niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 27

Mecz ślizgoni vs krukoni zbliżał się wielkimi krokami. Po szkole rozniosła się już wieść, że Nicole nie będzie mogła zagrać w tym meczu. Krukoni poczuli się dużo pewniej, gdy okazało się, że nie będą grać przeciwko jednej z niewielu, która pokonała Harry'ego Potter'a. Jednak ślizgoni się tym nie przejmowali, ćwiczyli ciężko mając nadzieję, że kapitan w roli szukającego ich nie zawiedzie. Zamiast Dracona trzecim ścigającym został jakiś siódmioroczny ślizgon. Czym bliżej było meczu tym atmosfera między grającymi domami była gęściejsza. Jednak ten dzień wreszcie nadszedł. Nicole źle się czuła z tym, że nie może grać, ale nic nie mogła na to poradzić. Wszyscy uczniowie zebrali się na stadionie, przywitał ich jak zwykle Lee Jordan, który komentował każdy mecz. Wybiła godzina 11:00 i mecz się rozpoczął. Nicole, Vanessa i Camile siedziały w towarzystwie reszty ślizgonów i gorąco kibicowały swojej drużynie. Okazało się, że Krukoni postanowili grać agresywnie, więc i ślizgoni nie byli im dłużni. Pani Hooch często przerywała grę, aby zarządzić rzut wolny. Obie drużyny zdobywały punkty, jednak to ślizgoni po godzinie gry wygrywali 110 do 80. Wtedy stało się coś, przez co wszyscy wstrzymali oddech. Jeden z pałkarzy krukonów wysłał tłuczka w stronę Dracona, który leciał po znicz. Ne nieszczęście blondyna trafił go w głowę. Draco zaczął spadać w dół. Blaise i Sam szybko zareagowali i już lecieli w jego stronę. Camile krzyknęła przerażona i zamknęła oczy nie chcą widzieć jak Draco uderza w ziemię lecąc z tak dużej wysokości. Natomiast Nicole nie mogła oderwać od niego wzroku. Bała się o chłopaka, był jej takim prawie przyjacielem i nie chciała, aby coś mu się stało. Na szczęście Blaise zdążył na czas, złapał blondyna, ale pod wpływem ciężaru sam zsunął się z miotły. Na szczęście jego chwyt trochę zneutralizował upadek. Nicole z trybun zauważyła, że Draco krwawi. Złapała Camile za rękę i pobiegły razem z Vanessą w stronę boiska. Gdy ślizgoni z niepokojem przypatrywali się rozwojowi wydarzeń, bojąc się o kapitana, Krukoni wykorzystali okazję i Cho Chang, będąca szukającą krukonów, złapała znicza. Mecz zakończył się zwycięstwem niebieskich, jednak przeciwnicy na razie się tym nie przejmowali. Dracona, leżącego na ziemi, okrążyła cała drużyna, po chwili wokół nich zebrali się sami ślizgoni na czele z Camile, Nicole i Vanessą. Po chwili na horyzoncie pojawiła się pielęgniarka.
- Przepuśćcie mnie, przecież ten chłopak potrzebuje pomocy - pielęgniarka przeganiała uczniów próbując dostać się do Dracona. Gdy jej się to udało przeniosła go na wyczarowane nosze i skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Za nią ruszyła cała drużyna wraz z Camile, Nicole i Vanessą. Gdy byli już na miejscu pani Pomfrey zajęła się Draconem, więc nie zwracała uwagi na mały tłumek zbierający się w Skrzydle Szpitalnym. Po niedługim czasie do uczniów dołączył Severus Snape, chcąc się dowiedzieć w jakim stanie jest jego uczeń. 
- Co mu jest Poppy? - zapytał mężczyzna, gdy pielęgniarka owijała bandażem głowę Dracona.
- Ma wstrząśnienie mózgu. W najgorszym wypadku po przebudzeniu będzie miał amnezję, ale myślę, że do tego nie dojdzie. Dzięki panu Zabiniemu nie ma większych obrażeń spowodowanych upadkiem, miał tylko pęknięte żebra, ale z tym już sobie poradziłam.
- Kiedy się obudzi? - zapytała Camile ze strachem w głosie.
- Prawdopodobnie za kilka godzin. - odpowiedziała pielęgniarka. - A teraz proszę wyjść. Pacjent potrzebuje spokoju. - Kobieta wróciła do swojego stanowczego tonu i zaczęła wyganiać wszystkich, nie udało jej się to tylko z Camile, która stwierdziła, że nie wyjdzie stąd dopóki jej brat się nie obudzi. Gdy cała drużyna z Nicole i Vanessą udały się do Pokoju Wspólnego tam wszyscy ślizgoni złorzeczyli na krukonów, którzy nie dość, że wygrali to jeszcze znokautowali ich kapitana.
- Wiecie co nie chce mi się tak siedzieć. Idziemy na spacer? - Nicole swoje pytanie skierowała do siedzących obok niej Snape'ów, Blaisa i Pansy. - Pójdziemy teraz na spacer, za godzinę jest obiad, więc po nim zaniesiemy Cami coś do jedzenia. - wszyscy się z nią zgodzili nie chcąc siedzieć bezproduktywnie. Wyszli na błonia, rozmawiając o dzisiejszych wydarzeniach. Niestety ich plan spędzenia spokojnie czasu do obiadu musiał ktoś zaburzyć. Tym kimś był rudowłosy gryfon.
- Jak się czujecie jako przegrani? - zaczepił ich Ron z niby troską w głosie.
- A co cię to obchodzi? - warknął Blaise
- Blaise, bądź wyrozumiały. On chce żebyśmy się poczuli tak jak on czuje się na co dzień. - Nicole uśmiechnęła się słodko, wiedząc, że to wkurzy rudowłosego przyjaciela jej brata.
- No tak, w końcu jako kolejny syn w takiej rodzinie on z zasady jest przegrany. - odparł Zabini
- Blaise, nie warto obrażać całej rodziny. Poznałam kilku Weasley'ów i nie każdy jest takim idiotą jak Ronald, właściwie to z tych poznanych tylko on jest taki. - Nicole nie chciała żeby ktoś  obrażał resztę rodziny Weasly'ów. Oni naprawdę byli w porządku.
- Muszę przyznać rację Niki, tylko on jest takim przypadkiem. - zaśmiał się chamsko Sam.
- Sami jesteście idiotami. - odparł gniewnie rudowłosy.
- Nie umiesz sam wymyślić jakiejś riposty?
- Vane czego ty od niego wymagasz, przecież z takim mózgiem, a właściwie z jego brakiem nie da rady wymyślić czegoś sam.
- Dobra ludzie, chyba nie mamy zamiaru zarazić się jego głupotą. Idziemy? - zapytała Nicole widząc, że zbliża się do nich Harry z Hermioną
- Tchórzysz? - zapytał gryfon
- Raczej nie chcę abyś pokłócił się z moim bratem. - stwierdziła patrząc na Harry'ego, który właśnie do nich podszedł
- Ron po co się z nimi kłócisz, skoro i tak wiesz, że ze ślizgonami nie wygrasz? - zapytał czarnowłosy
- Zawsze widziałam, braciszku, że wierzysz w nas bardziej.
- Raczej jestem świadomy, że jesteś tak uparta, że nie dasz wygrać Ronowi w słownej utarczce, a towarzystwo Malfoy'ów czy Snape'ów wpływa na ciebie wyjątkowo twórczo. - zauważył ze śmiechem Harry.
- Widzisz Weasley, nawet Potter wie, że nie dasz nam rady. - Sam uśmiechnął się w stronę czarnowłosego gryfona i jakby umawiając się z resztą, odwrócili się od gryfonów i ruszyli w stronę zamku na obiad, nie zwracając uwagi na krzyczącego Ronalda. Po posiłku nałożyli na talerz trochę zapiekanki i poszli do Skrzydła Szpitalnego.
- Wiedzieliśmy, że się stąd nie ruszysz, dlatego musieliśmy zadbać żebyś coś zjadła. - stwierdziła Nicole widząc zdziwiony wzrok blondynki skierowany w stronę talerza, który trzymała Vanessa.
- Dzięki. - Camile uśmiechnęła się i zaczęła jeść, co chwilę patrząc z troską na nieruchomego brata. Gdy Camile spożywała posiłek reszta zaczęła opowiadać jej o utarczce z Ronem. Dziewczyna śmiała się z nimi, na chwilę odrywając myśli od Dracona. Ich rozmowy przerwał słaby głos dochodzący z łóżka.
- Potter, czy ty musisz mnie nawiedzać nawet wtedy, gdy czuję się jakby przejechał po mnie czołg.
- Taki twój los. - zaśmiała się Nicole - Skoro się obudziłeś to muszę cię trochę pomęczyć moją obecnością.
- Co się stało? - zapytał Draco wreszcie otwierając oczy
- Graliśmy mecz z krukonami. Pamiętasz? - zapytał Blaise z niepokojem z głosie
- A czemu miałbym nie pamiętać. Interesuje mnie czemu tu lężę, zamiast świętować zwycięstwo.
- Oberwałeś tłuczkiem w głowę, gdy spadałeś Chang złapała znicza. Przegraliśmy. Blaise złapał cię w locie, dzięki czemu miałeś tylko pęknięte żebro, no i rozwaloną głowę przez tłuczek.
- Pierdole, nigdy więcej nie gram jako szukający. - Draco złapał się za twarz i ponownie zamknął oczy.
- Nie musisz się martwić w następnym meczu już będą mogła grać.
- I chwała ci za to, Potter.
Rozmowę młodzieży ze swojego gabinetu usłyszała pani Pomfrey, która od razu znalazła się przy Draconie.
- Panie Malfoy, jak się pan czuje?
- Jakby po nim czołg przejechał. - odpowiedziała za chłopaka Nicole.
- Proszę sobie żartów nie robić i wyjść. Pacjent potrzebuje spokoju, a nie śmiechu. - oznajmiła kobieta wyganiając młodzież, która wyszła bez żadnych sprzeciwów, słysząc jeszcze narzekania Dracona, gdy pielęgniarka zaczęła go badać. Tym razem już z Camile i w dobrych humorach skierowali się do Pokoju Wspólnego.

***
Dziś trochę krótko, ale ogólnie jestem zadowolona z rozdziału. Pokazała się też oczekiwana sprzeczka Rona ze ślizgonami. Mam nadzieję, że się podoba. Następny rozdział za dwa tygodnie.
Pozdraiam, 
AniaXXX

4 komentarze:

  1. Super rozdział, cieszy obecność Rona, jedynie trochę szkoda, że Harry go nie wspomógł, w końcu to byli slizgoni. Mam nadzieję, że pojawi się rozmowa Rona z Harrym o tym zdarzeniu. Ajajaj, Malfoy poszkapił sprawę, będzie ciężko wygrać Puchar. Jednym słowem - jest genialnie i fajnie, że udało mi się znaleźć ten blog wśród innych. Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział!
    Ciesze się że znalazłam to opowiadanie.
    Cudownie piszesz. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Recenzowisku pojawiła się już ocen twojego bloga. Zapraszam do przeczytania ;)
    http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/search?updated-max=2015-05-07T12:16:00-07:00&max-results=1

    Nightingale

    OdpowiedzUsuń