niedziela, 28 maja 2017

Rozdział 57

Nie wiedziała co się z nią dzieje. Była świadoma ciemności, ogromnego bólu głowy i letargu w jaki zapadła. Po wielu godzinach, a przynajmniej tak jej się wydawało, udało jej się otworzyć oczy. Nicole od razu rozpoznała swój pokój na Grimmould Place. Gdy skierowała głowę w stronę okna, oprócz kolejnej dawki bólu, który poczuła, zdała sobie sprawę, że już świta, a więc po ataku musiała przespać całą noc. Nie wiedziała dlaczego leży w swoim łóżku i nie pamięta jak się tu dostała. Ostatnie co pamiętała to deportacje śmierciożerców, ale co było potem to już nie wiedziała. Po bólu głowy zrozumiała, że musiało trafić ją jakieś zbłąkane zaklęcie, które spowodowało zderzenie jej głowy z czymś bardzo twardym. Gdy dotknęła swojej twarzy miała wrażenie, że jest ona spuchnięta i tak się czuła, a przy okazji ten dotyk spowodował kolejną falę bólu. Nie chciała widzieć się w tej chwili w lustrze, bo już sobie wyobrażała jak wygląda. Ciche sapnięcie uświadomiło jej, że nie jest sama w pokoju. Nie musiała daleko szukać, aby zobaczyć, że dwie osoby drzemią na podłodze opierając się o jej łóżko. Przy końcu łóżka oparty spał Harry, który najwyraźniej usnął czuwając przy niej, a tuż przy jej poduszce kimał Draco. Nie zastanawiając się nad tym jak ta dwójka jeszcze się nie pozabijała przebywając w jednym pomieszczeniu zamknęła oczy i oddała się w objęcia Morfeusza.
Obudził ją damski głos, który najwyraźniej kogoś upominał.
- Oj chłopcy, chłopcy. Przecież mówiłam wam, że Nicole już nic nie grozi i na pewno się obudzi. Choć raz byście mnie posłuchali.
- Mamo, chyba nie myślisz, że oni potrafią słuchać kogokolwiek – wtrąciła się Nicole dając znak, że już się obudziła. Harry zareagował głośnym i wesołym okrzykiem, natomiast na twarzy Draco przemknął cień ulgi, który został zauważony przez obie kobiety. Nicole ucieszyła się, że blondyn się o nią martwił, a Lily uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
- Wybacz Nicole, nie chciałam cię obudzić, ale cieszę się, że się obudziłaś. Jak się czujesz? – zapytała zatroskana kobieta.
- Boli mnie głowa, ale już nie tak jak wcześniej, gdy się obudziłam nad ranem, a po za tym wszystko w porządku.
- To się cieszę. Uderzyły w ciebie dwie silne klątwy. Masz lekki wstrząs mózgu, ale wszystko będzie dobrze. – Lily mówiąc to rzucała na córkę zaklęcia monitorujące. – Proponuję, abyś poszła się odświeżyć, a potem zeszła do jadalni. Niedługo wszyscy się pobudzą to siądziemy do śniadania świątecznego. Mamy dodatkowych gości.
- Dodatkowych?
- Weasley’owie nie mają na razie, gdzie wrócić. Śmierciożercy przed deportacją spalili Norę. Molly jest załamana, reszta rodziny również bardzo to przeżywa. I ta trójka francuzów.
- A właśnie, co oni tu robią? – Nicole była ciekawa co Delacour’owi robili w Norze. Dwaj chłopcy na razie tylko przysłuchiwali się rozmowie.
- Fleur to narzeczona Billa Weasleya. Ona i jej rodzeństwo mieli spędzić święta w Norze. – wytłumaczyła rudowłosa.
- Znasz ich? – wtrącił się Harry.
- O tak. Razem chodziliśmy do Beauxbatons. Fleur nie bardzo przepada za mną, z resztą ze wzajemnością, a z Damienem byliśmy na jednym roku. – Na wspomnienie o francuzie obaj chłopcy wyraźnie się skrzywili.
- Czemu nie lubisz Fleur? Jest całkiem w porządku. Uczestniczyła w Turnieju Trójmagicznym – stwierdził Potter jakby to wszystko miało wytłumaczyć.
- Harry, to wila, oczarowała cię i teraz jej bronisz – zaśmiała się Nicole stwierdzając tę oczywistość. – A poza tym to zadufana w sobie dziewucha, która myśli, że jest lepsza od wszystkich tylko dlatego, że ma geny wili.
- Koniec tych pogaduszek – zakończyła dyskusję Lily. – Chłopcy, idźcie się odświeżyć. Mniej więcej za pół godziny siądziemy do śniadania. Ty Nicole też się ogarnij. Tylko bez gwałtownych ruchów, które spowodowałyby wzmocnienie bólu głowy. Po posiłku dam ci jeszcze eliksiry i maść. Jakbyś potrzebowała pomocy to zawołaj – zakończyła i skierowała się do wyjścia prowadząc ze sobą syna i Dracona.
Nicole nie czekając na nic wstała z łóżka i zabierając niezbędne rzeczy przeszła do łazienki naprzeciwko jej pokoju. Gdy tylko weszła do pomieszczenie jej wzrok zwrócił się w stronę lustra i z zaskoczenia krzyknęła głośno upuszczając wszystko co miała w rękach. Już po chwili w łazience była jej matka, która nie zdążyła daleko odejść.
- Nicole, co się stało?! – zapytała przestraszona.
- Jak ja wyglądam?! – wykrzyknęła lekko piszczącym głosem, w którym pobrzmiewała panika. – Moja twarz to jeden wielki, opuchnięty siniak!
- Spokojnie do wieczora zejdzie ci zarówno opuchlizna jak i ten wielki siniak. Mówiłam ci, że dostałaś dwoma silnymi klątwami. – Lily próbowała uspokoić córkę, która zachowała się jak typowa nastolatka.
- Co to były za klątwy? – zapytała płaczliwie.
- Klątwa cegły spowodowała wstrząśnienie mózgu, a ten siniak to zasługa zaklęcia pięści.
- A szybciej nie może to zejść? – teraz w głosie Nicole pobrzmiewała nadzieja.
- Przykro mi, ale siła zaklęć była na tyle duża, że szkody zejdą dopiero po kilku godzinach i to dzięki smarowaniu odpowiednią maścią. Zaraz ci ją przyniosę. Będziesz musiała co 2-3 godziny nakładać dość grubą jej warstwę na twarz. – Nicole po tych słowach wyraźnie się nachmurzyła. Nie wiedzieć czemu najbardziej zabolało ją to, że Draco widział i pewnie jeszcze zobaczy ją w takim stanie. Fleur ze swoją nieskazitelną urodą będzie miała niezły ubaw.
- To może zjem u siebie? – zapytała z rosnącą nadzieją.
- O nie. Mamy święta, a to tylko nieszkodliwe siniaki, które zejdą po kilku godzinach. – Już miała wychodzić, gdy odwróciła się jeszcze w stroną ślizgonki. – I nie martw się, Draco nawet nie zwróci na to uwagi, bardziej interesuje go to, że wyszłaś z tego cało.
- Ale… Bo to… To nie o niego chodzi – zdążyła wykrzyknąć jeszcze w stronę matki zanim ta z triumfalnym uśmiechem wyszła. Ze zrezygnowaniem weszła pod prysznic. Ciepła woda choć trochę zmyła z niej to zażenowanie. Myjąc włosy usłyszała jak Lily przyniosła jej tą nieszczęsną maść. Gdy woda spowodowała zmarszczenie skóry stwierdziła, że czas na koniec kąpieli. Ubrała się w ciuchy, które upuściła gdy spojrzała w lustro wchodząc do łazienki. Kupiona niedawno mała czarna idealnie dopasowała się do jej ciała. Różdżką wysuszyła i zakręciła włosy, a na koniec posmarowała twarz maścią, wiedząc, że dziś makijaż zdecydowanie by jej nie pomógł.
- Torba na głowę i za ojczyznę – mruknęła ze zrezygnowaniem i wyszła ze swojego azylu. W jadalni już wszyscy byli gotowi i czekali tylko na nią. Pomieszczenia musiało zostać powiększone, aby pomieścić wszystkich. Była to raczej wybuchowa mieszanka i Nicole przez chwilę zastanawiała się która kłótnia rozbrzmi jako pierwsza. Wahała się między sprzeczką pomiędzy Severusem Snape’em, który najwyraźniej nie miał żadnych zobowiązań wobec Czarnego Pana na dzisiejszy dzień i mógł spędzić święta ze swoimi dziećmi, a Syriuszem i Jamesem oraz pomiędzy Ronaldem, a Ślizgonami. Wysoko również stawiała Dracona i Harry’ego, oraz samą siebie i Fleur Delacour.
- Cieszę się, że już do nas dołączyłaś, Nicole. – Lily już zaczynała wątpić czy jej córka w ogóle zejdzie. Choć wiedziała, że to nie pasuje do młodej Potter’ówny, to obawiała się, że zbytnio przejęła się wyglądem i nie będzie chciała pokazać się nikomu z taką twarzą. – Ślicznie wyglądasz w tej sukience – pochwaliła ją, na co Nicole uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością.
Zanim Nicole zdążyła ruszyć do stołu to drogę zagrodzili jej rudowłosi bliźniacy.
- Najdroższa…
- Najlepsza…
- Najinteligentniejsza…
- Najukochańsza…
- Najcudowniejsza…
- Najwspanialsza…
- Chyba musimy cię przeprosić – zakończyli razem.
- Yyy, o co chodzi? – Nicole nie zrozumiała.
- To my cię tak urządziliśmy.
- Te zaklęcia przeznaczone były na jednego ze śmierciojadów.
- Ale się teleportowali.
- A ty stanęłaś na torze naszych zaklęć. – Nicole wreszcie zrozumiała.
- To przez was wyglądam jak śliwka?! – wykrzyknęła zaskoczona.
- Ale za to jaka ładna śliwka – odpowiedzieli razem mając nadzieje, że to udobrucha dziewczynę, choć czarnowłosa tak naprawdę nie była zbytnio oburzona na nich. Pierwszy szok już minął, a to przecież był wypadek. Tak więc na ich stwierdzenie po prostu się roześmiała.
- Kiedyś się zemszczę – ostrzegła z uśmiechem. Po tych słowach wszyscy zasiedli do stołu. Nicole usiadła między Laurą, a Harrym.
Syriusz jako gospodarz wygłosił dla wszystkich krótkie życzenia świąteczne zabarwione humorem typowym dla niego i zabrali się za wspaniałe jedzenie. Choć na początku rozbrzmiewał tylko dźwięk sztućców obijających się o talerze, to po zaspokojeniu pierwszego głodu zaczęły rozbrzmiewać rozmowy. Dorośli zagłębili się w rozmowie na temat wczorajszego ataku na Norę, Molly nieustannie dziękowała wszystkim za obronę jej domu, choć w jej oczach widoczny był żal za zniszczonym całym dziedzictwem Wealey’ów. Reszta rudowłosych Wealsey’ów również nie pałała wesołością na myśl, że już nigdy nie wejdą do ukochanego domu, i choć Artur wydawał się nagle o 10 lat starszy to jednak młodzi starali się zbytnio o tym nie myśleć wczuwając się w świąteczną atmosferę. Bliźniacy dogryzali w swoim stylu wszystkim, Ronald ku zdziwieniu wszystkich siedział spokojnie przy stole nie obrzucając Ślizgonów wściekłym spojrzeniem, Ginny wdała się w dyskusję z Camile i Vanessą na temat mody, Charlie i Percy wraz z resztą omawiali atak, a Bill flirtował z Fleur, co nie umknęło uwadze bliźniaków, którzy to właśnie ich obrali sobie za cel żartów. Damien dołączył do bliźniaków naśmiewając się z siostry, która co jakiś czas obrzucała ich wściekłym spojrzeniem. Najmłodszą z Delacour’ów rozmową zajęła Laura. Były w podobnym wieku i chociaż nie musiały się nudzić słuchając starszych. Ku zdziwieniu wszystkich dziewczyny zaczęły rozmawiać po francusku, na co Laura oznajmiła, że po prostu dawno nie miała okazji używać tego języka, za którym tęskniła. Draco, Sam i Blaise omawiali taktykę na najbliższy mesz Quidditcha z Puchonami. A Harry i Nicole obserwowali wszystkich po kolei ciesząc się świętami wśród rodziny.
Gdy już wszyscy zaspokoili głód, młodzież postanowiła przestać udawać, że wcale nie interesuje ich zawartość prezentów pod choinką, więc depcząc sobie po piętach pobiegli do salonu. Za nimi ze spokojem do salonu udali się dorośli, którzy mieli uciechę z wyczynów młodzieży. Najpierw wszystkie prezenty zostały rozdane, aby potem całe pomieszczenie rozbrzmiało dźwiękiem rozrywanego papieru. Państwo Potter byli wyraźnie wzruszeni prezentem od swoich dzieci. Album w pełni spełnił swoje zadanie.  Nagle w salonie rozległ się wesoły krzyk.
- No bez jaj!
- Syriusz wyrażaj się – skarciła mężczyznę Lily.
- Ale zobaczcie co dostałem i to dwa razy. – Łapa podniósł dwie książki, tak aby każdy mógł doczytać tytuł. Warto dodać, że były to dwie jednakowe książki, a wielki czerwony tytuł wyraźnie odznaczał się na czarnym tle: „Pies na baby. 100 praktycznych wskazówek jak znaleźć swoją samicę”.  James po przeczytaniu tytułu wybuchnął tak głośnym śmiechem, że zagłuszył wszystkie inne chichoty. Natomiast rodzeństwo Potter z zaskoczeniem wpatrywali się w dwa identyczne egzemplarze.
- Kto wpadł na ten sam pomysł co ja? – zapytali razem po czym spojrzeli na siebie z zaskoczeniem, aby wybuchnąć głośnym śmiechem. Ze śmiechem przybili sobie piątkę.
- Łapo, zastosujesz się do wskazówek z książki? – zapytał James próbując udać powagę, jednak nie udało mu się, bo ponownie głośno zarechotał.
- Jim, nie zachowuj się jak dziecko – upomniała męża Lily.
- Dziękuję wam, ale sądzę, że poradziłbym sobie bez takich rad – warknął Syriusz, tylko po to, aby potem śmiać się ze swoim przyjacielem i co jakiś czas mrucząc pod nosem coś co brzmiało jak – cholerni Potter’owie.
Po uspokojeniu wszyscy wrócili do rozpakowywania prezentów. Nicole z radością oglądała kosmetyki od przyjaciółek, wielkiego, pluszowego misia od Blaisa i Sama, piękną zieloną sukienkę od rodziców, czy książki na temat taktyki i obrony od Remusa i Syriusza. Harry podarował jej śliczny łańcuszek, a Laura ręcznie malowany portret w pięknej ramie, był on zaczarowany, gdyż postacie na nim ruszały się i machały do niej z radością.  Ze wzruszeniem wpatrywała się w Robespierre’ów i Potterów stojących obok siebie i obejmujących się przyjacielsko. Przed nimi stali Nicole, Harry i Laura, którzy dokuczali sobie raz po raz, aby potem śmiać się z tego wesoło. Gdy podniosła głowę znad portretu zobaczyła, że Laura wpatruje się w nią z napięciem.
- Pani Lily pomogła mi zaczarować portret, tak aby postacie się ruszały. – Blondynka z wdzięcznością spojrzała na matkę siostry. - Może nie jest on doskonały, ale starałam się…
- Ty go namalowałaś? – Nicole dawno nie była tak zaskoczona. Gdy Laura kiwnęła niepewnie głową, Nicole powiedziała z zachwytem – jest piękny, dziękuję. – Po czym przytuliła ją mocno. – Nigdy nie mówiłaś, że malujesz. Jak to się stało?
- Bo nikt o tym nie wiedział. Od… od śmierci rodziców często rysowałam. Lubię to. – Laura wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic dziwnego.
- Koniecznie musisz mi się pochwalić swoimi pracami. To straszne, że nic o tym nie wiedziałam.
- Bo miałaś nie wiedzieć – Laura się zaśmiała. – Został ci jeszcze jeden prezent. – Wskazała na podłużne pudełko leżące obok Nicole, chcąc odwrócić od siebie uwagę. Udało jej się to, gdyż ślizgonka od razu złapała za prezent.  Okazało się, że w środku była bransoletka z blaszką, wykonana z białego złota. Nicole wzięła ją do ręki i zaczęła oglądać z bliska, dzięki czemu zauważyła, że od wewnątrz na blaszce wygrawerowany był napis. Strzeż się smoka. Po grawerze od razu domyśliła się od kogo taki prezent. Spojrzała na Draco, który w tym samym momencie otwierał prezent od niej. Zachwycony przejechał palcem po wężu owiniętym wokół zawieszki, na co ten pod wpływem dotyku zasyczał i otworzył medalion. W środku zobaczył zdjęcie, które przedstawiało jego i Nicole na wieży astronomicznej podczas jednej z ich schadzek.  Ze swoim złośliwym uśmiechem spojrzał na dziewczynę.
- Możesz zmienić – mruknęła Nicole. – Otworzy się tylko pod wpływem twojego dotyku – wytłumaczyła.
- Dzięki – odpowiedział tylko. Po czym od razu zamknął medalion i założył go na szyję. Nicole z wesołym uśmiechem zrobiła to samo ze swoją bransoletką.
Resztę dnia spędzili razem świętując Boże Narodzenie. Po jakimś czasie tylko pan Weasley postanowił wyruszyć do Nory, aby sprawdzić, czy jest coś co ocalało. Bill od razu wyraził chęć wyruszenia wraz z ojcem, zresztą tak samo jak i pozostali jego bracia.
- Arturze nie powinieneś iść sam – stwierdził Remus. – śmierciożercy mogą tam wrócić, pewnie domyślają się, że będziecie chcieli tam wrócić.
- Pójdziemy tam razem z tobą – zaproponował James wskazując na Huncwotów. Tak więc skończyło się na tym, że do Nory ruszył pan Weasley z trójką najstarszych synów oraz Jamesem, Syriuszem i Remusem.
- Uważajcie na siebie – poprosiła ich pani Weasley.
Na szczęście ich wyprawa skończyła się szczęśliwie, choć nie wrócili z dobrymi wiadomościami. Gdy weszli na Grimmould Place pan Weasley zmęczonym wzrokiem odszukał żonę i pokręcił głową dając jej znać, że całe ich dziedzictwo zostało zniszczone. Molly nie wytrzymała tych nerwów i wybuchnęła płaczem. Bliźniacy od razu się przy niej znaleźli i przytulili matkę próbując ją pocieszyć.
- Arturze, oczywiście możecie tu zostać. Tym nie musicie się martwić.
- Dziękuję ci Syriuszu.
- Widzisz mamo, nie martw się. Na razie zostaniemy tutaj, a z czasem odbudujemy Norę – zapewnił pewnym głosem Fred. Wszystkich zdziwiła powaga w głosie chłopaka, który razem z bratem rzadko potrafił być poważnym, jednak ich również bardzo dotknęła strata domu. Reszta rodzeństwa przytaknęła bratu zapewniając matkę, że na pewno uda im się odbudować Norę.
- Och, dzieci. Gdyby to było takie łatwe. – Kobieta otarła łzy i rozejrzała się po swoich dzieciach, które ją otoczyły.
- Mamo, na pewno nam się uda. A jeśli martwisz się o pieniądze to pamiętaj, że już piątka twoich dzieci pracuje. Poradzimy sobie – oznajmił Charlie.
- Poza tym nie jesteście sami. Po to są przyjaciele, aby sobie pomagać – dodała Lily, która była bardzo wdzięczna Molly, za to, że ta otoczyła miłością jej syna i przez wiele lat traktowała go jak kolejne swoje dziecko. Pani Wesley zdążyła się uspokoić, aby po chwili rozpłakać się ze wzruszenia. Natomiast pan Weasley z dumą wpatrywał się w swoje dzieci i wdzięcznym spojrzeniem dziękował Lily za jej słowa.
- Widzisz mamo. Będzie dobrze. A jak będziemy odbudowywać Norę, to pomyśl jak wielką kuchnię będziesz mogła sobie wymyślić – zażartowała Ginny, co rozładowało atmosferę i wszystkim powrócił dobry humor.
Wbrew oczekiwaniom Nicole do końca dnia mimo tak wybuchowego towarzystwa nikt nie garnął się do kłótni, tak więc spędzili spokojny dzień. Wieczorem ku uciesze Nicole opuchlizna i siniaki z twarzy dzięki maści poschodziły i Ślizgonka ponownie odzyskała wiarę w siebie,
Kolejnego dnia na Grimmould Place dołączyła do nich Hermiona, która gdy tylko dowiedziała się o ataku na Norę postanowiła spędzić czas z przyjaciółmi. Jako że do końca roku pozostało już tylko kilka dni to młodzież z radością wyczekiwała Sylwestra i planowała zabawę na pożegnanie roku. A w głowie Nicole kiełkował pewien pomysł.

***

Nowy rozdział po miesiącu o poprzedniego. Uważam, że ten miesiąc to taki odpowiednio długi czas, abym mogłam naskrobać kolejny rozdział, dlatego następnego oczekujcie pod koniec czerwca. Mam nadzieje, że uda mi się przed samą sesją ;)
Pozdrawiam, 
AniaXXX

środa, 26 kwietnia 2017

Rozdział 56

Draco z dziewczynami bardzo szybko pojawił się w Hogwarcie, tam od razu skierowali się do Skrzydła. Madame Pomfrey była zbyt zajęta Camile, aby próbować wyrzucić ich stamtąd. Razem z nią był tam Snape. Do pomieszczenia wbiegli akurat w momencie, gdy mężczyzna podawał swojej podopiecznej obrzydliwie zielony eliksir.
- Wuju, co z nią? – zapytał od razu blondyn.
- Zaraz, Draco. Daj mi skończyć – mruknął i zaczął machać nad dziewczyną różdżką. Po chwili skończył i odetchnął wyraźnie zadowolony. – Wszystko będzie dobrze. O mało nie doszło do niedotlenienia mózgu, ale zdążyliśmy. Ta klątwa jest ostatnio ulubioną zabawką Lucjusza – powiedział ze swoim zwyczajowym chłodem.
- Zabiję gnoja – warknął Draco. – Jeśli jeszcze raz się do niej zbliży to będzie ostatnia rzecz, którą zrobi.
- Ochłoń trochę, Draco – stwierdził mężczyzna, po czym omiótł wzrokiem całą ich trójkę. – Możecie z nią zostać. Do wieczora się nie obudzi. Ale żadnych więcej osób – rozkazał i skierował się do wyjścia. Przed drzwiami zatrzymał się z drwiącym uśmiechem i zwrócił do pielęgniarki – Pomfrey, zajmij się policzkiem Potter. Nie potrzebujemy w Hogwarcie kolejnej gwiazdy z blizną na twarzy. – Nicole dopiero teraz zwróciła uwagę na szramę na twarzy, z której powolnym ciurkiem płynęła krew.
- Miło, że się pan o mnie martwi – westchnęła i poddała się zabiegom pielęgniarki. Po chwili miała na twarzy grubą warstwę maści, dzięki której już jutro po bliźnie nie miało być śladu. W tym czasie Draco usiadł koło Camile na łóżku i złapał ją za rękę. Widać było, że martwi się o siostrę. Nicole i Vanessa usadowiły się na krzesłach niedaleko, rozmawiając cicho na temat ataku, a pielęgniarka przygotowywała kolejne mikstury na napływ kolejnych pacjentów.
Po paru minutach do Skrzydła zaczęli napływać ranni, więc pielęgniarka miała ręce pełne roboty. W Skrzydle pojawiła się cała grupa JP. Paru z nich było rannych, więc Neville, Justin i Hanna, aby odciążyć pielęgniarkę, pomagali tym mniej poważnym wypadkom. Po jakimś czasie pielęgniarka rozejrzała się po swoim królestwie z wyraźnym zaskoczeniem. Gdy ujrzała trójkę uczniów tak sprawnie uwijających się wśród rannych, to westchnęła tylko zadowolona i skontrolowała ich pracę. Po godzinie wszyscy ranni byli już opatrzeni. Większość z nich mogła od razu wyjść, jednak parę osób potrzebowało dłuższej rekonwalescencji. Był tam auror ze złamaną nogą, nieprzytomna Alicja Spinnet, jakiś Gryfon z drugiego roku, który też chciał walczyć, a bardzo szybko nabawił się wstrząśnienia mózgu, Seamus, który dość ostro został potraktowany klątwą cięcia i Camile. Gdy JP upewniło się, że z ich kolegami już wszystko będzie dobrze, chcieli wycofać się ze Skrzydła, aby nie przeszkadzać pacjentom. Zostać chcieli tylko bliscy pacjentów. Przy łóżku ślizgonki ustawili się Draco, Nicole, Vanessa, Blasie i Samuel. Gdy pozostali chcieli już wychodzić zatrzymał ich dyrektor, który właśnie wszedł.
- Dobre, że was wszystkich tu spotkałem. Z chęcią z wami porozmawiam. – Uśmiechnął się dobrotliwie i dodał – Wszystkich poza pacjentami zapraszam do mojego gabinetu – i już go nie było. Uczniowie zdziwieni zaczęli wychodzić za nim. Draco tylko prychnął i mocniej ścisnął dłoń Camile.
- Idźcie i powiedzcie temu Dropsowi, że nie ruszę się stąd dopóki nie będę pewny, że z Camile wszystko w porządku – mruknął do nich. Nie zostało im nic innego jak ruszyć do gabinetu dyrektora. Nicole przed wyjściem pogłaskała delikatnie chłopaka po plecach i szepnęła:
- Wszystko będzie dobrze. Nie zamartwiaj się tak.
Większością grupy JP pojawili się w przed gabinetem zastanawiając się o co może chodzić dyrektorowi. Przed gabinetem czekała na nich McGonnagall, która, gdy tylko ich zauważyła wypowiedziała hasło i nakazała iść za nią. Jak się okazało w gabinecie mieli odbyć rozmowę z większą liczbą osób. Był tam dyrektor, opiekunowie wszystkich czterech domów, dowodzący obroną Hogwartu, pielęgniarka, Fredrich Braun, Potter’owie, Syriusz, Remus i Narcyza Malfoy. Widać było, że kobieta rozgląda się za dwójką swoich dzieci zmartwiona, więc Nicole stanęła obok niej i powiedziała:
- Camile musiała zostać w Skrzydle. Już wszystko z nią w porządku, obudzi się wieczorem – dodała szybko widząc jej zmartwienie. – A Draco nie chciał jej zostawiać. – Kobieta odetchnęła z ulgą.
Gdy w gabinecie zaległa cisza dyrektor zabrał głos.
- Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego gdy została zarządzona ewakuacja wszystkich – zaznaczył – uczniów wy wyrwaliście się do walki? – Jedna część JP zwróciła się w stronę Harry’ego, a druga w stronę Nicole, mając nadzieję, że jak zwykle któreś z nich zabierze głos.
- To chyba jasne – zaczął Harry pewnie. – Chcieliśmy walczyć i jak widać całkiem dobrze nam poszło. – Uczniowie uśmiechnęli się dumnie po tych słowach. – Utrzymywaliśmy równy poziom zarówno z obroną, jak i z aurorami. Dzięki temu nie było zbyt dużo strat, a chyba na tym nam wszystkim zależało.
- Tak, ale jednak nadal jesteście uczniami, którzy powinni wtedy przyjmować polecenia nauczycieli.
- Panie, dyrektorze, czas najwyższy zrozumieć, że to też nasza wojna – odparł Harry niemal arogancko, no co Snape syknął do niego – szacunek, Potter. – Dzięki temu mężczyzna zarobił od obu Potterów i Łapy gniewne spojrzenie.
- Jesteście jeszcze dziećmi, i to my musimy zadbać o wasze bezpieczeństwo – po tych słowach całe JP prychnęło ze złością.
- Dyrektorze, te dzieciaki walczyły na równi z nami. – Dowodzący ochroną zarobił sobie tymi słowami wdzięczność uczniów.
- Skoro, to wy musicie zadbać o nasze bezpieczeństwo to ciekawe czy również wy pokonacie Voldemorta – zadrwił Harry. Miał już dość tego, że wszyscy uważali go za dziecko, mimo tego, że dobrze wiedzieli, że to on na koniec będzie walczył z Voldemortem.
- Mój syn, ma rację, Albusie. To również ich wojna, my już swoją przeżyliśmy. Musimy pozwolić im walczyć o swoją przyszłość.
- Niestety musze się z tym zgodzić – dodała Lily.
- A mogę wiedzieć, gdzie poznaliście tak zaawansowane zaklęcia? – zapytał zrezygnowany starzec.
- No jak to gdzie? – zapytała retorycznie Nicole. – Mamy tak wspaniałego nauczyciela od obrony, a pan pyta, gdzie się tego nauczyliśmy? Oczywiście, że na zajęciach – z głosu Nicole wypływał sarkazm i wszyscy obecni byli tego świadomi. Nicole na dodatek uśmiechnęła się niewinnie do Brauna, który ewidentnie jej nie lubił, jednak teraz przy tylu świadkach zgromił tylko dziewczynę wzrokiem.
- Albusie, chciałabym jeszcze dodać, że trójka obecnych tu uczniów bardzo pomogła mi przy leczeniu pacjentów – wtrąciła się Pomfrey, aby zakończyć poprzedni temat. – Myślę, że należy odpowiednio ich nagrodzić za to.
- Całą resztę również należałoby nagrodzić za tak wspaniałą walkę. – Dowodzący ochroną był wyraźnie pod wrażeniem umiejętności młodzieży. Dyrektor po tych słowach stwierdził, że nie ma tu sojusznika. Ewnentualnie profesor McGonnagall, która również uważała uczniów za dzieci, które nie powinni walczyć, jednak gdy ujrzał, że Minerwa z dumą wpatruje się w swoich wychowanków, stwierdził, że nie ma co ciągnąć tematu.
- Dobrze, skoro tak to każdy z was otrzymuje po dziesięć punktów dla swojego domu za zasługi dla szkoły – zakończył.
- Mam nadzieję, Albusie, że nie zapomniałeś o tych co pozostali z Skrzydle – zauważył Snape wiedząc, że jest tam, aż dwójka jego uczniów.
- Oczywiście, Severusie. Panna i pan Malfoy, oraz panna Spinnet z panem Finniganem również otrzymują po dziesięć punktów. A teraz dziękuję wam. Właśnie zaczyna się obiad, a więc zapraszam was do Wielkiej Sali – zakończył. Uczniowie szczęśliwi zaczęli wychodzić, a za nimi ruszyła pani Malfoy, jednak ona skierowała się do Skrzydła Szpitalnego do swoich dzieci. JP całą grupą poszło do Wielkiej Sali.
- Harry, widziałeś może Laurę, po wszystkim? – zapytała Nicole.
- Tak. Spokojnie nie martw się. Widziałem jak razem z resztą McGonnagall prowadzi ją całą i zdrową do Hogwartu.
- To dobrze. Martwiłam się.
Dotarli do Wielkiej Sali, aby zjeść obiad. Potem oczywiście poszli do Camile. Do wieczora siedzieli spięci, ponieważ nie było oznak, żeby miała się obudzić. Gdy około godziny 20:00 dziewczyna powoli otworzyła oczy, wszyscy odetchnęli z ulgą. Do świąt Camile wróciła do pełnego zdrowia dzięki czemu szczęśliwa razem z Draconem i przyjaciółmi skierowała się do gabinetu opiekuna, aby na wakacje przenieść się do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa, gdzie wspólnie mieli spędzić święta. Oni przenosili się jako ostatni, więc gdy zostali sami, Vanessa bez skrępowania zwróciła się do ojca:
- Tato, a co z tobą? – zapytała zmartwiona.
- Jeśli tym razem Czarny Pan nie wymyśli nic dla mnie to również pojawię się w Kwaterze. A teraz lećcie – nakazał, dlatego przyjaciele po kolei wchodzili do kominka powtarzając adres kwatery.
Na Grimmould Place święta mieli spędzić Potterowie z Laurą, Malfoy’owie, Snape’owie, Remus z Tonks i Syriusz, z jak się okazało na miejscu, Annabelle Bennett, ich byłą nauczycielką od obrony. Młodzi byli zdziwieni tym, że Łapa zaprosił kobietę, choć jak utrzymywał nie łączy ich nic poważnego. Wtedy zarówno James, jak i jego dzieci wybuchali głośnym śmiechem. Remus i Lily także to robili, jednak byli w tym bardziej dyskretni. Nicole w duchu stwierdziła, że Syriuszowi książka od niej przyda się szybciej niż myślała.
Na Grimmould Place zapanowała wesoła świąteczna atmosfera, szczególnie gdy młodzież wzięła się za ozdabianie domu choinkami, bombkami czy też małymi aniołkami. Blaise uparł się na jemiołę, którą porozstawiał, w każdym możliwym miejscu. Uparł się również, aby pod jedną z nich wciągnąć Camile i nawet pochmurny wyraz twarzy Dracona nie zmienił jego zamiarów. Kobiety zajęły się przygotowaniem prawdziwej świątecznej uczty, a mężczyźni musieli uciekać przed ich rozeźlonymi spojrzeniami i drewnianymi łyżkami, gdy próbowali podkraść z kuchni jakiś smakowity kąsek.
Już kolejnego dnia miały rozpocząć się święta, dlatego wszyscy z podekscytowaniem zaczęli szykować się do snu. Pod największą choinką w salonie wszyscy poustawiali swoje prezenty i nie mogli się doczekać, aż będą mogli je pootwierać. Nicole była dumna ze swoich prezentów, szczególnie z tego dla rodziców. Dogadała się z Harrym i razem z drobną pomocą Remusa i Syriusza przygotowali swój rodzinny album. Wieczorem wszyscy porozsiadali się po salonie i oglądali film. Młodzież zrobiła sobie wygodne legowiska na podłodze, a dorośli porozkładali się na kanapach. Wieczorną sielankę przerwało pojawienie się srebrzystego smoka, który przemówił zdenerwowanym głosem Charlie’ego Weasley’a.
- Śmierciożercy, próbują przedrzeć się przez osłony Nory. Potrzebujemy pomocy, bo sami sobie nie poradzimy.
Po tych słowach wszyscy jak jeden mąż wstali, by przenieść się przez kominek do Nory, za sobą zostawili tylko przestraszoną Laurę. Chwilowo została tam również Tonks, aby przekazać widomość od Charlie’ego dalej. Laura w razie czego miała kierować posiłki w odpowiednie miejsce. Pojawili się w kuchni należącej do Molly Weasley, która odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała pomoc.
- Niech ci co nie dadzą rady walczyć, przeniosą się na Grimmould Place – zarządziła Lily. – Tam będziemy wysyłali rannych. – Nicole z zaskoczeniem wśród rudowłosej rodziny ujrzała trójkę blondwłosych francuzów. Rodzeństwo Delacour. Wiedziała, że najmłodsza z nich przeniesie się do kwatery i miała rację, ponieważ pani Weasley jako pierwszą przepuściła przez kominek Gabrielle, która miała zaledwie 11 lat. Jej starszy brat, Damien, był w ich wieku. Aż za dobrze pamiętała go z Beauxbatons. Byli na jednym roku i miała nadzieję, że nie zobaczy go więcej.
- Salut, madame!* – przywitał się patrząc na trzy znajome mu dziewczyny z olśniewającym uśmiechem.
- Jak jesteś w Anglii to mów po angielsku – warknęła Nicole wiedząc, że akurat ten chłopak, w porównaniu z siostrami po angielsku mówi doskonale, na co Camile i Vanessa zaśmiały się wrednie pamiętając relacje tej dwójki.
- To ty?! – wykrzyknęła najstarsza Francuzka.
- O Fleur, jak niemiło cię widzieć – przywitała się Nicole z wrednym uśmiechem.
- To nie czas na kłótnie – wtrąciła się Lily widząc, że nie mają czasu, a muszą się zorganizować. – Zostajecie? – zapytała dwójki Delacour’ów.
- Ja zostaję – stwierdził Damien z pewnym uśmiechem puszczając „oczko” do Nicole, co dziewczyna skwitowała krótkim i treściwym: Dupek.
- Ja się bardzij przydam w leczeniu ‘orych** - oznajmiła z dumą Fleur i przeniosła się do kwatery, za nią zrobiła to pani Weasley ciągnąc za sobą Ginny, która się zapierała.
- Ja zostaję!
- O nie, młoda damo! Jesteś jeszcze zbyt niedoświadczona!
- Chcę bronić swojego domu! Nie zabronisz mi!
- Molly przypilnujemy jej, a jak widziałem w Hogsmeade to wcale nie będzie potrzebne. Ginny jest całkiem niezła w te klocki – stwierdził Remus, więc pani Weasley musiała skapitulować widząc, że połowa osób broniących jej domu jest jeszcze niepełnoletnia, a jednak ich opiekunowie zezwolili im na walkę.
Wszyscy razem wyszli z budynku, czekając, aż śmierciożercy przedostaną się przez osłony, co niestety nie miało zająć im dużo czasu. Nicole wyszczerzyła się do rudowłosych bliźniaków, którzy, aż palili się do walki.
- Wy już powalczyliście trochę w Hogsmeade, teraz dajcie nam trochę frajdy z wykańczania tych śmierciojadów! – wykrzyknął w jej stronę Fred.
- Nie ma sprawy chłopaki. Wykażcie się trochę - odpowiedziała im. Szybko jednak musiała skupić się na różdżce, ponieważ śmierciożercy przedostali się przez osłony. Już drugi raz w ciągu dwóch tygodni walczyli na śmierć i życie, bo śmierciożercy nie ograniczali się do oszałamiaczy, więc oni też tego nie robili. Nicole ze zgrozą na polu walki zobaczyła obecność Lucjusza Malfoy’a. Odszukała wzrokiem Draco, który na razie nie był świadomy tego, że jego ojciec tu jest. Bała się o chłopaka, bo odkąd Camile ledwo przeżyła atak blondwłosego śmierciożercy, Draco żył głównie żądzą zemsty, widziała to po nim, gdy patrzył na swoją siostrę i matkę, które za wszelką cenę chciał chronić. Ceniła w nim tę cechę, jednak teraz bardziej bała się o niego. Ta chwila zamyślenia spowodowała, że zaskoczył ją atak śmierciożercy. Ledwo dawała sobie radę, gdyż mężczyzna był na tyle szybki, że skupiała się tylko na obronie, a nie miała, jak atakować. Z pomocą przyszedł jej nie kto inny jak Damien. Gdy razem pokonali przeciwnika Nicole tylko warknęła z frustracją, na co francuz po raz kolejny puścił jej „oczko”. Dziewczyna też zareagowała na to identycznie. Gdy po raz kolejny nazwała go dukiem chłopak zaśmiał się wesoło, a zaraz potem ponownie skupił na walce. Nicole również szybko odzyskała skupienie, szczególnie gdy na polu bitwy rozległ się szyderczy śmiech Lucjusza Malfoy’a. Zarówno Nicole, jak i Draco zatrzymali się gwałtownie na ten dźwięk. Młody Malfoy z furią zaczął biec w stronę ojca, a Nicole z przerażeniem podjęła bieg bojąc się, że przyjaciel sam sobie nie poradzi. Po drodze blondyna próbowała zatrzymać Camile, która od poprzedniej bitwy panicznie bała się własnego ojca, jednak chłopak nakazał jej oddalić się jak najdalej od tego bydlaka, a sam pobiegł dalej. Nicole podążyła za nim. Gdy zbliżyli się do śmierciożercy, zobaczyli co tak bardzo rozbawiło mężczyznę. U jego stóp wiła się torturowana Narcyza. Oczy Draco zasnuła czerwona mgiełka i z furią zaczął atakować mężczyznę, którego już nawet w myślach przestał nazywać swoim ojcem. Nicole podbiegła do kobiety, aby jej pomóc.
- Już wszystko ze mną w porządku. Jestem do tego przyzwyczajona. Pomóż mu. Draco nie poradzi sobie z nim – niemal błagała Ślizgonkę.
- Dobrze, pani Malfoy. Pomogę mu. Ale najpierw pani, musimy dostać się poza osłony, aby mogła pani teleportować się do kwatery. Nie powinna pani po tym walczyć – nakazała Nicole.
- Poradzę sobie sama. Pobiegnę poza osłony, a ty pomóż mu. Idź już proszę. – Nicole z wahaniem kiwnęła jej głową. Jeszcze przez kilka sekund obserwowała kobietę, która po takich torturach całkiem sprawnie torowała sobie drogę do punktu aportacyjnego. Jednak już po chwili odwróciła się w stronę Dracona, który mimo wszystko radził sobie całkiem nieźle. Widocznie furia dodawała mu siły. Choć bardzo chciała mu pomóc to z drugiej strony zaczął atakować ją jakiś chuderlawy śmierciożerca. Szybko sobie z nim poradziła, więc z powrotem odwróciła się do Malfoy’ów. Lucjusz wyczuwając trudnego przeciwnika postanowił wybić go z rytmu.
- Synu, nie wierzę, że przejmujesz się tak tymi dwoma dziwkami. Ani jedna, ani druga była nic nie warta, a ty chcesz się na mnie zemścić? – zadrwił starszy nie przerywając ataków. – Nie tak cię wychowywałem.
- Masz rację, ty mnie nie wychowywałeś. Ty tylko karałeś i wybacz, ale już dawno przestałem nazywać cię swoim ojcem, więc będę wdzięczny, gdybyś nie wspominał głośno o tym, że jestem twoim synem, jeszcze ktoś usłyszy – odpowiedział również z drwiną Draco.
- Szkoda, że tak się zeszmaciłeś, Draconie. Bronisz dwóch nic nie wartych szmat, a trzecia próbuje ci pomóc.
Tego Draco nie wytrzymał. Rzucił jedne z dwóch zaklęć, o których w tej chwili myślał.
- Crucio! – Ku zdumieniu całej trójki uczestniczącej w tym pojedynku, zaklęcie było udane. Lucjusz Malfoy zaczął wić się u stóp swojego syna, który z chorą satysfakcją wpatrywał się w jego rozciągniętą w bólu twarz. Ponownie zostali zaatakowani przez innych śmierciożerców. Tym razem zostali otoczeni przez trójkę mężczyzn. Draco jednak przerwał tortury Lucjusza, dopiero, gdy ktoś trafił w jego prawą rękę zaklęciem odrętwienia. Szybko odzyskał władze nad ręką i dopiero wtedy spostrzegł, że Nicole walczy z trójką przeciwników. Atakowali ich z trzech stron, dlatego Draco stanął tyłem do Nicole i chroniąc swoich tyłów walczyli zaciekle. A Lucjusz Malfoy jak zwykły tchórz oddalił się z pola rażenia różdżki swojego syna. Walka miała się już ku końcowi, gdyż większość śmierciożerców została pokonana, więc jeden z nich zarządził odwrót. Teleportowali się wszyscy zanim ktokolwiek mógł to zauważyć, wcześniej jeszcze podpalając norę. Po raz kolejny zabrali ze sobą wszystkich rannych i martwych śmierciożerców. Zbłąkane klątwy, których walczący nie zdążyli zatrzymać, leciały przed siebie szukając celu. Nicole odetchnęła z ulgą i odwróciła się w stronę Dracona, akurat w momencie, gdy prosto w twarz dosięgła ją klątwa pięści, rzucona z taką siłą, że natychmiastowo straciła przytomność. Zdążyła poczuć jeszcze jak łapie ją blondwłosy przyjaciel.

*Salut, madame! – Witaj, pani!
**Tutaj nieudolnie próbowałam podrobić francuski akcent Fleur 😃

***
Mam nadzieję, że ten rozdział będzie się podobał co najmniej tak samo jak poprzedni :) 
Pozdrawiam, do następnego,
AniaXXX

niedziela, 26 marca 2017

Rozdział 55

Życie Nicole zmieniło się o 180 stopni ku lepszemu. Mogła szczerze powiedzieć, że jest szczęśliwa. Relacje z przyjaciółmi i rodzeństwem trzymały się na bardzo dobrym poziomie. Przy okazji zauważyła, że na spotkaniach GD Harry i Vanessa bardzo często spoglądają na siebie, gdy to drugie nie patrzy. Miała wrażenie, że coś zaczyna ich łączyć, choć żadne tego nie potwierdziło, mimo, że podpuszczała ich do tego. Z rodzicami również miała dobre relację i coraz więcej czasu z nimi spędzała. Było to dla niej coraz mniej kłopotliwe, a do tego i jedna i druga strona była z tego bardzo zadowolona. Z dużym zapałem uczestniczyła w treningach Quidditcha. Całą drużyną starali się być w formie podczas meczu z Krukonami, dzięki czemu bardzo dobrze przygotowani, wygrali mecz z dużą przewagą. Równie często Nicole nocami przesiadywała na wieży astronomicznej. Przychodziła tam, aby pomyśleć i pobyć sama ze sobą, choć zawsze czegoś jej tam brakowało. Jakiś miesiąc przed samymi świętami dołączył do niej sam Draco Malfoy.
- A ty co tu robisz? – zapytała.
- O to samo mógłbym ciebie zapytać – zaśmiał się i usiadł koło dziewczyny. Oboje wpatrywali się w gwiazdy świecące na niebie nic do siebie nie mówiąc. Nicole w pewnym momencie zwróciła się w jego stronę. Zawsze wiedziała, że jest przystojny, ale teraz ta myśl uderzyła w nią z dużą mocą. Widziała jego arystokratyczne rysy twarzy, wysunięty podbródek i lekko wystające kości policzkowe, które nadawały mu powagi. Do tego prosty nos, smukłe usta i stalowe oczy wraz z okalającymi je jasnymi rzęsami, z których zazwyczaj bił chłód. Jednak teraz widoczny był tylko spokój. Aby nie przyłapał jej na przyglądaniu mu się oparła swoją głowę o jego ramię i szepnęła:
- Tęskniłam za tymi naszymi schadzkami – nawiązując do ich spotkań z poprzedniego roku. Choć nie widziała, to czuła, że uśmiechnął się na jej słowa. Właśnie zdała sobie sprawę, że właśnie takiego towarzystwa jej brakowało na wieży. Jego towarzystwa. Od tamtej nocy co jakiś czas spotykali się na wieży, czasem po prostu milcząc, a czasem rozmawiając na rozmaite tematy. I zarówno jej, jak i jemu pasował ten stan rzeczy.
Podczas jednego z takich spotkań śmiali się z dzisiejszej sytuacji na obronie, kiedy to Harry w pojedynku pokonał Weasley’a na końcu dorabiając mu nos i ogon prosiaka.
- Nie sądziłem, że Potter ma takie poczucie humoru – stwierdził Draco śmiejąc się głośno.
- Uważaj, bo pomyślę, że chwalisz mojego brata. – Nicole uśmiechnęła się do niego słodko.
- Aż tak źle ze mną nie jest – odpowiedział od razu poważniejąc.
- Oj Draco, rozchmurz się. – Nicole dźgnęła go w bok.
- Ty uważaj sobie. – Draco złapał dziewczynę za nadgarstki przyciskając ją do ściany. Oboje patrzyli się na siebie z oczami święcącymi od niedawnego śmiechu. Draco nie myśląc nad tym co robi zaczął przybliżać swoją twarz do twarzy dziewczyny wpatrując się w jej usta.
- Co tu się dzieje? – usłyszeli miły damski głos, po czym oderwali się od siebie gwałtownie.
- Mamo!? Co ty tu robisz? – zawołała Nicole.
- Ja mam dyżur, a wy? – Kobieta spojrzała na nią znacząco.
- Bo my… my po prostu… to nie tak…
- Nie tłumaczcie mi się już. To samo już słyszałam od Harry’ego dzisiaj – westchnęła ciężko. – Że też już nie wystarczą wam pokoje wspólne na takie randki.
- To nie była żadna randka! – wykrzyknęli oboje. – My po prostu spędzamy tu od czasu do czasu razem czas, gdy nie możemy spać – dokończył chłopak buntowniczo. Ślizgonka natomiast od razu zaciekawiła się innym faktem.
- Z kim nakryłaś Harry’ego na randce?
- Tak jak wy wpierał mi, że to nie randka, a poza tym prosił o dyskrecję – zaśmiała się rudowłosa. – A teraz koniec tych pogaduszek. Chodźcie odprowadzę was do Pokoju Wspólnego. – Nic więcej nie mówiąc kobieta skierowała się do wyjścia z wieży. Po kilku minutach ciszy dotarli do lochów. – Następnym razem zachowujcie się trochę ostrożniej. Jakby nakrył was ktoś inny to nie ominąłby was szlaban, nie mówiąc już o tym co by było, gdyby był to James. – Lily spojrzała na córkę znacząco, na co ta lekko się zarumieniła. – Zmykajcie już, a ciebie Nicole proszę, abyś odwiedziła mnie jutro po kolacji. Ojciec z Syriuszem będzie wtedy na dyżurze – zakończyła na co Nicole kiwnęła głową, a Draco mruknął:
- Dziękujemy, pani Potter. – Uczniowie weszli do Pokoju Wspólnego i po pożegnaniu się ruszyli do swoich dormitoriów, a Malfoy w myślach stwierdził, że kobiety z rodu Potter’ów nie są takie złe.
Kolejnego dnia tak jak Nicole obiecała zgłosiła się do pokoju swoich rodziców. Zgodnie ze słowami matki zastała tam tylko ją.
- Chciałaś rozmawiać o czymś konkretnym mamo? – Nicole od jakiegoś czasu przyzwyczajała się ponownie do zwrotów takich jak mamo czy tato i coraz bardziej naturalnie się z tym czuła. Zadowolona z tego była cała rodzina Potterów.
- Nie chcę być wścibska, ale chciałam wiedzieć czy to co łączy cię z tym miłym chłopcem to coś poważnego?
- Nie wierzę, że mówisz o Draconie „miły chłopiec” – zaśmiała się Ślizgonka.
- To Harry i twój ojciec są do niego uprzedzeni, nie ja – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. – A więc? – nalegała, więc Nicole nie udało się przenieść rozmowy na inne tory.
- Owszem myślę, że to coś poważnego – zaczęła widząc szok na twarzy kobiety, która nie sądziła, że córka ją wkręca. – Dla mnie przyjaźń zawsze była poważna – Ślizgonka zaśmiała się wrednie. Jednak śmiech zamarł jej na ustach po kolejnych słowach matki.
- Sytuacja przy której was spotkałam i twój rozmarzony wyraz twarzy wcale nie przypominał przyjaźni.
- Wcale nie byłam rozmarzona, a on nie chciał mnie pocałować! – wykrzyknęła oburzona, jednak gdy zauważyła triumfalny uśmiech matki zdała sobie sprawę co powiedziała. – No dobra nie wiem co chciał zrobić, ale to nic nie znaczy. My się tylko przyjaźnimy – zakończyła twardo.
- No już dobrze, dobrze. Nie będę cię więcej naciskać, ale jeśli byś potrzebowała z kimś porozmawiać na ten temat, to jestem do dyspozycji – zakończyła z delikatnym uśmiechem przechodząc do innego tematu. Nicole jeszcze przez chwilę się boczyła, jednak potem z radością nawiązała z mamą rozmowę.
Coraz bliżej było do świąt, więc w Hogwarcie można było wyczuć świąteczną atmosferę. Gdy Hagrid poznosił do Wielkiej Sali ogromne choinki, a profesor Flitwick zadbał o ustrojenie ich, nauczyciele mieli wrażenie, że w uczniów wstąpiły jakieś chochliki, ponieważ coraz mniej czasu spędzali nad lekcjami, a coraz więcej nad myśleniem o zbliżających się wolnych dniach. A gdy spadł śnieg uczniowie swoją niespożytą energię zużywali na wieczne bitwy na śnieżki. Po ostatnim spotkaniu GD przed świętami również ta grupa uczniów postanowiła razem pobawić się na śniegu. Postanowili urządzić bitwę dziewczyny kontra chłopaki. Choć dziewczyn było o dwie więcej to chłopaki litościwie stwierdzili, że dadzą im fory. Dali sobie dziesięć minut na uzbieranie amunicji. Gdy dziewczyny zauważyły, że chłopaki, wzięli się za ręczne robią śnieżek, zaśmiały się drwiąco, wyciągnęły różdżki z dumnym uśmiechem tworząc duże ilości śnieżnych kulek. Gdy ich przeciwnicy zauważyli co tak je rozbawiło niemal walnęli się w łeb i natychmiastowo powyciągali różdżki. Po ustalonym czasie wszyscy pochowali różdżki, gdyż niepisanym prawem Hogwartu było to, że do wielkich bitew na śnieżki po uzbieraniu amunicji nie używają magicznych patyków. W ten sposób cały Hogwart mógł obserwować jak uczniowie z różnych domów bawią się wspólnie na śniegu. Do tej pory był to niespodziewany widok, więc grupa GD była z siebie zadowolona, gdy dołączali do nich inni uczniowie bez względu na przynależność do domu. W końcu o to im chodziło, o zjednoczenie szkoły.
Gdy Nicole celnie trafiła Harry’ego prosto w twarz zaśmiała się głośno i zaczęła uciekać od swojego brata. Po chwili z pomocą przyszły jej dwie przyjaciółki obrzucając gryfona gradem śnieżek. Po chwili rozeszły się na trzy strony, a młody Potter poleciał tym razem za Vanessą. Camile zaczęła gonić Blaise’a, który ją trafił, a Nicole objęła sobie kolejny cel. Zauważyła stojącego tyłem do niej Dracona, więc po cichu podeszła do niego i szybko wrzuciła mu za kołnierz całą kupę śniegu. Chłopak wrzasnął z zaskoczenia, a gdy zauważył kto był winny zaczął natychmiast gonić dziewczynę. Na nieszczęście Nicole, blondyn bardzo szybko biegał więc już chwilę później złapał ją i powalił na ziemie. Potem usiadł na niej i zaczął nacierać jej twarz śniegiem.
- Nie! Draco, przestań! Błagam, Draco! Zostaw! – mimo głośnych krzyków Nicole nadal się śmiała, przez co nie miała siły zrzucić z siebie Ślizgona. – Draco, proszę! Nie! – Po chwili wreszcie przestał i śmiejąc się stwierdził:
- Ty mnie błagasz. Fascynujące, Potter. – Nicole oddychała ciężko ze zmęczenia zbierając siły na ucieczkę, a Draco śmiał się z jej bezbronności. W jednej chwili dziewczyna złapała w dłonie trochę białego puchu i rzuciła w twarz przeciwnika, po czym odpychając chłopaka, zrzuciła go z siebie i zaczęła uciekać. Nie miała już siły, więc uciekła do zamku, czym zakończyła ich walkę. Oboje cali mokrzy skierowali się do Wielkiej Sali, w której właśnie zaczęła się kolacja, aby rozgrzać się jakimś gorącym napojem. Wybrali gorącą czekoladę, której skrzaty przygotowały więcej niż zawsze, aby uczniowie mogli rozgrzać się po zabawie. Usiedli obok siebie i popijając gorący napój cieszyli się ze wspaniałej zabawy. Do końca kolacji Wielka Sala zapełniła się mokrymi uczniami. Większość nauczycieli patrzyła na nich z politowaniem, ale byli i tacy, co cieszyli się tak jak oni. Przykładem tego był głównie dyrektor, który na koniec posiłku ogłosił, że w najbliższą sobotę odbędzie się ostatnie wyjście do Hogsmeade przed świętami. Uczniowie wyszli z Wielkiej Sali jeszcze bardziej zadowoleni.
W sobotę uczniowie nie mogąc doczekać się wyjścia do Hogsmeade powstawali w miarę wcześnie, aby przygotować się do wyjścia. Dziewczynom standardowo zajęło to więcej czasu. Grupa Ślizgonów przy wyjściu natknęła się na Gryfonów, w składzie Harry, Hermiona, Neville, Ginny oraz Seamus z Deanem. Za Ślizgonami w kolejce ustawiła się Laura z czwórką przyjaciół. Od incydentu z Weasley’em i starszy Creewey’em, do ich grupki dołączył Dennis, który nareszcie nabrał trochę pewności siebie.
- Siemasz, Młoda – przywitała się Nicole. – Uważaj na siebie w Hogsmeade – nakazała.
- Nicole przecież już nie jestem dzieckiem – nachmurzyła się Gryfonka.
- Tak, tak. Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że masz uważać na siebie. – Widząc niezadowoloną minę siostry dodała – Dobra już nie robię ci siary. Baw się dobrze.
- Ty też – odpowiedziała młodsza już z uśmiechem, po czym powróciła do rozmowy z przyjaciółmi.
W ten sposób mimo niechęci co po niektórych do wioski Ślizgoni ruszyli w towarzystwie Gryfonów. Na miejscu rozdzieli się całkowicie, chcąc pokupować sobie wzajemnie prezenty. Umówili się, że spotkają się za godzinę w Trzech Miotłach. Nicole stwierdziła, że chyba nie lubi kupować prezentów, gdyż nie miała kompletnie pomysłów. Z przyjaciółkami nie miała problemu, bo wiedziała, że zadowoli je jakiś modny ciuch, ewentualnie z dodatkiem jakiejś perfumy, albo innego kosmetyku. To samo kupiła dla Ginny. Harry’emu postanowiła kupić ciekawą książkę o tematyce Quidditcha. Było w niej wiele ciekawostek i nowości dotyczących taktyki czy manewrów na miotle. Chciała wziąć drugi taki egzemplarz dla Dracona, ale po chwili stwierdziła, że woli kupić mu coś mniej banalnego, tylko jeszcze nie wiedziała co. W księgarni kupiłaa jeszcze książkę dla Hermiony o historii i powstaniu magii. W Zonku natknęła się na idealny prezent dla Syriusza. Książka po tytułem „Pies na baby. 100 praktycznych wskazówek jak znaleźć swoją samicę”. Miała nadzieję, że Łapa nie zabije ją za taki pomysł, jednak wiedziała, że wszystko będzie warte zobaczenia jego miny. W tym samym miejscu nabyła upominek dla Blaise’a. Książka z żartami i dowcipami, wraz z małym zestawem młodego dowcipnisia. Dla Remusa znalazła gustowną rączkę do różdżki, która miała wiele funkcji. Między innymi chroniła różdżkę przed złamaniem oraz minimalnie zwiększała siłę jej rażenia.  Dla Laury znalazła piękny naszyjnik z rubinem, z którego postanowiła zrobić świstoklik. Dla Sama kupiła koszulkę z motywem jego ulubionego zespołu rockowego. Największy problem miała przy rodzicach i Draconie. W sumie sama nie wiedziała, dlaczego zależy jej na tym, aby prezent da chłopaka nie był błahy, więc po prostu przyjęła to za normalność. Natomiast pomysł na prezent dla rodziców wpadł jej do głowy, gdy na wystawie sklepu ujrzała album rodzinny. Miała nadzieję, że Harry również nie ma jeszcze dla nich prezentu i będą mogli wspólnie przygotować im album przedstawiający ich życie zanim rodzice wrócili. Tak więc ponownie wróciła myślami do prezentu dla blondyna. Już zrezygnowana miała wrócić do księgarni po książkę o Quidditchu, gdy trafiła wzrokiem na mały sklepik z pamiątkami dla uczniów Hogwartu. Były tam różne gadżety, po których można było od razu zauważyć przynależność do konkretnego domu. Nicole od razu przeszła do ślizgońskiej części. Były tam różne części garderoby w kolorach zielonym i srebrnym oraz z wizerunkiem węża. Były też portrety Salazara, ale i różne srebrne sygnety i naszyjniki. W oczy rzucił jej się typowo męski łańcuszek z otwieraną zawieszką, w której można było umieścić dwa niewielkie zdjęcia. Stwierdziła, że to będzie idealny prezent, dlatego czym prędzej złapała naszyjnik i skierowała się do kasy. Po wyjściu ze sklepu od razu skierowała się do Trzech Mioteł, gdyż nadchodziła godzina spotkania. Przed barem uśmiechnęła się widząc przez szyby budynku, że jej dwie przyjaciółki siedzą przy jednym stole razem z Harry’m, Hermioną i Ginny. Po chwili zobaczyła również Sama i Draco dosiadających się do nich. Widać, że dzięki spotkaniom GD relacje Gryfonów ze Ślizgonami idą ku lepszemu. Dalsze jej rozmyślania przerwał huk i promień zaklęcia, który trafił ją prosto w plecy, przez co wylądowała na ścianie Trzech Mioteł. Jak najszybciej podniosła się chwytając jednocześnie różdżkę. Przed sobą ujrzała przyjaciół, którzy już stali z różdżkami gotowymi do obrony i ataku. Znikąd pojawiła się grupa śmierciożerców atakująca wszystkich po kolei. Ochrona obecna w Hogsmeade od razu wzięła na siebie obronę uczniów, a nauczyciele zaczęli ich ewakuować.  JP nic sobie z tego nie robiąc w jednej chwili ustawili się gotowi do ataku.  Neville, Hanna i Justin zajmujący się uzdrawianiem przyłączyli się do nauczycieli ewakuując młodszych uczniów do pobliskich sklepów. Nicole odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że Neville odprowadza Laurę z przyjaciółmi do Zonka, chroniąc ich przed urokami śmierciożerców. Natomiast reszta ich grupy podzieliła się na trzy części. Osoby odpowiedzialne za obronę wysunęli się trochę do przodu, aby chronić ich tarczami. Każda z grup okrążyła śmierciożerców z różnej strony i zaczęli atakować. Śmierciożercy byli zdumieni, tym, że zostali okrążeni. Gdy zdali sobie sprawę, że to uczniowie wiara w nich wróciła i niestety trochę się przeliczyli, ponieważ uczniowie nie szczędzili dziś czarnej magii, aby pokonać przeciwników. Nicole ramię w ramię z Blaisem pokonywała kolejnych śmierciożerców. W oczy Nicole rzuciła się niesamowita scena, gdy ujrzała, że Harry i Draco również walczą ramię w ramie i nie ma na nich mocnych. Była z nich ogromnie dumna, gdy chronili swoje tyły walcząc. Problem pojawił się, gdy zaatakowała ich trójka mężczyzn. Jednak z pomocą szybko przyszła im Lily Potter, dzięki czemu poradzili. Gdy młodsi uczniowie zostali ewakuowani uzdrowiciele wrócili do swoich grup. Zrobili to w idealnym momencie, gdyż choć GD radziło sobie bardzo dobrze to pojawili się pierwsi ranni.  Justin podbiegł do nich akurat wtedy, gdy Eva została trafiona klątwą oszałamiającą i upadając uderzyła się głową w wystający kamień, Justin od razu podbiegł do niej, a Luna zaczęła ich chronić tarczą. Chłopak załatał ranę na głowie rannej, a potem przywrócił jej przytomność, a gdy upewnił się, że już wszystko z nią w porządku razem ruszyli na pole bitwy.
Harry był zdumiony tym jak dobrze walczy mu się u boku akurat tego Ślizgona. Tam, gdzie brakowało mu ręki do obrony tam pojawiała się różdżka Dracona i odwrotnie. Dopełniali się pod tym względem. Obaj nie wahali się rzucać klątw na przeciwników i świetnie sobie z tym radzili. Kryzys nastąpił, gdy na polu bitwy niedaleko nich pojawił się Lucjusz Malfoy. Draco jakby bez swojej świadomości zatrzymał się i to Harry wziął na siebie odpowiedzialność zarówno za obronę, jak i atak przeciwników. Niestety potem było jeszcze gorzej, ponieważ Lucjusz zaczął atakować Camile nie zwracając uwagi na to, że to jego córka. Dziewczyna przestała bronić swojej grupy i zaczęła atakować swojego ojca, choć widać było, że jest od niego słabsza. Draco nie zwracając uwagi na to czy ktokolwiek go atakuje, zaczął biec w stronę Camile. W pewnym momencie trafiło go nawet zaklęcie cięcia, ale jednak nie zwolnił ani na chwilę. Harry pobiegł za nim chroniąc jego tyły i atakując napotkanych śmierciożerców. Zatrzymali się przed blondwłosym śmierciożercą, akurat w momencie, gdy ten trafił Camile nieznaną fioletową klątwą. Dziewczyną zajął się Neville, a dwaj wrogowie odparli atak śmierciożercy. Na twarzy Dracona widoczny był wyraz wściekłości, dlatego każde kolejne zaklęcie było coraz gorsze. We dwójkę zaczęli powoli zyskiwać przewagę, gdy do Lucjusza nadeszła pomoc. Draco z wściekłością atakował ojca, a Harry wziął na siebie Bellatrix Lestrange. Radzili sobie bardzo dobrze, jednak walczyli z bardzo doświadczonymi przeciwnikami, którzy z czasem ograniczyli się tylko do Avady i Cruciatusa. Do pomocy chłopakom przyszli dwaj Huncwoci. Syriusz zaczął atakować swoją kuzynkę, a James pomagał Draconowi. W tym momencie najstarszy Potter widząc jak Draco walczy z takim zapałem z własnym ojcem, pozbył się reszty uprzedzeń do tego chłopaka. Ponownie to śmierciożercy byli na straconej pozycji, a gdy pojawili się posiłki w postaci aurorów Bellatrix, która okazała się przywódcą tego ataku, wykrzyknęła na całą wioskę:
- ODWRÓT!!!
Po chwili na placu nie było żadnego śmierciożercy ani przytomnego, ani nie przytomnego. Draco od razu odwrócił się w stronę Camile i widząc ją nadal nieprzytomną podbiegł do niej.
- Longbottom, co jej jest?! – wykrzyknął z przerażeniem w głosie.
- Nie wiem! Wysłałem już świstoklik po pielęgniarkę. – Jak się okazało mówił prawdę, bo już po chwili pojawiła się przy nich madame Pomfrey.
- Co ją trafiło? – zapytała rzucając już na nią zaklęcie prześwietlające.
- Jakaś klątwa o fioletowym promieniu – odpowiedział Draco, gdy poczuł, że jakaś dłoń wsuwa się w jego własną. Gdy spojrzał w bok ujrzał Nicole, a zaraz za nią Vanessę. Obie bały się o przyjaciółkę i ze strachem wpatrywały się w jej bladą twarz.
- Co jej jest? – szepnęła drżącym głosem Nicole.
- Klątwa bezdechu. Jak najszybciej należy podać jej antidotum. Natychmiast teleportuję się z nią do Skrzydła – mówiąc to pielęgniarka przeniosła dziewczynę na niewidzialne nosze i zniknęła.

- Wszystko będzie dobrze – Nicole obiecała Draconowi i pociągnęła go w stronę ścieżki prowadzącej do Hogwartu. Mimo zmęczenia walką pobiegli w stronę zamku wciąż trzymając się za ręce, aby jak najszybciej dowiedzieć się co z Camile. Za nimi ruszyła Vanessa, natomiast reszta grupy JP, wraz z ochroną i nauczycielami zajęła pomocą rannym.

***
Tak jak było obiecane rozdział najpóźniej w marcu. Faktem jest, że przewidywałam go wcześniej, ale kompletnie nie mogłam do niego przysiąść. Gdy tylko włączałam Worda nagle okazywało się, że nie wiem co napisać. Dziś podjęłam ponowną próbę i postanowiłam przyspieszyć akcję i nie rozciągać niepotrzebnie. Dlatego najpierw napisałam sobie krótki plan tego co chcę zawrzeć jeszcze w opowiadaniu i zaczęłam pisać rozdział. W parę godzin miałam gotowe 4,5 strony, czyli to z czym męczyłam się od miesiąca. Mam wrażenie, że to przez postanowienie, że chcę jak najszybciej skończyć to opowiadanie, bo zasługujecie na to, aby ujrzeć napis THE END, a nie BLOG ZAWIESZONY. Naprawdę jest ciężko, bo wena przychodzi tylko na chwilę, ale staram się. 
Jestem zadowolona z tego co dziś nabazgrałam i mam nadzieję, że wy też będziecie.
Do zobaczenia napisania następnym razem. I proszę nie pytajcie kiedy, bo nie wiem .
Pozdrawiam, 
AniaXXX

niedziela, 29 stycznia 2017

Prorok Codzienny 5

To niestety nie nowy rozdział, po prostu mam parę informacji.

Po pierwsze,
zdaję sobie sprawę, że pytacie kiedy będzie ten nowy rozdział, gdyż ponownie od poprzedniego minęły już chyba ze dwa miesiące. I niestety kolejny pojawi się, przy dobrych wiatrach, na koniec lutego, a najpóźniej w marcu. Spowodowane jest to oczywiście ciężkim, żeby nie powiedzieć napisać beznadziejnie ciężkim, semestrem na studiach. W sumie w grudniu i styczniu ciężko było mi znaleźć czas na odpoczynek, a co dopiero wysilenie moich szarych komórek do wymyślenia i napisania jakiegoś sensownego rozdziału. Jedyne co mogę to przeprosić, po raz kolejny z resztą. Oczywiście nic nie obiecuję, bo nie jestem w stanie dotrzymać terminów, a kolejny semestr nie zapowiada się wcale lżejszy.

Po drugie,
w ramach zadośćuczynienia postanowiłam odpowiedzieć na Wasze komentarze pod poprzednim postem.
Anna Kudlaciak
Masz rację porównanie obu szablonów jest ciężkie Mimo to cieszę się, że i ten Ci się podoba :) A jeśli chodzi o częstsze notki to wytłumaczenie jest wyżej.
Anonimowy 1
Harry i Draco są razem w grupie, bo mam co do nich plany, oczywiście łatwo się domyślić jakie, ale to już pozostawiam w Waszej kwestii :)
Anonimowy 2
Starałam się wymieszać bohaterów w tych grupach i nie wydaje mi się, że poziom nie jest równy. Może na razie tego nie widać, ale gdy dojdzie do jakiejś walki, w którą wmiesza się JP to obiecuję, że zobaczycie, że wszyscy tam potrafią bronić się i walczyć. Z resztą nigdy chyba nie zaznaczałam, że Harry i Draco są najlepsi, w tym poście wskazałam tylko trzy najsłabsze ogniwa, które mam nadzieję bardzo dobrze się sprawdzą w roi uzdrowicieli.
Adrienne - lubię ją, ale ona spełnia jedynie rolę przewodnika. Gdy nasza bohaterka gubi się w swoich uczuciach, myślach itd. No i jeszcze trochę nakierowuje w poszukiwaniach czegoś na Voldemorta.
Dumbledore - powiem szczerze, że nie mam na niego jakiegoś pomysłu i właśnie nie wiem jak go pokazać, aby nie przesadzić w jedną czy drugą stronę.
Laura - nie sądziłam, że akurat ona może stać się kogoś ulubioną postacią, ale w sumie też ją lubię. Jest to taka inteligentna dziewczynka, ze względu na wek wielu rzeczy jeszcze nie rozumie, ale szybko "ograni" wszystko. Jeśli chodzi o jej sen to nie była wizja taka jakie ma Nicole. To był po prostu sen, w którym pokazali się jej rodzice i mówili do niej. Było to na pewno mniej materialne niż spotkanie Nicole z rodzicami. Być może źle to opisałam, ale właśnie o to mi chodziło.
Poboczni bohaterowie i Harry - dużo osób mi zarzuca, że mało Harry'ego, czy postaci z innych domów, a za dużo ślizgonów. Obiecuję, że postaram się to poprawić. Zalążkiem tej poprawy ma być JP. 
Anonimowy 3
Fajnie, że zarówno szablon jak i rozdział Ci się podoba. Owszem przekonałam się ze studia to nie przelewki :)
Anonimowy 4
Zgadzam się z tym, że pierwsze rozdziały są zdecydowanie kiepskie. Nawet obiecałam sobie, że jak uda mi się skończyć to opowiadanie to poprawię całe.
Opowiadania Bully są moimi ulubionymi w tej tematyce, ale nie sądziłam, że po moim widać jakieś inspiracje jej tworami :)
Harry - odpowiedź wyżej. Na pewno poprawię się.
Wątki romantyczne - nigdy nie chciałam, aby to był główny wątek opowiadania i może dlatego teraz wydaje się tego tak mało. Nie mniej mam już plany kto z kim i dlaczego więc coś na pewno będzie.
Weronika Różańska
Rozmowa Lily i Nicole to w sumie coś na co jeszcze nie mam pomysłu, a nie chcę, aby to wyszło źle.
Fan of art
Cieszę się, że szablon się podoba. Bardzo się skupiłam na tych odczuciach i na szczęście udało się tak jak chciałam.

Po trzecie,
pod poprzednim rozdziałem spotkałam się również z tzw. spamem. Już nie raz podkreślałam, że w żaden sposób nie przeszkadzają mi reklamy blogów, ale tylko i wyłącznie, gdy połączone są z komentarzem dotyczącym mojego opowiadania. Do tej pory nie usuwałam komentarzy, które zawierały "chamską" - jak to opisał/a Avis w swoim komentarzu, reklamę, ale prawdopodobnie to się zmieni. Nie oczekuję dużo po takiej opinii, po prostu czegoś co wskazywałoby, że choć parę rozdziałów zostały przeczytane. Do promowania swoich blogów służą różnego rodzaju katalogi, których w odmętach internetu jest na pęczki.

Po czwarte,
przepraszam, przepraszam, przepraszam. I do zobaczenia najpóźniej w marcu ;)

Pozdrawiam,
AniaXXX