piątek, 31 października 2014

Rozdział 10

Kolejnego dnia Nicole obudziła się później niż zwykle, bo dopiero o dziesiątej. Zamiast najpierw się ubrać od razu wyleciała z pokoju kierując się do sypialni, którą jej brat dzielił z Ronem. Chciała sprawdzić czy wczorajsze spotkanie z Harrym odbyło się naprawdę, a nie było jej sennym marzeniem. Gdy weszła do pokoju okazało się, że obecna jest tam cała młodzież.
- Co tam, misiaki? - zapytała Nicole szczerząc się szeroko i walnęła się na łóżko Harry'ego, na którym siedział on, razem z bliźniakami. - Co knujecie?
- Zastanawiamy się jak dzisiaj się wywinąć od sprzątania. - odpowiedziała jej Ginny. - A ty co się tak szczerzysz?
- Wyspałam się. - powiedziała w momencie, gdy drzwi się otworzyły.
- Cześć dzieciaki. - w drzwiach pojawiła się głowa Remusa. - O Nicole już wstałaś. Pani Weasley czeka na ciebie ze śniadaniem.
- Już idę. - powiedziała czarnowłosa i wstała.
- Tylko może najpierw się ubierz. - powiedział mężczyzna, widząc wzrok męskiej części towarzystwa, oczywiście nie licząc Harry'ego, skierowany na dolną część pleców dziewczyny. Gdy Nicole zobaczyła niewinne miny chłopaków uśmiechnęła się tylko, powiedziała "Ok" i wyszła z pokoju, słysząc jeszcze słowa Freda.
- No i po co kazałeś jej się ubierać.
Tego dnia młodzież nie wywinęła się od sprzątania, ale usłyszeli pocieszającą nowinę, że zostały tylko dwa pokoje do ogarnięcia, czyli dwa dni sprzątania. Gdy minęły i te dwa dni młodym zaczęło się nudzić. Nie mieli nic do zrobienia w kwaterze, a dorośli nie chcieli ich dopuścić do spraw Zakonu i walki z Voldemortem. Dodatkowo Harry denerwował się coraz bardziej zbliżającym się procesem. Chłopak bał się, że wyrzucą go z Hogwartu i zabiorą różdżkę. Domownicy wspierali go jak tylko mogli, ale mimo to nie udało im się odciągnąć go od najgorszych myśli. W dzień procesu Nicole i Laura wraz z Remusem ustalili, że pójdą razem z Harrym, aby go wspierać, a potem załatwią sprawę opieki i nazwiska sióstr Robesspierre. Gdy dotarli do ministerstwa razem z panem Weasley'em okazało się, że godzina procesu Harry'ego zastała przeniesiona na wcześniejszą. Na szczęście przybyli na miejsce wcześniej, więc Harry zdążył. Ledwo, ale zdążył. Pan Weasley skierował się do swojego gabinetu, a Nicole z Remusem i Laurą czekali na Harry'ego przed salą rozpraw. Zaraz po nich pojawił się Dumbledore.
- Zaczęło się już? - zapytał tylko Remusa.
- Tak. - powiedział Lupin, a dyrektor zaraz zniknął za drzwiami, za którymi chwilę wcześniej zniknął również Harry.
- Jak dobrze, że przybyliśmy wcześniej. - odetchnęła Nicole
- Masz racje, gdyby Harry nie stawił się na przesłuchanie, wyrok i tak, by zapadł. Wtedy Harry na pewno zostałby wyrzucony ze szkoły. - wyjaśnił Remus.
- Wiesz mam wrażenie, że specjalnie przesunęli tą godzinę, mając nadzieję, że Harry się nie stawi.
- I znowu masz rację, Nicole. - więcej się nie odezwali. Niecierpliwie czekali na koniec rozprawy, zastanawiając się jaki będzie wynik. Wreszcie po godzinie z sali rozpraw zaczęli wychodzić czarodzieje. Między nimi widać było Dumbledora, który tylko pozdrowił Remusa kiwnięciem głowy i poszedł w znanym sobie kierunku. Chwilę później z tłumu wyłonił się oszołomiony Harry.
- Udało się. - powiedział tylko. Nicole przytuliła go z całej siły.
- Wiedziałam, nie mogli zrobić inaczej. - gdy dziewczyna wreszcie go puściła, Remus zobaczył dwa identyczne, szerokie uśmiechy na twarzach bliźniąt.
- To teraz idziemy załatwić sprawę twojego nazwiska, Nicole oraz waszej opieki - powiedział Lupin do sióstr. Gdy mężczyzna zauważył wychodzącą z sali Amelię Bones od razu do niej podszedł. - Amelio, jak dobrze, że cię widzę. Przyszedłem tu w sprawie, o której ostatnio ci mówiłem.
- Witaj Remusie. Chodźmy do mojego gabinetu. tam na spokojnie porozmawiamy. - powiedziała poważna, wysoka kobieta o krótkich, brązowych włosach. Ruszyła do windy, a za nią podążał Remus z Nicole, Laurą i Harry'm. Gdy doszli do biura dyrektora Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Amelia Bones zaprosiła ich do gabinetu i zamknęła za nimi drzwi. - To teraz, Remusie, możesz mi powiedzieć dokładnie o co chodzi. Ostatnio ogólnie pytałeś mnie o prawo do opieki, ale jak mam ci pomóc to musisz mi wytłumaczyć dokładnie jak się sprawy mają.
- W takim razie chcę ci przedstawić Nicole Robespierre. Jest adoptowaną córką zmarłego, francuskiego Ministra Magii. Teraz odnalazła ona swoją rodzinę i chciałaby zmienić nazwisko. Natomiast to - tu wskazał na Laurę - jest Laura Robespierre. Ona jest przyrodnią siostrą Nicole.
- W takim razie co tu robi pan Potter. - zapytała kobieta.
- Harry jest jej bratem, a ja jestem jej ojcem chrzestnym. Chciałbym zostać prawnym opiekunem Nicole i Laury.
- W takim razie najpierw potrzebna jest twoja zmiana nazwiska. - pani Bones zwróciła się do czarnowłosej. - Jak chcesz się teraz nazywać?
- Nicole Potter-Robespierre.
- Dobrze. W takim razie potrzebuję akta panien Robespierre, również akta pana Pottera. Tam zapewne będzie wzmianka o siostrze. Będę musiała również rzucić na ciebie, Nicole, zaklęcie identyfikujące. Ono wskaże kim tak naprawdę jesteś. Wasze akta dostanę we Francji. Najpierw załatwimy sprawę nazwiska, bo dopiero to umożliwi nam przyznanie tobie opieki nad dziewczętami. Zatem chodźmy do Biura Praw Czarodzieja i Człowieka. - Kobieta była bardzo konkretna, stwierdziła w duchu Nicole. Po chwili wszyscy znaleźli się pod drzwiami odpowiedniego gabinetu. Amelia zapukała i po usłyszeniu "Proszę", weszła, a za nią reszta.
- Davidzie, mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - zapytała kobieta.
- Oczywiście, że nie, pani Amelio. Co was wszystkich do mnie sprowadza? - zapytał mężczyzna, nazwany Davidem.
- Ta oto panna chciałaby zmienić nazwisko.
- Jest jakiś konkretny powód? - zapytał mężczyzna.
- Nicole odnalazła biologiczną rodzinę, po stracie rodziców, którzy ją zaadoptowali. Chciałaby połączyć obie rodziny swoim nazwiskiem, więc postanowiła nazwać się obiema nazwiskami. Potem jej ojciec chrzestny chciałby zostać opiekunami panny Nicole i panny Laury.
- Jak rozumiem pan Potter jest tą odnalezioną rodziną, a pan...? - David spojrzał pytająco na Remusa.
- Remus Lupin. - przedstawił się
- Jest pan jej ojcem chrzestnym.
- Wszystko się zgadza Davidzie. - powiedziała Amelia. - Pokażesz nam akta panny Potter?
- Oczywiście. Accio.- skierował różdżkę w stronę wielkiej szafy na całą ścianę i po chwili wyleciały z niej odpowiednie akta. Amelia wzięła do ręki te należące do Nicole i zaczęła czytać.

NICOLE LILIEN POTTER
DATA URODZENIA: 31 LIPCA 1980r.
MIEJSCE URODZENIA: LONDYN, ANGLIA
MATKA: LILIEN EVA POTTER z domu EVANS
OJCIEC: JAMES CHARLUS POTTER
MATKA CHRZESTNA: BRAK
OJCIEC CHRZESTNY: REMUS JOHN LUPIN
BRAT: HARRY JAMES POTTER
DATA ŚMIERCI: PRAWDOPODOBNIE 31 PAŹDZIERNIKA 1981r. (CIAŁO NIE ZOSTAŁO ODNALEZIONE)

- Twoje akta są krótkie, ponieważ według nich zmarłaś razem z rodzicami, ale jak załatwię francuskie akta to połączymy je w jedne i pomyłka zostanie naprawiona. Teraz, musimy rzucić na ciebie zaklęcie identyfikujące, a potem sprawdzić z danymi z tych akt. Usiądź ponieważ pod wpływem zaklęcia zamroczy cię i na chwilę stracisz przytomność. - powiedziała kobieta do Nicole, która usiadła na wolnym krześle. David wziął różdżkę do ręki i rzucił zaklęcie
- Identificatio. - Nicole rzeczywiście straciła przytomność, jednak gdy mężczyzna zakończył zaklęcie dziewczyna ją odzyskała. - Amelio możesz pisać. - zwrócił się do kobiety. - Nicole Robespierre, data urodzenia 31 lipca 1980r., miejsce urodzenia Londyn, Anglia, biologiczni rodzice Lily Potter z domu Evans oraz James Potter, adopcyjni rodzice Danielle Robespierre z domu Arcenau oraz Jacob Robespierre, brat Harry Potter, przyrodnia siostra Laura Robespierre, miejsce zamieszkania Robespierre Manoir w Saint Paul de Vence we Francji. To wszystko.
- To wszystkie potrzebne nam informacje, więc teraz sprowadzę twoje akta z Francji - pani Bones zwróciła się do Nicole - i przygotuję wszystko, aby Remus mógł zostać waszym opiekunem. Na razie to wszystko. Remusie zawiadomię cię kiedy możecie się tu znowu zjawić, aby dopełnić wszystkich formalności.
- Dziękuję ci Amelio. To my idziemy. - pożegnali się z urzędnikami ministerstwa i wrócili na Grimmauld Place 12.
Tam wszyscy z niecierpliwością czekali na wieści o Harrym. Gdy dowiedzieli się, że Harry nie został wyrzucony damska część towarzystwa wyściskała go mocno, a męska tylko pogratulowała. Wieczorem pani Weasley urządziła małe przyjęcie z tej okazji, na którym pojawiła się nieduża część zakonu oraz wszyscy domownicy. W trakcie przyjęcia Nicole porwała Harry'ego do swojego pokoju.
- Wiem, że nie powinnam cię wyrywać z własnej imprezy, ale mam coś dla ciebie. Miał to być prezent urodzinowy, ale niestety nie mogłam ci go wysłać wtedy, potem jak się pojawiłeś zapomniałam i tak wyszło. W każdym razie teraz ci to daję. - Nicole sięgnęła na biurko po zdjęcie i wręczyła je Harry'emu. - Wszystkiego najlepszego, braciszku. - przyglądała się chłopakowi, który wpatrywał się w ruchome zdjęcie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po chwili przeczytał również dedykację napisaną przez Nicole. Dziewczyna była niepewna, nie wiedziała, czy Harry'emu spodoba się tak skromny prezent.
- Dostałam je od Remusa. Skopiowałam i teraz mamy po jednym. Wiem, że to tylko zdjęcie, ale nie wiedziałam co mogłabym ci kupić i... - zaczęła się tłumaczyć, aż Harry jej przerwał.
- To najlepszy prezent jaki dostałem. Dziękuję. - powiedział Harry i ją przytulił. - Odzyskałem rodzinę i za to ci dziękuję. - wyszeptał.
- Nie ma sprawy braciszku. A teraz chodź na tę imprezę.
Następnego dnia po poważnej rozmowie z Laurą, Nicole powiedziała Remusowi, że chciałyby się przenieść do Hogwartu. Mężczyzna obiecał, że przekaże Dumbledorowi informację o nowych uczennicach. Już trzy dni później cała młodzież, łącznie z Nicole i Laurą, dostała listy ze szkoły z listą książek. Okazało się również, że Hermiona i Ron zostali prefektami w Gryffindorze. Tego samego dnia Remus dostał list od Amelii Bones z prośbą, aby przybył do Ministerstwa z Nicole i Laurą. Gdy pojawili się na miejscu kobieta od razu zaprowadziła ich do gabinetu Davida. Tam mężczyzna czekał na nich ze stosem papierów i tymczasową opiekunką dziewczyn. Siostry szeroko się uśmiechnęły na widok ich niani.
- Witam państwa. - przywitał się urzędnik. - Może od razu przejdę do rzeczy. Porównaliśmy dane z twoich akt, do tych, które uzyskaliśmy dzięki zaklęciu identyfikującego, Nicole. Oczywiście informacje pokrywają się. Sporządziłem wniosek o zmianę nazwiska, musisz go tylko podpisać, oczywiście już nowym nazwiskiem. To będzie wszystko jeśli chodzi o zmianę twoich danych.
- To gdzie mam podpisać? - zapytała Nicole.
- Tutaj. - wskazał na kartkę leżącą na wierzchu.
Gdy Nicole ujrzała swój nowy podpis na wniosku wiedziała, że to jest jeden z ważniejszych momentów w jej życiu.
- Dzięki temu połączyłaś więzami rodzinnymi ród Potter'ów i ród Robespierre'ów. - mężczyzna uśmiechnął się do niej. - A teraz kwestia opiekuna. Skoro Nicole skończyła 15 lat ma prawo wskazać, bądź nie zgodzić się na wskazanego opiekuna. Więc jaka jest twoja decyzja? - zapytał.
- Chcę, aby opiekunem moim i Laury został Remus Lupin. Ale chciałybyśmy również, po tym jak skończę 17 lat, abym to ja była opiekunem Laury. - kilka dni wcześniaj dziewczyny dokładnie obgadały tę kwestie i zdecydowały, że tak będzie najlepiej.
- Dobrze w takim razie, zaraz naniosę poprawkę na wniosek o przyznanie opieki, dotyczącą tej kwestii i poproszę o podpisy madame Fabienne, pana Lupina oraz waszych, dziewczyny. - David machnął różdżką na kolejną kartką i po chwili wszyscy podpisywali się pod wnioskiem.
Gdy wszystkie formalności zostały dopełnione Remus podziękował Amelii i Davidowi za pomoc, a dziewczyny pogrążyły się w rozmowie ze swoją dotychczasową nianią. Okazało się, że kwestia morderstwa państwa Robespierre nie została jeszcze rozwiązana, jednak dziewczyny miały nadzieję, że wkrótce ta sprawa zostanie wyjaśniona.

***
Mam nadzieję, że się podoba. Już niedługo młodzież wyjeżdża do Hogwartu, więc będzie ciekawie. Jak zwykle proszę o komentarze.
AniaXXX

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 9

Syriusz, gdy zobaczył swojego chrześniaka, jeszcze zaskoczonego, wraz z idącą obok niego Nicole uśmiechniętą od ucha do ucha, cieszył się jak dziecko. Teraz był pewny, że się dogadają. W następnej chwili ściskał mocno Harry'ego. Jak on tęsknił za tym chłopakiem i jak żałował, że nie może stworzyć mu prawdziwej rodziny. Teraz młody Potter miał siostrę i wszystko miało się ułożyć.
- No już, siadajcie. Kolacja na stole. - powiedziała pani Weasley. - Harry, kochaneczku, zrobiłam ci miejsce obok Nicole, siadaj, na pewno jesteś głodny.
- Dobrze, pani Weasley.
Okazało się, że na kolacji została spora część Zakonu, między innymi Tonks i Alastor Moody - były auror. Gdy wszyscy siadali do stołu, zaczął się hałas i harmider. Bliźniacy zaczęli rozmowę z Mundungusm Fletcherem, drobnym złodziejaszkiem, o swoich nowych pomysłach na rozkręcenie biznesu. Pani Weasley krzywo na nich patrzyła, ale w końcu dała im spokój i zaczęła rozmowę ze swoim mężem. Hermiona, Ginny i Tonks śmiały się z czegoś co powiedziała najstarsza, a Ron rozmawiał z Billem. Ogólnie rzecz biorąc było głośno. Zarówno Nicole jak i Harry chcieli być teraz sami, by spokojnie dowiedzieć się czegoś o sobie, by poznać się lepiej. Syriusz i Remus patrzyli na czarnowłose rodzeństwo, które mimo głodu grzebało w swoich talerzach. Obydwaj wiedzieli, że te dzieciaki muszą nadrobić stracony czas, dlatego Syriusz siedzący naprzeciwko młodych Potterów nachylił się i powiedział cicho:
- Jak szybciej zjecie, to szybciej będziecie mogli wyjść. - Nicole i Harry spojrzeli na siebie z uśmiechem i zaczęli normalnie jeść.
Wreszcie zrobiło się w miarę cicho, bo każdy bardziej zainteresował się zawartością talerza, niż rozmowami. Wtedy rozległ się oburzony głos Freda.
- George, wiesz, że nie jesteśmy już jedynymi bliźniakami w tym domu?! - Każdy spojrzał na niego jak na wariata. O co mu chodzi?
- O cholera, masz racje. - potwierdził George patrząc na Harry'ego i Nicole. Kuchnia zatrzęsła się od śmiechu, gdy cała reszta zrozumiała o co im chodzi.
- Ale macie zapłon. - stwierdziła Ginny, a dwójka omawianych wymknęła się z kuchni. - A gdzie oni poszli?
- Właśnie. Przecież tak mało zjedli, będą głodni. - zaczęła lamentować pani Weasley.
- Molly daj spokój. Przecież Harry i Nicole muszą sobie sporo wyjaśnić, poznać się. - powiedział Remus.
- Och, no dobrze.
Tymczasem Harry i Nicole zamknęli się w wolnym pokoju. Usiedli na fotelach i patrzyli na siebie w ciszy. Nie była to uciążliwa cisza, ale wreszcie została przerwana przez Nicole.
- Opowiedz mi coś o sobie. Wiem tylko, że wychowywałeś się u swojego wujostwa, i że uczysz się w Hogwarcie, a chciałabym wiedzieć więcej.
- Powiem ci wszystko co będziesz chciała wiedzieć, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Odwdzięczysz się tym samym.
- Umowa stoi. - zgodziła się ze śmiechem Nicole. - A teraz mów. - Harry chcąc, nie chcąc musiał zacząć mówić.
- Do jedenastych urodzin nie miałem pojęcia, że jestem czarodziejem. Dursleyowie wmawiali mi, że nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, o tobie nigdy nie wspominali, więc albo nie wiedzieli, albo Dumbledore im zabronił. W jedenaste urodziny przybył do nas Hagrid, powiedział mi prawdę i zabrał na zakupy, wcześniej dorabiając Dudley'owi świński ogon. - Harry uśmiechnął się do swoich wspomnień, a Nicole szczerze się zaśmiała. - Potem wyjechałem na pierwszy rok do Hogwartu. W pociągu poznałem Rona i Hermionę. - Harry zaczął jej opowiadać, każdą przygodę, którą przeżył ze swoimi przyjaciółmi. W niektórych momentach Nicole nie mogła powstrzymać śmiechu, a w innych rozszerzała oczy z przerażenia, ale nie przeszkadzała bratu w opowieści. - No i po czwartym roku znowu wróciłem do Dursley'ów, a teraz jestem tu. - zakończył mówić.
- A co działo się przez ten miesiąc? - zapytała dziewczyna.
- Nudziłem się niemiłosiernie, aż wreszcie ktoś pomyślał, że brakuje mi rozrywki i wysłał dementorów do Little Whinging, dzięki czemu teraz grozi mi wywalenie z Hogwartu. - odpowiedział gorzko.
- Nawet tak nie myśl. Przez te trzy dni Hermiona przeryła cały Kodeks Czarodziejów, nie mogą cię wyrzucić i nie zrobią tego. - oznajmiła z zapałem Nicole, na co Harry uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.
- Teraz twoja kolej. - rzekł chłopak.
- Adoptowali mnie Robespierre'owie. Jest to jeden z najstarszych rodów francuskich. Ojciec był Ministrem Magii, a mama wzięła na siebie rozmaite akcje charytatywne. Oni zginęli pół roku temu na wystąpieniu świątecznym. - nadal ciężko było mówić o śmierci rodziców, w jej głosie Harry słyszał smutek.
- Brakuje ci ich - stwierdził.
- Jak cholera. Wiesz, mimo tego, że nie byłam ich biologicznym dzieckiem, tak jak Laura, to nie robili między nami różnic. Dla taty zawsze byliśmy małymi księżniczkami, a z mamą zawsze mogliśmy rozmawiać o wszystkim. Gdy miałam siedem lat zapytałam ich czemu cała rodzina ma jasne włosy, a ja czarne. Powiedzieli mi wtedy, że jestem adoptowana, ale nie wiedzą kim są moi biologiczni rodzice. Zapewnili mnie wtedy, że nie ważne są więzy krwi, ale to, że kochają mnie tak samo jak Laurę. A Laura, która miała wtedy trzy latka, podeszła do mnie i powiedziała, że nie ważne, że moje włosy są czarne, ona i tak mnie kocha, potem naśladowała mnie we wszystkim. Już wtedy wiedziałam, że to moja prawdziwa rodzina, to oni wychowali mnie i to dzięki nim jestem jaka jestem. Nie chcę, żebyś myślał, że Potterowie nic dla mnie nie znaczyli, ale po prostu przyzwyczaiłam się do myśli, że nie żyją i nie przywiązywałam do tego zbytniej uwagi, bo po prostu miałam rodzinę. Ostatnio jak rozmawiałam z Laurą, powiedziałam jej, że chciałabym, abyś wychował się z nami, abyśmy cały czas byli rodziną. Niestety tak się nie stało.
- To nie szkodzi na przeszkodzie, abyśmy teraz stworzyli rodzinę.
- Dziękuję ci. - powiedział i przytuliła się do swojego brata. - Nie będziesz miał mi za złe, że to Robespierre'ów będę nazywała rodzicami?
- Nie. Teraz będziemy tworzyli trójkę rodzeństwa. Ty, ja i Laura. Będzie dobrze. - po tych słowach Nicole ścisnęła go jeszcze mocniej. Gdy już usiedli Harry odezwał się. - Jeszcze musisz mi powiedzieć jak wyglądała twoja nauka w Beauxbatons.
- W Beauxbatons nie jesteśmy podzieleni na domy. Tam w jednej wieży mieszkają dziewczyny, a w drugiej chłopaki. Na zajęciach też jesteśmy podzieleni na płeć, a dwie drużyny quidditcha są damskie, a dwie męskie. Zawsze mamy najlepszą frajdę jak uda nam się skopać tyłki chłopakom. - zaśmiała się Nicole.
- Grasz w Quidditcha? - zapytał Harry.
- Pewnie, przecież to najlepsza gra jaką wymyślili czarodzieje. Jestem szukającą. - pochwaliła się.
- Musimy kiedyś razem zagrać, też jestem szukającym. - kolejne pół godziny gadali o quidditchu, aż Harry znowu wszedł na poważniejsze tematy. - We wrześniu wracasz do Francji?
- Właściwie to chciałam się przenieść do Hogwartu, ale decyzję chciałam podjąć dopiero po poznaniu ciebie, no i jeszcze muszę pogadać z Młodą. Tak naprawdę, gdy dowiedziałam się o tobie, to Laura zaproponowała mi przeniesienie do Anglii, oczywiście razem z nią. Zdziwiłam się, bo przecież Francja to jej kraj, ale ona mówi, że dzięki przeprowadzce do Anglii oderwie się chociaż trochę od śmierci rodziców.
- Chciałbym, abyś przeniosła się do Hogwartu. - Zwykłe zdanie, a ile radości przyniosło dziewczynie. Cieszyła się, że Harry ją zaakceptował. Jednak po chwili uśmiech zastąpiła niepewność.
- Jeszcze pozostaje kwestia mojego nazwiska. Ja... ja chciałabym nazywać się Potter-Robespierre. Co ty na to?
- Nicole Potter-Robespierre. Ładnie. - tym samym rozwiązali najważniejsze kwestie. Rozmawiali jeszcze długo, do momentu, gdy jednogłośnie stwierdzili, że są śpiący. Jak się okazało była już 2:00 w nocy, więc rozeszli się do swoich pokoi. Gdy Nicole weszła do pokoju Laura się przebudziła.
- I jak? - zapytała
- Dobrze. Dużo się o nim dowiedziałam i teraz naprawdę musi być dobrze, ale teraz śpij. Pogadamy jutro, a właściwie dzisiaj, ale później. Dobranoc.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Dobranoc. - Nicole uśmiechnęła się delikatnie. Wsparcie jakie miała w Laurze niesamowicie jej pomagało.
***
Miłego czytania. Nadal czekam na komentarze.
AniaXXX

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 8

Nadszedł ten dzień. Nicole była strasznie zniecierpliwiona, do tego zaczął ją boleć brzuch z nerwów. Od rana nie chciała nic jeść. Gdy pani Weasley zobaczyła jak bardzo Potterówna się denerwuje odpuściła młodzieży wielkie sprzątanie. Po obiedzie siostry oglądały telewizor, który ostatnio Syriusz zamontował w salonie. Dołączyli do nich również bliźniacy wraz z Ginny. Natomiast Ron z Hermioną zamknęli się w pokoju chłopaka i tam czekali na przyjaciela. Po oglądnięciu "Szybkich i wściekłych" młodzieży znowu zaczęło się nudzić.
- Polatałabym sobie na miotle. - stwierdziła Nicole.
- Chyba nie ma na to szans. - oznajmił Fred. - To mugolskie osiedle.
- To może spacer? - zaproponowała Laura
- Właściwie to czemu nie. - zgodziła się czarnowłosa. W tym momencie do salonu wszedł Syriusz.
- Co się tak nudzicie młodzieży?
- Właśnie mamy zamiar wyjść na spacer. - powiedział George.
- Zaraz będzie spotkanie Zakonu, więc i tak musicie wyjść z salonu, ale chyba musicie zapytać matki. - stwierdził patrząc znacząco na rodzeństwo Weasley.
- To idźcie zapytać, a my tu poczekamy.- oznajmiła Nicole przewracając oczami. W salonie właśnie zaczęli się zbierać członkowie Zakonu Feniksa. - My spadamy, będziemy gdzieś za dwie godziny.
- A gdzie się wybieracie? - zapytał Dumbledore wchodząc z innymi do pomieszczenia.
- Przed siebie. - warknęła cicho dziewczyna, jednak Laura i Syriusz stojący obok niej usłyszeli jej słowa i zaśmiali się równie cicho. - Idziemy na spacer. - już normalnym głosem zwróciła się do dyrektora. - Ma pan coś przeciwko? - zapytała niewinnie.
- Co cóż, nie chciał bym, aby zbyt wiele czarodziejów się kręciło na zewnątrz.. - odpowiedział spokojnie mężczyzna.
- Bo przecież tylu ludzi wchodzących do budynku się nie kręci na zewnątrz. - stwierdziła drwiąco Nicole obrzucając wzrokiem już spory tłum w salonie. - Syriusz, jak już mówiłam będziemy za jakieś dwie godziny. - i wyszła, a za nią Laura. Minęły się w przejściu z panią Weasley.
- Albusie, oni chcą wychodzić. - usłyszała głos kobiety.
- Niech idą Molly, teraz nie ma na to czasu. Czas zacząć spotkanie. - w tym momencie drzwi od salonu się zamknęły, a na korytarzu pojawili się bliźniacy z Ginny.
- Hermiona i Ron nie chcą iść? - zapytała starsza z sióstr.
- Stwierdzili, że będą czekać na Harry'ego tutaj. - wyjaśniła Ginny
Wyszli i poszli przed siebie. Po pół godzinie doszli do parku i tam rozsiedli się na ławkach. Nicole i bliźniacy usiedli na oparciu jednej, a Ginny i Laura usiadły na drugiej stojącej na przeciwko. Czarnowłosa wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy i włączyła muzykę.
- Co to jest? - zapytali zaskoczeni bliźniacy.
- Ja rozumiem, że czarodzieje czystej krwi, ale mugoloznastwo nie gryzie. - zaśmiała się Nicole. - To się nazywa telefon.
- Aaa. Lee nam kiedyś o tym opowiadał, Fred. To, to czym ponoć można się skontaktować szybciej niż przez sowy. - stwierdził George, dumny, że wie o co chodzi.
Kolejną godzinę spędzili wesoło rozmawiając i wygłupiając się. Tak jak Nicole obiecała wrócili po dwóch godzinach. Wchodząc do domu dziewczyna zorientowała się, że czegoś jej brakuje.
- Gdzie jest moja różdżka? - zapytała przestraszona, gdy nie wyczuła jej w tylnej kieszeni jeansów.
- Zastanawialiśmy się kiedy się zorientujesz, Francuzeczko. - zaśmiał się wrednie Fred, machając jej własnością.
- Fred, oddaj mi różdżkę.
- Złap ją. - oznajmił chłopak i podrzucił różdżkę do brata, po czym obaj się deportowali z korytarza, w którym stali.
- Szuje. - powiedziała groźnie Nicole, słysząc śmiech bliźniaków, w którymś z pokojów na górze. Nie czekając na nic pobiegła za bliźniakami. Usłyszała ich w pokoju Rona, więc nie spodziewając się niczego wpadła do pokoju i krzyknęła. - Mendy, oddajcie mi...! - nie dokończyła, bo tuż przed nią pojawił się czarnowłosy chłopak, na którego tak czekała, a o którym teraz zapomniała. Zaraz za nią pojawiły się Ginny i Laura. Widząc zaskoczenie na twarzy Nicole, rozejrzały się po pokoju.
- Cześć Harry. - przywitała się Wesley'ówna.
- Cześć. - odpowiedział chłopak wpatrując się w obce dla niego dziewczyny.
- To może my was zostawimy, poznajcie się i wyjaśnijcie wszystko. - zaproponowała rudowłosa - A ty George, radzę ci oddać różdżkę Nicole, bo jak już dojdzie do siebie to chyba cię zamorduje. - dopiero po tych słowach wymieniona dziewczyna się ocknęła, dochodząc do siebie i spojrzała groźnie na bliźniaków, którzy oddali jej różdżkę wychodząc z pokoju. Za nimi wyszła cała reszta. Ostatnia do wyjścia skierowała się Laura, mówiąc szeptem do siostry.
- Będzie dobrze, siostra. - i uśmiechnęła się pocieszająco do starszej dziewczyny
- Dzięki, Młoda.
Gdy w pokoju zostali już tylko Harry i Nicole, dziewczyna nie wiedziała co zrobić. Tak długo czekała na tą chwilę, a teraz nie była pewna co powiedzieć i jak się zachować. Bała się jak Harry zareaguje na wieść, o tym, że ma siostrę. Chłopak natomiast, zupełnie nie wiedział co się dzieje. Jeszcze przed chwilą wściekał się na Rona i Hermionę, że na rozkaz Dumbledora odcięli go od informacji, potem nagle pojawili się bliźniacy, a za nimi wpadła ta dziewczyna, która teraz, gdy reszta zostawiła ich tu razem, niepewnie na niego patrzyła.
- Kim jesteś? - ciszę przerwał głos Harry'ego
- Ja... - jeszcze nigdy nie była tak niepewna i to sprawiło, że czuła się źle. - Na imię mam Nicole. - wydukała wreszcie.
- Może wyjaśnisz mi co tu się dzieje, skoro reszta wyszła?
- To wszystko jest strasznie trudne i nie wiem od czego zacząć.
- Może od początku? - zasugerował jeszcze wściekły Harry, jego ton był na tyle nieprzyjemny, że Nicole, aż się wzdrygnęła.
- Miesiąc temu dowiedziałam się, że mam brata. Dumbledore powiedział mi, że to ty nim jesteś. - dziewczyna stwierdziła, że jak powie to szybko to chłopak lepiej to przyjmie i nie będzie to takie trudne i dla niego, i dla niej.
- Co?! O czym ty mówisz? - był zły i zaskoczony, Nicole czuła to, ale nie dziwiła się chłopakowi.
- Jeśli tylko nie będziesz mi przerywał to powiem ci czego dowiedziałam się przez ostatni miesiąc. - On tylko kiwnął głową, więc dziewczyna zaczęła mówić. Powiedziała wszystko, od snu, po którym nic nie rozumiała, poprzez spotkanie z Dumbledorem, Remusem, przyjazd na Grimould Place, kłótnie z dyrektorem, jej niecierpliwość, aż po dzisiejszy dzień. Gdy skończyła Harry oszołomiony patrzył tępo w jej twarz. Wiedziała, że nie wie co powiedzieć, zresztą ona też nie wiedziała.
- Pewnie jesteś zaskoczony, i wcale ci się nie dziwię, bo ja też długo przyswajałam tą wiedzę, ale musisz wiedzieć, że mimo wszystko cieszyłam się, że mam nie tylko siostrę, ale też brata. Wiem, że musisz to przemyśleć, dlatego zostawię cię już. - powiedziała Nicole i zaczęła wstawać, żeby wyjść z pokoju.
- Zaczekaj. - poprosił drżącym głosem, gdy była już przy drzwiach. Nicole odwróciła się słysząc głos brata. - Nie spodziewałem się takich informacji, ale cieszę się, że tu jesteś, że mam siostrę i nareszcie mam prawdziwą rodzinę. - dziewczyna słyszała, że jest jeszcze zaskoczony, ale po jego słowach rozluźniła się i po prostu przytuliła do niego. Gdy odpowiedział na uścisk cieszyła się niezmiernie. W tym momencie usłyszeli pukanie i po chwili w drzwiach ukazała się głowa Ginny.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale mama woła na kolacje.
- Zaraz zejdziemy. - powiedziała Nicole. - Chodź, pewnie jesteś głodny - stwierdziła gdy znowu zostali sami.
- Ale ja chcę coś o tobie wiedzieć.
- Na to mamy dużo czasu, a Syriusz na dole na ciebie czeka, tęsknił za tobą. - teraz zielone oczy chłopaka zabłysły radośnie.
- Syriusz tu jest? - zapytał
- Tak. To jego dom. Chodź.

***
No i pojawił się Harry. Dajcie znać jak wam się podoba.
AniaXXX

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 7

Nicole weszła do swojego pokoju i położyła się do łóżka. Nawet nie zauważyła kiedy łzy zaczęły jej lecieć po twarzy. Nagle wszystko się w niej skumulowało. Tęskniła za francuskimi rodzicami, martwiła się, że plan Remusa się nie powiedzie. Bała się, że Laura odwróci się od niej, gdy pozna Harry'ego, a przecież Młoda miała tylko ją. Bała się również, że Harry jej nie zaakceptuje, że nie będzie chciał jej znać. Jednak bardzo chciała go poznać, a dyrektor jej to uniemożliwiał. Nie dość, że zabrał jej brata na 14 lat, to jeszcze każe wykazać się dziewczynie cierpliwością. To było dla niej za dużo. Usłyszała jak ktoś wchodzi do pokoju, była zwrócona tyłem do drzwi, więc nie widziała kto wchodzi. Po chwili ten ktoś usiadł obok niej i pogłaskał ją po włosach. Nicole odwróciła się i ujrzała miodowe tęczówki swojego ojca chrzestnego wpatrujące się w nią.
- Po co przyszedłeś? Nie zdążysz na kolację. - powiedziała dziewczyna.
- Stwierdziłem, że powinienem porozmawiać ze swoją chrześniaczką. Powiedz, co cię martwi? - zapytał Remus.
- Nic mi nie jest. - odpowiedziała cicho.
- A oczy to ci się pocą? - zaśmiał się delikatnie.
- Coś mi wpadło do oka. - powiedziała z nikłym uśmiechem.
- Przestań ściemniać. - oznajmił poważnie mężczyzna. Nicole przytuliła się do Remusa i powiedziała cicho wszystko co ją martwi. Gdy wyrzuciła z siebie wszystko poczuła się lepiej, łzy przestały jej lecieć.
- Posłuchaj mnie uważnie. - powiedział Remus. - Uważam, że Laura nie będzie ci miała za złe, jesteście siostrami bez względu na wszystko.
- Nie znasz nas - przerwała mu Nicole.
- Obserwuję was od paru dni. Widzę, że między wami jest wyjątkowa siostrzana miłość. Chyba, że się mylę?
- Nie mylisz się. Teraz gdy nie ma z nami rodziców zżyłyśmy się ze sobą jeszcze bardziej. Nie skrzywdzę jej świadomie.
- Więc sama widzisz. Co do Harry'ego to myślę, że będzie przeszczęśliwy jak was pozna. On do 11 roku życia był samotnym dzieckiem, Myślę, że potem przez każde kolejne wakacje czuł to samo, a właściwie czuje to samo. Teraz pewnie też jest samotny, ze światem czarodziejów ma kontakt tylko przez listy. Jak tylko się dowie, że ma siostrę będzie szczęśliwy. Zawsze brakowało mu rodziny.
- Dziękuję ci. - powiedziała.
- Nie ma sprawy. A co do mojego planu to chyba nie sądzisz, że się nie powiedzie? - zapytał ze śmiechem.
- Gdzież bym śmiała w ciebie wątpić. - odpowiedziała mu szczerząc się.
- Wiesz, chciałbym ci we wszystkim pomóc, ale z tęsknotą za rodzicami nie dam rady. Z tym musisz uporać się sama. - Remus mówiąc to spoważniał
- Staram się, ale czasem jest mi ciężko, szczególnie, że nie mogę sobie wybaczyć tego co im powiedziałam, zanim wyszli z domu. Pokłóciłam się z nimi i nie zdążyłam przeprosić. - znowu w jej oczach pojawiły się łzy.
- Jesteś na tyle inteligentna, że powinnaś wiedzieć, że twoi rodzice ci wybaczyli. Oni patrzą na ciebie i na pewno są dumni z takiej córki. - rzekł Remus znowu przytulając dziewczynę.
- Dziękuję. Jesteś najlepszym ojcem chrzestnym na świecie. - oznajmiła Nicole.
- To w takim razie idziemy na kolacje. Nie mogę pozwolić, aby moja chrześniaczka chodziła głodna.
- To chodźmy.
Kolejne dni mijały spokojnie, a jak tylko w Kwaterze Głównej pojawiał się Dumbledore to Nicole spokojnie pytała go, kiedy zobaczy się z Harry'm. Niestety odpowiedź cały czas była ta sama. W między czasie Nicole bardzo zbliżyła się z Ginny. Bardzo często Ginny i Nicole razem z Laurą siedziały i plotkowały jak przyjaciółki. Bliźniacy również szybko zdobyli sympatię sióstr. Udało im się dopracować uszy dalekiego zasięgu dzięki zaklęciu, które zaproponowała Nicole. Tydzień po przyjeździe Nicole i Laury do Kwatery przybyła Hermiona Granger, przyjaciółka Harry'ego. Dziewczyna przypadła siostrom do gustu, choć Nicole wydawało, jest ona trochę sztywna w obejściu. Jednak to nie przeszkadzało dziewczynom się zakolegować.
Tak jak zapowiedziała pani Weasley, na Grimould Place 12 rozpoczęły się wielkie porządki. Dzięki namowom Remusa i Syriusza, kobieta postanowiła, że domownicy będą sprzątać od rana do obiadu, a potem młodzież miała wolne, choć początkowy plan Molly Weasley zakładał, że będą sprzątać całymi dniami. Mimo początkowych obaw Nicole i Laura czuły się bardzo dobrze wśród tych nowo poznanych ludzi. Powoli nadchodziły 15 urodziny Nicole, która zwierzyła się Remusowi, że bardzo by chciała spędzić te urodziny z Harry'm. Niestety nie wszystkie marzenia mogą się spełnić, tak było i tym razem. Nicole miała dla Harry'ego prezent, ale nawet nie mogła mu go wysłać. Prezentem było oprawione zdjęcie, na którym znajdowała się cała rodzina Potterów, podczas pierwszych urodzin Nicole i Harry'ego. Zdjęcie podarował jej Remus. Z tyłu fotografii Nicole napisała dedykację dla Harry'ego. "Choćbyśmy byli rozdzieleni na wiele lat, zawsze odnajdziemy do siebie drogę. Dla Harry'ego od siostry." Syriusz obiecał czarnowłosej, że gdy Dumbledore pojawi się w Kwaterze, mężczyzna wymusi na nim konkretną odpowiedź, kiedy Harry przeniesie się tutaj. Black też tęsknił za chrześniakiem i chciał go zobaczyć. Dyrektor pojawił się już dzień po urodzinach Nicole, gdy Syriusz zapytał się go o Harry'ego ten odpowiedział.
- Już niedługo Syriuszu. Na razie planuję jak go tu przetransportować. - taka odpowiedź ogromnie zdziwiła Nicole, bo była pewna, że Dumbledore znów będzie unikał odpowiedzi.
Kolejnego dnia okazało się, że dyrektor zwlekał za długo. Młodego Pottera zaatakowały dementorzy. Nicole, gdy się o tym dowiedziała, bała się o brata, jednak Remus uspokoił ją, gdy powiedział, że Harry potrafi wyczarować pełnego patronusa. Dyrektorowi udało się powstrzymać ministerstwo przed wyrzuceniem chłopaka ze szkoły za użycie magii przy mugolu. Postanowił on też, że na Grimould Place przetransportują Harry'ego za trzy dni. Nicole zaczęła się denerwować przed spotkaniem z bratem. Laura ją wspierała jak tylko mogła i czarnowłosa była jej za to ogromnie wdzięczna.

***
Trochę krótko, ale myślę, że jest ok.
AniaXXX

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 6

Obiad minął w wesołej atmosferze, a zaraz po nim Nicole zaciągnęła Remusa do salonu, aby powiedział im co wymyślił. Gdy w pomieszczeniu znaleźli się już Remus, Syriusz i dziewczyny, mężczyzna zaczął opowiadać.
- Spotkałem się z Amelią Bones, jest to dyrektorka Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, chciałem wiedzieć, czy jest możliwość, abym to ja przejął nad wami opiekę. Okazało się, że jako twój ojciec chrzestny mam do tego prawo, niewielkim problemem może być moje wilkołactwo, ale Amelia zapewniła mnie, że skoro jesteś już prawie dorosła to nie powinno być to przeszkodą. Jednak musiałabyś przyjąć swoje prawdziwe nazwisko. - wyjaśnił Remus.
- To ja, a co z Laurą? - zapytała Nicole.
- Jeśli przyjmiesz nazwisko Potter i pozostaniesz równocześnie przy nazwisku Robespierre, czyli tak jak ty chcesz, magicznie będziesz należała zarówno do rodziny Potterów, jak i Robespierrów. Więc ja jako twój ojciec chrzestny jestem również rodziną Laury. Tak działają magiczne więzy rodzinne. Jeśli byście chciały istnieje również możliwość, że po osiągnięciu przez ciebie, Nicole, pełnoletności będziesz mogła przejąć prawa do opieki nad Laurą. Przemyślcie to, ale myślę, że to rozwiązałoby wasz problem braku opiekuna.
- Nie głupi pomysł. Dziękujemy, że nam to zaproponowałeś. Laura co o tym myślisz? - Nicole zapytała siostry.
- Ja myślę, że to jest dobry pomysł. Dzięki temu nie trafimy do domu dziecka i na pewno nie zostaniemy rozdzielone, a ty będziesz bliżej Harry'ego. I już za dwa lata ty będziesz mogła mieć opiekę nade mną. - powiedziała Laura i uśmiechnęła się szeroko.
- Cieszę się, że podoba wam się ten pomysł. - oznajmił Remus - Ale jak rozumiem z realizacją poczekamy, aż poznacie Harry'ego?
- Oczywiście. - powiedziała Nicole - A wiadomo już kiedy on tu przybędzie? - zaytała.
- Niestety, wszystko zależy od Dumbledora, a on nie mówił jeszcze nic na ten temat. - odpowiedział Syriusz.
- To na co ten stary piernik czeka? - zapytała gniewnie Nicole.
- Nicole, nie powinnaś tak o nim mówić. - stwierdził delikatnie Remus.
- Lunio, lepiej, żeby się teraz dziewczyna wyżyła, niż gdyby miała go obrażać wieczorem przy wszystkich gdy ten przyjdzie na spotkanie Zakonu. - zaśmiał się Syriusz.
- Będzie tu dzisiaj?
- Tak, Nicole.
- To dobrze. - na twarzy starszej dziewczyny wykwitł złośliwy uśmiech. Laura, która znała ten wyraz twarzy wiedziała, że jej siostra już coś planuje, mężczyźni domyślali się.
- Co chcesz zrobić? - zapytał Remus
- Porozmawiać z Dumbledorem. - tym razem uśmiechnęła się całkiem niewinnie i wyszła z pokoju. Resztę dnia siostry spędziły spacerując po okolicy, jednak zanim wyszły pani Weasley nie chciała ich puścić.
- A co to więzienie? - zapytała Nicole, gdy kobieta powiedziała, że nie powinny wychodzić, bo Dumbledore nie chciał, aby młodzież kręciła się po okolicy, żeby nie wzbudzić podejrzeń.
- Nie, ale dyrektor... - kobieta nie dokończyła bo Nicole jej przerwała
- Naprawdę panią lubię, pani Weasley i nie chcę się z panią kłócić, ale dyrektor to nie Merlin i nie jest wszechwiedzący. Już wystarczająco namieszał w moim życiu, żeby teraz mi czegoś zabraniać. - nie czekając na reakcję kobiety wyszła, a za nią podążyła Laura. We dwie spędziły miłe popołudnie łażąc po okolicy. Zatrzymały się na placu zabaw i pogadały sobie przyglądając się jak dzieci się bawią. Wróciły przed 19:00 wiedząc, że niedługo przybędzie dyrektor. Gdy mężczyzna wszedł do domu Nicole od razu znalazła się przy nim.
- Mogę z panem porozmawiać? - zapytała
- Oczywiście Nicole, jednak po spotkaniu. - skinęła głową, przyglądając się wchodzącym. Za dyrektorem wszedł mężczyzna o długich, tłustych włosach i czarnej szacie, z niewiadomych dla dziewczyny powodów obrzucił ją nienawistnym spojrzeniem, za nim pojawił się jakiś stary facet ze sztucznym okiem i sztuczną nogą. Minęło ją jeszcze parę osób, a ostatni wszedł Kingsley witając się z Nicole. Na dyrektora Nicole postanowiła poczekać na górze, więc poszła do Laury. Okazało się, że jej siostra siedziała w towarzystwie bliźniaków i Ginny w pokoju rudowłosej.
- Co knujecie? - zapytała ich wchodząc do pokoju.
- Zastanawiamy się jak podsłuchać co mówią na spotkaniu. - odpowiedział George. Jakimś sposobem Nicole rozpoznawała, który to George, a który to Fred, co strasznie wkurzało chłopaków, którzy cały czas próbowali ją nabrać, aby się pomyliła.
- Nie pozwolą wam tam wejść i posłuchać? - zdziwiła się czarnowłosa
- Nie, bo to są tajne spotkania. - wyjaśnił Fred
- Ale przecież ten cały Zakon Feniksa to organizacja walcząca przeciw Voldemortowi, więc każdy kto chce walczyć z nim powinien wiedzieć co się dzieje.
- Niestety tylko my tak uważamy. Wszyscy mówią, że jesteśmy za młodzi żeby móc cokolwiek robić. - powiedziała Ginny.
- Ale przecież wy - tu wskazała na bliźniaków - jesteście pełnoletni - zdziwiła się Nicole.
- Ale się uczymy, więc nie możemy walczyć. - oznajmił Fred
- Mi nie chodzi o walkę, chociaż o to też, bo przecież jak przyjdzie wojna, a przyjdzie na pewno, bo Voldek się nie podda, to przecież nie ominie ona niepełnoletnich i uczących się, wszyscy w tym siedzą i każdy powinien mieć chociaż dostęp do wiarygodnych informacji.
- Dobrze mówisz, ale nie przekonasz Dumbledora, a tym bardziej naszej mamy, więc pracujemy nad tym. - Fred wskazał na przedmiot w kształcie ludzkiego ucha z przyczepionym sznurkiem.
- A co to? - zainteresowała się Nicole
- Uczy Dalekiego Zasięgu, przynajmniej tak to nazwaliśmy, ale na razie nie działa tak jak powinno, zawsze, gdy próbujemy coś podsłuchać to są jakieś zakłócenia, bo nie słychać głosów tylko szumy. - wyjaśnił George
- A jak to działa? - zapytała Laura
- Końcówkę sznurka wkładasz np, w szparę przy drzwiach, a to przykładasz do swojego ucha. - wskazał na to sztuczne. - i powinno działać, na razie musimy to dopracować. - Przez kolejną godzinę wszyscy zastanawiali się jak dopracować Uszy, aż Nicole nie wpadła na pomysł.
- A gdyby tak na końcówkę sznurka rzucić zaklęcie skupiające dźwięk, nie pamiętam formuły, ale wiem, że na pewno takie jest. Wtedy może nie było by tych szumów, bo dźwięk by się nie rozpraszał.
- To mogłoby się udać, tylko nie znamy zaklęcia. - powiedział z entuzjazmem Fred.
- Mogę wam poszukać w moim podręczniku od zaklęć. Tam powinno być.
- Jeśli to się uda to podzielimy się zyskami. - ucieszył się George. Wszyscy się zaśmiali. W tym momencie usłyszeli jak zakonnicy wychodzą z kwatery, więc Nicole szybko zleciała na dół, a za nią reszta.
- Panie dyrektorze, to teraz możemy? - zapytała, gdy znalazła się w kuchni.
- Oczywiście Nicole. - Dumbledore uśmiechnął się do niej dobrodusznie
- Chciałam tylko wiedzieć, kiedy poznam się z Harrym?
- Na razie jeszcze nie. - odpowiedział spokojnie
- W takim razie kiedy?
- Teraz Harry powinien jeszcze przebywać u swojego wujostwa, ale jeszcze w wakacje się poznacie. - Dumbledore uważając rozmowę za zakończoną odwrócił się, zmierzając do wyjścia. Jednak Nicole jeszcze nie skończyła.
- Rozdzielił nas pan na czternaście lat, a teraz uniemożliwia pan nasze spotkanie. Dlaczego to pan musi decydować o tym co robi Harry, przecież to Syriusz jest jego ojcem chrzestnym, to on jest mu bliższy. - głos Nicole był poważny i na razie jeszcze spokojny. Teraz wszyscy pozostający w kuchni przysłuchiwali się rozmowie.
- Rozdzieliłem was, ale zrobiłem to dla waszego dobra. Syriusz jest zbiegłym więźniem i nic nie może zrobić. To ja decyduje o wszystkim, bo śmiem twierdzić, że wiem więcej od was. - to zdanie zdenerwowało Nicole.
- Nie jest pan wszechwiedzący - dziewczyna zaczęła podnosić głos - i tak naprawdę nigdy pan nie powinien rozdzielać rodzeństwa, które straciło rodziców! To przez pana Harry musiał ścierpieć dzieciństwo u tych całych Dursley'ów. - zakończyła już spokojniej.
- Widać, że Potter. Myśli, że wszystko wie najlepiej. - wtrącił się jadowicie czarnowłosy mężczyzna, na którego Nicole wcześniej zwróciła uwagę.
- Snape nie wtrącaj się - warknął Syriusz
- A ty Black siedź cicho, bo i tak nic mi nie zrobisz. - Nicole pierwszy raz słyszała taką nienawiść połączoną z jadem, w głosie.
- Chłopcy, uspokójcie się - obaj skrzywili się na taki zwrot, którego użył Dumbledore. - A ty Nicole wykaż trochę cierpliwości, niedługo poznasz Harry'ego. - po tych słowach wyszedł, a za nim zrobił to Snape. Nicole była nieźle wkurzona, bo znowu nie otrzymała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie.
- Stary piernik! - krzyknęła w stronę drzwi i wybiegła z kuchni trzaskając drzwiami. Trzask był tak głośny, że obudził obraz wiszący w korytarzu.
- Szumowiny! Męty! Nędzne, plugawe kreatury! Wynocha stąd, bękarty, mutanty, potwory! Jak śmiecie plugawić dom moich ojców... - Wszyscy usłyszeli wiązankę wyzwisk wypowiadanych przez portret matki Syriusza. Nicole, która pierwszy raz słyszała ten akurat obraz zareagowała natychmiastowo.
- Zamknij się, ty stara ruro!
- A kim ty jesteś, żeby tak mówić! Ty szumowino! Ty bękarcie! Ty szlamo plugawisz dom moich ojców!
- Zamknij się, wiedźmo. - krzyknął Syriusz, który wybiegł z kuchni, gdy usłyszał krzyki. Teraz machnął różdżką, aby z powrotem zasłonić obraz, gdy mu się to udało zwrócił się do dziewczyny. - To moja matka.
- Milusia - zadrwiła czarnowłosa i skierowała się do swojego pokoju.
- Może przyjdziesz do kuchni, zaraz będzie kolacja. - zaproponował Syriusz.
- Nie jestem głodna. - powiedziała i poszła.

***
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy to opowiadanie się podoba. To już szósty rozdział, a komentarzy jak nie było, tak nie ma. Chciałabym wiedzieć jak przyjęliście historię o Nicole, jak się ona podoba, czy piszę dobrze, czy może należałoby coś poprawić. Chcę wiedzieć jaka jest wasza opinia o tym opowiadaniu, dlatego proszę o komentarze, to naprawdę nie boli jeśli wyrazicie pod tekstem swoją opinię.
Dzięki za uwagę i miłego czytania.
AniaXXX