poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 50


Kolejnego dnia Nicole jak zwykle pierwsze co zrobiła to skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Gdy weszła do pomieszczenia ogarnęło ją szczęście na widok przytomnej Laury, jednak gdy ujrzała poważną minę pielęgniarki i przestraszoną Gryfonki zorientowała się, że coś jest nie tak. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo została zasypana gradem pytań wypowiedzianych przez młodszą siostrę.
- Nicole co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Co mi się stało?
- Laura jak dobrze się obudziłaś – odetchnęła Ślizgonka od razu przybliżając się do łóżka poszkodowanej i przytulając ją lekko. – Zaraz wszystko ci wyjaśnimy, ale najpierw powiedz jak się czujesz?
- Nie wiem. Boli mnie wszystko, ale to nie ważne. Niki, ja chcę do domu. Przecież to dzisiaj wracamy na święta. – Po tych słowach w Skrzydle Szpitalnym zaległa cisza, a czarnowłosa ze strachem spojrzała na panią Pomfrey.
- Dziecko drogie, powiedz mi co pamiętasz? – zapytała kobieta.
- Nie wiem skąd się tu wzięłam, nie pamiętam tego – oznajmiła bliska łez spowodowanych niezrozumieniem. – Po co te pytania?
- Laura, nie o to chodzi – zaczęła poważnie Nicole. – Powiedz proszę jakie jest twoje ostatnie wspomnienie, z którego dnia.
- Ale jak…
- Laura, powiedz – nakazała starsza dziewczyna, która była bliska paniki.
- Nie wiem ile tu leżę, ale pamiętam, że następnego dnia mieliśmy jechać na święta do domu. Mieliśmy się zobaczyć z rodzicami. – Nicole jakby natychmiast straciła siły i osunęła się na krzesło stojące za nią. – Czy święta już minęły? Tak długo tu leżałam? – Nie widząc reakcji siostry na swoje pytania powoli podnosiła swój głos. – Niki, co tu się dzieje?! Powiedz mi?! – ostatnie dwa słowa wykrzyczała piskliwym głosem, a łzy już swobodnie leciały po jej twarzy.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. Tylko musisz trochę poczekać – oznajmiła delikatnie pielęgniarka. – Panno P… Robespierre, myślę, że powinnyśmy porozmawiać w moim gabinecie. Zapraszam. – Nie czekając na Ślizgonkę natychmiast ruszyła do swojego gabinetu, a za nią Nicole, która jeszcze przed odejściem mruknęła do Laury:
- Wszystko będzie dobrze, tylko zostań tu.
Po chwili znalazła się w gabinecie pielęgniarki. Było to małe pomieszczenie, w którym była tylko szafka z dokumentacją medyczną uczniów, spore biurko i dwa krzesła po przeciwnych stronach mebla.
- Usiądź – nakazała kobieta sama siadając po drugiej stronie. – Z tego co się zorientowaliśmy to Laura nie pamięta ostatnich dwóch lat. Niewątpliwie jest to spowodowane nieudanym zaklęciem.
- Czy odzyska pamięć?
- Nie wiem. To zależy tylko i wyłącznie od niej.
- Czyli co? Mamy czekać? Przypomni sobie to fajnie, a jak nie to trudno? – pytała z sarkazmem.
- Panno Potter, uspokój się. Niestety, tylko czekanie nam pozostaje. Oczywiście poproszę dyrektora, aby zorganizował przybycie specjalistów z Munga, ale nie jestem pewna czy oni powiedzą coś innego. Ludzki umysł jest najmniej zbadanym organem, zaklęcia pozbawiające pamięci działają bardzo różnie, to zależy zarówno od czarodzieja rzucającego zaklęcie, jak i od ofiary. A jak na razie nie wiemy kto był napastnikiem.
- Pani Pomfrey, ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją – powiedziała histerycznie. – To ją złamie.
- Dlatego uważam, że nie powinna się dowiedzieć. Przynajmniej do momentu przybycia uzdrowicieli z Munga. Oni podejmą decyzję co do procesu leczenia panny Robespierre.
- To co ja mam jej powiedzieć?
- Najbezpieczniej będzie jeśli powiesz jej prawdę dotyczącą wypadku. To powinno ją choć trochę uspokoić, będzie chociaż wiedzieć co się z nią dzieje. Możesz jej też powiedzieć, że straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Z całą resztą informacji, to ty musisz podjąć decyzję o tym, czy można jej powiedzieć. Jeśli będziesz wiedzieć, że zareaguje na coś zbyt emocjonalnie to należy to przemilczeć. Zbyt duże emocje w jej stanie nie będą pomocne, a wręcz mogą zaszkodzić. A teraz proszę iść do niej. Gdy zaspokoisz jej ciekawość proszę podać jej te dwa eliksiry. – Tu wskazała na biurko, na którym leżały dwie fiolki. – Jeden jest przeciwbólowy, a drugi to eliksir Słodkiego Snu. Teraz to właśnie sen będzie jej najlepszym sprzymierzeńcem. Ja w tym czasie udam się do dyrektora, aby powiadomić go o stanie Laury i poprosić o zorganizowanie przybycia uzdrowicieli z Munga.
Nicole na nic więcej nie czekała. Chwyciła dwie fiolki i ruszyła do jedynego zajętego łóżka. Usiadła w ciszy na stojącym obok krześle przyglądając się swoim dłoniom, w których przewracała fiolki.
- Teraz mi powiesz? – zapytała delikatnie przestraszona Laura.
- Miałaś wypadek. Ktoś cię zaatakował i pobił. Rzucił też na ciebie zaklęcie zapomnienia. Straciłaś pamięć z ostatnich dwóch lat. Dziś jest 8 listopada 1996 roku.
- Ale jak to? – zapytała Gryfonka, jakby nie rozumiejąc co Nicole do niej powiedziała.
- Laura teraz najważniejsze jest żebyś wyzdrowiała. Musisz dużo wypoczywać. Weź te eliksiry i prześpij się. To ci pomoże, a jutro odpowiem ci na wszystkie pytania. Proszę – dodała niemal błagalnie. W tej chwili nie miała siły na starcie z amnezją siostry. Zupełnie nie wiedziała co jej powiedzieć, aby nie zaszkodzić. Musiała to przemyśleć, a na to potrzebowała czasu. Laura widząc jej prośbę kiwnęła głową i wypiła eliksiry. Po chwili już spała. Nicole jednak nie była w stanie jej opuścić. Wiedziała, że właśnie zaczyna jej się Obrona przed Czarną Magią i za nieobecność dostanie kolejny szlaban, ale teraz nie było to ważne. Patrzyła na spokojną twarz siostry i myślała. Analizowała po kolei wszystko co działo się w ciągu dwóch ostatnich lat i powoli dochodziła do tego co może powiedzieć Laurze, a co lepiej ominąć. Na szczycie listy wspomnień do przemilczenia była oczywiście śmierć rodziców. To byłby za duży cios dla Laury. Problemem jednak było wspomnienie o Harry’m i reszcie Potterów. Po pierwsze mogło to pociągnąć za sobą niewygodne pytania dotyczące ich rodziny, a po drugie Nicole nie była pewna czy Laura odniosłaby się do tego entuzjastycznie, szczególnie pamiętając ich kłótnie z wakacji. Po chwili zastanowienia uznała, że lepiej będzie ograniczyć kontakty Laury z Potterami i przemilczeć ich historię. Co prawda nie była pewna jak wytłumaczyć Laurze ich obecność w Hogwarcie, ale postanowiła trochę nagiąć prawdę, mówiąc jej, że przenieśli się tu z Camile i Vanessą, z którymi Ślizgonka nie chciała się rozstawać, a za to Laura nie chciała się rozstawać z Nicole, czego skutkiem było ich przeniesienie do Wielkiej Brytanii. Gdy w całym zamku zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec pierwszych zajęć, Nicole zdała sobie sprawę, że zaraz zwali się tu cała zgraja na czele z Harry’m i jej przyjaciółkami. Dlatego właśnie Nicole wyszła ze szpitala, aby ci nie obudzili Laury, która ledwie zasnęła. Dobre zrobiła, bo gdy tylko wyszła ze skrzydła wpadła na grupkę składającą się z piątki Ślizgonów, jednego Gryfona i czwórki ochrony. Przywitały ją krzyki.
- Co z Laurą?
- Obudziła się?
- Jak się czuje?
- Czemu nie było cię na obronie?
- Braun się wkurzył, bo go olałaś.
- Znowu dostaniesz szlaban.
- Obudziła się – odpowiedziała tylko, a na korytarzu zaległa cisza. Każdy myślał o tym samym, ale bali się zadać to kluczowe pytanie.
- Straciła pamięć? – Pierwszy podjął się tego Draco, a jego poważny, pozbawiony emocji głos zabrzmiał niczym strzał.
- Nie tutaj. Chodźmy gdzieś gdzie będzie spokojniej – postanowiła zmęczonym głosem patrząc na powiększającą się ilość kręcących się uczniów.
- Chodźcie do naszych komnat. Tam będzie spokój i wszystko nam wytłumaczysz – zaproponował James.
- Jim, oni mają zajęcia. – Mimo karcącego tonu Lily nie zamierzała zbyt długo się sprzeciwiać. Widziała po minie córki, że to coś poważnego, i że ta chce z nimi porozmawiać.
- Mamy zielarstwo. Można olać – stwierdził lekceważąco Blaise.
- To idziemy – zdecydował Syriusz i każdy ruszył do osobistych komnat ochrony. Po chwili znaleźli się w pokoju należącym do starszych Potterów, a gospodyni wyczarowała wszystkim po filiżance herbaty.
- Nie ma czegoś mocniejszego? – westchnęła Nicole, czując, że emocje biorą nad nią górę, a dłonie jej się trzęsły, więc przydałoby się jej coś na rozluźnienie. Na to stwierdzenie młodzież parsknęła śmiechem, a dorośli uśmiechnęli się znacząco. Po chwili namysłu James skierował się do barku i wyciągnął butelkę wypełnioną bursztynowym płynem.
- Jim, czyś ty zwariował? – Tym razem Lily było bardziej oburzona.
- Lilka, przecież widzisz, że Niki potrzebuje czegoś na rozluźnienie – oznajmił pan Potter, a widząc znaczące spojrzenia reszty uczniów, a w szczególności chłopaków przygotował szklankę wypełnioną płynem dla każdego obecnego.
- Są prawie dorośli. Wiedzą ile mogą wypić, aby nie mieć problemów. – Niespodziewanie po stronie Jamesa stanął Remus. Lily i na niego spojrzała oburzona, jednak widząc jego wzrok skierowany na Nicole i ona popatrzyła na córkę. I dostrzegła to co wcześniej jej mąż i przyjaciel. Nicole wyraźnie potrzebowała czegoś na uspokojenie. Odrobina Ognistej Whisky wydawała się być dobrym rozwiązaniem.
- Niech wam będzie – mruknęła, a młodzież ochoczo złapała za szkło. Harry poddał Nicole jej porcję, podczas gdy ta siedziała nieruchomo na fotelu. – Ca z Laurą? – zapytała córkę po dłuższej chwili ciszy. Nicole przełknęła bursztynowy płyn i odezwała się.
- Nie pamięta dwóch ostatnich lat.
- To nie dużo. Możemy jej wszystko opowiedzieć – powiedział niepewnie Harry, na co Nicole prychnęła.
- A wziąłeś pod uwagę co się stało w ciągu ostatnich dwóch lat? Te dwa lata to cholernie dużo – dodała z naciskiem. – To dziecko, nie powinna przeżywać śmierci rodziców po raz drugi. – Teraz wszyscy zrozumieli o co się rozchodzi. – Zdążyła się z tym pogodzić, a teraz nic nie pamięta. – W pokoju obecni byli jej najbliżsi, ale żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć. Zwykłe „Będzie dobrze” nikomu nie pomoże. – Pani Pomfrey stwierdziła, że trzeba czekać. Laura w obecnym stanie nie może przeżywać silnych emocji, bo to może jej zaszkodzić. Niedługo będą tu specjaliści z Munga, oni zdecydują jakie środki trzeba przedsięwziąć.
- Jak my możemy pomóc? – zapytał Remus. Nicole niepewnie rozglądnęła się po obecnych wzrok zatrzymując na dorosłych.
- Ona na razie nic nie wie, ale jutro już będę musiała jej wyjaśnić chociaż gdzie jest i dlaczego akurat w Hogwarcie. Nie powiem jej, że rodzice nie żyją. Zdecydowałam też, że nie dowie się o was – zakończyła pewnie patrząc na trójkę Potterów. Wiedziała, że po raz kolejny ich krzywdzi brakiem uczuć i obojętnością, tym, że tak otwarcie ich odrzuciła, szczególnie dwójkę starszych, ale nic nie mogła poradzić na to, że myśląc o rodzicach miała przed oczami twarz Danielle i Jakoba.
- Jak wytłumaczysz jej to, że jesteście w Hogwarcie? – zapytał Remus.
- Powiem jej, że przeniosłam się tu razem z Cami i Vane, a ona razem ze mną. To jedyne co mogę zrobić. Przepraszam. – Ostatnie słowo było skierowane do Potterów. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, a Nicole nie mogąc wytrzymać tej atmosfery wyszła, wiedząc, że nie wejdzie tu dopóki sprawa z Laurą się nie unormuje. Czyli albo odzyska pamięć, albo będzie powoli się oswajać ze stratą rodziny i tym, że jej siostra odzyskała swoją. Jednak zanim to się stanie może minąć naprawdę dużo czasu. Teraz jednak Nicole skierowała się z powrotem do Skrzydła Szpitalnego. Przed drzwiami spotkała się z trójką przyjaciół swojej siostry.
- Co z Laurą? – zapytali jednocześnie.
- Pielęgniarka nie chciała nas wpuścić – wyżaliła się Natalie.
- Odzyskała przytomność, ale teraz śpi – wytłumaczyła Nicole, zadowolona, że akurat ich spotkała, bo z nimi też chciała pogadać. Przeszła od razu do meritum. – Straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Nie wiem ile wam o sobie powiedziała, ale musicie wiedzieć, że pewnych rzeczy nie może się teraz dowiedzieć. Ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją, ani dlaczego tak właściwie się tu znalazłyśmy. To są najważniejsze rzeczy, o których nie możecie mówić przy niej. – Tu opowiedziała im zmyśloną historię o powodach ich przenosin. – Rozumiecie?
- Jasne. Nie martw się – potwierdził Jack.
- Przyjdźcie tu jutro, dziś już się nie obudzi, a jutro będzie potrzebowała przyjaciół. – Nicole uśmiechnęła się do nich przyjaźnie i samotnie ruszyła do Skrzydła Szpitalnego. Tam pielęgniarka już chciała protestować przeciwko jej obecności, ale Nicole twardo oznajmiła, że nie ma zamiaru się stąd ruszać. Pielęgniarka odpuściła oznajmiając tylko, że uzdrowiciele z Munga pojawią się za dwa dni. Nicole bez słowa usiadła przy łóżku siostry, wieczorem opuszczając ją w celu udania się na kolacje. Posiłek ten dziś nie przypominał tego z innych zwykłych dni. Dziś parujące potrawy nie czekały na głodnych uczniów. Dziś uczniowie siadali przy pustych stołach rozglądając się za jedzeniem, a nauczyciele nic nie robili sobie z ich dezorientacji. Wyglądało na to, że tylko dyrektor wie co się dzieje, bo stał przed podium i zachowywał się jakby na coś czekał. Nicole usiadła przy stole Ślizgonów patrząc na nich z pytaniem zawartym w spojrzeniu. Oni popatrzyli na nią zdezorientowanymi spojrzeniami odpowiadając, że nic nie wiedzą. Gdy cała Wielka Sala wypełniła się uczniami Dumbledore rozglądnął się po pomieszczeniu jakby sprawdzał czy wszyscy są obecni. Widocznie byli, bo zaczął mówić.
- Chciałem ogłosić, że kilka dni temu jedna z uczennic została zaatakowana. To już drugi taki przypadek w tym roku szkolnym. – Z oczu dyrektora zniknęły wesołe ogniki, gdy przypomniał sobie co się stało zaledwie dwa miesiące wcześniej z Nicole Potter. Teraz została zaatakowana jej siostra. – Nie pozwolimy, aby w Hogwarcie działy się takie rzeczy. Napastnik, niech wie, że prędzej, czy później zostanie ukarany. Oczywiście, czym później tym dla niego gorzej. A teraz smacznego – dodał nadal oschłym jak na niego tonem i klasną w dłonie, a na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Uczniowie, choć przejęci, tym, że kolejna uczennica została zaatakowana, bez wahania wzięli się za śniadanie.
Kolejny dzień Nicole jak zwykle zaczęła od wizyty w Skrzydle Szpitalnym. Gdy weszła do pomieszczenia trafiła akurat na moment, gdy pielęgniarka badała Laurę. Z miny pacjentki wywnioskowała, że dziewczyna nie jest zadowolona, była nieufna w stosunku do pielęgniarki i wyraźnie czekała na siostrę. Po skończonym badaniu przed Gryfonka pojawiło się śniadanie. Gdy pani Pomfrey zniknęła w swoim gabinecie, wcześniej nakazując pacjentce zjedzenie wszystkiego i wypicie eliksirów stojących na szafce nocnej, Nicole od razu usiadła na krześle stojącym koło jedynego zajętego łóżka.
- No jedz – poleciła Ślizgonka widząc jak Laura wpatruje się w nią z wyczekiwaniem.
- Miałaś mi wszystko powiedzieć. – Blondynka była wyraźnie zniecierpliwiona.
- Najpierw zjedz i weź lekarstwa. Potem wszystko ci powiem. Jak się czujesz?
- Ręka jeszcze trochę mnie boli, ale ponoć to już nic poważnego, kości zrastają się prawidłowo, najpóźniej do jutra jeszcze będzie mnie boleć. Często też mam bóle głowy, pielęgniarka mówi, że to przez ten zanik pamięci – odpowiedziała w międzyczasie smarując tosta dżemem truskawkowym.
- Pewnie ma rację. Nie wiem czy pani Pomfrey ci mówiła, ale na dniach będą tu specjaliści z Munga, żeby cię zbadać i ocenić szansę na odzyskanie pamięci.
- Coś wspominała. – Laura odłożyła tacę z resztkami śniadania na szafkę nocną i wzięła eliksiry, krzywiąc się przy tym. – Nienawidzę eliksirów – westchnęła, na co Nicole tylko delikatnie się uśmiechnęła. Laura od zawsze nie lubiła brać eliksirów. – Nicole gdzie my jesteśmy?
- W Hogwarcie. W Anglii.
- Czemu? Jak?
- To już drugi rok się tu uczymy. Przeniosłyśmy się tu, gdy się okazało, że Camile i Vanessa nie wracają do Beauxbatons. Ja nie chciałam się z nimi rozstawać, a ty bardzo chciałaś być tam gdzie ja. – Ślizgonka z bólem serca okłamywała siostrę, ale wierzyła, że tak będzie lepiej.
- A rodzice? Wiedzą co mi się stało? Byli tu? Będą? – Starsza dziewczyna wzięła głębszy oddech przed odpowiedzią.
- Wiedzą wszystko. Nie byli. Wiesz przecież, że nie mogą tak po prostu opuścić Francji. Mają obowiązki. – Dla Nicole było bardzo trudne wypowiedzieć te słowa, jednak jej głos nawet nie zadrżał. Rozmowę dziewczyn przerwało wejście mężczyzny całego odzianego w czerń. Severus Snape przyniósł eliksiry dla pielęgniarki. Po zaniesieniu ich do gabinetu kobiety zwrócił się do swojej podopiecznej.
- Panno Robespierre za pięć minut masz eliksiry. Liczę na to, że cię tam zobaczę – warknął.
- Tak, panie profesorze. – Po chwili już go nie było. – Muszę iść. Przyjdę po zajęciach. Trzymaj się i odpoczywaj.
Przed salą eliksirów czekali na nią przyjaciele i Harry.
- Znowu nie jadłaś śniadania – przywitała ją Camile.
- Byłam u Laury.
- Wiemy, ale mogłaś zadbać o to, żeby coś zjeść – mruknął Potter podchodząc do Ślizgonów. Jednak widząc niezadowolony wzrok siostry odpuścił. – Są jakieś zmiany? Przypomniała sobie coś?
- Nic się nie zmieniło – odpowiedziała cicho. Na szczęście nie musiała nic więcej mówić, bo Snape wpuścił ich do sali. Dziś mieli robić bazę pod Veritaserum.
Po wszystkich zajęciach Nicole chciał się od razu skierować do Skrzydła Szpitalnego, jednak przyjaciele jej na to nie pozwolili.
- O nie moja droga – zaczęła Vanessa łapiąc ją pod ramię. – Najpierw to pójdziemy na obiad. Nic dzisiaj nie jadłaś.
- Nie jestem…
- Nie wmówisz nam, że nie jesteś głodna – przerwała jej Camile łapiąc ją z drugiej strony. – Teraz szorujemy do Wielkiej Sali, a potem z tobą odwiedzimy Laurę. Bez sprzeciwów.
- Wiecie, że jesteście upierdliwe? – zapytała Nicole uśmiechając się.
- Wiemy – odpowiedziały razem.
Po obiedzie rzeczywiście cała grupka Ślizgonów poszła odwiedzić Laurę. Gdy weszli do Skrzydła okazało się, że teraz Laura nie jest jedyną pacjentką. Z tego co zrozumieli Potterowie przyprowadzili drugorocznego Gryfona i Ślizgona, których przyłapali na małej walce na zaklęcie. Gryfon miał wciąż rosnące uszy, a Ślizgon był cały w zielonych plamach. Wokół nich biegała pani Pomfrey narzekając na rozbrykanych uczniów. Wchodząc Nicole tylko spojrzała na rodziców i nie odzywając się ruszyła w stronę Laury. Widać było, że ci chcą coś powiedzieć, ale widząc zachowanie córki odpuścili sobie.
- Poppy, to możemy ci ich zostawić? – zapytała Lily.
- Oczywiście, wracajcie na obchód. Jak z nimi skończę to wyślę ich do pokojów wspólnych. – Potterowie wyszli słysząc jeszcze karcący głos Draco, który pouczał młodszego kolego, żeby następnym razem nie dał się złapać, albo zrzucił wszystko na Gryfonów i oburzony głos pielęgniarki, która pouczała go, że takie zachowanie nie przystoi prefektowi.
- Cześć. Jak się czujesz? – Ślizgoni przywitali się z Gryfonką.
- Jest ok – odpowiedziała nieśmiało, przy takiej ilości obcych dla niej osób. Nicole widząc jej niepewność przedstawiła chłopaków.
- To jest brat Cami, Draco, to Sam, brat Vane, a to Blaise – powiedziała wskazując każdego z nich. Siedzieli z nią i rozmawiali, aby dotrzymać jej towarzystwa i zabawić, tak aby chociaż przez chwilę nie przejmowała się tym, że straciła dwa lata swojego życia. Po godzinie do Skrzydła Szpitalnego wpadła trójka przyjaciół Laury.
- Laura, jak się czujesz? Chcieliśmy już wczoraj cię odwiedzić, ale Pomfrey nam nie pozwoliła – zaczęła Natalie, jednak widząc przestraszony wzrok przyjaciółki przerwała.
- Pewnie nas nie pamiętasz, ale odkąd się tu przeniosłaś to my zaprzyjaźniliśmy się – oznajmił brązowowłosy gryfon. – Ja jestem Jack Sloper.
- A ja Natalie McDonald – przedstawiła się dziewczyna o blond włosach, która jako pierwsza zaczęła mówić.
- A ja Lucy Shaw. – Druga blondynka uśmiechnęła się szczerze do przyjaciółki.
- Miło mi – stwierdziła niepewnie Laura.
- To my was zostawimy. Poznajcie się na nowo. – Nicole uśmiechnęła się do siostry, aby podnieść ją na duchu. – I tak mieliśmy już iść – stwierdziła, przypominając sobie, że za jakiś kwadrans miało rozpocząć się spotkanie JP. – Do zobaczenia, Młoda. – Zostawili czwórkę Gryfonów, którzy zajęli się rozmową, i ruszyli do Pokoju Życzeń, gdzie czekała na nich trójka Huncwotów. Przywitali się.
- Jak tam Laura? – zapytał James, gdy do pokoju wchodził Harry z Hermioną i Ginny, jednak Nicole zachowała się tak jakby go nie usłyszała. Gryfon uratował ją przed rozmową z ojcem na temat Laury. Nicole sama nie wiedziała czemu nie potrafiła rozmawiać z Potterami na temat Laury, po drugie obiecała sobie, że dopóki Gryfonka nie odzyska pamięci będzie zachowywać się tak jakby nie znała swoich biologicznych rodziców, to samo tyczyło się Remusa i Syriusza. W końcu nie może pozwolić sobie, aby Laura dowiedziała się prawdy, bo to mogłoby zaszkodzić w jej leczeniu, a dla niej Nicole mogła zrobić wszystko, nawet czasowo wyrzec się swojej biologicznej rodziny.
Na dzisiejszym spotkaniu mieli ćwiczyć zaklęcie rozrywające. Było to zaklęcie z działu czarnej magii, które próbowali opanować na poprzednim spotkaniu, jednak nikomu to nie wyszło, dlatego poprosili Huncwotów o pomoc w nauczeniu się czarnomagicznego zaklęcia. Gdy już wszyscy z pomocą dorosłych opanowali to zaklęcie zajęli się klątwą zamrażającą.

***
Nareszcie mi się udało. Jest nowy rozdział.
Należą Wam się wyjaśnienia, dlaczego ostatni rozdział pojawił się 22 lutego, a dziś mamy 9 maja. Ogólnie dopadł mnie brak czasu. Drugi semestr na uczelni okazał się być naprawdę bardzo intensywny, do tego praca i okazało się, że nie mam czasu na żadną rozrywkę. Tylko studia, praca i choć trochę odpoczynku. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o Nicole i nadal chcecie śledzić jej losy. Ze swojej strony mogę Wam obiecać, że nie zawieszę bloga i na pewno go skończę, bo nie wyobrażam sobie, aby tak po prostu odpuścić.
A teraz małe podsumowanie. W końcu to już 50 rozdział. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, że opowiadanie rozrośnie się do takich rozmiarów. 50 rozdziałów, 204 strony w Wordzie (pisane dwunastką Times New Roman), a jeszcze sporo historii do opisania mi zostało :) 
Na tę chwilę HP i Anioł Życia ma 53 009 wyświetleń i 261 komentarzy. Nie wiem, czy w porównaniu z innym blogami to mało, czy dużo. Dla mnie to zdecydowanie dużo i za to Wam dziękuję. Mam nadzieję, że pomimo tak długiej przerwy te liczby dalej będą rosnąć.
Już więcej nie przynudzam i serdecznie zapraszam do czytania.
Pozdrawiam,
AniaXXX