niedziela, 27 listopada 2016

Rozdział 54

Nicole po szczerej rozmowie z Remusem czuła się jakby wyrwała się z jakiegoś letargu. Po prostu odżyła. Przyczyniła się też do tego jej zgoda z Laurą. Obie siostry porozmawiały wreszcie szczerze i obiecały sobie, że więcej nic tak poważnego ich nie podzieli. Przyjaciele ślizgonki radością przyjęli jej dobry humor, a Draco swoim zwyczajem pogonił ją na trening Quidditcha, gdyż kilka ostatnich po prostu opuściła. Dziewczyna na te słowa z uśmiechem ruszyła po miotle i już dziesięć minut później latała z resztą drużyny dokoła boiska. Po intensywnym treningu, choć była zmęczona, postanowiła zacząć naprawiać swoje relację z rodziną. Zaczęła od Harry’ego. Tak było łatwiej. Po raz kolejny postawiła na szczerą rozmowę. Mówiła o swoich rodzicach, o tym jak trudno jest jej się odnaleźć w rodzinie Potter’ów, ale też o tym, że bardzo by chciała być pełnoprawną częścią tej rodziny. Harry zapewnił ją, że już nią jest, i że bez względu na wszystko zawsze może na niego liczyć. W zamian obiecała mu to samo. Na koniec tego dnia czuła się spełniona. Co najważniejsze nareszcie pogodziła się z Laurą i naprawiła swoje relację z Harrym, a jej przyjaciele wyraźnie cieszyli się, że jest z nią lepiej, gdyż ostatnio była nie do wytrzymania. Położyła się spać z sercem wypełnionym nadzieją na lepsze jutro.  
- Nareszcie Nicole pozwoliłaś sobie na pomoc. – Przed Nicole pojawiła się piękna blondwłosa dziewczyna. – Naprawdę bałam się, że zamkniesz się na wszystkich.
- Adrienne! – zawołała z radością ślizgonka i podbiegła do niej lekko ją przytulając.
- Dobrze widzieć twoją uśmiechniętą twarz. – Blondynka uśmiechnęła się delikatnie. – Przejdźmy się i porozmawiajmy. Widzę, że chcesz się wygadać.
- Adrienne, byłam taka zagubiona. W sumie to nie wiem co się ze mną działo. Nigdy taka nie byłam, ale teraz wszystko zwaliło mi się na głowę. Rozmawiałam z Remusem, dzięki niemu jest trochę lepiej, ale nadal nie mogę sobie poradzić z paroma rzeczami.
- Nicole, rozumiem cię – mówiła nadal uśmiechając się delikatnie. – Musisz sobie pozwolić na pożegnanie z nimi. – Ślizgonka od razu wiedziała o kogo chodzi. – Ale tym może zajmiemy się później. Powiedz mi, jak Harry’emu idzie przygotowanie do jego zadania? – Nicole zdziwiła ta nagła zmiana tematu, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Najpierw musimy znaleźć powód nieśmiertelności tego gada, aby wiedzieć jak go pokonać. Wszyscy szukają, ale wątpię, że w bibliotece szkolnej znajdziemy na to odpowiedź. Harry próbuje trzymać fason, ale widzę, że jest mu trudno.
- Zdaje się, że nie tylko bibliotekę hogwardzką macie do dyspozycji. Pamiętasz co mówiłam ci o Harry’m, gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy?
- Mówiłaś, że siłą Harry’ego są jego bliscy. Rodzina, przyjaciele.
- Bardzo dobrze. Pamiętaj o tym. – Nicole miała wrażenie, że Adrienne próbuje ją na coś nakierować, dlatego usiłowała maksymalnie skupić się na tej rozmowie.
- Widziałam, że razem z Harry’m próbujecie nauczyć się animagii.
- Tak. Na razie potrafię skupić w sobie swoją magię, ale nie wiem jak przejść przez granicę, która nie pozwala mi na pierwsze zmiany.
- Macie do pomocy dwóch doświadczonych animagów. Korzystajcie z ich wiedzy. Życie wielu ludzi powiązane jest ze zwierzętami. Pomyśl o tym.
- Znowu mówisz do mnie zagadkami – zawołała Nicole z wyrzutem zatrzymując się.
- A ty nadal nie nauczyłaś się cierpliwości – zaśmiała się Adrienne.
- Ale… - druga dziewczyna jej przerwała.
- Spokojnie. – Uśmiech nie schodził z jej twarzy. – Poznajesz to miejsce?
- To pogranicze życia i śmierci To tu zawsze spotykam się z tobą.
- Dokładnie. Mam dla ciebie niespodziankę. Pamiętaj tylko, że to jest jeden jedyny raz, kiedy mogę to dla ciebie zrobić. – Nicole kiwnęła głową, nie wiedząc o co może chodzić. – Rozejrzyj się – poleciła. Nicole wypełniła jej polecenie i doznała szoku. Właśnie podchodzili do niej jej rodzice. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież miała ich więcej nie widzieć. – Nie macie dużo czasu – ostrzegła Adrienne, na co Nicole nadal w szoku nieświadomie kiwnęła głową.
- Nicole, córeczko kochana – zaczęła wzruszona Danielle Robespierre. – Jesteśmy tu po to, aby ułatwić ci pożegnanie się z nami. – Czarnowłosa jakby wyrwała się z letargu i podbiegła do rodziców ściskając oboje mocna.
- Nie potrafię – wyszeptała.
- Księżniczko potrafisz. Moja córka potrafi wszystko – dodał z dumą Jacob.
- Ale tato…
- Kochanie, byliśmy szczęśliwi mogąc nazywać się twoimi rodzicami. Byłam i zawsze będę dumna z tego, że byłam twoją mamą. Ale nie tylko ja jestem z tego dumna. Lily to wspaniała kobieta i równie wspaniała matka. Pozwól jej cieszyć się w pełni tym darem jakim jest macierzyństwo.
- Wiem, że jestem im to winna, ale nie potrafię o was tak po prostu zapomnieć.
- Nie chcielibyśmy, abyś o nas zapomniała, ale pozwól sobie na miłość do nich.
- Dorosłaś, moja księżniczko. Za szybko, ale nie zmienimy tego. Mimo tego nadal potrzebujesz miłości rodzicielskiej. Pozwól sobie na to, pozwól im na to. Pamiętaj, że zawsze będziemy z tobą i Laurą, będziemy was obserwować, ale pozwól nam iść dalej.
- Ja… - Nicole sama nie wiedziała co powiedzieć, ale wreszcie zrozumiała co zarówno Adrienne, jak i jej rodzice próbowali jej przekazać. Przytuliła się do nich ponownie i wyszeptała – Żegnajcie. – Zaczęli znikać, a Nicole po raz ostatni widziała ich dumny uśmiech, gdy patrzyli na nią. Wszystko zaczęło znikać, a po chwili ślizgonka obudziła się gwałtownie w swoim dormitorium. W tym samym momencie w dormitorium gryfonek z trzeciego roku w ten sam sposób obudziła się blondwłosa dziewczyna po emocjonującym śnie, w którym zobaczyła swoich rodziców, którzy się z nią pożegnali, obiecali, że zawsze będą ją obserwować i poprosili o to, aby dała szanse Potterom i zaufała im. Gdy obiecała im to i zapewniła, że bardzo ich kocha zniknęli, a ona się obudziła. To było coś, czego jak sądziła miała nigdy nie przeżyć, ale była szczęśliwa, że mogła być tego częścią. I nareszcie zrozumiała, że Potterowie nie są źli, i że od niedawna dołączyli do jej rodziny.
Następnego dnia Laura podzieliła się z Nicole swoim snem i stwierdziła, że teraz jest już gotowa tworzyć z nią i z Potterami jedną wielką rodzinę. Nicole była szczęśliwa i postanowiła zacząć spędzać swój czas z rodzicami.
Swoje myśli skierowała też na grupę JP. Ostatnio była obecna tam raczej tylko ciałem. Nic nie wnosiła do ich spotkań i praktycznie nic z nich nie wynosiła. Gdy przemyślała funkcjonalność ich grupy wpadła na pewien pomysł, który postanowiła przedstawić na kolejnym spotkaniu.
Właśnie w towarzystwie innych Ślizgonów wybierała się na kolejne spotkanie JP. Z podekscytowaniem myślała o swoim pomyśle, którym nie podzieliła się nawet ze swoimi przyjaciółmi. Gdy w Pokoju Życzeń zebrali się już wszyscy, Nicole wstała.
- Zanim zaczniemy, chciałam się z wami podzielić pewnym pomysłem. – Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Przyjaciele i Harry, bo niczym nie wiedzieli, a reszta, dlatego, że ostatnio Nicole nie udzielała się w spotkaniach. – Do tej pory skupialiśmy się wyłącznie na walce. Ale pomyślcie, na wojnie, potrzebujemy nie tylko walczących. Choć nikt tego nie chce to będzie dużo ofiar, ludzi, którym potrzebna będzie pomoc uzdrowiciela, aby móc wrócić do walki. Na polu walki to zawsze uzdrowicieli brakuje, gdyż jest ich za mało. Na początku, zanim dojdzie do otwartej walki będziemy operować wyłącznie tarczami, aby opóźnić to trochę i dać czas tym, którzy nie będą w stanie stanąć do walki. Takie tarcze pochłaniają ogromne ilości mocy i nie zawsze od razu po ich rzuceniu będziemy w stanie od razu rzucać klątwami w przeciwników.
- To rzeczywiście może być problemem, ale co możemy z tym zrobić? – zapytał zainteresowany Harry.
- Wszyscy chcemy walczyć, ale nie każdy tutaj czuje się dobrze rzucając klątwy na prawo i lewo. Poza tym każdy z czym innym radzi sobie lepiej. Pomyślałam, że moglibyśmy podzielić się na powiedzmy trzy grupy. W każdej takiej grupie jedna osoba zostałaby uzdrowicielem, a dwie specjalistami od tarcz. Reszta zajęłaby się ofensywą. Nadal ćwiczylibyśmy tak samo, ale uzdrowiciele większą uwagę zwróciliby na zaklęcia uzdrawiające, defensywni uczyliby się jeszcze intensywniej różnego rodzaju tarcz, a ofensywni wzięliby na siebie klątwy, przeciw uroki i to co do tej pory się uczymy. Oczywiście każdy z nas powinien znać podstawy wszystkich zaklęć, aby w razie czego móc poradzić sobie samemu.
- To ma sens – potwierdziła Hermiona. – Ale po co mamy się dzielić na grupy? Na polu walki nikt nie będzie zwracał uwagi na podział.
- Dzięki temu bylibyśmy lepiej zorganizowani. Śmierciożercy z reguły walczą bardzo chaotycznie. Jeśli będziemy działać w ośmio- czy dziewięcioosobowych grupach, będziemy mogli bronić swoich tyłów, a dodatkowo to, że będziemy walczyć zespołowo wybije śmierciożerców z rytmu – zauważył Draco, widząc sens w planie Nicole.
- Dokładnie o to mi chodziło – stwierdziła ślizgonka. – Jest nas dwadzieścia sześć osób, więc moglibyśmy się podzielić na dwie dziewięcioosobowe grupy i jedną ośmioosobową. W ten sposób potrzebowalibyśmy trzech uzdrowicieli i sześciu obrońców.
- Myślę, że ja bardziej przydam się jako uzdrowiciel – odezwał się nieśmiało Neville.
- Ja też – zgłosiła się Hanna. – I jako trzecią osobę mogę zaproponować Justina.
- Ja? – zareagował zdziwiony puchon.
- A kto leczy chłopaków po bójkach, aby nie musieli chodzić do Pomfrey? – zapytał retorycznie Ernie.
- W sumie może być. – Justin dał się przekonać. Nicole uśmiechnęła się widząc, że jej plan zostaje wprowadzony w życie. Patrząc na trójkę uzdrowicieli zdawała sobie sprawę, że są to najsłabsze ogniwa w ich grupie, ale teraz widziała, że pomagając i lecząc rannych na pewno bardzo im pomogą. Ich zdolności do walki choć nie dorównywały zdolnościom jej, Harry’ego, czy Dracona to siebie będą potrafili obronić siebie i pomogą lepszym walczącym, którzy poniosą rany.
- To w takim razie ja zgłaszam się do obrony – oznajmiła Hermiona. Gryfonka wiedziała, że książkowa wiedza to nie wszystko, i że bardziej pomoże broniąc ich tarczami niż walcząc. Do obrony zgłosili się jeszcze Padma, Luna, Ernie, Anthony i ku zdziwieniu Ślizgonów Camile.
- No co, wolę was bronić. Walka to wasza działka – stwierdziła patrząc na swoje przyjaciółki i brata. Oni od razu to zrozumieli.
Teraz został im podział na grupy. Postawili na to, aby żadna grupa nie była słabsza pod względem mocy i zdolności od innych. Zmieszali się też tak, aby nie dzielić się ze względu na domy, w końcu od początku chodziło im o współpracę między domową. Największy problem pojawił się przy Harrym i Draconie, gdy Nicole zaproponowała, aby byli razem w grupie.
- Zwariowałaś? – zareagował gryfon.
- Zdecydowanie. Pogięło cię – stwierdził blondyn.
- Nie zwariowałam i nie pogięło mnie. Mamy tu współpracować, a wy macie z tym największy problem. W ten sposób nauczycie się tego. Z resztą, czy tego chcecie, czy nie gdybyście tylko porzucili tą cholerną dumę to dogadalibyście się. – Camile i Hermiona przyznały jej rację, więc postawiła na swoim. Razem z Harry’m i Draconem w grupie była Vanessa, Michael Corner i Susan Bones, jako uzdrowiciel Neville, a jako obrońcy Padma i Camile, gdyż Draco stwierdził, że musi mieć siostrę blisko siebie. Drugą grupę tworzyli Nicole, Blaise, Pansy, Eva, Alicja Spinnet i Katie Bell, jako uzdrowiciel Justin Finch-Fletchley, a obrońcami w tej grupie zostali Luna i Ernie Macmillan. Uzdrowicielem w ostatniej grupie była Hanna, obrońcami Hermiona i Anthony Goldstein, a do walki wyznaczeni byli Sam, Ginny, Astoria, Seamus Finnigan, Dean Thomas i Terry Boot. Po podzieleniu się usiedli razem przy materiałach i zaczęli dzielić zaklęcia dla każdej z grup, aby na następnym spotkaniu łatwiej było im się uczyć kolejnych rzeczy. Po skończonym spotkaniu Nicole zatrzymała Harry’ego, aby z nim porozmawiać.
- Coś się stało? – zapytał.
- W sumie to nie. Chodzi o to, że nie tylko zaklęć musimy się nauczyć, aby pokonać Voldemorta. Musimy znaleźć sposób na tego gada, bo inaczej nie będziemy mieli szans.
- A co ja mogę? Przeryłem już całą bibliotekę, aby dowiedzieć się czemu on jest nieśmiertelny, ale tam nic nie ma. Tak naprawdę nikt tego nie wiem ani Dumbledore, ani Snape, ani nikt inny, tylko on sam.
- Wiem, Harry, że jest ci ciężko. Rozmawiałam ostatnio z Adrienne, ona próbowała mnie na coś nakierować, ale nie wiem czy dobrze ja zrozumiałam. – Nicole przekazała Harry’emu całą rozmowę z dziewczyną i razem zaczęli się zastanawiać o co może chodzić. – Co do miejsca gdzie mamy szukać to wyraźnie dała mi znać, że nie chodzi o Hogwart, tyko nie wiem gdzie indziej moglibyśmy szukać. A jeśli chodzi o powód nieśmiertelności gada to znając go na pewno stawiałabym na czarną magię, a z słów Adrienne mogę wywnioskować, że może chodzić o animagię. Pytała o to więc może o to jej chodziło, ale naprawdę nie wiem.
- W tej chwili też nic innego nie przychodzi mi na myśl. Pogadam o tym z Hermioną, może ona coś wymyśli.
- Fakt, akurat ona ma głowę do takich rzeczy.
Po spotkaniu, Nicole postanowiła poćwiczyć animagię, dlatego została w Pokoju Życzeń, który zamieniła na przytulny salon z kominkiem o ciepłych zielonych barwach. Usiadła po turecku przed kominkiem na puchatym dywanie. Zamknęła oczy i skupiła w sobie magię. Czuła w okolicach serca swoją magię, coś jakby impuls energii. Próbowała jednocześnie wyobrazić sobie siebie zmieniającą się w zwierzę, ale umysł nie potrafił wytworzyć tego obrazu. Nicole czuła, że nie potrafi uwolnić z siebie tej energii, która zapoczątkowałaby zmiany animagiczne. Miała wrażenie, że stoi na skraju i boi się zrobić kroku. Po kilku minutach dała sobie spokój, gdyż skupienie w sobie magii było bardzo wyczerpującą czynnością. Zmęczona udała się do lochów, zastanawiając się jak Harry’emu idzie animagia. Gdy zaczęli uczyć się tego uczyć postanowili, że nie będą dzielić się swoimi osiągnięciami. Mieli pochwalić się przed drugim, dopiero gdy całkowicie opanują przemianę. Gdy dotarła do swojego dormitorium, wzięła kąpiel i położyła się spać.
Następnego dnia wstała z postanowieniem, że po zajęciach pójdzie do Syriusza i Jamesa na korepetycje z animagii. Miała nadzieję, że jako doświadczeni animagowie pomogą jej przejść przez granicę. Po ostatnich zaklęciach skierowała się do kwater ochrony, wiedziała, że jeśli nie będą mieli dyżuru to będą siedzieć w pokojach Potterów. Wiedziała, że nie pomyliła się, gdy drzwi otworzył jej Syriusz.
- Siemka – przywitała się z uśmiechem. Okazało się, że w kwaterach obecni byli tylko Syriusz i James. – A gdzie reszta?
- Remus z Tonks na randce, a Lilka u Smarkerusa – odpowiedział niezadowolony Rogacz, na co Nicole się zaśmiała. Naprawdę nie sądziła, że jej ojciec jest tak zazdrosny o żonę.
- Tato, mógłbyś wreszcie odpuścić. Snape nie jest taki zły. – Nicole w duchu stwierdziła, że może jednak nie tak trudno będzie jej nawiązać nić porozumienia z rodzicami, a James był tak szczęśliwy, że Nicole zwróciła się do niego – tato, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że stanęła w obronie jego wroga. Dlatego właśnie uśmiechnął się szeroko i poczochrał córkę po włosach.
- To co tam się stało, Młoda? – zapytał.
- Mam problem z animagią, więc pomyślałam, że moglibyście mi pomóc.
- Nie potrafisz skupić magii czy przemiany ci nie idą? – zapytał Łapa, gdy rozsiedli się na fotelach przed kominkiem.
- Skupiam magię, ale coś mnie blokuję i nie mogę przejść tej granicy. Czuję w sobie coś jakby impuls, a gdy próbuję zmusić ją do działania to nic się nie dzieje – wytłumaczyła.
- A próbowałaś sobie wyobrazić przemianę, poczuć to? – zapytał James.
-Tak, ale umysł też jakby mi się blokuje i nie potrafię stworzyć sobie w głowie tego obrazu.
- Wygląda na to, że twój umysł blokuję twoją magię, bo nie wierzysz, że jesteś w stanie się przemienić. Nie możesz połączyć się ze swoim zwierzęciem – wytłumaczył jej ojciec.
- Próbowałaś odnaleźć swoje zwierzę? – zapytał Syriusz.
- Na razie skupiłam się na skupieniu w sobie magii.
- To spróbuj.
- Ale jak? – Nicole nie rozumiała o co im chodzi, z wytłumaczeniem przyszedł jej Potter.
- Zrób to co robisz przy skupianiu w sobie magii, a gdy ci się to uda spróbuj odszukać swoje zwierzę w swoim umyśle. Coś jak legilimencja, tyle, że na swoim umyśle. Nie zobaczysz dokładnie co to jest, ale może jakieś kształty, które pozwolą ci zintegrować się z twoim zwierzęciem.
- Spróbuję – odpowiedziała bez przekonania.
- Musisz w to uwierzyć, wtedy ci się uda – zapewnił Rogacz. Nicole uśmiechnęła się z podziękowaniem do ojca, dzięki niemu uwierzyła w siebie. Rozluźniła się i zamknęła oczy. Zrobiła to co dzień wcześniej. Czuła ciepło kominka, słyszała spokojny oddech swojego taty i to ją uspokoiło. Poczuła swoją magię i zaczęła zagłębiać się w swoje myśli. Rozpoczęła wędrówkę po swoim umyśle. Intuicyjnie wiedziała w którą stronę iść. Po paru minutach dotarła do obszaru, który wyglądał jakby był pełen mgły. Skupiła się, dzięki czemu udało jej się trochę rozmyć tę mgłę. I wtedy to zauważyła. Dużą klatkę, w której było jakieś zwierzę. Z konturów widziała zarys jakiegoś dużego kota. Zaczęła podchodzić bliżej, dostrzegła ciemną sierść. Podeszła do klatki, ale zwierzę nadal było za mgłą, jednak zauważyła, że klatka jest zamknięta na kłódkę, która wisiała na grubym łańcuchu. Pociągnęła za łańcuch, ale ten nawet nie drgnął. Wiedząc, że to wszystko dzieje się w jej umyśle, próbowała się skupić na otwarciu klatki. Czuła blokadę, która nie pozwalała jej na to. Odepchnęła ją od siebie i w tym samym momencie pociągnęła mocno za łańcuch, który rozerwał się z hukiem. Klatka stanęła otworem. Zwierzę wyszło z niej, i choć prawie otarło się o nogi Nicole, dziewczyna nadal nie mogła zidentyfikować co to za rodzaj kota, ale wiedziała, że tego dowie się dopiero po całkowitej przemianie. Gdy zwierzę odeszło kawałek od klatki, odwróciło się w stronę Nicole i spojrzało na nią. W tej samej chwili Nicole poczuła na rękach mrowienie. Otworzyła oczy. Pierwsze co zobaczyła to uśmiechnięte twarze Huncwotów. Podniosła swoje dłonie i zobaczyła, że pokryte są czarną sierścią. Po jakiś dwóch minutach sierść zniknęła. Nicole zerwała się z fotela z radością w oczach i rzuciła się na tatę przytulając go mocno, zaraz po nim to samo spotkało Syriusza.
- Dziękuję, wreszcie mi się udało – zawołała.

- Mówiłem, że ci się uda – oznajmił zadowolony James, który był dumny z obojga swoich dzieci. W końcu dzień wcześniej to samo udało się osiągnąć Harry’emu, który początkowo przyszedł do nich z tym samym problemem co Nicole.

***
Kolejny rozdział dla Was. Dajcie znać jak Wam się podoba. I co najważniejsze, proszę o opinię o nowym szablonie. Który lepszy ten, czy poprzedni.
Do następnego.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 53

Poszukiwania Nicole przez trzeciorocznych Gryfonów skończyły się fiaskiem. Niedługo miał być obiad, a oni nadal jej nie znaleźli. Widocznie Ślizgonka postanowiła spędzić niedzielę w swoim dormitorium.
- To co? Pokój Wspólny Ślizgonów? – zapytał Jack, kiedy wszyscy doszli do tego samego wniosku.
- A wiecie gdzie jest ich Pokój Wspólny? – odpowiedział pytaniem na pytanie Dennis. Reszta spojrzała na niego jak na debila, ale po chwili zorientowali się, że ich nowy przyjaciel ma rację.
- Yyy, w lochach – odpowiedziała niepewnie Laura.
- Lochy są ogromne, a my na nasze szczęście natkniemy się na Snape’a, który wlepi nam szlaban. – Natalie zawsze była największą marudą, ale tym razem trafiła w sedno. Za to Laurze zrobiło się głupio, no bo przecież już ponad rok chodzi do Hogwartu i nigdy nie próbowała odwiedzić siostry w jej pokoju wspólnym. Nicole często pojawiała się u Gryfonów, żeby odwiedzić dwójkę rodzeństwa. Laura postanowiła sobie nadrobić swoje obowiązki wobec siostry.
- Ale spróbować można – zaproponowała niezbyt zdecydowanym głosem Lucy.
- Mam lepszy pomysł – zawołała Laura. – Musimy znaleźć Harry’ego. – Nim skończyła mówić już biegła w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów. Aż chciała walnąć się w głowę, że od razu nie pomyślała o pożyczeniu Mapy Huncwotów od Harry’ego. Sprawdzi najpierw czy w ogóle jest po co szukać Nicole w lochach, czy może gdzieś indziej się zaszyła.
Tymczasem Nicole nie znajdowała się wcale w swoim dormitorium, ani nawet w lochach. Siedziała przy brzegu Czarnego Jeziora od strony Zakazanego Lasu. Z tej strony nikt na błoniach nie powinien jej zobaczyć. I oto właśnie jej chodziło. Chciała sama poukładać sobie swoje życie, a towarzystwo tylko ją rozpraszało. Choć po tak długim czasie w odosobnieniu już wariowała. Odkąd Laura została zaatakowana odizolowała się od Potterów i wszystkich związanych z nimi, w tym od jej ojca chrzestnego. Brakowało go jej, bo był jedyną osobą, która dzięki racjonalnym argumentom potrafiła dać jej mentalnego kopa. Zawsze były dziewczyny, ale one były jej przyjaciółkami i były raczej od pocieszania, co robiły doskonale, ale znały się na tyle dobrze, że zarówno Camile, jak i Vanessa zdawały sobie sprawę, że Nicole swoje problemy zawsze rozwiązuje sama i jest na tyle uparta, że nie chce przyjąć ich pomocy. Był jeszcze Draco, który, jak się okazało, bardzo dobrze ją rozumiał, ale odkąd pokłóciła się z Laurą zamknęła się w kokonie do którego nie dopuszczała ani Dracona, ani nikogo innego. Odepchnęła wszystkich na własne życzenie i teraz siedząc sama żałowała tego. Właściwie już sama nie wiedziała czego chce. Niby szukała tylko swojego towarzystwa, bo wśród innych czuła się źle. Jednak będąc sama miała wrażenie, że powoli wariuje. Jęknęła cicho i schowała twarz w dłoniach.
- Rozchorujesz się jak będziesz siedzieć całymi dniami w takim zimnie. – Nicole gwałtownie wstała i obróciła się do źródła głosu.
- Remus, co ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? – zapytała, gdy ujrzała uśmiechniętego chrzestnego.
- Razem z Jamesem i Syriuszem często chodzimy do Zakazanego Lasu, żeby sprawdzić czy nikt niepowołany się tam nie kręci. Od kilku dni widujemy cię w tym samym miejscu. Naprawdę powinnaś coś na siebie założyć.
- Jestem czarownicą. Po to mam różdżkę, aby z niej korzystać. Naprawdę sądzisz, że siedziałabym codziennie w taką pogodę i specjalnie marzła? – Nicole nie przejmując się niespodziewanym towarzyszem, którego tak naprawdę jej brakowało, usiadła z powrotem na swoje miejsce.
- Zapomniałem, że mam do czynienia z Ślizgonką – zaśmiał się i usiadł koło chrześnicy.
- Jednak ci to przeszkadza? Moja przynależność do domu Salazara – wyjaśniła, gdy zobaczyła pytanie w jego oczach.
- Już dawno ci mówiłem, że nie. Po prostu zachowałem się jak typowy gryfon. Najpierw powiedziałem, a potem pomyślałem. Mogłem od razu się domyślić, że użyjesz różdżki, a zachowałem się jak nadopiekuńczy chrzestny.
- Lubię czasem jak tak się zachowujesz – przyznała szeptem jakby się tego wstydziła. – Czasem mi tego brakuje – przyznała, jednak zaraz zamilkła zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Nie chcąc patrzeć na wilkołaka wpatrywała się w odmęty jeziora.
- Wiesz, że masz wielu przyjaciół, którzy chętnie cię wysłuchają? Ja i twoi rodzice też zawsze będziemy przy tobie, choćbyś bardzo tego nie chciała. – Remus położył dłoń na jej ramieniu, aby wiedziała, że ma w nim wsparcie. Nicole na ten gest schowała głowę między ugięte nogi.
- To nie jest takie łatwe – mruknęła.
- Zazwyczaj życie nie jest łatwe.
- Teraz jest ten moment, gdzie ty mnie pouczasz, że źle robię, a ja cię słucham? – zapytała z kpiną w głosie. Nie chciała tego, ale Remus trafił w sedno jej problemu. Chciała i nie chciała z nim rozmawiać. Miała dość tej niezdecydowanej siebie i dlatego reagowała ze złością.
- Nie chcę cię umoralniać. Wolałbym, abyś porozmawiała ze mną z własnej woli. Jesteś inteligentna i naprawdę wierzę, że wiesz o co mi chodzi. – Po tych słowach zapadła cisza. Po jakimś kwadransie Remus już myślał, że nie dotrze do chrześnicy i chciał wstać, aby zostawić ją samą, jednak ona odezwała się niespodziewanie.
- Jestem kretynką – powiedziała nadal siedząc w tej samej pozycji. Lepiej jej się mówiło, gdy nie musiała patrzeć w zmartwione oczy Remusa. – Nie zaprzeczaj, przecież oboje wiemy, że to prawda. – Po chwili ciszy zaczęła mówić. – Nie potrafię się z nimi pożegnać. Nigdy sobie na to nie pozwoliłam. Najpierw musiałam szybko się pozbierać po ich śmierci, bo Laura mnie potrzebowała. Nie mogłam pozwolić sobie na żal, ona była ważniejsza. Potem pojawił się Harry, ty i Syriusz. To było dobre i choć trochę zapełniło tę pustkę, ale to wciąż nie było to samo. Potterowie tylko wszystko pogorszyli. Od ich powrotu nie potrafię się w sobie zebrać, a oni nie pomagają. Minęło już tyle czasu, a ja nie potrafię spojrzeć na nich jak na rodziców, widzę jak się starają, ale nie potrafię. Nie, póki nie pożegnam się z Robespierre’ami. A do tego wszystkiego Laura, która nienawidzi mnie, bo ją okłamałam, nie wiem kiedy odzyska pamięć i tak strasznie się boję, że ktoś ją znowu zaatakuję. Ona zawsze była przy mnie, a ja przy niej, a teraz mijamy się na korytarzach jak wrogowie. Myślałam, że jeśli zostanę sama ze sobą, to chociaż pożegnam się z nimi i pozwolę im odejść w pełni na drugą stronę, ale to tylko pogorszyło sprawę. Kiedy jestem sama wariuję, ale nie chcę przytłaczać moich przyjaciół swoim beznadziejnym humorem. – Nicole zdawała sobie sprawę, że mówiła bez składu i ładu, ale czuła, że Remus ją zrozumiał.
- To wcale nie znaczy, że jesteś kretynką.
- To może nie, ale wiem czemu nie pozwoliłam sobie na pożegnanie. To co mówiłam to prawda, ale to tylko głupie wymówki. Nienawidzę ich za to. Za to, że zostawili mnie z tym samą. Przez całe życie mogłam na nich polegać, a przez to cholerne wystąpienie zostawili mnie samą. Musiałam być dla Laury najlepszą starszą siostrą, ale też zastąpić jej rodziców. Byłam tylko czternastolatka, która natychmiastowo musiała zacząć myśleć jak dorosły. Udawałam, cały czas udawałam, że mi się to udało. Udawałam, że się pozbierałam. Udawałam, żeby Laura miała we mnie oparcie. Wydawało mi się, że dobrze mi szło, aż do niedawno. Nawet to spieprzyłam. Teraz Laura mnie nienawidzi, Harry zapewne obraził się, bo go odrzuciłam, a oni… Ich nie znam, nie wiem jak się do nich zwracać, jak się przy nich zachowywać. Jestem beznadziejną córką i siostrą. Wszystko sprowadza się do tego, że jestem kretynką, samolubną kretynką. – Nicole nadal ukrywała głowę między nogami, nie chciała, aby Remus zauważył, że pozwoliła sobie na chwilę słabości i po jej policzkach ciekną łzy, których już nie potrafiła zatrzymać.
- Nicole, popatrz na mnie – poprosił mężczyzna widząc zły stan ślizgonki, ale ona tylko pokręciła głową. – Nicole, proszę. – Coś było w jego głosie, że Nicole posłuchała. Gdy tylko spojrzała swoimi zapłakanymi oczami na chrzestnego, ten bez słowa przytulił ją. – Pozwól sobie na płacz, to ci pomoże. – Po tych słowach Nicole nie potrafiła już się powstrzymać. Uścisnęła Remusa najmocniej jak mogła i płakała. Płakała uwalniając swój żal. Trwało to kilka minut, ale pozwoliło Nicole uspokoić się. Odsunęła się od mężczyzny i próbując wytrzeć twarz w rękaw. Remus machnął różdżką i na jej dłoni znalazła się chustczka. Czarnowłosa popatrzyła na niego i uśmiechnęła się delikatnie.
- Dzięki. Wyglądam tragicznie, przyda się.
- Nie jest tak źle – stwierdził i poczochrał ją po głowie. Gdy doprowadziła się do porządku Remus spojrzał na nią uważnie.
- Wiesz, że ze wszystkim można sobie poradzić – bardziej stwierdził niż zapytał.
- Wiem, ale czasem mam dość. Póki oni żyli moim największym problemem było uczestnictwo w niechcianych bankietach czy dopasowanie bluzki do spodni. Potem wszystko naraz zwaliło mi się na głowę. Najgorsze jest to, że wiem, że Harry miał dużo gorzej. On musiał dorosnąć znacznie szybciej niż ja i nie rozpacza tak jak ja.
- To może najpierw powiedz mi czemu porównujesz się do Harry’ego?
- No… Ja… Przecież… - Nie takiego pytania się spodziewała.
- Właśnie. Jesteś sobą i nie zmieniaj się. To, że ty i Harry mieliście zupełnie inne dzieciństwo, wcale nie znaczy, że którekolwiek z was jest lepsze czy gorsze. Oboje musieliście dorosnąć zbyt szybko i oboje poradziliście sobie z tym lepiej niż nie jeden dorosły. Wiesz, że ani James, ani Lily nie mają ci za złe twojej miłości do Robespierre’ów. Oni to rozumieją i czekają cierpliwie, aż ty zrozumiesz, że kochają cię tak samo mocno jak Harry’ego i nic tego nie zmieni. – Remus przeszedł do tematu, który bardziej rozumiał.
- Ale ja to wiem, tylko nie potrafię wykorzystać tej wiedzy. Nie znam ich i nie potrafię z nimi rozmawiać.
- Potrafisz tylko boisz się spróbować.
- Ja wcale… - Nicole zamilkła szybko, gdy zdała sobie sprawę, że mężczyzna ma rację.
- Boisz się, że zdradzisz pamięć Robespierre’ów, jeśli pozwolisz sobie na miłość do biologicznej rodziny. Teraz dodatkowo boisz się, że Laura nigdy nie wybaczy ci posiadania rodziny, którą obie straciliście. A wreszcie boisz się, że jeśli pokochasz swoją rodzinę to ponownie ją stracisz.
- Skąd… Skąd możesz to wiedzieć? – Nicole ponownie zabrzmiała trochę zbyt ostro, ale wyprowadziło ją z równowagi, że mężczyzna czyta z niej jak z książki.
- Potrafię obserwować – odpowiedział tylko.
- To co mam zrobić, żeby wszystko naprawić? Tak, jestem tchórzem, ale to nic nie zmienia.
- To, że czegoś się boisz nie znaczy, że jesteś tchórzem. Tchórzem jest ktoś kto ucieka przed swoimi lękami, nie próbując się im przeciwstawić. A jak znam Nicole Robespierre-Potter to wiem, że ona wreszcie stanie do walki ze swoimi lękami.
- Ale nadal nie wiem jak stanąć do walki – powiedziała bezradnie.
- Musisz pozwolić odejść Robespierre’om, pożegnać się z nimi. Może Adrienne ci pomoże? Nie wiem, ale to jest coś co musisz zrobić sama. Jeśli chcesz mogę pójść z tobą na ich grób. Ale pamiętaj, że oni cały czas patrzą na ciebie. Póki są w twoim sercu nie opuszę cię. Będą z tobą i z Laurą. Przecież oboje wiemy, że nie winisz ich za to wszystko, jeśli to dotrze do ciebie, powinno być łatwiej.
- Masz rację, Remusie. Naprawdę ci za to dziękuję. – Nicole popatrzyła w oczy chrzestnego, aby wiedział, że naprawdę szczerze mu dziękuje. – A wiesz może… To znaczy, czy dasz mi jakąś instrukcję obsługi do Potterów? Albo chociaż jakąś wskazówkę. – Mężczyzna szczerze zaśmiał się z żartu dziewczyny.
- Wiesz, to tak jakbym miał dać ci instrukcję do ciebie. Jesteś do nich niezwykle podobna. Musisz tylko odkryć te podobieństwa i znaleźć z nimi wspólny język.
- Ale jak? – Nicole była bezradna. Kompletnie nie wiedziała jak ma rozmawiać z rodzicami.
- Masz z nimi więcej wspólnego niż ci się wydaje. Ale skoro ty tego nie widzisz to ci pomogę. Najpierw rzuca mi się w oczy animagia. Popracuj nad nią z Jamesem. Z resztą ty i Harry, jak tylko połączycie swoje grupki jesteście na dobrej drodze do zostania Huncwotami 2.0. Choć nie pochwalam tego, to James będzie z was dumny, gdy spłatacie jakiegoś figla Filchowi, a znając jego i Łapę, jeszcze dadzą wam tysiąc innych pomysłów na to. – Nicole zdała sobie sprawę, że Lunatyk ma rację. Od samego początku potrafiła złapać jakiś kontakt ze swoim ojcem.  Pracowali już razem nad animagią, a i ona miała wrażenie, że z charakteru była do niego bardziej podobna niż do matki. Zawsze otwarta na ludzi z dużym poczuciem humoru. Tak, te cechy łączyły ją z Jamesem Potterem. Ale co z Lily Potter?
- A co z nią? – Remus zamyślił się, jednak po chwili odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Myślę, że każda nastolatka będzie potrafiła znaleźć wspólny temat z własną matką.
- Mam z nią rozmawiać o babskich sprawach? – zapytała powątpiewająco, jednak zanim Remus jej odpowiedział, oznajmiła – Może to nie głupi pomysł. – I uśmiechnęła się szeroko. Wilkołak ucieszył się, bo ten uśmiech obejmował też jej oczy, w których pojawiły się wesołe ogniki. – Remi, naprawdę dziękuję. Dzięki tobie chyba będę w stanie się pozbierać. Naprawdę dużo mi uświadomiłeś i dużo sama zrozumiałam. Laurą postaram się nie przejmować póki nie odzyska pamięci, albo chociaż do momentu, aż przestanie rzucać we mnie te nienawistne spojrzenia. Dogadamy się wreszcie, w końcu jesteśmy siostrami i nic tego nie zmieni – powiedziała z pewnością w głosie.
- I takiej Nicole mi brakowało. Jestem z ciebie dumny – stwierdził i przytulił ją. – A teraz chodźmy już. Niedługo obiad, a chyba oboje nie byliśmy na śniadaniu.
- Masz rację, chodźmy – zgodziła się dziewczyna.
Gdy wyszli z cienia Zakazanego Lasu, który osłaniał ich przed spojrzeniami z Hogwartu wpadli na piątkę gryfonów z trzeciego roku. Nicole w tej chwili najmniej spodziewała się spotkania akurat z nimi, a właściwie z blondynką, która stała na czele grupy i patrzyła na nią  z tęsknotą i prośbą o przebaczenie w oczach. Ślizgonka nie widząc nienawiści, którą tam dostrzegała przez ostatnie kilka dni, stała nieruchomo nie wiedząc co robić. Laura stojąca od niej jakieś pięć metrów, też zachowywała się jak spetryfikowana. Nagle Nicole poczuła lekkie pchnięcie z tyłu.
- No idź do niej – szepnął Remus widząc jak obie się wahają. Laurze to samo zrobił Dennis. Nicole nie czekając już na nic podbiegła do siostry i mocno się do niej przytuliła. Obie w jednym momencie wybuchnęły płaczem i stwierdziły:
- Jestem kretynką. – Potem w jednej chwili zaśmiały się z tego.
- Pamiętam już wszystko – powiedziała Laura gdy wreszcie oderwały się od siebie. Nawet nie zauważyły, że reszta odeszła zostawiając je same.
- Naprawdę? Ale jak?
- Potem ci powiem. Najpierw chciałam cię…
- Nie przepraszaj – przerwała jej Nicole. – Nie warto. W końcu już wszystko w porządku. – Obie od tej pory uśmiechały się szeroko nadrabiając ten krótki czas, w którym były skłócone. Nicole, gdy tylko usłyszała kto skrzywdził jej siostrę od razu chciała iść do tego ryżego pomiotu i sprawić, że pożałowałby tego od razu, jednak Laura przekonała ją, że nie warto. Obie zgodnie stwierdziły, że jednak przydałoby się coś zjeść, więc ruszyły do Wielkiej Sali na posiłek który już nie długo miał się skończyć.
Jednak gdy tam dotarły to zaskoczone ujrzały jak Molly Weasley wydziera się na swojego najmłodszego syna. Domyśliła się, że Dumbledore wezwał ją do szkoły w sprawie syna.
- Jak mogłeś tak napaść na młodszego ucznia! I to jeszcze na Laurę! Przecież to grzeczna dziewczynka! Ale ja ci dam! Zawieszenie i roczny szlaban to i tak mało! Uważaj jak tylko wrócisz na święta! Wtedy to dopiero dostaniesz karę! – Takie krzyki musiały rozbrzmiewać w Wielkiej Sali już dobrą chwilę, gdyż Nicole zauważyła Ślizgonów prawie leżących na podłodze ze śmiechu. Tak, oni nie dadzą mu żyć. Nicole jakoś to nie przeszkadzało, tym bardziej, że widząc rudowłosego chłopaka postanowiła nie zważając na obecnych nauczycieli i jej rodziców sama ukarać swojego wroga. Przeszła szybkim krokiem do stołu Gryfonów przy którym pani Wealsey łajała syna i mijając ją zatrzymała się przed chłopakiem.
- To za moją siostrę – powiedziała spokojnie i kopnęła go z kolanka między nogi. – A to, żebyś pamiętał, że z Robespierre’ami, a tym bardziej z Potterami się nie zaczyna – i poprawiła uderzając go w twarz z pięści. W tej chwili James Potter tryskał dumą. Nicole nie przejmując się jęczącym z bólu chłopakiem odwróciła się do jego matki i spokojnie powiedziała – Przepraszam, że przeszkodziłam w pani przemowie, ale musiałam mu przekazać to po swojemu, zanim kiedykolwiek przyjdzie mu do głowy zrobić to jeszcze raz.
- Nic nie szkodzi. Choć nie popieram takich metod to Ronald sobie na to zasłużył – odpowiedziała miło, jednak gdy zwróciła się do syna jej głos przypominał lód. – Mam nadzieję chłopcze, że przemyślisz to co zrobiłeś i przeprosisz tę biedną dziewczynę. Tylko szczerze, bo inaczej sobie z tobą porozmawiam. - Kobieta odwróciła się z zamiarem wyjścia i dopiero zauważyła, że poszkodowana przez jej syna dziewczyna stoi za nią.
- Dziecko drogie, tak bardzo cię przepraszam – zaczęła szczerze z troską w głosie. – Nie sądziłam, że tak wychowałam swojego syna. Wybacz mi proszę.
- Nie mam czego pani wybaczać, pani Weasley – stwierdziła Laura i uśmiechnęła się ciepło do kobiety, która była wyraźnie wkurona postępkiem swojego syna. – Już wszystko jest w porządku. A od niego nie chcę żadnych przeprosin, niech po prostu nie zbliża się do mnie – dokończyła zimnym głosem, którego nauczyła się od Nicole.
- Słyszałeś, młody człowieku! Nie zbliżaj się do Laury! – warknęła Molly do syna i wyszła z Wielkiej Sali, wcześniej jeszcze żegnając się z Ginny, Harry’m i Hermioną.

***
I jak się podoba nowy rozdział? Rozmowę Nicole i Remusa wyobrażałam sobie inaczej, ale chyba teraz nic bym w niej nie zmieniła. A Wy jak uważacie?
Pozdrawiam,
AniaXXX

niedziela, 4 września 2016

Rozdział 52

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Nicole cały czas chodziła w podłym nastroju. Była zła, nerwowa i na wszystkich warczała. Nikogo do siebie nie dopuszczała. Za to Laura nawet nie wychodziła ze swojego dormitorium, również odgradzając się od wszystkich. Była zła na swoich przyjaciół, że ją okłamywali i nic nie dało tłumaczenie, że nie mogli nic mówić, aby jej nie zaszkodzić. Tylko przyjaciele Laury nie odpuszczali kontaktu z nią. Przeprosili ją, nie dostając żadnej odpowiedzi od blondynki. Stale przebywali z nią w dormitorium i chodzili za nią jak cienie, tak aby wiedziała, że nie jest sama. Na początku Gryfonka była zła za to ciągłe towarzystwo, ale widząc, że nic tym nie wskóra przyjęła cichą akceptacje. Natomiast trójka przyjaciół widząc, że nie są już niemile widziani, zaczęli ją wyciągać na siłę z dormitorium.  Najpierw wyciągali ją tylko do Pokoju Wspólnego, a gdy przyzwyczaiła się do tłumu, zaczęli ją namawiać do powrotu na zajęcia, które na razie sobie odpuszczała mając na to przyzwolenie od profesor McGonagall. Wreszcie dała się namówić i powoli nadganiała treści, na których była nieobecna. Wszystko czego nauczyła się w czasie, którego obecnie nie pamiętała, jak się okazało umiała. Wystarczyło, że znała formułę jakiegoś zaklęcia to od razu potrafiła je rzucić. Nie pamiętała tylko kiedy nauczyła się danej rzeczy. Powrót na zajęcia wiązał się również z nadrabianiem prac domowych. Podczas kolejnej soboty postanowiła napisać większość wypracowań. Oczywiście przyjaciele postanowili ją wesprzeć i razem z nią udali się do biblioteki. Siedzieli tam do samego wieczora aż wreszcie pani Pince wygoniła ich mówiąc, że już zamyka. Laura wypożyczyła tylko potrzebne książki i skierowali się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Tam blondynka postanowiła skończyć esej na eliksiry, żeby mieć go z głowy.  Lucy i Natalie zostały z nią, gdyż również zostało im do zrobienie to wypracowanie.  Natomiast Jack skierował się w inną część zamku, bo był umówiony z jakąś Puchonką.
- Mam dość – stwierdziła Natalie, gdy równo o 22:00 skończyły pisać. – Nie wierzę, że wytrzymałam tyle czasu przed książkami i to jeszcze w sobotę – narzekała. – powinnyśmy dostać za to jakąś nagrodę. Tak zmarnowana sobota.
- Nati, nie narzekaj tyle - powiedziały razem pozostałe dziewczyny. – Pomyśl sobie, że jutro mamy całą niedzielę wolną, bo wszystkie zadania na kolejny tydzień zrobiłyśmy dzisiaj – dokończyła Lucy. – Ale ogólnie masz rację. Ja też mam dość, dlatego chętnie położę się już spać. – Wstała z wygodnej kanapy i wyciągnęła się. – Idziecie?
- Jasne.
- Nie – odpowiedziała w tym samym czasie Laura. – Zrobię jeszcze transmutację, tylko to mi zostało, a nie chcę już jutro na to patrzeć. Chętnie odpocznę z wami.
- Ale my idziemy spać.
- Idźcie, idźcie. Dobranoc. – Blondynka uśmiechnęła się do nich, a potem z ciężkim westchnieniem złapała za podręcznik do transmutacji. Dziewczyny poszły do dormitorium zostawiając przyjaciółkę. Po jakimś czasie spokojnego pisania przerwał jej głos, który wypowiedział jej imię.
- Laura – Gdy podniosła głowę znad pergaminu ujrzała kolegę z jej rocznika. Nie pamiętała jakie miała z nim wcześniej stosunki, ale odkąd się obudziła miała wrażenie, że chłopak raczej ją omija. Może miało to związek z jego starszym bratem, którego zdecydowanie nie lubiła. W końcu to właśnie brat stojącego przed nią chłopaka razem z Wesleyem powiedzieli jej prawdę o rodzicach i Nicole, a po drugie zawsze wysyłali jej wściekłe spojrzenia. I choć była zadowolona z tego że zna prawdę, to zauważyła, że akurat ci dwaj nie zrobili tego z dobroci serca. W każdym razie gryfon stojący przed nią, wyglądał na trochę zastraszonego.
- Dennis. Stało się coś? – zapytała.
- Ja nie chciałem ci przeszkadzać.
- Spokojnie, nic się nie stało. – Laura uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Ja chciałem ci powiedzieć, żebyś… żebyś uważała na Rona Weasleya i… i na mojego brata – zakończył szeptem, ale widać było, że jeszcze coś chce powiedzieć. – I musisz wiedzieć, że oni, no że to oni…
- Dennis! – Koło dwójki trzeciorocznych pojawił się starszy brat chłopaka. – Co ty tu robisz? Co ty robisz z nią?
- Ja… Colin przepraszam. My tylko… bo zadania… i ja…
- Koniec tych głupot. Idź do swojego dormitorium – rozkazał Colin nie zaszczycając Laury spojrzeniem odszedł. A Dennis za nim. Laura przez chwilę próbowała ogarnąć to co przed chwilą tu się stało, ale w końcu dała sobie spokój i wróciła do transmutacji
Z biegiem czasu coraz więcej osób rozchodziło się do swoich dormitoriów, aż wreszcie o północy Laura została sama. Wiedziała, że jeszcze trochę jej zostało, więc bez protestów siedziała i pisała w świetle kominka. Po 1:00 nareszcie skończyła, dlatego wstała, rozciągnęła się i ruszyła w stronę damskich dormitoriów.  Zanim weszła na schody prowadzące do jej celu zatrzymał ją drwiący głos:
- Po tym co się stało nie boisz się zostawać sama o tak późnej godzinie.
Laura gwałtownie się obróciła w drugą stronę. Po drugiej stronie pomieszczenia pojawili się dwaj chłopaki. Rudowłosy gryfon z szóstego roku i jego o rok młodszy kolega.
- Czego znowu ode mnie chcecie? – zapytała przypominając sobie ostatnie spotkanie z nimi. To wtedy dowiedziała się prawdy o swojej siostrze, a właściwie to już nie siostrze. W końcu tamta miała już swoją rodzinę.
- Och, nic takiego. Po prostu wiemy, że to co ciebie zaboli, jeszcze bardziej zaboli twoją siostrę. – Ostanie słowo Ron wypluł tak jakby była to największa obelga. – A nam bardzo zależy, żeby ta suka cierpiała, tak jak ja, gdy ona zabrała mi przyjaciela.
- Nie mów tak o niej! – Laura nadal nieświadomie broniła Nicole.
- Muffliato – szepnął Weasley. Blondynka nie znała tego zaklęcia, ale domyśliła się, że chłopak wyciszył pokój. Zdawała sobie sprawę, ze przy nich nie jest bezpieczna, dlatego zaczęła powoli cofać się do dormitorium. – Nasza koleżanka myśli, że nam ucieknie – zadrwił, a Laura obróciła się chcąc jak najszybciej uciec. – Colin, łap ją – rozkazał koledze. Niestety starszy chłopak był szybszy i spetryfikował ją.
- To co z nią zrobimy? – zapytał młodszy.
- To co ostatnio, a potem podrzucimy ją do lochów i znowu rzucimy Obliviate. Wina spadnie na Ślizgonów i może ta suka ją znajdzie. A teraz odpetryfikuj ją i przytrzymaj. Będzie więcej zabawy, gdy trochę pokrzyczy. – Colin zrobił tak jak kazał mu Ron. Gryfonka chciała uciec, ale starszy chłopak był od niej silniejszy, mimo to nie zaprzestała wysiłków i próbowała się wyrwać. Ron nie miał zamiaru czekać, aż dziewczyna się uspokoi i zaprzestanie tej szarpaniny, a nie chciał też przez przypadek uderzyć jakimś zaklęciem w Colina, dlatego postanowił ją związać. Uniósł różdżkę, aby rzucić na dziewczynę Incarcerous. W tym samym czasie dziewczyna na niego spojrzała i stało się coś dziwnego. Zaczęła się trząść jak w febrze i dusić. Colin ze strachem puścił ją, a ona spadła na ziemię.
- Coś ty jej zrobił? – zapytał ze strachem w głosie młodszy.
- Nic nawet nie zdążyłem rzucić żadnego zaklęcia. Chodź, zostawmy ją, żeby nie było na nas. – Weasley był równie przestraszony.
- Zwariowałeś? Ona może się udusić! – krzyknął Colin, chcąc podejść do dziewczyny.
- Przecież i tak nic z nią nie zrobimy, bo nie wiemy co jej jest. Chodź za nim ktoś tu wejdzie – przekonywał rudy.
- Możemy pójść po pielę… - zaczął chłopak, nawet ruszając się w stronę wyjścia, aby pójść do Skrzydła Szpitalnego, jednak przerwało mu właśnie otworzenie się portretu. Do Pokoju Wspólnego wszedł trzecioroczny gryfon, przyjaciel dziewczyny męczącej się na ziemi, Jack Sloper. Najpierw popatrzył na pozostałych gryfonów, nie wiedząc co się dzieje i dlaczego patrzą na niego ze strachem w oczach. Dopiero, gdy dotarł do niego odgłos duszącej się dziewczyny, ujrzał swoją przyjaciółkę leżącą na ziemi i walczącą o każdy haust powietrza.
- Co wyście jej zrobili?! – krzyknął od razu znajdując się przy niej. – Idioci lećcie po pielęgniarkę! – rozkazał, a Colin od razu ruszył, aby spełnić ten rozkaz. I tak planował to zrobić, tylko niepotrzebnie kłócił się z Ronem. A Ron postanowił zmyć się z wściekłego spojrzenia młodszego gryfona. Z resztą sam Wealsey był wściekły, ale stwierdził w duchu, że musi się uspokoić i wymyślić jakąś bajeczkę, aby nie zostać zbytnio ukaranym. Co prawda nie zdążył rzucić Obliviate na dziewczynę, ale na szczęście dziś nie zdążył jej nic zrobić, a za samo grożenie nie mógł zostać mocno ukarany.
Jack zachowanie rudowłosego chłopaka skwitował jednym słowem – Dupek. Potem zajął się przyjaciółką. Aby się nie uderzyła trzymał delikatnie jej głowę na swoich kolanach i wachlował ją książką leżącą na podłodze, należącą do Laury. Po chwili, która Jackowi wydawała się niemiłosiernie długa do Pokoju Wspólnego wbiegła pielęgniarka. Widząc stan dziewczyny od razu rzuciła na nią zaklęcie udrożniające drogi oddechowe.
- Anapeo. – Dzięki temu Laura przestała się dusić, jednak nadal trzęsła się. – Panie Sloper proszę powiadomić profesor McGonagall i przyprowadzić ją do Skrzydła Szpitalnego. Panie Creevey, pan niech tu zostanie i poczeka. Sądzę, że wasza opiekunka będzie chciała z wami porozmawiać.
- Ale pani Pomfrey, co z Laurą? – zapytał Jack.
- Nie wiem jeszcze co jej jest, ale na szczęście oddycha już spokojnie. Myślę, że nic jej nie będzie. – Pielęgniarka nie czekając na nich wyszła lewitując przed sobą Gryfonkę. Jack nie czekając już na nic pobiegł do gabinetu opiekunki Gryffindorowi. Dziesięć minut później w Skrzydle Szpitalnym znajdowały się już cztery osoby.
- Jaki jest stan panny Robespierre, Poppy? – zapytała McGonagall
- Jak Creevey mnie przyprowadził do niej, dziewczyna się dusiła. Zwykłe Anapeo powstrzymało to. Zostały jej drgawki, wyglądała jakby miała jakiś atak, ale jak tylko położyłam ją tu na łóżku to przeszło. Nawet się nie obudziła. Myślałam, że zemdlała z braku powietrza, ale zaklęcie sprawdzające wykazuje, że ona śpi. Jej stan fizyczny jest dobry, widziałam tylko siniaki na ramionach, ale nie sądzę, że ma to coś wspólnego z tym atakiem. Tak naprawdę nie wiem co jej było. Myślę, że należy o to pytać pana Slopera i Creeveya, który czeka na ciebie w Pokoju Wspólnym – wyjaśniła pielęgniarka.
- I jeszcze Weasleya.
- Co masz na myśli, Sloper? – zapytała profesorka.
- On też tam był, ale uciekł do swojego dormitorium zanim przyszła pani Pomfrey.
- Dobrze, wyjdźmy stąd, aby nie budzić panny Robespierre, a ty mi opowiesz wszystko co wiesz po drodze. Poppy zawiadom mnie jeśli coś się zmieni w stanie pacjentki.
- Oczywiście Minerwo.
Gdy wyszli z Skrzydła Jack od razu zaczął mówić.
- Ja wszedłem do pokoju, już gdy Laura się dusiła. Nad nią stał Weasley i Creevey. Chyba się kłócili, bo jak wszedłem gwałtownie ucichli. Krzyknąłem do nich, żeby lecieli po pielęgniarkę, a sam zostałem przy Laurze. Creevey od razu pobiegł, a Weasley po prostu poszedł do swojego dormitorium.
- Dobrze Sloper. – Kobieta nie miała wątpliwości, że chłopak mówi prawdę. Wiedziała, że nie zrobiłby nic swojej przyjaciółce. - Mam nadzieję, że zaraz wszystko wyjaśnimy. Powiedz mi jeszcze co robiłeś o tej porze poza dormitorium?
- Ja… yyy, ja… - Jack wyraźnie się jąkał.
- Nie ważne. Minus 5 punktów za wędrówki po zamku nocą. I plus 5 punktów za szybką reakcję w sprawie panny Robespierre – dodała po chwilowym zastanowieniu.
- Dziękuję – odpowiedział tylko. Akurat doszli do portretu Grubej Damy.
- Błyskotki – kobieta wypowiedziała hasło. W pokoju wspólnym od razu ujrzeli Colina, który siedział na kanapie z głową ukrytą w dłoniach. – Creevey, sprowadź mi tu Weasleya – rozkazała profesorka nie zwracając zupełnie uwagi, że jest już 2:00. Gdy dwójka chłopaków zeszła na dół McGonagall spojrzała na nich srogo i stwierdziła – Za mną do dyrektora. A ty Sloper, jazda do dormitorium.
- Tak jest pani profesor – odpowiedział i zadowolony, że chłopakom się nie upiecze, poszedł spać.
Już cztery godziny później Laura gwałtownie się obudziła. Przed oczami minęły jej wszystkie wydarzenia sprzed dwóch lat, kończąc na wczorajszej sytuacji w Pokoju Wspólnym. Ledwo łapiąc oddech zdała sobie sprawę, że wszystko pamięta.
- Panno Robespierre, proszę spokojnie oddychać. – Pielęgniarka od razu się koło niej pojawiła. – Jak się czujesz? – zapytała
- Już w porządku. Ja… Ja wszystko pamiętam. Jak tylko Weasley podniósł na mnie różdżkę wszystko zaczęło wracać. Już raz to zrobił. Tak samo jak rzucał na mnie Obliviate. To on. – Mówiła nieskładnie, ale pielęgniarka wszystko już zrozumiała, a przynajmniej większą część.
- Dobrze, uspokój się. Wypij to. – Podała jej eliksir na uspokojenie. – Zaraz powiadomię profesor McGonagall i wszystko wyjaśnimy. – Kobieta poszła do swojego gabinetu i przez kominek poprosiła nauczycielkę o przyjście do jej gabinetu. Już chwilę później tam była. – Minerwo, wybacz, że po raz kolejny cię budzę, ale panna Robespierre wszystko sobie przypomniała. To Weasley ją zaatakował, a wczorajszy jej stan został spowodowany przez powrót wspomnień. Myślę, że powinnaś z nią porozmawiać. Dałam jej eliksir uspokajający, do tej pory na pewno się uspokoiła.
- Oczywiście. Tylko najpierw zawiadomię Albusa. Jeśli to prawda będziemy musieli jakoś porządnie ukarać Weasleya. W nocy powiedział tylko, że przypadkiem byli świadkami ataku panny Robespierre. Ponoć od razu chcieli pobiec po ciebie, ale akurat wszedł Sloper.
- Nie sądzę. Laura była już bliska uduszenia, musiało minąć więcej czasu zanim doprowadziła się do takiego stanu.
- Dziękuję, Poppy. Pozwolisz, że skorzystam z twojego komika.
- Oczywiście. – Już chwilę później w gabinecie był również dyrektor. Gdy tylko kobiety zapoznały go z sytuacją, od razu ruszyli do Laury. Pielęgniarka zostawiła ich samych.
- Panno Robespierre, jak się czujesz? – zapytał dyrektor z dobrotliwym uśmiechem.
- Już dobrze. Ja wszystko pamiętam.
- Właśnie dlatego tu jesteśmy. Najpierw może opowiedz co się stało wczoraj, dobrze? – Stery nad rozmową przejął Dumbledore.
- Ja wczoraj do późnej godziny odrabiałam zaległe prace domowe. Jak skończyłam chciałam pójść do dormitorium, ale pojawił się tam Weasley i Creevey. Zatrzymali mnie. Creevey spetryfikował mnie. Weasley powiedział, że zrobią ze mną to co ostatnio, że rzucą znowu Obliviate, a potem podrzucą mnie do lochów, aby wina spadła na Ślizgonów. Potem odczarowali mnie. Creevey miał mnie trzymać, a Weasley chciał rzucać zaklęcia, ale gdy podniósł różdżkę ja zaczęłam sobie wszystko przypominać. Nie wiem co się wtedy ze mną działo, ale mi po prostu wracały wspomnienia, wszystkie.
- Czyli dokładnie pamiętasz kto cię ostatnio zaatakował? – dopytywał Dumbledore.
- No tak. To był Weasley i Creevey. Wtedy też mnie spetryfikowali, a potem skopali. Byłam jeszcze przytomna jak Weasley rzucał na mnie Obliviate. W ten sam sposób podniósł różdżkę wczoraj dlatego wszystko sobie przypomniałam.
- Dobrze, dziękuję ci. Obiecuję, że napastnicy zostaną odpowiednio ukarani. – Nauczyciele chcieli się już skierować do wyjścia.
- Dziękuję, ale panie dyrektorze, jest jeszcze jedna sprawa. – Chodzi mi o Dennisa. Dennisa Creeveya. Bo wczoraj wieczorem zanim to się stało on podszedł do mnie i chciał mi coś powiedzieć. Kazał mi uważać na Weasleya i Colina. I potem jeszcze miał coś powiedzieć, ale przyszedł Colin i widać było, że jest wściekły na Dennisa. Wydawało mi się, że Colin nie pozwala mu ze mną rozmawiać i chyba go zastrasza, bo Dennis odszedł od razu i był przestraszony.
- Dziękuję, że mi to powiedziałaś. Zajmiemy się tą sprawą.
Nauczyciele wyszli, a Laura skierowała się do gabinetu pielęgniarki, aby zapytać, czy może już wyjść. Kobieta co prawda trochę marudziła, ale opukała ja, ostukała i stwierdziwszy, ze już nic jej nie jest wypuściła ze Skrzydła, przy wyjściu dając jej jeszcze maść na siniaki na rękach. Podziękowała i wyszła. Skierowała się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Tam zastała profesor McGonagall, która widocznie przyszła tu po winnych uczniów.
- Potter, przyprowadź mi tu Weasleya i obu Creevey’ów – rozkazała kobieta czarnowłosemu chłopakowi, na widok którego Laurze zrobiło się przykro. Teraz gdy wszystko sobie przypomniała, widziała jak głupio się zachowała względem Nicole i Harry’ego. Wiedziała, ze będzie musiała ich przeprosić i wiedziała, że najtrudniej jej będzie właśnie z siostrą, bo to ją najbardziej skrzywdziła.
Wreszcie na dole pojawił się z powrotem Harry z trójką chłopaków.
- Weasley, Creevey – tu spojrzała na starszego brata – dyrektor prosi was do swojego gabinetu. A ty Dennis proszę za mną. – McGonagall już chciała wyjść, ale widząc, że chłopaki nie ruszają się, znowu się odezwała. – Weasley, Creevey, do dyrektora, teraz.
- Ale pani profesor, myślałem, że wczoraj już wszystko ustaliliśmy – odezwał się rudowłosy.
- To lepiej nie myśl – zadrwiła Laura, która stanęła obok profesorki.
- Ty gówniaro…
- Weasley zamknij się. Nie interesuje mnie twoje zdanie. Do dyrektora, ale to już, bo zacznę odejmować punkty. – Obaj chłopcy ruszyli się wreszcie nie chcąc stracić punktów, a Dennis ze zwieszoną głową też wyszedł za nimi. Gdy i opiekunka wyszła na nowo w Pokoju Wspólnym wybuchł gwar.
- Laura! – wykrzyknął Jack, gdy go nie zauważała rozglądając się po pokoju. Od razu do niej podbiegł. – Co to było wczoraj? Co oni ci zrobili? Bo to Weasley i Creevey? Dennis też?
- Spokojnie. Wczoraj oni nie zdążyli nic mi zrobić. Po prostu wspomnienia wyjątkowo gwałtownie wracały. To one spowodowały ten atak, ale już wszystko w porządku.
- Pamiętasz wszystko?
- Tak, ale opowiem ci jak już Lucy i Nati tu będą, bo nie chce mi się mówić kilka razy.
- Laura, naprawdę wszystko pamiętasz? – odezwał się głos za nią. Harry.
- Tak. I właściwie to chyba powinnam cię przeprosić. Wiesz, mam nadzieję, że wiesz, że nie przeszkadza mi to, że jesteś bratem Nicole. Ja wtedy nic nie pamiętałam. Zachowałam się głupio i nie pozwoliłam sobie nic wyjaśnić. W każdym razie naprawdę cię…
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Naprawdę. – Przerwał jej Harry. – Tak właściwie to chciałem cię zapytać, co Ron zrobił wczoraj.
- Wczoraj nie zdążył nic zrobić. Chodzi o to, że to on mnie wtedy zaatakował i rzucił na mnie Obliviate, przez co nic nie pamiętałam.
- Ron cię zaatakował?! – Harry niedowierzał i przez to powiedział to zbyt głośno, co oczywiście zainteresowało cały pokój wspólny, ale nie przejmowali się tym.
- Rozumiem, że mówicie o moim bracie? – Koło nich pojawiła się Ginny razem z Hermioną. – To on cię wysłał do skrzydła?
- Tak. On i Creevey, Colin Creevey. Dennis nic nie zrobił – wyjaśniła widząc pytające spojrzenia Jacka.
- Jak mama się dowie, to będzie miał taką jazdę, że może wreszcie się czegoś nauczy. Przeprosiłabym cię za tego debila, ale to naprawdę nie nasza wina, że mamy brata idiotę. – Ginny zawsze była prosta w przekazach.
- Nie musisz. Nic od niego nie chcę, a tym bardziej jakichkolwiek przeprosin.
- Jak on mógł? – Do Hermiony chyba nadal to nie dochodziło. – Ten kretyn pobił trzynastoletnie dziecko. Jak on mógł? – Dziewczyna nie zwracając uwag na resztę odeszła po to, aby się uspokoić.
- Coś czuję, że nie tylko twoja mama, Ginny, da mu porządny wykład – stwierdził Harry patrząc za przyjaciółką. – Dobra, Młoda trzymaj się i nie pakuj więcej w takie kłopoty. – Harry i Ginny poszli do swoich spraw.
- No dobra, już ide po Natalie i Lucy i wszystko wam powiem – oznajmiła Laura widząc proszącą minę Jacka. Laura poszła do swojego dormitorium, aby obudzić dziewczyny. Te ucieszyły się słysząc, że blondynka wszystko pamięta. Po marudzeniu Natalie zgodnie stwierdzili, że Laura opowie im wszystko po drodze do Wielkiej Sali, w której trwało śniadanie. Cała trójka była oburzona zachowaniem Weasleya i Creeveya. Za to zgodnie przyznali jej rację, ze Dennis mógł być trochę zastraszany przez Colina.
- No i tak właściwie to teraz pozostało mi przeprosić Nicole. Jak mogłam być tak głupia? – zapytała retorycznie.
- Laura przestań. Przecież nic nie pamiętałaś. Miałaś prawo tak się zachować. Nie twierdzimy że to było mądre, ale przynajmniej zrozumiałe.
- No tak, ale w wakacje sytuacja była podobna. Ja się na nią obraziłam, bo nie chciałam zrozumieć, że odzyskała rodziców i ma prawo się z tego cieszyć. Miałam wrażenie, że odrzuciła mnie, że zapomniała już o naszych rodzicach, a ona robiła tylko to co musiała. – Trójka przyjaciół nie bardzo rozumiała co tak naprawdę działo się w wakacje u Laury, gdyż ona nie mogła mówić otwarcie o tym co zrobiła Nicole, dlatego tylko ogółem przedstawiła im sytuację. – Po prostu zawsze zamiast najpierw wszystko na spokojnie przemyśleć, to ja oceniam sytuację taką jaka jest na pierwszy rzut oka i zawsze wyciągam złe wnioski.
- Powiedz jej to. Na pewno zrozumie. Przecież znasz Nicole.
- Może i macie racje, no ale jak na razie nie ma jej tu – stwierdziła Laura rozglądając się po Wielkiej Sali, kiedy już dotarli do niej. Gdy kończyli jeść śniadanie podszedł do nich Dennis Creevey.
- Cześć – przywitał się cicho.
- Hej Dennis. Siadaj. – Laura od razu zaprosiła go do stołu. – Co tam?
- Chciałem ci podziękować. Gdyby nie ty to chyba nadal bym dawał mu tak sobą pomiatać. Naprawdę dziękuję.
- Nie ma za co. To ja ci powinnam podziękować. W końcu chciałeś mi powiedzieć wczoraj co oni zrobili.
- Nie, nie. Ja i tak za długo z tym czekałem. Powinienem wcześniej.
- Dobra słodziaki, dajcie już spokój z tym dziękowaniem – przerwała im Natalie.
- Tak, tak. Bo już nas mdli od tej słodkości – poparł ją Jack.
- A ty Jack jesteś zazdrosny? – zaśmiała się Lucy. – O naszą Laurkę? A co z tą twoją Puchonką.
- Daj mi spokój.
- Wariaci – skwitowała to Laura jednym słowem.
- Dobra lecimy – oznajmiła Natalie. – Trzeba pomóc Laurze zrealizować misję pt. „Przepraszam najdroższa siostro”. To idziemy szukać Nicole?
- Dzięki. Idziemy. – Cała czwórka wstała, Laura zobaczyła, że Dennis został sam przy stole. Jakoś nie chciała go tam zostawiać. Widać było, że przez brata nie ma wielu przyjaciół, właściwie to chyba nie miał żadnego przyjaciela. – Czekajcie. – I nie zwracając uwagi na nich wróciła na poprzednie miejsce. – Idziesz z nami? – zapytała Dennisa. Chłopak chwilę mierzył ją wzrokiem, aż wreszcie uśmiechnął się szeroko i odpowiedział krótko.
- Idę.
***
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Obiecałam rozdział po dwóch tygodniach, a minęły dwa miesiące, a od poprzedniego rozdziału trzy. Nie będę się tłumaczyć, bo to nie ma sensu. Zdaję sobie sprawę, że w ten sposób nie zatrzymuję przy sobie czytelników, ale mam nadzieję, że jesteście na tyle cierpliwi, aby nadal zaglądać do historii Nicole. Jeszcze raz przepraszam.
Przechodząc do rozdziału, to ten dzisiejszy w całości poświęcony jest Laurze, mam nadzieję, że spodoba się on tym, którzy kiedyś narzekali, że jest jakoś mało Laury. 
Jedyne co mi pozostaje to zaprosić do czytania i prosić o cierpliwość w sprawie kolejnych rozdziałów.
Pozdrawiam,
AniaXXX

wtorek, 28 czerwca 2016

To jeszcze nie nowy rozdział ;)

Drodzy czytelnicy mam dla Was dzisiaj nietypowe zaproszenie.
Czy jest tu ktoś kto chciałby być częścią magicznego świata, kto chciałby zwiedzić Pokątną, kupić własną różdżkę, sowę i przybyć do Hogwartu wielkim pociągiem, a na końcu nałożyć na głowę Tiarę Przydziału i rozpocząć nową przygodę? I przede wszystkim nie być zwykłym mugolem.
Myślę, że każdy kto choć raz zagłębił się w przygody Harry'ego Pottera od zawsze marzył o liście wysłanym przez sowę, oznajmiającym, że zostało się przyjętym do Hogwartu. I choć każdy o tym marzył, wszyscy zdawali sobie sprawę, że to nierealne. W końcu jedenaste urodziny minęły bez tego oczekiwanego listu, przynajmniej moje.
Ale jest na to alternatywa. Jeśli macie ochotę na wielką przygodę, to Argo Magic School daje wam tę możliwość. Tam możecie się poczuć jak prawdziwi czarodzieje. Tam zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów, będziecie uczęszczać na niezwykłe lekcje, na których będziecie przede wszystkim wyśmienicie się bawić.
Tak więc jednym słowem, serdecznie zapraszam Was do Szkoły Magii 
Nowy rok szkolny rozpocznie się za jakieś dwa, trzy tygodnie. Po resztę informacji zapraszam na stronę.
I na koniec życzę dobrej zabawy.
Pozdrawiam,
AniaXXX