poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 49

Na pierwszą lekcję JP wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem. Prawie wszyscy, była jedna osoba, która bała się tego pierwszego spotkania. Harry siedział w Pokoju Wspólnym samotnie przed komikiem. Miał się wziąć za wypracowanie na Obronę z magii niewerbalnej. Dziś jednak nie chciało mu się za nic brać. Znacznie ciekawsze było rozmyślanie o tym jak będzie wyglądała pierwsze spotkanie JP. Hermiona ustaliła już termin za trzy dni w sobotę. Żaden z domów nie miał wtedy treningu Quiddichta, ani innych zobowiązań, więc wszystkim pasowało. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos współlokatora.
- Cześć, Harry. Nie przeszkadzam?
- Nie Neville. I tak nic nie robię. Siadaj. – Wskazał miejsce obok siebie. – Stało się coś? – zapytał widząc strach na jego twarzy.
- Nie… tak… janiewiemczynadajesiedowalki – oznajmił na jednym wdechu.
- Możesz powtórzyć wolniej tak żebym zrozumiał – poprosił z delikatnym uśmiechem zachęcając kolegę do mówienia.
- Ja nie wiem czy nadaję się do walki – mruknął speszony. – Chodzi mi o JP. Będę wam przeszkadzał i w ogóle.
- Neville co ty gadasz? Przecież obaj wiemy, że nadajesz się do tego tak samo jak my wszyscy. Chcesz walczyć ze śmierciożercami i Voldemortem jak ja, Hermiona, czy inni.
- Ale ja nie jestem taki jak ty, albo Ślizgoni. Chcę walczyć, ale nie potrafię.
- Właśnie po to stworzyliśmy tę grupę. Wszystkiego razem się tam nauczymy. Nie martw się Neville będzie dobrze. Jeśli chcesz to przed pierwszym spotkaniem pomogę ci się nauczyć tych podstawowych zaklęć.
- Naprawdę mógłbyś? – zapytał pucołowaty gryfon z nadzieją.
- Pewnie. Możemy jutro się za to zabrać – zaproponował Harry widząc szczęśliwą twarz kolegi.
- Dzięki. Może chociaż nie zbłaźnię się przed Ślizgonami – mruknął cicho.
- Nie przejmuj się Ślizgonami. – poradził Harry. – Nie są tacy straszni na jakich wyglądają – zaśmiał się.
&&&
Nareszcie nadszedł czas na pierwszą lekcję JP. Każdy jej uczestnik był zniecierpliwiony, ale najbardziej Nicole, a Neville po korepetycjach z Harry’m już tak bardzo się nie bał. Na początek mieli zająć się zaklęciami, które znaleźli Hermiona, Eva, Padma, Sam i Vanessa. Tymi wykradzionymi przez Potter’ów, jako, że były bardziej skomplikowane i może trochę zakazane, mieli zająć się później.
- To od czego zaczynamy? – zapytała się Ginny ze zniecierpliwieniem w głosie.
- Myślę, że na początek coś łatwego – zaczęła Hermiona patrząc na trzy listy wiszące na ścianie. – Proponuję Zaklęcie Igły. Nie jest bardzo skomplikowane, potrzeba tylko trochę skupienia, aby je rzucić. Dobrze wycelowana powoduje wbijanie się niewidzialnych igieł w rękę władającą różdżką. Zaklęcie to Acus*.
- No to do roboty – oznajmiła Nicole. Po chwili w pokoju życzeń pojawiło się dwadzieścia sześć manekinów w strojach śmierciożerców. Podążali za instrukcjami zapisanymi na przygotowanej przez nich liście zaklęć. Już po dziesięciu minutach widać było pierwsze efekty. Z różdżek zaczęły strzelać pierwsze promienie, które miały mieć żółtą barwę, jednak jak na razie były to różne odcienie tego koloru, co oznaczało, że nikt jeszcze nie rzucił poprawnie zaklęcia. Jednak wreszcie pojawił się ten pierwszy idealny promień. Jak można było się domyślić to Hermionie pierwszej się udało, więc podeszła do innych, którzy sobie nie radzili. Zaraz po gryfonce inni zaczęli poprawnie rzucać zaklęcia. Ślizgoni również opanowali zaklęcie. Wśród osób, którym jeszcze się to nie udało był Neville, który jednak przy pomocy Hermiony był na dobrej drodze do rzucenia zaklęcia, Luna, którą zajęła się Eva, Ernie, któremu pomagał Harry, i Ginny, do której podchodził waśnie Sam.
- Jak tam Wiewióra? Coś nie idzie?
- Daj mi spokój, muszę się skupić – prychnęła w stronę chłopaka. Sam widząc jej nerwowe ruchy różdżką spowodowane zniecierpliwieniem zaśmiał się i podszedł jeszcze bliżej.
- Spokojnie, Wiewióra. Pomogę ci. – Chłopak stanął za nią i złapał za jej nadgarstek. – Zamknij oczy. Uspokój i skup się – mruknął cicho. – A teraz wypowiedz zaklęcie. – Gdy ona wypowiedziała formułę, on delikatnie poruszył jej nadgarstkiem w odpowiedni sposób, dzięki czemu z różdżki gryfonki wypłynął żółty promień. – Widzisz, wystarczy trochę skupienia – stwierdził odsuwając się od dziewczyny i zauważając jej czerwone policzki.
- Ymm… tak, dzięki – mruknęła i odeszła do Hermiony, która już poradziła sobie z Nevillem. Samuel natomiast odwrócił się w stronę swoich przyjaciół i siostry, jednak widząc ich wredne uśmieszki został tam gdzie stał opierając się o ścianę. Gdy wszyscy opanowali zaklęcie zajęli się kolejnym. Zaklęcie odrętwienia, podobne do Drętwoty ale, gdy przytrzymało się je zbyt długo powodowało zanik czucia. Po opanowaniu tego zaklęcia zaczęli się zastanawiać co będzie następne, a potem zgodnie stwierdzili, że na dzisiaj można już skończyć. Z Pokoju Życzeń wszyscy wychodzili z uśmiechami i ze świadomością, że robią coś pożytecznego, a nie siedzą bezczynnie. Po spotkaniu Nicole skierowała się razem z gryfonami do ich pokoju wspólnego, aby spędzić trochę czasu z siostrą. Ślizgonka czuła, że ostatnio zaniedbała Laurę, ale JP, treningi, szlabany i nauka zajmowały jej dużo czasu. Po chwili już wchodzili do pomieszczenia, a Nicole od razu wyłowiła w tłumie blond włosy młodszej gryfonki, więc od razu się skierowała w tamtą stronę.
- Kogo to moje oczy widzą? – odezwała się blondynka. – Dawno cię tu nie było.
- Siemasz, młoda. Mam dużo spraw na głowie, więc się nie dąsaj. Przecież zawsze o tobie pamiętam – wytłumaczyła się Ślizgonka. – To jak? Mogę się dosiąść?
- Po co pytasz. Siadaj – stwierdziła już z uśmiechem robiąc starszej siostrze miejsce na kanapie.
- Co tam się dzieje w gryfolandii? – zapytała rozglądając się po pokoju.
- Przyszłaś tu na przeszpiegi – zaśmiała się Laura. – Harry ci czegoś nie powiedział i teraz próbujesz to wyciągnąć ode mnie.
- Pewnie. Wiesz Malfoy czeka na gorące ploteczki prosto z paszczy lwa, a ja przecież nie mogę go zawieść – oznajmiła Nicole z udawanym uwielbieniem i powagą. Długo jednak tak nie wytrzymała i już po chwili wybuchła śmiechem, a zaraz po niej Laura i jej przyjaciele. I tak właśnie szóstoroczna Ślizgonka spędziła resztę dnia z trzeciorocznymi gryfonami.
&&&
Wreszcie nadszedł długo oczekiwany moment, szczególnie dla Dracona. Mecz przeciwko Krukonom miał się rozstrzygnąć już za godzinę. Wszyscy zawodnicy byli lekko zestresowani, ale w przypadku ślizgonów ten stres działał motywująco. Byli dobrze przygotowani, więc musieli wygrać. Gdy nadeszła godzina rozpoczęcia meczu obie drużyny weszły na boisko z dumnie podniesionymi głowami. I zaczęło się. Ślizgoni od razu przeszli do akcji wbijając Krukonom pierwszego gola. Uczniowie w niebieskich strojach jednak nie dawali sobie w kaszę dmuchać i szybko przeszli do kontrataku. Na szczęście dla Węży Sam popisał się genialną obroną. Po godzinie gry Ślizgoni nadal prowadzili, a Nicole już trochę zniecierpliwiona rozglądała się za zniczem, który do tej pory pojawił się tylko raz, zaraz znikając. Szukające latały wyżej od reszty, aby widzieć całe boisko, choć Cho Chang bardziej skupiała się na pilnowaniu Nicole w razie gdyby ta jako pierwsza ujrzała znicza. I rzeczywiście tak było jednak Ślizgonka nie dała po sobie tego poznać, bo znicz latał sobie dużo bliżej krukonki. W głowie Nicole tworzył się plan, który zaraz zrealizowała. Harry, który z trybun zauważył znicz w tej samej chwili co jego siostra wielce się zdziwił, że Nicole poleciała w całkiem odwrotną stronę, jednak w następnym momencie zrozumiał o co jej chodziło. Gdy Nicole odciągnęła Cho od znicza na wystarczającą odległość od razu skierowała się w miejsce, gdzie przed chwilą ujrzała znicza. Jak się okazało złota piłeczka nadal swobodnie latała sobie przy trybunach. Minutę później było po meczu. Ślizgoni wygrali 260:70. Nicole oprócz gratulacji swoich domowników musiała przyjąć gratulacje od rodziny. James szczerzył się szeroko co chwilę powtarzając, że to jego krew. Jak zawsze po wygranym meczu w Pokoju Wspólnym rozpoczęła się wielka balanga, na której wszystkim puszczały hamulce. Więc nawet zawsze poważny Draco robił rzeczy, o których na trzeźwo nigdy by nawet nie pomyślał.
Kolejnego dnia jak to zwykle bywa po mocno zakrapianej imprezie Ślizgoni pojawili się dopiero na obiedzie. Nicole wraz z przyjaciółmi wchodziła do Wielkiej Sali szeroko się uśmiechając. Śmiech jednak szybko spełzł jej z twarzy, gdy przed nią pojawił się Harry z bladą twarzą i strachem w oczach.
- Laura jest w Skrzydle Szpitalnym. Ktoś ją pobił. Nie mogliśmy cię wcześniej znaleźć. – Po tych słowach ślizgnoka nie czekała na nic, tylko złapała brata za nadgarstek i pobiegła na pierwsze piętro, gdzie znajdowało się Skrzydło Szpitalne. Nicole wpadła tam z rozmachem przez co została przywitana krzykiem pani Pomfrey.
- To nie boisko Quiddichta, tylko szpital!
- Co jej jest? – zapytała nie zwracając uwagi na wcześniejsze słowa kobiety wpatrując się w drobną blondynkę leżącą na łóżku.
- Została dotkliwie pobita. Ma złamane dwa żebra, lewą rękę w dwóch miejscach. Siniki na całym ciele zostały już wyleczone, a kości zrosną się w ciągu dwóch-trzech dni. Jednak zaklęcie diagnozujące wykryło, że została na nią rzucone zaklęcie zapomnienia. Nieudane zaklęcie.
- Co to oznacza? – zapytała ze strachem, a Harry w geście pocieszenia ścisnął ją za rękę.
- Nie wiadomo jakie skutki ma takie zaklęcie. Może całkowicie stracić pamięć, może też mieć krótkotrwałą amnezje, a może też być tak, że zaklęcie nie zostawi żadnych trwałych szkód. Dowiemy się tego dopiero, gdy się obudzi. – Po tych słowach Nicole z załamanie usiadła na łóżku obok.
- Czy nic nie można zrobić? – zapytał Harry.
- Trzeba czekać. Przykro mi – oznajmiła pielęgniarka i zniknęła w swoim gabinecie. Nicole schowała twarz w dłoniach, a Harry przytulił ją, aby czuła w nim wsparcie.
- Kto mógł jej to zrobić. Przecież nie ma wrogów.
- Zobaczysz znajda tego kto jej to zrobił. Znajdą go i zostanie ukarany – pocieszał Gryfon.
- Kto ją znalazł? Kto tu przyprowadził?
- Natalie, Lucy i Jack, jej przyjaciele przyszli do mnie po śniadaniu. Szukali ciebie, ale was nie było. Powiedzieli mi, że nie wróciła na noc. Nie szukali jej, bo powiedziała, że idzie do ciebie, myśleli, że się zasiedziała i nie puściłaś jej po ciszy nocnej samej. Od razu sprawdziłem Mapę Huncwotów, była w pustej klasie niedaleko naszego Pokoju Wspólnego. Nie wiem kto jej to zrobił.
- Nawet nie dotarła do mnie – jęknęła Nicole załamana. – Ten kto to zrobił gorzko tego pożałuje – dodała już twardym tonem.
Kolejne godziny nie zmieniły nic w stanie Laury, nadal była nieprzytomna. Nicole przez całą niedzielę praktycznie nie wychodziła z Skrzydła Szpitalnego. Niestety kolejnego dnia także nie zauważono poprawy, a Ślizgonka została zmuszona do opuszczenia szpitala i udania się na zajęcia. Pierwszą lekcją były eliksiry. Nicole miała szczęście, że dziś pracowali grupowo, dzięki czemu to Camile przejęła pieczę nad ich eliksirem, bo ona nie była do tego zdolna. Jej myśli błądziły wokół Laury i jej napastnika. Po eliksirach Ślizgoni i Gryfoni skierowali się na zielarstwo. Przed szklarnią numer 5 zbierał się już spory tłum. Gdy Nicole z przyjaciółmi, Harry’m i Hermioną tam dotarli dostrzegli złośliwy wzrok Rona skierowany na rodzeństwo Potter. Oni jednak to zignorowali, bonie chcieli się wdawać w kłótnie. Niestety Wealsey tym razem nie miał zamiaru odpuścić.
- Jak tam twoja siostra, Potter? – zadrwił. Niestety źle trafił, bo Nicole zła to Nicole niebezpieczna. Ślizgonka w jednej chwili złapała swoją różdżkę i podeszła do rudzielca, przykładając mu ją do gardła.
- Weasley, lepiej uważaj na siebie, bo jeśli się okaże, że to ty ją tak urządziłeś to naprawdę tego pożałujesz – zagroziła mu.
- A co ty mi możesz zrobić? – zapytał gryfon już mniej pewnie zezując na różdżkę wbitą w jego krtań.
- W tej chwili naprawdę dużo – warknęła.
- Nicole daj spokój. Nie warto tracić nerwów na niego. – Harry próbował uspokoić siostrę łapiąc ją za nadgarstek.
- No tak, a ty jak zwykle po stronie tej ślizgońskiej dziwki. – To był wielki błąd Ronalda Weaslay’a. Po tym jak Nicole pod wpływem Harry’ego puściła gryfona, ten odzyskał rezon, czego skutkiem było wypowiedziane zdanie. Tego jednak Potter mu nie popuścił. W jednej chwili rudy padł na ziemię łapiąc się za złamaną szczękę, a Harry pocierał bolące knykcie.
- No, no, no, Potter. Nie sądziłem, że masz taki cios – zaśmiał się Draco.
- Harry jak mogłeś?! – zaczęła go strofować Hermiona. – Nie powinieneś go bić!
- Harry, nie musiałeś – szepnęła Nicole. – Nie ruszają mnie jego słowa.
Zapanował chaos, w którym tak naprawdę nikt nie zwracał uwagi na leżącego Weasley’a. Słychać było tylko krzyki Hermiony i zakłady reszty uczniów o to czy Ron się podniesie i odda Harry’emu. Zakłady te zapoczątkował oczywiście Blaise na spółkę z Samem. Przybycie nauczycielki spowodowało uspokojenie atmosfery.
- Co tu się dzieje? – zapytała profesor Sprout. – Weasley, dlaczego leżysz na ziemi? Wstawaj. – Wtedy właśnie kobieta ujrzała jego zakrwawioną twarz. – Finnigan, zabierz go do skrzydła. A ty Granger, wytłumacz mi co tu się stało. – Wskazała na Hermionę.
- Bo Harry i Ron mieli drobne nieporozumienie. Ron nazwał Nicole dziwką, na co Harry zareagował zbyt impulsywnie i uderzył go.
- Potter, szlaban dzisiaj o 19:00. Jak Weasley wyjdzie ze Skrzydła to przekaż mu, aby też stawił się na szlabanie. A teraz wchodzić do szklarni. Mamy rośliny do przesadzenia. – Sprout uznała sprawę za zakończoną.
Do końca dnia w stanie Laury nie nastąpiły żadne zmiany. Cały czas była nieprzytomna i cały czas nie wiadomo było jakie działanie będzie miało zaklęcie zapomnienia.


*Acus – z łac. ‘igła’ 

***

Dziś po pierwsze krócej, ale tak wyszło, a po drugie rozdział niezbetowany, ale zgodnie z obietnicą chciałam go wstawić do końca tygodnia, a dopiero skończyłam go pisać. Mam nadzieje, że się podoba.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 15 lutego 2016

Prorok Codzienny 4

Po raz drugi zostałam nominowana do Liebster Blog Award. Tym razem przez PomyLunę z Maddie Ravenclaw. Na pytanie chętnie odpowiem, ale nie będę nominować kolejnych blogów, gdyż nie bawię się w takie łańcuszki. Tak więc jeśli macie ochotę zapraszam do poczytania moich odpowiedzi :)

1. Co cię skłoniło do napisania bloga?
Nudy i chęć stworzenia czegoś swojego.
2. Do jakich filmów i książek najchętniej wracasz?
Książki to oczywiście seria Harry Potter i Zwiadowcy, a filmy to po raz drugi Harry Potter, ale też Szybcy i Wściekli i pewnie parę innych, o których teraz nie pamiętam.
3. Jaki jest twój ulubiony cytat?
Mam takie trzy cytaty które do mnie przemawiają
"Jest jedna rzecz dla której można żyć,
HIP-HOP - i nie zmienia się nic
- Slums Attack - Jest jedna rzecz
"Dawno temu wybrałem swoją drogę to hip-hop,
to całe moje życie na ten temat to wszystko.
Oddałbym za to serce, swój czas i talent,
jedna miłość dla bitów pod płynący alfabet."
- Slums Attack feat. O.S.T.R., Jeru the Damaja
"Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca choćbyś miał tu paść na ryj."
- Z.B.U.K.U. - "Do końca"
4. Którą część garderoby najbardziej lubisz?
Dżinsy, nie wyobrażam sobie siebie bez tej części
5. Jaki jest Twój ulubiony YouTuber?
Brak, na YouTube oglądam tylko teledyski
6. Nosisz obecnie krótkie, czy długie włosy? Jakie wolisz?
Część mam długich, a część krótkich :) w sensie długie z wygolonym bokiem i takie mi najbardzie odpowiadają.
7. Grasz na jakimś instrumencie? Jeśli nie to chciałabyś?
Niestety nie gram, ale chciałabym nauczyć się grać na perkusji.
8. W której klasie zaczęłaś pisać?
Druga, albo trzecia technikum.
9. Ulubiona piosenkarka/piosenkarz/zespół?
Właściwie to raper i to nawet kilku. Na pierwszym miejscu oczywiście Peja, a potem Sobota, Chada, Z.B.U.K.U., Śliwa, Bezczel i wiele innych
10. Gdzie byłaś za granicą. Jeśli nie to chciałabyś?
Czechy, Niemcy i Holandia. A kiedyś chciałabym pojechać nad morze Śródziemnomorskie.

To tyle z moich odpowiedzi i jedyne co mi pozostaje to zaprosić Was na kolejny rozdział, który pojawi się w tym tygodniu.
Pozdrawiam AniaXXX