jego domu.
- Ale się cieszę, że znowu jesteśmy razem. - cieszyła się Camile.
- Cami, czy ty chcesz mi powiedzieć, że Potter jest twoją przyjaciółką? - odezwał się Malfoy.
- Draco nie bulwersuj się tak. Nicole jest moją przyjaciółką i nie obchodzi mnie jak ma na nazwisko ani to kto jest jej bratem. - Camile miała jedną wadę, mianowicie bardzo szybko się denerwowała.
- Ok, ale uważaj komu ufasz. - nie czekając na odpowiedź siostry odwrócił się do Blaisa i Sama i pogrążył się w rozmowie z nimi.
- Nie chcę, abyś się przeze mnie kłóciła z bratem. - powiedziała Nicole.
- Niki, daj spokój. On powinien być trochę dojrzalszy, a nie skreślać cię z powodu twoich więzi rodzinnych. Będzie dobrze. - Camile zamknęła temat i po chwili trzy przyjaciółki mogły zająć się tym co było na stole, ponieważ Dumbledore ogłosił początek uczty.