piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 39

Na Grimmauld Place 12 panowała atmosfera niepokoju. Nicole już dwa dni była nieprzytomna, więc wszyscy bali się, że dziewczyna się poddała. Cały czas ktoś przy niej był. Drugiego dnia Harry i Laura wręcz nie odchodzili od niej wiedząc, że jest cień szansy, że właśnie tego dnia się obudzi. Matthew sprawdzał stan pacjentki każdego dnia rano i wieczorem.
- Czy ona z tego wyjdzie? - zapytała Laura podczas wieczornej wizyty uzdrowiciela drugiego dnia. Tym razem tylko ona była obecna przy Nicole. Mężczyzna wyraźnie się zawahał. Wiedział, że dziewczynka potrzebuje zapewnienia, że jej ukochana siostra przeżyje, ale nie potrafił jej karmić fałszywą nadzieją.
- Nie wiem. Teraz wszystko zależy od niej.
- A nie może pan czegoś zrobić? - spytała blondynka błagalnym tonem
- Przykro mi, ale na klątwę zamierania nie ma przeciw zaklęcia. - uzdrowiciel zobaczył w oczach Laury przerażenie. Wiedział, że dziewczynka nie chce dopuścić do siebie informacji o tym, że Nicole może umrzeć. Matthew musiał jakoś ją pocieszyć. - Musisz wierzyć, że jej się uda. Czasem wiara pomaga. Ona wie, że ma do kogo wrócić. - stwierdził i zaczął zbierać się do wyjścia. Gdy był już przy drzwiach zatrzymał go okrzyk Laury.
- Niki! - dziewczynka zerwała się z krzesła, na którym siedziała, i wpatrywała się w szoku w otwarte, trochę zamglone oczy siostry.
- Nie krzycz tak, słuchu jeszcze nie straciłam. - wyszeptała Nicole. Jej głos był ochrypły, ale wyraźny. - Pić. - poprosiła. Uzdrowiciel machnął różdżką i przed Nicole pojawiła się szklanka wody. Drżącymi rękoma chwyciła naczynie i upiła trochę. Od razu poczuła się lepiej, a przynajmniej jej gardło było w lepszym stanie.
- Lauro, muszę cię prosić o wyjście. Chcę zbadać pacjentkę i porozmawiać z nią.
- Ale... - blondynka już chciała zaprotestować, ale przerwał jej poważny głos siostry
- Idź, nic już mi nie będzie.
- Dobrze, powiem reszcie, że się obudziłaś. 
- Tylko niech nikt tu nie wchodzi dopóki nie pozwolę. - stwierdził uzdrowiciel i już po chwili zaczął machać nad Nicole różdżką. Laura wyszła zamykając za sobą drzwi. - Jak się czujesz? - zapytał mężczyzna, gdy już skończył podstawowe badania.
- A jak mam się czuć? - burknęła dziewczyna - Wszystko mnie boli. Zaczynając od gardła, kończąc na plecach. Nie mogę nawet spokojnie się napić, bo mam wrażenie, że ręce ważą po pół tony. - przerwała jakby się nad czymś zastanawiała - Draco panu powiedział? - bardziej stwierdziła niż zapytała. Nie musiała tłumaczyć o co jej chodzi, mężczyzna od razu zrozumiał
- Powiedział.
- Pieprzony konfident. - Nicole była zła. Nie chciała, aby ktokolwiek dowiedział się o gwałcie, a teraz wszyscy będą się nad nią użalać i okazywać litość. A ona tak bardzo chciała sama sobie z tym poradzić. Wiedziała, że da radę, tylko nie mogła patrzeć na te pełne litości oczy swoich bliskich.
- Nie bądź na niego zła. Tylko mi powiedział, bo wiedział, że mogę ci pomóc. Z resztą nawet gdyby mi nie powiedział to i tak bym się domyślił po śladach na twoim ciele. Nikt więcej nie wie. 
- Na pewno? - zapytała z nadzieją
- Tak. - teraz jej złość jakby zmalała. Draco chciał jej pomóc, nie zdradził jej tajemnicy.
- W takim razie niech pan także nikomu nic nie mówi.
- Powinnaś im powiedzieć. Pomogą ci się po tym pozbierać. - stwierdził siadając obok łóżka. Nie chciał jej przestraszyć, a z doświadczenia wiedział, że lepiej się rozmawia z ofiarą gwałtu na równym poziomie. Dziewczyna nie mogła poczuć się osaczona. 
- Nie. - zaprotestowała twardo. - Powiem im jeśli będę tego potrzebować.
- Jesteś niepełnoletnia, chociaż twój opiekun...
- Za rok będę miała już 17 lat. Chyba jestem już wystarczająco dorosła, aby decydować o sobie. - Matthew zorientował się, że dziewczyna jest inna. Większość kobiet po takich przeżyciach lękała się chociażby rozmowy z innymi mężczyznami, do tego najczęściej w ogóle nie potrafiły rozmawiać o swoich przeżyciach. Ofiary gwałtu były lękliwe, a z Nicole było całkiem odwrotnie. Wyraźnie mu zaufała i potrafiła rozmawiać. Była też twarda i silna. Nie załamała się po gwałcie. Wręcz przeciwnie. Uzdrowicielowi wydawało się, że dziewczyna chce jak najszybciej pozbierać się po niedawnych przeżyciach. 
- Dobrze. - zgodził się - Wiesz, że będę musiał zbadać cię pod względem ciąży. 
- Wiem. - odpowiedziała krótko.
- Jeśli się okaże, że zaszłaś w ciąże to wtedy już będzie moim obowiązkiem powiadomić o tym twojego opiekuna. Chyba, że będziesz sama chciała to zrobić. - Nicole kiwnęła tylko głową nie wiedząc co powiedzieć - Jeśli będziesz potrzebowała pomocy psychologów to możesz zgłosić się do Munga. Tam pomogą ci się z tym uporać.
- Nie będę potrzebować pomocy. - odarła sucho.
- Teraz muszę jeszcze sprawdzić jak się mają twoje plecy. Będziesz musiała ściągnąć bluzkę. - powiedział ostrożnie. Nicole tylko kiwnęła głową i zaczęła się podnosić. Gdy tylko jej się to udało delikatnie ściągnęła górną część piżamy i odwróciła się tyłem do uzdrowiciela. Matt podziwiał jej samokontrolę. Dziewczyna nie widziała w nim zagrożenia, wiedziała, że po prostu chce jej pomóc. Gdy zaczął smarować jej rany tylko lekko zesztywniała. Nie uciekała przed dotykiem. To dobrze rzutowało na proces jej dalszego leczenia. - Już możesz się ubrać. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale na twoich plecach pozostaną blizny. Nie jestem w stanie się ich pozbyć, gdyż rany zostały zrobione wyczarowanym batem. - stwierdził, gdy skończył. Nicole tylko kiwnęła głową. Zdawała sobie sprawę, że po tych wszystkich torturach zostanie na niej ślad, nie tylko psychiczny, ale też fizyczny. - Zostawiam ci tu eliksir słodkiego snu. Wypijesz go od razu, czy najpierw mam wpuścić tych wszystkich co czekają zapewne pod drzwiami?
- Niech ich pan wpuści. Przecież i tak tu wejdą. - Nicole uśmiechnęła się blado. Wiedziała, że skoro Laura poszła powiadomić całą resztę o tym, że się obudziła to cała zgraja czatuje przed pokojem. Nie myliła się. Gdy tylko Matt otworzył drzwi do pokoju wleciał Harry z Laurą. Zaraz za nimi pojawili się Syriusz i Remus, potem Vanessa i Sam, Ginny, Fred i George, a na końcu Camile ze spuszczoną głową i Draco z trochę niepewną miną. Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać. Z prawie wszystkich ust padało pytanie: "Jak się czujesz?". 
- Spokojnie, pacjentka dopiero się obudziła. Proszę nie niepokoić jej długo. - zareagował uzdrowiciel
- Dziękuję. - Nicole wdzięcznym wzrokiem popatrzyła na mężczyznę
- Taka moja praca. Wypij przed snem eliksir. Jutro jeszcze odwiedzę cię rano i sprawdzę twój stan. A tymczasem do zobaczenia. - oznajmił i wyszedł.
- Co stoicie tak jakbyście czekali na ścięcie? - zapytała Nicole widząc spiętych przyjaciół. To rozluźniło atmosferę, wszyscy porozsiadali się na wolnych fotelach i podłodze. Na łóżku koło Nicole usiedli Harry i Laura, chcąc być jak najbliżej siostry. 
- To teraz powiedz szczerze jak się czujesz? - zapytał Remus widząc jej zmęczoną twarz.
Źle.
- Dobrze. Jest naprawdę lepiej. - dodała widząc ich powątpiewające spojrzenia. - Maść, którą mam posmarowane plecy działa cuda. Te rany już mnie tak nie bolą. - stwierdziła - A z całą resztą sobie poradzę. - uśmiechnęła się pewnie i co zaskoczyło ją samą był to uśmiech szczery. - Co tu się działo przez te kilka dni? - i zaczęło się. Mówili jeden przez drugiego, ale jak Nicole zauważyła, tylko Malfoy'owie się nie udzielali. Harry opowiedział też o kłótni z Ronem, twierdząc na końcu, że ten nie jest wart jego przyjaźni.
- Harry, ja nie chciałam, żebyś kłócił się o mnie z przyjaciółmi, jakkolwiek ograniczeni by byli. 
- To nie twoja wina. To Ron się zmienił i nie potrafi zrozumieć, że nie jesteś zła. Przechodziłem przez te kłótnie cały rok i mam dość. Rok to wystarczający czas, żeby się przekonać, czy ktoś jest zły, czy nie.
- Nie przejmujcie się nim. Nasz brat to po prostu idiota. - stwierdziła Ginny, na co Fred i George przytaknęli ochoczo. Tym zakończyli ten temat. Potem rozmowa toczyła się swobodnie, aż Syriusz nie zauważył, że Nicole zamykają się oczy ze zmęczenia.
- Chyba czas, żebyś połknęła ten eliksir. - oznajmił wskazując na fiolkę leżącą na szafce nocnej. 
- Chyba masz racje, Łapo. Zostawimy cię, a ty odpoczywaj. - przytaknął mu Remus.
- Za chwilę. Najpierw chciałabym się o coś zapytać. - zaczęła i nie czekając na reakcje innych ciągnęła - Camile możesz mi powiedzieć czemu siedzisz tu z wypisaną winą na twarzy i zachowujesz się tak jakbyś mi całą rodzinę wybiła?
- Bo ja... - zaczęła, ale napływające do oczu łzy nie pomagały w sformułowaniu odpowiedniej wypowiedzi
- Jeśli chcesz mi powiedzieć, że obwiniasz się o to co się stało to chyba na głowę upadłaś. Walnij się w łeb, a może to pomoże ci w myśleniu. Przy okazji jebnij też Dracona, bo siedzi tu jakby był zaszczuty. - Rodzeństwo Malfoy patrzyło na nią w szoku nie wiedząc co powiedzieć.
- Mówiłam wam wariaci, że ona wam już dawno wybaczyła. - oznajmiła Vanessa szeroko się uśmiechając. Camile teraz z nadzieją patrzyła na Nicole.
- Przestań ryczeć. - rozkazała Nicole - Malfoy'om nie wypada mieć opuchniętych oczu. - zażartowała nie zdając sobie sprawy, że powtórzyła słowa swojej czarnowłosej przyjaciółki - A teraz chodź tu. - powiedziała i wystawiła ręce, pokazując, że chce przytulić Malfoy'ównę. Blondynka nie czekając więcej zerwała się z ziemi i w jednej chwili ściskała przyjaciółkę. Nicole zdecydowanie nie było dobrze. Po tym co się stało miała wewnętrzne opory przed dotykiem, ale teraz ważniejsza była dla niej przyjaciółka. 
- Przepraszam i dziękuję. - szepnęła Camile.
- Nie ma za co. - po chwili obie usłyszały krzyk panny Snape.
- Ja też chcę! - wtedy już całą trójką się tuliły. Czuły, że wszystko może się zmienić, ale nie ich przyjaźń. Draco posłał w stronę Nicole spojrzenie pełne podziękowania. Cieszył się, że wybaczyła mu nawet tortury. Gdy wreszcie wszyscy wyszli Nicole wypiła eliksir spokojnego snu i zasnęła z jedną myślą.
Jeszcze nie jest dobrze, ale jest lepiej.
Po wyjściu z pokoju Nicole Harry złapał Dracona za ramię ze słowami:
- Możemy pogadać? - Malfoy kiwnął tylko głową, więc skierowali się do pokoju bruneta, gdy już się tam znaleźli Harry zabrał głos - Nie miałem jeszcze okazji ci podziękować. Przez ostatnie dwa dni zajęty byłem zamartwianiem się o Nicole, ale teraz nic nie stoi mi na przeszkodzie. Tak, więc dziękuję za uratowanie jej. To naprawdę dużo dla mnie znaczy.
- Uważaj, bo się jeszcze popłaczę. - sarknął blondyn - Nie masz mi za co dziękować. Nie zrobiłem tego dla ciebie. Dzięki temu udało mi się ochronić moją rodzinę przed Czarnym Panem, a siebie przed służbą mu. Twoja siostra była raczej kartą przetargową do dobrej kryjówki.
- Tak, czy inaczej, dzięki. - gdy Draco zaczął kierować się do wyjścia uznając rozmowę za zakończoną Harry powiedział - Nie rób z siebie złego na siłę, Malfoy. - blondyn z zaskoczeniem odwrócił się do gryfona, jednak już po chwili się opanował i na jego twarzy obecna była maska pełna obojętności.
- Wal się, Potter. - stwierdził i wyszedł.
Kolejnego dnia Nicole obudziła się w miarę wypoczęta, dlatego czym prędzej wstała z łóżka i ubrała się. Nie chciała cały dzień wegetować w łóżku. Gdy zeszła na dół okazało się, że tylko ona ma takie zdanie na ten temat. Przywitały ją okrzyki oburzenia.
- Co ty tu robisz? Wracaj do łóżka! - zaczął Remus. Kolejna była pani Weasley:
- Kochaniutka, Remus ma rację. Dopiero co odzyskałaś przytomność. Zaraz przyniosę ci śniadanie, a ty idź się połóż. - oznajmiła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Spadaj na górę. - przerwał jej Syriusz
- O co wam chodzi. Przecież skoro dobrze się czuję to... - i znowu jej przerwano
- Panno Potter, czy ja powiedziałem wczoraj, że możesz sobie wychodzić z łóżka? - tym razem był to Matthew, który dopiero co wszedł do kwatery. - Nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu. - oznajmił, gdy zobaczył, że dziewczyna chce się odezwać - Teraz idziemy na górę. Ja cię zbadam, a potem ktoś przyniesie ci śniadanie. - obrażona Nicole już nic nie mówiąc skierowała się do swojego pokoju. Uzdrowiciel poszedł za nią słysząc jak mruczy coś pod nosem niezadowolona. Jak się domyślił z całej gamy wyzwisk dosłyszał takie słowa jak: stare kwoki, na pewno nie będę wegetować w tym łóżku, czy też chyba coś ich grzeje jeśli myślą, że będę ich słuchać. Wreszcie dotarli do pokoju. Tam Matt poprosił ją o ściągnięcie bluzki.
- Twoje plecy wyglądają już lepiej. Rany nie powinny się otwierać. Będziesz musiała smarować je rano i wieczorem przez najbliższy tydzień. Po tym czasie zaczerwienienia i ból powinny ustąpić. Zostawię ci tę maść. - powiedział kładąc na stoliku słoiczek z maścią - Tu masz też eliksiry. Ten - wskazał na pękatą fiolkę wypełnioną czerwonym płynem - spożywaj raz dziennie przez tydzień. Jest to eliksir spożywany po torturach cruciatusem. Zregeneruje on twój układ nerwowy. Eliksir słodkiego snu też ci zostawię. Jeśli nie będziesz mogła spać możesz go brać, jednak nie częściej niż trzy razy na tydzień, ale też nie dłużej niż przez miesiąc, bo jest on uzależniający.
- Dziękuję. - powiedziała tylko
- To nie wszystko. Dwa najbliższe dni masz spędzić w łóżku.
- Nie
- Nie ma, że boli. Po takich torturach masz porządnie odpocząć, bo to najlepsze lekarstwo. Tylko dzisiaj i jutro. Powinnaś leżeć dłużej, ale oboje dobrze wiemy, że nie wytrzymasz tak długo. I żebyś się nie wykręcała przekażę wszystko Remusowi, Syriuszowi i Molly. Już oni cię dopilnują. - Nicole wiedziała, że dalsze protesty na nic się zdadzą, dlatego popatrzyła tylko wrogo na Matta - Za trzy tygodnie widzę cię na kontroli. Wtedy już, żadne eliksiry nie będą na ciebie działać, więc zaklęcie sprawdzające, czy jesteś w ciąży nie będzie miało żadnych zakłóceń. Gdy już przyjdziesz do Munga, powiesz, że masz wizytę u Matthew'a Jackson'a Pamiętaj 25 sierpnia, godzina 12:00. Pasuje? - Nicole niemrawo skinęła głową - Nie martw się. Będzie dobrze. - powiedział i wyszedł. Zaraz za nim pojawiła się pani Weasley z tacą pełną jedzenia. Cały dzień Nicole spędziła tak jak poprzedni wieczór. W towarzystwie rodziny i przyjaciół. Dzięki nim oderwała się trochę od nieprzyjemnych myśli na temat ciąży i na powrót zaczęła się uśmiechać. Z czasem zaczęła nawet uczestniczyć we wspólnych żartach. 
- Wiecie co, mnie chyba za bardzo omamiły te eliksiry. - stwierdziła chora z rozbawieniem przyglądając się obecnej młodzieży. Dorośli, w składzie Remus i Syriusz, którzy też cały dzień spędzili w sypialni Nicole, musieli być obecni na zebraniu zakonu, które właśnie się odbywało.
- O co ci chodzi? - zapytał ze śmiechem Sam
- W jednym pokoju przez cały dzień siedzi grupka ludzi, na którą składają się zarówno ślizgoni, jak i gryfoni. A ja nie widzę żadnych krwawiących nosów, czy podbitych oczu. Nawet Draco przestał się zachowywać jak zaszczuty, chociaż takie oblężenie gryfonami, na pewno źle wpływa na jego sarkazm i złośliwość. Mówi ci to coś?
- Walnięta jesteś, Potter. Jeśli chcesz to mogę się poobrzucać błotem z twoim bratem, jednak nie sądzę, by ktokolwiek był z tego zadowolony. - stwierdził Malfoy
- O, teraz powrócił twój poziom złośliwości. - zaśmiała się dziewczyna.
- Te eliksiry rzeczywiście miały na ciebie zbyt duży wpływ. - rzekł i zrobił coś czego gryfoni jeszcze nigdy nie widzieli, a mianowicie zaśmiał się szczerze. Tak ciągnął im się wieczór, aż po skończonym zebraniu do pokoju weszła pani Weasley, stwierdzając, że wszyscy powinni dać odpocząć Nicole, a poza tym zabierając swoje dzieci do Nory, bo już było późno. Panna Potter zdawała sobie sprawę, że powinna porozmawiać z przyjaciółmi o tym co ją spotkało, gdy była nieprzytomna, ale na razie nie była na to gotowa.
- Jutro to zrobię. - mruknęła i przykryła się kołdrą, aby oddać się w objęcia Morfeusza.
Napastliwy dotyk...
Silny ucisk...
Paraliżujący strach...
Obrzydzenie do samej siebie...
Ból...
Krzyk...
- Nicole! Obudź się! Niki!
- Aaa, nie dotykaj mnie! - Nicole przestała krzyczeć, ale cała drżała, czuła też łzy na twarzy. Siedziała tu w ciemnym pokoju, a jakiś natrętny facet ją dotykał. Nie zwracała uwagi, że głaskał ją delikatnie, dla niej był to po prostu niepożądany dotyk. Tak bardzo nie chciała tego czuć, ale on nie wiedział co się z nią dzieje. Chwilę jej zajęło, żeby przypomnieć sobie gdzie jest. Ten kto przyszedł zareagował na jej krzyki i już jej nie dotykał, ale jak dla Nicole nadal był stanowczo za blisko. - Odsuń się. - powiedziała rozkazująco. Posłuchał. - Zapal światło. - gdy tylko pokój się rozjaśnił Nicole odetchnęła z ulgą. W jasnym pomieszczeniu lepiej się czuła, ale strach jeszcze jej nie opuścił. Ręce drżały jej jak u alkoholika, a z oczu nadal płynęły bezsilne łzy. Ze strachem widocznym w orzechowych tęczówkach podniosła głowę, aby zobaczyć kto wybudził ją z nocnego koszmaru. - Syriusz, ja... ja przepraszam... Przestraszyłam się... Miałam koszmar... Nie chciałam... - mówiła co rusz przerywając. Nie mogła pozbierać myśli, ale mężczyzna, który cofnął się pod same drzwi rozumiał ją.
- Spokojnie, rozumiem. - mówił delikatnie jak do dziecka - Nie chciałem cię przestraszyć, ale strasznie krzyczałaś.
- Która godzina? - zapytała jakby nie chcąc kontynuować tego tematu
- 3:00 nad ranem.
- Obudziłam cię?
- Nie spałem. Czekałem na Lunatyka. - widząc niezrozumienie na twarzy dziewczyny wytłumaczył - Jest na misji. Cały czas próbuje przekonać inne wilkołaki do przejścia na stronę zakonu. - Nicole już się uspokoiła. Powstrzymała zarówno drżące dłonie, jak i łzy. - Może położysz się z powrotem spać?
- Nie zasnę teraz. - powiedziała tylko
- A eliksir?
- Nie chcę brać go często. Uzdrowiciel mówił, że on uzależnia. - oboje patrzyli na siebie nie wiedząc co powiedzieć. Syriusz nie chciał przestraszyć dziewczyny, a ona sama nie wiedziała czego teraz chce. Poprosić go by został z nią, czy raczej odwrotnie, zostać samemu i próbować przyzwyczaić się do snów o gwałcie. - Łapo - zaczęła niepewnie - może mógłbyś, ale jeśli jesteś zmęczony to idź spać, ale może zostałbyś ze mną? - dokończyła równie niepewnie jakby bała się odpowiedzi przeczącej.
- Jasne, i tak czekam na Lunia. - stwierdził wesoło. Za to właśnie Nicole uwielbiała tego mężczyznę. Co by się nie działo on zawsze miał dobry humor i potrafił poprawić go innym, a w szczególności właśnie Nicole i Harry'emu.
- Usiądź, będzie ci wygodniej. - stwierdziła widząc, że mężczyzna nadal stoi. - Już nie będę krzyczeć. - zażartowała, aby Syriusz wiedział, że już z nią lepiej. Gdy usiadł już na fotelu obok łóżka Nicole zaczęła rozmowę - Opowiedz mi coś o misjach zakonu. - poprosiła
- A ty nie wiesz, że to wszystko jest tajne przez poufne - oznajmił poważnie, jednak efekt zepsuł wybuch śmiechu przypominający szczekanie psa. Potem Syriusz już mówił bez oporów. Przechodzili z jednego tematu w drugi. Tak mijały im kolejne godziny.
- Łapo? - Nicole uśmiechnęła się przymilnie
- Co knujesz?
- Ja? Nic. Mogę cię o coś prosić?
- Ile na tym stracę? - Syriusz nadal był podejrzliwy.
- Nic. Możesz tylko zyskać moją dozgonną wdzięczność.
- Mów o co chodzi. - rzekł pokonany
- Chcę zostać animagiem. Naucz mnie tego. - Nicole nie prosiła, ona żądała. Została wychowana na francuską arystokratkę, więc zawsze tak było, zawsze dostawała to co chciała. Jednak swoje żądania wypowiadała w tak uroczy sposób, że nikt jej jeszcze nigdy nie odmówił.
- Żartujesz? - zapytał zaskoczony taką prośbą
- Nie. - oznajmiła pewnie - Wiem, że to ciężka i długotrwała praca, ale jestem gotowa. - uśmiechnęła się szeroko
- I pewnie jak Harry się dowie, że uczę cię animagii, to też będzie chciał.
- Tak i jego też nauczysz. - Nicole już niemal podskakiwała na łóżku. Tak bardzo chciała, aby Syriusz się zgodził.
- Niech ci będzie. - skapitulował, na co Nicole rzuciła się na niego z piskiem.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję. - uścisnęła go mocno i wróciła na swoje posłanie. Teraz, gdy kontakt z drugim człowiekiem został zainicjowany przez nią nie miała powodów do strachu, czy niepokoju. Z resztą dobrze wiedziała, że ze strony Syriusza nic jej nie grozi.
- Co tu się dzieje? - Syriusz i Nicole usłyszeli rozbawiony głos - Czy wyście zwariowali? Jest 6:00 rano, a wy krzyczycie i śmiejecie się jakbyście byli sami w domu.
- Czekaliśmy na ciebie, Remi. - Nicole uśmiechnęła się słodko. Nie chciała teraz opowiadać o swoim koszmarze, miała na to zbyt dobry humor.
- Już 6:00? - zdziwił się Syriusz
- No już. - zaśmiał się Remus - To może teraz pójdziecie spać?
- Nie. - sprzeciwiła się szybko Nicole - To ja zrobię śniadanie, a wy sobie pogadajcie. - stwierdziła i wybiegła z pokoju, tak jakby ją stado hipogryfów goniło. Tak bardzo nie chciała mówić teraz o tym koszmarze i psuć sobie humoru, więc zostawiła to Syriuszowi. Wiedziała, że Lunatyk prędzej, czy później się dowie, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby Łapa właśnie teraz mu to wytłumaczył.
- Co się dzieje? - usłyszała jeszcze zaniepokojony głos chrzestnego. 
Syriusz nie mając innego wyjścia opowiedział przyjacielowi o tym co się stało w nocy i o reakcjach Nicole.
- To zapewne normalne reakcje u osoby po torturach. - stwierdził Remus. - Trzeba będzie pomóc się jej z tym uporać i jeśli będzie miała jeszcze koszmary to nie dotykać jej przy wybudzaniu.
- Wiesz, przez te trzy godziny była taka radosna. Gdybym nie wiedział to nigdy bym nie pomyślał, że jeszcze cztery dni temu była na torturach u Voldemorta.
- Jest silna i tak chce być postrzegana. Poradzi sobie, ale musimy jej z tym pomóc. - stwierdził. Syriusz tylko przytaknął jego słowom. - Chodźmy do niej. - Gdy zeszli na dół, po kuchni rozchodził się smakowity zapach jajecznicy. 
- Siadajcie, zaraz będzie gotowe. - stwierdziła Nicole dostrzegając ich. Po chwili machnęła różdżką, a na stole pojawił się koszyk z pieczywem, sztućce i trzy kubki wypełnione parującą kawą. - Smacznego. - powiedziała uśmiechając się z zadowoleniem i stawiając talerze z posiłkiem na stole. Po skończonym posiłku siedzieli przy stole pijąc kawę i rozprawiając o misji Remusa.
- Nicole, dziękujemy za śniadanie, ale ty powinnaś się już położyć. - oznajmił Lunatyk, gdy dokończyli już kawę
- Ale mi się już nie chce leżeć. - zaczęła marudzić
- Uzdrowiciel kazał ci przeleżeć jeszcze ten jeden dzień. 
- Może spróbujesz zasnąć? - zapytał Syriusz
- Ja nie chcę. - stwierdziła, i zaczęła ziewać, jakby organizm chciał się sprzeciwić
- Jeśli chcesz to zostaniemy z tobą. - zaproponował Remus
- Nie, wy też powinniście odpocząć. W końcu oboje w ogóle nie spaliście. - sprzeciwiła się - Macie racje, powinnam się przespać. Poradzę sobie. - dodała, aby zrozumieli, że mogą spokojnie wypocząć nie zwracając na nią uwagi.
Nicole obudziła się o 10:00. Czuła się wypoczęta i cieszyła się, że tym razem nie nękał jej żaden koszmar. Nie zastanawiała się nad tym długo, gdyż do jej pokoju zwaliła się cała młodzież przebywająca na Grimmauld Place 12.
- Jak się spało? - zapytała Vanessa
- Dobrze, a co wy tu robicie?
- A co nie chcesz nas tu? - zapytała żartobliwie Sanpe'ówna - Znudziło nam się oglądanie kłótni ojca z Syriuszem.
- Znowu się kłócą? Przecież oni zachowują się gorzej niż dzieci.
- Dobrze, że ojciec cię nie słyszy.
- Oni powinni brać przykład z Harry'ego i Dracona. Nienawidzą się, ale jednak taktownie się unikają.
- Czy ty nas porównujesz do Snape'a i Syriusza? - zapytał z niedowierzaniem Harry, na co Nicole przytaknęła
- Nasza nienawiść jest lepsza. - zareagował Malfoy
- Tak, tak Draco. - Nicole uśmiechnęła się szeroko - Ty we wszystkim jesteś lepszy.
- Oczywiście. - zgodził się dumnie.
Potem jak zwykle żartowali i gadali na nic nie znaczące tematy, aż wreszcie dołączyli do nich Syriusz i Remus. Tak więc Nicole musiała spełnić daną sobie obietnice.
- Dobrze, że jesteście wszyscy. Muszę wam coś powiedzieć. - zaczęła poważnie. Usiadła na łóżku po turecku i przyglądając się swoim paznokciom zaczęła opowiadać wszystko zaczynając od spotkania Adrienne. Czuła na sobie niedowierzające spojrzenia, ale nie przejmowała się tym. Jeśli uwolni Potter'ów to wtedy będą musieli jej uwierzyć. Gdy doszła w opowieści do momentu wyboru spojrzała na Laurę. Blondynka też nie odrywała od niej wzroku. Gdy przerwała dziewczynka zapytała drżącym głosem:
- Kogo wybrałaś?
- Potter'ów. - odpowiedziała.
- Myślałam, że coś dla ciebie znaczę, że jesteśmy siostrami. A odkąd go poznałaś już nie zwracasz na mnie uwagi. Nie potrzebna ci siostra, skoro masz brata. Myślałam, że za nimi tęsknisz. - Laura wybiegła z pokoju cała zapłakana. Choć nie krzyczała to Nicole nigdy wcześniej nie słyszała tyle żalu w głosie siostry. Zabolały ją słowa małej gryfonki. Bolało ją to jak cholera, ale rozumiała jej zachowanie. Dlatego właśnie po chwili wahania, wybiegła za Laurą. Jednak nie zdążyła jej dogonić, bo ta zamknęła już za sobą drzwi swojej sypialni. 
- Laura otwórz! - krzyczała przez łzy - Wytłumaczę ci to, tylko otwórz - Teraz Nicole pluła sobie w brodę, że sama nauczyła Laurę zaklęć takich jak zamykające drzwi, czy wyciszające. Mogła użyć różdżki, aby je otworzyć, ale po pierwsze zostawiła ją w pokoju, a po drugie nie chciała naruszać prywatności Laury. Nicole zdała sobie sprawę, że musi poczekać, aż tamta ochłonie i przemyśli to wszystko. Teraz dała sobie spokój i wróciła do swojej sypialni. Tam czekała na nią reszta słuchaczy. Trójka z nich była w totalnym szoku. Harry, Syriusz i Remus. Dla całej trójki ponowne spotkanie Lily i Jamesa Potter'ów będzie spełnieniem wszystkich marzeń.
- Czy naprawdę... czy oni naprawdę będą mogli żyć? - Harry był pełen nadziei, nie wierzył jeszcze w to, ale Nicole wydawało się, że już planuje sobie pierwsze spotkanie z rodzicami.
- Tak, tylko będę musiała się dostać do Departamentu Tajemnic. - zaczęła tłumaczyć im dlaczego akurat tam przywróci do życia swoich rodziców. Gdy wreszcie wszyscy wiedzieli już wszystko Harry zapytał:
- Dlaczego to ich wybrałaś?
- Takie było moje zadanie. Musiałam wybrać tych, którzy będą mieli swoje uczestnictwo w zbliżającej się wojnie. Robespierre'owie już swoje zrobili, a dzięki Potter'om ty odzyskasz swoje moce. Mówiłam ci o tym. - wyjaśniła już zmęczona całą tą rozmową
- Dziękuję. - choć Harry nie takiej odpowiedzi się spodziewał to i tak był wdzięczny siostrze. Dzięki niej będzie miał pełną rodzinę, a o tym marzył od zawsze. Na początku nie mógł uwierzyć, że takie coś można zrobić, ale gdy Remus potwierdził istnienie Aniołów Życia, bo jak mówił czytał gdzieś o nich, choć za wiele informacji tam nie było, to od razu uwierzył. Co prawda trudno mu było jeszcze uwierzyć, że ma jakąś specjalną moc, ale po przemyśleniu musiał przyznać, że gdy miał przy sobie bliskich to czuł się jakby lepiej, pewniej. - Mam nadzieję, że Laura nie będzie się złościła na ciebie. - powiedział jeszcze.
- W końcu zrozumie. - stwierdziła - Nie chcę was wyganiać, ale chętnie bym się przekimała.
- Jasne. My już wychodzimy. - oznajmił Remus i jak jeden mąż wszyscy wstali i wyszli. Nicole nie zasnęła od razu. Najpierw potrzebowała pomyśleć o tej całej rozmowie. Niestety nie doszła do żadnych konkretnych wniosków, dlatego wypiła eliksir słodkiego snu i zasnęła.
Tego dnia i nocy nie tylko ona myślała. Wszyscy, którzy usłyszeli te rewelacje mieli nad czym rozmyślać. Syriusz z Remusem jeszcze długo rozprawiali o tym wszystkim. Ciężko im było uwierzyć w ożywianie ludzi, ale w końcu to świat magii. Tu wszystko jest możliwe. Nawet spotkanie nieżyjących już przyjaciół, którzy jednak powrócili do świata żywych.

***
No i jest kolejny rozdział. 
*Kilku z was pod poprzednim rozdziałem pisało, że szkoda, że nie ożywiłam Robespierre'ów. No cóż dosyć szczegółowo wyjaśniłam dlaczego taki wybór. I nie chodzi tu o uczucia Nicole do Harry'ego, albo Laury. Nicole musiała tak wybrać, bo to właśnie Potter'owie mają mieć wpływ na wojnę.
*No i druga sprawa. Po raz kolejny odniosę się do przyjaźni Harry'ego i Rona. Owszem Harry potrzebuje wsparcia, ale chodzi tu o wsparcie prawdziwych przyjaciół, a nie takich, którzy nie potrafią zaakceptować pewnych zmian w życiu swojego przyjaciela. Ron jest ograniczony i nie potrafi zrozumieć uczuć Harry'ego do ślizgońskiej siostry. 

Przy okazji, jak podoba się nowy szablon? Miłego czytania, pozdrawiam,
AniaXXX

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 38

Ciemność znikła. Nie było już tego wszechogarniającego niebytu. Jest coś całkiem odwrotnego. Światło, wszędzie światło. Po prostu jasność, wszechobecna, ale nie rażąca, tylko jasność. Ale też materializm i istnienie.
Mogę chodzić, mogę się dotknąć. O, nawet mogę usiąść. Gdy tylko o tym pomyślałam pojawiło się krzesło. Co to za miejsce? Żyję. Nie wiem gdzie, ale żyję.
- Tak, żyję, tylko gdzie jestem? - jej głos też był taki realny.
- Żyjesz. Dokonałaś wyboru, dlatego żyjesz. Jesteś silna, nie poddałaś się. - Nicole, gdy usłyszała ten głos zerwała się z krzesła, na którym wcześniej usiadła, i odwróciła w stronę kobiety, która wypowiedziała te słowa.
- To ten głos. Ten cholerny głos słyszałam przez cały rok we śnie. To ty. Dlaczego śniły mi się twoje słowa? Kim ty jesteś? - kolejne słowa wypuszczała z siebie z prędkością karabinu maszynowego.
- Spokojnie, uspokój się to wszystkiego się dowiesz. - choć Nicole przez cały rok denerwowała się, bo nie wiedziała co oznacza ten głos, to w ostatnich dniach był on jej oparciem. To delikatne brzmienie dodawało jej sił, a teraz uspakajało. Nicole odetchnęła głęboko kilka razy, a potem przyglądnęła się kobiecie stojącej na przeciwko. Kojący głos w pełni pasował do delikatnej urody. Filigranowa budowa, blond włosy i śliczny uśmiech, który sięgał nawet oczu. - To skoro już się uspokoiłaś i napatrzyłaś to może usiądziemy i porozmawiamy. - stwierdziła wskazując na kanapę, która pojawiła się w miejscu krzesła. Gdy już obie usiadły Nicole znowu chciała zadać kolejne pytanie, jednak zanim to się stało odezwała się blondynka - Spokojnie. - powtórzyła - Najpierw ja powiem to co muszę, a potem ty będziesz zadawać pytania. - Nie czekając na odpowiedź zaczęła mówić. - Jestem Adrienne. Nie będę owijać w bawełnę. Wiesz kim są aniołowie życia i śmierci? - gdy odpowiedział jej przeczący ruch głowy zaczęła tłumaczyć. - Aniołem życia lub śmierci nie można zostać ot tak. Ten dar sam wybiera ludzi. Z tym trzeba się urodzić, ale też pielęgnować przez całe życie. Aby być aniołem trzeba być dobrym człowiekiem o czystym sercu. Szczerym, sprawiedliwym, po prosty dobrym. Aniołowie śmierci zajmują się ludźmi na końcu ich drogi, natomiast aniołowie życia na początku. Ja jestem aniołem życia. Zostałam nim wybrana podczas wojny z Grindelwaldem. Pomogłam Albusowi pokonać zło. Gdy wykonałam swoje zadanie zmarłam. Od tamtej pory tutaj pomagam ludziom. Gdy na świat powróciło zło w postaci Voldemorta zaczęłam szukać swojego następcy, który pomoże zwyciężyć zło.
- Co to ma wspólnego ze mną? - zapytała zdezorientowana Nicole nie mogąc się powstrzymać
- Ten dar wybrał również ciebie. Jednak musisz przejść próbę. Jeśli ci się nie uda nie przeżyjesz, jeśli się uda wrócisz na ziemię i pomożesz swojemu bratu wygrać nad złem.
- Stop. - Nicole przerwała Adrienne - Ja nic nie rozumiem. Najpierw wytłumacz mi gdzie jesteśmy.
- Jesteś niecierpliwa, ale i tego się nauczysz. - zaśmiała się kobieta - Jesteśmy na pograniczu życia i śmierci. Teraz od ciebie zależy czy przeżyjesz.
- Co to znaczy, że jakiś dar wybrał mnie?
- Raz na kilkadziesiąt lat wybierany jest jeden anioł życia i jeden anioł śmierci. Właściwie wybierani są, gdy na świecie źle się dzieje. Teraz gdy Voldemort znów panoszy się po świecie potrzeba dużo mocy, aby go pokonać. To zadanie zostanie przydzielone tobie.
- A Harry? Przecież to on musi zabić Voldemorta.
- Tu nie chodzi tylko o zabicie Voldemorta. Przede wszystkim należy wyplenić to zło z ludzi. Jeśli mrok zostanie przegnany to zabicie Voldemorta nie będzie tak ważne.
- Ale to przecież Voldemort jest przywódcą sił zła.
- Tak, dlatego trzeba to wszystko połączyć.
- Dlaczego mówisz do mnie takimi zagadkami? - Nicole powoli robiła się zła na Adrienne. Całkowicie jej nie rozumiała.
- To nie są zagadki, raczej podpowiedzi. Do wszystkiego musisz dojść sama lub z pomocą bliskich.
- Jakim sposobem to ja zostałam jakimś aniołem?
- Nie jakimś tam. Jesteś aniołem życia. Jak już mówiłam ten dar wybrał ciebie, teraz tylko musisz udowodnić, że jesteś dobra, sprawiedliwa, szczera z czystym sercem. Musisz udowodnić, że to co zostało ci dane, pomoże opanować mrok.
- Nadal nie rozumiem. - jęknęła zrezygnowana Nicole. Chciała po prostu ogarnąć to umysłem, ale tak się nie dało. - Dlaczego ja?
- Wiele w życiu przeszłaś, a jednak to nie sprawiło, że stałaś się zła. Jesteś silna i inteligentna. Nie poddajesz się i nie potrafisz nikogo skrzywdzić. Masz w sobie naprawdę wiele mocy.
- Jakiej mocy? Przecież ja jestem zwykłą nastolatką - Nicole nie kryła, że trudno jej uwierzyć w to co mówi Adrienne
- Połączyłaś dwa wielkie rody. Dzięki twojej miłości Harry i Laura stali się rodziną. Ty to sprawiłaś. - nie czekając na kolejne pytania mówiła dalej - Każdy anioł życia dostaje swoje zadanie. Musi przywrócić życie odpowiedniemu człowiekowi. Ty musisz pomóc wrócić dwóm osobom. 
- Ale jak to? Przecież nie można przywrócić do życia martwych osób. - teraz Potter'ówna była całkowicie zaskoczona.
- Nawet śmierć nie jest niepokonana. Jeśli wybierzesz dobrze pomogę ci pokonać śmierć.
- Czyli jak mam wybrać? Dasz mi katalog, a ja wybiorę dwójkę ludzi? Ten będzie żył, bo ma fajne oczy, a ta bo jest ładna? - zakończyła z sarkazmem.
- Przykro mi, ale nie prowadzimy katalogu ze zmarłymi ludźmi. - stwierdziła Adrienne z uśmiechem - Jeśli nie będziesz cały czas mi przerywać to wszystkiego się dowiesz. - wytłumaczyła cierpliwie, przez co Nicole zrobiło się głupio.
- Przepraszam, mów dalej. - powiedziała zawstydzona.
- Tak, więc będziesz musiała wybrać dwie osoby, które ożywisz. Musisz wybrać osoby, które będą miały wpływ na przebieg wojny. Takie, które pomogą wygrać te wojnę. Niedługo pojawią się tu cztery osoby, ty wybierzesz dwie. 
- Jeśli ja mam ożywić zmarłych to czy anioł śmierci musi zabić? - zapytała teraz już całkowicie zaciekawiona.
- Mówiłam, że jesteś inteligentna. Tak aniołowie śmierci muszą doprowadzić do śmierci człowieka. Tak samo jak w przypadku ożywiania nie jest to przypadkowy człowiek. Ale to nie powinno cię teraz interesować. Zanim podejmiesz się swojego zadania porozmawiajmy o Harry'm. Wiesz dlaczego to on został Wybrańcem?
- Według przepowiedni to Voldemort go wybrał i dlatego Harry musi go zabić.
- Masz racje.
- Tylko nie wiem jak zwykły nastolatek ma zabić największego czarnoksiężnika XX w.
- Nie będzie to łatwe, ale przecież Harry nie jest sam. Musisz wiedzieć, że on ma wielką siłę w sobie. Tę siłę dają mu jego bliscy. Stracił ją, gdy miał rok. Voldemort zabił mu rodziców, Dumbledore zabrał siostrę, chrzestny został zamknięty w więzieniu. Stracił całą swoją rodzinę w jedną noc. Odkąd poszedł do Hogwartu powoli odzyskuje swoją moc. Poznał przyjaciół, odzyskał Syriusza i ciebie. Można powiedzieć, że jego mocą zarządzają jego bliscy. Jeśli są przy nim jego moc wzrasta.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. A teraz czas na twoje zadanie. - Adrienne nieoczekiwanie przerwała rozmowę i machnęła ręką. Niedaleko nich pojawiły się cztery osoby, dwie pary. Cała czwórka patrzyła na czarnowłosą z miłością w oczach. Jednak Nicole zwracała uwagę tylko na blondwłosą parę. Oboje mieli po 40 lat i byli tak piękni i dostojni jak dziewczyna ich zapamiętała.
- Maman! Papa! - wykrzyknęła i podbiegła do przybranych rodziców ze łzami szczęścia w oczach. Po chwili cała trójka ściskała się mocno. Adrienne patrzyła na dziewczynę z zadumą, a pozostała dwójka z lekkim smutkiem. Gdy tylko oderwali się od siebie Nicole zaczęła mówić:
- Ja przepraszam. Nie powinnam wam wtedy tego mówić. Wybaczcie mi, proszę. - Nicole było strasznie wstyd, gdy przypomniała sobie swoją ostatnią kłótnie z rodzicami. 
- Nie mamy ci czego wybaczać, księżniczko. - odezwał się Jacob Robespierre
- Dzięki temu ty i Laura żyjecie. To nam wystarczy. - stwierdziła Danielle.
- Kocham was. - powiedziała tylko i znowu ich uściskała
- Jesteśmy z ciebie dumni, księżniczko. Z ciebie i Laury.
- Nicole, musisz wybrać. - odezwała się Adrienne. Wtedy właśnie Nicole przypomniała sobie co musi zrobić. Dlatego przeniosła wzrok na drugą parę, która stała niedaleko. Od razu ich poznała. W końcu widziała kilka zdjęć swojej rodziny, a po za tym miała przed sobą starszą wersję Harry'ego oraz kobietę o oczach, które odziedziczył jej brat. James i Lily Potter'owie. Jej biologiczni rodzice. Nie podeszła do nich. Nie potrafiła uściskać ich tak jak Robespierre'ów. Bała się, że ta dwójka może ją znienawidzić, bo jedyną rzeczą o jakiej teraz marzyła to ożywić Jacoba i Danielle.
- Co jeśli źle wybiorę? - zapytała Nicole Adrienne
- Umrzesz i nikogo nie uratujesz.
- A jeśli nie podejmę się tego zadania?
- Skutek będzie taki sam. - Nicole wiedziała już co ma zrobić, jednak nie potrafiła powiedzieć tego na głos. Zrozumiała do czego dążyła cała jej rozmowa z Adrienne. Teraz rzeczywiście zorientowała, że jej słowa były podpowiedziami. Jej zadaniem była pomoc w pokonaniu sił zła. Ludzie, których ożywi, będą musieli mieć swój wpływ na wynik wojny. Harry potrzebował swoich bliskich, aby mieć moc i siłę do pokonania Voldemorta. Miał przyjaciół, siostrę i chrzestnego. Brakowało mu tylko rodziców, którzy otoczyliby go bezwarunkową miłością i opieką.
- Jak mam to zrobić? Jak skazać dwójkę ludzi na śmierć? - zapytała Nicole patrząc na Adrienne z bólem.
- Nie skazujesz nikogo na śmierć. Oni już nie żyją. Popatrz na to z drugiej strony. Dwójce ludzi dajesz szanse na życie. - tłumaczyła cierpliwie.
- Maman, papa przykro mi, ale nie mogę zrobić inaczej. Oni pomogą Harry'emu. Dzięki nim on pokona Voldemorta. - łzy już swobodnie spływały po twarzy Nicole. Nie chciała patrzeć ani na jednych rodziców, ani na drugich. Jak to brzmi. Mam dwie mamy i dwóch ojców. Na jednych rodziców nie potrafię nawet spojrzeć, a z drugimi zaraz będę musiała się pożegnać na zawsze. - pomyślała.
- Córeczko wiemy co musisz zrobić. Pamiętaj, że nie mamy ci tego za złe. Zawsze z tobą będziemy. Będziemy cię obserwować i pomagać. Tobie i Laurze. Zawsze. - stwierdziła Danielle i przytuliła córkę ostatni raz. Potem głos zabrał Jacob.
- Księżniczko, jesteśmy z was dumni. My już nie żyjemy, ale ty i Laura cieszcie się życiem wśród bliskich. Oni pomogą nie tylko Harry'emu, ale i tobie. - mężczyzna przytulił swoją przybraną córkę.
- My już musimy iść. Bardzo was kochamy. Przekaż to Laurze. - stwierdziła kobieta, po czym wraz z mężem zaczęła się oddalać. Nicole wpatrywała się w nich, aż nie zniknęli. Łzy nadal ciekły jej po policzkach. Nie mogła uwierzyć, że spotkała ukochanych rodziców. Tak bardzo ich kochała, a teraz po raz kolejny musiała ich pożegnać.
- Nicole przeszłaś swoje zadanie. Gratuluję. - stwierdziła Adrienne
- Będę mogła ich jeszcze kiedyś zobaczyć? - zapytała z nadzieją
- Przykro mi, ale nie. - na te słowa nastolatka otarła łzy z twarzy i wyprostowała się dumnie
- Co mam teraz zrobić?
- Może porozmawiasz z nimi? - zaproponowała Adrienne wskazując na Potter'ów. Nicole tylko kiwnęła głową i podeszła do biologicznych rodziców.
- Ja... - zaczęła, ale nie potrafiła skończyć. Całkowicie nie wiedziała co im powiedzieć.
- Nie mów nic. Wiemy ile cię to kosztowało. Przykro nam, że musiałaś przez to przejść. - stwierdziła Lily, pokazując Nicole, że nie ma jej za złe większej zażyłości z francuskimi rodzicami.
- Oni cię wychowali. Spisali się znakomicie i teraz jesteśmy im za to niezmiernie wdzięczni. To dzięki nim jesteś taka, jaka jesteś. Dobra, odważna, inteligentna i sprytna. - rzekł James
- Gdyby nie Harry to ich bym wybrała bez względu na konsekwencje. Przepraszam. - Nicole spuściła głowę nie chcąc widzieć zawodu w oczach Potter'ów.
- Wiemy i nie mamy ci tego za złe. Kochasz ich, to oni byli twoją rodziną, gdy nas zabrakło. - w głosie matki Nicole nie usłyszała pretensji tylko bezwarunkową miłość, dlatego uniosła głowę i spojrzała na rodziców.
- Nie wiem ile mi to zajmie, ale nauczę się was kochać. Wiem, że to dzięki wam jestem na tym świecie, dlatego postaram się być dobrą córką.
- Nic na siłę. My to rozumiemy. - oznajmił James. Nicole uśmiechnęła się delikatnie, właśnie uznała, że teraz będzie już tylko lepiej. Wiedziała, że po powrocie na ziemię czeka ją dużo problemów. Uporanie się ze strachem po gwałcie, przyzwyczajenie się do rodziców, konfrontacja z Laurą, która będzie jej miała za złe, że nie wybrała Robespierre'ów. Mimo tego była pewna, że poradzi sobie z tym. Musi.
- Co teraz? - zapytała Anioła
- Teraz ty wrócisz do siebie. Po przebudzeniu i odzyskaniu sił będziesz musiała pomóc im wrócić do żywych. - zaczęła tłumaczyć Adrienne - W Departamencie Tajemnic jest Sala Śmierci. Tam znajduje się kamienny łuk. Jest to jedyne miejsce w Anglii, które łączy świat żywych i umarłych. Ty dzięki temu, że jesteś Aniołem Życia będziesz mogła bez problemu tam wejść i wyjść wyprowadzając Potter'ów.
- Czyli mam tam wejść, znaleźć ich i wyjść?
- Dokładnie tak. Z szukaniem nie powinnaś mieć wielu problemów. Będą czekali na ciebie zaraz na początku.
- Rozumiem. Powiedz mi jeszcze jakim sposobem będę mogła pomóc Harry'emu wygrać tę wojnę.
- Dojdziesz do tego sama. Jesteś inteligenta i jestem pewna, że szybko ci się to uda. Masz w sobie magię aniołów. Nie musisz uczyć się konkretnych zaklęć, ta magia jest w tobie. Ona pomoże ci przetrwać. Twoje zaklęcia będą miały większą siłę. Po śmierci będziesz zajmowała się tym co ja. Czyli będziesz pomagać nowo narodzonym ludziom, ale będziesz też szukać niebezpieczeństwa rozprzestrzenienia się zła. Jeśli to się stanie zaczniesz szukać swojego następcy na ziemi. Jako Anioł Życia nie będziesz mogła nikogo zabić. Jeśli znajdziesz w sobie tyle nienawiści, aby to zrobić również umrzesz i zostaniesz potępiona. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Tylko trzy rzeczy. Czy będę mogła komuś o tym powiedzieć?
- Myślę, że twoi najbliżsi powinni wiedzieć co tu się stało. Jednak nie proponuję rozprzestrzeniania tego na cały świat. Informacje o Aniołach Życia i Śmierci będą głęboko ukryte w umysłach tych, którzy o tym wiedzą. Więc nawet przy użyciu legilimencji nikt niepowołany się nie dowie. Co to za druga rzecz?
- Powiedziałaś, że po wykonaniu swojego zadania zmarłaś. Czy jeśli ja wykonam swoje zadanie to też umrę?
- Moja śmierć nie miała związku z zadaniem. Ja byłam śmiertelnie chora. Moc aniołów sprawiała, że żyłam dopóki nie wykonałam swojego zadania. Myślę, że ciebie czeka jeszcze wiele życia. Ciesz się tym. - oznajmiła Adrienne uśmiechając się do Nicole. Potter'ówna była pełna podziwu dla tej dziewczyny. Mimo, że była chora i wiedziała, że umrze to podjęła się bycia Aniołem Życia. Przy tym Nicole widziała w blondynce czystą, niezmąconą radość i też pragnęła taką być. Nie rozmyślając więcej nad tym zadała ostatnie, nurtujące ją pytanie.
- Spotkamy się jeszcze?
- Czyżby przestał ci przeszkadzać mój głos? - zaśmiała się Adrienne
- Nigdy mi nie przeszkadzał. Denerwowała mnie niewiedza. W ostatnich dniach dzięki tobie się nie poddałam. - wyznała szczerze Nicole
- Ja już nie żyję, ale będziemy mogli spotkać się we śnie. Jeśli tylko będziesz mnie potrzebowała przybędę.
- Dziękuję. Jak mam teraz wrócić do siebie?
- Ja to załatwię. Do zobaczenia. - stwierdziła blondynka. Po chwili machnęła ręką i wszystko zniknęło. Pozostała tylko ciemność. Nicole nie zdążyła nic więcej zarejestrować, bo straciła świadomość.

***

Wróciłam i jest nowy rozdział. Mam nadzieję, że się podoba.
A teraz słowem wyjaśnienia. 
* Zauważyłam, że gwałt Nicole spotkał się z różnymi reakcjami. Jednym to nie przeszkadzało, a inni pisalili, że to zbyt brutalne, ale takie to właśnie miało być. Nie chciałam rozwiązać tego w delikatny sposób, bo i śmierciożercy, i Voldemort nie są delikatni. 
* Przeczytałam też opinię, że nielubienie kogoś kłóci się z ufaniem tej osobie. Otóż ja się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że lubienie, czy też nielubienie kogoś jest kwestią bardzo osobistą. Natomiast na zaufanie trzeba sobie zapracować. Tutaj Draco zapracował sobie na zaufanie Harry'ego ratując Nicole, a przez ich wcześniejszą relacje nadal się nie lubią.
* Zaznaczę również, że nie uważam, że zbyt szybko zakończyłam przyjaźń Harry'ego i Rona. Przecież akcja opowiadania trwa już cały rok i przez ten rok Ron cały czas nadszarpywał tę przyjaźń.
Jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie. Kolejny rozdział za tydzień.
Pozdrawiam,
AniaXXX

środa, 19 sierpnia 2015

Prorok Codzienny 2

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Charlotte9 z bloga Drugie Pokolenie. Bardzo jej dziękuję za tę nominację. Niestety nie lubię bawić się w takie łańcuszki, dlatego nie będę nominować kolejnych blogów, ale na pytania chętnie odpowiem.

1. Dlaczego piszesz bloga?
Na początku z nudów, teraz, bo sprawia mi przyjemność to, że coś co tworzę podoba się tylu czytelnikom.
2. Czy narracja w Twoim odpowiadaniu ma jakiś głębszy sens, czy po prostu tak lepiej Ci pisać?
Po prostu lepiej mi się tak pisze.
3. Jak znajomi/rodzina reagują na wieść, że masz bloga? Chyba, że nie wiedzą...
Wie tylko siostra. Gdy się dowiedziała to była zdziwiona (przynajmniej tak mi się wydaje), teraz twierdzi, że podoba jej się to opowiadanie, choć woli inną tematykę.
4. Możesz się pochwalić jakimiś osiągnięciami w pisaniu?
Niestety nie
5. Jakiej muzyki słuchasz? Możesz wymienić tytuły bądź piosenkarzy/piosenkarki/zespoły?
Polski hip-hop. Peja, Chada, Sobota, Śliwa, Pih i wiele innych
6. Co z hobby? Co robisz w wolnym czasie?
Lubię bawić się w kuchni, czy to gotując, czy piec. Jak się nudzę to piszę to opowiadanie.
7. Książki godne polecenia. Co lubisz czytać?
Lubię przygodowe książki. Szczerze polecam sagę Zwiadowcy Johna Flanagana
8. Czy szczególnie lubisz jakiś film? Może serial?
Seria Szybcy i wściekli i Zielona mila to wg mnie najlepsze filmy.
9. Jeśli wakacje, to gdzie?
Morze, byle jakie, ważne aby była plaża, morze i słońce.
10. Ulubieni aktorzy (obowiązkowo wszyscy!).
Johnny Depp, Helena Bonham Carter, Vin Diesel, Paul Walker
11. Co sądzisz o mich wypocinach? Jeśli w ogóle je czytasz...
Przeczytałam. Fajny styl pisania, jednak jeśli chodzi o tematykę to nie bardzo mi podpasowała, dlatego, że nie czytałam książki o tych bohaterach nie z HP, szczerze to nie wiem z jakiej ksiązki oni pochodzą.

Jak już pisałam nikogo nie nominuję.
Kolejny rozdział już w piątek.
Pozdrawiam, 
AniaXXX