poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 18

- Słyszałaś?! Zgodził się! Znowu będziesz grać! - cieszyła się Camile gdy dziewczyny wracały do dormitorium.
- Po pierwsze, nie drzyj się tak. Po drugie, słyszałam, a po trzecie, to jak na razie pozwolił mi uczestniczyć w sprawdzianach, a to czy mnie wybierze to już inna sprawa.
- Wybierze jeśli się okaże, że jesteś od niego lepsza, a my wiemy, że jesteś, więc przyjmie cię.
- Naprawdę podziwiam twój optymizm, Cami. - zaśmiała się Nicole
Kolejnego dnia Nicole z lekką obawą pojawiła się na boisku Quidditcha, w ręku miała swoją miotłę La Tonnere*. Była to najlepsza i najszybsza francuska miotła. Na trybunach siedziały jej przyjaciółki, aby ją dopingować. Na boisku wreszcie pojawił się Draco, który od razu przeszedł do rzeczy.
- Osoby, które nie umieją latać, wypad na trybuny, tak samo pierwszaki i ci którzy przyszli tu dla zabawy - Draco chłodno spojrzał na grupkę dziewczyn z czwartego roku, które tylko chichotały. Po tym krótkim zdaniu grupa osób, które były na boisku zmniejszyła się prawie o połowę. Pierwsza część sprawdzianu polegała na sprawdzeniu czy wszyscy umieją latać. Tu znowu odpadło kilka osób, które nie chciały się przyznać do tego wcześniej. - Najpierw sprawdzę szukających. Osoby, które chcą się dostać na tę pozycję niech staną koło mnie. - Nicole niepewnie stanęła obok Dracona, gdy zauważyła Blaisa i Sama uśmiechających się do niej rozluźniła się trochę.
- Draco, ale ty jesteś szukającym. - usłyszeli piskliwy głos Dafne.
- Ale już nie chcę nim być.
- Tak nie może być, przecież ty jesteś najlepszy, a ona na pewno nie nadaje się do tego.
- Dafne pozwól, że ja ocenię czy się nadaje czy nie. Ty z tego co wiem to chcesz byś ścigającą, więc siedź cicho i czekaj, aż będę sprawdzał ścigających. - zakończył groźnie. - Czy jest ktoś jeszcze kto chce być szukającym? - odpowiedziały mu przeczące mruknięcia. Kolejne zdanie skierował do Nicole - Złapiesz znicza przede mną, jesteś w drużynie, Jak ci się nie uda, to znaczy, że nie jesteś wystarczająco dobra. - gdy kiwnęła głową na znak, że rozumie, Draco zwrócił się do Blaisa - jak będziemy w powietrzu wypuścisz znicza.
Nicole wzbiła się w powietrze i poczuła się jak na swoim pierwszym meczu. Już jako drugoroczna została przyjęta do drużyny Ognia. W Beauxbatons były dwie damskie drużyny: Ognia i Wody, oraz dwie męskie: Ziemi i Powietrza. Nicole wróciła myślami do swojego pierwszego meczu. Czuła się wtedy niepewnie, była najmłodsza w drużynie, ale dziewczyny z drużyny wspierały ją mocno i liczyły na nią. Teraz Nicole też na siebie liczyła, chciała wrócić do gry więc musiała dać z siebie wszystko. Gdy poczuła pęd wiatru we włosach wszystkie wątpliwości ją opuściły. Teraz była tylko ona, miotła i znicz. Nicole zaczęła krążyć po boisku w poszukiwaniu złotej piłeczki. Po dziesięciu minutach krążenia zauważyła błysk przy trybunach, więc pognała tam co sił. Malfoy zauważył co się dzieje, gdy Nicole była już w połowie drogi. Niestety był na drugim końcu boiska więc nie zdążył złapać znicza przed dziewczyną. I niestety, dla niego oczywiście, musiał przyznać, że panna Potter jest lepsza. Gdy oboje wylądowali na ziemi, Nicole z szerokim uśmiechem, a Draco z miną wyrażającą jego niezadowolenie, chłopak powiedział:
- Jesteś w drużynie. - potem zwrócił się do reszty - Teraz sprawdzimy ścigających. Ja jestem jednym, więc pozostaje miejsce dla dwóch. - Blondyn podzielił grupkę kandydatów w dwójki i razem z każdą parą wzbijał się w powietrze, gdzie podawali sobie kafla i strzelali gole. Ostatecznie ścigającymi zostali Blaise Zabini i czwartoroczny ślizgon Jake Adams. Obrońcą został Samuel Snape, a pałkarzami Adrian Pucey i Teodor Nott. Po skończonym sprawdzianie Draco podszedł do Nicole i powiedział:
- Potter, twoim sprawdzianem będzie pierwszy mecz, więc nie ciesz się jeszcze, bo zawsze mogę cię wyrzucić z drużyny. Gramy z gryfonami. Nie chcę, żeby wiadomość o tym, że jesteś w drużynie rozeszła się po szkole, więc na razie siedź cicho. - nie czekając na reakcję dziewczyny odszedł, oznajmiając wszystkim, że w poniedziałek jest trening.
Kolejne dwa tygodnie dla Nicole były zapełnione treningami i lekką obawą, tym że Harry może się na nią obrazić za to, że mu nie powiedziała o tym, że dostała się do drużyny, ale postanowiła się przejmować tym dopiero wtedy, kiedy tak się stanie.
W sobotę, w którą odbywał się mecz, warunki na dworze były idealne do gry.Było ciepło i bezwietrznie. Nicole przebierała się w damskiej szatni jako jedyna, gdyż była jedyną dziewczyną w drużynie ślizgonów. Gdy przygotowała się do gry skierowała się do reszty drużyny, przebywającej w męskiej szatni. Zapukała do odpowiednich drzwi, a gdy otworzył jej Blaise, zapytała:
- Mogę? Czy jeszcze się przebieracie?
- Wchodź. Już nie pooglądasz sobie gołych klat.
- Następnym razem przyjdę wcześniej. - zaśmiali się razem, jednak rozmowę przerwał im Draco.
- To nie czas na żarty. Zaraz wychodzimy na boisko i rozgramiamy gryfonów. - wyszli z szatni i skierowali się na boisko. Wszyscy usłyszeli głos komentatora, który witał publikę. Nicole rozpoznała w nim przyjaciela rudowłosych bliźniaków, Lee Jordana.
- A teraz na boisko wchodzi drużyna ślizgonów. Kapitan, i co jest dla wszystkich zaskoczeniem, ścigający, Draco Malfoy. - zapowiedział komentator, na twarzach wszystkich pojawił się błysk zdziwienia - pozostali ścigający, Zabini i Adams, pałkarze Pucey i Nott, obrońca, Snape i szukająca, pierwsza dziewczyna w drużynie ślizgonów od dobrych paru lat, Potter-Robespierre. Widocznie kapitan ślizgonów uznał, że bez Pottera nie wygra z gryfonami. - dodał wrednie - A teraz na boisko wchodzi drużyna gryfonów. Angelina Johnson, kapitan i ścigająca, Bell i Spinnet, pozostałe ścigające, Weasley, Weasley, pałkarze, Weasley obrońca, i szukający Harry Potter! Ciekawe czy wie, że będzie grał przeciwko siostrze. - Nicole widziała zaskoczenie na twarzy brata, ale postanowiła porozmawiać z nim po meczu, teraz tylko uśmiechnęła się do niego przepraszająco i skupiła się na słowach pani Hooch, która pouczała zawodników. Wreszcie padała komenda, aby wsiąść na miotły, więc Nicole czym prędzej to zrobiła, zawodnicy usłyszeli gwizdek, gra się rozpoczęła. Ścigający co rusz podawali sobie kafla, punkty wpadały zarówno dla ślizgonów jak i gryfonów. Drużyny szły łeb w łeb. Nicole już nie raz musiała uchylać się przed tłuczkiem wysłanym jej przez Freda lub Georga. Co rusz mijała się też z Harry'm. Po pół godzinie gry Nicole ujrzała znicza, Harry zobaczył go w tym samym momencie, ale akurat był na drugim końcu boiska. Nicole czym prędzej ruszyła za błyskiem, wiedząc, że jej przeciwnik pewnie ją goni. Dziewczyna była świadoma, że ten mecz to jej być, albo nie być w Slytherinie. Jeśli uda jej się wygrać to może większa część ślizgonów się do niej przekona, zaś jeśli jednak nie to już będzie gorzej. Teraz nie widziała nic prócz złotego znicza, który latał sobie swobodnie przy pętlach gryfonów. Już niewiele brakowało, by złapać złotą piłeczkę, za sobą słyszała świst miotły Harry'ego, który ją doganiał. Jednak już w następnej chwili Nicole złapała Złotego Znicza, który trzepotał w jej dłoni. Gdy tylko wylądowała na ziemi, chłopaki z drużyny na czele z Blaisem znowu unieśli ją w górę. Zabini usadził ją na swoich ramionach drąc się, że w Pokoju Wspólnym będzie impreza. Nicole została okrążona przez ślizgonów gratulujących jej i całej drużynie zwycięstwa. W tłumie panna Potter ujrzała swoje przyjaciółki szczerzące się do niej. Szczęśliwi ślizgoni pozostawili na boisku, zdruzgotanych gryfonów, aby świętować swoje zwycięstwo. Nicole stwierdziła, że należy jej się trochę zabawy, więc rozmowę z Harry'm pozostawiła na kolejny dzień. W Pokoju Wspólnym Ślizgonów rzeczywiście rozpoczęła się impreza. Pomieszczenie zostało wyciszone, muzyka włączona. Nie wiadomo skąd na stolikach pojawiły się butelki piwa kremowego i ognistej whisky oraz różne przekąski. Młodzież zaczęła się bawić i świętować. Po jakimś czasie, gdy większość była już podpita, przy jednym stoliku Nicole spotkała się z Draconem. Oboje chwiali się na nogach i szczerzyli się do siebie.
- Myliłaś się co do mnie - zagadnęła chłopaka Nicole - dzięki mnie wygraliśmy.
- Miałaś szczęście.
- Zdałam sprawdzian? - zapytała
- Jeszcze zobaczymy. - oboje zaśmiali się i dalej się bawili.

* La Tonnere - z fr. piorun

***

I znowu proszę o komentarze.
AniaXXX

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 17

Nicole postanowiła porozmawiać z bratem o jego relacjach z przyjaciółmi. Właśnie dlatego kolejną sobotę zamierzała spędzić z Harry'm. Po śniadaniu skierowała się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Na jej nieszczęście przed wejściem spotkała Rona. Nie chcąc się kłócić zapytała grzecznie:
- Wiesz może gdzie jest Harry?
- W Pokoju Wspólnym. Ale tobie nie wolno tam wchodzić. - stwierdził z wrednym uśmiechem
- Już tam byłam i żadna kara mnie nie spotkała. - Nicole nie zamierzała bawić się z nim w kotka i myszkę, więc od razu przeszła do konkretów - Wpuścisz mnie? - chłopak nie zdążył odpowiedzieć, bo akurat wejście do PW się otworzyło i wyszli z niego bliźniacy. - Z nieba mi spadliście. Wpuścicie mnie? - zapytała dwójkę identycznych rudzielców
- Czyżby Ronuś nie chciał cie wpuścić? - zapytał Fred
- Niestety, a chciałam porwać Harry'ego na jakiś czas. - odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem
- To wskakuj, a my sobie porozmawiamy z Ronusiem o tym jak należy traktować kobiety. - stwierdził George
- Dzięki chłopaki. - powiedziała i weszła słysząc jeszcze pełen wyrzutu głos młodszego Weasley'a. Gdy weszła do okrągłego salonu pierwsza rzuciła jej się w oczy Laura, która siedziała z grupką innych dzieciaków. - Hej młodzieży. - zagadnęła ich Nicole.
- Niki, co ty tu robisz?
- Kontroluję ciebie.
- Zabawne. Właśnie piszemy esej na eliksiry.
- Tsa. Właśnie widzę te puste pergaminy. - powiedziała powątpiewająco starsza dziewczyna
- Oj tam, oj tam. Mamy czas.
- Jasne. To udawajcie dalej, że się uczycie, a ja idę do Harry'ego. - pożegnała się ślizgonka i rozglądnęła się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czarnowłosej czupryny. Po chwili zauważyła kolegę swojego brata, nazywał się chyba Seamus, czy jakoś tak, więc podeszła do niego:
- Hej, wiesz może gdzie jest Harry?
- W dormitorium. - powiedział chłopak trochę zaskoczonym głosem.
- Mógłbyś mnie do niego zaprowadzić? - chłopak po chwili zawahania skierował się w stronę schodów prowadzących do męskich dormitoriów, a dziewczyna podążyła za nim. Zatrzymali się przed drzwiami z napisem: V ROK, gryfon otworzył drzwi i powiedział
- Harry, masz gościa.
- Hej. - przywitała się ślizgonka wchodząc do pomieszczenia, a Seamus się ulotnił
- Nicole, stało się coś? - zapytał Harry
- Nie, chciałam pogadać.
- To może wyjdziemy stąd. Ron zaraz pewnie wróci. Chodź. - powiedział czarnowłosy chłopak i wyprowadził Nicole z Pokoju Wspólnego Gryfonów, kierując się na siódme piętro. Wreszcie stanęli przed pustą ścianą, a Harry zaczął przechodzić wzdłuż niej.
- Harry co ty robisz? - zapytała szczerze zdziwiona Nicole
- Zaczekaj chwilę. - gdy chłopak przeszedł trzeci raz wzdłuż ściany, zaczęły się na niej pojawiać drzwi.
- Jak to zrobiłeś?
- Powiem ci w środku, Wchodź. - gryfon uśmiechnął się przyjaźnie do siostry i wpuścił ją do środka. Pomieszczenie było przytulnie urządzone. Rodzeństwo skierowało się w stronę sofy i usiedli na niej.
- To Pokój Życzeń. - wytłumaczył Harry widząc pytający wzrok siostry - Do tego pokoju można wejść tylko wtedy, kiedy się tego naprawdę potrzebuje. Kiedy się pojawia, wyposażony jest w to co chcemy i potrzebujemy. Ja chciałem, żeby zmienił się w miejsce gdzie można spokojnie porozmawiać.
- A ja myślałam, że poznałam już ten zamek w miarę dobrze, ale jak widać nie da rady poznać go w ciągu miesiąca.
- O czym chciałaś rozmawiać?
- Chciałam wiedzieć czy bardzo się kłócisz z Ronem z mojego powodu.
- Wcale nie kłócę się z nim z twojego... - dziewczyna nie dała mu skończyć, tylko się wtrąciła
- Nie kłam. Laura mi powiedziała, że już pierwszego dnia zrobiliście małe show w Pokoju Wspólnym, a tematem waszej jakże ciekawej dyskusji byłam ja. Więc? - Harry spojrzał na Nicole zrezygnowanym głosem i zaczął mówić
- Ron nienawidzi ślizgonów i jest bardzo ograniczony. Ale jest moim przyjacielem od początku Hogwartu, więc mam nadzieję, że zrozumie wreszcie, że nie wszyscy ślizgoni są tacy sami.
- Wiesz, tak się zastanawiam dlaczego między tymi dwoma domami jest tak duża wrogość. Camile mi powiedziała, że ty i Draco nienawidzicie się od początku, przynajmniej tak jej powiedział Draco.
- I tak było. Malfoy zawsze wydawał mi się arogancki, zresztą on taki jest, tak jak i większość ślizgonów.
- Myślę, że to kwestia poznania ich. Ślizgoni nie pozwalają poznać się osobom z innych domów. Dlatego większość z nich podchodzi do mnie z rezerwą, już nie chodzi, o to że ty jesteś moim bratem, ale o to, że utrzymuję dobry kontakt z osobami z innych domów.
- Ale nie traktują cię tam źle? - zaniepokoił się Harry
- Nie, właściwie przebywam głównie towarzystwie niedużej grupki. Malfoy'owie, Snape'owie, Blaise i Pansy. Draco mnie ignoruje, a z Pansy mimo początkowej niechęci czasem pogadam.
- A świta Malfoy'a? Crabbe, Goyle? No i Parkinson, która już nie ślini się na jego widok.
- Nie bądź złośliwy, Harry. Crabbe i Goyle powinni udać się na lekcje myślenia. Nie wiem czemu do tej pory Draco z nimi trzymał, ale teraz już tak nie jest. A co do Pansy ta z tego co wiem po prostu wydoroślała. I zrozum Harry, że ja naprawdę nie chcę żebyś obrażał moich przyjaciół, tak jak ja nie obrażam twoich.
- Nie denerwuj się, po prostu mówię jak było. - Potem rodzeństwo zaczęło rozmawiać na przyjemniejsze tematy i tak spędzili czas do obiadu.
Wraz z jesienią nadszedł czas na sezon Quidditcha. Nicole pożegnała się się już z grą, bo jak wiedziała w domu Slytherina szukającym był Draco Malfoy. Był on też kapitanem, więc raczej nie odstąpi jaj pozycji w drużynie. Jednak pewnego dnia Camile mile zaskoczyła swoją przyjaciółkę.
- Nicole, jest sposób abyś dostała się do drużyny. - mówiła podekscytowana blondynka.
- Ale jak? A Draco?
- Draco chciałby zrezygnować z funkcji szukającego, na rzecz ścigającego. Nigdy nie lubił tej pozycji, ale zawsze chciał wygrać z Potterem, a jak już zaczął ganiać za zniczem to nie mógł przestać, bo nie chcieli go na innej pozycji. Zresztą ciężko jest znaleźć dobrego szukającego, a jak już się ktoś załapie i jest w tym dobry to nie zmienia się niczego. Przecież wiesz jak to jest. Teraz on jest kapitanem, więc mówił mi, że chce poszukać kogoś na swoje miejsce. Tylko trzeba go przekonać, że ty jesteś odpowiednią osobą, aby zająć jego miejsce. Co o tym myślisz? - Camile powiedziała to wszystko na jednym wydechu i teraz szczerzyła się szeroko.
- I ty myślisz, że jestem w stanie przekonać twojego brata, który udaje, że ja nie istnieję, do tego, żeby przyjął mnie do drużyny.
- Ty może nie, ale od czego masz wspaniałą przyjaciółkę. Pogadam z Draco i spróbuję go przekonać do mojego pomysłu.
Tym sposobem Camile wprowadziła swój plan w życie już następnego dnia późnym wieczorem, gdy Pokój Wspólny opustoszał, a jedynymi obecnymi osobami w nim byli Draco, Blaise i Sam. Panna Malfoy, wraz z Vanessą dosiadły się do chłopaków, a Nicole nie chcąc czekać na wiadomości w sypialni, stanęła w drzwiach prowadzących do dormitoriów i słuchała, tak żeby nikt jej nie widział.
- Draco wpadłam na genialny pomysł. - powiedziała blondynka.
- Jaki znowu pomysł?
- W sobotę organizujesz sprawdziany do drużyny Quidditcha, co nie?
- Tak, a chcesz się wpisać na listę chętnych? - zapytał chłopak powątpiewająco
- Nie, ale wiem kto może cię zastąpić na pozycji szukającego. Z tego co mówiłeś to nie ma chętnych na tę pozycję.
- Tylko nie mów, że masz na myśli...
- Nicole - dokończyła za niego Vanessa szeroko się uśmiechając
- W żadnym wypadku nie przyjmę do drużyny tej całej Potter - od razy się przeciwstawił.
- Ale dlaczego, ona naprawdę jest świetna, a ty mówiłeś, że już nie chcesz szukać znicza. - Camile już zaczęła się denerwować, a wszystko dlatego, że jej brat jest tak uparty.
- Skoro Cami i Vane twierdzą, że jest taka dobra to może warto ją sprawdzić? Co ci szkodzi? - wtrącił się Samuel.
- Nie będę jej sprawdzał, bo wiem, że i tak nie przyjmę jej do drużyny. Szkoda czasu. - stwierdził twardo blondyn.
- Ale dlaczego? - zapytały razem dziewczyny patrząc na Sama z wdzięcznością.
- Bo jak już się dostanie do drużyny, to pierwsze co zrobi to zdradzi naszą taktykę Potterowi. - te słowa zszokowały wszystkich obecnych, żadne z nich nie wiedziało, że Draco jest, aż tak uprzedzony do Nicole, a sama zainteresowana postanowiła się wtrącić.
- Twoja wiara we mnie jest zadziwiająca. - rzekła z sarkazmem - Cami, Vane, dzięki, że próbowałyście, ale nie wysilajcie się tak, bo jak widać Malfoy woli żyć w przekonaniu, że jestem zwykłym konfidentem. Jeśli tak chce to jego sprawa. Także nie wysilajcie się więcej, bo to będzie się odbijać jak grochem o ścianę. Dzięki. - panna Potter uśmiechnęła się do przyjaciółek z wdzięcznością i poszła do dormitorium, w którym jak co dzień Dafne wysłała jej mściwe spojrzenia. Nicole nie przejmując się już niczym wzięła szybki prysznic i położyła się do łóżka. Tymczasem w Pokoju Wspólnym Camile uznała, że ma dość upartości brata
- Jeśli chociaż jej nie sprawdzisz będziesz zwykłym idiotą. Nicole to wspaniała dziewczyna, i jest taka niezależnie od tego kto jest jej bratem. - stwierdziła i razem z Vanessą poszła do dormitorium. Gdy weszły do pomieszczenia, Nicole akurat kładła się do łóżka. Skierowały się w jej stronę i zapytały
- Możemy?
- Wskakujcie. - Nicole przesunęła się tak, aby jej dwie przyjaciółki się zmieściły. Dziewczyny zasłoniły łóżko kotarą i wyciszyły, tak aby inne współlokatorki im nie przeszkadzały.
- Niki, przykro mi miałam nadzieję, że uda się go namówić. - odezwała się Camile
- Nic się nie stało, już przyzwyczaiłam się do myśli, że nie będę grała w Quidditcha, więc nawet nie jest mi przykro z tego powodu.
- Ale jest ci przykro z innego powodu. - stwierdziła, bardziej niż zapytała Vanessa
- Owszem, bo nigdy nie myślałam, że może być tak wiele ograniczonych ludzi. Większość ślizgonów podchodzi do mnie z rezerwą tylko dlatego, że jestem siostrą Pottera. Tych co mnie akceptują w tym domu można policzyć na palcach jednej ręki. Draco nienawidzi mnie chyba tak jakbym co najmniej to ja była Harry'm, a gdy pojawiam się w wieży Gryffindoru, tam patrzą na mnie ze strachem i zdziwieniem, bo jak to możliwe, że ślizgonka przychodzi do ich Pokoju Wspólnego i nie kłóci się, ani nie obraża nikogo. A Harry kłóci się ze swoim przyjacielem, tylko dlatego, że stara się nie zwracać uwagi na to, że jestem ślizgonką. Jednak on chyba tak naprawdę nie pogodził się z tym, że jestem ślizgonką i na pewno nie uważa ślizgonów za normalnych uczniów tylko aroganckich dupków. To wszystko mnie wkurza. - zakończyła zdesperowanym głosem
- Wiemy Niki, ale nie zmienisz całego świata. Tutaj w Hogwarcie już tak jest. Gryfoni i ślizgoni od zawsze się nienawidzą.
- Vane, ja to wiem, ale nie rozumiem. - dziewczyny uznały, że i tak nic nie zdziałają, więc poszły spać.
Następnego dnia, jak się okazało Draco nie zapomniał o wczorajszej rozmowie. Cały dzień zastanawiał się czy może nie robi błędu, tak od razu skreślając Nicole Potter. Może jednak nie jest taka jak jej brat. Blaise widząc roztargnienie przyjaciela domyślił się na czym, a raczej kim, skupiają się myśli Dracona. W końcu znał go najlepiej, Chłopaki zawsze byli dla siebie jak bracia. Czarnoskóry chłopak postanowił pomóc przyjacielowi w rozwiązaniu problemu podczas kolacji.
- Może Camile ma rację i warto ją sprawdzić. - stwierdził. Draco spojrzał na niego zaskoczony.
- Myśłem, że będziesz mnie wspierał.
- I wspieram, Draco, ale widzę, że nie wiesz czy dobrze zrobiłeś, dlatego chcę ci pomóc. Uważam, że dziewczyna nie jest taka jak jej brat, i na pewno nie unosi się z tym, że jest siostrą Złotego Chłopca. Z jakiegoś powodu jest ślizgonką, i śmiem wątpić, że zdradzi swój dom. - oznajmił Blaise i już nie zwracając uwagi na Malfoy'a zajął się kolacją. A Draco postanowił zaryzykować i po zjedzonej kolacji podszedł do dziewczyn, i powiedział:
- Potter, jutro widzę cię na sprawdzianach. A ty Camile jeśli się mylisz to pożałujesz. - powiedział i odszedł.

***
Jako, że jutro już zaczynają się święta, chciałabym życzyć osobom, które czytają moje wypociny (jeśli tacy są) wesołych, spokojnych świąt, dużo prezentów pod choinką i szczęśliwego Nowego Roku. 
Jak zawsze też proszę o komentarze.
AniaXXX

środa, 17 grudnia 2014

Rozdział 16

Wrzesień powoli mijał, a uczniowie korzystali z ostatnich letnich promieni słońca. Ostatnią sobotę września Nicole postanowiła spędzić z Laurą. W końcu od wakacji nie miały dłuższej chwili by na spokojnie pogadać. Jako, że było słonecznie, tak jak inni uczniowie, dziewczyny postanowił wyjść na błonia. Tam usiadły pod jednym z drzew i gadały na różne tematy.
- Młoda? Nie żałujesz, że przeniosłyśmy się do Hogwartu?
- Nie, Niki. Znalazłam tu przyjaciół i oderwałam się trochę od tego co się stało. Nadal za nimi tęsknię, ale dzięki tobie rozumiem, że mogę się obwiniać, bo to nie zwróci nikomu życia. - stwierdziła Laura. Nicole przytuliła gryfonkę i powiedziała:
- Jestem z ciebie dumna siostrzyczko.
Porzuciły poważne tematy i zajęły się przyjemnym spędzeniem czasu. Po jakimś czasie dołączyła do nich grupka ślizgonów. Draco nadal podchodził nieprzyjaźnie do Nicole, ale to nie przeszkadzało spędzać im razem czasu. Dziewczyna cieszyła się, że mimo tych wszystkich zmian, nadal razem z Camile i Vanessą pozostały najlepszymi przyjaciółkami. Chociaż Blaise i Sam często wspomagali Dracona w kłótniach z Harry'm i jego przyjaciółmi, to do niej byli nastawieni przyjaźnie. Cały dzień spędzili miło odrywając się od nauki.
Po kolejnym nieudanym eliksirze Harry'ego, Nicole wręcz zmusiła go do korków z tego przedmiotu. Zagroziła, że się do niego nie odezwie jeśli nie przyjdzie sam nie podejdzie do niej i nie poprosi o pomoc. Harry nie chciał obrazy siostry, więc już kolejnego dnia podszedł do niej i poprosił o dodatkowe lekcje. Umówili się w bibliotece, aby Nicole mogła sprawdzić jak mu idzie z teorią. I sprawdziła, że w ogóle mu nie idzie.
- Harry, ja wiem, że to nudne i trudne, ale jestem pewna, że jesteś w stanie sobie z tym poradzić. Najpierw mogę pomóc ci napisać esej.
- Ale to dopiero na następny tydzień. - zaczął jęczeć gryfon.
- To będziesz miał chociaż z głowy i nie będziesz musiał myśleć o eliksirach przez cały tydzień.
- To ostatnie mnie przekonało. - zaśmiał się Harry. Nicole poszła szukać książek, które mogłyby pomóc im w napisaniu wypracowania. Gdy wróciła oboje wzięli się za pisanie. Ślizgonka pisała swoje co jakiś czas zaglądając do książek, natomiast gryfon wziął się za czytanie rozdziału o eliksirze spokoju, o którym mieli napisać wypracowanie. Gdy dziewczyna skończyła sprawdziła wypociny brata i pomogła mu dokończyć pisać. Potem jeszcze sprawdziła co zapamiętał i na tym skończyli korepetycje z eliksirów.
Kolejne eliksiry przyniosły zarówno Nicole jak i Harry'emu odrobinę satysfakcji. Snape zebrał eseje i powiedział:
- To teraz sprawdzimy jak dobrze odrobiliście zadanie domowe. Uwarzycie eliksir spokoju. W ostatniej fazie gdy eliksir będzie odpoczywał przed dodaniem ostatniego składnika, napiszecie przeznaczenie oraz skutki nadmiernego spożycia tego eliksiru. Mam nadzieję, że chociaż część z was nie przepisywała bezmyślnie książki, tylko nauczyła się podstawowych informacji o tym eliksirze. Dokładne ilości składników macie na tablicy. Podczas ważenia i pisania notatki nie możecie korzystać z podręczników. Na koniec lekcji oddacie mi fiolkę z eliksirem i notatki. Do dzieła. - zakończył z mściwym uśmiechem.
Nicole miała szczerą nadzieję, że Harry sobie poradzi i dobrze wykona eliksir oraz, że zapamiętał coś z ich ostatniej lekcji. Gdy co jakiś czas spoglądała na niego widziała, że dobrze mu idzie i nie ma się czym martwić. Cieszyła się, że jest w stanie pomóc bratu. Zauważyła też, że Hermiona patrzy na Harry'ego z aprobatą, zadowolona, że dobrze mu idzie, natomiast w oczach Rona Nicole dostrzegła zazdrość. Nie rozumiała tego, bo według niej rudowłosy powinien cieszyć się, że przyjacielowi dobrze idzie, a nie zazdrościć mu. Gdy Nicole szła oddać nauczycielowi rezultaty swojej pracy, przechodząc obok Harry.ego, wysłała mu szeroki uśmiech, na który chłopak odpowiedział ochoczo, natomiast rudowłosy wysłał jej wrogie spojrzenie. Jednak ślizgonka nie przejmując się tym poszła posprzątać swoje stanowisko. Gy Harry oddawał swój eliksir, który według niej miał odpowiedni kolor, Snape'owi, nauczyciel zaszydził:
- Potter, czyżbyś zaczął się uczyć?
- Tak, panie profesorze. - odpowiedział spokojnie, bez nerwów. Nicole z satysfakcją zauważyła, że jej brat odrobinę się zmienił. Jeszcze jakiś czas temu odpyskował by nauczycielowi, a teraz odpowiedział spokojne wracając do swojej ławki. Ślizgonce wydawało się, że to niejako jej zasługa, ponieważ z opowieści innych wychodziło na to, że Harry jest impulsywny i wrogo reaguje na krytykę, czy zaczepki. Teraz już tak nie było. Widocznie chłopak dorósł, co najwidoczniej nie podobało się rudowłosemu przyjacielowi Pottera, który spoglądał na czarnowłosego z niechęcią, męcząc się ze swoim eliksirem.
Gdy nauczyciel pozwolił wyjść osobom, które ukończyły swoje eliksiry, po wyjściu z klasy, Harry od razu podszedł do Nicole, nie patrząc na to, że dziewczyna jest w towarzystwie innych ślizgonów, i powiedział:
- Dzięki, gdybyś mi nie pomogła to pewnie znowu bym poległ.
- Nie ma sprawy, Harry. Jak widzisz wystarczy się trochę przyłożyć. - odpowiedziała z szczerym uśmiechem. Po chwili podeszli do nich przyjaciele Gryfona. Hermiona z niepewnością na twarzy, a Ronald z wrogością.
- Zacząłeś się zadawać ze ślizgonami? - zapytał z wyrzutem rudowłosy. Nicole postanowiła się nie wtrącać do sprzeczki gryfonów. W końcu to sprawa Harry'ego i jego przyjaciela.
- Daj spokój, Ron. Nicole mi pomogła, to dzięki niej udało mi się zrobić ten eliksir. - stwierdził spokojnie Harry.
- No tak, święta Nicole. Odkąd ją poznałeś, słyszę tylko Nicole to, Nicole tamto. Chyba widzisz, że ona sprzymierzyła się z przyszłymi śmierciożercami, więc prędzej, czy później dołączy do nich. - tego Nicole nie mogła znieść, nie mogła pozwolić, aby ktoś tak ograniczony obrażał jej przyjaciółki, a Dracona, Blaisa, Sama, czy też Pansy, poznała na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że oni nie mają aspiracji, aby zostać przyszłymi sługami Voldemorta.
- Weasley, - zaczęła groźnie, nie dając dojść do głosu Harry'emu - nie pozwolę ci obrażać moich przyjaciół. Możesz mnie nie lubić, czepiać się mnie o nie wiadomo co, ale nie oceniaj innych, jeśli ich nie znasz. A jeśli masz do mnie pretensję, że zabieram ci przyjaciela, to może pomyślałbyś czasem o tym co dobre dla innych. Jesteś zwykłym egoistą, a nie przyjacielem. Bo przyjaciel cieszyłby się z szczęścia swoich najbliższych, a ty się potrafisz czepiać tylko tego, że Harry skupia swoją uwagę też na innych, a nie tylko na tobie.
- Nicole ma rację. Już o tym rozmawialiśmy, Ron. Jeśli chcesz być moim przyjacielem to nie pozwolę ci jej obrażać. - oznajmił Harry.
- To już się o to kłóciliście? - zapytała zaskoczona Nicole
- Teraz to nieważne. Jeszcze raz dzięki - stwierdził czarnowłosy gryfon, pocałował siostrę w głowę i odszedł nie zwracając uwagi na nikogo. Dwójka gryfonów nie chcąc zostać w towarzystwie samych ślizgonów poszła za chłopakiem.
- Niki, nie chcę obrażać twojego brata, ale kijowo sobie dobiera przyjaciół. - stwierdziła Camile.
- Jak tak dalej pójdzie to niedługo pozbędzie się tych niby przyjaciół. - powiedział Blaise.
- Zawsze wiedziałam, że dobrze życzycie mojemu bratu - oznajmiła z sarkazmem Nicole - Nieważne, chodźmy na transmutację, bo się spóźnimy.
Jak się okazało do końca dnia Weasley był obrażony na Harry'ego, jednak już kolejnego dnia dwaj gryfoni weszli na śniadanie w pokojowych stosunkach. Jednak jak Nicole trafnie zauważyła odnosili się do siebie z rezerwą i jak później doniosła jej Laura, po dosyć głośnej wymianie zdań w pokoju wspólnym gryfonów, chłopaki stwierdzili, że nie będą poruszali tematu Nicole i innych ślizgonów, do momentu, aż Ronald nie dorośnie do tej kwestii.



***

Może z okazji zbliżających się świąt jakieś komentarze się pojawią.
AniaXXX

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 15

Kolejny tydzień nie zapowiadał się zbyt dobrze, bowiem nauczyciele oddawali sprawdzone testy, z nie zawsze dobrymi wynikami. Na pierwszy ogień poszły eliksiry. Tym razem na stolikach już były umieszczone palniki, na których stały kociołki. Jednak zanim uczniowie mogli wziąć się za robienie eliksirów musieli wysłuchać kazania Snape'a.
- Sprawdziłem wasze testy i doszedłem do wniosku, że nawet 1/4 tej klasy nie zda SUMów. Ale tym lepiej dla mnie, nie będę musiał się męczyć z wami w klasie owutemowej. - powiedział z mściwym uśmiechem, a potem zaczął rozdawać testy, czytając głośno wyniki i komentując je wrednie, jeśli chodzi o gryfonów, albo chwaląc, jeśli mowa o ślizgonach. - Granger, Powyżej Oczekiwań, to i tak zawyżona ocena, za wykute na pamięć książkowe regułki nie dostaje się dobrych ocen. Goyle, weź się za robotę, Nędzny. Longbottom, Okropny, akurat to wcale mnie nie zdziwiło, z pewnością nie uda ci się zdać SUMa z Eliksirów. Malfoy, gratuluję, Wybitny, proponuję ci pomóż siostrze, wiem, że też ją stać na Wybytny, teraz jednak Powyżej Oczekiwań. Potter, jak zwykle Nędzny, po prostu brak słów. Robespierre, - ty Nicole się zdziwiła, bo do tej pory wszyscy nauczyciele zwracali się do niej Potter - Wybitny, aż dziwne, że głupota nie jest rodzinna - powiedział patrząc wrednie na Harry'ego. Jedyne oceny, których nie skomentował należały do jego dzieci, tu powiedział dumny - Snape, Wybitny, Snape, Wybitny - i podał kartkę najpierw Samuelowi, a potem Vanessie. Na koniec został mu test Rona - Weasley, Okropny, gdyby głupota mogła latać, to wznosił byś się po przestworzach - tu ślizgoni ryknęli śmiechem, włączając w to Nicole, której uśmiech zamarł na ustach, gdy zobaczyła, że Harry spojrzał na nią z wyrzutem. - Teraz uwarzycie eliksir dodający wigoru. Nie jest zbyt skomplikowany, ale trzeba uważać na kolejność dodawanych składników. Przepis jest na tablicy. - wydał polecenie Snape i usiadł za biurkiem zajmując się jakimiś papierami. Nicole, Camile i Vanessa miały to szczęście, że przerabiały ten eliksir już pod koniec czwartego roku, więc nie mieli z tym większych problemów. Po piętnastu minutach Snape zaczął chodzić po klasie przyglądając się pracy uczniów. Gdy zatrzymał się przy stoliku Camile i Nicole powiedział tylko: Poprawnie, i poszedł dalej. Przy gryfonach zatrzymywał się dłużej, aby wykpić ich nieudolność.
- Potter, co to jest? - wskazał na jego kociołek.
- Eliksir dodający wigoru? - powiedział niepewnie
- To ja pytam, czy ty? Minus dziesięć punktów dla Gryffindoru. To się nie nadaje nawet jako trutka dla szczurów. Evanesco. I znowu nic, Potter. - powiedział i odszedł. - Ci co zdołali ukończyć swoje eliksiry niech przeleją do fiolek i położą na biurku. Koniec lekcji. - Nicole szybko przelała eliksir do fiolki i posprzątała swoje stanowisko, aby dogonić Harry'ego, który już wychodził z klasy.
- Harry, zaczekaj! - zawołała, gdy wydostała się z klasy
- Czego chcesz? - zapytał gniewnie
- Nie musisz być niemiły. Chciałam pogadać. Zapytać co się stało. Widzę, że jesteś na mnie zły.
- Jak chcesz się pośmiać, że mi nie wyszło to teraz, bo zaraz mamy lekcje i nie mam czasu. - wyrzucił z siebie.
- Biedny Potter chce się wypłakać w ramię siostry. - zaszydził Draco, przechodzący obok.
- Zamknij się Draco. Chcę porozmawiać z Harry'm na osobności. - stwierdziła i nie przejmując się innymi powiedziała do Harry'ego. - Nie miałam zamiaru się z ciebie śmiać, raczej chciałam zapytać dlaczego tak źle ci poszło robienie eliksiru. A jeśli masz do mnie pretensje o to, że śmiałam się z tekstu Snape'a to wybacz, ale to było po prostu zabawne, nie chciałam nikogo urazić, z resztą śmiałam się z żartu, a nie z Ronalda. Ale jeśli masz do mnie pretensje to nie mamy o czym gadać. Nara. - chciała odejść, ale Harry złapał ją za ramię.
- Zaczekaj. Przepraszam, nie powinienem się unosić. Zareagowałem tak, bo Snape zawsze niesprawiedliwie traktuje gryfonów. A co się tyczy eliksiru to zawsze byłem z nich beznadziejny, a Snape dodatkowo mnie demotywuje.
- W takim razie zamiast się denerwować czy użalać nad złymi ocenami, co tydzień będę dawać ci korki z eliksirów. Nie ma, że boli, trzeba się uczyć. - Protesty Harry'ego stłumiła groźnym wyrazem twarzy. - A teraz jak sam zauważyłeś mamy lekcje. Choć na transmutację. - powiedziała. Tam również czekało ich kazanie.
- W tym roku macie SUMy i musicie zacząć się uczyć. Na całą klasę tylko połowa ocen było pozytywna, z czego były tylko trzy Wybitne i trzy Powyżej Oczekiwań. Jeśli chcecie zdać SUMy to jest czas, aby wziąć się za naukę. Gratuluję pannom Granger, Snape i Potter, bo tylko one są odpowiednio przygotowane do SUMów. - Gdy skończyła narzekać rozdała testy i zaczęła lekcję. Takie kazanie czekało na uczniów piątego roku jeszcze tylko na Obronie, z resztą przedmiotów nie było większych problemów więc i testy poszły całkiem dobrze.
- Sprawdzając wasze prace doszłam do wniosku, że jednak jesteście ignorantami, przynajmniej jeśli chodzi o naukę. - zaczęła nauczycielka gdy weszli do klasy. Tym razem w klasie nie było stolików, więc ustawili się pod ścianą. - Obrona przed czarną magią jest przedmiotem, na który musicie się uczyć jeśli chcecie obronić siebie po za murami szkoły. W szczególności w dzisiejszych czasach.
- A co nam grozi po za murami szkoły? - odezwał się gryfon - Seamus Finnigan.
- Byłeś obecny w szkole na koniec poprzedniego roku? - gdy chłopak kiwnął głową pani Bennett powiedziała - Więc nie zadawaj głupich pytań. Wszyscy wiedzą o tragedii na koniec Turnieju Trójmagicznego. Czy ktoś ma równie idiotyczne pytania? - zapytała, jednak odpowiedziała jej cisza. - W takim razie teraz po kolei będziecie się pojedynkować. Żeby było ciekawiej ja was dobiorę w pary. Będą to pary z różnych domów. Oceny będą wystawione na podstawie testów i tego co tu zobaczę. Zacznę od tych uczniów którym poszło najgorzej. Panna Brown i pan Goyle. Możecie używać każdego zaklęcia, które znacie, oprócz tych czarnomagicznych. Zaczynajcie. - pojedynek gryfonki i ślizgona nie był długi, ponieważ pani Bennett szybko go zakończyła. - Przecież to żenada, wy nawet nie umiecie porządnie rzucić zaklęcia rozbrajającego. Okropny, oboje. Longbottom i Crabbe. - tu sytuacja się powtórzyła - I znowu to samo. Okropny. Longbottom nikt cie tu nie chciał torturować, następnym razem pozbądź się stresu. - dodała kobieta ostrym tonem. - Weasley i Davis - Nicole zastanawiała się czy jej współlokatorka chociaż coś pokaże, czy tylko udaje, że potrafi myśleć. Jak się okazało dziewczyna tylko udaje. - Davis, czy ty wiesz po co masz różdżkę? Jeśli nie wiesz to ci powiem. Różdżka jest do rzucania zaklęć i to nie tylko takich do poprawiania wyglądu. Okropny. Weasley istnieje więcej zaklęć niż Expelliarmus. Nędzny. - Kolejne pojedynki również nie pokazywały niczego ciekawego jednak oceny powoli się podwyższały. - Panna Malfoy i pan Thomas. - wywołała kolejnych uczniów. Nicole trzymała kciuki za przyjaciółkę, ale nie miała się czego bać. Camile wygrała bez problemów. Dziewczyna otrzymała Powyrzej Oczekiwań, a gryfon Zadowalający. Potem przyszedł czas na Vanessę, która pojedynkowała się z Seamusem. Po 5 minutach intensywnej walki Vane odebrała chłopakowi różdżkę rzucając proste Expelliarmus przed którym się nie obronił. Oni otrzymali Powyżej Oczekiwań. - Zostało czterech ślizgonów i dwójka gryfonów. W takim razie jedna para będzie się składała z dwójki ślizgonów. Zapraszam pannę Potter i pannę Greengrass. - Nicole wiedziała, że na swoje nieszczęście trafi na kogoś kto jej nienawidzi. Od pierwszego dnia w Hogwarcie dziewczyny nie pałały do siebie sympatią, a Daphe była nawet wrogo nastawiona do Nicole. Dziewczyny stanęły na przeciw siebie. Chwilę krążyły wokół siebie nie atakując. Pierwsza zaatakowała Daphne.
- Drętwota. - krzyknęła blondynka. Nicole obroniła się tarczą, jednak nie czekając na kolejny atak przeciwniczki, od razu ją opuściła i rzuciła zaklęcie:
- Conjunctivitis* - niestety nie trafiła. Przez kolejne kilka minut wymieniały się zaklęciami, do momentu, aż Nicole nie trafiła zaklęciem w Daphne - Furnunculus** - Blondynka zaczęła krzyczeć, coś o tym, że Nicole zniszczyła jej piękną twarz, ale czarnowłosa nie przejmując się tym, odebrała jej różdżkę, czym zakończyła pojedynek.
- Panno Greengrass proszę nie rozpaczać, pani Pomfrey w ciągu godziny to wyleczy. Otrzymujesz Powyżej Oczekiwań, nie sądziłam, że po tak prostym zaklęciu można, aż tak stracić głowę. Panno Davis proszę zaprowadzić koleżankę do Skrzydła Szpitalnego. - zarządziła pani Bennett. - Panno Potter, gratuluję. To był najciekawszy pojedynek jak dotąd widzieliśmy. Wybitny. Teraz zapraszam pana Snape'a i pannę Granger. - jak się okazało pozostałe dwa pojedynki były równie ciekawe. W pierwszym ślizgon wygrał i uzyskał Wybitny, natomiast dziewczynie nauczycielka powiedziała:
- Panno Granger, teoria to nie wszystko. Proszę skupić się bardziej na praktyce niż na wykuwaniu regułek z podręcznika. Powyżej Oczekiwań. - Ostatni pojedynek cieszył obu przeciwników. Zarówno Harry, jak i Draco chcieli wygrać i pokazać, że są lepsi od przeciwnika. - Panie Malfoy, panie Potter, zapraszam. - powiedziała profesor Bennett. Obaj spojrzeli na siebie wrogo i obaj natychmiast zaatakowali. Pojedynek trwał długo i żaden z chłopaków nie popełniał błędów. Gdy lekcja dobiegła końca pani profesor przerwała walkę i obojgu wstawiła Wybitnego.



*Conjunctivitis - oślepia przeciwnika
**Furnunculus - powoduje pojawienie się na twarzy białych krost

wtorek, 2 grudnia 2014

Rozdział 14

Następne dni nie przyniosły nic ciekawego. Ciągłe gadanie o SUMach, testy sprawdzające wiedze i tak w kółko. Nicole przekonała się, że słowa Laury o profesorze od historii magii są jak najbardziej prawdziwe. Ślizgonka nigdy nie lubiła tego przedmiotu, a teraz jeszcze sam nauczyciel zniechęcał ją do nauki. Jednak nie przejmując się tym na tej lekcji po prostu plotkowała z Camile i Vanessą. Na pierwszej lekcji obrony przed czarną magią, okazało się, że przemowa nauczycielki była równie interesująca, jak ta Snape'a.
- Z notatek zostawionych przez poprzednich nauczycieli wnioskuję, że jesteście daleko w tyle. Spodziewam się, że chociaż tę marną cząstkę materiału, którą przerobiliście macie dobrze przyswojoną. - zaczęła surowym tonem. - Jedyne co macie w pełni przerobione to obrona przed magicznymi stworzeniami, chociaż przeraża mnie to, że mieliście to dopiero na trzecim roku. Ten materiał powinien być w pierwszej, co najwyżej drugiej, klasie. Dziś napiszecie test, który sprawdzi, czy jesteście całkowitymi ignorantami w sprawie obrony, czy może chociaż trochę się uczyliście przez te cztery lata. Na następnych lekcjach będę sprawdzać przed jakimi zaklęciami jesteście się w stanie bronić. A teraz do roboty. - powiedziała i machnęła różdżką, a testy same zaczęły się rozdawać. Z tym testem Nicole również nie miała problemów. Z resztą na ogół dobrze sobie radziła ze wszystkimi przedmiotami, w końcu jako córka premiera Francji miała świecić przykładem. Razem z Laurą, zanim poszły do szkoły miały zajęcia przygotowawcze z prywatnymi nauczycielami, więc już na pierwszym roku wiedziały o wiele więcej niż ich rówieśnicy. Po pierwszym tygodniu szkoły i masie testów sprawdzających dyrektor ogłosił, że w sobotę uczniowie mają wyjście do Hogsmeade. Nicole wybierała się tam razem z grupką ślizgonów. Rodzeństwo Malfoy, rodzeństwo Snape, Blaise, Pansy i Nicole. W takim składzie właściwie wszędzie się pokazywali. Mimo tego, że Draco nie pałał do Nicole sympatią, to jak stwierdziła kilka dni wcześniej, musiał się przyzwyczaić. On zawsze ostentacyjnie ją ignorował, z Pansy mogła czasem wymienić kilka słów, a Blaise i Samuel nie przejmowali się tym, kto jest jej bratem i na luzie z nią gadali. Z Camile i Vanessą tak jak w Beauxbatons tworzyły trójkę najlepszych przyjaciółek. Tak się akurat złożyło, że gdy wychodzili ze szkoły trafili na grupkę gryfonów. Byli to wszyscy Weasley'owie, Harry, Hermiona i przyjaciel rudowłosych bliźniaków, Lee Jordan. Gdy zauważyli, że trafili na ślizgonów, Nicole zobaczyła jak Ron nachmurzył się, Harry spojrzał na niego ostrzegawczo, ale też nie był zbyt zadowolony, że trafił akurat na nich, oczywiście nie licząc Nicole. A Fred uśmiechnął się szeroko i powiedział do Nicole:
- Uważaj żebyś nie zrobiła się zbyt ślizgońska. Nie do twarzy ci w zielonym.
- Tak jak tobie w czerwonym. - zaśmiała się ślizgonka. W tym czasie stanęli w kolejce, aby woźny Filch mógł przepuścić ich do miasteczka.
- Może pójdziemy razem? Zawsze to będzie jakaś nowość, gdy w Hogsmead pojawią się razem gryfoni i ślizgoni. - odezwała się Ginny, wiedząc, że zaraz posypią się protesty.
- Obawiam się, że będzie to za duża trauma jak dla Harry'ego, Rona i Draco. Więc raczej nie warto ich skazywać na takie przeżycia. - gdy przyszła ich kolej sprawdzenia przez Filcha, Nicole pożegnała się tylko z gryfonami i razem ze swoimi domownikami ruszyła do miasteczka. Obeszli całe Hogsmead odwiedzając sklep Zonka, Miodowe Królestwo i Wrzeszczącą Chatę. Dziewczyny zaciągnęły też chłopaków do butiku. Tam świetnie się bawiły przymierzając różne ciuchy i doprowadzając męską część ich grupy do białej gorączki. Zabawę przerwał im Draco:
- Dobra dziołchy. Albo zostajecie, albo idziecie z nami na kremowe piwo, bo my mamy dość.
- Braciszku, zaczekajcie jeszcze tylko przymierzymy po ostatniej sukience.
- Dobra - zgodził się ze zrezygnowaniem. Cztery dziewczyny zajęły znowu wszystkie przebieralnie i po pięciu minutach wszystkie wyszły, a chłopakom szczęki opadły do ziemi. Wszystkie cztery wybrały miniówki, więc ukazywały one ich zgrabne, długie nogi. Pierwszy z szoku wyrwał się Sam, gdy zobaczył siostrę ubraną w małą czarną.
- Vane, jak ojciec cie w tym zobaczy to zejdzie na zawał i przez miesiąc nie wypuści cię z domu.
- Sam, chyba nie myślisz, że dla niego będę to ubierać, ale przyznasz, że zajebiście wybrałyśmy, co nie? - zapytała chłopaków.
- Zdecydowanie zajebiście. - stwierdził Blaise, który jakby nie wiedział na których nogach zatrzymać swoje ciemne tęczówki. Wreszcie zatrzymał wzrok na Camile i mierzył ją od góry do dołu. Blondynka miała na sobie błękitną sukienkę beż ramiączek. Nicole ze zdziwieniem zauważyła, że jej intensywnie przygląda się Draco. Nie bardzo podobało jej się, że zatrzymał wzrok na sporym dekolcie, no ale trudno. Oprócz niej zauważyła to też Pansy, ubrana w białą sukienkę, która idealnie podkreślała jej kształty.
- Podoba ci się, Draco? - zapytała Parkinson wskazując na obiekt zainteresowania Dracona.
- Nie, ale Weasley nie miał racji. Do twarzy ci w zielonym. - powiedział do Nicole. - Przebierajcie się, bo chcemy iść jeszcze do Trzech Mioteł. - stwierdził i już nie zwracał uwagi na dziewczyny. Usłyszał tylko głos siostry, która powiedziała niby szeptem do Nicole:
- Podobało mu się. - po czym obie dziewczyny zachichotały i skierowały się do przebieralni. Wszystkie cztery zakupiły wybrane sukienki twierdząc, że kiedyś im się przyda. Nicole dodatkowo kupiła bluzkę dla Laury i czarne szpilki, co Vanessa skomentowała: Ty i ta twoja obsesja na punkcie butów, w czym miała całkowitą rację, bo panna Potter miała już pokaźną kolekcję różnego rodzaju butów, ale nie przeszkadzało jej to w kupowaniu kolejnych. Kolejną godzinę spędzili spokojnie w pubie pod Trzema Miotłami, gdzie chłopaki mogli wreszcie przy kremowym piwie odpocząć od zakupów. Gdy wrócili do zamku okazało się, że mają jeszcze godzinę do kolacji, więc Nicole zdecydowała się spędzić ten czas z Laurą. Poszła na siódme piętro w stronę wejścia do wieży gryfonów, którym był obraz Grubej Damy. Na swoje szczęście akurat bliźniacy wychodzili z Pokoju Wspólnego, więc zatrzymała się przy nich.
- Wiecie może, czy Laura jest w wieży.
- Jest, a co? - potwierdził George
- Chciałam z nią pogadać, wpuścicie mnie? - zapytała uśmiechając się przymilnie.
- A co my z tego będziemy mieli, Francuzeczko?
- Moją dozgonną wdzięczność. - zaproponowała Nicole
- Takiej oferty chyba się nie odrzuca, jak myślisz Fred?
- Ja sądzę, że należy nam się coś jeszcze. - stwierdził Fred ostentacyjnie wskazując na policzek.
- Rozumiem, że chcesz dostać w swoją przystojną buźkę? - zapytała Nicole
- Wchodzicie, czy nie? Bo nie wiem czy mam zamykać - zdenerwowała się Gruba Dama
- Tym razem ci się upiecze. Wchodź. - powiedział Fred i wpuścił ją do wieży. Nicole znalazła się w okrągłym pomieszczeniu, w którym znajdowało się pełno stolików, kanap i foteli. Jak dla niej było tu za czerwono. Przy jednym ze stolików ujrzała Laurę w towarzystwie znajomych, których ostatnio jej przedstawiała. Jeśli Nicole dobrze pamiętała byli to Lucy, Jack i Natalie. Od razu skierowała się w tamtą stronę, jednak drogę zagrodził jej Ronald.
- Nie powinno cię tu być, jesteś ślizgonką. - powiedział groźnie
- Przyszłam do siostry, z resztą to twoi bracia mnie wpuścili.
- Ron, pamiętaj co mi obiecywałeś. - odezwał się ostrzegająco Harry, który przed chwilą pojawił się obok przyjaciela.
- Przecież jej nie obrażam. -stwierdził i odszedł.
- Coś się stało? - zapytała Nicole Harry'ego
- Nic, mieliśmy ostatnio małą sprzeczkę, ale już sobie wszystko wytłumaczyliśmy - powiedział uspokajająco
- Poszło o mnie? - zapytała, a gdy zobaczyła potwierdzenie w oczach brata powiedziała - Nie chcę abyście się przeze mnie kłócili. Przez cztery lata się przyjaźniliście.
- Nie martw się, to Ron musi sobie uświadomić, że nie wszyscy ślizgoni to zło konieczne. - wytłumaczył
- Jak uważasz. Potem jeszcze pogadamy. Teraz idę do Laury. - powiedziała i skierowała się w stronę blondynki, która nawet nie zauważyła, że Nicole przyszła.
- Młoda, nad czym się tak męczysz? - zapytała, gdy zobaczyła, że czwórka drugorocznych gryfonów skrobie jakieś wypracowania
- Co ty tu robisz?
- Ładnie to tak witać siostrę? - zaśmiała się Nicole i usiadła obok Laury.
- Wybacz moje nieokrzesanie. Witaj Nicole. Cieszę się, że cię widzę. Co ty tutaj robisz? Tak może być? - mówiła na pozór poważnie
- Już lepiej. Coś ty się taka wyszczekana zrobiłaś? - nie czekając na odpowiedź zapytała - No i z czym się tak męczysz?
- Eliksiry. - powiedziała tak jakby to było największe zło świata - Mamy opisać eliksir pieprzowy.
- Przecież to nic trudnego.
- Wiem, ale Snape jest wredny, przecież nic mu nie zrobiliśmy, a męczy nas jak żaden inny nauczyciel.
- To pokaż co tam napisałaś. - Nicole wzięła do ręki pergamin i zaczęła czytać wypociny siostry, gdy skończyła powiedziała - zapomniałaś dopisać do składu muchy siatkoskrzydłe i opisz jeszcze jak wygląda po zrobieniu. Poza tym jest ok.
- Dzięki. Zaraz to uzupełnię. A jak było w Hogsmeade? - zapytała Laura nie przejmując się wypracowaniem.
- Fajnie, już za rok sama będziesz mogła się szlajać po miasteczku. Mam coś dla ciebie. - powiedziała i wyjęła z torby niebieską bluzkę z czarnym nadrukiem i kilka słodyczy. - Trzymaj.
- Dzięki, siostra.
- Nie ma sprawy, Młoda. A teraz kończ to wypracowanie, bo za piętnaście minut kolacja. Ja jeszcze idę pogadać z Harry'm. - powiedziała i pożegnała się z Laurą i jej znajomymi. Podeszła do kominka przy którym wylegiwał się jej brat z Hermioną i Ronem.
- Nie przeszkadzam? - zapytała
- Jasne, że nie. - powiedział natychmiast Harry - Nie mieliśmy okazji dłużej porozmawiać przez ten tydzień.
- Właśnie dlatego tu przyszłam.
- Jak ci się podobało w Hogsmeade? - zapytała Hermiona
- Fajne miasteczko. Byliśmy w Zonku, Miodowym Królestwie i widzieliśmy Wrzeszczącą Chatę. Malfoy próbował nam wmówić, że tam straszy, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć, pewnie chciał nas wystraszyć. - gdy zobaczyła cwane uśmiechy na twarzy trójki gryfonów zapytała - Wy coś wiecie?
- To dłuższa historia, ale kiedyś ci opowiem. - stwierdził Harry.
- Mniejsza z tym. Zaciągnęłyśmy jeszcze chłopaków do butiku i kupiłam tam zajebistą sukienkę i jeszcze bardziej zajebiste szpilki.
- A po co ci to? - zapytała zdziwiony Harry
- Przyda mi się. I w ogóle to wpadłam na genialny pomysł. Na ferie świąteczne zaciągnę cię do jakiegoś porządnego sklepu z ciuchami i wymienisz całą garderobę. - gdy zobaczyła zbolałą minę brata wytłumaczyła - Te szmaty po tym tłuściochu, które nosisz nie zasługują nawet na miano ciuchów, więc pod moim okiem spalisz je wszystkie na stosie i kupisz sobie nowe.
- Niech ci będzie, ale nie licz na to, że wytrzymam w jakimkolwiek sklepie dłużej niż godzinę.- zgodził się Harry, wiedząc, że z Nicole i tak nie wygra.
- Jeszcze zobaczymy. A teraz idziemy jeść. - powiedziała i pociągła Harry'ego w stronę wyjścia, więc ten chcąc, nie chcąc ruszył się, a za nim Ron z Hermioną. Przy wyjściu dogoniła ich jeszcze Laura ze znajomymi. Gdy weszli do Wielkiej Sali wszystkich uczniów wmurowało, w końcu jakby nie patrzeć ślizgonka weszła ramię w ramię ze Złotym Chłopcem Gryffindoru. Nicole nie przejęła się tym, tylko po prostu skierowała się w stronę swojego stołu.