niedziela, 27 listopada 2016

Rozdział 54

Nicole po szczerej rozmowie z Remusem czuła się jakby wyrwała się z jakiegoś letargu. Po prostu odżyła. Przyczyniła się też do tego jej zgoda z Laurą. Obie siostry porozmawiały wreszcie szczerze i obiecały sobie, że więcej nic tak poważnego ich nie podzieli. Przyjaciele ślizgonki radością przyjęli jej dobry humor, a Draco swoim zwyczajem pogonił ją na trening Quidditcha, gdyż kilka ostatnich po prostu opuściła. Dziewczyna na te słowa z uśmiechem ruszyła po miotle i już dziesięć minut później latała z resztą drużyny dokoła boiska. Po intensywnym treningu, choć była zmęczona, postanowiła zacząć naprawiać swoje relację z rodziną. Zaczęła od Harry’ego. Tak było łatwiej. Po raz kolejny postawiła na szczerą rozmowę. Mówiła o swoich rodzicach, o tym jak trudno jest jej się odnaleźć w rodzinie Potter’ów, ale też o tym, że bardzo by chciała być pełnoprawną częścią tej rodziny. Harry zapewnił ją, że już nią jest, i że bez względu na wszystko zawsze może na niego liczyć. W zamian obiecała mu to samo. Na koniec tego dnia czuła się spełniona. Co najważniejsze nareszcie pogodziła się z Laurą i naprawiła swoje relację z Harrym, a jej przyjaciele wyraźnie cieszyli się, że jest z nią lepiej, gdyż ostatnio była nie do wytrzymania. Położyła się spać z sercem wypełnionym nadzieją na lepsze jutro.  
- Nareszcie Nicole pozwoliłaś sobie na pomoc. – Przed Nicole pojawiła się piękna blondwłosa dziewczyna. – Naprawdę bałam się, że zamkniesz się na wszystkich.
- Adrienne! – zawołała z radością ślizgonka i podbiegła do niej lekko ją przytulając.
- Dobrze widzieć twoją uśmiechniętą twarz. – Blondynka uśmiechnęła się delikatnie. – Przejdźmy się i porozmawiajmy. Widzę, że chcesz się wygadać.
- Adrienne, byłam taka zagubiona. W sumie to nie wiem co się ze mną działo. Nigdy taka nie byłam, ale teraz wszystko zwaliło mi się na głowę. Rozmawiałam z Remusem, dzięki niemu jest trochę lepiej, ale nadal nie mogę sobie poradzić z paroma rzeczami.
- Nicole, rozumiem cię – mówiła nadal uśmiechając się delikatnie. – Musisz sobie pozwolić na pożegnanie z nimi. – Ślizgonka od razu wiedziała o kogo chodzi. – Ale tym może zajmiemy się później. Powiedz mi, jak Harry’emu idzie przygotowanie do jego zadania? – Nicole zdziwiła ta nagła zmiana tematu, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Najpierw musimy znaleźć powód nieśmiertelności tego gada, aby wiedzieć jak go pokonać. Wszyscy szukają, ale wątpię, że w bibliotece szkolnej znajdziemy na to odpowiedź. Harry próbuje trzymać fason, ale widzę, że jest mu trudno.
- Zdaje się, że nie tylko bibliotekę hogwardzką macie do dyspozycji. Pamiętasz co mówiłam ci o Harry’m, gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy?
- Mówiłaś, że siłą Harry’ego są jego bliscy. Rodzina, przyjaciele.
- Bardzo dobrze. Pamiętaj o tym. – Nicole miała wrażenie, że Adrienne próbuje ją na coś nakierować, dlatego usiłowała maksymalnie skupić się na tej rozmowie.
- Widziałam, że razem z Harry’m próbujecie nauczyć się animagii.
- Tak. Na razie potrafię skupić w sobie swoją magię, ale nie wiem jak przejść przez granicę, która nie pozwala mi na pierwsze zmiany.
- Macie do pomocy dwóch doświadczonych animagów. Korzystajcie z ich wiedzy. Życie wielu ludzi powiązane jest ze zwierzętami. Pomyśl o tym.
- Znowu mówisz do mnie zagadkami – zawołała Nicole z wyrzutem zatrzymując się.
- A ty nadal nie nauczyłaś się cierpliwości – zaśmiała się Adrienne.
- Ale… - druga dziewczyna jej przerwała.
- Spokojnie. – Uśmiech nie schodził z jej twarzy. – Poznajesz to miejsce?
- To pogranicze życia i śmierci To tu zawsze spotykam się z tobą.
- Dokładnie. Mam dla ciebie niespodziankę. Pamiętaj tylko, że to jest jeden jedyny raz, kiedy mogę to dla ciebie zrobić. – Nicole kiwnęła głową, nie wiedząc o co może chodzić. – Rozejrzyj się – poleciła. Nicole wypełniła jej polecenie i doznała szoku. Właśnie podchodzili do niej jej rodzice. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież miała ich więcej nie widzieć. – Nie macie dużo czasu – ostrzegła Adrienne, na co Nicole nadal w szoku nieświadomie kiwnęła głową.
- Nicole, córeczko kochana – zaczęła wzruszona Danielle Robespierre. – Jesteśmy tu po to, aby ułatwić ci pożegnanie się z nami. – Czarnowłosa jakby wyrwała się z letargu i podbiegła do rodziców ściskając oboje mocna.
- Nie potrafię – wyszeptała.
- Księżniczko potrafisz. Moja córka potrafi wszystko – dodał z dumą Jacob.
- Ale tato…
- Kochanie, byliśmy szczęśliwi mogąc nazywać się twoimi rodzicami. Byłam i zawsze będę dumna z tego, że byłam twoją mamą. Ale nie tylko ja jestem z tego dumna. Lily to wspaniała kobieta i równie wspaniała matka. Pozwól jej cieszyć się w pełni tym darem jakim jest macierzyństwo.
- Wiem, że jestem im to winna, ale nie potrafię o was tak po prostu zapomnieć.
- Nie chcielibyśmy, abyś o nas zapomniała, ale pozwól sobie na miłość do nich.
- Dorosłaś, moja księżniczko. Za szybko, ale nie zmienimy tego. Mimo tego nadal potrzebujesz miłości rodzicielskiej. Pozwól sobie na to, pozwól im na to. Pamiętaj, że zawsze będziemy z tobą i Laurą, będziemy was obserwować, ale pozwól nam iść dalej.
- Ja… - Nicole sama nie wiedziała co powiedzieć, ale wreszcie zrozumiała co zarówno Adrienne, jak i jej rodzice próbowali jej przekazać. Przytuliła się do nich ponownie i wyszeptała – Żegnajcie. – Zaczęli znikać, a Nicole po raz ostatni widziała ich dumny uśmiech, gdy patrzyli na nią. Wszystko zaczęło znikać, a po chwili ślizgonka obudziła się gwałtownie w swoim dormitorium. W tym samym momencie w dormitorium gryfonek z trzeciego roku w ten sam sposób obudziła się blondwłosa dziewczyna po emocjonującym śnie, w którym zobaczyła swoich rodziców, którzy się z nią pożegnali, obiecali, że zawsze będą ją obserwować i poprosili o to, aby dała szanse Potterom i zaufała im. Gdy obiecała im to i zapewniła, że bardzo ich kocha zniknęli, a ona się obudziła. To było coś, czego jak sądziła miała nigdy nie przeżyć, ale była szczęśliwa, że mogła być tego częścią. I nareszcie zrozumiała, że Potterowie nie są źli, i że od niedawna dołączyli do jej rodziny.
Następnego dnia Laura podzieliła się z Nicole swoim snem i stwierdziła, że teraz jest już gotowa tworzyć z nią i z Potterami jedną wielką rodzinę. Nicole była szczęśliwa i postanowiła zacząć spędzać swój czas z rodzicami.
Swoje myśli skierowała też na grupę JP. Ostatnio była obecna tam raczej tylko ciałem. Nic nie wnosiła do ich spotkań i praktycznie nic z nich nie wynosiła. Gdy przemyślała funkcjonalność ich grupy wpadła na pewien pomysł, który postanowiła przedstawić na kolejnym spotkaniu.
Właśnie w towarzystwie innych Ślizgonów wybierała się na kolejne spotkanie JP. Z podekscytowaniem myślała o swoim pomyśle, którym nie podzieliła się nawet ze swoimi przyjaciółmi. Gdy w Pokoju Życzeń zebrali się już wszyscy, Nicole wstała.
- Zanim zaczniemy, chciałam się z wami podzielić pewnym pomysłem. – Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Przyjaciele i Harry, bo niczym nie wiedzieli, a reszta, dlatego, że ostatnio Nicole nie udzielała się w spotkaniach. – Do tej pory skupialiśmy się wyłącznie na walce. Ale pomyślcie, na wojnie, potrzebujemy nie tylko walczących. Choć nikt tego nie chce to będzie dużo ofiar, ludzi, którym potrzebna będzie pomoc uzdrowiciela, aby móc wrócić do walki. Na polu walki to zawsze uzdrowicieli brakuje, gdyż jest ich za mało. Na początku, zanim dojdzie do otwartej walki będziemy operować wyłącznie tarczami, aby opóźnić to trochę i dać czas tym, którzy nie będą w stanie stanąć do walki. Takie tarcze pochłaniają ogromne ilości mocy i nie zawsze od razu po ich rzuceniu będziemy w stanie od razu rzucać klątwami w przeciwników.
- To rzeczywiście może być problemem, ale co możemy z tym zrobić? – zapytał zainteresowany Harry.
- Wszyscy chcemy walczyć, ale nie każdy tutaj czuje się dobrze rzucając klątwy na prawo i lewo. Poza tym każdy z czym innym radzi sobie lepiej. Pomyślałam, że moglibyśmy podzielić się na powiedzmy trzy grupy. W każdej takiej grupie jedna osoba zostałaby uzdrowicielem, a dwie specjalistami od tarcz. Reszta zajęłaby się ofensywą. Nadal ćwiczylibyśmy tak samo, ale uzdrowiciele większą uwagę zwróciliby na zaklęcia uzdrawiające, defensywni uczyliby się jeszcze intensywniej różnego rodzaju tarcz, a ofensywni wzięliby na siebie klątwy, przeciw uroki i to co do tej pory się uczymy. Oczywiście każdy z nas powinien znać podstawy wszystkich zaklęć, aby w razie czego móc poradzić sobie samemu.
- To ma sens – potwierdziła Hermiona. – Ale po co mamy się dzielić na grupy? Na polu walki nikt nie będzie zwracał uwagi na podział.
- Dzięki temu bylibyśmy lepiej zorganizowani. Śmierciożercy z reguły walczą bardzo chaotycznie. Jeśli będziemy działać w ośmio- czy dziewięcioosobowych grupach, będziemy mogli bronić swoich tyłów, a dodatkowo to, że będziemy walczyć zespołowo wybije śmierciożerców z rytmu – zauważył Draco, widząc sens w planie Nicole.
- Dokładnie o to mi chodziło – stwierdziła ślizgonka. – Jest nas dwadzieścia sześć osób, więc moglibyśmy się podzielić na dwie dziewięcioosobowe grupy i jedną ośmioosobową. W ten sposób potrzebowalibyśmy trzech uzdrowicieli i sześciu obrońców.
- Myślę, że ja bardziej przydam się jako uzdrowiciel – odezwał się nieśmiało Neville.
- Ja też – zgłosiła się Hanna. – I jako trzecią osobę mogę zaproponować Justina.
- Ja? – zareagował zdziwiony puchon.
- A kto leczy chłopaków po bójkach, aby nie musieli chodzić do Pomfrey? – zapytał retorycznie Ernie.
- W sumie może być. – Justin dał się przekonać. Nicole uśmiechnęła się widząc, że jej plan zostaje wprowadzony w życie. Patrząc na trójkę uzdrowicieli zdawała sobie sprawę, że są to najsłabsze ogniwa w ich grupie, ale teraz widziała, że pomagając i lecząc rannych na pewno bardzo im pomogą. Ich zdolności do walki choć nie dorównywały zdolnościom jej, Harry’ego, czy Dracona to siebie będą potrafili obronić siebie i pomogą lepszym walczącym, którzy poniosą rany.
- To w takim razie ja zgłaszam się do obrony – oznajmiła Hermiona. Gryfonka wiedziała, że książkowa wiedza to nie wszystko, i że bardziej pomoże broniąc ich tarczami niż walcząc. Do obrony zgłosili się jeszcze Padma, Luna, Ernie, Anthony i ku zdziwieniu Ślizgonów Camile.
- No co, wolę was bronić. Walka to wasza działka – stwierdziła patrząc na swoje przyjaciółki i brata. Oni od razu to zrozumieli.
Teraz został im podział na grupy. Postawili na to, aby żadna grupa nie była słabsza pod względem mocy i zdolności od innych. Zmieszali się też tak, aby nie dzielić się ze względu na domy, w końcu od początku chodziło im o współpracę między domową. Największy problem pojawił się przy Harrym i Draconie, gdy Nicole zaproponowała, aby byli razem w grupie.
- Zwariowałaś? – zareagował gryfon.
- Zdecydowanie. Pogięło cię – stwierdził blondyn.
- Nie zwariowałam i nie pogięło mnie. Mamy tu współpracować, a wy macie z tym największy problem. W ten sposób nauczycie się tego. Z resztą, czy tego chcecie, czy nie gdybyście tylko porzucili tą cholerną dumę to dogadalibyście się. – Camile i Hermiona przyznały jej rację, więc postawiła na swoim. Razem z Harry’m i Draconem w grupie była Vanessa, Michael Corner i Susan Bones, jako uzdrowiciel Neville, a jako obrońcy Padma i Camile, gdyż Draco stwierdził, że musi mieć siostrę blisko siebie. Drugą grupę tworzyli Nicole, Blaise, Pansy, Eva, Alicja Spinnet i Katie Bell, jako uzdrowiciel Justin Finch-Fletchley, a obrońcami w tej grupie zostali Luna i Ernie Macmillan. Uzdrowicielem w ostatniej grupie była Hanna, obrońcami Hermiona i Anthony Goldstein, a do walki wyznaczeni byli Sam, Ginny, Astoria, Seamus Finnigan, Dean Thomas i Terry Boot. Po podzieleniu się usiedli razem przy materiałach i zaczęli dzielić zaklęcia dla każdej z grup, aby na następnym spotkaniu łatwiej było im się uczyć kolejnych rzeczy. Po skończonym spotkaniu Nicole zatrzymała Harry’ego, aby z nim porozmawiać.
- Coś się stało? – zapytał.
- W sumie to nie. Chodzi o to, że nie tylko zaklęć musimy się nauczyć, aby pokonać Voldemorta. Musimy znaleźć sposób na tego gada, bo inaczej nie będziemy mieli szans.
- A co ja mogę? Przeryłem już całą bibliotekę, aby dowiedzieć się czemu on jest nieśmiertelny, ale tam nic nie ma. Tak naprawdę nikt tego nie wiem ani Dumbledore, ani Snape, ani nikt inny, tylko on sam.
- Wiem, Harry, że jest ci ciężko. Rozmawiałam ostatnio z Adrienne, ona próbowała mnie na coś nakierować, ale nie wiem czy dobrze ja zrozumiałam. – Nicole przekazała Harry’emu całą rozmowę z dziewczyną i razem zaczęli się zastanawiać o co może chodzić. – Co do miejsca gdzie mamy szukać to wyraźnie dała mi znać, że nie chodzi o Hogwart, tyko nie wiem gdzie indziej moglibyśmy szukać. A jeśli chodzi o powód nieśmiertelności gada to znając go na pewno stawiałabym na czarną magię, a z słów Adrienne mogę wywnioskować, że może chodzić o animagię. Pytała o to więc może o to jej chodziło, ale naprawdę nie wiem.
- W tej chwili też nic innego nie przychodzi mi na myśl. Pogadam o tym z Hermioną, może ona coś wymyśli.
- Fakt, akurat ona ma głowę do takich rzeczy.
Po spotkaniu, Nicole postanowiła poćwiczyć animagię, dlatego została w Pokoju Życzeń, który zamieniła na przytulny salon z kominkiem o ciepłych zielonych barwach. Usiadła po turecku przed kominkiem na puchatym dywanie. Zamknęła oczy i skupiła w sobie magię. Czuła w okolicach serca swoją magię, coś jakby impuls energii. Próbowała jednocześnie wyobrazić sobie siebie zmieniającą się w zwierzę, ale umysł nie potrafił wytworzyć tego obrazu. Nicole czuła, że nie potrafi uwolnić z siebie tej energii, która zapoczątkowałaby zmiany animagiczne. Miała wrażenie, że stoi na skraju i boi się zrobić kroku. Po kilku minutach dała sobie spokój, gdyż skupienie w sobie magii było bardzo wyczerpującą czynnością. Zmęczona udała się do lochów, zastanawiając się jak Harry’emu idzie animagia. Gdy zaczęli uczyć się tego uczyć postanowili, że nie będą dzielić się swoimi osiągnięciami. Mieli pochwalić się przed drugim, dopiero gdy całkowicie opanują przemianę. Gdy dotarła do swojego dormitorium, wzięła kąpiel i położyła się spać.
Następnego dnia wstała z postanowieniem, że po zajęciach pójdzie do Syriusza i Jamesa na korepetycje z animagii. Miała nadzieję, że jako doświadczeni animagowie pomogą jej przejść przez granicę. Po ostatnich zaklęciach skierowała się do kwater ochrony, wiedziała, że jeśli nie będą mieli dyżuru to będą siedzieć w pokojach Potterów. Wiedziała, że nie pomyliła się, gdy drzwi otworzył jej Syriusz.
- Siemka – przywitała się z uśmiechem. Okazało się, że w kwaterach obecni byli tylko Syriusz i James. – A gdzie reszta?
- Remus z Tonks na randce, a Lilka u Smarkerusa – odpowiedział niezadowolony Rogacz, na co Nicole się zaśmiała. Naprawdę nie sądziła, że jej ojciec jest tak zazdrosny o żonę.
- Tato, mógłbyś wreszcie odpuścić. Snape nie jest taki zły. – Nicole w duchu stwierdziła, że może jednak nie tak trudno będzie jej nawiązać nić porozumienia z rodzicami, a James był tak szczęśliwy, że Nicole zwróciła się do niego – tato, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że stanęła w obronie jego wroga. Dlatego właśnie uśmiechnął się szeroko i poczochrał córkę po włosach.
- To co tam się stało, Młoda? – zapytał.
- Mam problem z animagią, więc pomyślałam, że moglibyście mi pomóc.
- Nie potrafisz skupić magii czy przemiany ci nie idą? – zapytał Łapa, gdy rozsiedli się na fotelach przed kominkiem.
- Skupiam magię, ale coś mnie blokuję i nie mogę przejść tej granicy. Czuję w sobie coś jakby impuls, a gdy próbuję zmusić ją do działania to nic się nie dzieje – wytłumaczyła.
- A próbowałaś sobie wyobrazić przemianę, poczuć to? – zapytał James.
-Tak, ale umysł też jakby mi się blokuje i nie potrafię stworzyć sobie w głowie tego obrazu.
- Wygląda na to, że twój umysł blokuję twoją magię, bo nie wierzysz, że jesteś w stanie się przemienić. Nie możesz połączyć się ze swoim zwierzęciem – wytłumaczył jej ojciec.
- Próbowałaś odnaleźć swoje zwierzę? – zapytał Syriusz.
- Na razie skupiłam się na skupieniu w sobie magii.
- To spróbuj.
- Ale jak? – Nicole nie rozumiała o co im chodzi, z wytłumaczeniem przyszedł jej Potter.
- Zrób to co robisz przy skupianiu w sobie magii, a gdy ci się to uda spróbuj odszukać swoje zwierzę w swoim umyśle. Coś jak legilimencja, tyle, że na swoim umyśle. Nie zobaczysz dokładnie co to jest, ale może jakieś kształty, które pozwolą ci zintegrować się z twoim zwierzęciem.
- Spróbuję – odpowiedziała bez przekonania.
- Musisz w to uwierzyć, wtedy ci się uda – zapewnił Rogacz. Nicole uśmiechnęła się z podziękowaniem do ojca, dzięki niemu uwierzyła w siebie. Rozluźniła się i zamknęła oczy. Zrobiła to co dzień wcześniej. Czuła ciepło kominka, słyszała spokojny oddech swojego taty i to ją uspokoiło. Poczuła swoją magię i zaczęła zagłębiać się w swoje myśli. Rozpoczęła wędrówkę po swoim umyśle. Intuicyjnie wiedziała w którą stronę iść. Po paru minutach dotarła do obszaru, który wyglądał jakby był pełen mgły. Skupiła się, dzięki czemu udało jej się trochę rozmyć tę mgłę. I wtedy to zauważyła. Dużą klatkę, w której było jakieś zwierzę. Z konturów widziała zarys jakiegoś dużego kota. Zaczęła podchodzić bliżej, dostrzegła ciemną sierść. Podeszła do klatki, ale zwierzę nadal było za mgłą, jednak zauważyła, że klatka jest zamknięta na kłódkę, która wisiała na grubym łańcuchu. Pociągnęła za łańcuch, ale ten nawet nie drgnął. Wiedząc, że to wszystko dzieje się w jej umyśle, próbowała się skupić na otwarciu klatki. Czuła blokadę, która nie pozwalała jej na to. Odepchnęła ją od siebie i w tym samym momencie pociągnęła mocno za łańcuch, który rozerwał się z hukiem. Klatka stanęła otworem. Zwierzę wyszło z niej, i choć prawie otarło się o nogi Nicole, dziewczyna nadal nie mogła zidentyfikować co to za rodzaj kota, ale wiedziała, że tego dowie się dopiero po całkowitej przemianie. Gdy zwierzę odeszło kawałek od klatki, odwróciło się w stronę Nicole i spojrzało na nią. W tej samej chwili Nicole poczuła na rękach mrowienie. Otworzyła oczy. Pierwsze co zobaczyła to uśmiechnięte twarze Huncwotów. Podniosła swoje dłonie i zobaczyła, że pokryte są czarną sierścią. Po jakiś dwóch minutach sierść zniknęła. Nicole zerwała się z fotela z radością w oczach i rzuciła się na tatę przytulając go mocno, zaraz po nim to samo spotkało Syriusza.
- Dziękuję, wreszcie mi się udało – zawołała.

- Mówiłem, że ci się uda – oznajmił zadowolony James, który był dumny z obojga swoich dzieci. W końcu dzień wcześniej to samo udało się osiągnąć Harry’emu, który początkowo przyszedł do nich z tym samym problemem co Nicole.

***
Kolejny rozdział dla Was. Dajcie znać jak Wam się podoba. I co najważniejsze, proszę o opinię o nowym szablonie. Który lepszy ten, czy poprzedni.
Do następnego.
Pozdrawiam,
AniaXXX