środa, 26 kwietnia 2017

Rozdział 56


Draco z dziewczynami bardzo szybko pojawił się w Hogwarcie, tam od razu skierowali się do Skrzydła. Madame Pomfrey była zbyt zajęta Camile, aby próbować wyrzucić ich stamtąd. Razem z nią był tam Snape. Do pomieszczenia wbiegli akurat w momencie, gdy mężczyzna podawał swojej podopiecznej obrzydliwie zielony eliksir.
- Wuju, co z nią? – zapytał od razu blondyn.
- Zaraz, Draco. Daj mi skończyć – mruknął i zaczął machać nad dziewczyną różdżką. Po chwili skończył i odetchnął wyraźnie zadowolony. – Wszystko będzie dobrze. O mało nie doszło do niedotlenienia mózgu, ale zdążyliśmy. Ta klątwa jest ostatnio ulubioną zabawką Lucjusza – powiedział ze swoim zwyczajowym chłodem.
- Zabiję gnoja – warknął Draco. – Jeśli jeszcze raz się do niej zbliży to będzie ostatnia rzecz, którą zrobi.
- Ochłoń trochę, Draco – stwierdził mężczyzna, po czym omiótł wzrokiem całą ich trójkę. – Możecie z nią zostać. Do wieczora się nie obudzi. Ale żadnych więcej osób – rozkazał i skierował się do wyjścia. Przed drzwiami zatrzymał się z drwiącym uśmiechem i zwrócił do pielęgniarki – Pomfrey, zajmij się policzkiem Potter. Nie potrzebujemy w Hogwarcie kolejnej gwiazdy z blizną na twarzy. – Nicole dopiero teraz zwróciła uwagę na szramę na twarzy, z której powolnym ciurkiem płynęła krew.
- Miło, że się pan o mnie martwi – westchnęła i poddała się zabiegom pielęgniarki. Po chwili miała na twarzy grubą warstwę maści, dzięki której już jutro po bliźnie nie miało być śladu. W tym czasie Draco usiadł koło Camile na łóżku i złapał ją za rękę. Widać było, że martwi się o siostrę. Nicole i Vanessa usadowiły się na krzesłach niedaleko, rozmawiając cicho na temat ataku, a pielęgniarka przygotowywała kolejne mikstury na napływ kolejnych pacjentów.
Po paru minutach do Skrzydła zaczęli napływać ranni, więc pielęgniarka miała ręce pełne roboty. W Skrzydle pojawiła się cała grupa JP. Paru z nich było rannych, więc Neville, Justin i Hanna, aby odciążyć pielęgniarkę, pomagali tym mniej poważnym wypadkom. Po jakimś czasie pielęgniarka rozejrzała się po swoim królestwie z wyraźnym zaskoczeniem. Gdy ujrzała trójkę uczniów tak sprawnie uwijających się wśród rannych, to westchnęła tylko zadowolona i skontrolowała ich pracę. Po godzinie wszyscy ranni byli już opatrzeni. Większość z nich mogła od razu wyjść, jednak parę osób potrzebowało dłuższej rekonwalescencji. Był tam auror ze złamaną nogą, nieprzytomna Alicja Spinnet, jakiś Gryfon z drugiego roku, który też chciał walczyć, a bardzo szybko nabawił się wstrząśnienia mózgu, Seamus, który dość ostro został potraktowany klątwą cięcia i Camile. Gdy JP upewniło się, że z ich kolegami już wszystko będzie dobrze, chcieli wycofać się ze Skrzydła, aby nie przeszkadzać pacjentom. Zostać chcieli tylko bliscy pacjentów. Przy łóżku ślizgonki ustawili się Draco, Nicole, Vanessa, Blasie i Samuel. Gdy pozostali chcieli już wychodzić zatrzymał ich dyrektor, który właśnie wszedł.
- Dobre, że was wszystkich tu spotkałem. Z chęcią z wami porozmawiam. – Uśmiechnął się dobrotliwie. – Wszystkich poza pacjentami zapraszam do mojego gabinetu. – I już go nie było. Uczniowie zdziwieni zaczęli wychodzić za nim. Draco tylko prychnął i mocniej ścisnął dłoń Camile.
- Idźcie i powiedzcie temu Dropsowi, że nie ruszę się stąd dopóki nie będę pewny, że z Camile wszystko w porządku – mruknął do nich. Nie zostało im nic innego jak ruszyć do gabinetu dyrektora. Nicole przed wyjściem pogłaskała delikatnie chłopaka po plecach.
- Wszystko będzie dobrze. Nie zamartwiaj się tak.
Większością grupy JP pojawili się w przed gabinetem zastanawiając się o co może chodzić dyrektorowi. Przed gabinetem czekała na nich McGonnagall, która, gdy tylko ich zauważyła wypowiedziała hasło i nakazała iść za nią. Jak się okazało w gabinecie mieli odbyć rozmowę z większą liczbą osób. Był tam dyrektor, opiekunowie wszystkich czterech domów, dowodzący obroną Hogwartu, pielęgniarka, Fredrich Braun, Potter’owie, Syriusz, Remus i Narcyza Malfoy. Widać było, że kobieta rozgląda się za dwójką swoich dzieci zmartwiona, więc Nicole stanęła obok niej i powiedziała:
- Camile musiała zostać w Skrzydle. Już wszystko z nią w porządku, obudzi się wieczorem – dodała szybko widząc jej zmartwienie. – A Draco nie chciał jej zostawiać. – Kobieta odetchnęła z ulgą.
Gdy w gabinecie zaległa cisza dyrektor zabrał głos.
- Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego gdy została zarządzona ewakuacja wszystkich – zaznaczył – uczniów wy wyrwaliście się do walki? – Jedna część JP zwróciła się w stronę Harry’ego, a druga w stronę Nicole, mając nadzieję, że jak zwykle któreś z nich zabierze głos.
- To chyba jasne – zaczął Harry pewnie. – Chcieliśmy walczyć i jak widać całkiem dobrze nam poszło. – Uczniowie uśmiechnęli się dumnie po tych słowach. – Utrzymywaliśmy równy poziom zarówno z obroną, jak i z aurorami. Dzięki temu nie było zbyt dużo strat, a chyba na tym nam wszystkim zależało.
- Tak, ale jednak nadal jesteście uczniami, którzy powinni wtedy przyjmować polecenia nauczycieli.
- Panie, dyrektorze, czas najwyższy zrozumieć, że to też nasza wojna – odparł Harry niemal arogancko.
- Szacunek, Potter – syknął do niego Snape. Dzięki temu mężczyzna zarobił od obu Potterów i Łapy gniewne spojrzenie.
- Jesteście jeszcze dziećmi, i to my musimy zadbać o wasze bezpieczeństwo – po tych słowach całe JP prychnęło ze złością.
- Dyrektorze, te dzieciaki walczyły na równi z nami. – Dowodzący ochroną zarobił sobie tymi słowami wdzięczność uczniów.
- Skoro, to wy musicie zadbać o nasze bezpieczeństwo to ciekawe czy również wy pokonacie Voldemorta – zadrwił Harry. Miał już dość tego, że wszyscy uważali go za dziecko, mimo tego, że dobrze wiedzieli, że to on na koniec będzie walczył z Voldemortem.
- Mój syn, ma rację, Albusie. To również ich wojna, my już swoją przeżyliśmy. Musimy pozwolić im walczyć o swoją przyszłość.
- Niestety musze się z tym zgodzić – dodała Lily.
- A mogę wiedzieć, gdzie poznaliście tak zaawansowane zaklęcia? – zapytał zrezygnowany starzec.
- No jak to gdzie? – zapytała retorycznie Nicole. – Mamy tak wspaniałego nauczyciela od obrony, a pan pyta, gdzie się tego nauczyliśmy? Oczywiście, że na zajęciach. – Z głosu Nicole wypływał sarkazm i wszyscy obecni byli tego świadomi. Nicole na dodatek uśmiechnęła się niewinnie do Brauna, który ewidentnie jej nie lubił, jednak teraz przy tylu świadkach zgromił tylko dziewczynę wzrokiem.
- Albusie, chciałabym jeszcze dodać, że trójka obecnych tu uczniów bardzo pomogła mi przy leczeniu pacjentów – wtrąciła się Pomfrey, aby zakończyć poprzedni temat. – Myślę, że należy odpowiednio ich nagrodzić za to.
- Całą resztę również należałoby nagrodzić za tak wspaniałą walkę. – Dowodzący ochroną był wyraźnie pod wrażeniem umiejętności młodzieży. Dyrektor po tych słowach stwierdził, że nie ma tu sojusznika. Ewnentualnie profesor McGonnagall, która również uważała uczniów za dzieci, które nie powinni walczyć, jednak gdy ujrzał, że Minerwa z dumą wpatruje się w swoich wychowanków, stwierdził, że nie ma co ciągnąć tematu.
- Dobrze, skoro tak to każdy z was otrzymuje po dziesięć punktów dla swojego domu za zasługi dla szkoły – zakończył.
- Mam nadzieję, Albusie, że nie zapomniałeś o tych co pozostali z Skrzydle – zauważył Snape wiedząc, że jest tam, aż dwójka jego uczniów.
- Oczywiście, Severusie. Panna i pan Malfoy, oraz panna Spinnet z panem Finniganem również otrzymują po dziesięć punktów. A teraz dziękuję wam. Właśnie zaczyna się obiad, a więc zapraszam was do Wielkiej Sali – zakończył. Uczniowie szczęśliwi zaczęli wychodzić, a za nimi ruszyła pani Malfoy, jednak ona skierowała się do Skrzydła Szpitalnego do swoich dzieci. JP całą grupą poszło do Wielkiej Sali.
- Harry, widziałeś może Laurę, po wszystkim? – zapytała Nicole.
- Tak. Spokojnie nie martw się. Widziałem jak razem z resztą McGonnagall prowadzi ją całą i zdrową do Hogwartu.
- To dobrze. Martwiłam się.
Dotarli do Wielkiej Sali, aby zjeść obiad. Potem oczywiście poszli do Camile. Do wieczora siedzieli spięci, ponieważ nie było oznak, żeby miała się obudzić. Gdy około godziny 20:00 dziewczyna powoli otworzyła oczy, wszyscy odetchnęli z ulgą. Do świąt Camile wróciła do pełnego zdrowia dzięki czemu szczęśliwa razem z Draconem i przyjaciółmi skierowała się do gabinetu opiekuna, aby na ferie przenieść się do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa, gdzie wspólnie mieli spędzić święta. Oni przenosili się jako ostatni, więc gdy zostali sami, Vanessa bez skrępowania zwróciła się do ojca:
- Tato, a co z tobą? – zapytała zmartwiona.
- Jeśli tym razem Czarny Pan nie wymyśli nic dla mnie to również pojawię się w Kwaterze. A teraz lećcie – nakazał, dlatego przyjaciele po kolei wchodzili do kominka powtarzając adres kwatery.
Na Grimmauld Place święta mieli spędzić Potterowie z Laurą, Malfoy’owie, Snape’owie, Remus z Tonks i Syriusz, z jak się okazało na miejscu, Annabelle Bennett, ich byłą nauczycielką od obrony. Młodzi byli zdziwieni tym, że Łapa zaprosił kobietę, choć jak utrzymywał nie łączy ich nic poważnego. Wtedy zarówno James, jak i jego dzieci wybuchali głośnym śmiechem. Remus i Lily także to robili, jednak byli w tym bardziej dyskretni. Nicole w duchu stwierdziła, że Syriuszowi książka od niej przyda się szybciej niż myślała.
Na Grimmauld Place zapanowała wesoła świąteczna atmosfera, szczególnie gdy młodzież wzięła się za ozdabianie domu choinkami, bombkami czy też małymi aniołkami. Blaise uparł się na jemiołę, którą porozstawiał, w każdym możliwym miejscu. Uparł się również, aby pod jedną z nich wciągnąć Camile i nawet pochmurny wyraz twarzy Dracona nie zmienił jego zamiarów. Kobiety zajęły się przygotowaniem prawdziwej świątecznej uczty, a mężczyźni musieli uciekać przed ich rozeźlonymi spojrzeniami i drewnianymi łyżkami, gdy próbowali podkraść z kuchni jakiś smakowity kąsek.
Już kolejnego dnia miały rozpocząć się święta, dlatego wszyscy z podekscytowaniem zaczęli szykować się do snu. Pod największą choinką w salonie wszyscy poustawiali swoje prezenty i nie mogli się doczekać, aż będą mogli je pootwierać. Nicole była dumna ze swoich prezentów, szczególnie z tego dla rodziców. Dogadała się z Harrym i razem z drobną pomocą Remusa i Syriusza przygotowali swój rodzinny album. Wieczorem wszyscy porozsiadali się po salonie i oglądali film. Młodzież zrobiła sobie wygodne legowiska na podłodze, a dorośli porozkładali się na kanapach. Wieczorną sielankę przerwało pojawienie się srebrzystego smoka, który przemówił zdenerwowanym głosem Charlie’ego Weasley’a.
- Śmierciożercy, próbują przedrzeć się przez osłony Nory. Potrzebujemy pomocy, bo sami sobie nie poradzimy.
Po tych słowach wszyscy jak jeden mąż wstali, by przenieść się przez kominek do Nory, za sobą zostawili tylko przestraszoną Laurę. Chwilowo została tam również Tonks, aby przekazać widomość od Charlie’ego dalej. Laura w razie czego miała kierować posiłki w odpowiednie miejsce. Pojawili się w kuchni należącej do Molly Weasley, która odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała pomoc.
- Niech ci co nie dadzą rady walczyć, przeniosą się na Grimmauld Place – zarządziła Lily. – Tam będziemy wysyłali rannych. – Nicole z zaskoczeniem wśród rudowłosej rodziny ujrzała trójkę blondwłosych francuzów. Rodzeństwo Delacour. Wiedziała, że najmłodsza z nich przeniesie się do kwatery i miała rację, ponieważ pani Weasley jako pierwszą przepuściła przez kominek Gabrielle, która miała zaledwie 11 lat. Jej starszy brat, Damien, był w ich wieku. Aż za dobrze pamiętała go z Beauxbatons. Byli na jednym roku i miała nadzieję, że nie zobaczy go więcej.
- Salut, madame!* – przywitał się patrząc na trzy znajome mu dziewczyny z olśniewającym uśmiechem.
- Jak jesteś w Anglii to mów po angielsku – warknęła Nicole wiedząc, że akurat ten chłopak, w porównaniu z siostrami po angielsku mówi doskonale, na co Camile i Vanessa zaśmiały się wrednie pamiętając relacje tej dwójki.
- To ty?! – wykrzyknęła najstarsza Francuzka.
- O Fleur, jak niemiło cię widzieć – przywitała się Nicole z wrednym uśmiechem.
- To nie czas na kłótnie – wtrąciła się Lily widząc, że nie mają czasu, a muszą się zorganizować. – Zostajecie? – zapytała dwójki Delacour’ów.
- Ja zostaję – stwierdził Damien z pewnym uśmiechem puszczając „oczko” do Nicole, co dziewczyna skwitowała krótkim i treściwym: Dupek.
- Ja się bardzij przydam w leczeniu ‘orych** - oznajmiła z dumą Fleur i przeniosła się do kwatery, za nią zrobiła to pani Weasley ciągnąc za sobą Ginny, która się zapierała.
- Ja zostaję!
- O nie, młoda damo! Jesteś jeszcze zbyt niedoświadczona!
- Chcę bronić swojego domu! Nie zabronisz mi!
- Molly przypilnujemy jej, a jak widziałem w Hogsmeade to wcale nie będzie potrzebne. Ginny jest całkiem niezła w te klocki – stwierdził Remus, więc pani Weasley musiała skapitulować widząc, że połowa osób broniących jej domu jest jeszcze niepełnoletnia, a jednak ich opiekunowie zezwolili im na walkę.
Wszyscy razem wyszli z budynku, czekając, aż śmierciożercy przedostaną się przez osłony, co niestety nie miało zająć im dużo czasu. Nicole wyszczerzyła się do rudowłosych bliźniaków, którzy, aż palili się do walki.
- Wy już powalczyliście trochę w Hogsmeade, teraz dajcie nam trochę frajdy z wykańczania tych śmierciojadów! – wykrzyknął w jej stronę Fred.
- Nie ma sprawy chłopaki. Wykażcie się trochę - odpowiedziała im. Szybko jednak musiała skupić się na różdżce, ponieważ śmierciożercy przedostali się przez osłony. Już drugi raz w ciągu dwóch tygodni walczyli na śmierć i życie, bo śmierciożercy nie ograniczali się do oszałamiaczy, więc oni też tego nie robili. Nicole ze zgrozą na polu walki zobaczyła obecność Lucjusza Malfoy’a. Odszukała wzrokiem Draco, który na razie nie był świadomy tego, że jego ojciec tu jest. Bała się o chłopaka, bo odkąd Camile ledwo przeżyła atak blondwłosego śmierciożercy, Draco żył głównie żądzą zemsty, widziała to po nim, gdy patrzył na swoją siostrę i matkę, które za wszelką cenę chciał chronić. Ceniła w nim tę cechę, jednak teraz bardziej bała się o niego. Ta chwila zamyślenia spowodowała, że zaskoczył ją atak śmierciożercy. Ledwo dawała sobie radę, gdyż mężczyzna był na tyle szybki, że skupiała się tylko na obronie, a nie miała, jak atakować. Z pomocą przyszedł jej nie kto inny jak Damien. Gdy razem pokonali przeciwnika Nicole tylko warknęła z frustracją, na co francuz po raz kolejny puścił jej „oczko”. Dziewczyna też zareagowała na to identycznie. Gdy po raz kolejny nazwała go dupkiem chłopak zaśmiał się wesoło, a zaraz potem ponownie skupił na walce. Nicole również szybko odzyskała skupienie, szczególnie gdy na polu bitwy rozległ się szyderczy śmiech Lucjusza Malfoy’a. Zarówno Nicole, jak i Draco zatrzymali się gwałtownie na ten dźwięk. Młody Malfoy z furią zaczął biec w stronę ojca, a Nicole z przerażeniem podjęła bieg bojąc się, że przyjaciel sam sobie nie poradzi. Po drodze blondyna próbowała zatrzymać Camile, która od poprzedniej bitwy panicznie bała się własnego ojca, jednak chłopak nakazał jej oddalić się jak najdalej od tego bydlaka, a sam pobiegł dalej. Nicole podążyła za nim. Gdy zbliżyli się do śmierciożercy, zobaczyli co tak bardzo rozbawiło mężczyznę. U jego stóp wiła się torturowana Narcyza. Oczy Draco zasnuła czerwona mgiełka i z furią zaczął atakować mężczyznę, którego już nawet w myślach przestał nazywać swoim ojcem. Nicole podbiegła do kobiety, aby jej pomóc.
- Już wszystko ze mną w porządku. Jestem do tego przyzwyczajona. Pomóż mu. Draco nie poradzi sobie z nim – niemal błagała Ślizgonkę.
- Dobrze, pani Malfoy. Pomogę mu. Ale najpierw pani, musimy dostać się poza osłony, aby mogła pani teleportować się do kwatery. Nie powinna pani po tym walczyć – nakazała Nicole.
- Poradzę sobie sama. Pobiegnę poza osłony, a ty pomóż mu. Idź już proszę. – Nicole z wahaniem kiwnęła jej głową. Jeszcze przez kilka sekund obserwowała kobietę, która po takich torturach całkiem sprawnie torowała sobie drogę do punktu aportacyjnego. Jednak już po chwili odwróciła się w stronę Dracona, który mimo wszystko radził sobie całkiem nieźle. Widocznie furia dodawała mu siły. Choć bardzo chciała mu pomóc to z drugiej strony zaczął atakować ją jakiś chuderlawy śmierciożerca. Szybko sobie z nim poradziła, więc z powrotem odwróciła się do Malfoy’ów. Lucjusz wyczuwając trudnego przeciwnika postanowił wybić go z rytmu.
- Synu, nie wierzę, że przejmujesz się tak tymi dwoma dziwkami. Ani jedna, ani druga była nic nie warta, a ty chcesz się na mnie zemścić? – zadrwił starszy nie przerywając ataków. – Nie tak cię wychowywałem.
- Masz rację, ty mnie nie wychowywałeś. Ty tylko karałeś i wybacz, ale już dawno przestałem nazywać cię swoim ojcem, więc będę wdzięczny, gdybyś nie wspominał głośno o tym, że jestem twoim synem, jeszcze ktoś usłyszy – odpowiedział również z drwiną Draco.
- Szkoda, że tak się zeszmaciłeś, Draconie. Bronisz dwóch nic nie wartych szmat, a trzecia próbuje ci pomóc.
Tego Draco nie wytrzymał. Rzucił jedne z dwóch zaklęć, o których w tej chwili myślał.
- Crucio! – Ku zdumieniu całej trójki uczestniczącej w tym pojedynku, zaklęcie było udane. Lucjusz Malfoy zaczął wić się u stóp swojego syna, który z chorą satysfakcją wpatrywał się w jego rozciągniętą w bólu twarz. Ponownie zostali zaatakowani przez innych śmierciożerców. Tym razem zostali otoczeni przez trójkę mężczyzn. Draco jednak przerwał tortury Lucjusza, dopiero, gdy ktoś trafił w jego prawą rękę zaklęciem odrętwienia. Szybko odzyskał władze nad ręką i dopiero wtedy spostrzegł, że Nicole walczy z trójką przeciwników. Atakowali ich z trzech stron, dlatego Draco stanął tyłem do Nicole i chroniąc swoich tyłów walczyli zaciekle. A Lucjusz Malfoy jak zwykły tchórz oddalił się z pola rażenia różdżki swojego syna. Walka miała się już ku końcowi, gdyż większość śmierciożerców została pokonana, więc jeden z nich zarządził odwrót. Teleportowali się wszyscy zanim ktokolwiek mógł to zauważyć, wcześniej jeszcze podpalając norę. Po raz kolejny zabrali ze sobą wszystkich rannych i martwych śmierciożerców. Zbłąkane klątwy, których walczący nie zdążyli zatrzymać, leciały przed siebie szukając celu. Nicole odetchnęła z ulgą i odwróciła się w stronę Dracona, akurat w momencie, gdy prosto w twarz dosięgła ją klątwa pięści, rzucona z taką siłą, że natychmiastowo straciła przytomność. Zdążyła poczuć jeszcze jak łapie ją blondwłosy przyjaciel.

***
*Salut, madame! – Witaj, pani!
**Tutaj nieudolnie próbowałam podrobić francuski akcent Fleur 😃
Mam nadzieję, że ten rozdział będzie się podobał co najmniej tak samo jak poprzedni :) 
Pozdrawiam, do następnego,
AniaXXX

niedziela, 26 marca 2017

Rozdział 55


Życie Nicole zmieniło się o 180 stopni ku lepszemu. Mogła szczerze powiedzieć, że jest szczęśliwa. Relacje z przyjaciółmi i rodzeństwem trzymały się na bardzo dobrym poziomie. Przy okazji zauważyła, że na spotkaniach JP Harry i Vanessa bardzo często spoglądają na siebie, gdy to drugie nie patrzy. Miała wrażenie, że coś zaczyna ich łączyć, choć żadne tego nie potwierdziło, mimo, że podpuszczała ich do tego. Z rodzicami również miała dobre relację i coraz więcej czasu z nimi spędzała. Było to dla niej coraz mniej kłopotliwe, a do tego i jedna i druga strona była z tego bardzo zadowolona. Z dużym zapałem uczestniczyła w treningach Quidditcha. Całą drużyną starali się być w formie podczas meczu z Krukonami, dzięki czemu bardzo dobrze przygotowani, wygrali mecz z dużą przewagą. Równie często Nicole nocami przesiadywała na wieży astronomicznej. Przychodziła tam, aby pomyśleć i pobyć sama ze sobą, choć zawsze czegoś jej tam brakowało. Jakiś miesiąc przed samymi świętami dołączył do niej sam Draco Malfoy.
- A ty co tu robisz? – zapytała.
- O to samo mógłbym ciebie zapytać – zaśmiał się i usiadł koło dziewczyny. Oboje wpatrywali się w gwiazdy świecące na niebie nic do siebie nie mówiąc. Nicole w pewnym momencie zwróciła się w jego stronę. Zawsze wiedziała, że jest przystojny, ale teraz ta myśl uderzyła w nią z dużą mocą. Widziała jego arystokratyczne rysy twarzy, wysunięty podbródek i lekko wystające kości policzkowe, które nadawały mu powagi. Do tego prosty nos, smukłe usta i stalowe oczy wraz z okalającymi je jasnymi rzęsami, z których zazwyczaj bił chłód. Jednak teraz widoczny był tylko spokój. Aby nie przyłapał jej na przyglądaniu mu się oparła swoją głowę o jego ramię.
- Tęskniłam za tymi naszymi schadzkami – szepnęła nawiązując do ich spotkań z poprzedniego roku. Choć nie widziała, to czuła, że uśmiechnął się na jej słowa. Właśnie zdała sobie sprawę, że właśnie takiego towarzystwa jej brakowało na wieży. Jego towarzystwa. Od tamtej nocy co jakiś czas spotykali się na wieży, czasem po prostu milcząc, a czasem rozmawiając na rozmaite tematy. I zarówno jej, jak i jemu pasował ten stan rzeczy.
Podczas jednego z takich spotkań śmiali się z dzisiejszej sytuacji na obronie, kiedy to Harry w pojedynku pokonał Weasley’a na końcu dorabiając mu nos i ogon prosiaka.
- Nie sądziłem, że Potter ma takie poczucie humoru – stwierdził Draco śmiejąc się głośno.
- Uważaj, bo pomyślę, że chwalisz mojego brata. – Nicole uśmiechnęła się do niego słodko.
- Aż tak źle ze mną nie jest – odpowiedział od razu poważniejąc.
- Oj Draco, rozchmurz się. – Nicole dźgnęła go w bok.
- Ty uważaj sobie. – Draco złapał dziewczynę za nadgarstki przyciskając ją do ściany. Oboje patrzyli się na siebie z oczami święcącymi od niedawnego śmiechu. Draco nie myśląc nad tym co robi zaczął przybliżać swoją twarz do twarzy dziewczyny wpatrując się w jej usta.
- Co tu się dzieje? – usłyszeli miły damski głos, po czym oderwali się od siebie gwałtownie.
- Mamo!? Co ty tu robisz? – zawołała Nicole.
- Ja mam dyżur, a wy? – Kobieta spojrzała na nią znacząco.
- Bo my… my po prostu… to nie tak…
- Nie tłumaczcie mi się już. To samo już słyszałam od Harry’ego dzisiaj – westchnęła ciężko. – Że też już nie wystarczą wam pokoje wspólne na takie randki.
- To nie była żadna randka! – wykrzyknęli oboje. – My po prostu spędzamy tu od czasu do czasu razem czas, gdy nie możemy spać – dokończył chłopak buntowniczo. Ślizgonka natomiast od razu zaciekawiła się innym faktem.
- Z kim nakryłaś Harry’ego na randce?
- Tak jak wy wpierał mi, że to nie randka, a poza tym prosił o dyskrecję – zaśmiała się rudowłosa. – A teraz koniec tych pogaduszek. Chodźcie odprowadzę was do Pokoju Wspólnego. – Nic więcej nie mówiąc kobieta skierowała się do wyjścia z wieży. Po kilku minutach ciszy dotarli do lochów. – Następnym razem zachowujcie się trochę ostrożniej. Jakby nakrył was ktoś inny to nie ominąłby was szlaban, nie mówiąc już o tym co by było, gdyby był to James. – Lily spojrzała na córkę znacząco, na co ta lekko się zarumieniła. – Zmykajcie już, a ciebie Nicole proszę, abyś odwiedziła mnie jutro po kolacji. Ojciec z Syriuszem będzie wtedy na dyżurze – zakończyła na co Nicole kiwnęła głową, a Draco mruknął:
- Dziękujemy, pani Potter. – Uczniowie weszli do Pokoju Wspólnego i po pożegnaniu się ruszyli do swoich dormitoriów, a Malfoy w myślach stwierdził, że kobiety z rodu Potterów nie są takie złe.
Kolejnego dnia tak jak Nicole obiecała zgłosiła się do pokoju swoich rodziców. Zgodnie ze słowami matki zastała tam tylko ją.
- Chciałaś rozmawiać o czymś konkretnym mamo? – Nicole od jakiegoś czasu przyzwyczajała się ponownie do zwrotów takich jak mamo czy tato i coraz bardziej naturalnie się z tym czuła. Zadowolona z tego była cała rodzina Potterów.
- Nie chcę być wścibska, ale chciałam wiedzieć czy to co łączy cię z tym miłym chłopcem to coś poważnego?
- Nie wierzę, że mówisz o Draconie „miły chłopiec” – zaśmiała się Ślizgonka.
- To Harry i twój ojciec są do niego uprzedzeni, nie ja – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. – A więc? – nalegała, więc Nicole nie udało się przenieść rozmowy na inne tory.
- Owszem myślę, że to coś poważnego – zaczęła widząc szok na twarzy kobiety, która nie sądziła, że córka ją wkręca. – Dla mnie przyjaźń zawsze była poważna – Ślizgonka zaśmiała się wrednie. Jednak śmiech zamarł jej na ustach po kolejnych słowach matki.
- Sytuacja przy której was spotkałam i twój rozmarzony wyraz twarzy wcale nie przypominał przyjaźni.
- Wcale nie byłam rozmarzona, a on nie chciał mnie pocałować! – wykrzyknęła oburzona, jednak gdy zauważyła triumfalny uśmiech matki zdała sobie sprawę co powiedziała. – No dobra nie wiem co chciał zrobić, ale to nic nie znaczy. My się tylko przyjaźnimy – zakończyła twardo.
- No już dobrze, dobrze. Nie będę cię więcej naciskać, ale jeśli byś potrzebowała z kimś porozmawiać na ten temat, to jestem do dyspozycji – zakończyła z delikatnym uśmiechem przechodząc do innego tematu. Nicole jeszcze przez chwilę się boczyła, jednak potem z radością nawiązała z mamą rozmowę.
Coraz bliżej było do świąt, więc w Hogwarcie można było wyczuć świąteczną atmosferę. Gdy Hagrid poznosił do Wielkiej Sali ogromne choinki, a profesor Flitwick zadbał o ustrojenie ich, nauczyciele mieli wrażenie, że w uczniów wstąpiły jakieś chochliki, ponieważ coraz mniej czasu spędzali nad lekcjami, a coraz więcej nad myśleniem o zbliżających się wolnych dniach. A gdy spadł śnieg uczniowie swoją niespożytą energię zużywali na wieczne bitwy na śnieżki. Po ostatnim spotkaniu JP przed świętami również ta grupa uczniów postanowiła razem pobawić się na śniegu. Postanowili urządzić bitwę dziewczyny kontra chłopaki. Choć dziewczyn było o dwie więcej to chłopaki litościwie stwierdzili, że dadzą im fory. Dali sobie dziesięć minut na uzbieranie amunicji. Gdy dziewczyny zauważyły, że chłopaki, wzięli się za ręczne robią śnieżek, zaśmiały się drwiąco, wyciągnęły różdżki z dumnym uśmiechem tworząc duże ilości śnieżnych kulek. Gdy ich przeciwnicy zauważyli co tak je rozbawiło niemal walnęli się w łeb i natychmiastowo powyciągali różdżki. Po ustalonym czasie wszyscy pochowali różdżki, gdyż niepisanym prawem Hogwartu było to, że do wielkich bitew na śnieżki po uzbieraniu amunicji nie używają magicznych patyków. W ten sposób cały Hogwart mógł obserwować jak uczniowie z różnych domów bawią się wspólnie na śniegu. Do tej pory był to niespodziewany widok, więc grupa JP była z siebie zadowolona, gdy dołączali do nich inni uczniowie bez względu na przynależność do domu. W końcu o to im chodziło, o zjednoczenie szkoły.
Gdy Nicole celnie trafiła Harry’ego prosto w twarz zaśmiała się głośno i zaczęła uciekać od swojego brata. Po chwili z pomocą przyszły jej dwie przyjaciółki obrzucając Gryfona gradem śnieżek. Po chwili rozeszły się na trzy strony, a młody Potter poleciał tym razem za Vanessą. Camile zaczęła gonić Blaise’a, który ją trafił, a Nicole objęła sobie kolejny cel. Zauważyła stojącego tyłem do niej Dracona, więc po cichu podeszła do niego i szybko wrzuciła mu za kołnierz całą kupę śniegu. Chłopak wrzasnął z zaskoczenia, a gdy zauważył kto był winny zaczął natychmiast gonić dziewczynę. Na nieszczęście Nicole, blondyn bardzo szybko biegał, więc już chwilę później złapał ją i powalił na ziemie. Potem usiadł na niej i zaczął nacierać jej twarz śniegiem.
- Nie! Draco, przestań! Błagam, Draco! Zostaw! – Mimo głośnych krzyków Nicole nadal się śmiała, przez co nie miała siły zrzucić z siebie Ślizgona. – Draco, proszę! Nie! – Po chwili wreszcie przestał i śmiejąc się stwierdził:
- Ty mnie błagasz. Fascynujące, Potter. – Nicole oddychała ciężko ze zmęczenia zbierając siły na ucieczkę, a Draco śmiał się z jej bezbronności. W jednej chwili dziewczyna złapała w dłonie trochę białego puchu i rzuciła w twarz przeciwnika, po czym odpychając chłopaka, zrzuciła go z siebie i zaczęła uciekać. Nie miała już siły, więc uciekła do zamku, czym zakończyła ich walkę. Oboje cali mokrzy skierowali się do Wielkiej Sali, w której właśnie zaczęła się kolacja, aby rozgrzać się jakimś gorącym napojem. Wybrali gorącą czekoladę, której skrzaty przygotowały więcej niż zawsze, aby uczniowie mogli rozgrzać się po zabawie. Usiedli obok siebie i popijając gorący napój cieszyli się ze wspaniałej zabawy. Do końca kolacji Wielka Sala zapełniła się mokrymi uczniami. Większość nauczycieli patrzyła na nich z politowaniem, ale byli i tacy, co cieszyli się tak jak oni. Przykładem tego był głównie dyrektor, który na koniec posiłku ogłosił, że w najbliższą sobotę odbędzie się ostatnie wyjście do Hogsmeade przed świętami. Uczniowie wyszli z Wielkiej Sali jeszcze bardziej zadowoleni.
W sobotę uczniowie nie mogąc doczekać się wyjścia do Hogsmeade powstawali w miarę wcześnie, aby przygotować się do wyjścia. Dziewczynom standardowo zajęło to więcej czasu. Grupa Ślizgonów przy wyjściu natknęła się na Gryfonów, w składzie Harry, Hermiona, Neville, Ginny oraz Seamus z Deanem. Za Ślizgonami w kolejce ustawiła się Laura z czwórką przyjaciół. Od incydentu z Weasley’em i starszym Creewey’em, do ich grupki dołączył Dennis, który nareszcie nabrał trochę pewności siebie.
- Siemasz, Młoda – przywitała się Nicole. – Uważaj na siebie w Hogsmeade – nakazała.
- Nicole przecież już nie jestem dzieckiem – nachmurzyła się Gryfonka.
- Tak, tak. Wiem. Ale to nie zmienia faktu, że masz uważać na siebie. – Widząc niezadowoloną minę siostry dodała – dobra już nie robię ci siary. Baw się dobrze.
- Ty też – odpowiedziała młodsza już z uśmiechem, po czym powróciła do rozmowy z przyjaciółmi.
W ten sposób mimo niechęci co po niektórych do wioski Ślizgoni ruszyli w towarzystwie Gryfonów. Na miejscu rozdzieli się całkowicie, chcąc pokupować sobie wzajemnie prezenty. Umówili się, że spotkają się za godzinę w Trzech Miotłach. Nicole stwierdziła, że chyba nie lubi kupować prezentów, gdyż nie miała kompletnie pomysłów. Z przyjaciółkami nie miała problemu, bo wiedziała, że zadowoli je jakiś modny ciuch, ewentualnie z dodatkiem jakiejś perfumy, albo innego kosmetyku. To samo kupiła dla Ginny. Harry’emu postanowiła kupić ciekawą książkę o tematyce Quidditcha. Było w niej wiele ciekawostek i nowości dotyczących taktyki czy manewrów na miotle. Chciała wziąć drugi taki egzemplarz dla Dracona, ale po chwili stwierdziła, że woli kupić mu coś mniej banalnego, tylko jeszcze nie wiedziała co. W księgarni kupiła jeszcze książkę dla Hermiony o historii i powstaniu magii. W Zonku natknęła się na idealny prezent dla Syriusza. Książka po tytułem „Pies na baby. 100 praktycznych wskazówek jak znaleźć swoją samicę”. Miała nadzieję, że Łapa nie zabije ją za taki pomysł, jednak wiedziała, że wszystko będzie warte zobaczenia jego miny. W tym samym miejscu nabyła upominek dla Blaise’a. Książka z żartami i dowcipami, wraz z małym zestawem młodego dowcipnisia. Dla Remusa znalazła gustowną rączkę do różdżki, która miała wiele funkcji. Między innymi chroniła różdżkę przed złamaniem oraz minimalnie zwiększała siłę jej rażenia.  Dla Laury znalazła piękny naszyjnik z rubinem, z którego postanowiła zrobić świstoklik. Dla Sama kupiła koszulkę z motywem jego ulubionego zespołu rockowego. Największy problem miała przy rodzicach i Draconie. W sumie sama nie wiedziała, dlaczego zależy jej na tym, aby prezent da chłopaka nie był błahy, więc po prostu przyjęła to za normalność. Natomiast pomysł na prezent dla rodziców wpadł jej do głowy, gdy na wystawie sklepu ujrzała album rodzinny. Miała nadzieję, że Harry również nie ma jeszcze dla nich prezentu i będą mogli wspólnie przygotować im album przedstawiający ich życie zanim rodzice wrócili. Tak więc ponownie wróciła myślami do prezentu dla blondyna. Już zrezygnowana miała wrócić do księgarni po książkę o Quidditchu, gdy trafiła wzrokiem na mały sklepik z pamiątkami dla uczniów Hogwartu. Były tam różne gadżety, po których można było od razu zauważyć przynależność do konkretnego domu. Nicole od razu przeszła do ślizgońskiej części. Były tam różne części garderoby w kolorach zielonym i srebrnym oraz z wizerunkiem węża. Były też portrety Salazara, ale i różne srebrne sygnety i naszyjniki. W oczy rzucił jej się typowo męski łańcuszek z otwieraną zawieszką, w której można było umieścić dwa niewielkie zdjęcia. Stwierdziła, że to będzie idealny prezent, dlatego czym prędzej złapała naszyjnik i skierowała się do kasy. Po wyjściu ze sklepu od razu skierowała się do Trzech Mioteł, gdyż nadchodziła godzina spotkania. Przed barem uśmiechnęła się widząc przez szyby budynku, że jej dwie przyjaciółki siedzą przy jednym stole razem z Harry’m, Hermioną i Ginny. Po chwili zobaczyła również Sama i Draco dosiadających się do nich. Widać, że dzięki spotkaniom JP relacje Gryfonów ze Ślizgonami idą ku lepszemu. Dalsze jej rozmyślania przerwał huk i promień zaklęcia, który trafił ją prosto w plecy, przez co wylądowała na ścianie Trzech Mioteł. Jak najszybciej podniosła się chwytając jednocześnie różdżkę. Przed sobą ujrzała przyjaciół, którzy już stali z różdżkami gotowymi do obrony i ataku. Znikąd pojawiła się grupa śmierciożerców atakująca wszystkich po kolei. Ochrona obecna w Hogsmeade od razu wzięła na siebie obronę uczniów, a nauczyciele zaczęli ich ewakuować.  JP nic sobie z tego nie robiąc w jednej chwili ustawili się gotowi do ataku.  Neville, Hanna i Justin zajmujący się uzdrawianiem przyłączyli się do nauczycieli ewakuując młodszych uczniów do pobliskich sklepów. Nicole odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że Neville odprowadza Laurę z przyjaciółmi do Zonka, chroniąc ich przed urokami śmierciożerców. Natomiast reszta ich grupy podzieliła się na trzy części. Osoby odpowiedzialne za obronę wysunęli się trochę do przodu, aby chronić ich tarczami. Każda z grup okrążyła śmierciożerców z różnej strony i zaczęli atakować. Śmierciożercy byli zdumieni, tym, że zostali okrążeni. Gdy zdali sobie sprawę, że to uczniowie wiara w nich wróciła i niestety trochę się przeliczyli, ponieważ uczniowie nie szczędzili dziś czarnej magii, aby pokonać przeciwników. Nicole razem z Blaisem pokonywała kolejnych śmierciożerców. W oczy Nicole rzuciła się niesamowita scena, gdy ujrzała, że Harry i Draco również walczą ramię w ramie i nie ma na nich mocnych. Była z nich ogromnie dumna, gdy chronili swoje tyły walcząc. Problem pojawił się, gdy zaatakowała ich trójka mężczyzn. Jednak z pomocą szybko przyszła im Lily Potter, dzięki czemu poradzili. Gdy młodsi uczniowie zostali ewakuowani uzdrowiciele wrócili do swoich grup. Zrobili to w idealnym momencie, gdyż choć JP radziło sobie bardzo dobrze to pojawili się pierwsi ranni.  Justin podbiegł do nich akurat wtedy, gdy Eva została trafiona klątwą oszałamiającą i upadając uderzyła się głową w wystający kamień, Justin od razu podbiegł do niej, a Luna zaczęła ich chronić tarczą. Chłopak załatał ranę na głowie rannej, a potem przywrócił jej przytomność, a gdy upewnił się, że już wszystko z nią w porządku razem ruszyli na pole bitwy.
Harry był zdumiony tym jak dobrze walczy mu się u boku akurat tego Ślizgona. Tam, gdzie brakowało mu ręki do obrony tam pojawiała się różdżka Dracona i odwrotnie. Dopełniali się pod tym względem. Obaj nie wahali się rzucać klątw na przeciwników i świetnie sobie z tym radzili. Kryzys nastąpił, gdy na polu bitwy niedaleko nich pojawił się Lucjusz Malfoy. Draco jakby bez swojej świadomości zatrzymał się i to Harry wziął na siebie odpowiedzialność zarówno za obronę, jak i atak przeciwników. Niestety potem było jeszcze gorzej, ponieważ Lucjusz zaczął atakować Camile nie zwracając uwagi na to, że to jego córka. Dziewczyna przestała bronić swojej grupy i zaczęła atakować swojego ojca, choć widać było, że jest od niego słabsza. Draco nie zwracając uwagi na to czy ktokolwiek go atakuje, zaczął biec w stronę Camile. W pewnym momencie trafiło go nawet zaklęcie cięcia, ale jednak nie zwolnił ani na chwilę. Harry pobiegł za nim chroniąc jego tyły i atakując napotkanych śmierciożerców. Zatrzymali się przed blondwłosym śmierciożercą, akurat w momencie, gdy ten trafił Camile nieznaną fioletową klątwą. Dziewczyną zajął się Neville, a dwaj wrogowie odparli atak śmierciożercy. Na twarzy Dracona widoczny był wyraz wściekłości, dlatego każde kolejne zaklęcie było coraz gorsze. We dwójkę zaczęli powoli zyskiwać przewagę, gdy do Lucjusza nadeszła pomoc. Draco z wściekłością atakował ojca, a Harry wziął na siebie Bellatrix Lestrange. Radzili sobie bardzo dobrze, jednak walczyli z bardzo doświadczonymi przeciwnikami, którzy z czasem ograniczyli się tylko do Avady i Cruciatusa. Do pomocy chłopakom przyszli dwaj Huncwoci. Syriusz zaczął atakować swoją kuzynkę, a James pomagał Draconowi. W tym momencie najstarszy Potter widząc jak Draco walczy z takim zapałem z własnym ojcem, pozbył się reszty uprzedzeń do tego chłopaka. Ponownie to śmierciożercy byli na straconej pozycji, a gdy pojawili się posiłki w postaci aurorów Bellatrix, która okazała się przywódcą tego ataku, wykrzyknęła na całą wioskę:
- ODWRÓT!!!
Po chwili na placu nie było żadnego śmierciożercy ani przytomnego, ani nie przytomnego. Draco od razu odwrócił się w stronę Camile i widząc ją nadal nieprzytomną podbiegł do niej.
- Longbottom, co jej jest?! – wykrzyknął z przerażeniem w głosie.
- Nie wiem! Wysłałem już świstoklik po pielęgniarkę. – Jak się okazało mówił prawdę, bo już po chwili pojawiła się przy nich madame Pomfrey.
- Co ją trafiło? – zapytała rzucając już na nią zaklęcie prześwietlające.
- Jakaś klątwa o fioletowym promieniu – odpowiedział Draco, gdy poczuł, że jakaś dłoń wsuwa się w jego własną. Gdy spojrzał w bok ujrzał Nicole, a zaraz za nią Vanessę. Obie bały się o przyjaciółkę i ze strachem wpatrywały się w jej bladą twarz.
- Co jej jest? – szepnęła drżącym głosem Nicole.
- Klątwa bezdechu. Jak najszybciej należy podać jej antidotum. Natychmiast teleportuję się z nią do Skrzydła – mówiąc to pielęgniarka przeniosła dziewczynę na niewidzialne nosze i zniknęła.
- Wszystko będzie dobrze – Nicole obiecała Draconowi i pociągnęła go w stronę ścieżki prowadzącej do Hogwartu. Mimo zmęczenia walką pobiegli w stronę zamku wciąż trzymając się za ręce, aby jak najszybciej dowiedzieć się co z Camile. Za nimi ruszyła Vanessa, natomiast reszta grupy JP, wraz z ochroną i nauczycielami zajęła pomocą rannym.

***
Tak jak było obiecane rozdział najpóźniej w marcu. Faktem jest, że przewidywałam go wcześniej, ale kompletnie nie mogłam do niego przysiąść. Gdy tylko włączałam Worda nagle okazywało się, że nie wiem co napisać. Dziś podjęłam ponowną próbę i postanowiłam przyspieszyć akcję i nie rozciągać niepotrzebnie. Dlatego najpierw napisałam sobie krótki plan tego co chcę zawrzeć jeszcze w opowiadaniu i zaczęłam pisać rozdział. W parę godzin miałam gotowe 4,5 strony, czyli to z czym męczyłam się od miesiąca. Mam wrażenie, że to przez postanowienie, że chcę jak najszybciej skończyć to opowiadanie, bo zasługujecie na to, aby ujrzeć napis THE END, a nie BLOG ZAWIESZONY. Naprawdę jest ciężko, bo wena przychodzi tylko na chwilę, ale staram się. 
Jestem zadowolona z tego co dziś nabazgrałam i mam nadzieję, że wy też będziecie.
Do zobaczenia napisania następnym razem. I proszę nie pytajcie kiedy, bo nie wiem .
Pozdrawiam, 
AniaXXX

niedziela, 29 stycznia 2017

Prorok Codzienny 5

To niestety nie nowy rozdział, po prostu mam parę informacji.

Po pierwsze,
zdaję sobie sprawę, że pytacie kiedy będzie ten nowy rozdział, gdyż ponownie od poprzedniego minęły już chyba ze dwa miesiące. I niestety kolejny pojawi się, przy dobrych wiatrach, na koniec lutego, a najpóźniej w marcu. Spowodowane jest to oczywiście ciężkim, żeby nie powiedzieć napisać beznadziejnie ciężkim, semestrem na studiach. W sumie w grudniu i styczniu ciężko było mi znaleźć czas na odpoczynek, a co dopiero wysilenie moich szarych komórek do wymyślenia i napisania jakiegoś sensownego rozdziału. Jedyne co mogę to przeprosić, po raz kolejny z resztą. Oczywiście nic nie obiecuję, bo nie jestem w stanie dotrzymać terminów, a kolejny semestr nie zapowiada się wcale lżejszy.

Po drugie,
w ramach zadośćuczynienia postanowiłam odpowiedzieć na Wasze komentarze pod poprzednim postem.
Anna Kudlaciak
Masz rację porównanie obu szablonów jest ciężkie. Mimo to cieszę się, że i ten Ci się podoba :) A jeśli chodzi o częstsze notki to wytłumaczenie jest wyżej.
Anonimowy 1
Harry i Draco są razem w grupie, bo mam co do nich plany, oczywiście łatwo się domyślić jakie, ale to już pozostawiam w Waszej kwestii :)
Anonimowy 2
Starałam się wymieszać bohaterów w tych grupach i nie wydaje mi się, że poziom nie jest równy. Może na razie tego nie widać, ale gdy dojdzie do jakiejś walki, w którą wmiesza się JP to obiecuję, że zobaczycie, że wszyscy tam potrafią bronić się i walczyć. Z resztą nigdy chyba nie zaznaczałam, że Harry i Draco są najlepsi, w tym poście wskazałam tylko trzy najsłabsze ogniwa, które mam nadzieję bardzo dobrze się sprawdzą w roi uzdrowicieli.
Adrienne - lubię ją, ale ona spełnia jedynie rolę przewodnika. Gdy nasza bohaterka gubi się w swoich uczuciach, myślach itd. No i jeszcze trochę nakierowuje w poszukiwaniach czegoś na Voldemorta.
Dumbledore - powiem szczerze, że nie mam na niego jakiegoś pomysłu i właśnie nie wiem jak go pokazać, aby nie przesadzić w jedną czy drugą stronę.
Laura - nie sądziłam, że akurat ona może stać się kogoś ulubioną postacią, ale w sumie też ją lubię. Jest to taka inteligentna dziewczynka, ze względu na wiek wielu rzeczy jeszcze nie rozumie, ale szybko "ogrania" wszystko. Jeśli chodzi o jej sen to nie była wizja taka jakie ma Nicole. To był po prostu sen, w którym pokazali się jej rodzice i mówili do niej. Było to na pewno mniej materialne niż spotkanie Nicole z rodzicami. Być może źle to opisałam, ale właśnie o to mi chodziło.
Poboczni bohaterowie i Harry - dużo osób mi zarzuca, że mało Harry'ego, czy postaci z innych domów, a za dużo Ślizgonów. Obiecuję, że postaram się to poprawić. Zalążkiem tej poprawy ma być JP. 
Anonimowy 3
Fajnie, że zarówno szablon jak i rozdział Ci się podoba. Owszem przekonałam się ze studia to nie przelewki :)
Anonimowy 4
Zgadzam się z tym, że pierwsze rozdziały są zdecydowanie kiepskie. Nawet obiecałam sobie, że jak uda mi się skończyć to opowiadanie to poprawię całe.
Opowiadania Bully są moimi ulubionymi w tej tematyce, ale nie sądziłam, że po moim widać jakieś inspiracje jej tworami :)
Harry - odpowiedź wyżej. Na pewno poprawię się.
Wątki romantyczne - nigdy nie chciałam, aby to był główny wątek opowiadania i może dlatego teraz wydaje się tego tak mało. Nie mniej mam już plany kto z kim i dlaczego więc coś na pewno będzie.
Weronika Różańska
Rozmowa Lily i Nicole to w sumie coś na co jeszcze nie mam pomysłu, a nie chcę, aby to wyszło źle.
Fan of art
Cieszę się, że szablon się podoba. Bardzo się skupiłam na tych odczuciach i na szczęście udało się tak jak chciałam.

Po trzecie,
pod poprzednim rozdziałem spotkałam się również z tzw. spamem. Już nie raz podkreślałam, że w żaden sposób nie przeszkadzają mi reklamy blogów, ale tylko i wyłącznie, gdy połączone są z komentarzem dotyczącym mojego opowiadania. Do tej pory nie usuwałam komentarzy, które zawierały "chamską" - jak to opisał/a Avis w swoim komentarzu, reklamę, ale prawdopodobnie to się zmieni. Nie oczekuję dużo po takiej opinii, po prostu czegoś co wskazywałoby, że choć parę rozdziałów zostały przeczytane. Do promowania swoich blogów służą różnego rodzaju katalogi, których w odmętach internetu jest na pęczki.

Po czwarte,
przepraszam, przepraszam, przepraszam. I do zobaczenia najpóźniej w marcu ;)

Pozdrawiam,
AniaXXX

niedziela, 27 listopada 2016

Rozdział 54

Nicole po szczerej rozmowie z Remusem czuła się jakby wyrwała się z jakiegoś letargu. Po prostu odżyła. Przyczyniła się też do tego jej zgoda z Laurą. Obie siostry porozmawiały wreszcie szczerze i obiecały sobie, że więcej nic tak poważnego ich nie podzieli. Przyjaciele Ślizgonki z radością przyjęli jej dobry humor, a Draco swoim zwyczajem pogonił ją na trening Quidditcha, gdyż kilka ostatnich po prostu opuściła. Dziewczyna na te słowa z uśmiechem ruszyła po miotle i już dziesięć minut później latała z resztą drużyny dokoła boiska. Po intensywnym treningu, choć była zmęczona, postanowiła zacząć naprawiać swoje relację z rodziną. Zaczęła od Harry’ego. Tak było łatwiej. Po raz kolejny postawiła na szczerą rozmowę. Mówiła o swoich rodzicach, o tym jak trudno jest jej się odnaleźć w rodzinie Potterów, ale też o tym, że bardzo by chciała być pełnoprawną częścią tej rodziny. Harry zapewnił ją, że już nią jest, i że bez względu na wszystko zawsze może na niego liczyć. W zamian obiecała mu to samo. Na koniec tego dnia czuła się spełniona. Co najważniejsze nareszcie pogodziła się z Laurą i naprawiła swoje relację z Harrym, a jej przyjaciele wyraźnie cieszyli się, że jest z nią lepiej, gdyż ostatnio była nie do wytrzymania. Położyła się spać z sercem wypełnionym nadzieją na lepsze jutro.  
- Nareszcie Nicole pozwoliłaś sobie na pomoc. – Przed Nicole pojawiła się piękna blondwłosa dziewczyna. – Naprawdę bałam się, że zamkniesz się na wszystkich.
- Adrienne! – zawołała z radością Ślizgonka i podbiegła do niej lekko ją przytulając.
- Dobrze widzieć twoją uśmiechniętą twarz. – Blondynka uśmiechnęła się delikatnie. – Przejdźmy się i porozmawiajmy. Widzę, że chcesz się wygadać.
- Adrienne, byłam taka zagubiona. W sumie to nie wiem co się ze mną działo. Nigdy taka nie byłam, ale teraz wszystko zwaliło mi się na głowę. Rozmawiałam z Remusem, dzięki niemu jest trochę lepiej, ale nadal nie mogę sobie poradzić z paroma rzeczami.
- Nicole, rozumiem cię – mówiła nadal uśmiechając się delikatnie. – Musisz sobie pozwolić na pożegnanie z nimi. – Ślizgonka od razu wiedziała o kogo chodzi. – Ale tym może zajmiemy się później. Powiedz mi, jak Harry’emu idzie przygotowanie do jego zadania? – Nicole zdziwiła ta nagła zmiana tematu, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Najpierw musimy znaleźć powód nieśmiertelności tego gada, aby wiedzieć jak go pokonać. Wszyscy szukają, ale wątpię, że w bibliotece szkolnej znajdziemy na to odpowiedź. Harry próbuje trzymać fason, ale widzę, że jest mu trudno.
- Zdaje się, że nie tylko bibliotekę hogwardzką macie do dyspozycji. Pamiętasz co mówiłam ci o Harry’m, gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy?
- Mówiłaś, że siłą Harry’ego są jego bliscy. Rodzina, przyjaciele.
- Bardzo dobrze. Pamiętaj o tym. – Nicole miała wrażenie, że Adrienne próbuje ją na coś nakierować, dlatego usiłowała maksymalnie skupić się na tej rozmowie.
- Widziałam, że razem z Harry’m próbujecie nauczyć się animagii.
- Tak. Na razie potrafię skupić w sobie swoją magię, ale nie wiem jak przejść przez granicę, która nie pozwala mi na pierwsze zmiany.
- Macie do pomocy dwóch doświadczonych animagów. Korzystajcie z ich wiedzy. Życie wielu ludzi powiązane jest ze zwierzętami. Pomyśl o tym.
- Znowu mówisz do mnie zagadkami – zawołała Nicole z wyrzutem zatrzymując się.
- A ty nadal nie nauczyłaś się cierpliwości – zaśmiała się Adrienne.
- Ale… - druga dziewczyna jej przerwała.
- Spokojnie. – Uśmiech nie schodził z jej twarzy. – Poznajesz to miejsce?
- To pogranicze życia i śmierci To tu zawsze spotykam się z tobą.
- Dokładnie. Mam dla ciebie niespodziankę. Pamiętaj tylko, że to jest jeden jedyny raz, kiedy mogę to dla ciebie zrobić. – Nicole kiwnęła głową, nie wiedząc o co może chodzić. – Rozejrzyj się – poleciła. Nicole wypełniła jej polecenie i doznała szoku. Właśnie podchodzili do niej jej rodzice. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież miała ich więcej nie widzieć. – Nie macie dużo czasu – ostrzegła Adrienne, na co Nicole nadal w szoku nieświadomie kiwnęła głową.
- Nicole, córeczko kochana – zaczęła wzruszona Danielle Robespierre. – Jesteśmy tu po to, aby ułatwić ci pożegnanie się z nami. – Czarnowłosa jakby wyrwała się z letargu i podbiegła do rodziców ściskając oboje mocna.
- Nie potrafię – wyszeptała.
- Księżniczko potrafisz. Moja córka potrafi wszystko – dodał z dumą Jacob.
- Ale tato…
- Kochanie, byliśmy szczęśliwi mogąc nazywać się twoimi rodzicami. Byłam i zawsze będę dumna z tego, że byłam twoją mamą. Ale nie tylko ja jestem z tego dumna. Lily to wspaniała kobieta i równie wspaniała matka. Pozwól jej cieszyć się w pełni tym darem jakim jest macierzyństwo.
- Wiem, że jestem im to winna, ale nie potrafię o was tak po prostu zapomnieć.
- Nie chcielibyśmy, abyś o nas zapomniała, ale pozwól sobie na miłość do nich.
- Dorosłaś, moja księżniczko. Za szybko, ale nie zmienimy tego. Mimo tego nadal potrzebujesz miłości rodzicielskiej. Pozwól sobie na to, pozwól im na to. Pamiętaj, że zawsze będziemy z tobą i Laurą, będziemy was obserwować, ale pozwól nam iść dalej.
- Ja… - Nicole sama nie wiedziała co powiedzieć, ale wreszcie zrozumiała co zarówno Adrienne, jak i jej rodzice próbowali jej przekazać. Przytuliła się do nich ponownie i wyszeptała – żegnajcie. – Zaczęli znikać, a Nicole po raz ostatni widziała ich dumny uśmiech, gdy patrzyli na nią. Wszystko zaczęło znikać, a po chwili Ślizgonka obudziła się gwałtownie w swoim dormitorium. W tym samym momencie w dormitorium Gryfonek z trzeciego roku w ten sam sposób obudziła się blondwłosa dziewczyna po emocjonującym śnie, w którym zobaczyła swoich rodziców, którzy się z nią pożegnali, obiecali, że zawsze będą ją obserwować i poprosili o to, aby dała szanse Potterom i zaufała im. Gdy obiecała im to i zapewniła, że bardzo ich kocha zniknęli, a ona się obudziła. To było coś, czego jak sądziła miała nigdy nie przeżyć, ale była szczęśliwa, że mogła być tego częścią. I nareszcie zrozumiała, że Potterowie nie są źli, i że od niedawna dołączyli do jej rodziny.
Następnego dnia Laura podzieliła się z Nicole swoim snem i stwierdziła, że teraz jest już gotowa tworzyć z nią i z Potterami jedną wielką rodzinę. Nicole była szczęśliwa i postanowiła zacząć spędzać swój czas z rodzicami.
Swoje myśli skierowała też na grupę JP. Ostatnio była obecna tam raczej tylko ciałem. Nic nie wnosiła do ich spotkań i praktycznie nic z nich nie wynosiła. Gdy przemyślała funkcjonalność ich grupy wpadła na pewien pomysł, który postanowiła przedstawić na kolejnym spotkaniu.
Właśnie w towarzystwie innych Ślizgonów wybierała się na kolejne spotkanie JP. Z podekscytowaniem myślała o swoim pomyśle, którym nie podzieliła się nawet ze swoimi przyjaciółmi. Gdy w Pokoju Życzeń zebrali się już wszyscy, Nicole wstała.
- Zanim zaczniemy, chciałam się z wami podzielić pewnym pomysłem. – Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. Przyjaciele i Harry, bo o niczym nie wiedzieli, a reszta, dlatego, że ostatnio Nicole nie udzielała się w spotkaniach. – Do tej pory skupialiśmy się wyłącznie na walce. Ale pomyślcie, na wojnie, potrzebujemy nie tylko walczących. Choć nikt tego nie chce to będzie dużo ofiar, ludzi, którym potrzebna będzie pomoc uzdrowiciela, aby móc wrócić do walki. Na polu walki to zawsze uzdrowicieli brakuje, gdyż jest ich za mało. Na początku, zanim dojdzie do otwartej walki będziemy operować wyłącznie tarczami, aby opóźnić to trochę i dać czas tym, którzy nie będą w stanie stanąć do walki. Takie tarcze pochłaniają ogromne ilości mocy i nie zawsze od razu po ich rzuceniu będziemy w stanie od razu rzucać klątwami w przeciwników.
- To rzeczywiście może być problemem, ale co możemy z tym zrobić? – zapytał zainteresowany Harry.
- Wszyscy chcemy walczyć, ale nie każdy tutaj czuje się dobrze rzucając klątwy na prawo i lewo. Poza tym każdy z czym innym radzi sobie lepiej. Pomyślałam, że moglibyśmy podzielić się na powiedzmy trzy grupy. W każdej takiej grupie jedna osoba zostałaby uzdrowicielem, a dwie specjalistami od tarcz. Reszta zajęłaby się ofensywą. Nadal ćwiczylibyśmy tak samo, ale uzdrowiciele większą uwagę zwróciliby na zaklęcia uzdrawiające, defensywni uczyliby się jeszcze intensywniej różnego rodzaju tarcz, a ofensywni wzięliby na siebie klątwy, przeciw uroki i to co do tej pory się uczymy. Oczywiście każdy z nas powinien znać podstawy wszystkich zaklęć, aby w razie czego móc poradzić sobie samemu.
- To ma sens – potwierdziła Hermiona. – Ale po co mamy się dzielić na grupy? Na polu walki nikt nie będzie zwracał uwagi na podział.
- Dzięki temu bylibyśmy lepiej zorganizowani. Śmierciożercy z reguły walczą bardzo chaotycznie. Jeśli będziemy działać w ośmio- czy dziewięcioosobowych grupach, będziemy mogli bronić swoich tyłów, a dodatkowo to, że będziemy walczyć zespołowo wybije śmierciożerców z rytmu – zauważył Draco, widząc sens w planie Nicole.
- Dokładnie o to mi chodziło – stwierdziła Ślizgonka. – Jest nas dwadzieścia sześć osób, więc moglibyśmy się podzielić na dwie dziewięcioosobowe grupy i jedną ośmioosobową. W ten sposób potrzebowalibyśmy trzech uzdrowicieli i sześciu obrońców.
- Myślę, że ja bardziej przydam się jako uzdrowiciel – odezwał się nieśmiało Neville.
- Ja też – zgłosiła się Hanna. – I jako trzecią osobę mogę zaproponować Justina.
- Ja? – zareagował zdziwiony Puchon.
- A kto leczy chłopaków po bójkach, aby nie musieli chodzić do Pomfrey? – zapytał retorycznie Ernie.
- W sumie może być. – Justin dał się przekonać. Nicole uśmiechnęła się widząc, że jej plan zostaje wprowadzony w życie. Patrząc na trójkę uzdrowicieli zdawała sobie sprawę, że są to najsłabsze ogniwa w ich grupie, ale teraz widziała, że pomagając i lecząc rannych na pewno bardzo im pomogą. Ich zdolności do walki choć nie dorównywały zdolnościom jej, Harry’ego, czy Dracona to siebie będą potrafili obronić siebie i pomogą lepszym walczącym, którzy poniosą rany.
- To w takim razie ja zgłaszam się do obrony – oznajmiła Hermiona. Gryfonka wiedziała, że książkowa wiedza to nie wszystko, i że bardziej pomoże broniąc ich tarczami niż walcząc. Do obrony zgłosili się jeszcze Padma, Luna, Ernie, Anthony i ku zdziwieniu Ślizgonów Camile.
- No co, wolę was bronić. Walka to wasza działka – stwierdziła patrząc na swoje przyjaciółki i brata. Oni od razu to zrozumieli.
Teraz został im podział na grupy. Postawili na to, aby żadna grupa nie była słabsza pod względem mocy i zdolności od innych. Zmieszali się też tak, aby nie dzielić się ze względu na domy, w końcu od początku chodziło im o współpracę między domową. Największy problem pojawił się przy Harrym i Draconie, gdy Nicole zaproponowała, aby byli razem w grupie.
- Zwariowałaś? – zareagował Gryfon.
- Zdecydowanie. Pogięło cię – stwierdził blondyn.
- Nie zwariowałam i nie pogięło mnie. Mamy tu współpracować, a wy macie z tym największy problem. W ten sposób nauczycie się tego. Z resztą, czy tego chcecie, czy nie gdybyście tylko porzucili tą cholerną dumę to dogadalibyście się. – Camile i Hermiona przyznały jej rację, więc postawiła na swoim. Razem z Harry’m i Draconem w grupie była Vanessa, Michael Corner i Susan Bones, jako uzdrowiciel Neville, a jako obrońcy Padma i Camile, gdyż Draco stwierdził, że musi mieć siostrę blisko siebie. Drugą grupę tworzyli Nicole, Blaise, Pansy, Eva, Alicja Spinnet i Katie Bell, jako uzdrowiciel Justin Finch-Fletchley, a obrońcami w tej grupie zostali Luna i Ernie Macmillan. Uzdrowicielem w ostatniej grupie była Hanna, obrońcami Hermiona i Anthony Goldstein, a do walki wyznaczeni byli Sam, Ginny, Astoria, Seamus Finnigan, Dean Thomas i Terry Boot. Po podzieleniu się usiedli razem przy materiałach i zaczęli dzielić zaklęcia dla każdej z grup, aby na następnym spotkaniu łatwiej było im się uczyć kolejnych rzeczy. Po skończonym spotkaniu Nicole zatrzymała Harry’ego, aby z nim porozmawiać.
- Coś się stało? – zapytał.
- W sumie to nie. Chodzi o to, że nie tylko zaklęć musimy się nauczyć, aby pokonać Voldemorta. Musimy znaleźć sposób na tego gada, bo inaczej nie będziemy mieli szans.
- A co ja mogę? Przeryłem już całą bibliotekę, aby dowiedzieć się czemu on jest nieśmiertelny, ale tam nic nie ma. Tak naprawdę nikt tego nie wiem ani Dumbledore, ani Snape, ani nikt inny, tylko on sam.
- Wiem, Harry, że jest ci ciężko. Rozmawiałam ostatnio z Adrienne, ona próbowała mnie na coś nakierować, ale nie wiem czy dobrze ja zrozumiałam. – Nicole przekazała Harry’emu całą rozmowę z dziewczyną i razem zaczęli się zastanawiać o co może chodzić. – Co do miejsca gdzie mamy szukać to wyraźnie dała mi znać, że nie chodzi o Hogwart, tyko nie wiem gdzie indziej moglibyśmy szukać. A jeśli chodzi o powód nieśmiertelności gada to znając go na pewno stawiałabym na czarną magię, a z słów Adrienne mogę wywnioskować, że może chodzić o animagię. Pytała o to więc może o to jej chodziło, ale naprawdę nie wiem.
- W tej chwili też nic innego nie przychodzi mi na myśl. Pogadam o tym z Hermioną, może ona coś wymyśli.
- Fakt, akurat ona ma głowę do takich rzeczy.
Po spotkaniu, Nicole postanowiła poćwiczyć animagię, dlatego została w Pokoju Życzeń, który zamieniła na przytulny salon z kominkiem o ciepłych zielonych barwach. Usiadła po turecku przed kominkiem na puchatym dywanie. Zamknęła oczy i skupiła w sobie magię. Czuła w okolicach serca swoją magię, coś jakby impuls energii. Próbowała jednocześnie wyobrazić sobie siebie zmieniającą się w zwierzę, ale umysł nie potrafił wytworzyć tego obrazu. Nicole czuła, że nie potrafi uwolnić z siebie tej energii, która zapoczątkowałaby zmiany animagiczne. Miała wrażenie, że stoi na skraju i boi się zrobić kroku. Po kilku minutach dała sobie spokój, gdyż skupienie w sobie magii było bardzo wyczerpującą czynnością. Zmęczona udała się do lochów, zastanawiając się jak Harry’emu idzie animagia. Gdy zaczęli uczyć się tego uczyć postanowili, że nie będą dzielić się swoimi osiągnięciami. Mieli pochwalić się przed drugim, dopiero gdy całkowicie opanują przemianę. Gdy dotarła do swojego dormitorium, wzięła kąpiel i położyła się spać.
Następnego dnia wstała z postanowieniem, że po zajęciach pójdzie do Syriusza i Jamesa na korepetycje z animagii. Miała nadzieję, że jako doświadczeni animagowie pomogą jej przejść przez granicę. Po ostatnich zaklęciach skierowała się do kwater ochrony, wiedziała, że jeśli nie będą mieli dyżuru to będą siedzieć w pokojach Potterów. Wiedziała, że nie pomyliła się, gdy drzwi otworzył jej Syriusz.
- Siemka – przywitała się z uśmiechem. Okazało się, że w kwaterach obecni byli tylko Syriusz i James. – A gdzie reszta?
- Remus z Tonks na randce, a Lilka u Smarkerusa – odpowiedział niezadowolony Rogacz, na co Nicole się zaśmiała. Naprawdę nie sądziła, że jej ojciec jest tak zazdrosny o żonę.
- Tato, mógłbyś wreszcie odpuścić. Snape nie jest taki zły. – Nicole w duchu stwierdziła, że może jednak nie tak trudno będzie jej nawiązać nić porozumienia z rodzicami, a James był tak szczęśliwy, że Nicole zwróciła się do niego – tato, że nawet nie zwrócił uwagi na to, że stanęła w obronie jego wroga. Dlatego właśnie uśmiechnął się szeroko i poczochrał córkę po włosach.
- To co tam się stało, Młoda? – zapytał.
- Mam problem z animagią, więc pomyślałam, że moglibyście mi pomóc.
- Nie potrafisz skupić magii czy przemiany ci nie idą? – zapytał Łapa, gdy rozsiedli się na fotelach przed kominkiem.
- Skupiam magię, ale coś mnie blokuję i nie mogę przejść tej granicy. Czuję w sobie coś jakby impuls, a gdy próbuję zmusić ją do działania to nic się nie dzieje – wytłumaczyła.
- A próbowałaś sobie wyobrazić przemianę, poczuć to? – zapytał James.
-Tak, ale umysł też jakby mi się blokuje i nie potrafię stworzyć sobie w głowie tego obrazu.
- Wygląda na to, że twój umysł blokuję twoją magię, bo nie wierzysz, że jesteś w stanie się przemienić. Nie możesz połączyć się ze swoim zwierzęciem – wytłumaczył jej ojciec.
- Próbowałaś odnaleźć swoje zwierzę? – zapytał Syriusz.
- Na razie skupiłam się na skupieniu w sobie magii.
- To spróbuj.
- Ale jak? – Nicole nie rozumiała o co im chodzi, z wytłumaczeniem przyszedł jej Potter.
- Zrób to co robisz przy skupianiu w sobie magii, a gdy ci się to uda spróbuj odszukać swoje zwierzę w swoim umyśle. Coś jak legilimencja, tyle, że na swoim umyśle. Nie zobaczysz dokładnie co to jest, ale może jakieś kształty, które pozwolą ci zintegrować się z twoim zwierzęciem.
- Spróbuję – odpowiedziała bez przekonania.
- Musisz w to uwierzyć, wtedy ci się uda – zapewnił Rogacz. Nicole uśmiechnęła się z podziękowaniem do ojca, dzięki niemu uwierzyła w siebie. Rozluźniła się i zamknęła oczy. Zrobiła to co dzień wcześniej. Czuła ciepło kominka, słyszała spokojny oddech swojego taty i to ją uspokoiło. Poczuła swoją magię i zaczęła zagłębiać się w swoje myśli. Rozpoczęła wędrówkę po swoim umyśle. Intuicyjnie wiedziała w którą stronę iść. Po paru minutach dotarła do obszaru, który wyglądał jakby był pełen mgły. Skupiła się, dzięki czemu udało jej się trochę rozmyć tę mgłę. I wtedy to zauważyła. Dużą klatkę, w której było jakieś zwierzę. Z konturów widziała zarys jakiegoś dużego kota. Zaczęła podchodzić bliżej, dostrzegła ciemną sierść. Podeszła do klatki, ale zwierzę nadal było za mgłą, jednak zauważyła, że klatka jest zamknięta na kłódkę, która wisiała na grubym łańcuchu. Pociągnęła za łańcuch, ale ten nawet nie drgnął. Wiedząc, że to wszystko dzieje się w jej umyśle, próbowała się skupić na otwarciu klatki. Czuła blokadę, która nie pozwalała jej na to. Odepchnęła ją od siebie i w tym samym momencie pociągnęła mocno za łańcuch, który rozerwał się z hukiem. Klatka stanęła otworem. Zwierzę wyszło z niej, i choć prawie otarło się o nogi Nicole, dziewczyna nadal nie mogła zidentyfikować co to za rodzaj kota, ale wiedziała, że tego dowie się dopiero po całkowitej przemianie. Gdy zwierzę odeszło kawałek od klatki, odwróciło się w stronę Nicole i spojrzało na nią. W tej samej chwili Nicole poczuła na rękach mrowienie. Otworzyła oczy. Pierwsze co zobaczyła to uśmiechnięte twarze Huncwotów. Podniosła swoje dłonie i zobaczyła, że pokryte są czarną sierścią. Po jakiś dwóch minutach sierść zniknęła. Nicole zerwała się z fotela z radością w oczach i rzuciła się na tatę przytulając go mocno, zaraz po nim to samo spotkało Syriusza.
- Dziękuję, wreszcie mi się udało – zawołała.
- Mówiłem, że ci się uda – oznajmił zadowolony James, który był dumny z obojga swoich dzieci. W końcu dzień wcześniej to samo udało się osiągnąć Harry’emu, który początkowo przyszedł do nich z tym samym problemem co Nicole.

***
Kolejny rozdział dla Was. Dajcie znać jak Wam się podoba. I co najważniejsze, proszę o opinię o nowym szablonie. Który lepszy ten, czy poprzedni.
Do następnego.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 53


Poszukiwania Nicole przez trzeciorocznych Gryfonów skończyły się fiaskiem. Niedługo miał być obiad, a oni nadal jej nie znaleźli. Widocznie Ślizgonka postanowiła spędzić niedzielę w swoim dormitorium.
- To co? Pokój Wspólny Ślizgonów? – zapytał Jack, kiedy wszyscy doszli do tego samego wniosku.
- A wiecie gdzie jest ich Pokój Wspólny? – odpowiedział pytaniem na pytanie Dennis. Reszta spojrzała na niego jak na debila, ale po chwili zorientowali się, że ich nowy przyjaciel ma rację.
- Yyy, w lochach – odpowiedziała niepewnie Laura.
- Lochy są ogromne, a my na nasze szczęście natkniemy się na Snape’a, który wlepi nam szlaban. – Natalie zawsze była największą marudą, ale tym razem trafiła w sedno. Za to Laurze zrobiło się głupio, no bo przecież już ponad rok chodzi do Hogwartu i nigdy nie próbowała odwiedzić siostry w jej pokoju wspólnym. Nicole często pojawiała się u Gryfonów, żeby odwiedzić dwójkę rodzeństwa. Laura postanowiła sobie nadrobić swoje obowiązki wobec siostry.
- Ale spróbować można – zaproponowała niezbyt zdecydowanym głosem Lucy.
- Mam lepszy pomysł – zawołała Laura. – Musimy znaleźć Harry’ego. – Nim skończyła mówić już biegła w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów. Aż chciała walnąć się w głowę, że od razu nie pomyślała o pożyczeniu Mapy Huncwotów od Harry’ego. Sprawdzi najpierw czy w ogóle jest po co szukać Nicole w lochach, czy może gdzieś indziej się zaszyła.
Tymczasem Nicole nie znajdowała się wcale w swoim dormitorium, ani nawet w lochach. Siedziała przy brzegu Czarnego Jeziora od strony Zakazanego Lasu. Z tej strony nikt na błoniach nie powinien jej zobaczyć. I oto właśnie jej chodziło. Chciała sama poukładać sobie swoje życie, a towarzystwo tylko ją rozpraszało. Choć po tak długim czasie w odosobnieniu już wariowała. Odkąd Laura została zaatakowana odizolowała się od Potterów i wszystkich związanych z nimi, w tym od jej ojca chrzestnego. Brakowało go jej, bo był jedyną osobą, która dzięki racjonalnym argumentom potrafiła dać jej mentalnego kopa. Zawsze były dziewczyny, ale one były jej przyjaciółkami i były raczej od pocieszania, co robiły doskonale, ale znały się na tyle dobrze, że zarówno Camile, jak i Vanessa zdawały sobie sprawę, że Nicole swoje problemy zawsze rozwiązuje sama i jest na tyle uparta, że nie chce przyjąć ich pomocy. Był jeszcze Draco, który, jak się okazało, bardzo dobrze ją rozumiał, ale odkąd pokłóciła się z Laurą zamknęła się w kokonie do którego nie dopuszczała ani Dracona, ani nikogo innego. Odepchnęła wszystkich na własne życzenie i teraz siedząc sama żałowała tego. Właściwie już sama nie wiedziała czego chce. Niby szukała tylko swojego towarzystwa, bo wśród innych czuła się źle. Jednak będąc sama miała wrażenie, że powoli wariuje. Jęknęła cicho i schowała twarz w dłoniach.
- Rozchorujesz się jak będziesz siedzieć całymi dniami w takim zimnie. – Nicole gwałtownie wstała i obróciła się do źródła głosu.
- Remus, co ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? – zapytała, gdy ujrzała uśmiechniętego chrzestnego.
- Razem z Jamesem i Syriuszem często chodzimy do Zakazanego Lasu, żeby sprawdzić czy nikt niepowołany się tam nie kręci. Od kilku dni widujemy cię w tym samym miejscu. Naprawdę powinnaś coś na siebie założyć.
- Jestem czarownicą. Po to mam różdżkę, aby z niej korzystać. Naprawdę sądzisz, że siedziałabym codziennie w taką pogodę i specjalnie marzła? – Nicole nie przejmując się niespodziewanym towarzyszem, którego tak naprawdę jej brakowało, usiadła z powrotem na swoje miejsce.
- Zapomniałem, że mam do czynienia z Ślizgonką – zaśmiał się i usiadł koło chrześnicy.
- Jednak ci to przeszkadza? Moja przynależność do domu Salazara – wyjaśniła, gdy zobaczyła pytanie w jego oczach.
- Już dawno ci mówiłem, że nie. Po prostu zachowałem się jak typowy Gryfon. Najpierw powiedziałem, a potem pomyślałem. Mogłem od razu się domyślić, że użyjesz różdżki, a zachowałem się jak nadopiekuńczy chrzestny.
- Lubię czasem jak tak się zachowujesz – przyznała szeptem jakby się tego wstydziła. – Czasem mi tego brakuje – przyznała, jednak zaraz zamilkła zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Nie chcąc patrzeć na wilkołaka wpatrywała się w odmęty jeziora.
- Wiesz, że masz wielu przyjaciół, którzy chętnie cię wysłuchają? Ja i twoi rodzice też zawsze będziemy przy tobie, choćbyś bardzo tego nie chciała. – Remus położył dłoń na jej ramieniu, aby wiedziała, że ma w nim wsparcie. Nicole na ten gest schowała głowę między ugięte nogi.
- To nie jest takie łatwe – mruknęła.
- Zazwyczaj życie nie jest łatwe.
- Teraz jest ten moment, gdzie ty mnie pouczasz, że źle robię, a ja cię słucham? – zapytała z kpiną w głosie. Nie chciała tego, ale Remus trafił w sedno jej problemu. Chciała i nie chciała z nim rozmawiać. Miała dość tej niezdecydowanej siebie i dlatego reagowała ze złością.
- Nie chcę cię umoralniać. Wolałbym, abyś porozmawiała ze mną z własnej woli. Jesteś inteligentna i naprawdę wierzę, że wiesz o co mi chodzi. – Po tych słowach zapadła cisza. Po jakimś kwadransie Remus już myślał, że nie dotrze do chrześnicy i chciał wstać, aby zostawić ją samą, jednak ona odezwała się niespodziewanie.
- Jestem kretynką – powiedziała nadal siedząc w tej samej pozycji. Lepiej jej się mówiło, gdy nie musiała patrzeć w zmartwione oczy Remusa. – Nie zaprzeczaj, przecież oboje wiemy, że to prawda. – Po chwili ciszy zaczęła mówić. – Nie potrafię się z nimi pożegnać. Nigdy sobie na to nie pozwoliłam. Najpierw musiałam szybko się pozbierać po ich śmierci, bo Laura mnie potrzebowała. Nie mogłam pozwolić sobie na żal, ona była ważniejsza. Potem pojawił się Harry, ty i Syriusz. To było dobre i choć trochę zapełniło tę pustkę, ale to wciąż nie było to samo. Potterowie tylko wszystko pogorszyli. Od ich powrotu nie potrafię się w sobie zebrać, a oni nie pomagają. Minęło już tyle czasu, a ja nie potrafię spojrzeć na nich jak na rodziców, widzę jak się starają, ale nie potrafię. Nie, póki nie pożegnam się z Robespierre’ami. A do tego wszystkiego Laura, która nienawidzi mnie, bo ją okłamałam, nie wiem kiedy odzyska pamięć i tak strasznie się boję, że ktoś ją znowu zaatakuję. Ona zawsze była przy mnie, a ja przy niej, a teraz mijamy się na korytarzach jak wrogowie. Myślałam, że jeśli zostanę sama ze sobą, to chociaż pożegnam się z nimi i pozwolę im odejść w pełni na drugą stronę, ale to tylko pogorszyło sprawę. Kiedy jestem sama wariuję, ale nie chcę przytłaczać moich przyjaciół swoim beznadziejnym humorem. – Nicole zdawała sobie sprawę, że mówiła bez składu i ładu, ale czuła, że Remus ją zrozumiał.
- To wcale nie znaczy, że jesteś kretynką.
- To może nie, ale wiem czemu nie pozwoliłam sobie na pożegnanie. To co mówiłam to prawda, ale to tylko głupie wymówki. Nienawidzę ich za to. Za to, że zostawili mnie z tym samą. Przez całe życie mogłam na nich polegać, a przez to cholerne wystąpienie zostawili mnie samą. Musiałam być dla Laury najlepszą starszą siostrą, ale też zastąpić jej rodziców. Byłam tylko czternastolatka, która natychmiastowo musiała zacząć myśleć jak dorosły. Udawałam, cały czas udawałam, że mi się to udało. Udawałam, że się pozbierałam. Udawałam, żeby Laura miała we mnie oparcie. Wydawało mi się, że dobrze mi szło, aż do niedawno. Nawet to spieprzyłam. Teraz Laura mnie nienawidzi, Harry zapewne obraził się, bo go odrzuciłam, a oni… Ich nie znam, nie wiem jak się do nich zwracać, jak się przy nich zachowywać. Jestem beznadziejną córką i siostrą. Wszystko sprowadza się do tego, że jestem kretynką, samolubną kretynką. – Nicole nadal ukrywała głowę między nogami, nie chciała, aby Remus zauważył, że pozwoliła sobie na chwilę słabości i po jej policzkach ciekną łzy, których już nie potrafiła zatrzymać.
- Nicole, popatrz na mnie – poprosił mężczyzna widząc zły stan Ślizgonki, ale ona tylko pokręciła głową. – Nicole, proszę. – Coś było w jego głosie, że Nicole posłuchała. Gdy tylko spojrzała swoimi zapłakanymi oczami na chrzestnego, ten bez słowa przytulił ją. – Pozwól sobie na płacz, to ci pomoże. – Po tych słowach Nicole nie potrafiła już się powstrzymać. Uścisnęła Remusa najmocniej jak mogła i płakała. Płakała uwalniając swój żal. Trwało to kilka minut, ale pozwoliło Nicole uspokoić się. Odsunęła się od mężczyzny i próbując wytrzeć twarz w rękaw. Remus machnął różdżką i na jej dłoni znalazła się chusteczka. Czarnowłosa popatrzyła na niego i uśmiechnęła się delikatnie.
- Dzięki. Wyglądam tragicznie, przyda się.
- Nie jest tak źle – stwierdził i poczochrał ją po głowie. Gdy doprowadziła się do porządku Remus spojrzał na nią uważnie.
- Wiesz, że ze wszystkim można sobie poradzić – bardziej stwierdził niż zapytał.
- Wiem, ale czasem mam dość. Póki oni żyli moim największym problemem było uczestnictwo w niechcianych bankietach czy dopasowanie odpowiedniej bluzki do spodni. Potem wszystko naraz zwaliło mi się na głowę. Najgorsze jest to, że wiem, że Harry miał dużo gorzej. On musiał dorosnąć znacznie szybciej niż ja i nie rozpacza tak jak ja.
- To może najpierw powiedz mi czemu porównujesz się do Harry’ego?
- No… Ja… Przecież… - Nie takiego pytania się spodziewała.
- Właśnie. Jesteś sobą i nie zmieniaj się. To, że ty i Harry mieliście zupełnie inne dzieciństwo, wcale nie znaczy, że którekolwiek z was jest lepsze czy gorsze. Oboje musieliście dorosnąć zbyt szybko i oboje poradziliście sobie z tym lepiej niż nie jeden dorosły. Wiesz, że ani James, ani Lily nie mają ci za złe twojej miłości do Robespierre’ów. Oni to rozumieją i czekają cierpliwie, aż ty zrozumiesz, że kochają cię tak samo mocno jak Harry’ego i nic tego nie zmieni. – Remus przeszedł do tematu, który bardziej rozumiał.
- Ale ja to wiem, tylko nie potrafię wykorzystać tej wiedzy. Nie znam ich i nie potrafię z nimi rozmawiać.
- Potrafisz tylko boisz się spróbować.
- Ja wcale… - Nicole zamilkła szybko, gdy zdała sobie sprawę, że mężczyzna ma rację.
- Boisz się, że zdradzisz pamięć Robespierre’ów, jeśli pozwolisz sobie na miłość do biologicznej rodziny. Teraz dodatkowo boisz się, że Laura nigdy nie wybaczy ci posiadania rodziny, którą obie straciliście. A wreszcie boisz się, że jeśli pokochasz swoją rodzinę to ponownie ją stracisz.
- Skąd… Skąd możesz to wiedzieć? – Nicole ponownie zabrzmiała trochę zbyt ostro, ale wyprowadziło ją z równowagi, że mężczyzna czyta z niej jak z książki.
- Potrafię obserwować – odpowiedział tylko.
- To co mam zrobić, żeby wszystko naprawić? Tak, jestem tchórzem, ale to nic nie zmienia.
- To, że czegoś się boisz nie znaczy, że jesteś tchórzem. Tchórzem jest ktoś kto ucieka przed swoimi lękami, nie próbując się im przeciwstawić. A jak znam Nicole Robespierre-Potter to wiem, że ona wreszcie stanie do walki ze swoimi lękami.
- Ale nadal nie wiem jak stanąć do walki – powiedziała bezradnie.
- Musisz pozwolić odejść Robespierre’om, pożegnać się z nimi. Może Adrienne ci pomoże? Nie wiem, ale to jest coś co musisz zrobić sama. Jeśli chcesz mogę pójść z tobą na ich grób. Ale pamiętaj, że oni cały czas patrzą na ciebie. Póki są w twoim sercu nie opuszczą cię. Będą z tobą i z Laurą. Przecież oboje wiemy, że nie winisz ich za to wszystko, jeśli to dotrze do ciebie, powinno być łatwiej.
- Masz rację, Remusie. Naprawdę ci za to dziękuję. – Nicole popatrzyła w oczy chrzestnego, aby wiedział, że naprawdę szczerze mu dziękuje. – A wiesz może… To znaczy, czy dasz mi jakąś instrukcję obsługi do Potterów? Albo chociaż jakąś wskazówkę. – Mężczyzna szczerze zaśmiał się z żartu dziewczyny.
- Wiesz, to tak jakbym miał dać ci instrukcję do ciebie. Jesteś do nich niezwykle podobna. Musisz tylko odkryć te podobieństwa i znaleźć z nimi wspólny język.
- Ale jak? – Nicole była bezradna. Kompletnie nie wiedziała jak ma rozmawiać z rodzicami.
- Masz z nimi więcej wspólnego niż ci się wydaje. Ale skoro ty tego nie widzisz to ci pomogę. Najpierw rzuca mi się w oczy animagia. Popracuj nad nią z Jamesem. Z resztą ty i Harry, jak tylko połączycie swoje grupki jesteście na dobrej drodze do zostania Huncwotami 2.0. Choć nie pochwalam tego, to James będzie z was dumny, gdy spłatacie jakiegoś figla Filchowi, a znając jego i Łapę, jeszcze dadzą wam tysiąc innych pomysłów na to. – Nicole zdała sobie sprawę, że Lunatyk ma rację. Od samego początku potrafiła złapać jakiś kontakt ze swoim ojcem.  Pracowali już razem nad animagią, a i ona miała wrażenie, że z charakteru była do niego bardziej podobna niż do matki. Zawsze otwarta na ludzi z dużym poczuciem humoru. Tak, te cechy łączyły ją z Jamesem Potterem. Ale co z Lily Potter?
- A co z nią? – Remus zamyślił się, jednak po chwili odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Myślę, że każda nastolatka będzie potrafiła znaleźć wspólny temat z własną matką.
- Mam z nią rozmawiać o babskich sprawach? – zapytała powątpiewająco, jednak zanim Remus jej odpowiedział, oznajmiła – może to nie głupi pomysł. – I uśmiechnęła się szeroko. Wilkołak ucieszył się, bo ten uśmiech obejmował też jej oczy, w których pojawiły się wesołe ogniki. – Remi, naprawdę dziękuję. Dzięki tobie chyba będę w stanie się pozbierać. Naprawdę dużo mi uświadomiłeś i dużo sama zrozumiałam. Laurą postaram się nie przejmować póki nie odzyska pamięci, albo chociaż do momentu, aż przestanie rzucać we mnie te nienawistne spojrzenia. Dogadamy się wreszcie, w końcu jesteśmy siostrami i nic tego nie zmieni – powiedziała z pewnością w głosie.
- I takiej Nicole mi brakowało. Jestem z ciebie dumny – stwierdził i przytulił ją. – A teraz chodźmy już. Niedługo obiad, a chyba oboje nie byliśmy na śniadaniu.
- Masz rację, chodźmy – zgodziła się dziewczyna.
Gdy wyszli z cienia Zakazanego Lasu, który osłaniał ich przed spojrzeniami z Hogwartu wpadli na piątkę gryfonów z trzeciego roku. Nicole w tej chwili najmniej spodziewała się spotkania akurat z nimi, a właściwie z blondynką, która stała na czele grupy i patrzyła na nią  z tęsknotą i prośbą o przebaczenie w oczach. Ślizgonka nie widząc nienawiści, którą tam dostrzegała przez ostatnie kilka dni, stała nieruchomo nie wiedząc co robić. Laura stojąca od niej jakieś pięć metrów, też zachowywała się jak spetryfikowana. Nagle Nicole poczuła lekkie pchnięcie z tyłu.
- No idź do niej – szepnął Remus widząc jak obie się wahają. Laurze to samo zrobił Dennis. Nicole nie czekając już na nic podbiegła do siostry i mocno się do niej przytuliła. Obie w jednym momencie wybuchnęły płaczem i stwierdziły:
- Jestem kretynką. – Potem w jednej chwili zaśmiały się z tego.
- Pamiętam już wszystko – powiedziała Laura gdy wreszcie oderwały się od siebie. Nawet nie zauważyły, że reszta odeszła zostawiając je same.
- Naprawdę? Ale jak?
- Potem ci powiem. Najpierw chciałam cię…
- Nie przepraszaj – przerwała jej Nicole. – Nie warto. W końcu już wszystko w porządku. – Obie od tej pory uśmiechały się szeroko nadrabiając ten krótki czas, w którym były skłócone. Nicole, gdy tylko usłyszała kto skrzywdził jej siostrę od razu chciała iść do tego ryżego pomiotu i sprawić, że pożałowałby tego od razu, jednak Laura przekonała ją, że nie warto. Obie zgodnie stwierdziły, że jednak przydałoby się coś zjeść, więc ruszyły do Wielkiej Sali na posiłek który już nie długo miał się skończyć.
Jednak gdy tam dotarły to zaskoczone ujrzały jak Molly Weasley wydziera się na swojego najmłodszego syna. Domyśliła się, że Dumbledore wezwał ją do szkoły w sprawie syna.
- Jak mogłeś tak napaść na młodszego ucznia! I to jeszcze na Laurę! Przecież to grzeczna dziewczynka! Ale ja ci dam! Zawieszenie i roczny szlaban to i tak mało! Uważaj jak tylko wrócisz na święta! Wtedy to dopiero dostaniesz karę! – Takie krzyki musiały rozbrzmiewać w Wielkiej Sali już dobrą chwilę, gdyż Nicole zauważyła Ślizgonów prawie leżących na podłodze ze śmiechu. Tak, oni nie dadzą mu żyć. Nicole jakoś to nie przeszkadzało, tym bardziej, że widząc rudowłosego chłopaka postanowiła nie zważając na obecnych nauczycieli i jej rodziców sama ukarać swojego wroga. Przeszła szybkim krokiem do stołu Gryfonów przy którym pani Wealsey łajała syna i mijając ją zatrzymała się przed chłopakiem.
- To za moją siostrę – powiedziała spokojnie i kopnęła go z kolanka między nogi. – A to, żebyś pamiętał, że z Robespierre’ami, a tym bardziej z Potterami się nie zaczyna. – I poprawiła uderzając go w twarz z pięści. W tej chwili James Potter tryskał dumą. – Zbliż się jeszcze raz do mojej siostry, a pożałujesz. – Nicole nie przejmując się jęczącym z bólu chłopakiem odwróciła się do jego matki i spokojnie powiedziała – Przepraszam, że przeszkodziłam w pani przemowie, ale musiałam mu przekazać to po swojemu, zanim kiedykolwiek przyjdzie mu do głowy zrobić to jeszcze raz.
- Nic nie szkodzi. Choć nie popieram takich metod to Ronald sobie na to zasłużył – odpowiedziała miło, jednak gdy zwróciła się do syna jej głos przypominał lód. – Mam nadzieję chłopcze, że przemyślisz to co zrobiłeś i przeprosisz tę biedną dziewczynę. Tylko szczerze, bo inaczej sobie z tobą porozmawiam. - Kobieta odwróciła się z zamiarem wyjścia i dopiero zauważyła, że poszkodowana przez jej syna dziewczyna stoi za nią.
- Dziecko drogie, tak bardzo cię przepraszam – zaczęła szczerze z troską w głosie. – Nie sądziłam, że tak wychowałam swojego syna. Wybacz mi proszę.
- Nie mam czego pani wybaczać, pani Weasley – stwierdziła Laura i uśmiechnęła się ciepło do kobiety, która była wyraźnie wkurona postępkiem swojego syna. – Już wszystko jest w porządku. A od niego nie chcę żadnych przeprosin, niech po prostu nie zbliża się do mnie – dokończyła zimnym głosem, którego nauczyła się od Nicole.
- Słyszałeś, młody człowieku! Nie zbliżaj się do Laury! – warknęła Molly do syna i wyszła z Wielkiej Sali, wcześniej jeszcze żegnając się z Ginny, Harry’m i Hermioną.

***
I jak się podoba nowy rozdział? Rozmowę Nicole i Remusa wyobrażałam sobie inaczej, ale chyba teraz nic bym w niej nie zmieniła. A Wy jak uważacie?
Pozdrawiam,
AniaXXX