poniedziałek, 27 grudnia 2021

Dodatek 3

Kolejnego dnia spotkali się w tym samym gronie na przyjęciu urodzinowym Alexandra Pottera. Mały chłopiec cieszył się z prezentów i towarzystwa tylu ludzi. Bardzo szybko zajął się swoimi zabawkami, które mógł wypróbować z Izarem, Teddym i Fabianem. Natomiast dorośli spędzili miły dzień obserwując dzieciaki i nadrabiając czas.

Gdy Harry, Draco i Blaise dowiedzieli się o planach ślubnych swoich narzeczonych zapytali kontrolnie, czy oczekuje się od nich czegoś więcej niż pojawienia się na miejscu w wyznaczonym dniu. Dziewczyny skwitowały to oburzonym prychnięciem, ale w zasadzie nie przejęły się tym jakoś konkretnie. Udało im się wyznaczyć termin na 10 sierpnia. Camile tak jak obiecała zabrała się za projektowanie ich sukien ślubnych.

Nicole zgodnie z obietnicą pojawiła się w najbliższy weekend w Hogsmeade, w którym pojawili się Hogwartczycy, aby spotkać się z Laurą. Miała wybrać się tam z Draco, ale ten stwierdził, że musi coś załatwić i dołączy do nich później. Z Gryfonką Nicole umówiła się o 11:00 w Trzech Miotłach. Pojawiła się tam wcześniej, aby zająć im stolik, więc po wejściu zamówiła kremowe i usiadła. Równo o godzinie 11:00 do pubu weszła wysoka blondynka o błękitnych oczach. Nicole nie mogła uwierzyć, że jej mała siostrzyczka tak się zmieniła, tak dorosła. To już była 16-letnia nastolatka, która wyrastała na piękną kobietę. Dziewczyny od razu padły sobie w ramiona. Ta niemal dwuletnia przerwa to był najdłuższy czas ich rozłąki. Tęskniły za sobą, ale wiedziały, że to nie zniszczyło ich relacji. Gdy już się przywitały usiadły do stolika i zaczęły rozmowę.

- A Draco nie chciał przyjść? – zapytała Laura.

- Coś ma ponoć do zrobienia i uznał, że da nam chwilę dla siebie. Jak się wyrobi to dołączy.

- To pochwal się tą błyskotką. – Laura była jedyną osobą, której od razu napisała o tym, że Draco jej się oświadczył. – No wykosztował się – stwierdziła po oględzinach.

- Znasz go, musiał się pokazać – zaśmiała się Nicole. – Cami i Vane uparły się na potrójny ślub,

- To będzie grubo – zaśmiały się razem.

- Pewnie tak. A teraz ty opowiadaj co tam w Hogwarcie.

- Jutro mamy mecz z Krukonami. Przyjdziesz? – Laura spojrzała na nią z nadzieją.

- Zobaczyć cię na miejscu Harry’ego? Pewnie, nie przegapię tego – zapewniła.

- Odkąd dostałam od cioci Lily i wujka Jamesa Błyskawice Extra na Boże Narodzenie to jeszcze nikt mnie nie pokonał – pochwaliła się.

- Nie mów mi, że wcześniej z inną miotłą często cię pokonywali.

- W sumie to nie – odpowiedziała skromnie. Przez kolejne dwa piwa kremowe i jedne lody kontynuowały wesoło rozmowę. Po trzech godzinach postanowiły się przespacerować po Hogsmeade. Wyszły z Trzech Mioteł i ujrzały coś co w tym zupełnie czarodziejskim miasteczku było zupełnie niespodziewane. Po głównej ulicy poruszał się zupełnie mugolski czarny sportowy samochód. Nicole do głowy od razu przyszła myśl, że zna to auto. Kierowca zatrzymał się przed nimi z piskiem opon i uchylił okno. Ze środka wychyliła się uśmiechnięta twarz Dracona Malfoya.

- Skąd je masz?! Przecież to ten sam co w Japonii?! – Nicole nie mogła uwierzyć w to co widzi.

- Nie ten sam, tylko taki sam. Tamtym pewnie nadal jeździ ten Japończyk, któremu go sprzedaliśmy, a ten wyjechał dzisiaj prosto z salonu. Kupiłem go zaraz po tym jak zdałem prawko – oznajmił radośnie, a Laura nie mogła uwierzyć, że ten zazwyczaj chłodny chłopak potrafi się tak uśmiechać. – Przedstawiam wam moje nowiutkie Lamborgini Aventador Dragon Edition – powiedział i przytulił się do kierownicy. - To jak macie ochotę na przejażdżkę? – Dziewczyny kiwnęły zawzięcie głowami i natychmiast weszły do auta. Resztę dnia spędzili na przejażdżce, którą przerwali tylko po to, aby odwieźć Laurę do Hogwartu.

- Przyjdziemy jutro na mecz do Hogwartu? Laura mnie zaprosiła, bo gra. – Nicole zapytała go gdy już wracali we dwoje do domu.

- Jasne, chętnie zobaczę jak Ślizgoni skopują dupy Gryfonom na boisku – uśmiechnął się drwiąco.

- Po pierwsze grają z Krukonami, a po drugie wygrają – zapewniła. Tak jak obiecała następnego dnia pojawili się na meczu, który rzeczywiście wygrali Gryfoni, a który zakończył się widowiskowym złapaniem znicza przez Laurę.

Kolejne dni Nicole, Vanessie i Camile upływały na planowaniu ślubu, a Draconowi na odnawianiu dworu Malfoy’ów. Jego pierwsza wizyta tam po tak długim czasie była bardzo trudna. Ze wstrząsem odkrył jak bardzo urzędowanie w tym domu Voldemorta zniszczyło dwór. Obdrapane ściany, ślady starej zaschniętej krwi na podłogach, połamane meble, wybite okna i zupełnie zniszczony, niegdyś piękny ogród różany jego matki. Gdy wszedł do swojej starej sypialni ze zdziwieniem stwierdził, że wszystko pozostawione jest tak jak było to w dniu ich ucieczki. Tak jakby nikt tu nie przebywał, ani nawet nie wchodził. Uznał, że pewnie Lucjusz nie chciał oglądać rzeczy pozostawionych po zdrajcach, aby sobie o nich nie przypominać. Po zobaczeniu każdego zakątka tego domu wyszedł i stwierdził, że musi odreagować. Dlatego zdzwonił Blaise’a, Sama i Harry’ego i powiedział, że idą do baru, bo musi się napić, a oni będą mu towarzyszyć. Nie był niestety dobrym towarzyszem, bo cały wieczór warczał na nich, aż wreszcie pobił jednego faceta, który przez przypadek potknął się i wylał trochę swojego napoju na spodnie Draco, który był już kompletnie pijany. Po tym zdarzeniu stwierdzili, że nadszedł koniec ich męskiego wieczoru i Harry zaoferował się, że odprowadzi Malfoy’a do domu Potterów w Dolinie Godryka, gdzie blondyn razem z Nicole postanowili chwilowo zamieszkać. Niestety nie udało mu się zrobić tego po cichu i Nicole szybko zbiegła do salonu, gdzie Harry kładł na kanapę Draco.

- Co wyście robili? I co mu się stało? – zapytała widząc ślady krwi na koszuli byłego Ślizgona.

- Byliśmy w barze – zaczął Harry.

- Wiem, Draco dzwonił do mnie i mówił, że chce się rozluźnić i pewnie wróci późno, ale czemu on jest zalany w trupa, a ty mimo to wyglądasz jak człowiek? – Nicole wyczuwała, że coś się stało, tylko nie wiedziała jeszcze co.

- Mieliśmy trochę napić się w barze, ale z rozluźnieniem nie miało to wiele wspólnego. Malfoy cały wieczór był wściekły i burczał na wszystkich, aż wreszcie pobił jakiegoś typa, który wylał na niego trochę drinka. – Harry wzruszył ramionami, jakby chciał jeszcze powiedzieć, że nie wie o co chodzi.

- Dzięki, że go przyprowadziłeś. Jak chcesz to możesz zostać – stwierdziła.

- Dzięki, ale wracam do siebie. Obiecałem Vane, że wrócę. – Tak więc Nicole przytuliła go tylko krótko na pożegnanie, po czym Harry wyszedł, a dziewczyna zajęła się śpiącym blondynem. Nie miała zamiaru przenosić go z kanapy, ale zajęła się ściąganiem mu butów. Potem pobiegła po różdżkę do sypialni i po powrocie zniknęła z Dracona ciuchy pozostawiając go w samych bokserkach. Przykryła go kocem i wróciła do sypialni, aby przespać się jeszcze trochę.

Gdy położyła się do łóżka przez chwilę zastanawiała się co doprowadziło jej narzeczonego do takiego stanu i uznała, że mógł to być tylko jeden powód. Malfoy Manor. Widocznie mówiąc jej rano że musi coś załatwić, tym czymś była wizyta w jego rodzinnym dworze. A widząc teraźniejszy stan Draco wizyta ta nie mogła skończyć się dobrze. Dlatego z samego rana postanowiła odwiedzić Narcyzę Malfoy.

Tak jak postanowiła, po przebudzeniu zjadła śniadanie, zostawiając jedną porcję pod zaklęciem ogrzewającym dla Dracona, który po przebudzeniu na pewno będzie walczył z kacem gigantem, i zdecydowała się odwiedzić przyszłą teściową. Przed wyjściem zostawiła jeszcze chłopakowi eliksir łagodzący skutki syndromu dnia następnego i teleportowała się przed dom Andromedy Tonks. Gdy zapukała do drzwi otworzyła jej pani domu.

- Dzień dobry Pani – przywitała się grzecznie. – przepraszam, że nachodzę tak wcześnie bez zapowiedzi.

- Ależ nic się nie stało. Wejdź dziecko – zaprosiła ją starsza kobieta. – Akurat mamy gości. Dora z Remusem i Teddym przyszli w odwiedziny – mówiła prowadząc dziewczynę do salonu. Po wejściu do pomieszczenia w pierwszej chwili w oczy rzucił się niebieskowłosy chłopiec bawiący się na dywanie magicznymi klockami, które po zbudowaniu wieży rozsypywały się samoistnie robiąc niewielki hałas. Po każdym takim zdarzeniu Teddy śmiał się głośno zagłuszając rozmowy dorosłych. Czujnym okiem obserwowała go Tonks i Remus siedzący na kanapie i pijący herbatę. Obok nich na fotelu siedziała Narcyza Malfoy obserwując uważnie wchodzącą Nicole. Andromeda weszła do salonu już pytając ją czy czegoś się napije. Nicole grzecznie poprosiła o filiżankę herbaty i przywitała się ze zdziwionymi Lupinami oraz panią Malfoy. Po czym usiadła obok Teddiego na dywanie i wzięła go w ramiona, aby i z nim się przywitać. Ucałowała go w główkę i chwilę się z nim pobawiła, a gdy zaczęła go łaskotać włosy chłopca zaczęły mienić się wszystkimi kolorami tęczy. Gdy Teddy miał dość odstawiła go na dywan do klocków i dołączyła do rozmowy reszty. W pewnym momencie Andromeda widząc ciągłe zastanowienie Nicole uznała, że zapyta gościa o powód wizyty.

- Choć cieszę się, że wpadłaś, to chyba nie przyszłaś tu, aby pobawić się z moim wnukiem, czy zabawiać nas rozmową – stwierdziła delikatnie. Nicole w tej chwili zdała sobie sprawę z jakiego domu pochodzi ta starsza kobieta. W końcu była to siostra Pani Malfoy oraz na szczęście nieżyjącej już Bellatrix Lestrenge. W tej chwili w jej ciemnych, prawie czarnych, oczach widziała to podobieństwo do śmierciożerczej siostry. Ta pewność siebie, która biła z jej oczu była taka jak u Belli. Jednak szybko otrząsnęła się z tych myśli.

- Ja… Tak właściwie… - zawahała się. – Ja przyszłam porozmawiać z panią, pani Malfoy – zwróciła się wreszcie do kobiety.

- W takim razie może się przejdziemy – zaproponowała zainteresowana, na co Nicole kiwnęła tylko głową i wstała z zamiarem wyjścia. Przez kilka minut, rozkoszując się ciszą przechadzały się uliczkami miasteczka, w którym wraz z siostrą mieszkała pani Malfoy. Wreszcie jednak starsza kobieta przerwała ciszę. – Powiesz mi co się stało? – zapytała delikatnie. Widziała, że narzeczoną jej syna coś gryzie, a skoro przyszła z tym właśnie do niej zapewne dotyczyło to Dracona.

- Ja… Bo chodzi… W sumie nie wiem czy powinnam z panią o tym rozmawiać. – Nicole była niezdecydowana i nie wiedziała jak zacząć. – Bo Draco… On bardzo o panią dba i… Jest pani dla niego naprawdę ważna…

- Choć miło mi o tym tak myśleć – wtrąciła się Narcyza. – To teraz najważniejszą dla niego kobietą jesteś ty – zauważyła z uśmiechem. – Dlatego nie musisz mnie oszczędzać. Mów o co chodzi.

- O Malfoy Manor – skapitulowała była Ślizgonka. – Draco chyba nie chce, abyście Pani, czy Camile do tego wracały, ale on nie poradzi sobie sam, a ja nie umiem mu pomóc. – Nicole widząc jednak niezrozumienie na twarzy pani Malfoy, zaczęła wyjaśniać. – Draco postanowił odnowić Malfoy Manor. On chce, abyśmy tam zamieszkali, ale zanim to się stanie chce, aby dwór wyglądał tak jak on to pamięta w swoich najszczęśliwszych wspomnieniach z dzieciństwa. Na początku nie chciałam nic z tym robić. Póki on nie doprowadzi tego do końca, ja nie potrafiłabym postawić w tamtym miejscu swojej nogi. Ale on chyba wreszcie tam był, i ta wizyta nie skończyła się raczej dobrze.

- Nie sądziłam, że będzie chciał tam wrócić – zauważyła zamyślona Narcyza.

- On też nie, ale wiele mi opowiadał o tym jak ten dwór wyglądał kiedyś. Aż wreszcie stwierdził, że nie może być tak, że przez głupotę jego ojca takie miejsce pozostanie zniszczone. Po tym wszystkim co się stało to był pierwszy raz kiedy wspomniał Lucjusza, chociaż nie nazwał go wtedy ojcem, ani nawet po imieniu. Draco nadal nie uporał się z tym co się stało.

- Cieszę się, że mi o tym powiedziałaś. – Narcyza była naprawdę wdzięczna, że przyszła synowa potrafiła jej zaufać. – Porozmawiam z nim, najlepiej najszybciej jak to możliwe – stwierdziła.

- Ja za godzinę wybieram się na przymiarki do Camile, więc jeśli by pani chciała to dzisiaj Draco powinien być w Dolinie Godryka. Pewnie będzie jeszcze leczył kaca. – Narcyza skinęła jej tylko głową, pożegnała się i ruszyła dumnym krokiem przed siebie. Nicole nie była pewna czy dobrze zrobiła. Wiedziała, że Draco będzie jej miał za złe, że poszła z tym do jego matki, ale wiedziała, że ta kobieta jest jedyną osobą, która będzie potrafiła pomóc temu dumnemu byłemu Ślizgonowi.

Kiedy kilka godzin później Nicole opuściła salon mody Camile, trochę stresowała się powrotem do domu. Nie wiedziała w jakim humorze zastanie blondyna, ani jak potoczyła się jego rozmowa z matką. Mimo to wzięła głęboki wdech i teleportowała się do Doliny Godryka. Gdy weszła do domu od razu zobaczyła w salonie lekko przygaszone światło. Tam na kanapie siedział Draco przy zapalonej tylko jednej małej lampce. Wyglądał jakby nawet jej nie zauważył. Siedział tylko z łokciami opartymi na kolanach z kubkiem czegoś ciepłego w dłoniach i patrzył przed siebie nawet nie mrugając. Nicole nie odzywając się podeszła bliżej, po czym usiadła obok na kanapie i pogładziła go delikatnie po plecach. Wtedy dopiero Draco zwrócił na nią uwagę. Skierował na nią swoją twarz i uśmiechnął się drwiąco.

- Nie musiałaś nasyłać na mnie mojej matki. Wiem, że wczoraj się trochę upiłem, ale mogę sobie chyba jeszcze pozwolić na odrobinę zabawy przy whisky – stwierdził z sarkazmem. Jednak Nicole uniosła tylko brwi w geście niedowierzania. – Chyba, że wraz z przyjęciem pierścionka nałożyłaś na mnie szlaban – parsknął.

- Draco, wiesz, że nie o to chodzi. Możesz sobie chodzić do baru kiedy chcesz, tylko jeśli masz zamiar przekonywać mnie jak to bardzo dobrze się tam bawiłeś to nie zabieraj ze sobą mojego brata. – Nicole mówiła spokojnie zastanawiając się w jaki sposób dotrzeć do tego upartego chłopaka.

- Wiedziałem, że zabranie Pottera to będzie zły pomysł – mruknął pod nosem i znowu zapatrzył się przed siebie.

- Draco, byłeś tam, prawda? – Nicole postanowiła zapytać prosto z mostu, jednak nie wyjaśniała nic więcej wiedząc, że Draco domyśli się o co chodzi.

- Byłem – odpowiedział krótko. Nicole uznała, że jest to jakiś postęp, bo była pewna, że będzie siedział cicho, albo uchylał się od odpowiedzi.

- Opowiesz mi o tym? – zapytała cały czas gładząc go po plechach uspokajająco.

- Nie chcesz tego słuchać.

- Draco, jesteśmy w tym razem. Mamy tam mieszkać razem, i to, że na razie boje się tam wejść nie znaczy, że nie masz we mnie wsparcia. Chcę ci pomóc przez to przejść.

- Ty nie rozumiesz! – krzyknął wreszcie okazując jakieś uczucia. – To miejsce nie przypomina już domu! To jedna wielka sala tortur! Wszędzie resztki zaschniętej krwi, wszystko obdrapane i zniszczone, a nawet nie zszedłem do lochów, bojąc się co tam zastanę. Jedyne miejsce, które wygląda normalnie, to skrzydło w którym były sypialnie moje i Camile. On znienawidził nas tak, że nawet nie był w stanie tam wejść. – Choć Draco już nie krzyczał, to Nicole wiedziała, że nadszedł czas załamania. Dlatego szybko uklękła przed blondynem, odłożyła kubek, który wciąż ściskał w dłoniach, i przytuliła go mocno. – Cały ten czas miałem nadzieję, że mimo wszystko jednak coś dla niego znaczyliśmy, że nadal był naszym ojcem – mamrotał nadal wtulony w szyję Nicole – Cały ten czas miałem wyrzuty sumienia. Nie wybaczyłem sobie tego, że go zabiłem, a on po prostu postanowił nas wykreślić ze swojego życia, zapomnieć, zachować się tak jakby nie miał syna, czy córki. Nienawidzę go! – zakończył z mocą. Nicole odsunęła się delikatnie od chłopaka i chwyciła jego twarz w swoje dłonie. Widząc łzy w jego oczach nie powstrzymała swoich.

- Nie, Draco. Nienawidzisz tego kim się stał i do czego cię zmusił. Ale wciąż pamiętasz kim był dla ciebie kiedy nie był śmierciożercą. Szanowałeś go, nauczył cię wiele, kochałeś go. Popełnił wiele błędów, tym najważniejszym było przystąpienie do Voldemorta. Wtedy właśnie odwrócił się od tego co powinno być dla niego najważniejsze. Od rodziny. To właśnie Voldemort jest wszystkiemu winien, ale jego już nie ma. Od dwóch lat jesteśmy wolni. I albo wybaczysz swojemu ojcu jego winy i nauczysz się z tym żyć, albo te uczucia będą zżerały cię od środka. Ani jeden, ani drugi już cię nie skrzywdzi – zakończyła Nicole, po czym pocałowała go w czoło, jak to zawsze on czynił, gdy miała zły humor. Gdy ponownie spojrzała mu w oczy krył się w nich cień uśmiechu.

- Moja matka powiedziała mi to samo – stwierdził.

- Bo to mądra kobieta jest – odpowiedziała i puściła mu oczko.

- Powiedziała, że przyśle mi jutro namiary na najlepszą czarodziejską ekipę remontową. Mam im zapłacić za posprzątanie dworu, potem razem z nimi zaplanować jak wszystko ma wyglądać i pozwolić im pracować. Stwierdziła, że dziedzic rodu Malfoy’ów powinien zachować swoją dumę i nie marnować swojego cennego czasu na tak prozaiczne sprawy jak remonty. A na koniec obiecała, że własnoręcznie odnowi ogród różany, a potem nauczy cię jak z nim postępować. Jak uznała ten ogród zawsze był dumą dworu Malfoy’ów, którym opiekowała się pani domu. – Nicole na te słowa uśmiechnęła się szeroko i ponownie ucałowała go w czoło.

- Podoba mi się ten plan – stwierdziła, po czym podniosła się z podłogi i usiadła na kolanach swojemu narzeczonemu. – Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę na to, że już za trzy miesiące będę panią Malfoy. – Draco gdy tylko to usłyszał również wreszcie w pełni się uśmiechnął i przyciągnął dziewczynę jeszcze bliżej. Przez resztę wieczoru zajmowali się już tylko sobą. I już wiedzieli, że razem ze wszystkim sobie poradzą.

A potem żyli długo i szczęśliwie!

***

Mam nadzieję, że Wasze samopoczucie po świętach jest bardzo dobre, tak więc serdecznie zapraszam Was do przeczytania ostatniej części opowieści o Nicole. Myślałam, że napiszę cztery części dodatku, ale uznałam, że zakończenie trzeciej będzie dobrym zakończeniem całego opowiadania. Tak więc tak zostało. Dziękuję wszystkim, którzy byli tu do końca.

I teraz właśnie przyszedł czas na opowiedzenie Wam o drugiej niespodziance, którą zapowiadałam jakiś czas temu. Kiedyś, gdzieś tam wspominałam, że zaczęłam pisać drugie opowiadanie, też w tematyce HP, ale że zniknęło ono razem z zepsutym dyskiem laptopa. Było mi tego mega szkoda, bo według mnie zapowiadało się całkiem dobrze. Gdy ostatnio wróciłam do pisania Anioła Życia przypomniałam sobie o tamtym opowiadania i coś tam zaczęłam skrobać. Na razie mam napisany prolog plus cztery rozdziały, a do tego od jakiegoś czasu mam już gotową stronę z idealnie pasującym szablonem, na której mogę to wszystko publikować. Nie wiem jak to będzie z zakończeniem i regularnością wstawiania postów, ale jeśli macie ochotę to zapraszam Was tam. Zaraz pojawi się tam opis tego co będziecie mogli tam znaleźć, a także krótka zapowiedź Prologu oraz karty z bohaterami.

Tak więc serdecznie Was tam zapraszam. Tu podaję link:

Dwie Strony Barykady

No i mam nadzieję widzimy się na Dwóch Stronach Barykady. Do zobaczenia i pozdrawiam,

AniaXXX

niedziela, 19 grudnia 2021

Dodatek 2

Gdy Nicole i Draco w południe wylądowali w Dolinie Godryka poczuli się jak w domu. Ten klimat, pogoda i widoki były zarezerwowane tylko dla Anglii. I choć udało im się zobaczyć kawał świata to dopiero po niemal dwóch latach mogli znowu poczuć się tak swojsko. Te emocje odczuwali tylko w Anglii i właśnie teraz zrozumieli, że nigdzie indziej nie będą czuli się tak samo. Ze wszystkimi swoimi bliskimi mieli zobaczyć się dopiero jutro na urodzinach Alexa. Jako, że dziś był piątek zarówno Potterowie, jak i Syriusz dopiero jutro mieli pozwolenie od dyrektorki na opuszczenie Hogwartu. Nicole żałowała, że uczniowie nie mogą dostać takiej przepustki, bo już bardzo tęskniła za Laurą. Nicole umówiła się jednak z siostrą, że spotkają się, gdy ta będzie miała wyjście do Hogsmeade. Po powrocie za zgodą Potterów mieli ulokować się w ich domu. Jedyną osobę, którą mieli zamiar dziś odwiedzić była Narcyza, a resztę dnia chcieli spędzić na rozpakowaniu i przyzwyczajeniu się z powrotem do Anglii. Tak więc po teleportacji od razu ruszyli alejkami Doliny Godryka do domu rodziców Nicole. Niczego się nie spodziewając weszli do budynku, zostawili swoje bagaże w przedpokoju  ruszyli do salonu. Widok jaki tam zastali sprawił, że zatrzymali się w wejściu z szokiem wypisanym na twarzy.

- NIESPODZIANKA!!! – wykrzyczeli wszyscy obecni w salonie, a trochę tych osób tam było. Lily i James z Alexem w ramionach, Narcyza stojąca obok Andromedy, Syriusz z Annabelle i Izarem, Remus, Tonks i Teddy, Harry z przytuloną do niego Vanessą, Camile z Blaisem, Samuel z Ginny, wokół, których biegał Fabian, a nawet bliźniacy Weasley’owie, ze swoimi ciężarnymi żonami i Hermiona z rudowłosym mężczyzną, w którym Nicole rozpoznała starszego brata Ginny, Charliego. Brakowało tylko Laury.

- Co wy tu robicie? – Nicole wreszcie otrząsnęła się z szoku.

- Jak to co? Musieliśmy was przywitać! – Camile jak zwykle szczerzyła się do nich szeroko. Jako pierwsza rzuciła się na nich przytulając ich oboje na raz, aż zderzyli się głowami. – Jak ja tęskniłam! – Choć Nicole w tej pozycji nie miała szans zobaczyć jej twarzy to była pewna, że z jej oczu lecą łzy.

- Camile puść już, bo nas udusisz – powiedział Draco stękając. Siostra posłuchała go, ale tylko po to, aby przytulić go już samego, zaraz po nim zrobiła to samo przyjaciółce.

- Dasz nam się przywitać z resztą? – zapytała ze śmiechem Nicole.

- No już idźcie. – Camile oderwała się wreszcie od niej i zaczęła szukać chusteczki, aby wytrzeć łzy.

Nicole podeszła do rodziców. Mały chłopiec w ramionach Jamesa przyglądał się jej uważnie. Jako jedyny potomek Potterów odziedziczył po Lily jej rude włosy, ale także jej oczy. Mimo to rysy twarzy całkowicie przypominały Jamesa. Według Nicole wyglądał jak taki mały, rudy Harry.

- Cześć, pewnie mnie nie pamiętasz, co smyku? – odezwała się wesoło do swojego małego braciszka.

- Niki – odpowiedział jej swoim dziecięcym głosikiem.

- Chyba nie myślałaś, że pozwolimy, aby zapomniał o tobie – zaśmiał się James. – Pokazywaliśmy mu twoje zdjęcia. – Nicole wzruszyła się tym. Po chwili przytulała się do mamy, a potem taty. Następnie wzięła w swoje ramiona małego Alexa, który okazał się bardzo śmiałym chłopcem i nie chciał iść do nikogo innego, więc z resztą witała się z malcem na rękach. Okazało się, że czarnowłosy i szarooki Izar, a także zielonowłosy Teddy również ją poznali. Mały Black był miniaturową kopią swojego ojca, a mały Lupin najwyraźniej odziedziczył po Tonks jej zdolności metamorfomagiczne. Powitania trwały jeszcze bardzo długi czas, aż wreszcie Lily zaprosiła wszystkich do ogrodu gdzie mieli zjeść obiad, przy którym radosne rozmowy nie milkły. Okazało się, że tę niespodziankę ich bliscy szykowali odkąd miesiąc temu dowiedzieli się, że właśnie tego dnia Nicole i Draco mają zamiar wrócić.

Potterowie i Syriusz załatwili sobie wolne u McGonnagall aż do końca tygodnia, dzięki czemu mogli ich przywitać, a następnego dnia urządzić urodziny Alexa.

Syriusz ze zdziwieniem opowiadał jaką frajdę daję mu nauczanie i wciąż zapewniał, że w Hogwarcie brakuje kolejnych następców Huncwotów nad czym ubolewał. Annabelle powoli z powrotem wdrażała się w pracę w biurze aurorów, gdzie na razie zajmowała się głównie papierologią, ale jej szef zastanawiał się nad jej przeniesieniem do ośrodka szkoleniowego, gdzie miałaby kształcić nowych kadetów.

Remus dzięki wprowadzonym po wojnie regulacjom dotyczących wilkołaków i innych ras bez problemu otrzymał posadę w Ministerstwie, gdzie był głównie korespondentem między Ministerstwem, a magicznymi rasami. Dziś specjalnie na tą okazję wziął sobie wolne. Tonks jak na razie nie planowała powrotu do pracy, gdyż Teddy całkowicie ją pochłaniał. Z radością pojawiła się dziś tu u boku męża i syna.

Camile tego dnia zamknęła swój salon mody, którego była dumną właścicielką od jakiś trzech miesięcy. Teraz z zadowoleniem opowiadała Nicole jak sobie radzi, jakie ma plany na biznes i przede wszystkim jak próbuje unowocześnić czarodziejską modę.

Harry, a właściwie już auror Potter wziął urlop u swojego szefa, który był bardzo zadowolony z sukcesów jednego z młodszych aurorów. Młody Potter miał bardzo wysoką skuteczność w łapaniu przestępców. Wciąż ku własnemu niepocieszeniu walczył z postrzeganiem go jako wybrańca i tego, który pokonał Voldemorta, ale dzięki swoim sukcesom w pracy powoli udowadniał, że dla niego te tytuły nic nie znaczą. W pracy chciał być po prostu aurorem Potter.

Vanessie i Hermionie zostały jeszcze dwa miesiące zajęć, których akurat w piątki nie miały, więc bez problemów mogły się pojawić. Po otrzymaniu dyplomu ukończenia Magicznego Uniwersytetu miały zacząć praktyki na wybranym oddziale w szpitalu św. Munga. Vanessa chciała trafić na urazy pozaklęciowe, a Hermiona chciała zająć się myślouzdrowicielstwem, gdzie planowała połączyć magiczne sposoby leczenia z mugolską psychologią. Była Gryfonka i była Ślizgonka podczas wspólnych studiów szczerze się zaprzyjaźniły i to właśnie dzięki Vanessie, która ją zaprosiła, Hermiona wraz z narzeczonym pojawiała się tego dnia w Dolinie Godryka. Co prawda nie trzeba było jej do tego specjalnie namawiać, ponieważ sama uznała, że chętnie zobaczy się z nimi wszystkimi.

Samuel był akurat świeżo po meczu, więc przez kilka kolejnych dni cała drużyna dostała wolne od trenera. Przez te dwa lata Sam dążył do tytułu najlepszego obrońcy Tajfunów w dziejach i już nie wiele mu do tego brakowało. A Ginny prowadziła dom i zajmowała się Fabianem, niedawno zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, prywatnie ukończyła naukę z wyróżnieniem, więc zaczynała także wspominać o poszukiwaniu pracy, którą będzie mogła połączyć z macierzyństwem.

Blaise akurat niedawno się zwolnił, z jakieś nudnej dla niego pracy w Ministerstwie, ale zapewniał, że już ma następne plany, na co Camile tylko prychnęła ze złością. Przez ostatnie dwa lata Blaise zmieniał pracę jak rękawiczki czym doprowadzał do szału swoją dziewczynę, która chciała, aby chłopak wreszcie dorósł.

Bliźniacy Weasley’owie z właściwym dla siebie humorem przyznali, że zostawili swój ukochany sklep z ich podwładnymi, ponieważ nie mogli się oprzeć przywitaniu nawróconych emigrantów. Przyznali, że sklep rozwija się na tyle dobrze, że do wakacji chcą dobudować jeszcze jedno piętro sklepu, a także postawić filię swojego sklepu w Hogsmeade.

Nicole i Draco z uśmiechami na twarzy i spokojem w sercu słuchali opowieści swoich bliskich, a i sami opowiadali o swoich przygodach. Teraz nieważne było to, że o tym wszystkim pisali do siebie w listach. Najważniejsze było to, że byli teraz razem. Gdy zaczęło robić się ciemno, a rodzice zauważyli, że ich dzieci przysypiają, matki zabrały się za ogarnianie potomstwa. Ginny, Samuel teleportowali się z Fabianem do swojego domu. A Lupinowie i Blackowie mieli nocować w Dolinie Goodryka, więc Annabelle, Tonks i Lily wzięły swoich synów, aby przygotować ich do snu. Nicole postanowiła pomóc mamie. Asystowała przy kąpieli Alexa i obserwowała jak Lily czyta mu bajkę na dobranoc. Gdy najmłodszy Potter usnął zeszły na dół. Tonks już wróciła do ogrodu, a Annabelle jeszcze usypiała Izara. Matka z córką stanęły w wejściu na ogród i obserwowały wszystkich. Nicole z uśmiechem przyglądała się jak Draco rozmawia z Jamesem i Syriuszem o ich przygodach w Tokio. Zafascynowany opowiadał o szybkich maszynach, wyścigach i emocjach, które temu towarzyszą. Syriusz był tym zafascynowany i z utęsknieniem wspominał swój motor, który miał w dawnych czasach. Gdy Harry usłyszał o czym rozmawiają od razu dołączył.

- Cieszysz się, że wreszcie się dogadują? – zapytała Lily obserwując uśmiechniętą córkę.

- Nawet nie wiesz jak bardzo – odpowiedziała. – Draco przez te dwa lata zmienił się, jednocześnie pozostając taki sam – ciągnęła. – Po tym co przeżyliśmy w tych wszystkich miejscach jest zdecydowanie bardziej otwarty i wreszcie potrafi pokazać kiedy jest szczęśliwy.

- Cieszę się, że wam się tak dobrze układa. Wiesz chciałam z tobą porozmawiać, bo ostatnio zastanawiamy się nad czymś z Jamsem.

- Coś się stało? – Nicole zaniepokoiła się trochę słysząc poważny ton matki.

- Nie, spokojnie. Wiesz, James ostatnio odnalazł swój rodzinny dwór, który opuścił po śmierci rodziców, a twoich dziadków – zaczęła opowiadać. – To było po naszym ukończeniu Hogwartu. Prosto z dworca teleportowaliśmy do Devon, gdyż James chciał mnie oficjalnie przedstawić rodzicom. Nad Potter Manor błyszczał Mroczny Znak. Przybyliśmy za późno, oni już nie żyli. Tego dnia James obiecał sobie, że już nigdy nie przekroczy progu tego domu. I tak było do niedawna. Wrócił tam miesiąc temu. Na dwór nadal były rzucone potężne zaklęcia ochronne więc w zasadzie od tamtego momentu nic się nie zmieniło. Wystarczy trochę go odnowić i będzie gotowy do zamieszkania.

- Chcecie się tam przeprowadzić?

- Nie – odpowiedziała Lily pewnie. – Jestem pewna, że nawet po tylu latach byłoby to dla Jamesa zbyt trudne, ale widzę po nim, że nie chce, aby to miejsce niszczało. Dlatego chcemy podarować go któremuś z was, tylko nie wiemy komu. Jeśli w Potter Manor zamieszka Harry, tobie może być przykro, i odwrotnie. Nie chcemy do tego dopuścić.

- Macie jeszcze Alexa – zaśmiała się Nicole.

- Zanim on dorośnie to jeszcze zbyt wiele czasu minie. A widzę po Jamesie, że marzy mu się, aby tamte ściany wypełniły się rodzinnym szczęściem – wyjaśniła.

- Mamo, nie widzę problemu. Dwór powinien otrzymać Harry. Niech wyprowadzą się wreszcie z Vane z tego małego mieszkania, które wynajmują.

- Ale ty…

- Ja i Draco mamy inne plany. Z resztą Potter Manor powinni zamieszkiwać Potterowie, a ja choć ubolewam, że jeszcze nikt nie zauważył już niedługo zmienię nazwisko. – Nicole machnęła prawą dłonią ozdobioną pierścionkiem zaręczynowym przed twarzą matki.

- Naprawdę? Córeczko jestem taka szczęśliwa. – Lily przytuliła Nicole. – A zdradzisz mi jakie macie plany? – zapytała ciekawa.

- Draco chce zamieszkać z Malfoy Manor – oznajmiła ciesząc się, że Lily zapytała. W głębi duszy potrzebowała z kimś o tym porozmawiać.

- A ty chcesz? Przecież tam… tam stało się wiele złego – zauważyła rudowłosa nie chcąc przypominać córce o jej koszmarze, który przeżyła właśnie w tym domu.

- To jego dziedzictwo – odpowiedziała po prostu. – On chce abym je poznała takim jak on je pamięta z czasów zanim to wszystko się stało. A ja chcę mu na to pozwolić, bo wiem, że tego właśnie potrzebuje. – Nicole przypatrywała się Draco, który właśnie opowiadał jakąś zabawną historię. – Chcę, aby był szczęśliwy tak jak teraz, a póki nie upora się ze swoimi demonami nie zostanie taki zawsze.

- Jeszcze nie pogodził się z tym? – Lily zmartwiła się tym.

- Nie tak łatwo zapomnieć, że zabiło się własnego ojca. Wydaje mi się, że właśnie konfrontacja z tym miejscem pozwoli mu uwolnić się od tego. A przynajmniej mam taką nadzieję. Poza tym obiecał mi, że nie zmusi mnie do pojawienia się tam póki nie będę gotowa. A dopóki nie odremontuje całego dworu wyraźnie zabronił mi się tam pojawić.

- Dba o ciebie – zauważyła Lily, z resztą nie po raz pierwszy. – Może porozmawiaj o tym z Narcyzą. Myślę, że ona będzie potrafiła wesprzeć go w tym.

- Też o tym myślałam.

- Zobaczysz, że będziecie szczęśliwi – zapewniła.

- Jesteśmy szczęśliwi, ale wierzę, że to nie minie, a będzie tylko lepiej. – Nicole przytuliła się do matki, a potem razem ruszyły do reszty. Czarnowłosa podeszła do Draco, który akurat opowiadał o pewnej kobiecie, którą poznali w Stanach. – Mam nadzieję, że zamiast opowiadać im o tej długonogiej blondynie ze sztuczną twarzą, która oprowadzała nas po Vegas, opowiadasz o tym jak mi się oświadczyłeś – zwróciła się do niego ze śmiechem i od razu go objęła.

- To akurat wolałem zostawić tobie, bo pewnie czepiałabyś się, że o czymś zapomniałem, a Mia nie miała sztucznej twarzy, tylko sztuczne cycki. – Nicole uniosła brwi spoglądając na niego. – Przecież żartowałem – westchnął i ucałował ją w czoło.

- Wy tak serio o tych zaręczynach? – zapytał Harry. Jednak zanim zdążyli odpowiedzieć Camile, która usłyszała co powiedział Harry pisnęła zachwycona i doskoczyła do nich od razu ciągnąc ją za prawą dłoń.

- Pokaż te błyskotkę!

- Cami wyrwiesz mi rękę – zaśmiała się Nicole. Po gratulacjach ze wszystkich stron Camile i Vanessa zaczęły wypytywać ich o szczegóły zaręczyn, a chciały wiedzieć wszystko, i o plany ślubne. – Spokojnie, jeszcze się nie zastanawialiśmy. – Nicole próbowała ostudzić ich zapał. – Na pewno lato, aby było ciepło, ale to wszystko co wiemy. – Niestety Camile i Vanessy to nie usatysfakcjonowało i dopiero kiedy Hermiona z Charliem i bliźniacy Weasley z żonami podeszli, aby się pożegnać dały Nicole spokój. Ci co zostali powoli wzięli się za uprzątnięcie bałaganu, którzy zrobili w ogrodzie, jednak szybko sprzątanie przemieniło się w kłótnie, która zaczęła się od żartu Blaise’a, który stwierdził, że wszyscy dookoła zaraz się pożenią, a tylko on zostanie singlem. W sumie to tylko Camile z Blaisem się kłócili, ale było to tak intensywne, że pozostali postanowili zostawić ich w spokoju. Nicole była w szoku, bo nie sądziła, że tak wyglądają te sprzeczki, o których w listach wspominała jej przyjaciółka. Razem z Vanessa stanęły w miejscu, które tak nie dawno zajmowała z Lily.

- TY MYŚLISZ, ŻE TAKIE ŻARTY SĄ W PORZĄDKU! POMYŚLAŁEŚ CZASEM JAK JA SIĘ CZUJĘ?!

- TAK BO ZAWSZE TYLKO TY I TY! CO TY OKRES DOSTAŁAŚ, ŻE SIĘ CZEPIASZ TAKICH GŁUPOT!

- To zawsze tak wygląda? – zapytała Nicole przyjaciółkę.

- Przyznam, że dzisiaj przechodzą samych siebie. Ale znasz ich zaraz się rozstaną, żeby po tygodniu stwierdzić, że nie mogą bez siebie żyć. Zastanawiam się tylko, które z nich dzisiaj wyląduje u nas na kanapie.

- Co masz na myśli?

- DORÓSŁBYŚ WRESZCIE! ZNALAZŁ STAŁĄ PRACE! A NIE SKACZESZ Z KWIATKA NA KWIATEK!

- A NIE POMYŚLAŁAŚ, ŻE JA TO LUBIĘ?!

- Ich kłótnie można podzielić na dwie grupy – zaśmiała się Vanessa. – Jedna kiedy to po wszystkim Camile wyrzuca Blaise’a z domu, a druga, kiedy uznaje, że ma go dość i sama się wyprowadza. Ona najczęściej ląduje u mnie i Harry’ego, a Blaise u Sama i Ginny, ale czasem się zmieniają.

- Ja nie wiem jak to jest bo pasują do siebie jak mało kto.

- Wydaje mi się, że to przez to, że Cami chciałaby poczuć się wreszcie jak prawdziwa dorosła. Wiesz ma już biznes, nieźle sobie radzi, do szczęścia brakuje tylko domu z ogródkiem, męża i dziecka, a Blaise nadal nie dorósł.

- MÓWIEM CI PRZECIEŻ, ŻE MAM PLAN, A TY JAK ZWYKLE NIE MOŻESZ POCZEKAĆ CIERPLIWIE!

- PLAN?! CO TYM RAZEM?! W JAKIM DEPARTAMENCIE JESZCZE NIE PRÓBOWAŁEŚ! NIE PRÓBUJ DALEJ, BO I TAK CI SIĘ ZNUDZI! A MOŻE TYM RAZEM ZNOWU JAKIŚ DURNY BIZNES?! CO TYM RAZEM BĘDZIESZ SPRZEDAWAŁ?!

- Szkoda mi ich – mruknęła Nicole.

- NIE MAM ZAMIARU NIC SPRZEDAWAĆ, ALE TY ZAMIAST MNIE WYSŁYCHAĆ TO OD RAZU WRZESZCZYSZ!

- BO NIC MI NIE MÓWISZ!

- BO CHCIAŁEM CI NIESPODZIANKĘ ZROBIĆ. ALE SKORO JESTEŚ TAKA NIECIERPLIWA TO PROSZĘ! JUTRO W PROROKU UKAŻE SIĘ MÓJ PIERWSZY ARTYKUŁ! ZAJĄŁEM SIĘ RELACJONOWANIEM PRACY MINISTERSTWA! DOSTAŁEM SWOJĄ RUBRYKĘ!

- I JESZCZE CI SIĘ NIE ZNUDZIŁO?!

- Nie wiem komu bardziej współczuć – stwierdził Draco, który dołączył do nich z Harrym. – Ona serio się czasem czepia o bzdury, a jemu będę musiał przywalić jeśli ją skrzywdzi.

- DZIĘKI, ŻE TAK WE MNIE WIERZYSZ!

- NIE DAJESZ MI POWODÓW, ABYM CI UWIERZYŁA I ZAUFAŁA!

- CHCESZ POWODU?!

- TAK!

- TO WYJDŹ ZA MNIE! KUPIMY WRESZCIE DOM, O KTÓRY MNIE MĘCZYSZ OD MIESIĘCY. TY KUPISZ SOBIE TEGO CHOLERNEGO PSA, A JA UDOWODNIĘ CI, ŻE WRESZCIE ZNALAZŁEM PRACĘ, KTÓRĄ LUBIĘ!

- TY MYŚLISZ, ŻE JAK MI SIĘ OŚWIADCZYSZ… - zamilkła wreszcie dopiero zdając sobie sprawę co usłyszała. – Ty mi się oświadczyłeś? – zapytała ochrypłym od krzyków głosem.

- Chciałem to zrobić jutro jak ci pokażę moją rubrykę w Proroku Codziennym – stwierdził i wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko. Zanim jednak je otworzył Camile rzuciła się na niego i zaczęła całować.

- Czyli dzisiaj mamy wolną kanapę – mruknął Harry. Gdy para oderwała się od siebie czwórka ich przyjaciół podeszła bliżej.

- Możemy gratulować? – zapytała niepewnie Nicole. Uśmiechnięta i zaczerwieniona Camile popatrzyła Blaise’owi w oczy i odpowiedziała:

- Tak. – Blaise odetchnął z ulgą i z szerokim uśmiechem włożył jej pierścionek na serdeczny palec. Pogratulowali parze.

- Czyli w tym roku czekają nas trzy śluby – oznajmiła Vanessa. Camile i Nicole spojrzały na nią z niezrozumieniem, aż wreszcie się domyśliły.

- Wybraliście wreszcie termin?! – Vanessa pierścionek zaręczynowy nosiła już od kilku miesięcy. Harry oświadczył jej się zaraz po skończeniu swojego szkolenia aurorskiego. Jednak do tej pory utrzymywali, że z samym ślubem nie chcą się spieszyć.

- Czekaliśmy, aż wrócicie – odpowiedziała patrząc na Nicole i Dracona.

- Merlinie, przecież gdybyście wcześniej zaplanowali to byśmy wrócili.

- Właśnie dlatego nie planowaliśmy – oznajmił Potter. – Nie chcieliśmy, żebyście przerywali swoje wakacje. Teraz już nic nie stoi nam na przeszkodzie.

Mimo, że ten dzień był bardzo długi Nicole, Vanessa i Camile zostały w ogrodzie chcąc nadrobić ten czas, w którym się nie widzieli. Przez 9 lat ich znajomości to była ich pierwsza tak długa przerwa. Tym samym Harry z Vanessą i Camile z Blaisem postanowili zostać w Dolinie Godryka na noc. Po gratulacjach złożonych córce Narcyza razem z Andromedą teleportowały się do siebie. Wszyscy oprócz trójki dziewczyn udali się do sypialni, by odpocząć po intensywnym dniu. Zostały w ogrodzie i usiadły na szerokiej huśtawce. Bujały się delikatnie i rozmawiały.

- Mam pomysł! – Nicole uznała, że Camile nic się nie zmieniła, nadal była najbardziej żywiołowa z ich trójki. – Urządzimy potrójny ślub!

- Ty tak serio? – Nicole nie była przekonana. – Znaczy się, nie uważam tego za zły pomysł, ale my z Draco chyba nie mamy takich samych planów dotyczących całej imprezy jak ty Cami.

- To opowiadaj jakie masz plany – nakazała Vanessa.

- Jeszcze o tym jakoś szczególnie nie rozmawialiśmy. Draco pewnie i tak zgodzi się na wszystko co ja wymyśle. Ale wiemy na pewno, że nie chcemy wielkiej imprezy z pompą, sztucznej i sztywnej. Ja w ogóle myślałam o tym, żeby wszystko odbyło się w Robespierre Manoir. Tam jest naprawdę duży teren, piękne zielone ogrody. Dlatego chcę latem, żeby było ciepło. Wiecie tak naprawdę to tylko najbliższa rodzina i przyjaciele, może kilka osób, które poznaliśmy przez te dwa lata, a którzy stali nam się bliscy. Marzy mi się tam duży namiot, zdobiony świeżymi kwiatami, ognisko, jakaś muzyka, jedzenie, picie i to wszystko. Wiadomo najpierw uroczystość, na którą Draco zapewne zmusi mnie do założenia jakieś wielkiej białej sukni, w której tylko według niego będę wyglądać ładnie. Ale potem już taka luźna impreza. Żadnej sali balowej, żadnych balonów, żadnych tandetnych zabaw weselnych, żadnego przepychu. – Nicole umilkła i nikt się przez chwilę nie odzywał. Wreszcie jednak postanowiła spojrzeć na przyjaciółki, a na ich twarzach dojrzała rozmarzone uśmiechy.

- Choć próbowaliśmy już z Harrym rozmawiać jak to widzimy, to to co właśnie opisałaś byłoby spełnieniem naszych marzeń – odezwała się wreszcie Vanessa, a Camile przybrała zacięty wyraz twarzy.

- Zupełnie nie rozumiem czemu kojarzę ci się z pompą i przepychem – prychnęła.

- Oj nie o to mi chodziło.

- Ale nie ważne wybaczam ci – zaśmiała się. – Po pierwsze nie pozwolę, abyś do swojego ślubu poszła w jak to powiedziałaś, jakiejś wielkiej białej sukni! Ona nie będzie jakaś, będzie idealna! I ja tego dopilnuję. Błagam pozwól mi zaprojektować dla ciebie suknie! – Blondynka złożyła dłonie razem i spojrzała błagalnie na Nicole.

- Naprawdę chcesz? – zdziwiła się.

- Wiesz jaka to będzie renoma dla mojego salonu, gdy w pierwszym roku działalności zaprojektuję i uszyję trzy suknie ślubne?

- Trzy? – wtrąciła się Vanessa.

- Oczywiście, że trzy. Tobie też nie pozwolę iść do ślubu, w jakimś tandetnym białym łachu. – Wszystkie trzy zaśmiały się wesoło. – No ale wracając do głównego tematu, to to co wymyśliłaś brzmi naprawdę wspaniale, i byłabym szczęśliwa mogąc dzielić ten dzień tak blisko z wami – oznajmiła pewnie.

- No przecież ja też, ale nie sądziłam, że coś takiego będzie się wam podobać.

I tak ruszyły plany ślubne.

***
Dzisiaj druga część dodatku, a zaraz po świętach zapraszam na trzecią i ostatnią. 
Wszystkim czytelnikom życzę radosnych, spokojnych i przede wszystkim rodzinnych świąt Bożego Narodzenia i oczywiście dużo prezentów. 
Widzimy się po świętach. Pozdrawiam,
AniaXXX

niedziela, 12 grudnia 2021

Dodatek 1

Nicole, Draco, Camile, Blaise, Vanessa, Harry i Hermiona 30 czerwca 1998 roku w jednym przedziale wracali ze swojego siódmego roku w Hogwarcie. Wszyscy byli szczęśliwi, że choć jeden rok w tej szkole przeżyli bez widma wojny. Byli szczęśliwi, że mają siebie. I przede wszystkim byli szczęśliwi, że będą budować swoją przyszłość w tym samym gronie. Brakowało im tylko towarzystwa Samuela i Ginny, ale oni w tym momencie spędzali zapewne miłe popołudnie ze swoim półrocznym synem.

- Vane, co tam u Sama? Pisał do ciebie? – zapytała Nicole.

- Merlinie zapomniałam wam powiedzieć. Rano dostałam list od niego.

- Serio? Jak tam mały łobuz? – wtrąciła się Camile.

- Oj zdecydowanie łobuz. Zaczyna pokazywać co potrafi. I pierwszy wybuch magii ma za sobą. Ostatnio tak się zdenerwował, że nie może sięgnąć jakiejś zabawki, że włączył wszystkie grające zabawki, a potem przywołał tą którą chciał. – Vanessa opowiadała z przejęciem o swoim bratanku. – Nie mogę się doczekać, aż znowu go zobaczę.

- Coś czuję, że Fabian wda się w wujków Weasley’ów – zaśmiał się Harry. – A szczególnie we Freda i Geaorge’a.

- Lepiej o nich nie wspominaj przy Samie i Ginny. Są wściekli, bo Fred przyniósł ostatnio chrześniakowi samo napełniającą się trąbkę z konfetti. Mały to uwielbia i non stop strzela tym konfetti, a Ginny musi to sprzątać. I to ręcznie, bo jak próbowała to zniknąć za pomocą magii to ilość się podwoiła – zaśmiała się. – A jak próbują to chować to Fabian wpada w płacz i sam sobie przywołuje zabawkę. – Chwilę jeszcze pogadali o dzieciach. Potterowie opowiadali o prawie dwumiesięcznym bracie Alexie i o tym jak Syriusz i Remus szykują się do roli ojców. – Ej najważniejszego wam nie powiedziałam – wykrzyknęła Vane. – Pamiętacie jak Sam mówił, że przyjęli go do rezerwowych Tajfunów? No to teraz będzie grał w pierwszym składzie. Ich obrońca została transferowana do Harpi z Holyhead. Sam zajął jej miejsce. – Wszyscy ucieszyli się sukcesem przyjaciela. Wiedzieli, że jego marzeniem było zostać zawodowym graczem Quidditcha. Chłopaki trochę zazdrościli, bo sami chętnie zagraliby w takim profesjonalnym meczu. – I urządzają jutro imprezę u siebie z tej okazji. Małego mają sprzedać na noc do babci Molly, więc będziemy świętować.

Dalsza podróż minęła im na omawianiu planów na najbliższą przyszłość. Harry z radością mówił, że czeka tylko na wyniki owutemów, aby zapisać się na kurs aurorski. Camile przyznała, że dostała się na praktykę do madame Malkin. To był dla niej dobry początek kariery modowej. Vanessa i Hermiona zgodnie stwierdziły, że obie chcą składać papiery na studia uzdrowicielskie. Blaise sam nie wiedział co ma zamiar ze sobą zrobić, o co podczas podróży zdążył się pokłócić z Camile.

- Nicole, Draco a wy? – zapytała jeszcze zła blondynka. Para spojrzała na siebie i uśmiechnęła się. Poprzedniego wieczoru dokładnie omówili swoje plany na co najmniej kolejny rok.

- Uznaliśmy, że chcemy trochę odpocząć od nauki – zaczęła Nicole. – Za jakiś miesiąc chcemy się wybrać na co najmniej roczną wycieczkę.

- Gdzie?!

- Aż rok?!

- Chcecie nas zostawić?! – rozległo się ze wszystkich gardeł, to ostatnie natomiast wykrzyknęła Camile.

- Zaczynamy od ciepłych krajów. Wiecie, plaża, morze i drinki, a gdzie nas potem poniesie to zobaczymy – Nicole wzruszyła ramionami. – Chcemy odpocząć i zobaczyć kawałek świata, więc co najmniej rok. Cami przecież wrócimy – zapewniła przyjaciółkę przewracając oczami.

Na takich rozważaniach przeminęła im reszta podróży. Z rodzicami umówili się, że sami wrócą do domów. W końcu byli już dorośli. Z dworca każde z nich ruszyło w inną stronę. Na Nicole, Laurę i Harry’ego w Dolinie Godryka czekali starsi Potterowie z małym Alexandrem. Hermiona teleportowała się do domu rodziców. Vanessa na razie miała zamieszkać z Samem i Ginny, gdyż chciała im trochę pomóc przy Fabianie. A Draco i Camile teleportowali się do domu ciotki Andromedy, u której cały czas mieszkała Narcyza. Następnego dnia mieli spotkać się wszyscy razem u Ginny i Sama.

Kolejny miesiąc minął im na oczekiwaniach na wyniki owutemach i imprezach z okazji zakończenia szkoły, zakończonych wielką imprezą urodzinową Nicole i Harry’ego. Dwa dni po urodzinach w oknach ujrzeli upragnione sowy z Hogwartu, wszyscy obecni byli akurat w domu państwa Potter, więc od razu mogli podzielić się nawzajem swoimi wynikami. Oprócz młodzieży w Dolinie Godryka obecne były małżeństwa Black i Lupin. Harry gdy zobaczył tylko swoje wyniki pisnął z radości.

- Czyżby niedługo w poczet kadetów wstąpi auror Potter? – zapytała ciężarna Tonks, która w ciągu ostatniego miesiąca dzieliła się z Harrym swoimi doświadczeniami i wspomnieniami ze szkolenia.

- Jutro składam papiery – odpowiedział i zasalutował.

Tego dnia kiedy byli już Hogwartczycy otrzymali wyniki owutemów na świat przyszedł Castor Black, a już kolejnego Teddy Lupin. Szczęśliwych młodych ojców James zabrał na dwudniową wycieczkę po barach. Czyli zrobił dokładnie to samo co jego przyjaciele urządzili jemu trzy miesiące wcześniej, gdy Lily urodziła Alexandra.

Nicole i Draco już za 10 dni mieli zarezerwowany świstoklik na Hawaje. Choć ich bliskim było przykro, że nie zobaczą ich przez tyle czasu to rozumieli ich potrzebę odpoczynku od wszystkiego.

Camile, która już od miesiąca miała praktyki u madame Malkin, coraz częściej wspominała, że szefowa jest z niej zadowolona i po wakacjach nie wyklucza podpisać z nią umowy na dłużej.

Blaise, który do tej pory wymawiał się przed znalezieniem pracy, bo i tak nie ma wyników owutemów przestał mieć wiarygodną wymówkę, więc postanowił w najbliższym czasie pojawić się w ministerstwie i sprawdzić czy jest tam jakieś miejsce dla niego.

Vanessa i Hermiona tak jak Harry, już kolejnego dnia postanowiły złożyć papiery na uczelnie. Wybrały Uniwersytet Magiczny na wydziale Uzdrowicielstwa.

Samuela już za tydzień czekał pierwszy oficjalny mecz w barwach Tajfunów z Tutshill. Natomiast dzień po meczu Ginny i Samuel zorganizowali swój ślub. Postanowili, że chcą aby Fabian wychowywał się w pełnej rodzinie, gdzie wszyscy mieli to samo nazwisko. Państwo młodzi zorganizowali rodzinną uroczystość. Obecni byli tylko najbliżsi pary, choć Molly próbowała namówić córkę na przyjęcie dla całej ich rodziny. Ginny w dniu swojego ślubu tak jak Fleur rok wcześniej na głowie miała tiarę ciotki Muriel. Wyglądała pięknie, a maślany wzrok Sama potwierdził wszystkim jak bardzo młodzi się kochali. Dzień po ślubie Nicole i Draco wyruszali w swoją podróż.

Laura była najbardziej poruszoną osobą, którą dotknął wyjazd Nicole, ale nie chciała przeszkadzać siostrze w spełnianiu marzeń. Po za tym w Dolinie Godryka w towarzystwie Lily, Jamesa i małego Alexa czuła się jak w domu.

- Laura, na pewno sobie poradzisz? – pytała w dzień poprzedzający ich wyjazd panna Potter.

- Niki nie martw się o mnie. Przecież i tak za niecałe trzy tygodnie wracam do Hogwartu, a poza tym pomogę cioci Lily i wujkowi Jamesowi z Alexem – zapewniła ją blondynka, a Nicole uśmiechnęła się wzruszona do niej. Była dumna z tej małej cholery, że potrafiła się tu tak odnaleźć. Od razu po powrocie z Hogwartu starsi Potterowie poprosili Laurę o rozmowę.

- Laura, wiesz, że jesteśmy rodziną i jesteś dla nas tak samo ważna jak Nicole, Harry czy Alex – zaczęła rudowłosa. – Nie zastąpimy ci twoich rodziców, choć kochamy cię równie mocno jak oni. Nie chcemy, abyś już zawsze mówiła do nas na pan pani. Dlatego co ty na to abyśmy zostali twoją ciocią i wujkiem? – zapytała niepewna reakcji już czternastoletniej dziewczyny, która uśmiechnęła się radośnie.

- Brzmi wspaniale ciociu Lily. – Laura przytuliła się do niej, a potem spojrzała na Jamesa. – Wujku, a poćwiczysz ze mną dzisiaj Quidditcha? Chcę się dostać do drużyny, a teraz kiedy nie będzie Harry’ego może uda mi się zostać szukającą. Chciałam poprosić Nicole, albo Harry’ego, ale stwierdzili, że wybierają się znowu na jakąś imprezę.

- Jasne! U nas, Potterów, to rodzinne, na pewno zostaniesz szukającą – zapewnił mężczyzna i pobiegł szybko po miotłę.

 

Nicole i Draco przez pierwsze miesiące wylegiwali się na różnych plażach. Podróżowali od hotelu do hotelu, od wyspy do wyspy. Zaczęli od Hawajów, a zahaczyli o Seszele, Mauritius, Kretę, czy Bali, a nawet Dubaj. Po dwóch leniwych miesiącach odwiedzili Sydney, dzięki czemu zwiedzili choć część Australii. Tam pływali w oceanie wśród Rafy Koralowej, chodzili po górach i pustyni, czy odwiedzili Melbourne, zarówno jego mugolską jak i czarodziejską okolicę, gdzie poznali wielu wspaniałych ludzi. Po miesiącu w Australii teleportowali się do Japonii, na pierwszy rzut wybrali Tokio. Tam poznani Japończycy nauczyli ich jeździć samochodami, a Draco zafascynował się wyścigami, więc kolejne tygodnie spędzili w nocnym trybie życia, w którym obracali się ich nowi znajomi. Nie przejmowali się tym czy zadają się z czarodziejami czy z mugolami. Teraz postawili przede wszystkim na dobrą zabawę. Draco już po dwóch tygodniach sam uczestniczył w wyścigu dzięki uprzejmości jednego z nowych przyjaciół i wygrał. W innym wygrał jedno z najszybszych aut, więc resztę Japonii postanowili pozwiedzać mugolskim sposobem przemieszczając się jego nowym Lamborgini. Nie pomyśleli jednak, że jeżdżąc autem już nie nocą i nie tylko podczas nielegalnych wyścigów wypadałoby posiadać prawo jazdy, więc po dwóch tygodniach, gdy policja zatrzymała ich do kontroli musieli kombinować. Nicole szybko skonfundowała policjanta, który pod wpływem czaru uznał, że wszystkie dokumenty się zgadzają i życzył im miłej dalszej podróży. Postanowili sprzedać auto, aby mieć pieniądze na kolejne podróże i złapać świstoklik tym razem do Stanów. Były Ślizgon obiecał sobie, że pierwszą rzeczą, którą zrobi po powrocie do Anglii będzie zdanie prawa jazdy i kupno nowego auta. W USA spędzili najwięcej czasu. Teleportowali się od stanu do stanu, dzięki czemu zwiedzili zarówno Waszyngton, Nowy York, Kalifornię jak i Florydę i wiele innych. Obowiązkowym punktem w ich wycieczce było Las Vegas. W mieście grzechu spędzili miesiąc w dzień szalejąc w domach mody, oczywiście na życzenie Nicole, i w hotelach, a nocą w klubach i kasynach. W Montanie Draco załapał się na jeden sezon do jakieś lokalnej drużyny Quidditcha, a Nicole poznała sławnego na całe czarodziejskie Stany Zjednoczone łamacza klątw, który polubił ją na tyle, że chętnie dzielił się swoją pracą i doświadczeniem, a po kilku tygodniach zgodził się na to aby mu pomagała. Wtedy Nicole chyba po raz pierwszy pomyślała czym zajmie się po powrocie do Anglii. Dzięki temu byli Ślizgoni mogli zarobić trochę pieniędzy, które przepuścili w Vegas. Tam spędzili cztery miesiące, czyli do końca sezonu, gdyż to był czas na który Draco miał podpisany kontrakt. Ich podróż znacząco się przedłużyła i po roku postanowili jeszcze nie wracać. Pierwsze święta Bożego Narodzenia tylko we dwoje postanowili spędzić w Szwajcarii blisko Alp. Przez dwa tygodnie chodzili po górach, jeździli na nartach i uczyli się jeździć na snowboardzie. Rok później chcieli tam wrócić. Więc na same święta wynajęli drewniany domek z pięknym widokiem na góry i spędzili tam tydzień, aż do Nowego Roku. Kolejnym celem ich podróży była Holandia. Tam zwiedzili wiele muzeów z dziełami sztuki, na własne oczy ujrzeli wielkie sławne wiatraki i spacerowali między polami, na których uprawiano różnokolorowe tulipany. Na koniec wizyty w Holandii zostawili sobie Amsterdam. Oglądali piękną architekturę śródmieścia, odwiedzili giełdę diamentów i nie odpuścili sobie nocnej wizyty w dzielnicy Czerwonych Latarni. Gdy Draco wspomniał, że skoro tu są to może sobie skorzysta, Nicole tylko trzepnęła go w ramię. Kolejnego dnia postanowili  również pojawić się w coffee shopie, gdzie chcieli spróbować mugolskiej używki. A więc zatrzymali się w jednym z nich na kawę, do której kelner zaserwował im po joincie. Przez resztę dnia mieli bardzo dobry humor. Po Holandii wybrali się na wycieczkę po środkowej Europie. Podróżowali od państwa do państwa, od miasta do miasta, zahaczając o czarodziejskie dzielnice i poznając zwyczaje innych czarodziejów. Dzięki temu odwiedzili Wiedeń, Berlin, Warszawę, Pragę i Lwów. Potem postanowili się przenieść na inny kontynent do Ameryki Połuniowej. Tam zwiedzili Argentynę, Kolumbie, Ekwador i Brazylię, gdzie zagościli na dłużej. W Rio de Janeiro załapali się na sławny karnawał, dzięki czemu wybawili się i wytańczyli za wszystkie czasy. W Brazylii nauczyli się też grać w mugolską piłkę nożną, co podobało im się równie mocno jak Quiddich. Choć przez te prawie dwa lata co najmniej raz w miesiącu pisali do najbliższych streszczając im swoje podróże, w ich życiu między dobrą zabawą pojawiła się tęsknota. Postanowili wrócić do Anglii. Ale najpierw chcieli jeszcze miesiąc spędzić we Francji. Tam odwiedzili Lazurowe Wybrzeże, gdzie znowu wygrzewali się na plaży, Bordeaux, gdzie zwiedzali winnice i raczyli się pysznym francuskim winem, Marsylię, gdzie podziwiali mugolskie katedry i bazyliki, Wersal, gdzie zwiedzali zamki i na sam koniec Paryż, gdzie urządzali sobie romantyczne spacery, gdzie w restauracji na wieży Eiffla Draco ponownie oświadczył się Nicole, tym razem z pierścionkiem i klękaniem, i wreszcie gdzie ona się zgodziła wyjść za niego za mąż. Ostatniej nocy w paryskim hotelu leżąc obok siebie i wpatrując się w sufit wdali się w dyskusję o tym co ich czeka po powrocie. A wrócić mieli dokładnie dzień przed trzecią rocznicą bitwy o Hogwart, w którą to swoje drugie urodziny obchodził Alexander Potter.

- Jak myślisz co będzie dalej? – zapytała Nicole.

- Będziemy żyli długo i szczęśliwie – parsknął zwyczajowo z sarkazmem.

- To na pewno – zaśmiała się. – Ale gdzie będziemy mieszkać? Gdzie będziemy pracować? Trzeba zacząć o tym myśleć – stwierdziła.

- Wiesz myślałem ostatnio o czymś.

- O czym? – zainteresowała się.

- Chcę wrócić do Malfoy Manor – oznajmił pewnie, choć nie wiedział jak dziewczyna na to zareaguje.

- Masz do tego prawo – uznała, ale zaraz przypomniała sobie swoją ostatnią i jedyną wizytę w tym dworze.

- Ale ty nie rozumiesz. – Odwrócił się na bok i spojrzał na nią. – Chcę odnowić ten dwór, żeby był tak imponujący i piękny jak pamiętam go z dzieciństwa. Chcę wyplenić z niego obecność jego i Voldemorta – Nicole wiedziała, że mówi o swoim ojcu. Odkąd go zabił nie nazywał go swoim ojcem, ani nie używał jego imienia. Tak naprawdę od tamtego wydarzenia pierwszy raz go wspominał. – Chcę stworzyć tam dla mnie i dla ciebie nasze miejsce na ziemi, w którym będziemy mogli zacząć budować naszą przyszłość. – Nicole pogłaskała go po policzku.

- Jeśli o tym właśnie marzysz chętnie zobaczę ten dwór takim jakim ty go pamiętasz i pomogę ci wypełnić go szczęśliwymi wspomnieniami – zapewniła. – Ale nie wiem czy będę w stanie wejść tam zanim uda ci się go zmienić w nasz prywatny raj na ziemi – dodała niepewnie.

- Obiecuję, że gdy już mi się to uda dwór nie będzie przypominał ci tego co ty pamiętasz. A póki tego nie zrobię nie pozwolę ci się tam pojawić – obiecał pewnie chcąc, aby mu uwierzyła.

- Wierzę ci – szepnęła. Choć do tej pory żyli chwilą nie przejmując się co będzie działo się następnego dnia to tej nocy zasypiali przytuleni do siebie, uśmiechnięci i patrzący pozytywnie na przyszłość.

***
Przedstawiam Wam obiecany pierwszy dodatek. Mam nadzieję, że się podoba.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Epilog

Kolejne dni wypełnione były przede wszystkim naprawą zamku oraz przygotowaniem do uroczystości pogrzebowych. Uroczystości te miały odbyć się równy tydzień po bitwie o Hogwart, jak zaczęto o niej mówić. Aby dać odetchnąć uczniom przed tym ciężkim dniem pozwolono im na tydzień wolnego. I tak większa część uczniów skorzystała i wyjechała do rodzin, aby wspólnie cieszyć się końcem wojny, bądź też opłakiwać poległych bliskich. Ci którzy mieli rodzinę na miejscu, jak Nicole i Harry, skorzystali z możliwości odwiedzenia Beauxbatons, w którym nadal w większości przebywali młodsi uczniowie. Nicole bardzo się ucieszyła na takie rozwiązanie, gdyż chciała jak najszybciej zobaczyć się z Laurą. Do rodzeństwa Potter dołączyli Malfoy’owie i Blaise Zabini. Młodzi Snape’owie natomiast jako jedyni uczniowie zostali w Hogwarcie, czuwając przy ojcu, który powoli dochodził do siebie.

Severus Snape wybudził się już kolejnego dnia, a następnego dnia, gdy był w stanie podnieść się z łóżka, Skrzydło Szpitalne było świadkiem historycznej chwili, w której to trójka Huncwotów szczerze przeprosiła Mistrza Eliksirów za swoje dawne czyny. Ten natomiast odwdzięczył się im tym samym i z wąskim uśmiechem stwierdził, że przyjaciółmi to na pewno nie zostaną, ale mogą zacząć zachowywać się jak na dorosłych przystało. Były śmierciożerca bez jarzma dwóch panów nad sobą okazał się bardziej przyjaznym człowiekiem, choć nie mniej sarkastycznym.

Uroczystości pogrzebowe odbywały się na błoniach Hogwartu, gdzie pochowano 70 ofiar bitwy o Hogwart. Był to bardzo smutny i emocjonujący dzień, a mimo to słoneczny i dający nadzieję na przyszłość. Obecnych było wiele osób, tych bardziej bliższych zmarłym i tych, którzy byli tam dla poklasku. Najbardziej okazały był pochówek dyrektora Hogwartu, przemawiało wtedy wiele osób, bardziej lub mniej szczerze. Jednak najwięcej emocji przysporzyło ostatnie pożegnanie Ronalda Weasley’a. Tuż przy niewielkim nagrobku stała cała rodzina zmarłego, na ich piegowatych twarzach swobodnie płynęły łzy, nawet na twarzach bliźniaków zawsze skorych do żartów nie było nikłego śladu uśmiechu. Dookoła nich stali przyjaciele, którzy chcieli wesprzeć cierpiącą rodzinę. Nicole ze łzami w oczach wraz z resztą Potterów również była niedaleko. Harry i Draco opowiedzieli jej jak naprawdę zginął rudowłosy Gryfon i to nią naprawdę wstrząsnęło. Wiedziała również, że ta historia się rozeszła i wszyscy wiedzą jak poległ Ronald. Do tej pory nie potrafiła spojrzeć w twarz Molly Weasley, w końcu to przez nią kobieta straciła syna. Jednak gdy przyszedł czas na kondolencje wiedziała, że w jej obowiązku jest skonfrontować się z tą rodziną. Wraz z rodzicami i Harrym podeszła do państwa Weasley. To James i Lily jako pierwsi przemówili.

- Tak nam przykro Molly – zaczęła Lily.

- Pamiętajcie, że zawsze macie nasze wsparcie, co by się nie działo – dokończył James. Potem przytulili oni rudowłose małżeństwo, które podziękowało im. Nicole nie wiedząc nawet kiedy znalazła się naprzeciwko zapłakanej nestorki rodu Weasley.

- Ja przepraszam… - Łzy swobodnie spływały z jej oczu, a ona nie wiedziała co mogła powiedzieć więcej. Jednak Molly nie oczekiwała po niej nic więcej, bo przyciągnęła ją do siebie mocno i powiedziała:

- Dziecko, przecież to nie była twoja wina!

Po tych ciężkich chwilach większość obecnych rozeszła się. W Wielkiej Sali przygotowany został bankiet, na którym wspominano zmarłych i dziękowano za ich poświęcenie, które sprawiło, że wreszcie mogli żyć w spokojnych czasach. 

Tej nocy Nicole choć się tego nie spodziewała we śnie spotkała się z Adrienne.

- Adrienne! Tak się cieszę, że cię widzę!

- Tak, Nicole, ja również, ale nie mamy dużo czasu – zauważyła swoim spokojnym głosem blondynka.

- Ale Adrienne, czy coś się stało? To jeszcze nie koniec? – pytała już trochę przestraszona Ślizgonka.

- Nicole, spokojnie, nic się nie stało. Chciałam się tylko z tobą pożegnać – wyjaśniła jej.

- Ale jak to? – Panna Potter była wyraźnie zbita z tropu. Jej towarzyszka odpowiedziała delikatnym uśmiechem.

- To już koniec naszej przygody. Spisałaś się znakomicie, dzięki tobie Harry’emu udało się doprowadzić to wszystko do końca. Możesz być z siebie dumna.

- Ja nie chcę, aby to był koniec! – sprzeciwiła się czarnowłosa, a zrobiła to niemal tonem rozpieszczonej księżniczki, na co Adrienne szczerze się roześmiała.

- Nicole, to nie jest koniec, a przynajmniej nie twój. Przed tobą jeszcze wiele do zrobienia, czeka cię wspaniałe życie wypełnione przede wszystkim przyjaźnią i miłością. Masz przed sobą długą drogę i tylko ty możesz zdecydować, w którą pójść stronę. Jednak musisz mi również pozwolić na dotarcie do mojego celu, do kresu tej drogi. To już jest ten czas. – Po tych słowach Nicole przytuliła się do swojej przewodniczki, aż wreszcie odsunęła się od niej ze zmoczoną łzami twarzą.

- Dziękuję ci za wszystko, Adrienne. Nigdy cię nie zapomnę. – Gdy tylko Ślizgonka wypowiedziała te słowa, postać blondwłosego Anioła Życia zaczęła znikać, a gdy znikła całkowicie, Nicole obudziła się w swoim dormitorium. Zaraz jednak z uśmiechem na ustach i lekkością w sercu ponownie zapadła w spokojny sen.

Nadspodziewanie szybko po tych wydarzeniach Hogwart dochodził do siebie. W pierwszej kolejności naprawiono wieże, aby zapewnić miejsce uczniom, którzy chcąc, nie chcąc musieli ponownie zabrać się za naukę. Miesiąc po bitwie odbyły się egzaminy i wszystko zaczęło wracać do siebie. Zanim się zorientowali nadszedł koniec roku szkolnego i pożegnalna uczta. To właśnie po niej Nicole złapała Draco, gdy przypomniała sobie o pewnym ważnym szczególe.

- Draco! – wykrzyknęła Nicole zatrzymując blondyna w Wielkiej Sali, gdy reszta uczniów wychodziła. – Przypomniałam sobie! Nasz zakład! Pamiętasz?

- Coś tam pamiętam – skrzywił się i od razu zastanawiał jak wyłgać się od życzenia, które będzie musiał spełnić.

- Wygrałam! Umiesz wyczarować cielesnego patronusa, więc musisz spełnić moje życzenie. I nie zaprzeczysz, bo wszyscy widzieli to podczas bitwy. – Malfoy szybko przypomniał sobie ich rozmowę na wieży i coś wpadło mu do głowy.

- Tak właściwie to umawialiśmy się na zwykłego cielesnego patronusa, a ja wyczarowałem zaawansowanego patronusa – uśmiechnął się złośliwie. – Więc tak w zasadzie to przegrałaś, kotek.

- Ej to też się liczy, bo zwykłego też wyczarujesz! – Nicole się oburzyła, że jej chłopak chce tak oszukiwać. – Zrób to teraz, a przekonasz się, że ja wygrałam. – Draco zrobił to i już po chwili okrążała ich srebrzysto-biała pantera.

- Ale nie udowodnisz mi, że potrafiłem to zrobić przed końcem roku szkolnego, a ten się właśnie skończył. – Złośliwy wyraz nie schodził z jego twarzy. – Więc to ty spełniasz moje życzenie – mruknął i pocałował ją głęboko. Nicole oderwała się od niego i skwitowała to tylko jednym słowem.

- Ślizgon. – A potem ponownie połączyła ich usta. Po dłuższej chwili oderwali się od siebie. – To co chcesz żebym zrobiła? – zapytała pokonana. Draco przez chwilę się zastanawiał, cały czas trzymając ją w objęciach.

- Wyjdź za mnie! – Nicole szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. Tego się nie spodziewała. Znając swojego chłopaka stawiała na striptiz albo inną podobną głupotę. – Może nie teraz, ale jak skończymy szkołę. Nie uciekniesz mi już Potter. -  Nadal uśmiechał się złośliwie, ale Nicole była pewna, że to nie są żarty.

- Skoro przegrałam to chyba nie mam wyjścia – zaśmiała się, a potem dodała – nie mam zamiaru od ciebie uciekać, panie Malfoy.

W samym Hogwarcie zaszło bardzo wiele zmian. Przede wszystkim na fotelu Dumbledore’a zasiadała teraz Minerwa McGonnagall. Jej miejsce ku zdziwieniu wszystkich zajął James Potter, sam zainteresowany nie sądził, że nauczanie przyniesie mu tyle frajdy. Miejsce profesora Flitwicka zajęła zaś Lily Potter. Jej mąż dotrzymał obietnicy i już równy rok po wojnie rodzina Potterów miała się powiększyć, a Potterowie wreszcie mogli doświadczyć spokojnego rodzicielstwa bez wiszącej nad nimi wojny. I mimo tego, że małżeństwo spodziewało się kolejnego dziecka nic nie stało na przeszkodzie, aby zajęli się nauczaniem. Lily zapewniała, że będzie w stanie połączyć obowiązki związane z ponownym macierzyństwem z obowiązkami nauczyciela oraz opiekuna domu Gryffindora. Minerwa była świadoma, że powierzenie jej dawnej roli nauczycielowi transmutacji, choć była to nie pisana tradycja, byłoby skrajnie nieodpowiedzialne, kiedy tym nauczycielem był Huncwot, który nadal miał w sobie wiele z chłopca, którym kiedyś był. Lily była odpowiedzialna i sprawiedliwa. Należała jej się ta posada. A choć urodzić miała w okolicach maja to McGonnagall zapewniła, że na te dwa miesiące sama może ją zastąpić pod warunkiem, że Lily będzie gotowa we wrześniu ponownie objąć swoje obowiązki.

Do tej dwójki w Hogwarcie dołączył oczywiście Syriusz, który dostał posadę, którą wcześniej obejmowała Annabelle Bennett. Ze swoim dziedzictwem był odpowiednią osobą na nauczyciela obrony przed czarną magią. Gdy Syriusz dowiedział się, że Potterowie spodziewają się kolejnego potomka niemal natychmiast zaciągnął Annabelle przed ołtarz. Świeżo upieczona pani Black choć lubiła nauczanie nie chciała wracać do Hogwartu. Po urodzeniu dziedzica Blacków postanowiła z powrotem dołączyć do biura aurorów, gdzie pełniła rolę doradcy i szkoleniowca nowych kadetów.

W Hogwarcie brakowało im teraz tylko Remusa, ale ten sprawdzał się teraz w roli przewodniczącego Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami oraz był bezpośrednim łącznikiem między wilkołakami, a Ministerstwem Magii. Wreszcie dał się przekonać Tonks, że zasługuje na rodzinę, która będzie go kochać i pozwolił na to, aby mogli ją razem stworzyć. I tak jego żona po urodzeniu małego Teddiego postanowiła, że zanim wróci do pracy aurora musi minąć co najmniej kilka lat.

Ginny, która miała wyznaczony termin porodu na styczeń postanowiła wraz z Samem, że po zdanych SUMach naukę do OWTMów zacznie już po porodzie. Dzięki znajomościom Severusa, zapewnił on swojemu synowi, a potem także synowej, ukończenie nauki z prywatnymi nauczycielami i podejście do egzaminów kończących szkołę w indywidualnym terminie. Dzięki temu i swojemu samozaparciu Samuel Snape ukończył naukę kilka dni przed narodzinami swojego syna Fabiana Ronalda Snape’a. Mimo sprzeciwu rodziców Ginny młoda rodzina zamieszkała w Spinner’s End, rodzinnym domu Sama. Tam nie byli niepokojeni przez nikogo, ponieważ Severus po pierwsze i tak większość czasu spędzał w Hogwarcie, a po drugie uznał, że należy im się odrobina prywatności, aby mogli nauczyć się żyć ze sobą, a Vanessa w tym czasie była na siódmym roku w Hogwarcie.

Choć cały Hogwart został w pełni odbudowany, wszystkie wieże znowu pełniły swoje role, a Gryfoni i Krukoni byli w posiadaniu nowych dormitoriów, to jednak podziały między domowe przestały być tak widoczne. W Wielkiej Sali uczniowie nie przejmowali się przy którym stole siadają przy posiłkach. Gdy stali na korytarzach w grupach swoich znajomych widoczne były różne barwy krawatów i naszywek. Przestali dzielić się między domami. Odwiedzali się wzajemnie w pokojach wspólnych i już nikogo to nie dziwiło. Jedynym miejscem gdzie konkurencja między domowa była widoczna było boisko Quidittcha, ale z tym już każdy mógł się pogodzić.

Wojna sprawiła, że zmiany zaszły nie tylko w Hogwarcie, ale też w całym czarodziejskim świecie gdzie wreszcie przestała być ważna czystość krwi. Najważniejsze było to, że wszyscy zgodnie przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy i w głębi serca cieszyli się z niego. Co oznaczało tylko tyle, że zmiany zaszły w nich samych.

Gdy jedenaście lat później progi Hogwartu przekroczyli Alexander Potter, Izar Black, Ted Lupin oraz Fabian Snape miejsce to było znacznie lepszym miejscem niż gdy do tej szkoły uczęszczali ich rodzice oraz starsze rodzeństwo. Nikogo już nie dziwiło, że kolejny Potter, który trafił do Slytherinu, przyjaźnił się z Blackiem, który został Gryfonem, a także pierwszym Snapem wśród Krukonów oraz Lupinem, który po mamie został Puchonem. Cała czwórka została zgodnie określona mianem Huncwotów 3.0, ewentualnie czasem też nazywano ich następcami Weasley’ów.


***

Przed Wami obiecany epilog, a to jeszcze nie koniec, ale o tym później.

Cieszę się, że dotrwałam do tego momentu, aby móc Wam pokazać koniec tej historii. Choć wiem ile w niej niedociągnięć, błędów i niekonsekwecji, ale jest to moja pierwsza ukończona historia i z tego jestem najzwyczajniej w świecie dumna. Pewnie gdybym była bardziej systematyczna to nie dość, że historia ukończona zostałaby o jakieś kilka lat wcześniej, to jeszcze wyglądałaby zupełnie inaczej. Przez te siedem lat dorastałam i ja, i ta historia, i przede wszystkim jej bohaterowie, co mam nadzieję widać w tych 70 rozdziałach.

Chciałam podziękować przede wszystkim każdemu czytelnikowi z osobna, i tym którzy przez tak długi czas oczekiwania na zakończenie zrezygnowali, i tym którzy dołączyli do tej historii po moim "powrocie", a przede wszystkim tym którzy są tu od początku. Naprawdę Wam dziękuję!!! Dziękuję za każde wejście tutaj, za każdy komentarz, za każdą opinię i sugestię i oczywiście za każdą pochwałę i krytykę.

Dziękuję za tego ostatniego tasiemca od Anonima. Bardzo miło mi się czytało ten przydługi komentarz ;) Dziękuję Ci przede wszystkim za to, że uświadomiłaś mi, że istnieją osoby, które tak długi czas śledziły historię Nicole, przez co musiałam dać sobie mentalnego kopa za to, że tyle to trwało. Dziękuję za każdą opinię i od razu zaznaczę, że z wieloma się zgadzam ;) 

Podsumowując, to już prawie koniec tej historii. I tu wspomnę o niespodziance, o której pisałam pod poprzednim rozdziałem. Epilog, który dzisiaj Wam wstawiam jest podsumowaniem całości, ale to jeszcze nie koniec. Pokusiłam się o napisaniu krótkiego ciągu dalszego, tak, żeby ci którzy lubią Happy Endy mogli jeszcze przez chwilę pocieszyć się rozszerzonym opisem tego ich żyli długo i szczęśliwie. Wstawię to w kilkuodcinkowym dodatku. Na razie mam gotowe 2,5 dodatku. Docelowo chcę, aby to były max 4 części. Chciałabym też bardzo wstawić Wam wszystko do końca roku, ale nic nie obiecuję, bo wiecie jak to ze mną jest.

Przed Wami jest jeszcze druga niespodzianka, ale o tym napiszę jeszcze jak opublikuję ostatni dodatek. W każdym razie mam nadzieję, że Mikołaj przyniósł Wam dużo prezentów i zapraszam do czytania epilogu.

Pozdrawiam,

AniaXXX

niedziela, 28 listopada 2021

Rozdział 70

Vanessa i Sam w jednej chwili pojawili się przy wyjącym z bólu Severusie. Chłopak uklęknął przy ojcu, nie wiedząc jednak jak mu pomóc. Chwycił go mocno za przedramiona jakby to miało powstrzymać mroczną klątwę, która rozprzestrzeniała się w ciele byłego śmierciożercy. Mroczny znak okazał się nie tylko sposobem na komunikowanie się ze swoimi sługami, ale też zwiastował ich upadek po śmierci Czarnego Pana. Jakby to była zemsta za to, że to oni przegrali. Voldemort sam przyczynił się do upadku swojej armii. Vanessa nie mogła uwierzyć w to co widzi. W to, że ojciec z zewnątrz surowy i chłodny, a jednak dający jej poczucie bezpieczeństwa i wrażenie, że obroni ją przed każdym złem, teraz cierpiał za swoje dawne grzechy, a ona nie mogła odwdzięczyć się za jego miłość okazywaną jedynie jego dzieciom. Nie chciała w to wierzyć, wpadła w szał.

- Zróbcie coś! On był szpiegiem! On ratował wasze dupy w zamian dostając tylko tortury! – wrzeszczała ile sił w płucach. – Odwdzięczcie się! To on przekazywał wam wszystkie plany tej gnidy! Do kurwy nędzy on się narażał! On! Nie wy! Niech ktoś coś zrobi! – W Wielkiej Sali słychać było tylko wrzaski Vanessy i śmierciożerców, którzy umierali w wielkim bólu. – Harry! – dziewczyna podbiegła do Pottera i zaczęła okładać go pięściami. - Zrób coś! Pokonałeś Voldemorta! Uratuj go teraz! Błagam Harry! Jeśli mnie naprawdę kochasz pomóż mu! – Każde zdanie wykrzyczała mu w twarz, a on nie mógł znieść bólu ukochanej.

- Vane nie mogę. Nie wiem jak – jęczał próbując ją objąć, aby się uspokoiła.

- Możesz, ale nie chcesz! Nienawidzisz go! Jest ci na rękę, że on umiera w mękach! – Ślizgonka nie kontrolowała już co do niego krzyczy. Próbowała wykrzyczeć swój ból, ale to nic nie dawało.

- Vane, to nie prawda, przecież wiesz – mruczał jej do ucha gdy wreszcie zaczęła opadać z sił i mógł ją objąć. Vanessa już nie krzyczała teraz płakała rozdzierająco. – Kocham cię, ale nie wiem jak, nie umiem mu pomóc. – Harry pragnął by dziewczyna uwierzyła w jego słowa. Wszyscy dookoła obserwowali ich zszokowani. Wiedzieli, że Snape był szpiegiem, walczył po ich stronie, więc nikt nie chciał, aby umierał. Swoją pracą szpiega odpokutował wszystkie swoje grzechy, teraz nie życzyli mu śmierci.

- Harry, możesz! – Nicole doskoczyła do nich i szarpnęła brata za ramię. Para i Samuel wciąż trzymający cierpiącego ojca spojrzeli na nią z nadzieją. Jej oczy wypełnione były łzami, ale na twarzy widniała pewność. – Pierwotny patronus! Pamiętasz?! Pokona każde zło, ale ochroni dobre serce.

- No tak. Tak pokonaliśmy Voldemorta – odpowiedział patrząc na Nicole z niezrozumieniem jakby chciał zapytać – No i co z tego?

- No właśnie, a mroczny znak to efekt połączenia duszy z wężem. To dzieło Voldemorta. Wierzę, że pierwotny patronus tak samo jak pokonał Voldemorta, tak i pokona klątwę w żyłach Snape’a, jednocześnie jego samego chroniąc. – Nicole mówiła z pewnością, choć sama nie wiedziała skąd się to bierze.

- A co jeśli to się nie uda. Patronus może go zniszczyć, tak jak Voldemorta. W końcu w nim poprzez mroczny znak obecna jest czarna magia, wiesz że tak się może… - jednak odpowiedź Harry’ego zatrzymała Vanessa kładąc mu dłoń na ustach, po czym pocałowała go wkładając w to całe uczucie, które do niego żywiła.

- Zróbmy to, proszę – błagała po skończonym pocałunku ze łzami swobodnie płynącymi z jej oczu. – Gorzej nie będzie.

- Harry, najważniejsza jest intencja – dalej przekonywała Nicole, choć wiedziała, że jej przyjaciółka już poradziła sobie z niepewnością młodego Pottera. Gryfon chwycił mocniej różdżkę i celując nią w stronę Snape’a spojrzał jeszcze raz na dziewczynę w swoich ramionach.

- Expecto Patronum Elementa – zawołał. I znowu najbliżsi zbliżyli się do nich dołączając do czarnowłosego czarodzieja. Nawet James i Syriusz powtórzyli zaklęcie nie czując do cierpiącego mężczyzny nienawiści, a współczucie połączone z szacunkiem i zaczątkiem sympatii. Co ta wojna robi z ludźmi. Gdy jeleń wchłonął się w ciało Mistrza Eliksirów, ustał jego krzyk, ciało uniosło się wyrywając się z ramion Samuela, a następnie wszystkich poraziło niezwykle jasne światło, więc czym prędzej pozasłaniali twarze. Gdy wszystko wróciło do normy Severus leżał na podłodze z rozpostartymi ramionami. Ku uldze wszystkich, a szczególnie młodych Snape’ów, wyraźnie widać było ruch klatki piersiowej mężczyzny. Oddychał. Jego ramie było czyste, zupełnie jak w młodości zanim podjął głupią decyzję o przystąpieniu do Czarnego Pana. Reszta śmierciożerców tak bardzo oddanych Voldemortowi, że walczyli do samego końca w imię jego idei właśnie w tej chwili stracili duszę. Mroczny znak tak jak pocałunek dementora wyssał z nich duszę. Vanessa chciała uścisnąć Harry’ego mocno z wdzięczności, ale ten właśnie w tej chwili osunął się na kolana. Zemdlał. Pierwszą osobą, która do nich podbiegła była Lily. Po rzuceniu na syna zaklęć diagnostycznych odetchnęła z ulgą.

- Spokojnie, wyczerpał tylko swoje siły magiczne. Potrzebny mu jest tylko odpoczynek.

W tej właśnie chwili nastał świt. Nowy dzień zwiastował nowy początek. Wszyscy ci co mieli siłę wzięli się za pomoc poszkodowanym. Lily wyczarowała nosze dla swojego syna, a jej mąż dla Snape’a. Każdy kto był w stanie wziął się za poszukiwanie osób, którym mogli pomóc, przenosząc ich do szpitala mieszczącego się w lochach. Byli i tacy którzy wzięli na siebie obowiązek znalezienia poległych obrońców i złożenia ich pod ścianą w Wielkiej Sali. Aurorzy zajęli się natomiast zebraniem ciał śmierciożerców umieszczając ich w komnacie przylegającej do Wielkiej Sali. Nie chcieli, aby ich truchła bezcześciły pamięć poległych obrońców wolności.

Nicole nie mogła uwierzyć, że to już koniec. Że wreszcie są bezpieczni, że nie muszą żyć z widmem Voldemorta, że mogą patrzeć w przyszłość i nie widzieć tylko zbliżającej się wojny, że wreszcie mogą żyć spokojnie i szczęśliwie. Poczuła silne ramiona obejmujące ją od tyłu. Poczuła jego zniewalający zapach teraz zmieszany z wonią potu i krwi, i od razu wiedziała kto ją obejmuje. Odwróciła się w jego ramionach i spojrzała prosto w stalowe oczy swojego chłopaka. Swojego mężczyzny. Po tym wszystkim co się stało mógł się nim nazywać. Dorósł. Całe ich pokolenie dorosło zbyt szybko, zmuszeni stanąć po jednej ze stron w walce. To oni sprawili, że byli znaczącą siłą w tej wojnie, dzięki której wynik ułożył się tak jak się ułożył. Wpatrywali się w siebie dłuższą chwilę, nie mogąc nacieszyć się tym widokiem. Teraz nie ważny był siniak pod jego okiem, szrama ciągnąca się od jej ucha, aż do ust, ani brud widoczny na ich twarzach.

- To już koniec – mruknęła w usta blondyna Nicole. Na co Ślizgon pocałował ją z ulgą.

- Koniec – szepnął, gdy się od siebie oderwali. Oparł czoło o czoło dziewczyny, dla której był w stanie to wszystko zrobić, dla której oddałby życie, i z którą miał nadzieje, będzie mógł się tym życiem cieszyć.

- Dołączmy do nich – poprosiła wskazując na wszystkich, którzy działali, aby pomóc tym którzy tej pomocy potrzebowali. W Wielkiej Sali pojawiło się kilkunastu magomedyków wyposażonych w świstokliki, aby tych najbardziej rannych od razu przenieść do św. Munga. Draco wraz z Nicole wciąż trzymając się za dłonie ruszyli do pomocy. Szybko znaleźli osobę, która jej potrzebowała. W przejściu do Sali Wejściowej znaleźli Pansy, która ku ich przerażeniu, miała wielką dziurę w brzuchu przechodzącą ma wylot. Leżała na martwym Teodorze Nottcie, który ubrany był w szatę śmierciożercy i płakała nad jego ciałem mrucząc jakieś słowa. Nie wiedzieli co ani kto spowodował jej obrażenia, ani jakim sposobem jest jeszcze przytomna, ale szybko domyślili się co pokonało Notta, widząc mroczny znak na jego przedramieniu. Natychmiast ruszyli by pomóc Ślizgonce. Chcieli zdjąć ją z martwego ciała i przenieść do lochów, by zajął się nią ktoś wykwalifikowany. Oni nie mieli zupełnie pojęcia jak wyleczyć takie rany, a w pobliżu jak na złość nie było żadnego uzdrowiciela.

- Pansy, chodź z nami. Pomożemy ci. Zobaczysz ktoś cię wyleczy – przemawiała cicho do niej Nicole, a Draco próbował oderwać jej dłonie od ciała Teodora i wziąć ją na ręce, aby zanieść ją do kogoś kto jej pomoże. Ale Pansy wyrywała się, choć nie wiedzieli skąd bierze na to jeszcze siłę.

- Nie! Nie zabierajcie mnie od niego! – rozpaczała. – On by mi tego nie zrobił. On musiał być pod imperiusem. On nie był śmierciożercą – przekonywała ich, choć Mroczny Znak na jego odsłoniętym przedramieniu zupełnie temu przeczył. Oni z przerażeniem zrozumieli, że do tego stanu musiał doprowadzić ją właśnie ten chłopak, któremu Ślizgonka tak ufała.

- Pansy, wierzę ci. Ale teraz go zostaw, musimy tobie pomóc – próbowała przekonywać dalej Nicole, jednak bez skutku.

- On mnie kochał, Nicole. Rozumiesz to?! – Pansy chwyciła swoją zakrwawioną ręką dłoń Nicole. – Rozumiesz, prawda? – Ślizgonka potrzebowała, aby ktoś utrzymał ją w tym oszustwie, któremu się poddała i Nicole jej to dała.

- Oczywiście, że rozumiem – skłamała. – Ale najpierw musimy cię wyleczyć, potem przekonamy wszystkich, że Teo był niewinny. – Nicole kłamała, aby przekonać dziewczynę. Ona musiała znaleźć się pod opieką uzdrowiciela natychmiast. Chwilę później Nicole myślała, że dopisało im szczęście. Koło nich zjawił się uzdrowiciel z Munga. Rzucił na Pansy zaklęcie diagnozujące.

- Przykro mi, ale jej już nic nie pomoże – szepnął mężczyzna do Nicole i Dracona. – Zupełnie nie wiem jakim sposobem jest jeszcze przytomna. - Wyciągnął z sakiewki przy pasku buteleczkę z fioletowym eliksirem, w którym od razu rozpoznali Eliksir Słodkich Snów. – Naprawdę mi przykro, ale chociaż nie będzie więcej cierpiała – mówił do nich podając go dziewczynie. Gdy tylko przełknęła eliksir opadła bezwładnie na śmierciożercę. Już po chwili jej pierś przestała się unosić. Potem wylewitował ją pod ścianę do reszty ofiar, a do nich podszedł auror, aby zabrać ciało Teodora.

- Szkoda dziewczyny. Widziałem jak rzucał na nią te zaklęcia, a ona w ogóle się nie broniła. Chyba naprawdę kochała to ścierwo – powiedział z obrzydzeniem patrząc na martwego. – Dobrze, że te ich mroczne znaki ich wykończyły. – Następnie odszedł.

- Nicole, mam dość. Chodźmy stąd. Poradzą sobie bez nas. – Draco spojrzał na dziewczynę prosząco.

- Masz rację. Nie chcę tego już oglądać – uznała patrząc pod ścianę gdzie leżały ciała poległych. Dostrzegała tam coraz więcej znajomych twarzy i nie mogła tego znieść.

Nie tylko Pansy tam leżała. 

Dumbledore, który w końcu pokazał, że nie tylko prowadzi jedną ze stron w tej wojnie, ale ruszył do walki w obronie uczniów.

Ron, który przejrzał w ostatniej chwili i to właśnie ją osłonił przed zielonym światłem. Jego widok szczególnie ją poruszył, kiedy zobaczyła rozpaczającą rodzinę Weasley’ów przy jego ciele. Molly niemal leżała na martwym synu i płakała rozdzierająco, jej mąż próbował wesprzeć żonę głaskając ją uspokajająco po plecach, ale z jego oczu również swobodnie płynęły łzy. Reszta ich synów stała dookoła nich wspierając się wzajemnie swoją obecnością, a bliźniacy przytulali płaczącą Ginny, która pojawiła się w Wielkiej Sali od razu po zakończeniu walki. Nieco z tyłu w geście wsparcia stali Hermiona i Sam.

Jednak to nie wszyscy, którzy tu spoczęli.

Damien, z wciąż błąkającym się dumnym uśmiechem, który zawsze zdobił jego twarz, a szczególnie wtedy gdy mógł wyrwać się do walki.

Neville.

Eva.

Luna.

Astoria i Dafne.

Minister magii Kingsley Schacklebolt.

Głównodowodzący auror Richard Jones.

Szalonooki Moody.

Profesor Flitwick.

A to nadal nie byli wszyscy. Więcej nie chciała tam patrzeć. Cieszyła się jedynie, że nie widzi tam nikogo ze swojej rodziny i najbliższych przyjaciół. Dopisało im szczęście. Przytuliła się do Dracona i ruszyli do lochów. Pokoje Wspólne Ślizgonów i Puchonów oraz ich dormitoria zostały przekazane do odpoczynku dla wszystkich obrońców, gdyż obie wieże z Pokojami Wspólnymi Gryfonów i Krukonów zostały zniszczone. Tak więc gdy Nicole z Draconem dotarli do Pokoju Wspólnego Ślizgonów dostrzegli większość swoich najbliższych. Camile z Blaisem przysypiali razem na fotelu przy kominku. Na drugim fotelu siedział zmęczony przemianą i walką Remus, a Tonks opierniczała go stojąc na przeciwko za to, że za bardzo ryzykował, aby po chwili rzucić się na niego i całować go namiętnie. To był jej sposób na odreagowanie stresu.

- Może weźmiemy z nich przykład – mruknął cicho Draco do Nicole ze swoim przebiegłym uśmieszkiem. Jednak nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo usłyszeli męskie chrząknięcie za sobą. Za nimi weszli rodzice Nicole.

- Nie musiałem tego słyszeć – zamarudził James. Jednak Lily trzepnęła mu w ramię.

- Daj im spokój. Są młodzi, zasłużyli – zaśmiała się Lily i mrugnęła do pary.

- Dzięki mamo – Nicole uśmiechnęła się radośnie i przytuliła do Dracona.

- Kochanie, chyba nie chcemy skończyć jak Snape. Jestem za młody by zostać dziadkiem – stwierdził starszy Potter przypominając sobie scenę jaka rozegrała się przed samą bitwą.

- Nie martw się tato, nie skończysz. – Teraz już Nicole śmiała się w głos widząc przerażoną minę Draco. Chyba myślenie o dzieciach było ostatnim czego teraz potrzebował i w sumie nie dziwiła mu się. Choć te żarty były dobrym sposobem, aby odreagować. – My na szczęście używamy odpowiedniego zaklęcia – dodała w myślach, uznając jednak, że jej ojciec nie musi tego wiedzieć. – Mamo, co z Harry’m? – zapytała, aby zmienić temat, dzięki czemu Draco się rozluźnił.

- Podaliśmy mu eliksiry wzmacniające teraz odsypia to razem z Vanessą – odpowiedziała Lily. Nicole odetchnęła z ulgą.

- A czy wie pani co z moją matką? – zapytał Draco. W jego głosie Nicole wyczuła nutę strachu dlatego nieco mocniej go ścisnęła.

- Czuwa przy Severusie w Skrzydle Szpitalnym – Lily posłała mu uspokajający uśmiech, na co chłopak podziękował jej skinieniem.

- A profesor?

- Nie wiemy jeszcze jakie będą efekty klątwy, na razie jest w śpiączce.

- A co z Syriuszem? – zapytała Nicole rozglądając się jakby sądziła, że zaraz go tu znajdzie.

- Też jest w Skrzydle – tym razem odpowiedział jej James. – Przyjął na siebie kilka paskudnych klątw, które miały trafić w Annabelle, ale wyjdzie z tego cało. Tylko musi odpocząć.

- Teraz każdy tego potrzebuje – mruknęła z zadumą Lily. – Zanim pójdziecie odpocząć wezwijcie skrzaty, aby podały wam eliksiry wzmacniające, maści na drobne rany i siniaki i eliksir słodkiego snu. Dzisiaj wam się to przyda.

- Dobrze mamo, to my też już pójdziemy się położyć – uznała Nicole i pociągnęła Dracona w stronę jego dormitorium. Zanim dotarli do korytarza prowadzącego do sypialni usłyszeli rozmowę jej rodziców.

- Liluś naprawdę mamy pozwolić im na spanie w jednym łóżku? Przecież to…

- James jesteś nadopiekuńczy! – Nicole była pewna, że jej matka ledwo powstrzymuje się przed parsknięciem śmiechem w twarz ojca. – Przecież nie przeszkadzało ci, że Harry i Vanessa też są razem.

- To co innego! Harry to chłopak! On… - nagle się zaciął. – O Merlinie nasze dzieci dorosły!

- Cieszę się, że wreszcie to do ciebie dotarło, kochanie. – Lily nie wiedziała czy się śmiać, czy załamywać nad głupotą męża. Nagle jego twarz rozjaśnił uśmiech Huncwota.

- Liluś, a może postaramy się o kolejnego Pottera.

- Tym razem ja nie musiałam tego słyszeć – krzyknęła do nich ze śmiechem Nicole, która wychyliła się zza korytarza który dopiero przed chwilą przekroczyła. Jednak od razu uciekła sprzed oczu rodziców, aby nie wpadło im do głowy zemścić się na niej. Lily jednak tylko skwitowała propozycje męża jednym słowem.

- Oszalałeś – i popukała go w głowę.


***

Zgodnie z obietnicą rozdział pojawił się po tygodniu. Przed nami już tylko epilog i być może pewna niespodzianka, ale o tym później.

Pozdrawiam,

AniaXXX