czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 37

Lord Voldemort, Lucjusz Malfoy i Severus Snape wrócili z misji koło północy. Czarny Pan był wyjątkowo zadowolony, bo udało mu się całkowicie przekonać dementorów do walki po jego stronie. Dlatego właśnie postanowił dodatkowo poprawić sobie humor torturami więźnia.
Tak, jeszcze dzisiaj ją po torturuję, a jutro zabiję. Czas skończyć tę zabawę. Może rozkażę zabić ją młodemu Malfoy'owi. Tak, to będzie zabawne. - takie myśli krążyły po umyśle Voldemorta, gdy wchodzili do dworu.
- Lucjuszu, Severusie, jesteście wolni. Ty, Severusie zostaniesz tu jeszcze do jutra. Gdy już zabijemy Nicole Potter będziesz mógł przekazać jej ciało Potter'owi. Idźcie już, ja jeszcze ją po torturuję.
- Oczywiście, Panie. - rzekli oboje i oddalili się do swoich komnat. Snape zastanawiał się, czy udało im się uciec. Pewnie dowie się za chwilę. Tymczasem Czarny Pan dochodził do lochów. Gdy już się tam znalazł Malfoy Manor ogłuszył głośny ryk wściekłości. Snape uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Czyli udało im się. - mruknął do siebie i ruszył do lochów. Po drodze spotkał wyraźnie złego Lucjusza.
- Narcyzy nie ma. - warknął
- Może gdzieś wyszła? - zaproponował Severus
- Miała na mnie czekać. Mam nadzieję, że to nie ma nic wspólnego z krzykiem Czarnego Pana. - resztę drogi przemierzyli w ciszy. Na miejscu zastali szalejącego z wściekłości Voldemorta. Miotał się po lochach, przy otwartej celi Nicole i wszędzie rzucał niewybaczalne zaklęcia. O ile zielone promienie nie dosięgały niczego prócz przedmiotów martwych, to czerwone promienie wysyłane były w nieprzytomną Bellatriks Lestrange. Obaj mężczyźni wiedzieli, że jeśli Czarny Pan jest w takim stanie lepiej, żeby ich tu nie było. Jednak jeśli by tu nie przyszli to Voldemort i tak by się na nich wyżył, a byłoby jeszcze gorzej, bo zostaliby ukarani za zwlekanie.
- Panie. - zwrócił na siebie uwagę Malfoy. Mężczyzna natychmiast odwrócił się w ich stronę.
- Jak śmiesz mi przerywać! - wykrzyknął - Crucio! - przez kolejnę godzinę Voldemort wyżywał się na trójce swoich poddanych. Gdy wreszcie się uspokoił syknął w stronę Belli - Rennervate. Co tu się stało? - zapytał nie zwracając uwagi na krzywiącą się z bólu kobietę.
- Panie, ona uciekła. Draco jej pomógł. Ten zdrajca wkradł się tutaj. Walczyłam z nim. Ona mu pomogła. Już prawie mi się udało, gdy rzuciłam na nią klątwę zamierania, ale ona wysłała wysłała we mnie jakieś światło, ono oślepiło mnie i straciłam przytomność. - mówiła rozemocjonowana klękając przed Czarnym Panem. - Panie wybacz mi. - zakończyła 
- Dałaś się pokonać dwójce nastolatków. Crucio! - kolejne zaklęcie torturujące trafiło w kobietę. Czarny Pan zakończył zaklęcie, aby zwrócić się do Malfoy'a - Lucjuszu, twój syn zdradził. - po wcześniejszej furii nie było śladu, teraz Voldemortem rządziła zimna nienawiść. - Crucio - wysyczał w jego stronę
- Panie wybacz, ale to Narcyza musiała mu pomóc. Jej też nie ma. - wyjęczał blondyn po przerwanym zaklęciu.
- Cyzia. Moja Cyzia zdradziła - zaczęła mówić Bella. - Ona nie mogła, była taka posłuszna, a teraz uciekła, jak zwykły tchórz. - kobieta błędnym wzrokiem patrzyła na wszystko. Teraz widać było jakie szaleństwo w sobie nosi. Voldemort przerwał jej rozważania.
- Lucjuszu, jak wychowałeś swoją rodzinę? - zapytał, jednak nie czekając na odpowiedź ciągnął dalej - Jeśli pójdziesz ich przykładem zginiesz, jeśli ukarzesz ich za nieposłuszeństwo, jestem w stanie ci wybaczyć. Crucio! - przez resztę nocy Voldemort karał Lucjusza za zdradę rodziny, Bellę za nie powstrzymanie ucieczki więźnia, a Severusa, bo tam był.
&&&
Rano tak jak się umówili młodzież czuwała przy Nicole, a Syriusz i Remus poszli odpocząć. Na Grimmauld Place zjawiła się pani Weasley wraz z dwójką najmłodszych dzieci. Pan Weasley był w pracy, a bliźniaki urządzali swój nowy sklep na Pokątnej. Rudowłosa kobieta zajęła się śniadaniem, widząc, że nikt się tym nie przejął. Wszystkich mieszkańców zagoniła do posiłku, łącznie z Syriuszem i Remusem, którzy jeszcze nie zdążyli się położyć. Gdy już się najedli młodzież ruszyła do pokoju Nicole, a mężczyźni poszli spać. Pani Weasley dalej krzątała się po kuchni. W sypialni Nicole wszyscy pogrążyli się w cichych rozmowach i tak spędzili czas do obiadu. Do jadalni skierowali się wszyscy oprócz Harry'ego, który nie chciał opuszczać siostry.
- Stary, daj spokój przecież przez te pół godziny nic się jej nie stanie. - stwierdził lekceważąco Ron.
- A jeśli się obudzi?
- To poczeka sobie. No chodź, obiad czeka.
- Sorry Ron, ale siostra jest dla mnie ważniejsza niż obiad. Idź, ja tu zostanę. - rudzielec nie rozumiejąc przyjaciela zszedł do jadalni. Nie rozumiał dlaczego Harry chciał ślęczeć przy Nicole cały czas. Przecież to zupełna strata czasu, ona i tak jest nieprzytomna. Ron przez pół dnia próbował namówić Pottera do tego, aby zajął się czymś innym. Choćby grą w szachy z nim. To jest dużo bardziej produktywne, niż siedzenie przy nieprzytomnej osobie, o której Ronald miał własne zdanie, które zupełnie nie pokrywało się z opinią Harry'ego, czy w ogóle kogokolwiek innego. Młodemu Weasley'owi nie podobała się też obecność Malfoy'ów i Snape'ów, ale niestety nie miał nic do gadania. Wybrał się tu dziś nie dlatego, że martwił się Nicole, ale dlatego, że chciał spędzić czas z Harry'm, który miał go głęboko w poważaniu.
- Ron, dlaczego Harry nie zszedł? - jego rozmyślania przerwała pani Weasley.
- Bo chciał zostać przy biednej Nicole.
- W takim razie jak zjesz, to zaniesiesz mu obiad. - stwierdziła kobieta zmartwionym głosem, nie zauważając ironii w głosie syna. Camile i Vanessa, które to zauważyły, wysłały mu nienawistne spojrzenia. Posiłek przerwało pojawienie się niespodziewanego gościa.
- Tato! - wykrzyknęli jednocześnie Sam i Vanessa
- Och, Severusie, może zjesz z nami? - zapytała pani Weasley
- Nie dziękuję, Molly. Przyszedłem tylko, aby porozmawiać z nimi. - stwierdził wskazując swoje dzieci i Malfoy'ów. - Potem muszę jeszcze iść do Dumbledore'a. Co z dziewczyną?
- Dostała klątwą zamierania. - odpowiedział mu Draco
- To wiem, Bella streściła już co tam się działo.
- Teraz czekamy, aż dokona wyboru. Jest pod opieką uzdrowiciela. - wyjaśniła rudowłosa kobieta
- Tato, ale opowiadaj co się wczoraj tam działo? - zapytała niecierpliwie Vanessa. Gdy oni zajęli się rozmową Molly podała Ronowi talerz z obiadem dla Harry'ego. Chłopak chętnie wycofał się z pomieszczania pełnego ślizgonów, przy wyjściu usłyszał jeszcze słowa matki:
- Lauro, jeśli możesz to sprawdź, czy Remus i Syriusz jeszcze śpią. Jeśli nie to poproś ich na obiad.
Ron nie dosłyszał odpowiedzi, ale mało go ona obchodziła. Teraz miał zamiar iść do Harry'ego i powiedzieć mu parę słów.
- Mama, kazała ci to przynieść. - powiedział oschle podając przyjacielowi talerz pełen jedzenia
- Dzięki. - powiedział i zabrał się za jedzenie, cały czas wpatrując się w Nicole. Gdy skończył Ron postanowił rozpocząć rozmowę.
- Nie sądzisz, że to dziwne, że udało jej się wyjść prawie cało z tego wszystkiego? - zapytał spokojnie.
- O co ci chodzi? Ona wyszła z tego prawie cało? W każdej chwili może umrzeć, a ty cały czas bagatelizujesz sprawę. - Harry powoli się denerwował zachowaniem przyjaciela. Najpierw pół dnia próbował go przekonać, że nie warto siedzieć przy Nicole, a teraz to. Wiedział, że ten nie przepada za dziewczyną, ale sądził, że czas oskarżania jej o niestworzone rzeczy już minął. 
- Nie interesuje mnie jej życie. Chodzi mi raczej o to, że przytomna, czy nie, ale wprowadziła do kwatery zakonu rodzinę śmierciożerców. 
- A widziałeś znaki na ich przedramionach? - gdy odpowiedziało mu milczenie kontynuował - No właśnie. Oni uratowali Nicole i jestem im za to cholernie wdzięczny. Nie obchodzi mnie, że z Malfoy'em nienawidzimy się od pierwszej chwili. Teraz to nie jest ważne. - z każdym zdaniem podnosił głos
- Pewnie, zadawaj się z tymi śmierciożercami! Zobaczymy co zrobisz, gdy wydadzą cię Sam-Wiesz-Komu! Ona jeśli przeżyje, wyda cię jako pierwsza! - zakończył wskazując na leżącą dziewczynę.
- Przestań ją oskarżać o największe zło świata! Powiedz mi wreszcie co do niej masz?! - te krzyki zwołały wszystkich obecnych na Grimould Place, jednak chłopaki zdawali się ich nie zauważać.
- Już ci mówię! Została ślizgonką, przyjaźni się z Malfoy'ami i Snape'ami! Ma swojego szpiega u nas, w Gryffindorze! Tam mała przekazuje jej wszystko co się u nas dzieje! Potem wszystkie te informacje wędrują do Sam-Wiesz-Kogo! A ty jeszcze z taką radością przyjmujesz pomoc Malfoy'a! Myślisz, że takiemu tchórzowi, jak Malfoy, tak po prostu udało się uciec od Sam-Wiesz-Kogo?! Ja ci powiem jak to było! Oni uratowali ją, aby wkupić się w twoje łaski! Teraz, gdy ty im ufasz to oni z radością sprowadzą cię do Niego! Prawdopodobnie jeszcze ona im pomoże! Bo jakoś nie mogę uwierzyć, że tak po prostu przeżyła trzy dni tortur Sam-Wiesz-Kogo! Pewnie już cię sprzedała! Może jeszcze się zaprzyjaźnisz z Malfoy'em?! - zapytał z sarkazmem. Widownia jaka się zebrała z pokoju w szoku patrzyła na rudowłosego chłopaka, nie mogąc wykrztusić nawet słowa.
- Ty masz jakąś paranoje! Dla twojej wiadomości nadal nie lubię Malfoy'a, ale ufam mu, bo pomógł Nicole. - Harry przestał krzyczeć patrząc z bólem na, chyba już byłego, przyjaciela.
- Może jeszcze zaczniesz gloryfikować Snape'a, bo przecież pomógł Malfoy'owi uratować idealną Nicole?
- W tej chwili jestem mu bardziej wdzięczny niż tobie. - odpowiedział zimnym głosem Harry. Ron po raz pierwszy usłyszał taki ton jego głosu, to go jeszcze bardziej zdenerwowało, bo chciał dla Harry'ego dobrze, a on mu tak odpłaca.
- Jasne, zadawaj się dalej z tymi śmierciożercami, a sam nim wreszcie zostaniesz. - szok na twarzach wszystkich obecnych to byłoby mało powiedziane. Pierwsza z tego odrętwienia wyrwała się Vanessa, która podeszła do rudzielca i po prostu go spoliczkowała.
- Przestań nas wreszcie obrażać, kretynie. - warknęła. To otrzeźwiło też innych.
- Ronaldzie jak ja cię wychowałam? Natychmiast przeprosisz wszystkich, których obraziłeś. - rzekła pani Weasley tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Nie mam ochoty nikogo przepraszać. - warknął zapominając do kogo mówi.
- Jak ty się do mnie odzywasz?
- Pani Weasley, nie ma potrzeby, aby on kogokolwiek przepraszał. Niech po prostu zejdzie z moich oczu. - stwierdził zimno Harry patrząc na byłego przyjaciela. Po chwili z powrotem usiadł przy łóżku Nicole i nie zwracał uwagi na to co się dzieje.
- Molly, myślę, że Ronald powinien wrócić do Nory. - stwierdził równie zimnym głosem Syriusz. Narcyza w myśli stwierdziła, że odezwała się w nim natura prawdziwego Blacka. W końcu chłód Blacków był szeroko znany w społeczeństwie.
- Ronald, masz szlaban! Ale już idź do kominka i do Nory! I nie waż mi się wychodzić ze swojego pokoju. - zagroziła synowi kobieta. Gdy ten wyszedł niepocieszony, że nikt go nie poparł, rudowłosa znowu zabrała głos. - Wybaczcie mi za Ronalda. - swoje słowa skierowała do osób obrażanych przez syna.
- Molly, nie przepraszaj za to, że masz syna idiotę. - stwierdził swoim zjadliwym głosem Snape. To rozluźniło atmosferę, mężczyzna dodał jeszcze, że musi iść do Dumbledore'a i wyszedł, a pokój powoli się wyludniał.
&&&
Wszędzie ciemno. Zamknę oczy - ciemno, otworzę - też ciemno. Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Chcę do czego bardziej materialnego. Nie wiem, czy stoję, czy siedzę, czy lewituję. Po prostu jestem, istnieję. A może nie? Może jestem już po drugiej stronie. Nie, nie mogę być martwa, przecież ja chcę żyć. Jestem jeszcze taka młoda, to nie mógł być mój czas. Nie, absolutnie. Ja chcę wrócić. Chcę do Harry'ego, Laury, Remusa, Syriusza, Camile, Vanessy, Sama, Blaise'a, a nawet do Dracona. Gdybym mogła to tupnęłabym nogą jak małe dziecko, ale chyba i tak nikt nie zwróciłby na to uwagi. Do jasnej cholery ja chcę żyć. O tam się robi jaśniej, coś się zmienia. O nie, tylko nie to. Nie chcę tego widzieć.
Obrazy, które zaczęły się pojawić wyraźnie przeraziły Nicole. Zobaczyła ostatnią kłótnie z rodzicami. Poranek podczas którego dowiedziała się o śmierci rodziców. Rozpacz swoją i Laury. Rozstanie z przyjaciółkami, gdy jeszcze nie wiedziała, że ma brata. Kiepskie przyjęcie ją w poczet ślizgonów. Chłód i obojętność Dracona. Kłótnie z Harry'm o jej przydział. Zawód Harry'ego po jego przegranym meczu. Kolejna kłótnia, właśnie o mecz. Konfrontacja z mordercą rodziców podczas świąt. Przy następnych scenach chciała zamknąć oczy i nie patrzeć, ale niestety nie dało rady. Zobaczyła ten wieczór, w który została porwana przez śmierciożerców.
Porwana? Przecież ja się sama się poddałam, aby chronić przyjaciół. Oni mnie zdradzili, a ja ich cały czas chroniłam. Nie! Wybaczyłam im. Musieli to zrobili.
Kolejna scena. Tortury. Cruciatusy, rzucane przez Dracona.
To też mu przebaczyłam. Nie ma co tego roztrząsać. Musieli to zrobili.
Gwałt.
Nie, nie to. Ja nie chcę. Zabierzcie to sprzed moich oczu. Zrobię wszystko tylko niech to zniknie. Już nigdy nie chcę tego pamiętać. Jeśli nie przeżyję tego co się tutaj dzieje, to już nigdy więcej nie poczuję tego bólu. Przestanę cokolwiek czuć. Tak, kusząca propozycja. Nie, ja muszę żyć. Laura sobie beze mnie nie poradzi, a Harry będzie się obwiniał. Nie mogę zaprzepaścić tego co zrobił dla mnie Draco. To dzięki niemu uciekłam stamtąd. Muszę przeżyć i przeżyję, choćby nie wiem co.
Gdy tylko Nicole uświadomiła to sobie scena gwałtu znikła. Zamiast tego zobaczyła swój pokój na Grimmauld Place. Byli tam wszyscy, których kochała, albo szanowała. Chociaż nie, był tam też Ronald Weasley. 
Jego ani nie kocham, ani nie szanuję. Tylko dlaczego on się tak wydziera? Tam jestem też ja. To musi się dziać teraz, a ja jestem nieprzytomna. Harry błagam nie wierz, w to co ten kretyn ci mówi.
W miarę jak kłótnia Harry'ego i Rona przemijała, serce Nicole coraz bardziej się radowało.
Jestem z ciebie dumna, braciszku. Ja naprawdę chcę już do was wrócić.

***


Dziś dwa rozdziały, bo przez kolejny miesiąc, albo trochę krócej, nie będę miała dostępu do internetu. Już w następnym rozdziale dowiecie się kim jest tytułowy anioł życia, tak więc macie na co czekać.
Do usłyszenia za miesiąc. Pozdrawiam,
AniaXXX

Rozdział 36

Trójka Malfoy'ów wiedziała, że to będzie trudny dzień, ale jeśli wszystko się powiedzie to będzie to też dzień, w którym rozpoczną nowe życie. Jak codziennie rano zeszli do jadalni, aby zjeść śniadanie w towarzystwie Lucjusza. Siedzieli i jedli w ciszy przy wielkim stole.
- Camile, dziś wybierzemy się na Pokątną. - powiedziała Narcyza po skończonym posiłku. Zanim jednak dziewczyna odpowiedziała Lucjusz się wtrącił.
- A po co wybieracie się na Pokątną? - zapytał
- Myślę, że to najwyższy czas, aby zrobić z Camile prawdziwą damę. Chciałam zabrać ją do Madame Malkin. Oczywiście jeśli ci to nie przeszkadza?
- Nie, ale powinnaś mnie spytać najpierw o zdanie. - odpowiedział surowym głosem.
- Wybacz, ale myślę, że nie potrzebuję twojego pozwolenia, aby spędzić czas z córką. - jej głos był zimny. Odkąd Draco pamiętał rozmowy rodziców właśnie tak wyglądały. Matka zimna niczym lód, ojciec twardy i surowy jak skała.
- Oczywiście. - zakończył temat z sarkazmem - Dziś idę na misję z Czarnym Panem, jak wrócę masz na mnie czekać. - rozkazał. Wszyscy obecni wiedzieli co to oznacza. Narcyza zostanie ukarana przez swojego męża.
- Oczywiście, Lucjuszu.
Godzinę później Narcyza i Camile teleportowały się do Londynu. Znalazły się w uliczce na zwykłym, mugolskim osiedlu. Narcyza rozglądając się dookoła pociągnęła córkę na główną ulicę. Camile dojrzała tabliczkę z nazwą ulicy: Grimmauld Place. Zatrzymały się przed rzędem domów. Młodsza zauważyła, że domy na przeciwko nich mają numery 11 i 13. Wtedy przypomniała sobie karteczkę, którą Draco dostał wczoraj od Severusa Snape'a.
- Kwatera Główna Zakonu Feniksa znajduje się na Grimmauld Place 12. - mruknęła, a gdy tylko umilkła zaczął pojawiać się przed nimi kilkupiętrowy dom o brudnych ścianach z numerem 12. Weszły do środka chwytając za klamkę w kształcie węża. Znalazły się w ponurym, długim holu. Przeszły przez niego kierując się do pierwszych drzwi na prawo. Camile odniosła wrażenie, że jej mama dokładnie wie gdzie iść. Weszły do, jak się zdawało dziewczynie, salonu. Mimo tego, że był on pełen ludzi panowała tam zupełna cisza. Pierwsze co rzuciło się jej w oczy to obecność przyjaciół. Vanessa, gdy tylko ich zobaczyła zerwała się z kanapy i podbiegła do Camile.
- Cami, nic ci nie jest? Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - pytała, przytulając przyjaciółkę. Vanessa bała się nie tylko o Nicole, ale też o blondynkę. Przecież jeśli nie udało by im się uciec mogła zostać okrutnie ukarana za sam zamiar ucieczki. Tej troski panna Malfoy nie wytrzymała. Najpierw popłynęły jej pierwsze łzy, a potem już nie potrafiła ich powstrzymać.
- Vane, ja musiałam to zrobić... Ja nie chciałam... Ale Draco... on... my... zostalibyśmy ukarani... ja nie chciałam... ale nie mogłam odmówić... on by nas zabił... - poszczególne wyrazy przerywały wybuchy szlochu. Ci co znali Malfoy'ówne wcześniej pierwszy raz zobaczyli tą dumną dziewczynę w takiej rozpaczy. Wszyscy od razu zrozumieli, że Camile zrobiła to co musiała, bo nie miała innego wyjścia, i że bardzo tego żałuje.
- Ciii, spokojnie. Ja to rozumiem. Nicole też zrozumie. - Vanessa uspakajała przyjaciółkę wciąż ją przytulając
- Ona mi nie wybaczy.
- Hej, przecież obie znamy Niki i obie wiemy, że już dawno ci wybaczyła. - Vanessa była przekonana, że właśnie tak jest, nie dopuszczała do siebie innej myśli. - A teraz przestań płakać, Malfoy'om nie wypada mieć opuchniętych oczu. - zażartowała mając nadzieję, że to uspokoi Camile. Nie pomyliła się, blondynka z bladym uśmiechem jeszcze raz ją uścisnęła i podziękowała za słowa otuchy. Camile rozglądnęła się po pomieszczeniu. Okazało się, że oprócz Snape'ów obecni tam byli też Weasley'owie, w składzie Ginny, bliźniacy i Ron, który jako jedyny parzył na nią z pogardą, ale tak, aby nikt inny tego nie zauważył. Była też rudowłosa, starsza kobieta, więc Camile domyśliła się, że to matka rudych. Dojrzała też dwóch mężczyzn, jasnowłosego i czarnowłosego. Ten drugi wzrok miał wpatrzony w kogoś za blondynką. Jak się okazało zaraz za nią stała Narcyza, która właśnie się odezwała:
- Dziękuję ci Syriuszu, że pozwoliłeś nam się tu ukryć. Przepraszam. - szepnęłą i spuściła głowę. Camile po raz pierwszy widziała taką mamę. Przecież ona nigdy nie przepraszała i nie żałowała. A teraz widoczne było to, że kobieta czegoś żałuje.
- Wiesz przecież, że dla Blacków ten dom zawsze stoi otworem. Nie przepraszaj, najważniejsze, że zrozumiałaś. - odpowiedział czarnowłosy.
Po tych ciężkich powitaniach w salonie znowu zaległa cisza, wszyscy rozsiedli się i czekali z niecierpliwością, ale i z niepokojem na Dracona i Nicole.
&&&
Draco też czekał. Czekał, aż jego ojciec, chrzestny i Czarny Pan wyruszą na swoją misję. Nareszcie wybiła godzina 18:00 i Draco usłyszał jak trójka mężczyzna deportuje się z salonu. Blondyn wyszedł ze swojego pokoju i skierował do lochów. Starał się iść w ciszy, jednocześnie nie zachowując się podejrzanie. Jeśli Bella przez przypadek go zauważy to nie chciał, aby nabrała podejrzeń, że robi coś czego nie powinien. Tak więc szedł pewnym krokiem, schodząc coraz niżej mocno ściskając w ręku różdżkę. Wreszcie znalazł się w lochach.
- Lumos - mruknął, aby oświetlić sobie drogę. Nie mógł uwierzyć, że Czarny Pan zostawił Nicole bez strażników. Jednak potem zdał sobie sprawę, że przecież dziewczyna nie była w stanie się stąd wydostać sama, a żaden śmierciożerca nigdy by jej nie pomógł. W końcu znalazł celę, w której znajdowała się Nicole. W świetle różdżki zauważył, że ubrała się w ciuchy, które ktoś tu przyniósł. Leżała na brzuchu, więc nie wiedział, czy śpi. Zobaczył jednak, że jej jasna bluzka zmieniła kolor. Teraz była brunatna od zaschniętej krwi. Draco odwrócił wzrok od tego widoku i poszukał szafki o której mówił mu Severus. Szybko ją znalazł, więc wyciągnął różdżkę Nicole i z powrotem podszedł do celi dziewczyny.
- Alohomora. - wypowiedział zaklęcie, jednak nic się nie stało. - Wiedziałem, że poszło za łatwo. Trzeba zrobić trochę hałasu. - mruknął do siebie - Bombarda! - pod wpływem zaklęcia drzwi celi wyleciały w powietrze. Na szczęście wylądowały obok pryczy Nicole, a nie na niej. Dziewczyna krzyknęła przestraszona - Cholera, zaraz zlecą się tu śmierciożercy. - gadał do siebie Draco. Chłopak podszedł do Nicole widząc, że nie była w stanie podnieść się sama. - Dasz radę wstać?
- Co ty robisz? - zapytała ignorując jego pytanie i próbując się podnieść
- Ratuję nas. Czekaj, pomogę ci. - złapał ją delikatnie za ramię, a gdy wzdrygnęła się ze strachu nie puszczał jej wiedząc, że nie mają dużo czasu. - Spokojnie nie skrzywdzę cię. - uspokajał ją.
- Draco, jeśli nam się uda stąd uciec, nie mów nikomu o tym co się wczoraj stało. Proszę. - blondyn nie mógł znieść jej błagalnego wzroku, dlatego kiwnął głową, aby ją uspokoić. Gdy już w miarę wygodnie usiadła Draco podał jej różdżkę i zaczął wyciągać zawartość kieszeni.
- Tu masz eliksir uzupełniający krew, a ten to przeciwbólowy. Wypij. - poganiał ją słysząc, że do lochów ktoś się zbliża. Podał jej też starą gazetę, mówiąc - To jest świstoklik. Aktywuje się na hasło: Hogwart. - dokończył w chwili, gdy do celi wbiegła Bellatriks Lestrange.
- Ty podły zdrajco! - wrzasnęła - Crucio! - Zaczęli walczyć, a Nicole zmagała się z mdłościami spowodowanymi przyjęciem eliksirów. Gdy opanowała swój żołądek, próbowała wstać. Chciała pomóc Draconowi, ale nie mogła znaleźć na to sił. A Draco radził sobie coraz gorzej, widać było, że przegrywa. Wreszcie dosięgnął go Cruciatus. Nicole nie mogła patrzeć, jak ktoś kto chce jej pomóc, cierpi. To właśnie dodało jej sił. Zerwała się z pryczy i złapała za różdżkę.
- Expeliarmus. - mimo tego, że kobieta odbiła zaklęcie, to jednak dało to Draconowi czas na pozbieranie się. Zaczęli walczyć ramię w ramię z Bellatriks. Mimo przewagi liczebnej ledwo dotrzymywali jej pola. Udało jej się rzucić Draconem o ścianę. Zaraz po pokonaniu siostrzeńca wysłała kolejną klątwę w dziewczynę. Nicole, która odwróciła się, aby sprawdzić co z Malfoy'em nie zwróciła uwagi na przeciwniczkę. Gdy zdała sobie sprawę, że w jej stronę została wysłana klątwa, obróciła się i zdążyła zobaczyć czarny promień uderzający w jej klatkę piersiową.
Draco uderzając o ścianę stracił dech, jednak szybko odzyskał panowanie nad sobą i dostrzegł co się dzieje. Widział jak w stronę Nicole mknie czarny promień. Od razu rozpoznał co to za zaklęcie. Jeśli ona szybko nie otrzyma pomocy to umrze. Jednak w chwili, gdy promień zaklęcia spotkał się z ciałem dziewczyny stało się coś nieoczekiwanego. W miejscu gdzie ślizgonka została ugodzona rozległ się błysk światła, było ono tak rażące, że Draco zamknął oczy. Gdy światło objęło całą celę, zaczęło się gwałtownie zmniejszać. A gdy już skupiło się przy klatce piersiowej Nicole wyprysło do przodu tworząc strumień, który trafił w Bellatriks. Kobieta tak jak Draco musiała zamknąć oczy przed światłem, więc nie zdała sobie sprawy, że została uderzona tym właśnie światłem. Gdy Malfoy uchylił powieki zobaczył dwie kobiety leżące na ziemi. Nie wiedział co tu się stało, ale miał nadzieję, że Nicole jest tylko nieprzytomna. Nie zastanawiając się dłużej czym prędzej w jedną rękę złapał świstoklik, a w drugą dłoń Nicole. W następnej chwili wylądowali na mugolskim osiedlu. Na całe szczęście nigdzie w pobliżu nie zauważył mugoli. Draco powtórzył w myślach hasło, które przekazał mu Snape, dzięki czemu ujrzał kilkupiętrowy dom. Szybko wszedł do budynku z Nicole w ramionach. Przebiegł przez ciemny korytarz kierując się do otwartego pomieszczenia, z którego wydobywało się światło.
- Draco! - powitały go krzyki
- Co z nią?
- Co się stało?
- Czemu jest nieprzytomna?
- Połóż ją tu. - przez grad pytać Draco dosłyszał głos matki, która wskazała na zwolnioną kanapę. Draco ułożył ją delikatnie na kanapie. Koło nieprzytomnej znalazł się wysoki, dwudziestoparoletni mężczyzna.
- Jestem uzdrowicielem. Co jej jest? - zapytał kierując pytanie do Dracona.
- Oberwała klątwą zamierania*. - odrzekł tylko chłopak, wiedząc, że to najważniejsze. Uzdrowiciel od razu zaczął szeptać zaklęcia nad ciałem Nicole.
- Wyjdźmy stąd. - zaproponowała pani Weasley twardym głosem wyganiając mały tłumek, który zebrał się w salonie.
- Ale Nicole... - zaczęła płaczliwym głosem Laura.
- Teraz jest pod opieką uzdrowiciela - stwierdziła pani Weasley - Chodźmy do kuchni.
- Chodź, jest pod dobrą opieką, nic jej nie będzie. Teraz już wszystko będzie dobrze. - uspokajał dziewczynkę Harry. Potter zrozumiał, że uzdrowiciel potrzebuje spokoju, aby móc wyleczyć jego siostrę. Nie bał się zostawić ich z Malfoyem, bo to on uratował ją stamtąd. Kilka godzin wcześnie wykorzystał prezent, który dostał od Nicole na urodziny. Pomyślał o Malfoy'u, a medalion zaświecił czerwonym blaskiem. Harry zdał sobie sprawę, że może ufać znienawidzonemu ślizgonowi.
W salonie zostali tylko Nicole, Draco i uzdrowiciel.
- Mów co się z nią działo. - rozkazał - Wiem tylko, że oberwała kilkunastoma cruciatusami i wypiła eliksir łamiący kości połączony z zaklęciem iluzji.
- Potem dostała na niego anditotum.
- Wiem. - mruknął i kontynuował rzucanie zaklęć leczniczych
- Była biczowana, całe plecy ma rozharatane. Wypiła eliksir uzupełniający krew i przeciwbólowy. I ... - Draco się zawahał, bo przecież obiecał, że nikomu tego nie powie, ale to uzdrowiciel, on jej pomoże - i została zgwałcona. - dokończył po chwilowym wahaniu. - A gdy dostała klątwą zamierania stało się coś dziwnego.
- Co masz na myśli? - zapytał uzdrowiciel, który już obracał ją na brzuch, aby zająć się plecami dziewczyny.
- Z miejsca gdzie oberwała rozświetliło się światło. Ono oślepiło mnie, więc nic więcej nie zobaczyłem, ale gdy otworzyłem oczy to ona i Bellatriks były nieprzytomne.
- Nie wiem co to mogło być. Pierwszy raz coś takiego słyszę. Jednak jej organizm zachowuje się tak jak każdy, który obrywa klątwą zamierania. Teraz wszystko zależy od jej woli przeżycia. Jeśli będzie chciała żyć klątwa nie rozprzestrzeni się do serca, jeśli jednak straci wolę przeżycia to klątwa zatrzyma pracę serca. Obawiam się, że to, że została zgwałcona może mieć duży wpływ na nią. Wiele kobiet po takich przeżyciach chce umrzeć. - uzdrowiciel zamilkł i z powrotem wrócił do leczenia ran pleców. - Biczowali ją magicznym batem? - widząc niezrozumienie na twarzy chłopaka wyjaśnił - Bat wyczarowany był z różdżki, czy taki zwykły?
- Wyczarowany. - odpowiedział Draco
- W takim razie pozostaną jej blizny. Na razie nic więcej nie mogę zrobić. - powiedział opatrując jej plecy bandażem - Za kilka dni, jeśli się obudzi trzeba będzie ją przebadać pod względem ciąży.
- Proszę nie mówić nikomu o gwałcie. Ona nie chciała. Obiecałem jej. - wyjaśnił Draco.
- Dobrze, dopóki się nie obudzi nie powiem nikomu.
- Jak długo może być nieprzytomna?
- Jeśli będzie chciała przeżyć po dwóch, trzech dniach się obudzi. Jeśli nie to zanim umrze będzie nieprzytomna około dwa tygodnie. - stwierdził i wyszedł z pomieszczenia, a za nim Draco. Po chwili znaleźli się w jadalni, tam wszyscy rzucili się na uzdrowiciela, aby przekazał im informację o stanie Nicole. Matthew, uzdrowiciel, przekazał im wszystko to co powiedział Draconowi pomijając kwestie gwałtu. Zadrżeli ze strachu słysząc, że Nicole była biczowana. Po wysłuchaniu informacji Harry, Laura, Remus i Syriusz od razu poszli do Nicole. Pani Weasley pogoniła swoje dzieci, twierdząc, że Potter'ówna potrzebuje teraz spokoju, więc nic tu po nich.
- Wreszcie. - mruknął Ron tak, aby nikt nie słyszał. Weasley'owie przenieśli się do Nory.
W jadalni pozostali Snape'owie, Malfoy'owie i uzdrowiciel, który zauważył, że Draco krwawi.
- Siadaj. Trzeba cię opatrzyć. - powiedział. Draco spojrzał na niego jak na wariata, przecież nic mu nie jest. Jednak w tej chwili poczuł ból z tyłu głowy, dotknął bolące miejsce, a na dłoni został czerwony ślad.
- Nawet nie czułem. - stwierdził, ale posłusznie usiadł.
- Adrenalina - wyjaśnił mężczyzna, czyszcząc ranę. Potem posmarował ją jakąś maścią i po ranie nie było śladu. - To ja już się stąd zbieram. Jutro przyjdę sprawdzić jak tam pacjentka. - oznajmił i wyszedł.
- Chodźcie, pokaże wam gdzie macie pokoje. Draco, powinieneś się położyć. - stwierdziła Vanessa wychodząc. - Ty będziesz mieszkał z Samem, a ty, Camile ze mną. Syrisz stwierdził, że pani wie gdzie ma pokój. - zakończyła zwracając się do pani Malfoy
- Tak, wiem. Dziękuję ci Vanesso. - powiedziała Narcyza z nikłym uśmiechem.
- Nie jesteś tu pierwszy raz, mamo? - zapytała Camile
- To rodzinny dom Blacków. Przebywałam tu jak byłam dzieckiem. Mój ojciec i ojciec Syriusza byli braćmi. - wyjaśniła - Wypocznij Draco - stwierdziła gdy zatrzymali się przed pokojem chłopaków, a potem odeszła. Dziewczyny miały pokój zaraz obok. Malfoy'owie opróżnili pomniejszone kufry, które wzięli ze sobą z Malfoy Manor i rozpakowali się. Potem Draco wykąpał się i legł do łóżka zmęczony. Zasnął w jednej chwili. Camile ze Snape'ami poszli do Nicole. Jak się okazało została przeniesiona do swojego pokoju, więc tam się skierowali. Widząc pełny pokój rozsiadli się na oparciach foteli i podłodze. W siódemkę siedzieli w ciszy parę godzin zastanawiając się kiedy Nicole się obudzi. Koło północy zobaczyli, że Laura zasnęła, dlatego Remus zaniósł ją do sypialni. Gdy wrócił, powiedział:
- Idźcie spać. Ja i Syriusz posiedzimy tu przez noc, na wypadek, gdyby się obudziła.
- Remus, nie...
- Harry nie pomożesz jej nie wysypiając się. - stwierdził Syriusz - My tu posiedzimy, a rano będzie zmiana i my się wyśpimy. Idźcie już. - więcej nie oponowali, wiedząc, że nic nie wskórają u tych upartych mężczyzn.

* Klątwa zamierania - zmusza człowieka do wyboru życia lub śmierci. Jeśli człowiek nie będzie miał siły i chęci na walkę to życie to umrze. Proces ten będzie trwał około dwa tygodnie. Wtedy pod wpływem klątwy narządy człowieka, od najmniej potrzebnych do najważniejszych tj. serce i mózg, będą zamierać, czyli przestaną działać. Klątwa wymyślona przeze mnie.

***

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 35

Kolejnego dnia Nicole obudziła się cała obolała. Bolały ją wszystkie kości, mięśnie, po prostu wszystko. Zdarte od krzyków gardło piekło ją niemiłosiernie.
- Powinnam je zwilżyć wodą, może choć to pieczenie mi przejdzie. - pomyślała, choć na samą myśl wstania z tej niewygodnej pryczy i doczłapania się do naczynia z wodą całe jej ciało krzyczało w proteście. Czując suchość w ustach postanowiła się przemóc i spróbować wstać. Najpierw podeprzeć się na rękach, usiąść, przełożyć nogi na podłogę i wstać. Choć miała plan to wiedziała, że to nie będzie takie łatwe. Starając się nie zwracać uwagi na ból najpierw się podniosła, usiadła, a potem stanęła na drżących nogach. Udało się. Jeden krok, drugi. I na więcej nie miała siły. Upadła na ziemię. Na jej twarzy widać było raczej złość, niż ból, a potem rozgoryczenie. Była zła, że jest bezsilna. Po chwili zdała sobie sprawę, że właśnie o to chodziło Voldemortowi. Chciał ją złamać. Wreszcie napędzana tymi wszystkimi uczuciami zaczęła się czołgać w stronę wody. Gdy jej się udało była z siebie niezwykle dumna. Pokonała ból. Nie poddała się. I tak zostanie. Będzie silna. Wróciła na pryczę i położyła się odpoczywając. Czuła się jakby przebiegła cały Hogwart dookoła. Zmęczona zasnęła. Obudził ją odgłos otwieranych drzwi. Ujrzała w nich niskiego, pulchnego mężczyznę. Gdy zbliżył się do niej zauważyła, że ma małe wodniste oczy. Z twarzy przypominał szczura. Gdy tylko o tym pomyślała od razu wiedziała z kim ma do czynienia.
- Ty jesteś Glizdogon, Peter Pettigrew! - wykrzyknęła. On odwrócił od niej wzrok, tak jakby nie chciał na nią patrzeć.
- Wstawaj, Czarny Pan czeka. - rozkazał piskliwym głosem. W Nicole wezbrała złość. Ona dodała jej sił, dzięki czemu bez problemu wstała. To przez tego człowieka straciła brata na tyle lat. Przez niego jej rodzice zginęli. Pierwszy raz pomyślała o Potterach jak o rodzicach. Jednak widok zdrajcy pozwolił jej wpasować się w rodzinę Potterów. W tej chwili czuła się jak córka Lily i Jamesa.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić? - zaczęła zimnym głosem podchodząc do mężczyzny. Była na tyle wysoka, że byli na równi. Dzięki temu czuła się pewniej niż przy Crabbie i Goyle'u. - Jak się czujesz jako salonowy piesek Voldemorta? Warto było zdradzić przyjaciół, by mu służyć? - pytała zjadliwym głosem. Glizdogon w odpowiedzi złapał ją za ramię i pociągnął do wyjścia. Na początku miała wrażenie, że Pettigrew ma dłoń okrytą rękawiczką o metalicznym kolorze, jednak gdy złapał ją za rękę poczuła, że to nie zwykła dłoń jej dotyka, a właśnie metal. Chciała się mu wyrwać jednak jej się to nie udało. Ciągnął ją tak, aż do sali, gdzie znowu miała być torturowana. Widok, który tam ujrzała wyraźnie ją zaskoczył. Tak jak podczas poprzednich dwóch dni Voldemort siedział na tronie, a dookoła niego stali śmierciożercy. Jedyną różnicą był podłużny stół umieszczony pośrodku okręgu. Co oni chcą mi zrobić? - pytała samą siebie. Cruciatusy już ją tak nie przerażały, wiedziała jakiego bólu się po nich spodziewać. Jednak teraz czekało ją zupełnie coś innego, niestety jeszcze nie wiedziała co. A Nicole nie lubiła niewiedzy. Peter wprowadził ją do środka okręgu. Stanęła przed meblem patrząc hardo na Voldemorta i ukrywając strach przed nieznanym.
- Dziś czeka cię ciekawa rozrywka. - oznajmił swoim syczącym głosem Czarny Pan. - Zatem kto chciałby się zabawić z naszym gościem? - zapytał rozglądając się po śmierciożercach. Nicole zaczęła powoli rozumieć co ją czeka, dlatego ze strachu zaczęła się cofać. Wreszcie potknęła się o ludzi, którzy stali za nią. Oni z szyderczym śmiechem popchnęli ją z powrotem.
- Panie, ja bym chciał. Chcę się odwdzięczyć za to co mi wczoraj zrobiła. - odezwał się jeden z śmierciożerców. Nicole szybko na niego spojrzała i od razu poznała tego, który poprzedniego dnia próbował zmusić ją do wypicia eliksiru. Wtedy była dumna z tego powodu, że nie dała się, a dodatkowo sprawiła mu ból, jednak dzisiaj zrozumiała, że zapłaci za to.
- Dobrze Goyle. Wiem, że lubisz się tak zabawiać z ofiarami, więc zrób to.
- Dziękuję, Panie. - odpowiedział służalczym głosem i zaczął się zbliżać do Nicole. Ona zaczęła się rozglądać za kimś kto jej pomoże, niestety wśród żądnych krwi śmierciożerców nie ujrzała nikogo takiego. Widziała, jakby uspokajający wzrok Snape'a skierowany w jej stronę, potem zauważyła Dracona, który wpatrywał się w nią z wyraźnym strachem, bólem i współczuciem. Wreszcie zatrzymała wzrok na swoim oprawcy. Goyle Senior ściągnął maskę, dzięki czemu Nicole widziała obleśny uśmiech. Gdy mężczyzna podszedł do niej, uniósł różdżkę i niewerbalnym zaklęciem umieścił swoją ofiarę na stole. Związał ją tak, że siedziała na brzegu, rozszerzone nogi miała przywiązane do nóg stołu, a ręce miała umocowane nad głową. Próbowała się ruszyć, szarpać, ale to nic nie dało. Kolejne machnięcie różdżką spowodowało, że jej koszulka i spodnie leżały swobodnie na ziemi obok stołu. Śmierciożercy zawyli z uciechy. W oczach Nicole zaczęły pojawiać się łzy. Nie mogła uwierzyć w to, że zaraz zostanie zgwałcona. Przecież ci ludzie, choć byli mordercami, to mieli córki, żony, siostry. Co by zrobili, gdyby to właśnie ich kobiety to spotkało. Przecież oni sami robią to tym kobietom, aby wymóc na nich posłuszeństwo - podpowiadała jej świadomość. Nicole nie mogła patrzeć na swojego oprawcę, który właśnie ściągał swoją szatę i rozpinał spodnie, które miał pod nią. Odszukała wzrokiem Dracona, ze łzami w oczach patrzyła na niego. Zrozumiała, że właśnie Voldemortowi udało się ją złamać. Płacze, okazuje słabość i strach przed tym co będzie się działo. Tak bardzo chciała zachować godność, ale w tej chwili nie potrafiła powstrzymać płynących łez. Patrzyła w te szaro-stalowe oczy, jedyne przyjazne w tym pomieszczeniu. Czuła szorstkie dłonie dotykające ją po całym ciele. Po chwili poczuła chłód na piersiach, gdy gwałciciel zerwał z niej stanik. Zaczął je ściskać tak, że już po chwili zaczęły pojawiać się siniaki. Znowu rozległ się szyderczy śmiech, a najgłośniej śmiała się Bellatriks. Przecież to jest kobieta. To ją bawi. Harry, błagam ja chcę do domu. - w myślach Nicole przywoływała wszelkie bóstwa, aby jej pomogły. W momencie, gdy poczuła szarpnięcie, które zerwało jej majtki, zamknęła oczy mając nadzieję, że to złagodzi jej wewnętrzny ból. Znowu zaczęła słyszeć ten kojący głos - Nie poddawaj się. Bądź silna. Pomoc nadejdzie. Nie jesteś sama. To dało jej sił. Uchyliła powieki i już ze spokojem, choć nadal ze łzami, wpatrywała się w Dracona. Ten pozorny spokój zakończył się w momencie, gdy Goyle wszedł w nią gwałtownie. Nie powstrzymała krzyku. Jednak, gdy choć trochę przyzwyczaiła się do uczucia bólu postanowiła, że nie da im tej satysfakcji i więcej nie będzie krzyczeć. Z zaciśniętymi powiekami słuchała śmiechu śmierciożerców i odgłosów, które wydawał jej oprawca. Gdy wreszcie z jękiem przyjemności, który dla Nicole był najbardziej obrzydliwym i najgorszym dźwiękiem, odsunął się od niej, panna Potter odetchnęła z ulgą. Wiedziała, że to pewnie nie wszystko, ale teraz najważniejsze, że on się od niej odsunął.
- To teraz czas na drugą część przedstawienia. - syknął zadowolony Voldemort. Machnął w stronę Nicole różdżką. Dziewczyna poczuła, że ma wolne ręce i nogi, jednak nie była w stanie się podnieść. Jedyne na co ją było stać to uchylenie powiek. - Goyle odwróć ją. - rozkazał, a Nicole znowu poczuła na swoim ciele te okropne dłonie. Teraz leżała na brzuchu, nogi znowu miała przywiązane do stołu, a ręce przymocowane nad głową. - Crabbe może teraz ty zechciałbyś się wykazać.
- Oczywiście, dzięki ci Panie. - Nicole odwracała się na tyle ile mogła, aby zobaczyć co kolejny śmierciożerca będzie z nią robić. Niestety nie mogła ujrzeć co robi mężczyzna, który stał zaraz za nią. Po chwili jednak to poczuła. Z jej ust wyrwał się krzyk bólu, gdy dosięgło ją pierwsze smagnięcie batem. Zaraz potem zagryzła wargę, aby nie krzyczeć. Nie da im tej satysfakcji. Już i tak śmierciożercy z Voldemortem na czele mieli z niej ubaw. Po kilku uderzeniach z cienkich ran po uderzeniach cienkimi strumieniami zaczęła płynąć krew. Wreszcie po godzinie biczowania Lord Voldemort zarządził koniec tortur. Wtedy Nicole z powodu utraty krwi i zmęczenia straciła przytomność.
- Zabierzcie ją. - syknął Voldemort i wyszedł.
&&&
Harry od samego rana czuł, że z Nicole dzieje się coś bardzo niedobrego. Czuł niepokój odkąd okazało się, że zniknęła. Gdy dowiedzieli się, że została porwana przez Voldemorta bał się, że ją straci. Potem, gdy pojawiła się szansa na uratowanie siostry w jego sercu zakwitła nadzieja. Jednak dzisiaj niepokój i strach wzmocnił się. Dodatkowo miał wrażenie, że jest wyjątkowo zadowolony. Wiedział, że to sprawka Voldemorta, to on był zadowolony, a Harry to czuł. To wszystko mieszało mu się. Był niezdecydowany i zdenerwowany. Złościło go wszystko, nawet deszcz, który rozpadał się na dobre. Jedyną osobą, na którą nie warczał była Laura. Dziewczynka smętnie snuła się po domu, cały czas myśląc o siostrze. Harry'emu się wydawało, że jedynie ona go rozumie. Choć miała tylko dwanaście lat to ona czuła to samo co Harry. Oboje stracili siostrę i oboje mieli nadzieję, że ją odzyskają.
&&&
Severus Snape od razu po torturach musiał zająć się chrześniakiem. Wszyscy śmierciożercy wyszli z pomieszczenia, a Draco cały czas stał wpatrzony w ten stół i w plamy krwi na nim. Lucjusz wychodząc spojrzał na syna i kazał mu się opanować. Tak więc zadanie pocieszenia chłopaka spadło na Severusa.
- Draco, chodźmy stąd. - blondyn przeniósł zamglone oczy na mężczyznę. Słyszał go, ale nie rozumiał. Słyszał i widział wszystko co stało się w tym pomieszczeniu, na tym stole. Widział, a teraz żałował, że nie wydrapał sobie oczu. To było okropne. Oni ją zgwałcili, a ona się nie poddała. Nie walczyła, ale zniosła to z godnością. Draco uświadomił sobie jak słaby jest. To ona to przeżyła, ale to on nie może się pozbierać. - Draco, chodź. - tym razem już coś doszło do umysłu chłopaka. Kiwnął głową i skierował się do wyjścia. Jednak jego ruchy były jakby mechaniczne. Wreszcie doszli do pokoju blondyna. Tam zastali siedzącą na łóżku Camile. Gdy tylko ich zobaczyła podbiegła do nich i zaczęła wypytywać.
- Draco, co tam się stało? Jak ona się czuje? Jak ty się czujesz? - dokończyła płaczliwym głosem. Przytuliła go mocno. Draco odpowiedział na ten gest rozpaczliwie wczepiając się w ciało siostry. Po chwili blondyn oderwał się od niej i usiadł na łóżku chowając twarz w dłoniach. Camile usiadła obok i delikatnie głaskała go po plecach, chciała, aby wiedział, że zawsze będzie z nim. Snape machnął różdżką, dzięki czemu na biurku pojawiła się butelka Ognistej Whisky i szklanka, do której nalał trunku i podał Draconowi.
- Pij, uspokoisz się. - powiedział. Chłopak wziął od niego szklankę i wypił zawartość jednym łykiem. Rzeczywiście pomogło, Draco opanował drżenie rąk i rozjaśniło mu się w umyśle.
- Jeszcze. - poprosił Draco.
- Nie. - sprzeciwił się Snape. - Musisz mieć czysty umysł, bo odbędziemy poważną rozmowę. - wyjaśnił i zabezpieczył pokój przed podsłuchiwaniem. - Dowiedziałem się dzisiaj, że Czarny Pan wybiera się jutro na misję. Ja i Lucjusz idziemy z nim. To będzie wasza szansa.
- Co masz na myśli? - zapytał Draco
- Gdy nas nie będzie możecie stąd uciec, przy okazji uratujecie pannę Potter.
- Przecież on nas znajdzie wszędzie, nie ukryjemy się przed nim.
- Możecie się ukryć w Kwaterze Zakonu Feniksa, ale musicie uratować dziewczynę. Tam znajdują się Vanessa i Samuel. Tam będziecie bezpieczni. Rozmawiałem już z Narcyzą, ona ucieknie z wami.
- Jak mielibyśmy to zrobić? - zapytał Draco już bardziej przekonany do ucieczki.
- Narcyza, razem z tobą, Camile, wyjdzie jutro gdzieś. Oczywiście za pozwoleniem Lucjusza. Przeniesiecie się do Kwatery, ona już wie gdzie to jest. Ty, Draco będziesz musiał zaczekać, aż udamy się na misję. Wtedy wkradniesz się do lochów, zabierzesz stamtąd Nicole i uciekniecie przez świstoklika. - wyjaśnił wyciągając z kieszeni starą gazetę - Przeniesie cię przed samą Kwaterę, choć nie będziesz jej widział. Gdy już tam będziesz powtórzysz te słowa. - mówiąc to przekazał chłopakowi karteczkę, na której napisane było: Kwatera Główna Zakonu Feniksa znajduje się Grimmauld Place 12. - Zapamiętajcie te słowa i spalcie to. W lochach przed samą jej celą jest szafka, w której jest jej różdżka. Będziesz musiał uważać na Bellę, ze śmierciożerców tylko ona tu będzie, ale poradzisz sobie. - zapewnił pewnym głosem. - Tu masz eliksir uzupełniający krew i przeciwbólowy. Zanim się przeniesiecie ona musi to wypić. Uda się - zakończył i wyszedł z pokoju.
- Uda się - powtórzyła z mocą Camile i przytuliła się do Draco.

***
Pod wpływem wszystkich pozytywnych komentarzy postanowiłam zrezygnować z tych 10 komentarzy. Póki będę miała napisane rozdziały do przodu to będą wstawiane co tydzień.
A teraz odpowiedzi na pytania:
Nott będzie miał swój udział w opowiadaniu, ale nic więcej nie zdradzę ;)
Ilono, bardzo się cieszę, że nawet Twojej mamie podobają się te moje wypociny. Z założenia są one skierowane do młodych odbiorców, nie mniej jednak czuję się zaszczycona, że ktoś bardziej dorosły i zapewne oczytany twierdzi, że polubił to opowiadanie.
Miłego czytania, pozdrawiam,
AniaXXX

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 34

Kolejnego dnia po zniknięciu Nicole na Grimmauld Place nikt jeszcze nie był świadomy, że dziewczyna została porwana, więc wszyscy ze spokojem zeszli do jadalni na śniadanie.
- A Nicole jeszcze gnije w łóżku? - zapytał zdziwiony Syriusz, gdy zobaczył przy stole całą młodzież prócz dziewczyny. Vanessa nagle zaniepokoiła się. W nocy czekała na przyjaciółkę do 2:00, a potem zmęczona poszła spać. Miała nadzieję, że Niki pojawi się przy śniadaniu i wszystko jej opowie. - To do niej nie podobne.  - zauważył mężczyzna. Miał rację, bo Nicole zawsze jako pierwsza się budziła. Łapa wstał i skierował się na pierwsze piętro gdzie znajdował się pokój nieobecnej. Po chwili wrócił z jeszcze bardziej zdziwioną miną. - Nie ma jej. - powiedział, a Vanessa zbladła.
- Jak to? - wykrzyknęli razem Harry i Laura.
- Musiała wyjść gdzieś wcześnie rano - zauważył Samuel
- To nie możliwe. Wróciłem o 4:00 z misji i od tamtej pory nie śpię. Nie widziałem jej, a cały czas byłem w salonie. - stwierdził Remus. Widać było na jego twarzy nie przespaną noc, a teraz jeszcze doszło zmartwienie o chrześniaczkę. 
- Ona nie wyszła rano, ona wyszła wczoraj wieczorem - oznajmiła blada Vanessa. Ze wszystkich ust posypały się pytania.
- Skąd wiesz?
- Gdzie jest?
- Czemu wyszła wczoraj?
- Dlaczego nikomu nie powiedziała?
Gdy pytania ucichły Vanessa zaczeła tłumaczyć.
- Przedwczoraj dostała list od Camile. Chciała się spotkać wczoraj wieczorem. Pisała, że potrzebuje pomocy, ale nie napisała o co chodzi. Nicole oczywiście poszła. Czekałam na nią wczoraj do 2:00, ale nie przyszła, miałam nadzieję, że rano już będzie. Mieli się spotkać w uliczce za Dziurawym Kotłem. - zakończyła drżącym głosem
- Pójdę sprawdzić to miejsce może ktoś ją widział. - stwierdził tylko Remus i zaraz go nie było. Wszystkim apetyt w jednej chwili przeszedł. Posprzątali po śniadaniu i usiedli w salonie czekając na jakieś wieści. Po godzinie Remus wrócił.
- Nie znalazłem jej, nikt jej tam nie widział. Pytałem nawet Toma. Nie wiem gdzie możemy jej szukać.
- Może wróci do wieczora. Camile pisała, że potrzebuje pomocy. Może razem coś działają. - zaproponowała cicho Vanessa. Bała się o obie przyjaciółki, żałując, że puściła Potter'ównę samą.
- Masz rację, może nic jej nie jest. Wieczorem jest zebranie Zakonu Feniksa. Jeśli nie pojawi się do tej pory, to trzeba będzie zorganizować jakieś poszukiwania. - stwierdził Remus.
- Ale przecież mógł ją porwać Voldemort! - wykrzyknął Harry - Przecież wszyscy wiemy jakie powiązania mają z nim Malfoy'owie.
- Nie waż się oskarżać Camile o coś takiego. - oznajmiła chłodno Vanessa. 
- Nie oskarżam jej. - stwierdził ponuro Harry - Ja się po prostu boję o Nicole. - dodał cichym głosem.
- Wiem Potter. Wszyscy się boimy, ale ona da sobie radę choćby nie wiem gdzie była. Jest twarda. - po wcześniejszym chłodzie w głosie panny Snape nie było śladu. Za to pojawiła się pewność i wiara w przyjaciółkę. Skierowała swoje czarne oczy na Harry'ego, on taż się w nią wpatrywał. W zielonych tęczówkach ujrzała swoje własne uczucia. Niepewność, strach, ale też wiarę. - Znajdzie się. - dodała z przekonaniem.
- Obiecujesz? - zapytała Laura ze łzami w oczach.
- Nie mogę ci tego obiecać, ale obie wiemy, że Nicole da sobie radę. - Laura słysząc te słowa przełknęła łzy i obiecała sobie, że będzie silna. Tak jak jej siostra.
Cały dzień spędzili w salonie, martwiąc się o Nicole. O 18:00 młodzież musiała wyjść z pomieszczenia, bo zaczynali się tam zbierać zakonnicy. Spotkanie miało się zaraz zacząć. Obecni na nim byli też bliźniacy Weasley, którzy od razu po ukończeniu szkoły wstąpili do organizacji. Gdy pojawił się Dumbledore w salonie zaległa cisza.
- Nie ma jeszcze Severusa, ale myślę, że możemy zacząć. On ostatnio prawie cały czas przebywa u Voldemorta. Wie, że mamy zebranie, więc mam nadzieję, że się pojawi i przekaże nam plany śmierciożerców na najbliższy czas.
- Albusie zanim zaczniemy muszę coś powiedzieć. - zaczął Remus - Wczoraj wieczorem zniknęła Nicole Potter. Zauważyliśmy to dopiero rano, mieliśmy nadzieję, że wróci do wieczora, ale niestety nadal jej nie ma. Nie wiemy gdzie może być.
- To rzeczywiście niepokojąca wiadomość. Może się okazać, że została porwana przez Voldemorta. Jeśli tak będzie to znaczy, że on celuje w Harry'ego. Porwanie siostry będzie dla niego dużym ciosem. Na razie nic z tym nie zrobimy. Jeśli Severus się pojawi to on rozwieje nasze wątpliwości. - stwierdził Dumbledore - A teraz przejdźmy do waszych misji.
- Albusie nie traktuj tej dziewczyny jak jakąś podrzędną misję. Trzeba zacząć jej szukać, a nie czekać na Snape'a. - twarz Syriusza wyrażała wściekłość. Tak samo zdenerwowani byli bliźniacy, w końcu ich przyjaciółka zniknęła.
- Przykro mi Syriuszu, ale na początek mamy ważniejsze sprawy do omówienia. Kwestię Nicole omówimy na końcu. Remusie może przedstawisz nam raport ze swojej misji? - Dumbledore powiedział to tonem nieznoszącym sprzeciwu. Syriusz musiał na to przystać, bo inaczej dyrektor pewnie wyrzucił by go ze spotkania.
- Rozmawiałem z przywódcą wilkołaków. Oni jeszcze nie zdecydowali po której stronie staną. - Remus zaczął składać raport, a Syriusz patrzył gniewnie na Dymbledore'a. Nie bardzo obchodziły go jakieś wilkołaki, chciał zacząć szukać Nicole, ale wiedział, że nie przekona dyrektora do zmiany decyzji. Widział, że Remus ma takie samo zdanie jak on, jednak to właśnie Lunatyk był zawsze najbardziej rozważnym spośród czterech Huncwotów, dlatego teraz ze znużeniem relacjonował swoją misję. Nagle przerwało mu wejście oczekiwanego gościa.
- Snape! - wykrzyknął Syriusz - Wiesz coś o Nicole?
- Cóż za powitanie, Black. - stwierdził ponuro Severus - Wiem gdzie jest, ale zanim cokolwiek powiem musicie zawołać mi tu Potter'a. - dodał oschle.
- My pójdziemy. - zaproponowali bliźniaki i zaraz ich nie było.
- Ale żyje? - zapytał słabo Remus
- Żyje.
Po chwili zakonnicy słyszeli już szybkie kroki kilku osób. W salonie pojawili się nie tylko bliźniaki i Harry, ale też Laura i Snape'owie.
- Oni nie powinni uczestniczyć w zebraniu Zakonu Feniksa - zaoponowała pani Weasley - To jeszcze dzieci.
- Nie obchodzi nas zebranie, chcemy wiedzieć co się dzieje z naszą przyjaciółką - odpowiedział Sam, patrząc zimno na kobietę. W tej chwili wszyscy mogli stwierdzić, że chłopak jest nieodrodnym synem Severusa.
- Uważam jednak, że obecność panny Robespierre jest nie wskazana. To co powiem nie będzie delikatnym opisem. - stwierdził sucho Severus
- Tu chodzi o moją siostrę! Ja chcę wiedzieć co się z nią dzieje! Nie jestem delikatna! - krzyknęła Laura ze łzami w oczach. Wszystkich to zdziwiło, bo do tej pory była posłuszną, grzeczną dziewczynką. Ale co się dziwić, tak naprawdę zawsze słuchała tylko starszej siostry.
- Może powie pan wreszcie gdzie jest Nicole? - zapytał drżącym głosem Harry. Snape nie czekając dłużej zaczął mówić patrząc na Potter'a.
- Nicole Potter została porwana przez Czarnego Pana. Rozkazał mi on przekazać tobie wszystkie okoliczności zdarzenia. Młodzi Malfoy'owie byli przynętą. Na rozkaz Czarnego Pana Camile napisała list z prośbą o przybycie koło Dziurawego Kotła. Tam czekali na nią Draco, Camile, Lucjusz i Bellatriks.
- Zdradzili ją, a ona im ufała! - przerwał mu Harry.
- Potter, ty idioto! - tym razem to Vanessa zaczęła krzyczeć - Camile nigdy nie zdradziła by jej z własnej woli! Zrobiła to, bo on im rozkazał! Gdyby się sprzeciwiła to zabiłby nie tylko ją, ale też całą jej rodzinę! Chroniła Dracona, za cenę przyjaciółki. - zakończyła już spokojniej, ale ze łzami w oczach. Widząc jednak, że to co powiedziała nie dotarło do Harry'ego zapytała: - Gdybyś mógł uratować siebie i Nicole, ale tym samym musiał zdradzić Weasley'a, to co byś zrobił?
- Ja... Przepraszam masz rację. - dokończył załamanym głosem. Przecież on też zrobiłby wszystko dla siostry. Mimo tego, że to byli Malfoy'owie to jednak kochali się - pomyślał
- Tato, mów dalej.
- Vanessa ma racje, młodzi Malfoy'owie robili wszystko, aby chronić siebie nawzajem. Czarny Pan chciał, aby Nicole wstąpiła w jego szeregi. To byłby cios dla ciebie Potter. - mimo tego, że Severus zwracał się do znienawidzonego ucznia, to tym razem w jego głosie brak było chłodu i sarkazmu z jakim zawsze do niego mówił. - Panna Potter oczywiście się nie zgodziła, więc została poddana jednej serii tortur przez cały Wewnętrzny Krąg. Jednak to było nic w porównaniu z dzisiejszym. Czarny Pan chciał ją zmusić do wypicia eliksiru łamiącego kości połączonego z zaklęciem iluzji. - po salonie rozszedł się odgłos wciągania powietrza, a pani Weasley nawet krzyknęła z przestrachem. 
- Tato, jak on dokładnie działa? - zapytała drżącym głosem Vanessa.
- Pod wpływem ruchu czujesz złamania poruszających się kości, jednak to jest tylko iluzja. - wyjaśnił - Dziewczyna oczywiście się sprzeciwiała. Gdy nie udało im się wmusić w nią tego eliksiru, Czarny Pan rozkazał zrobić to Camile. Sprzeciwiła się, a to z kolei skończyło się cruciatusem rzuconym w Dracona. Panna Potter jednak wykazała się współczuciem dla Malfoy'ów i stwierdziła, że chce to sama wypić. - tym razem rozległy się okrzyki zdumienia, jednak najbliżsi zrozumieli zachowanie Nicole.
- Zachowała godność i honor. Nie zostawiła przyjaciół. Jak to Potter'owie. - wyjaśnił Remus.
- Dokładnie. Potem została oczywiście poddana torturom. Cruciatus w połączeniu z eliksirem sprawił, że już po kilku zaklęciach straciła przytomność z bólu. Niestety Czarny Pan nie dał jej odetchnąć i dopóki nie skończyła się trzecia seria, za każdym razem rzucał zaklęcie, aby odzyskała świadomość. Złamał ją fizycznie, teraz chce złamać ją psychicznie. Potem ją zabije, a ciało zostanie przekazane tobie, Potter. To z kolei ma doprowadzić do twojego załamania. - zakończył swoją opowieść. 
Harry nie mógł patrzeć w obojętne oczy Snape'a. Chciał powiedzieć, że to jego wina, ale wiedział, że ani Mistrz Eliksirów nie jest winny, ani Malfoy'owie. Nie mógł też winić siebie. Jedyną winną osobą był Voldemort. Harry zamknął oczy czując, że zbiera mu się na łzy. Nie chciał, aby ktokolwiek widział jego słabość. Musiał być silny, tak jak Nicole. Po chwili poczuł, że ktoś go przytula. Uchylił powieki i zobaczył blond włosy. Laura. Choć nie byli rodziną to w tej chwili czuli się tak samo. To właśnie Nicole ich łączyła. Wiedział, że musi jakoś pocieszyć dziewczynkę, jednak teraz nie miał na to siły. Bo co miał powiedzieć. Że wszystko będzie dobrze, albo, że nic jej nie będzie. Te słowa nie pocieszyłby nikogo, bo przecież Voldemort nie puści Nicole wolno. Nie chciał przyjąć tego do wiadomości, ale wiedział, że nie zobaczy już siostry żywej. Ta myśl, była jak uderzenie obuchem w głowę. Czuł jak przesiąka mu koszulka od łez Laury, słyszał szloch Vanessy przytulonej do Sama. Gdy podniósł głowę widział łzy na twarzy pani Weasley, która przecież całą młodzież przebywającą na Grimmauld Place otoczyła matczyną troską, niemą rozpacz na twarzy Syriusza i Remusa, szok i niedowierzanie na twarzach bliźniaków, żal na obliczach wszystkich tych, którzy zdążyli poznać jego siostrę. Nagle to wszystko przerwał głos Dumbledore'a.
- Jaka jest szansa na to, że uda ci się ją uratować? - zapytał Severusa.
- Jeśli ją uratuję zostanę zdemaskowany jako szpieg.
- Na to nie możemy sobie pozwolić. - te słowa zostały przekrzyczane, nie tylko przez młodzież, która nie mogła zrozumieć jak życie Nicole może być mniej ważne niż funkcja szpiega, ale też przez Remusa i Syriusza. - Jeśli stracimy szpiega, stracimy też przewagę nad Voldemortem. - przerwał im dyrektor - Zbliża się wojna i wygrana jest ważniejsza niż życie jednej dziewczyny. - Harry nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Dla niego brzmiało to jak motto Voldemorta. Po trupach do celu. Zanim jednak na nowo rozległy się protesty głos zabrał Severus.
- Draco może spróbować ją uratować. Postaram się mu pomóc. Jednak wtedy trzeba będzie ukryć Malfoy'ów. Najlepiej tutaj, bo wtedy nie będę mógł zdradzić Czarnemu Panu miejsca ich pobytu. 
- Syriuszu? - zapytał Dambledore
- Jeśli ta dwójka uratuje Nicole to zawsze będzie tu dla nich miejsce. 
- Trójka. - poprawił go Severus - Narcyza też chce uciec od Czarnego Pana. Ona nie ma wypalonego znaku. Ona i Lucjusz zostaną ukarani za ucieczkę dzieci, ale to ona zostanie zabita. 
Syriusza od razu zalała fala wspomnień. Cyzia. Ukochana kuzynka, przynajmniej dopóki oboje nie poszli do Hogwartu. Jednak zanim rozpoczęli naukę to właśnie Narcyza była jego towarzyszką we wszystkich psotach i zabawach jakie urządzał. Z Andromedą też się dobrze dogadywał, jednak ona była starsza. Więź z Narcyzą została rozerwana właśnie w Hogwarcie. Tam zostali rozdzieleni. Tiara przydzieliła ich do dwóch przeciwnych domów. W Slytherinie opiekę nad Narcyzą objęła najstarsza siostra, Bellatriks. To właśnie ona przekonała Cyzię, że nie powinna się zadawać z Syriuszem, że gryfon jest gorszym gatunkiem. Dziewczynka wykrzyczała mu to już dzień po uczcie powitalnej. Nadal pamiętał jej zimne słowa. Nie jesteś godny się ze mną przyjaźnić. Jesteś nikim, tak jak wszyscy gryfoni. Miłośnicy szlam. Te słowa sprawiły, że Narcyza Black przestała dla niego istnieć. Andromeda stała się jego ulubioną kuzynką, z którą później, gdy oboje wyrzekli się rodziny, nawzajem się wspierali. Teraz okazało się, że Narcyza ma dość życia w cieniu śmierciożercy. To sprawiło mu radość, być może odzyskała rozum i zrozumiała co się tak naprawdę liczy. Nie ważne, że dopiero po tylu latach, ważne, że być może odzyska kuzynkę.
- Dobrze - odpowiedział tylko, wciąż obciążony wspomnieniami.
W sercach Łapy, Lunatyka, Weasley'ów, młodych Snapów oraz przede wszystkim Harry'ego i Laury zakwitła nadzieja. Zaczęli wierzyć, że wszystko będzie dobrze.


***
Ilono, niestety nie odpowiem Ci na pierwsze dwa pytania, gdyż nie chcę zdradzać fabuły opowiadania. Dlatego proszę o trochę cierpliwości, a wszystkiego się dowiesz ;) Za to na ostatnie pytanie odpowiem. Akcja opowiadania prawdopodobnie zakończy się na siódmym roku nauki w Hogwarcie plus krótkie zakończenie o dalszym życiu bohaterów. 
Jeśli będziecie mieli jakieś pytania śmiało pytajcie, w miarę możliwości odpowiem na wszystkie.
Przy okazji mam zaszczyt ogłosić, że pękło 10000 wyświetleń. Dziękuję Wam za to. Chciałabym, aby była większa ilość komentarzy, ale i tak jest dobrze. Dziękuję tym co komentują, a tych co tylko czytają proszę o komentarze.
Przypominam, że zasada z 10 komentarzami jest aktualna.
Pozdrawiam i zapraszam do czytania.
AniaXXX