czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 36

Trójka Malfoy'ów wiedziała, że to będzie trudny dzień, ale jeśli wszystko się powiedzie to będzie to też dzień, w którym rozpoczną nowe życie. Jak codziennie rano zeszli do jadalni, aby zjeść śniadanie w towarzystwie Lucjusza. Siedzieli i jedli w ciszy przy wielkim stole.
- Camile, dziś wybierzemy się na Pokątną. - powiedziała Narcyza po skończonym posiłku. Zanim jednak dziewczyna odpowiedziała Lucjusz się wtrącił.
- A po co wybieracie się na Pokątną? - zapytał
- Myślę, że to najwyższy czas, aby zrobić z Camile prawdziwą damę. Chciałam zabrać ją do Madame Malkin. Oczywiście jeśli ci to nie przeszkadza?
- Nie, ale powinnaś mnie spytać najpierw o zdanie. - odpowiedział surowym głosem.
- Wybacz, ale myślę, że nie potrzebuję twojego pozwolenia, aby spędzić czas z córką. - jej głos był zimny. Odkąd Draco pamiętał rozmowy rodziców właśnie tak wyglądały. Matka zimna niczym lód, ojciec twardy i surowy jak skała.
- Oczywiście. - zakończył temat z sarkazmem - Dziś idę na misję z Czarnym Panem, jak wrócę masz na mnie czekać. - rozkazał. Wszyscy obecni wiedzieli co to oznacza. Narcyza zostanie ukarana przez swojego męża.
- Oczywiście, Lucjuszu.
Godzinę później Narcyza i Camile teleportowały się do Londynu. Znalazły się w uliczce na zwykłym, mugolskim osiedlu. Narcyza rozglądając się dookoła pociągnęła córkę na główną ulicę. Camile dojrzała tabliczkę z nazwą ulicy: Grimmauld Place. Zatrzymały się przed rzędem domów. Młodsza zauważyła, że domy na przeciwko nich mają numery 11 i 13. Wtedy przypomniała sobie karteczkę, którą Draco dostał wczoraj od Severusa Snape'a.
- Kwatera Główna Zakonu Feniksa znajduje się na Grimmauld Place 12. - mruknęła, a gdy tylko umilkła zaczął pojawiać się przed nimi kilkupiętrowy dom o brudnych ścianach z numerem 12. Weszły do środka chwytając za klamkę w kształcie węża. Znalazły się w ponurym, długim holu. Przeszły przez niego kierując się do pierwszych drzwi na prawo. Camile odniosła wrażenie, że jej mama dokładnie wie gdzie iść. Weszły do, jak się zdawało dziewczynie, salonu. Mimo tego, że był on pełen ludzi panowała tam zupełna cisza. Pierwsze co rzuciło się jej w oczy to obecność przyjaciół. Vanessa, gdy tylko ich zobaczyła zerwała się z kanapy i podbiegła do Camile.
- Cami, nic ci nie jest? Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - pytała, przytulając przyjaciółkę. Vanessa bała się nie tylko o Nicole, ale też o blondynkę. Przecież jeśli nie udało by im się uciec mogła zostać okrutnie ukarana za sam zamiar ucieczki. Tej troski panna Malfoy nie wytrzymała. Najpierw popłynęły jej pierwsze łzy, a potem już nie potrafiła ich powstrzymać.
- Vane, ja musiałam to zrobić... Ja nie chciałam... Ale Draco... on... my... zostalibyśmy ukarani... ja nie chciałam... ale nie mogłam odmówić... on by nas zabił... - poszczególne wyrazy przerywały wybuchy szlochu. Ci co znali Malfoy'ówne wcześniej pierwszy raz zobaczyli tą dumną dziewczynę w takiej rozpaczy. Wszyscy od razu zrozumieli, że Camile zrobiła to co musiała, bo nie miała innego wyjścia, i że bardzo tego żałuje.
- Ciii, spokojnie. Ja to rozumiem. Nicole też zrozumie. - Vanessa uspakajała przyjaciółkę wciąż ją przytulając
- Ona mi nie wybaczy.
- Hej, przecież obie znamy Niki i obie wiemy, że już dawno ci wybaczyła. - Vanessa była przekonana, że właśnie tak jest, nie dopuszczała do siebie innej myśli. - A teraz przestań płakać, Malfoy'om nie wypada mieć opuchniętych oczu. - zażartowała mając nadzieję, że to uspokoi Camile. Nie pomyliła się, blondynka z bladym uśmiechem jeszcze raz ją uścisnęła i podziękowała za słowa otuchy. Camile rozglądnęła się po pomieszczeniu. Okazało się, że oprócz Snape'ów obecni tam byli też Weasley'owie, w składzie Ginny, bliźniacy i Ron, który jako jedyny parzył na nią z pogardą, ale tak, aby nikt inny tego nie zauważył. Była też rudowłosa, starsza kobieta, więc Camile domyśliła się, że to matka rudych. Dojrzała też dwóch mężczyzn, jasnowłosego i czarnowłosego. Ten drugi wzrok miał wpatrzony w kogoś za blondynką. Jak się okazało zaraz za nią stała Narcyza, która właśnie się odezwała:
- Dziękuję ci Syriuszu, że pozwoliłeś nam się tu ukryć. Przepraszam. - szepnęłą i spuściła głowę. Camile po raz pierwszy widziała taką mamę. Przecież ona nigdy nie przepraszała i nie żałowała. A teraz widoczne było to, że kobieta czegoś żałuje.
- Wiesz przecież, że dla Blacków ten dom zawsze stoi otworem. Nie przepraszaj, najważniejsze, że zrozumiałaś. - odpowiedział czarnowłosy.
Po tych ciężkich powitaniach w salonie znowu zaległa cisza, wszyscy rozsiedli się i czekali z niecierpliwością, ale i z niepokojem na Dracona i Nicole.
&&&
Draco też czekał. Czekał, aż jego ojciec, chrzestny i Czarny Pan wyruszą na swoją misję. Nareszcie wybiła godzina 18:00 i Draco usłyszał jak trójka mężczyzna deportuje się z salonu. Blondyn wyszedł ze swojego pokoju i skierował do lochów. Starał się iść w ciszy, jednocześnie nie zachowując się podejrzanie. Jeśli Bella przez przypadek go zauważy to nie chciał, aby nabrała podejrzeń, że robi coś czego nie powinien. Tak więc szedł pewnym krokiem, schodząc coraz niżej mocno ściskając w ręku różdżkę. Wreszcie znalazł się w lochach.
- Lumos - mruknął, aby oświetlić sobie drogę. Nie mógł uwierzyć, że Czarny Pan zostawił Nicole bez strażników. Jednak potem zdał sobie sprawę, że przecież dziewczyna nie była w stanie się stąd wydostać sama, a żaden śmierciożerca nigdy by jej nie pomógł. W końcu znalazł celę, w której znajdowała się Nicole. W świetle różdżki zauważył, że ubrała się w ciuchy, które ktoś tu przyniósł. Leżała na brzuchu, więc nie wiedział, czy śpi. Zobaczył jednak, że jej jasna bluzka zmieniła kolor. Teraz była brunatna od zaschniętej krwi. Draco odwrócił wzrok od tego widoku i poszukał szafki o której mówił mu Severus. Szybko ją znalazł, więc wyciągnął różdżkę Nicole i z powrotem podszedł do celi dziewczyny.
- Alohomora. - wypowiedział zaklęcie, jednak nic się nie stało. - Wiedziałem, że poszło za łatwo. Trzeba zrobić trochę hałasu. - mruknął do siebie - Bombarda! - pod wpływem zaklęcia drzwi celi wyleciały w powietrze. Na szczęście wylądowały obok pryczy Nicole, a nie na niej. Dziewczyna krzyknęła przestraszona - Cholera, zaraz zlecą się tu śmierciożercy. - gadał do siebie Draco. Chłopak podszedł do Nicole widząc, że nie była w stanie podnieść się sama. - Dasz radę wstać?
- Co ty robisz? - zapytała ignorując jego pytanie i próbując się podnieść
- Ratuję nas. Czekaj, pomogę ci. - złapał ją delikatnie za ramię, a gdy wzdrygnęła się ze strachu nie puszczał jej wiedząc, że nie mają dużo czasu. - Spokojnie nie skrzywdzę cię. - uspokajał ją.
- Draco, jeśli nam się uda stąd uciec, nie mów nikomu o tym co się wczoraj stało. Proszę. - blondyn nie mógł znieść jej błagalnego wzroku, dlatego kiwnął głową, aby ją uspokoić. Gdy już w miarę wygodnie usiadła Draco podał jej różdżkę i zaczął wyciągać zawartość kieszeni.
- Tu masz eliksir uzupełniający krew, a ten to przeciwbólowy. Wypij. - poganiał ją słysząc, że do lochów ktoś się zbliża. Podał jej też starą gazetę, mówiąc - To jest świstoklik. Aktywuje się na hasło: Hogwart. - dokończył w chwili, gdy do celi wbiegła Bellatriks Lestrange.
- Ty podły zdrajco! - wrzasnęła - Crucio! - Zaczęli walczyć, a Nicole zmagała się z mdłościami spowodowanymi przyjęciem eliksirów. Gdy opanowała swój żołądek, próbowała wstać. Chciała pomóc Draconowi, ale nie mogła znaleźć na to sił. A Draco radził sobie coraz gorzej, widać było, że przegrywa. Wreszcie dosięgnął go Cruciatus. Nicole nie mogła patrzeć, jak ktoś kto chce jej pomóc, cierpi. To właśnie dodało jej sił. Zerwała się z pryczy i złapała za różdżkę.
- Expeliarmus. - mimo tego, że kobieta odbiła zaklęcie, to jednak dało to Draconowi czas na pozbieranie się. Zaczęli walczyć ramię w ramię z Bellatriks. Mimo przewagi liczebnej ledwo dotrzymywali jej pola. Udało jej się rzucić Draconem o ścianę. Zaraz po pokonaniu siostrzeńca wysłała kolejną klątwę w dziewczynę. Nicole, która odwróciła się, aby sprawdzić co z Malfoy'em nie zwróciła uwagi na przeciwniczkę. Gdy zdała sobie sprawę, że w jej stronę została wysłana klątwa, obróciła się i zdążyła zobaczyć czarny promień uderzający w jej klatkę piersiową.
Draco uderzając o ścianę stracił dech, jednak szybko odzyskał panowanie nad sobą i dostrzegł co się dzieje. Widział jak w stronę Nicole mknie czarny promień. Od razu rozpoznał co to za zaklęcie. Jeśli ona szybko nie otrzyma pomocy to umrze. Jednak w chwili, gdy promień zaklęcia spotkał się z ciałem dziewczyny stało się coś nieoczekiwanego. W miejscu gdzie ślizgonka została ugodzona rozległ się błysk światła, było ono tak rażące, że Draco zamknął oczy. Gdy światło objęło całą celę, zaczęło się gwałtownie zmniejszać. A gdy już skupiło się przy klatce piersiowej Nicole wyprysło do przodu tworząc strumień, który trafił w Bellatriks. Kobieta tak jak Draco musiała zamknąć oczy przed światłem, więc nie zdała sobie sprawy, że została uderzona tym właśnie światłem. Gdy Malfoy uchylił powieki zobaczył dwie kobiety leżące na ziemi. Nie wiedział co tu się stało, ale miał nadzieję, że Nicole jest tylko nieprzytomna. Nie zastanawiając się dłużej czym prędzej w jedną rękę złapał świstoklik, a w drugą dłoń Nicole. W następnej chwili wylądowali na mugolskim osiedlu. Na całe szczęście nigdzie w pobliżu nie zauważył mugoli. Draco powtórzył w myślach hasło, które przekazał mu Snape, dzięki czemu ujrzał kilkupiętrowy dom. Szybko wszedł do budynku z Nicole w ramionach. Przebiegł przez ciemny korytarz kierując się do otwartego pomieszczenia, z którego wydobywało się światło.
- Draco! - powitały go krzyki
- Co z nią?
- Co się stało?
- Czemu jest nieprzytomna?
- Połóż ją tu. - przez grad pytać Draco dosłyszał głos matki, która wskazała na zwolnioną kanapę. Draco ułożył ją delikatnie na kanapie. Koło nieprzytomnej znalazł się wysoki, dwudziestoparoletni mężczyzna.
- Jestem uzdrowicielem. Co jej jest? - zapytał kierując pytanie do Dracona.
- Oberwała klątwą zamierania*. - odrzekł tylko chłopak, wiedząc, że to najważniejsze. Uzdrowiciel od razu zaczął szeptać zaklęcia nad ciałem Nicole.
- Wyjdźmy stąd. - zaproponowała pani Weasley twardym głosem wyganiając mały tłumek, który zebrał się w salonie.
- Ale Nicole... - zaczęła płaczliwym głosem Laura.
- Teraz jest pod opieką uzdrowiciela - stwierdziła pani Weasley - Chodźmy do kuchni.
- Chodź, jest pod dobrą opieką, nic jej nie będzie. Teraz już wszystko będzie dobrze. - uspokajał dziewczynkę Harry. Potter zrozumiał, że uzdrowiciel potrzebuje spokoju, aby móc wyleczyć jego siostrę. Nie bał się zostawić ich z Malfoyem, bo to on uratował ją stamtąd. Kilka godzin wcześnie wykorzystał prezent, który dostał od Nicole na urodziny. Pomyślał o Malfoy'u, a medalion zaświecił czerwonym blaskiem. Harry zdał sobie sprawę, że może ufać znienawidzonemu ślizgonowi.
W salonie zostali tylko Nicole, Draco i uzdrowiciel.
- Mów co się z nią działo. - rozkazał - Wiem tylko, że oberwała kilkunastoma cruciatusami i wypiła eliksir łamiący kości połączony z zaklęciem iluzji.
- Potem dostała na niego anditotum.
- Wiem. - mruknął i kontynuował rzucanie zaklęć leczniczych
- Była biczowana, całe plecy ma rozharatane. Wypiła eliksir uzupełniający krew i przeciwbólowy. I ... - Draco się zawahał, bo przecież obiecał, że nikomu tego nie powie, ale to uzdrowiciel, on jej pomoże - i została zgwałcona. - dokończył po chwilowym wahaniu. - A gdy dostała klątwą zamierania stało się coś dziwnego.
- Co masz na myśli? - zapytał uzdrowiciel, który już obracał ją na brzuch, aby zająć się plecami dziewczyny.
- Z miejsca gdzie oberwała rozświetliło się światło. Ono oślepiło mnie, więc nic więcej nie zobaczyłem, ale gdy otworzyłem oczy to ona i Bellatriks były nieprzytomne.
- Nie wiem co to mogło być. Pierwszy raz coś takiego słyszę. Jednak jej organizm zachowuje się tak jak każdy, który obrywa klątwą zamierania. Teraz wszystko zależy od jej woli przeżycia. Jeśli będzie chciała żyć klątwa nie rozprzestrzeni się do serca, jeśli jednak straci wolę przeżycia to klątwa zatrzyma pracę serca. Obawiam się, że to, że została zgwałcona może mieć duży wpływ na nią. Wiele kobiet po takich przeżyciach chce umrzeć. - uzdrowiciel zamilkł i z powrotem wrócił do leczenia ran pleców. - Biczowali ją magicznym batem? - widząc niezrozumienie na twarzy chłopaka wyjaśnił - Bat wyczarowany był z różdżki, czy taki zwykły?
- Wyczarowany. - odpowiedział Draco
- W takim razie pozostaną jej blizny. Na razie nic więcej nie mogę zrobić. - powiedział opatrując jej plecy bandażem - Za kilka dni, jeśli się obudzi trzeba będzie ją przebadać pod względem ciąży.
- Proszę nie mówić nikomu o gwałcie. Ona nie chciała. Obiecałem jej. - wyjaśnił Draco.
- Dobrze, dopóki się nie obudzi nie powiem nikomu.
- Jak długo może być nieprzytomna?
- Jeśli będzie chciała przeżyć po dwóch, trzech dniach się obudzi. Jeśli nie to zanim umrze będzie nieprzytomna około dwa tygodnie. - stwierdził i wyszedł z pomieszczenia, a za nim Draco. Po chwili znaleźli się w jadalni, tam wszyscy rzucili się na uzdrowiciela, aby przekazał im informację o stanie Nicole. Matthew, uzdrowiciel, przekazał im wszystko to co powiedział Draconowi pomijając kwestie gwałtu. Zadrżeli ze strachu słysząc, że Nicole była biczowana. Po wysłuchaniu informacji Harry, Laura, Remus i Syriusz od razu poszli do Nicole. Pani Weasley pogoniła swoje dzieci, twierdząc, że Potter'ówna potrzebuje teraz spokoju, więc nic tu po nich.
- Wreszcie. - mruknął Ron tak, aby nikt nie słyszał. Weasley'owie przenieśli się do Nory.
W jadalni pozostali Snape'owie, Malfoy'owie i uzdrowiciel, który zauważył, że Draco krwawi.
- Siadaj. Trzeba cię opatrzyć. - powiedział. Draco spojrzał na niego jak na wariata, przecież nic mu nie jest. Jednak w tej chwili poczuł ból z tyłu głowy, dotknął bolące miejsce, a na dłoni został czerwony ślad.
- Nawet nie czułem. - stwierdził, ale posłusznie usiadł.
- Adrenalina - wyjaśnił mężczyzna, czyszcząc ranę. Potem posmarował ją jakąś maścią i po ranie nie było śladu. - To ja już się stąd zbieram. Jutro przyjdę sprawdzić jak tam pacjentka. - oznajmił i wyszedł.
- Chodźcie, pokaże wam gdzie macie pokoje. Draco, powinieneś się położyć. - stwierdziła Vanessa wychodząc. - Ty będziesz mieszkał z Samem, a ty, Camile ze mną. Syrisz stwierdził, że pani wie gdzie ma pokój. - zakończyła zwracając się do pani Malfoy
- Tak, wiem. Dziękuję ci Vanesso. - powiedziała Narcyza z nikłym uśmiechem.
- Nie jesteś tu pierwszy raz, mamo? - zapytała Camile
- To rodzinny dom Blacków. Przebywałam tu jak byłam dzieckiem. Mój ojciec i ojciec Syriusza byli braćmi. - wyjaśniła - Wypocznij Draco - stwierdziła gdy zatrzymali się przed pokojem chłopaków, a potem odeszła. Dziewczyny miały pokój zaraz obok. Malfoy'owie opróżnili pomniejszone kufry, które wzięli ze sobą z Malfoy Manor i rozpakowali się. Potem Draco wykąpał się i legł do łóżka zmęczony. Zasnął w jednej chwili. Camile ze Snape'ami poszli do Nicole. Jak się okazało została przeniesiona do swojego pokoju, więc tam się skierowali. Widząc pełny pokój rozsiadli się na oparciach foteli i podłodze. W siódemkę siedzieli w ciszy parę godzin zastanawiając się kiedy Nicole się obudzi. Koło północy zobaczyli, że Laura zasnęła, dlatego Remus zaniósł ją do sypialni. Gdy wrócił, powiedział:
- Idźcie spać. Ja i Syriusz posiedzimy tu przez noc, na wypadek, gdyby się obudziła.
- Remus, nie...
- Harry nie pomożesz jej nie wysypiając się. - stwierdził Syriusz - My tu posiedzimy, a rano będzie zmiana i my się wyśpimy. Idźcie już. - więcej nie oponowali, wiedząc, że nic nie wskórają u tych upartych mężczyzn.

* Klątwa zamierania - zmusza człowieka do wyboru życia lub śmierci. Jeśli człowiek nie będzie miał siły i chęci na walkę to życie to umrze. Proces ten będzie trwał około dwa tygodnie. Wtedy pod wpływem klątwy narządy człowieka, od najmniej potrzebnych do najważniejszych tj. serce i mózg, będą zamierać, czyli przestaną działać. Klątwa wymyślona przeze mnie.

***

3 komentarze:

  1. Doby dzień! *kłania się* Wczoraj ( a raczej dzisiaj ) znalazłam tego bloga. Szczerze? Jest super. Naprawdę mi się podoba i mam nadzieję, że będziesz go kontynuować :-)
    Jestem dopiero na 13 rozdziale, ale muszę się przyznać, że jeżeli blog mi się nie podoba, to nie przetrwam nawet do drugiego rozdziału. Więc gratulacje- zachwyciłaś minie i oczarowałaś.
    Jak dotąd, zauważyłam ( a przypominam, jestem na trzynastym rozdziale ), że nie ma za dużo Harry`ego. Wiem, miał on swoje siedem książek, ale jednak mi go brakuje.
    Druga uwaga, to brak jakichkolwiek relacji między Harry`m a Laurą. Wiem, jestem tylko na trzynastym rozdziale i może przez te dwadzieścia następnych coś się zmieni :-)
    A teraz wytłumaczenie ode mnie. Dlaczego nie komentuję rozdziału trzynastego tylko trzydziesty szósty? Jakieś takie przyzwyczajenie, może przesąd? Nie wiem.
    Pozdrawiam serdecznie, życzę weny i zapraszam do siebie:
    drugiepokoleniehpipj.blogspot.com

    Kłaniam się
    Twoja nowa i stała czytelniczka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział, troszkę szkoda, że już zakończył się ten wątek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo udanie przedstawiłaś scenki z życia Nicole. Ron i tak najlepszy, może troszkę za szybko zakończyłaś ich przyjaźń? Podoba mi się wzmocnienie relacji Harry-Laura. No i czekam na jutro.

    OdpowiedzUsuń