poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 50


Kolejnego dnia Nicole jak zwykle pierwsze co zrobiła to skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Gdy weszła do pomieszczenia ogarnęło ją szczęście na widok przytomnej Laury, jednak gdy ujrzała poważną minę pielęgniarki i przestraszoną Gryfonki zorientowała się, że coś jest nie tak. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo została zasypana gradem pytań wypowiedzianych przez młodszą siostrę.
- Nicole co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Co mi się stało?
- Laura jak dobrze się obudziłaś – odetchnęła Ślizgonka od razu przybliżając się do łóżka poszkodowanej i przytulając ją lekko. – Zaraz wszystko ci wyjaśnimy, ale najpierw powiedz jak się czujesz?
- Nie wiem. Boli mnie wszystko, ale to nie ważne. Niki, ja chcę do domu. Przecież to dzisiaj wracamy na święta. – Po tych słowach w Skrzydle Szpitalnym zaległa cisza, a czarnowłosa ze strachem spojrzała na panią Pomfrey.
- Dziecko drogie, powiedz mi co pamiętasz? – zapytała kobieta.
- Nie wiem skąd się tu wzięłam, nie pamiętam tego – oznajmiła bliska łez spowodowanych niezrozumieniem. – Po co te pytania?
- Laura, nie o to chodzi – zaczęła poważnie Nicole. – Powiedz proszę jakie jest twoje ostatnie wspomnienie, z którego dnia.
- Ale jak…
- Laura, powiedz – nakazała starsza dziewczyna, która była bliska paniki.
- Nie wiem ile tu leżę, ale pamiętam, że następnego dnia mieliśmy jechać na święta do domu. Mieliśmy się zobaczyć z rodzicami. – Nicole jakby natychmiast straciła siły i osunęła się na krzesło stojące za nią. – Czy święta już minęły? Tak długo tu leżałam? – Nie widząc reakcji siostry na swoje pytania powoli podnosiła swój głos. – Niki, co tu się dzieje?! Powiedz mi?! – ostatnie dwa słowa wykrzyczała piskliwym głosem, a łzy już swobodnie leciały po jej twarzy.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. Tylko musisz trochę poczekać – oznajmiła delikatnie pielęgniarka. – Panno P… Robespierre, myślę, że powinnyśmy porozmawiać w moim gabinecie. Zapraszam. – Nie czekając na Ślizgonkę natychmiast ruszyła do swojego gabinetu, a za nią Nicole, która jeszcze przed odejściem mruknęła do Laury:
- Wszystko będzie dobrze, tylko zostań tu.
Po chwili znalazła się w gabinecie pielęgniarki. Było to małe pomieszczenie, w którym była tylko szafka z dokumentacją medyczną uczniów, spore biurko i dwa krzesła po przeciwnych stronach mebla.
- Usiądź – nakazała kobieta sama siadając po drugiej stronie. – Z tego co się zorientowaliśmy to Laura nie pamięta ostatnich dwóch lat. Niewątpliwie jest to spowodowane nieudanym zaklęciem.
- Czy odzyska pamięć?
- Nie wiem. To zależy tylko i wyłącznie od niej.
- Czyli co? Mamy czekać? Przypomni sobie to fajnie, a jak nie to trudno? – pytała z sarkazmem.
- Panno Potter, uspokój się. Niestety, tylko czekanie nam pozostaje. Oczywiście poproszę dyrektora, aby zorganizował przybycie specjalistów z Munga, ale nie jestem pewna czy oni powiedzą coś innego. Ludzki umysł jest najmniej zbadanym organem, zaklęcia pozbawiające pamięci działają bardzo różnie, to zależy zarówno od czarodzieja rzucającego zaklęcie, jak i od ofiary. A jak na razie nie wiemy kto był napastnikiem.
- Pani Pomfrey, ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją – powiedziała histerycznie. – To ją złamie.
- Dlatego uważam, że nie powinna się dowiedzieć. Przynajmniej do momentu przybycia uzdrowicieli z Munga. Oni podejmą decyzję co do procesu leczenia panny Robespierre.
- To co ja mam jej powiedzieć?
- Najbezpieczniej będzie jeśli powiesz jej prawdę dotyczącą wypadku. To powinno ją choć trochę uspokoić, będzie chociaż wiedzieć co się z nią dzieje. Możesz jej też powiedzieć, że straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Z całą resztą informacji, to ty musisz podjąć decyzję o tym, czy można jej powiedzieć. Jeśli będziesz wiedzieć, że zareaguje na coś zbyt emocjonalnie to należy to przemilczeć. Zbyt duże emocje w jej stanie nie będą pomocne, a wręcz mogą zaszkodzić. A teraz proszę iść do niej. Gdy zaspokoisz jej ciekawość proszę podać jej te dwa eliksiry. – Tu wskazała na biurko, na którym leżały dwie fiolki. – Jeden jest przeciwbólowy, a drugi to eliksir Słodkiego Snu. Teraz to właśnie sen będzie jej najlepszym sprzymierzeńcem. Ja w tym czasie udam się do dyrektora, aby powiadomić go o stanie Laury i poprosić o zorganizowanie przybycia uzdrowicieli z Munga.
Nicole na nic więcej nie czekała. Chwyciła dwie fiolki i ruszyła do jedynego zajętego łóżka. Usiadła w ciszy na stojącym obok krześle przyglądając się swoim dłoniom, w których przewracała fiolki.
- Teraz mi powiesz? – zapytała delikatnie przestraszona Laura.
- Miałaś wypadek. Ktoś cię zaatakował i pobił. Rzucił też na ciebie zaklęcie zapomnienia. Straciłaś pamięć z ostatnich dwóch lat. Dziś jest 8 listopada 1996 roku.
- Ale jak to? – zapytała Gryfonka, jakby nie rozumiejąc co Nicole do niej powiedziała.
- Laura teraz najważniejsze jest żebyś wyzdrowiała. Musisz dużo wypoczywać. Weź te eliksiry i prześpij się. To ci pomoże, a jutro odpowiem ci na wszystkie pytania. Proszę – dodała niemal błagalnie. W tej chwili nie miała siły na starcie z amnezją siostry. Zupełnie nie wiedziała co jej powiedzieć, aby nie zaszkodzić. Musiała to przemyśleć, a na to potrzebowała czasu. Laura widząc jej prośbę kiwnęła głową i wypiła eliksiry. Po chwili już spała. Nicole jednak nie była w stanie jej opuścić. Wiedziała, że właśnie zaczyna jej się Obrona przed Czarną Magią i za nieobecność dostanie kolejny szlaban, ale teraz nie było to ważne. Patrzyła na spokojną twarz siostry i myślała. Analizowała po kolei wszystko co działo się w ciągu dwóch ostatnich lat i powoli dochodziła do tego co może powiedzieć Laurze, a co lepiej ominąć. Na szczycie listy wspomnień do przemilczenia była oczywiście śmierć rodziców. To byłby za duży cios dla Laury. Problemem jednak było wspomnienie o Harry’m i reszcie Potterów. Po pierwsze mogło to pociągnąć za sobą niewygodne pytania dotyczące ich rodziny, a po drugie Nicole nie była pewna czy Laura odniosłaby się do tego entuzjastycznie, szczególnie pamiętając ich kłótnie z wakacji. Po chwili zastanowienia uznała, że lepiej będzie ograniczyć kontakty Laury z Potterami i przemilczeć ich historię. Co prawda nie była pewna jak wytłumaczyć Laurze ich obecność w Hogwarcie, ale postanowiła trochę nagiąć prawdę, mówiąc jej, że przenieśli się tu z Camile i Vanessą, z którymi Ślizgonka nie chciała się rozstawać, a za to Laura nie chciała się rozstawać z Nicole, czego skutkiem było ich przeniesienie do Wielkiej Brytanii. Gdy w całym zamku zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec pierwszych zajęć, Nicole zdała sobie sprawę, że zaraz zwali się tu cała zgraja na czele z Harry’m i jej przyjaciółkami. Dlatego właśnie Nicole wyszła ze szpitala, aby ci nie obudzili Laury, która ledwie zasnęła. Dobre zrobiła, bo gdy tylko wyszła ze skrzydła wpadła na grupkę składającą się z piątki Ślizgonów, jednego Gryfona i czwórki ochrony. Przywitały ją krzyki.
- Co z Laurą?
- Obudziła się?
- Jak się czuje?
- Czemu nie było cię na obronie?
- Braun się wkurzył, bo go olałaś.
- Znowu dostaniesz szlaban.
- Obudziła się – odpowiedziała tylko, a na korytarzu zaległa cisza. Każdy myślał o tym samym, ale bali się zadać to kluczowe pytanie.
- Straciła pamięć? – Pierwszy podjął się tego Draco, a jego poważny, pozbawiony emocji głos zabrzmiał niczym strzał.
- Nie tutaj. Chodźmy gdzieś gdzie będzie spokojniej – postanowiła zmęczonym głosem patrząc na powiększającą się ilość kręcących się uczniów.
- Chodźcie do naszych komnat. Tam będzie spokój i wszystko nam wytłumaczysz – zaproponował James.
- Jim, oni mają zajęcia. – Mimo karcącego tonu Lily nie zamierzała zbyt długo się sprzeciwiać. Widziała po minie córki, że to coś poważnego, i że ta chce z nimi porozmawiać.
- Mamy zielarstwo. Można olać – stwierdził lekceważąco Blaise.
- To idziemy – zdecydował Syriusz i każdy ruszył do osobistych komnat ochrony. Po chwili znaleźli się w pokoju należącym do starszych Potterów, a gospodyni wyczarowała wszystkim po filiżance herbaty.
- Nie ma czegoś mocniejszego? – westchnęła Nicole, czując, że emocje biorą nad nią górę, a dłonie jej się trzęsły, więc przydałoby się jej coś na rozluźnienie. Na to stwierdzenie młodzież parsknęła śmiechem, a dorośli uśmiechnęli się znacząco. Po chwili namysłu James skierował się do barku i wyciągnął butelkę wypełnioną bursztynowym płynem.
- Jim, czyś ty zwariował? – Tym razem Lily było bardziej oburzona.
- Lilka, przecież widzisz, że Niki potrzebuje czegoś na rozluźnienie – oznajmił pan Potter, a widząc znaczące spojrzenia reszty uczniów, a w szczególności chłopaków przygotował szklankę wypełnioną płynem dla każdego obecnego.
- Są prawie dorośli. Wiedzą ile mogą wypić, aby nie mieć problemów. – Niespodziewanie po stronie Jamesa stanął Remus. Lily i na niego spojrzała oburzona, jednak widząc jego wzrok skierowany na Nicole i ona popatrzyła na córkę. I dostrzegła to co wcześniej jej mąż i przyjaciel. Nicole wyraźnie potrzebowała czegoś na uspokojenie. Odrobina Ognistej Whisky wydawała się być dobrym rozwiązaniem.
- Niech wam będzie – mruknęła, a młodzież ochoczo złapała za szkło. Harry poddał Nicole jej porcję, podczas gdy ta siedziała nieruchomo na fotelu. – Ca z Laurą? – zapytała córkę po dłuższej chwili ciszy. Nicole przełknęła bursztynowy płyn i odezwała się.
- Nie pamięta dwóch ostatnich lat.
- To nie dużo. Możemy jej wszystko opowiedzieć – powiedział niepewnie Harry, na co Nicole prychnęła.
- A wziąłeś pod uwagę co się stało w ciągu ostatnich dwóch lat? Te dwa lata to cholernie dużo – dodała z naciskiem. – To dziecko, nie powinna przeżywać śmierci rodziców po raz drugi. – Teraz wszyscy zrozumieli o co się rozchodzi. – Zdążyła się z tym pogodzić, a teraz nic nie pamięta. – W pokoju obecni byli jej najbliżsi, ale żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć. Zwykłe „Będzie dobrze” nikomu nie pomoże. – Pani Pomfrey stwierdziła, że trzeba czekać. Laura w obecnym stanie nie może przeżywać silnych emocji, bo to może jej zaszkodzić. Niedługo będą tu specjaliści z Munga, oni zdecydują jakie środki trzeba przedsięwziąć.
- Jak my możemy pomóc? – zapytał Remus. Nicole niepewnie rozglądnęła się po obecnych wzrok zatrzymując na dorosłych.
- Ona na razie nic nie wie, ale jutro już będę musiała jej wyjaśnić chociaż gdzie jest i dlaczego akurat w Hogwarcie. Nie powiem jej, że rodzice nie żyją. Zdecydowałam też, że nie dowie się o was – zakończyła pewnie patrząc na trójkę Potterów. Wiedziała, że po raz kolejny ich krzywdzi brakiem uczuć i obojętnością, tym, że tak otwarcie ich odrzuciła, szczególnie dwójkę starszych, ale nic nie mogła poradzić na to, że myśląc o rodzicach miała przed oczami twarz Danielle i Jakoba.
- Jak wytłumaczysz jej to, że jesteście w Hogwarcie? – zapytał Remus.
- Powiem jej, że przeniosłam się tu razem z Cami i Vane, a ona razem ze mną. To jedyne co mogę zrobić. Przepraszam. – Ostatnie słowo było skierowane do Potterów. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, a Nicole nie mogąc wytrzymać tej atmosfery wyszła, wiedząc, że nie wejdzie tu dopóki sprawa z Laurą się nie unormuje. Czyli albo odzyska pamięć, albo będzie powoli się oswajać ze stratą rodziny i tym, że jej siostra odzyskała swoją. Jednak zanim to się stanie może minąć naprawdę dużo czasu. Teraz jednak Nicole skierowała się z powrotem do Skrzydła Szpitalnego. Przed drzwiami spotkała się z trójką przyjaciół swojej siostry.
- Co z Laurą? – zapytali jednocześnie.
- Pielęgniarka nie chciała nas wpuścić – wyżaliła się Natalie.
- Odzyskała przytomność, ale teraz śpi – wytłumaczyła Nicole, zadowolona, że akurat ich spotkała, bo z nimi też chciała pogadać. Przeszła od razu do meritum. – Straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Nie wiem ile wam o sobie powiedziała, ale musicie wiedzieć, że pewnych rzeczy nie może się teraz dowiedzieć. Ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją, ani dlaczego tak właściwie się tu znalazłyśmy. To są najważniejsze rzeczy, o których nie możecie mówić przy niej. – Tu opowiedziała im zmyśloną historię o powodach ich przenosin. – Rozumiecie?
- Jasne. Nie martw się – potwierdził Jack.
- Przyjdźcie tu jutro, dziś już się nie obudzi, a jutro będzie potrzebowała przyjaciół. – Nicole uśmiechnęła się do nich przyjaźnie i samotnie ruszyła do Skrzydła Szpitalnego. Tam pielęgniarka już chciała protestować przeciwko jej obecności, ale Nicole twardo oznajmiła, że nie ma zamiaru się stąd ruszać. Pielęgniarka odpuściła oznajmiając tylko, że uzdrowiciele z Munga pojawią się za dwa dni. Nicole bez słowa usiadła przy łóżku siostry, wieczorem opuszczając ją w celu udania się na kolacje. Posiłek ten dziś nie przypominał tego z innych zwykłych dni. Dziś parujące potrawy nie czekały na głodnych uczniów. Dziś uczniowie siadali przy pustych stołach rozglądając się za jedzeniem, a nauczyciele nic nie robili sobie z ich dezorientacji. Wyglądało na to, że tylko dyrektor wie co się dzieje, bo stał przed podium i zachowywał się jakby na coś czekał. Nicole usiadła przy stole Ślizgonów patrząc na nich z pytaniem zawartym w spojrzeniu. Oni popatrzyli na nią zdezorientowanymi spojrzeniami odpowiadając, że nic nie wiedzą. Gdy cała Wielka Sala wypełniła się uczniami Dumbledore rozglądnął się po pomieszczeniu jakby sprawdzał czy wszyscy są obecni. Widocznie byli, bo zaczął mówić.
- Chciałem ogłosić, że kilka dni temu jedna z uczennic została zaatakowana. To już drugi taki przypadek w tym roku szkolnym. – Z oczu dyrektora zniknęły wesołe ogniki, gdy przypomniał sobie co się stało zaledwie dwa miesiące wcześniej z Nicole Potter. Teraz została zaatakowana jej siostra. – Nie pozwolimy, aby w Hogwarcie działy się takie rzeczy. Napastnik, niech wie, że prędzej, czy później zostanie ukarany. Oczywiście, czym później tym dla niego gorzej. A teraz smacznego – dodał nadal oschłym jak na niego tonem i klasną w dłonie, a na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Uczniowie, choć przejęci, tym, że kolejna uczennica została zaatakowana, bez wahania wzięli się za śniadanie.
Kolejny dzień Nicole jak zwykle zaczęła od wizyty w Skrzydle Szpitalnym. Gdy weszła do pomieszczenia trafiła akurat na moment, gdy pielęgniarka badała Laurę. Z miny pacjentki wywnioskowała, że dziewczyna nie jest zadowolona, była nieufna w stosunku do pielęgniarki i wyraźnie czekała na siostrę. Po skończonym badaniu przed Gryfonka pojawiło się śniadanie. Gdy pani Pomfrey zniknęła w swoim gabinecie, wcześniej nakazując pacjentce zjedzenie wszystkiego i wypicie eliksirów stojących na szafce nocnej, Nicole od razu usiadła na krześle stojącym koło jedynego zajętego łóżka.
- No jedz – poleciła Ślizgonka widząc jak Laura wpatruje się w nią z wyczekiwaniem.
- Miałaś mi wszystko powiedzieć. – Blondynka była wyraźnie zniecierpliwiona.
- Najpierw zjedz i weź lekarstwa. Potem wszystko ci powiem. Jak się czujesz?
- Ręka jeszcze trochę mnie boli, ale ponoć to już nic poważnego, kości zrastają się prawidłowo, najpóźniej do jutra jeszcze będzie mnie boleć. Często też mam bóle głowy, pielęgniarka mówi, że to przez ten zanik pamięci – odpowiedziała w międzyczasie smarując tosta dżemem truskawkowym.
- Pewnie ma rację. Nie wiem czy pani Pomfrey ci mówiła, ale na dniach będą tu specjaliści z Munga, żeby cię zbadać i ocenić szansę na odzyskanie pamięci.
- Coś wspominała. – Laura odłożyła tacę z resztkami śniadania na szafkę nocną i wzięła eliksiry, krzywiąc się przy tym. – Nienawidzę eliksirów – westchnęła, na co Nicole tylko delikatnie się uśmiechnęła. Laura od zawsze nie lubiła brać eliksirów. – Nicole gdzie my jesteśmy?
- W Hogwarcie. W Anglii.
- Czemu? Jak?
- To już drugi rok się tu uczymy. Przeniosłyśmy się tu, gdy się okazało, że Camile i Vanessa nie wracają do Beauxbatons. Ja nie chciałam się z nimi rozstawać, a ty bardzo chciałaś być tam gdzie ja. – Ślizgonka z bólem serca okłamywała siostrę, ale wierzyła, że tak będzie lepiej.
- A rodzice? Wiedzą co mi się stało? Byli tu? Będą? – Starsza dziewczyna wzięła głębszy oddech przed odpowiedzią.
- Wiedzą wszystko. Nie byli. Wiesz przecież, że nie mogą tak po prostu opuścić Francji. Mają obowiązki. – Dla Nicole było bardzo trudne wypowiedzieć te słowa, jednak jej głos nawet nie zadrżał. Rozmowę dziewczyn przerwało wejście mężczyzny całego odzianego w czerń. Severus Snape przyniósł eliksiry dla pielęgniarki. Po zaniesieniu ich do gabinetu kobiety zwrócił się do swojej podopiecznej.
- Panno Robespierre za pięć minut masz eliksiry. Liczę na to, że cię tam zobaczę – warknął.
- Tak, panie profesorze. – Po chwili już go nie było. – Muszę iść. Przyjdę po zajęciach. Trzymaj się i odpoczywaj.
Przed salą eliksirów czekali na nią przyjaciele i Harry.
- Znowu nie jadłaś śniadania – przywitała ją Camile.
- Byłam u Laury.
- Wiemy, ale mogłaś zadbać o to, żeby coś zjeść – mruknął Potter podchodząc do Ślizgonów. Jednak widząc niezadowolony wzrok siostry odpuścił. – Są jakieś zmiany? Przypomniała sobie coś?
- Nic się nie zmieniło – odpowiedziała cicho. Na szczęście nie musiała nic więcej mówić, bo Snape wpuścił ich do sali. Dziś mieli robić bazę pod Veritaserum.
Po wszystkich zajęciach Nicole chciał się od razu skierować do Skrzydła Szpitalnego, jednak przyjaciele jej na to nie pozwolili.
- O nie moja droga – zaczęła Vanessa łapiąc ją pod ramię. – Najpierw to pójdziemy na obiad. Nic dzisiaj nie jadłaś.
- Nie jestem…
- Nie wmówisz nam, że nie jesteś głodna – przerwała jej Camile łapiąc ją z drugiej strony. – Teraz szorujemy do Wielkiej Sali, a potem z tobą odwiedzimy Laurę. Bez sprzeciwów.
- Wiecie, że jesteście upierdliwe? – zapytała Nicole uśmiechając się.
- Wiemy – odpowiedziały razem.
Po obiedzie rzeczywiście cała grupka Ślizgonów poszła odwiedzić Laurę. Gdy weszli do Skrzydła okazało się, że teraz Laura nie jest jedyną pacjentką. Z tego co zrozumieli Potterowie przyprowadzili drugorocznego Gryfona i Ślizgona, których przyłapali na małej walce na zaklęcie. Gryfon miał wciąż rosnące uszy, a Ślizgon był cały w zielonych plamach. Wokół nich biegała pani Pomfrey narzekając na rozbrykanych uczniów. Wchodząc Nicole tylko spojrzała na rodziców i nie odzywając się ruszyła w stronę Laury. Widać było, że ci chcą coś powiedzieć, ale widząc zachowanie córki odpuścili sobie.
- Poppy, to możemy ci ich zostawić? – zapytała Lily.
- Oczywiście, wracajcie na obchód. Jak z nimi skończę to wyślę ich do pokojów wspólnych. – Potterowie wyszli słysząc jeszcze karcący głos Draco, który pouczał młodszego kolego, żeby następnym razem nie dał się złapać, albo zrzucił wszystko na Gryfonów i oburzony głos pielęgniarki, która pouczała go, że takie zachowanie nie przystoi prefektowi.
- Cześć. Jak się czujesz? – Ślizgoni przywitali się z Gryfonką.
- Jest ok – odpowiedziała nieśmiało, przy takiej ilości obcych dla niej osób. Nicole widząc jej niepewność przedstawiła chłopaków.
- To jest brat Cami, Draco, to Sam, brat Vane, a to Blaise – powiedziała wskazując każdego z nich. Siedzieli z nią i rozmawiali, aby dotrzymać jej towarzystwa i zabawić, tak aby chociaż przez chwilę nie przejmowała się tym, że straciła dwa lata swojego życia. Po godzinie do Skrzydła Szpitalnego wpadła trójka przyjaciół Laury.
- Laura, jak się czujesz? Chcieliśmy już wczoraj cię odwiedzić, ale Pomfrey nam nie pozwoliła – zaczęła Natalie, jednak widząc przestraszony wzrok przyjaciółki przerwała.
- Pewnie nas nie pamiętasz, ale odkąd się tu przeniosłaś to my zaprzyjaźniliśmy się – oznajmił brązowowłosy gryfon. – Ja jestem Jack Sloper.
- A ja Natalie McDonald – przedstawiła się dziewczyna o blond włosach, która jako pierwsza zaczęła mówić.
- A ja Lucy Shaw. – Druga blondynka uśmiechnęła się szczerze do przyjaciółki.
- Miło mi – stwierdziła niepewnie Laura.
- To my was zostawimy. Poznajcie się na nowo. – Nicole uśmiechnęła się do siostry, aby podnieść ją na duchu. – I tak mieliśmy już iść – stwierdziła, przypominając sobie, że za jakiś kwadrans miało rozpocząć się spotkanie JP. – Do zobaczenia, Młoda. – Zostawili czwórkę Gryfonów, którzy zajęli się rozmową, i ruszyli do Pokoju Życzeń, gdzie czekała na nich trójka Huncwotów. Przywitali się.
- Jak tam Laura? – zapytał James, gdy do pokoju wchodził Harry z Hermioną i Ginny, jednak Nicole zachowała się tak jakby go nie usłyszała. Gryfon uratował ją przed rozmową z ojcem na temat Laury. Nicole sama nie wiedziała czemu nie potrafiła rozmawiać z Potterami na temat Laury, po drugie obiecała sobie, że dopóki Gryfonka nie odzyska pamięci będzie zachowywać się tak jakby nie znała swoich biologicznych rodziców, to samo tyczyło się Remusa i Syriusza. W końcu nie może pozwolić sobie, aby Laura dowiedziała się prawdy, bo to mogłoby zaszkodzić w jej leczeniu, a dla niej Nicole mogła zrobić wszystko, nawet czasowo wyrzec się swojej biologicznej rodziny.
Na dzisiejszym spotkaniu mieli ćwiczyć zaklęcie rozrywające. Było to zaklęcie z działu czarnej magii, które próbowali opanować na poprzednim spotkaniu, jednak nikomu to nie wyszło, dlatego poprosili Huncwotów o pomoc w nauczeniu się czarnomagicznego zaklęcia. Gdy już wszyscy z pomocą dorosłych opanowali to zaklęcie zajęli się klątwą zamrażającą.

***
Nareszcie mi się udało. Jest nowy rozdział.
Należą Wam się wyjaśnienia, dlaczego ostatni rozdział pojawił się 22 lutego, a dziś mamy 9 maja. Ogólnie dopadł mnie brak czasu. Drugi semestr na uczelni okazał się być naprawdę bardzo intensywny, do tego praca i okazało się, że nie mam czasu na żadną rozrywkę. Tylko studia, praca i choć trochę odpoczynku. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o Nicole i nadal chcecie śledzić jej losy. Ze swojej strony mogę Wam obiecać, że nie zawieszę bloga i na pewno go skończę, bo nie wyobrażam sobie, aby tak po prostu odpuścić.
A teraz małe podsumowanie. W końcu to już 50 rozdział. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, że opowiadanie rozrośnie się do takich rozmiarów. 50 rozdziałów, 204 strony w Wordzie (pisane dwunastką Times New Roman), a jeszcze sporo historii do opisania mi zostało :) 
Na tę chwilę HP i Anioł Życia ma 53 009 wyświetleń i 261 komentarzy. Nie wiem, czy w porównaniu z innym blogami to mało, czy dużo. Dla mnie to zdecydowanie dużo i za to Wam dziękuję. Mam nadzieję, że pomimo tak długiej przerwy te liczby dalej będą rosnąć.
Już więcej nie przynudzam i serdecznie zapraszam do czytania.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 49


Na pierwszą lekcję JP wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem. Prawie wszyscy, była jedna osoba, która bała się tego pierwszego spotkania. Harry siedział w Pokoju Wspólnym samotnie przed komikiem. Miał się wziąć za wypracowanie na Obronę z magii niewerbalnej. Dziś jednak nie chciało mu się za nic brać. Znacznie ciekawsze było rozmyślanie o tym jak będzie wyglądała pierwsze spotkanie JP. Hermiona ustaliła już termin za trzy dni w sobotę. Żaden z domów nie miał wtedy treningu Quiddichta, ani innych zobowiązań, więc wszystkim pasowało. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos współlokatora.
- Cześć, Harry. Nie przeszkadzam?
- Nie Neville. I tak nic nie robię. Siadaj. – Wskazał miejsce obok siebie. – Stało się coś? – zapytał widząc strach na jego twarzy.
- Nie… tak… janiewiemczynadajesiedowalki – oznajmił na jednym wdechu.
- Możesz powtórzyć wolniej tak żebym zrozumiał – poprosił z delikatnym uśmiechem zachęcając kolegę do mówienia.
- Ja nie wiem czy nadaję się do walki – mruknął speszony. – Chodzi mi o JP. Będę wam przeszkadzał i w ogóle.
- Neville co ty gadasz? Przecież obaj wiemy, że nadajesz się do tego tak samo jak my wszyscy. Chcesz walczyć ze śmierciożercami i Voldemortem jak ja, Hermiona, czy inni.
- Ale ja nie jestem taki jak ty, albo Ślizgoni. Chcę walczyć, ale nie potrafię.
- Właśnie po to stworzyliśmy tę grupę. Wszystkiego razem się tam nauczymy. Nie martw się Neville będzie dobrze. Jeśli chcesz to przed pierwszym spotkaniem pomogę ci się nauczyć tych podstawowych zaklęć.
- Naprawdę mógłbyś? – zapytał pucołowaty gryfon z nadzieją.
- Pewnie. Możemy jutro się za to zabrać – zaproponował Harry widząc szczęśliwą twarz kolegi.
- Dzięki. Może chociaż nie zbłaźnię się przed Ślizgonami – mruknął cicho.
- Nie przejmuj się Ślizgonami. – poradził Harry. – Nie są tacy straszni na jakich wyglądają – zaśmiał się.
Nareszcie nadszedł czas na pierwszą lekcję JP. Każdy jej uczestnik był zniecierpliwiony, ale najbardziej Nicole, a Neville po korepetycjach z Harry’m już tak bardzo się nie bał. Na początek mieli zająć się zaklęciami, które znaleźli Hermiona, Eva, Padma, Sam i Vanessa. Tymi wykradzionymi przez Potterów, jako, że były bardziej skomplikowane i może trochę zakazane, mieli zająć się później.
- To od czego zaczynamy? – zapytała się Ginny ze zniecierpliwieniem w głosie.
- Myślę, że na początek coś łatwego – zaczęła Hermiona patrząc na trzy listy wiszące na ścianie. – Proponuję Zaklęcie Igły. Nie jest bardzo skomplikowane, potrzeba tylko trochę skupienia, aby je rzucić. Dobrze wycelowana powoduje wbijanie się niewidzialnych igieł w rękę władającą różdżką. Zaklęcie to Acus*.
- No to do roboty – oznajmiła Nicole. Po chwili w pokoju życzeń pojawiło się dwadzieścia sześć manekinów w strojach śmierciożerców. Podążali za instrukcjami zapisanymi na przygotowanej przez nich liście zaklęć. Już po dziesięciu minutach widać było pierwsze efekty. Z różdżek zaczęły strzelać pierwsze promienie, które miały mieć żółtą barwę, jednak jak na razie były to różne odcienie tego koloru, co oznaczało, że nikt jeszcze nie rzucił poprawnie zaklęcia. Jednak wreszcie pojawił się ten pierwszy idealny promień. Jak można było się domyślić to Hermionie pierwszej się udało, więc podeszła do innych, którzy sobie nie radzili. Zaraz po Gryfonce inni zaczęli poprawnie rzucać zaklęcia. Ślizgoni również opanowali zaklęcie. Wśród osób, którym jeszcze się to nie udało był Neville, który jednak przy pomocy Hermiony był na dobrej drodze do rzucenia zaklęcia, Luna, którą zajęła się Eva, Ernie, któremu pomagał Harry, i Ginny, do której podchodził waśnie Sam.
- Jak tam Wiewióra? Coś nie idzie?
- Daj mi spokój, muszę się skupić – prychnęła w stronę chłopaka. Sam widząc jej nerwowe ruchy różdżką spowodowane zniecierpliwieniem zaśmiał się i podszedł jeszcze bliżej.
- Spokojnie, Wiewióra. Pomogę ci. – Chłopak stanął za nią i złapał za jej nadgarstek. – Zamknij oczy. Uspokój i skup się – mruknął cicho. – A teraz wypowiedz zaklęcie. – Gdy ona wypowiedziała formułę, on delikatnie poruszył jej nadgarstkiem w odpowiedni sposób, dzięki czemu z różdżki Gryfonki wypłynął żółty promień. – Widzisz, wystarczy trochę skupienia – stwierdził odsuwając się od dziewczyny i zauważając jej czerwone policzki.
- Ymm… tak, dzięki – mruknęła i odeszła do Hermiony, która już poradziła sobie z Nevillem. Samuel natomiast odwrócił się w stronę swoich przyjaciół i siostry, jednak widząc ich wredne uśmieszki został tam gdzie stał opierając się o ścianę. Gdy wszyscy opanowali zaklęcie zajęli się kolejnym. Zaklęcie odrętwienia, podobne do Drętwoty ale, gdy przytrzymało się je zbyt długo powodowało zanik czucia. Po opanowaniu tego zaklęcia zaczęli się zastanawiać co będzie następne, a potem zgodnie stwierdzili, że na dzisiaj można już skończyć. Z Pokoju Życzeń wszyscy wychodzili z uśmiechami i ze świadomością, że robią coś pożytecznego, a nie siedzą bezczynnie. Po spotkaniu Nicole skierowała się razem z gryfonami do ich pokoju wspólnego, aby spędzić trochę czasu z siostrą. Ślizgonka czuła, że ostatnio zaniedbała Laurę, ale JP, treningi, szlabany i nauka zajmowały jej dużo czasu. Po chwili już wchodzili do pomieszczenia, a Nicole od razu wyłowiła w tłumie blond włosy młodszej Gryfonki, więc od razu się skierowała w tamtą stronę.
- Kogo to moje oczy widzą? – odezwała się blondynka. – Dawno cię tu nie było.
- Siemasz, młoda. Mam dużo spraw na głowie, więc się nie dąsaj. Przecież zawsze o tobie pamiętam – wytłumaczyła się Ślizgonka. – To jak? Mogę się dosiąść?
- Po co pytasz. Siadaj – stwierdziła już z uśmiechem robiąc starszej siostrze miejsce na kanapie.
- Co tam się dzieje w gryfolandii? – zapytała rozglądając się po pokoju.
- Przyszłaś tu na przeszpiegi – zaśmiała się Laura. – Harry ci czegoś nie powiedział i teraz próbujesz to wyciągnąć ode mnie.
- Pewnie. Wiesz Malfoy czeka na gorące ploteczki prosto z paszczy lwa, a ja przecież nie mogę go zawieść – oznajmiła Nicole z udawanym uwielbieniem i powagą. Długo jednak tak nie wytrzymała i już po chwili wybuchła śmiechem, a zaraz po niej Laura i jej przyjaciele. I tak właśnie szóstoroczna Ślizgonka spędziła resztę dnia z trzeciorocznymi gryfonami.

Wreszcie nadszedł długo oczekiwany moment, szczególnie dla Dracona. Mecz przeciwko Krukonom miał się rozstrzygnąć już za godzinę. Wszyscy zawodnicy byli lekko zestresowani, ale w przypadku Ślizgonów ten stres działał motywująco. Byli dobrze przygotowani, więc musieli wygrać. Gdy nadeszła godzina rozpoczęcia meczu obie drużyny weszły na boisko z dumnie podniesionymi głowami. I zaczęło się. Ślizgoni od razu przeszli do akcji wbijając Krukonom pierwszego gola. Uczniowie w niebieskich strojach jednak nie dawali sobie w kaszę dmuchać i szybko przeszli do kontrataku. Na szczęście dla Węży Sam popisał się genialną obroną. Po godzinie gry Ślizgoni nadal prowadzili, a Nicole już trochę zniecierpliwiona rozglądała się za zniczem, który do tej pory pojawił się tylko raz, zaraz znikając. Szukające latały wyżej od reszty, aby widzieć całe boisko, choć Cho Chang bardziej skupiała się na pilnowaniu Nicole w razie gdyby ta jako pierwsza ujrzała znicza. I rzeczywiście tak było jednak Ślizgonka nie dała po sobie tego poznać, bo znicz latał sobie dużo bliżej Krukonki. W głowie Nicole tworzył się plan, który zaraz zrealizowała. Harry, który z trybun zauważył znicz w tej samej chwili co jego siostra wielce się zdziwił, że Nicole poleciała w całkiem odwrotną stronę, jednak w następnym momencie zrozumiał o co jej chodziło. Gdy Nicole odciągnęła Cho od znicza na wystarczającą odległość od razu skierowała się w miejsce, gdzie przed chwilą ujrzała znicza. Jak się okazało złota piłeczka nadal swobodnie latała sobie przy trybunach. Minutę później było po meczu. Ślizgoni wygrali 260:70. Nicole oprócz gratulacji swoich domowników musiała przyjąć gratulacje od rodziny. James szczerzył się szeroko co chwilę powtarzając, że to jego krew. Jak zawsze po wygranym meczu w Pokoju Wspólnym rozpoczęła się wielka balanga, na której wszystkim puszczały hamulce. Więc nawet zawsze poważny Draco robił rzeczy, o których na trzeźwo nigdy by nawet nie pomyślał.
Kolejnego dnia jak to zwykle bywa po mocno zakrapianej imprezie Ślizgoni pojawili się dopiero na obiedzie. Nicole wraz z przyjaciółmi wchodziła do Wielkiej Sali szeroko się uśmiechając. Śmiech jednak szybko spełzł jej z twarzy, gdy przed nią pojawił się Harry z bladą twarzą i strachem w oczach.
- Laura jest w Skrzydle Szpitalnym. Ktoś ją pobił. Nie mogliśmy cię wcześniej znaleźć. – Po tych słowach Ślizgonka nie czekała na nic, tylko złapała brata za nadgarstek i pobiegła na pierwsze piętro, gdzie znajdowało się Skrzydło Szpitalne. Nicole wpadła tam z rozmachem przez co została przywitana krzykiem pani Pomfrey.
- To nie boisko Quiddichta, tylko szpital!
- Co jej jest? – zapytała nie zwracając uwagi na wcześniejsze słowa kobiety wpatrując się w drobną blondynkę leżącą na łóżku.
- Została dotkliwie pobita. Ma złamane dwa żebra, lewą rękę w dwóch miejscach. Siniki na całym ciele zostały już wyleczone, a kości zrosną się w ciągu dwóch-trzech dni. Jednak zaklęcie diagnozujące wykryło, że została na nią rzucone zaklęcie zapomnienia. Nieudane zaklęcie.
- Co to oznacza? – zapytała ze strachem, a Harry w geście pocieszenia ścisnął ją za rękę.
- Nie wiadomo jakie skutki ma takie zaklęcie. Może całkowicie stracić pamięć, może też mieć krótkotrwałą amnezje, a może też być tak, że zaklęcie nie zostawi żadnych trwałych szkód. Dowiemy się tego dopiero, gdy się obudzi. – Po tych słowach Nicole z załamaniem usiadła na łóżku obok.
- Czy nic nie można zrobić? – zapytał Harry.
- Trzeba czekać. Przykro mi – oznajmiła pielęgniarka i zniknęła w swoim gabinecie. Nicole schowała twarz w dłoniach, a Harry przytulił ją, aby czuła w nim wsparcie.
- Kto mógł jej to zrobić. Przecież nie ma wrogów.
- Zobaczysz znajdą tego kto jej to zrobił. Znajdą go i zostanie ukarany – pocieszał Gryfon.
- Tak jak znaleźli tych co zaatakowali mnie – prychnęła. – Kto ją znalazł? Kto tu przyprowadził?
- Natalie, Lucy i Jack, jej przyjaciele przyszli do mnie po śniadaniu. Szukali ciebie, ale was nie było. Powiedzieli mi, że nie wróciła na noc. Nie szukali jej, bo powiedziała, że idzie do ciebie, myśleli, że się zasiedziała i nie puściłaś jej po ciszy nocnej samej. Od razu sprawdziłem Mapę Huncwotów, była w pustej klasie niedaleko naszego Pokoju Wspólnego. Nie wiem kto jej to zrobił.
- Nawet nie dotarła do mnie – jęknęła Nicole załamana. – Ten kto to zrobił gorzko tego pożałuje – dodała już twardym tonem.
Kolejne godziny nie zmieniły nic w stanie Laury, nadal była nieprzytomna. Nicole przez całą niedzielę praktycznie nie wychodziła z Skrzydła Szpitalnego. Niestety kolejnego dnia także nie zauważono poprawy, a Ślizgonka została zmuszona do opuszczenia szpitala i udania się na zajęcia. Pierwszą lekcją były eliksiry. Nicole miała szczęście, że dziś pracowali grupowo, dzięki czemu to Camile przejęła pieczę nad ich eliksirem, bo ona nie była do tego zdolna. Jej myśli błądziły wokół Laury i jej napastnika. Po eliksirach Ślizgoni i Gryfoni skierowali się na zielarstwo. Przed szklarnią numer 5 zbierał się już spory tłum. Gdy Nicole z przyjaciółmi, Harry’m i Hermioną tam dotarli dostrzegli złośliwy wzrok Rona skierowany na rodzeństwo Potter. Oni jednak to zignorowali, bonie chcieli się wdawać w kłótnie. Niestety Wealsey tym razem nie miał zamiaru odpuścić.
- Jak tam twoja siostra, Potter? – zadrwił. Niestety źle trafił, bo Nicole zła to Nicole niebezpieczna. Ślizgonka w jednej chwili złapała swoją różdżkę i podeszła do rudzielca, przykładając mu ją do gardła.
- Weasley, lepiej uważaj na siebie, bo jeśli się okaże, że to ty ją tak urządziłeś to naprawdę tego pożałujesz – zagroziła mu.
- A co ty mi możesz zrobić? – zapytał Gryfon już mniej pewnie zezując na różdżkę wbitą w jego krtań.
- W tej chwili naprawdę dużo – warknęła.
- Nicole daj spokój. Nie warto tracić nerwów na niego. – Harry próbował uspokoić siostrę łapiąc ją za nadgarstek.
- No tak, a ty jak zwykle po stronie tej ślizgońskiej dziwki. – To był wielki błąd Ronalda Weaslay’a. Po tym jak Nicole pod wpływem Harry’ego puściła Gryfona, ten odzyskał rezon, czego skutkiem było wypowiedziane zdanie. Tego jednak Potter mu nie popuścił. W jednej chwili rudy padł na ziemię łapiąc się za złamaną szczękę, a Harry pocierał bolące knykcie.
- No, no, no, Potter. Nie sądziłem, że masz taki cios – zaśmiał się Draco.
- Harry jak mogłeś?! – zaczęła go strofować Hermiona. – Nie powinieneś go bić!
- Harry, nie musiałeś – szepnęła Nicole. – Nie ruszają mnie jego słowa.
Zapanował chaos, w którym tak naprawdę nikt nie zwracał uwagi na leżącego Weasley’a. Słychać było tylko krzyki Hermiony i zakłady reszty uczniów o to czy Ron się podniesie i odda Harry’emu. Zakłady te zapoczątkował oczywiście Blaise na spółkę z Samem. Przybycie nauczycielki spowodowało uspokojenie atmosfery.
- Co tu się dzieje? – zapytała profesor Sprout. – Weasley, dlaczego leżysz na ziemi? Wstawaj. – Wtedy właśnie kobieta ujrzała jego zakrwawioną twarz. – Finnigan, zabierz go do skrzydła. A ty Granger, wytłumacz mi co tu się stało. – Wskazała na Hermionę.
- Bo Harry i Ron mieli drobne nieporozumienie. Ron nazwał Nicole dziwką, na co Harry zareagował zbyt impulsywnie i uderzył go.
- Potter, szlaban dzisiaj o 19:00. Jak Weasley wyjdzie ze Skrzydła to przekaż mu, aby też stawił się na szlabanie. A teraz wchodzić do szklarni. Mamy rośliny do przesadzenia. – Sprout uznała sprawę za zakończoną.
Do końca dnia w stanie Laury nie nastąpiły żadne zmiany. Cały czas była nieprzytomna i cały czas nie wiadomo było jakie działanie będzie miało zaklęcie zapomnienia.

***
> Acus – z łac. ‘igła’ 
Dziś po pierwsze krócej, ale tak wyszło, a po drugie rozdział niezbetowany, ale zgodnie z obietnicą chciałam go wstawić do końca tygodnia, a dopiero skończyłam go pisać. Mam nadzieje, że się podoba.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 15 lutego 2016

Prorok Codzienny 4


Po raz drugi zostałam nominowana do Liebster Blog Award. Tym razem przez PomyLunę z Maddie Ravenclaw. Na pytanie chętnie odpowiem, ale nie będę nominować kolejnych blogów, gdyż nie bawię się w takie łańcuszki. Tak więc jeśli macie ochotę zapraszam do poczytania moich odpowiedzi :)

1. Co cię skłoniło do napisania bloga?
Nudy i chęć stworzenia czegoś swojego.
2. Do jakich filmów i książek najchętniej wracasz?
Książki to oczywiście seria Harry Potter i Zwiadowcy, a filmy to po raz drugi Harry Potter, ale też Szybcy i Wściekli i pewnie parę innych, o których teraz nie pamiętam.
3. Jaki jest twój ulubiony cytat?
Mam takie trzy cytaty które do mnie przemawiają
"Jest jedna rzecz dla której można żyć,
HIP-HOP - i nie zmienia się nic
- Slums Attack - Jest jedna rzecz
"Dawno temu wybrałem swoją drogę to hip-hop,
to całe moje życie na ten temat to wszystko.
Oddałbym za to serce, swój czas i talent,
jedna miłość dla bitów pod płynący alfabet."
- Slums Attack feat. O.S.T.R., Jeru the Damaja - Oddałbym
"Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca choćbyś miał tu paść na ryj."
- Z.B.U.K.U. - Do końca
4. Którą część garderoby najbardziej lubisz?
Dżinsy, nie wyobrażam sobie siebie bez tej części
5. Jaki jest Twój ulubiony YouTuber?
Brak, na YouTube oglądam tylko teledyski
6. Nosisz obecnie krótkie, czy długie włosy? Jakie wolisz?
Część mam długich, a część krótkich :) w sensie długie z wygolonym bokiem i takie mi najbardziej odpowiadają.
7. Grasz na jakimś instrumencie? Jeśli nie to chciałabyś?
Niestety nie gram, ale chciałabym nauczyć się grać na perkusji.
8. W której klasie zaczęłaś pisać?
Druga, albo trzecia technikum.
9. Ulubiona piosenkarka/piosenkarz/zespół?
Właściwie to raper i to nawet kilku. Na pierwszym miejscu oczywiście Peja, a potem Sobota, Chada, Z.B.U.K.U., Śliwa, Bezczel i wiele innych
10. Gdzie byłaś za granicą. Jeśli nie to chciałabyś?
Czechy, Niemcy i Holandia. A kiedyś chciałabym pojechać nad morze Śródziemnomorskie.

To tyle z moich odpowiedzi i jedyne co mi pozostaje to zaprosić Was na kolejny rozdział, który pojawi się w tym tygodniu.
Pozdrawiam AniaXXX

wtorek, 12 stycznia 2016

Rozdział 48


Tydzień mijał bardzo szybko, a Nicole nie mogła się doczekać pierwszego spotkania ich grupy. Miała nadzieje, że ludzie, których wspólnie wybrali będą potrafili działać razem. Umówili się na spotkanie w Pokoju Życzeń w sobotę po obiedzie. Zniecierpliwiona Ślizgonka poganiała przyjaciół, aby szybciej kończyli posiłek. Dzięki temu byli pierwsi na siódmym piętrze. Zaraz za Ślizgonami pojawiła się grupka Gryfonów, na czele z Harry’m. Na końcu przybyli Krukoni razem z Puchonami. Ci ostatni mieli najbardziej niepewne miny.
- To wchodzimy? – zapytała Nicole i nie czekając na odpowiedź zaczęła krążyć wzdłuż ściany myśląc o wygodnym pokoju dla dwudziestu sześciu osób. Gdy weszła jako pierwsza uśmiechnęła się z zadowoleniem. Pokój odzwierciedlał dzisiejszy charakter spotkania. Na ścianach widoczne były różnobarwne wzory. Dominującymi kolorami były czerwony, zielony, niebieski i żółty. Choć na pierwszy rzut oka były to kolory niepasujące do siebie, to jednak teraz współgrały ze sobą idealnie. W pomieszczeniu porozstawiane były liczne sofy i fotele, dzięki którym wszyscy mogli usiąść wygodnie.
- No, skoro już wszyscy tu jesteśmy, to można zacząć – zaczęła koślawo Nicole. – Nie znam was wszystkich, ale wspólnie… – Tu spojrzała na swoich przyjaciół i zaprzyjaźnionych Gryfonów. – Wybraliśmy zaufanych uczniów, którzy zdają sobie sprawę ze zbliżającego się niebezpieczeństwa. Wierzę, że tak jak ja chcecie coś z tym zrobić. Być przygotowanym na to co szykuje dla nas Voldemort. – Tu większość skrzywiła się, a Potterowie przewrócili oczami na taką reakcję, ale pozostawili to bez komentarza. – Chcę, abyśmy nauczyli się walczyć – stwierdziła krótko.
- A można wiedzieć dlaczego akurat ty masz nam przewodniczyć? – zapytał arogancko jeden z Puchonów. O ile Nicole pamiętała, był to Ernie Macmillan.
- A można wiedzieć dlaczego zadajesz takie głupie pytania? – odpowiedział chamsko Malfoy.
- Draco nie jesteśmy tu, żeby się kłócić – zganiła go panna Potter. – Nie chcę niczemu przewodniczyć. Z resztą nie zależy mi na tym, aby w tej grupie ktokolwiek był przewodniczącym. Chciałabym, abyśmy traktowali się jak partnerzy, bez względu na przynależność do różnych domów. Jednak na twoje nieszczęście utworzenie tej grupy jest moim pomysłem, więc to ja go przedstawiam. – Nicole nie mogła podarować sobie tego sarkazmu na koniec. – Jeszcze jakieś pytania?
- Kto nas będzie uczyć? – zapytała śpiewnie Luna Lovegood. – I fajnie byłoby wiedzieć czego będziemy się uczyć – zakończyła z delikatnym uśmiechem.
- W tej grupie będziemy się uczyć sami. Oczywiście, jeśli ktoś nie będzie sobie z czymś radzić to ci którzy już opanują dane zaklęcia, będą zawsze służyć pomocą. Liczę, że tu ujawni się to partnerstwo, o którym już mówiłam. Oprócz tego po swojej stronie mamy trójkę Huncwotów, w tym jednego byłego nauczyciela, którzy jeśli tylko nie będą zajęci ochroną zamku, to są w stanie nam pomóc. Ich pomoc przyda się w pewnych aspektach naszej nauki. – Ostatnie zdanie powiedziała niepewnie. – I tu dochodzimy do tego, czego będziemy się uczyć. Najważniejsze będą zaklęcia ofensywne, oczywiście nieograniczające się tylko do białej magii. – Gdy tylko skończyła mówić posypały się protesty. Pierwsza była Hermiona.
- Czy koniecznie musimy sięgać, aż po takie środki?
- Przecież to nielegalne – stwierdził jeden z Krukonów.
- Nie będziemy tacy jak Śmierciożercy – oznajmił Ernie. Oprócz protestów widoczny był strach, między innymi na twarzy Neville’a.
- Kto z was sądzi, że można pokonać Śmierciożercę, rzucającego na prawo i lewo Avady i Cruciatusy, samym Expeliarmusem, czy Drętwotą? – zapytała retorycznie Nicole.
- To nie znaczy, że my też mamy używać zaklęć niewybaczalnych – odpowiedział Terry Boot, Krukon, który zaraz po Hermionie najbardziej protestował.
- Czarna magia to nie tylko niewybaczalne – wytłumaczył Harry. Nicole spojrzała na brata dziękując mu spojrzeniem. Oboje zdawali sobie sprawę, że niektórzy szybciej zaufają Harry’emu, idealnemu Gryfonowi, niż Ślizgonce.
- Oczywiście nie chcemy się w nią zagłębiać za bardzo, bo nic nie zmieni tego, że czarna magia jest niebezpieczna. Właśnie dlatego potrzebna nam pomoc dorosłych. Remus był dobrym nauczycielem, który całkiem sporo wie na ten temat. Syriusz za to czarną magię ma we krwi, dlatego będzie wiedział, w którym momencie nas powstrzymać. – Nicole zamilkła nie wiedząc co jeszcze mogłaby powiedzieć.
- Myślę, że najlepiej będzie na początku zrobić listę zaklęć, których będziemy się uczyć – oznajmiła Hermiona, uważając temat czarnej magii za zamknięty.
- Listę dobrze by było rozszerzyć o sposób rzucania zaklęcia i krótki opis. To ułatwiłoby nam naukę – wtrąciła Eva. Tak właśnie zaczęła się burza mózgów. Nicole uśmiechnęła się z satysfakcją myśląc o tym zalążku współpracy.
- Ktoś będzie musiał dostać zezwolenie na wejście do Działu Ksiąg Zakazanych. Tam może być wiele przydatnych klątw.
- Albo, jeśli nikt nie dostanie pozwolenia, to można spróbować się tam włamać.
- Harry ma w tym doświadczenie – zauważyła wesoło Ginny. – Jednak zanim za cokolwiek się weźmiemy, trzeba wymyślić nazwę dla naszej grupy.
- Niezła myśl. Jakieś pomysły?
- Stowarzyszenie Walki z Pieskami Voldemorta – zaproponował Blaise.
- Niezłe, ale może coś krótszego? – zaśmiała się Camile.
- Grupa Defensywy.
- GHRS. Od pierwszych liter naszych domów –  zasugerował Seamus.
- A niby dlaczego Slytherin ma być ostatni? – zaoponował Sam. - Nam się bardziej podoba Węże Górą.
- Tylko, że nie jesteście tu sami – odparła Hermiona.
- A może JP? – wtrąciła Nicole domyślając się, że zaraz dojdzie do wielkiej kłótni. Ślizgonka zauważyła, że wychowani w rodzinach mugolskich patrzą na nią z niedowierzaniem, a Hermiona nawet z naganą. Reszta nie wiedziała o co chodzi.
- JP? To może lepiej JV? Lepszy Voldemort niż policja – stwierdził Justin. – Choć sądzę, że brzmi to beznadziejnie.
- Nie. Chodziło mi o JP, tylko nie o takie rozwinięcie, które macie na myśli. JP, jak Jutro Przeżyjemy. W końcu o to walczymy, o przeżycie w wojnie, a skrót całkiem chwytliwy – zaśmiała się. – No i gdy będziemy rozmawiać o tym wśród innych nikt nie domyśli się, że chodzi nam o grupę, która uczy się walki.
- Fajnie brzmi, ale o co chodzi z tym skrótem? – zapytała Vanessa wypowiadając na głos myśli czarodziejów czystej krwi.
- Mugole używają tego skrótu, gdy chcą obrazić służby porządkowe. Dosłownie oznacza to Jebać Policję – wyjaśniła Nicole. – To czyli, że wszyscy zgadzają się na taką nazwę? Odpowiedziały jej mniej, lub bardziej entuzjastyczne kiwnięcia głową.
- Czyli trzeba też ustalić jakiś konkretny termin naszych spotkań – zauważył Harry.
- Myślałam już o tym – zaczęła Hermiona. – I patrząc na to, że każdy z nas ma inny plan, i do tego różne dodatkowe zajęcia, to ciężko będzie wybrać termin, który będzie pasował wszystkim. Po drugie, aby utrzymać w tajemnicy te spotkania to myślę, że nie powinny się odbywać tego samego dnia i godziny. Właśnie dlatego mam to – powiedziała i wyciągnęła z kieszeni pobrzękujący woreczek, z którego wysypała garść złotych galeonów.
- Nie wiem, czy wiesz, Granger, ale niektórym z nas nie potrzebna jest jałmużna – zadrwił Malfoy.
- Draco, nie bądź złośliwy – zganiły go razem Camile i Nicole.
- To nie są prawdziwe galeony. Są trochę większe, po to, żebyście nie wydali ich przez przypadek. Rzuciłam na nie zaklęcie Proteusza. Gdy na jednym coś się zmieni to na całej reszcie będzie tak samo. – Hermiona wyciągnęła różdżkę i rzuciła zaklęcie na jedną z monet. Na awersie pojawiły się zdobne litery JP, a na rewersie dzisiejsza data. – Co wy na to?
- Całkiem niezłe, Granger – zauważył z uznaniem Sam. Hermiona nieznacznie się zaczerwieniła i zaczęła rozdawać każdemu zaczarowane monety.
- To kto będzie zmieniał datę? – zapytała siódmoklasistka, Gryfonka Katie, przyglądając się błyszczącemu przedmiotowi.
- Najlepiej, aby to był jakiś prefekt. W końcu oni mniej, więcej znają plany reszty uczniów. Najsensowniejszym pomysłem, aby zajęła się tym Hermiona, w końcu to jej dzieło – zaproponowała Nicole, z czym zgodziła się cała reszta. – Najlepiej, abyśmy się spotykali chociaż raz w tygodniu. A teraz co z tą listą zaklęć. Przydałoby się nam coś takiego na początek. Kto najszybciej zdobędzie pozwolenie na wejście do Działu Ksiąg Zakazanych? – Tu wszystkie spojrzenia znowu padły na Hermionę.
- Dlaczego ja? – jęknęła Gryfonka.
- Bo jesteś najmądrzejszą czarownicą od czasów Roweny Ravenclaw – stwierdziła niewinnie Ginny.
- Ale przecież ktoś jeszcze może postarać się o to pozwolenie. Sama Hermiona wyniesie z biblioteki tylko swoje notatki, a zbyt długo nie będzie mogła szukać, bo Pince będzie jej dyszeć na kark.
- Eva ma rację, dlatego może razem z nią postaramy się o drugie pozwolenie. Flitwick nas lubi, to da się przekonać. I też czegoś poszukamy – zaproponowała Padma.
- A ja i Sam przekonamy ojca, żeby nam podpisał coś takiego i też się tym zajmiemy – zdecydowała Vanessa.
- Czyli mi i Harry’emu zostało włamać się do tego działu i skopiować jak największą ilość ksiąg z zaklęciami. Będzie można to opracować później, a chociaż będziemy mieli na dłużej – oznajmiła Nicole.
Spotkanie zakończyło się sukcesem, z czego wszyscy byli zadowoleni. Od tego dnia grupa JP miała działać prężnie, aby na wojnie ze spokojem stanąć do walki i przeżyć ją.
Oprócz rozpoczęcia działalności grupy JP rozpoczął się też sezon Quiddicha. Pierwszy mecz, Ślizgoni przeciwko Krukonom, zbliżał się wielkimi krokami. Drużyna Slytherinu pod przewodnictwem Dracona rozpoczęła ciężkie treningi. Malfoy, na szczęście nie musiał przeprowadzać sprawdzianów, gdyż nikt z drużyny z poprzedniego roku nie ukończył jeszcze szkoły. Dlatego właśnie nie przejmując się niczym trenowali ciężko, aby utrzymać Puchar Quiddicha. Czasami, aż za ciężko.
- Drużyno, idziemy na trening! Za trzy tygodnie pierwszy mecz, a wy się opierdzielacie! – krzyknął Malfoy patrząc na rozleniwionych zawodników.
- Draco, odbiło ci? Pada deszcz.
- Blaise, a ty z cukru jesteś, że deszczyku się boisz?! – zagrzmiał blondyn.
- Draco, ty tak na serio? – zapytała Nicole patrząc na niego jak na wariata. Na dworze nie padał deszcz, panna Potter nazwałaby to raczej ulewą. – Jak niby mam szukać znicza w taką pogodę?
- A jak za trzy tygodnie też będzie tak padać to stwierdzisz, że nie będziesz grać? – zapytał retorycznie. – Zapierdzielać na boisko, dupy wołowe! – Cała drużyna obrzuciła kapitana morderczym spojrzeniem i poczłapała po swoje miotły i gogle, które choć trochę chroniły ich oczy przed deszczem. Właściwy trening trwał pół godziny. Draco poddał się po tym jak kafel wyśliznął mu się z ręki i próbując go łapać oberwał tłuczkiem, którego nie zauważył. Rozzłoszczony zarządził, że czas na wyćwiczenie kondycji. Kazał im biegać dokoła boiska. Na początku drużyna grzecznie truchtała za kapitanem, który to zwalniał to przyspieszał tempa, jednak po piętnastu minutach znudziło im się to. Blaise i Nicole zrobili sobie konkurs. Kto trafi błotem Dracona-Wspaniałego-Kapitana-Malfoy’a wygrywa. Na początku ani jedno, ani drugie nie trafiało celu. Jednak przy czwartej kolejce to Nicole się poszczęściło. W nagrodę zasłużyła na krzyk Malfoy’a.
- Potter, trening to nie zabawa! Mamy tu ćwiczyć, a nie jakieś wygłupy odwalać!
- Wspomagałam Blaise’a w ćwiczeniach strzelania do celu – wtrąciła niewinnie, gdy Draco wziął oddech, aby mieć siłę na kolejne krzyki. Niestety w utrzymaniu niewinnej miny nie pomagał widok reszty drużyny, która ledwo powstrzymywała się od śmiechu, przez co Nicole zaśmiała się głośno.
- Mam was dość! Koniec treningu – zarządził.
- I chwała ci za to.
Kolejny trening już wyglądał lepiej. Pogoda dopisywała, tak samo, jak humory członków drużyny, tutaj nawet, aż za bardzo. Jednak po trzech godzinach i oni mieli dość ćwiczenia różnego rodzaju manewrów, szybkości, czy też innych, zdaniem Malfoy’a, wielce potrzebnych rzeczy. Gdy Draco zajęty był rozmową z Samem o technikach obrony, Nicole i Blaise, aby zabawić się trochę, postanowili urządzić sobie wyścig. Oczywiście, nie lecieli normalnie przed siebie, tylko kto pierwszy doleci jak najwyżej. Tym razem dołączyli do nich jeszcze pałkarze, czyli Teodor Nott i Adrian Pucey. Gdy Draco zorientował się, że reszta drużyny nie ćwiczy, rozejrzał się po boisku. Niedaleko nich Jake Adams, trzeci ścigający, ze śmiechem wpatrywał się w górę. Draco i Sam do niego dołączyli, oglądając jak uczestnicy wyścigu zażarcie ze sobą walczą, czasem ciągnąc za witki miotły lecące wyżej. Dracona od kolegów odróżniało to, że nie miał szerokiego uśmiechu na twarzy.
- Potter, Zabini, czy wy zawsze musicie rozwalać mi trening! – Kapitan wydarł się tak głośno, że uczestnicy wyścigu spokojnie usłyszeli go, mimo, że byli dużo wyżej. Z niezadowolonymi minami zaczęli lecieć w przeciwną stronę.
- Smoku, zluzuj majty. Przecież i tak wygramy. – Blaise wywołał uśmiech nawet na wściekłej twarzy blondyna.
- Niech wam będzie. Koniec treningu. Następny w sobotę o 11:00. – Drużyna rozeszła się w dobrych humorach.
Po wyczerpującym treningu Nicole postanowiła poćwiczyć animagię. Była zmęczona, ale było to te pozytywne zmęczenie. Po prysznicu usiadła na swoim łóżku po turecku, zamknęła oczy i wyciszyła się. Wyrzuciła z głowy wszystkie niepotrzebne myśli, próbując poczuć swoją magię. Gdy samo skupienie nie pomogło, zaczęła przywoływać wspomnienia swoich spotkań z Adrienne, jej kojącego głosu, aż wreszcie tego uczucia, które towarzyszyło jej przed przejściem przez kamienny łuk. I znowu poczuła to samo, krótki impuls. Tak, jakby jej organizm przekazywał, że jest na dobrej drodze. Niestety zaraz potem do dormitorium wpakowały się jej dwie „ulubione”, rozchichotane współlokatorki, Dafne i Tracey. Nicole obrzuciła je zrezygnowanym wzrokiem i zaczęła zbierać się do wyjścia z pokoju. Przez rok nauczyła się ignorować akurat te dziewczyny, jednak cały czas bała się, że głupota jest zaraźliwa. Skierowała się do Pokoju Wspólnego w poszukiwaniu przyjaciółek, jednak nie widząc ich, przysiadła się do Pansy, która coś pisała.
- Co tam skrobiesz?
- Piszę list do ciotki.
- Czyli przeszkadzam?
- Nie, właściwie to już skończyłam. Jak tam było na treningu? Draco dalej tak wariuje?
- I to jak. Trzymał nas trzy godziny. Odpuścił dopiero, gdy urządziliśmy sobie z chłopakami wyścig. – Pansy zaśmiała się. Dziewczyny pogrążyły się w wesołej rozmowie, dzięki czemu, ani jedna, ani druga się nie nudziła.
Gdy Hermiona, Eva, Padma, Vanessa i Sam wypełnili swoje zadanie dotyczące znalezienia odpowiednich ksiąg z zaklęciami i opracowania tych, które mogą im się przydać do akcji wkroczyło rodzeństwo Potter. Spotkali się o 24:00 na czwartym piętrze, niedaleko biblioteki. Harry czym prędzej wciągnął siostrę pod pelerynę niewidkę. Zrobił to w porę, bo chwilę później na korytarz wszedł jeden z patroli aurorskich. Gdy tylko para mężczyzn zniknęła za rogiem, bliźniaki ruszyły w stronę biblioteki przyświecając sobie drogę różdżkami i co jakiś czas spoglądając na Mapę Huncwotów. Do Działu Ksiąg Zakazanych weszli bez problemów. Oboje sądzili, że dopisuje im wyjątkowe szczęcie, dlatego czym prędzej wzięli się za kopiowanie kolejnych ksiąg z zaklęciami. Wcześniej dowiedzieli się, które już zostały przeglądnięte, tak więc z tego co się orientowali to dużo im nie zostało. Po godzinie, Nicole chwyciła za ostatnią księgę, którą chcieli skopiować. Na ich nieszczęście była to zaczarowana księga, która wydała z siebie okropny wrzask. Przestraszona Ślizgonka czym prędzej schowała ją z powrotem na półkę, a Harry zaczął pomniejszać uzbierane pergaminy. W tej samej chwili, gdy okryli się peleryną do biblioteki wpadła ochrona. Merlin chyba czuwał nad Potterami, bo byli to Remus i Syriusz. Rodzeństwo z ulgą odetchnęło i szepnęło do swoich chrzestnych, żeby dłużej przytrzymali drzwi jak będą wychodzić. Mężczyźni wyszczerzyli się tylko i wykonali polecenie nastolatków. Wychodząc z pomieszczenia wpadli na drugi patrol, który już dzisiaj mijał bliźniaków.
- I co? Ten hałas dochodził z biblioteki?
- Biblioteka czysta. To pewnie Irytek piętro wyżej rządzi – stwierdził Syriusz bez mrugnięcia okiem. Harry i Nicole nie czekając na dalszy rozwój wypadków czmychnęli stamtąd. Harry najpierw odprowadził Nicole do lochów, aby nie została złapana, a potem sam skierował się do Pokoju Wspólnego Gryfonów.

***
Tym razem udało się szybciej.
Jak się podoba?
Pozdrawiam,
AniaXXX