wtorek, 28 czerwca 2016

To jeszcze nie nowy rozdział ;)

Drodzy czytelnicy mam dla Was dzisiaj nietypowe zaproszenie.
Czy jest tu ktoś kto chciałby być częścią magicznego świata, kto chciałby zwiedzić Pokątną, kupić własną różdżkę, sowę i przybyć do Hogwartu wielkim pociągiem, a na końcu nałożyć na głowę Tiarę Przydziału i rozpocząć nową przygodę? I przede wszystkim nie być zwykłym mugolem.
Myślę, że każdy kto choć raz zagłębił się w przygody Harry'ego Pottera od zawsze marzył o liście wysłanym przez sowę, oznajmiającym, że zostało się przyjętym do Hogwartu. I choć każdy o tym marzył, wszyscy zdawali sobie sprawę, że to nierealne. W końcu jedenaste urodziny minęły bez tego oczekiwanego listu, przynajmniej moje.
Ale jest na to alternatywa. Jeśli macie ochotę na wielką przygodę, to Argo Magic School daje wam tę możliwość. Tam możecie się poczuć jak prawdziwi czarodzieje. Tam zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów, będziecie uczęszczać na niezwykłe lekcje, na których będziecie przede wszystkim wyśmienicie się bawić.
Tak więc jednym słowem, serdecznie zapraszam Was do Szkoły Magii 
"Argo Magic School" 
Nowy rok szkolny rozpocznie się za jakieś dwa, trzy tygodnie. Po resztę informacji zapraszam na stronę.




I na koniec życzę dobrej zabawy.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozdział 51


Przez kilka kolejnych dni Hogwart ogarnął spokój. Nicole swój czas spędzała lawirując między dormitorium, salami, w których odbywały się zajęcia i przede wszystkim Skrzydłem Szpitalnym. W stanie Laury nic się nie zmieniło, wizyta uzdrowicieli z Munga niewiele pomogła. Stwierdzili oni, że Laura istotnie została potraktowana nieudanym zaklęciem zapomnienia i jej leczenie będzie bardzo trudne. Po skomplikowanych badaniach doszli do wniosku, że aby nie narażać chorej na jeszcze większe szkody w jej pamięci należy czekać, aż sama odzyska pamięć. Swoją decyzję motywowali tym, że mózg ludzki jest zbyt delikatnym organem, aby rozpoczynać na nim jakiekolwiek eksperymenty. Jednak postanowili, że na bieżąco będą monitorować stan dziewczyny. Na pytanie, jaka jest szansa, że Laura przypomni sobie wszystko, odpowiadali, że należy wierzyć. Nicole ograniczyła swoje kontakty z całą trójką Potterów do minimum, dzięki czemu jak na razie Gryfonka żyła w błogiej nieświadomości. Niestety napastnik dziewczyny nie przyznał się do winy, a jego poszukiwania spełzły na niczym. Nadeszła sobota, więc Nicole od razu po śniadaniu poszła odwiedzić siostrę.
- Cześć, Niki – przywitała się.
- Hej, jak się czujesz?
- Wszystko jest dobrze, oprócz tego, że nie pamiętam dwóch ostatnich lat. – Laura była wyraźnie zdołowana swoją niedyspozycją. Choć jej relacje z gryfońskimi przyjaciółmi zmierzały ku lepszemu, z czego wszyscy się cieszyli, to miała wrażenie, że trochę gorzej układała się jej relacja z siostrą. Była pewna, że Nicole coś przed nią ukrywa. Już nie raz pytała o to Ślizgonkę, ale ona zawsze zgrabnie zmieniała temat. – A rodzice nie odzywali się?
- Dzisiaj rano dostałam list od nich. Pisali, że bardzo się martwią, że mają nadzieję, że szybko odzyskasz pamięć, i że masz na siebie uważać.  – Od kiedy Laura się obudziła musiała tak kłamać prawie codziennie. Od tamtej pory opanowała tę umiejętność bardzo dobrze, dzięki czemu Laura nie zauważała jak dużo bólu przynosi jej wypowiadanie tych słów.
- A nie pisali nic o odwiedzinach Hogwartu? Myślałam, że się martwią. – Laura była wyraźnie zawiedziona postawą rodziców. Dobrze pamiętała jak odwiedzali Nicole, gdy ta spadła z miotły podczas meczu na trzecim roku, czy ją zaraz na początku jej nauki, gdy kolega oblał ją na eliksirach jakąś żrącą substancją.
- Mają teraz bardzo dużo pracy, ale gdy tylko znajdą czas od razu się tu teleportują. Wiesz przecież, że funkcja ministra jest bardzo odpowiedzialna i nie zawsze mogą robić to co chcą. – Nicole była dumna z siebie, że jej głos nawet nie zadrżał.
- No wiem – zgodziła się z nią smutno blondynka. Jednak zaraz humor się jej trochę poprawił. – A wiesz, wczoraj jak już wyszłaś stąd przyszedł uzdrowiciel z Munga. Stwierdził, że nie będę musiała już dłużej tu leżeć, bo oprócz tego zaniku nic mi nie jest. Jutro wreszcie mnie stąd wypuszczą. Pan Green, uzdrowiciel, powiedział, że jest szansa, że jak zacznę bywać w miejscach, których nie pamiętam, może to mi pomoże. Lucy, Natalie i Jack obiecali, że oprowadzą mnie po całym Hogwarcie. Wczoraj przynieśli mi nawet parę książek i okazało się, że pamiętam materiał, który przerabialiśmy, umiem rzucać zaklęcia, których się nauczyłam przez te dwa lata. Green powiedział, że to normalne, bo to wszystko nadal we mnie jest tylko jest to tak jakby zakryte kurtyną, a teraz tylko trzeba doprowadzić do jej odsłonięcia – mówiła z przejęciem.
- To są dobre wiadomości. Cieszę się, że stąd wyjdziesz, ale błagam obiecaj mi, że będziesz się trzymać przyjaciół albo mnie. Napastnik nadal nie został złapany i pewnie hasa sobie po szkole, a nikt nie chce, żebyś znowu na niego wpadła. I absolutnie żadnych samotnych wycieczek po nocach.
- Obiecuję, ale od kiedy stałaś się taka odpowiedzialna – zaśmiała się młodsza.
- Zawsze taka byłam, Młoda. Teraz po prostu się o ciebie boję – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem widząc, że jej siostra stara się nie przejmować tym co się stało. – Dobra Młoda, ja muszę iść na trening. Draco mnie udusi jak się nie pojawię. Niedługo mamy mecz. Po treningu jeszcze wpadnę.
- To do zobaczenia.
Nicole spiesząc się pobiegła na boisko, widząc, że już jest spóźniona. Tam oczywiście przywitał ją wrzask ich kapitana.
- Potter! Do jasnej cholery, mecz już za dwa tygodnie, a ty tu takie szopki odstawiasz! To nie jest żadna zabawa! Spóźniać to ty się możesz na randkę, a nie na treningi!
- Draco, uspokój się, przecież to tylko dziesięć minut, najwyżej przetrzymasz mnie dłużej. – Widząc, że chłopak jeszcze nie skończył swojej tyrady nie dała mu dojść do słowa. – Może zacznijmy, żeby nie tracić więcej czasu?
- Na miotły – warknął blondyn. A Nicole przed wzniesieniem się w powietrze szepnęła do Blaise’a tak, aby Malfoy nie usłyszał:
- A ten co? Okres ma?
- Chyba randka mu wczoraj nie poszła – zarechotał Zabini i nie czekając na więcej odbił się od ziemi. A Nicole ogarnęło dziwne uczucie. Było jej dziwnie przykro, że blondyn z kimś się spotyka, ale nie roztrząsając więcej swoich uczuć również wzniosła się w powietrze.
Po treningu chciała odwiedzić Laurę, jednak widząc, ze Skrzydło Szpitalne zostało opanowane przez grupkę Gryfonów nie chciała im przeszkadzać, dlatego skierowała się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Na swojej drodze spotkała jednak Harry’ego, przez co jej wyrzuty sumienia znowu dały o sobie znać.
- Nicole, możemy porozmawiać? – zapytał od razu.
- Harry, wiesz dobrze, że na razie nie mamy o czym rozmawiać. Ile razy mam ci mówić, że Laura nie może się dowiedzieć, że jesteś moim bratem. Ona musi czuć moje wsparcie, a gdy dowie się o was może poczuć się odrzucona. Nie pozwolę na to. – Ślizgonka mówiła pewnie i z niewielką ilością chłodu. Nie chciała dać ponieść się emocjom, bo w tej sytuacji nie były one wskazane.
- Ale przecież nie musi od razu wiedzieć, że jesteśmy rodziną.
- Nie, Harry. Jak będzie mnie widzieć w towarzystwie twoim i... – zacięła się nie potrafiąc już w ogóle mówić o swoich biologicznych rodzicach. – I ich, to zaczną się pytania, nie mogę cały czas kłamać jej w żywe oczy. Dużo łatwiej jest przemilczeć to. Już i tak za dużo pyta o naszych rodziców. A ja nie mogę i nie potrafię drugi raz oznajmić jej, że nie żyją. Proszę nie utrudniaj mi tego, Harry. – Popatrzyła na brata z bólem w oczach. Tak bardzo chciała, żeby ją zrozumiał, a gdy wszystko wróci do normy, wybaczył. – Przepraszam. – I po chwili już jej nie było. Oboje w swoich myślach skierowali się do swoich dormitoriów. Szkoda tylko, że nie wiedzieli, że całą ich rozmowę słyszał pewien rudowłosy chłopak.
Kolejnego dnia w Skrzydle Szpitalnym pojawiła się trójka najbliższych przyjaciół Laury. Postanowili oni odebrać przyjaciółkę ze szpitala i od razu zacząć oprowadzać ją po Hogwarcie.
- Misję pod kryptonimem „Wspomnienia wróćcie” czas zacząć – odezwał się Jack, gdy tylko wyszli z pomieszczenia, którego Laura nie opuszczała od ponad tygodnia.
Postanowili, że zaczną od Pokoju Wspólnego Gryfonów i dormitorium Laury, ponieważ były to miejsca, w których dziewczyna przebywała najczęściej. W trakcie drogi nie działo się zbyt dużo, choć Laura mówiła, że czuje się jakby już przechodziła tymi korytarzami, choć nie pamiętała tego. Typowe uczucie deja-vu. Uzdrowiciele ostrzegali ją, że takie sytuacje mogą się zdarzyć, więc się tym nie martwiła. Szczególnie, że to dobrze rokowało na jej leczenie. Gdy tylko przekroczyli portret Grubej Damy i znaleźli się w Pokoju Wspólnym Laurę zalała masa wspomnień, które mieszały się ze sobą tworząc paletę barw,. Przez to uczucie blondynka zachwiała się, jej przyjaciółki od razu złapały ją bojąc się, że upadnie.
- Co się dzieje? – zapytał przerażony Jack.
- Nie wiem – jęknęła. – Chyba zalała mnie fala wspomnień.
- Przypomniałaś sobie – wykrzyknęła podniecona tą wizją Natalie.
- Nie. To stało się za szybko. Widziałam wszystko na raz i nie wiem co jest czym. Wszystko się zmieszało – wytłumaczyła.
- Wydaje mi się, że to dobrze – zaczęła Lucy. – To znak, że te wspomnienia dalej w tobie są, teraz tylko trzeba czekać, aż wszystko ci się poukłada. Ale teraz powinnaś trochę odpocząć, widzę, że to cię wykończyło.
- Chyba masz rację.
Chodząc po Hogwarcie Laura co rusz doświadczała tego uczucia. W miejscach rzadziej przez nią uczęszczanych uczucie to nie było tak intensywne, wtedy widziała trochę bardziej wyraźnie te wspomnienia, jednak nadal było to oderwane od całości. Często w jej wspomnieniach przewijał się obraz czarnowłosego gryfona, zawsze w parze z Nicole. Wiedziała, że ten chłopak to Harry Potter, tylko nie wiedziała co on ma wspólnego z nią samą i z jej siostrą. Było to dziwne, bo już zdążyła zauważyć, że Gryfoni i Ślizgoni są w wiecznym konflikcie, a Potter był ich wrogiem numer jeden. Do tego, gdy pytała o to Nicole, ta wyraźnie unikała ten temat, od razu kierując myśli Laury na inny tor. Gryfonka wiedziała, że to coś znaczy, ale nie wiedziała co i to doprowadzało ją do frustracji. Właśnie była po jednej z takich rozmów z Nicole, która zamiast odpowiedzieć jej na pytanie stwierdziła, że spieszy się na trening, ale pogadają później. Już Laura wiedziała, co to znaczy to później. Owszem pogadają, ale Nicole będzie unikać odpowiedzi. Gryfonka wzburzona kierowała się do Pokoju Wspólnego. Powoli miała już dość tej niewiedzy, a do tego jeszcze brak kontaktu z rodzicami.  Niby pisali, ale czemu zawsze do Nicole, przecież z tego co pamiętała, jak była na pierwszym roku starali się zawsze napisać choćby parę słów do jednej i do drugiej. Jej rozmyślania przerwało zderzenie się z kimś kto szedł z naprzeciwka. Ona wylądowała na ziemi, jednak tej drugiej osobie udało się utrzymać na nogach. Gdy Laura podniosła głowę chcąc przeprosić dostrzegła, że tą osobą był rudowłosy gryfon z szóstego roku. Obok niego stał rok młodszy chłopak. Ronald Weasley i Colin Creevey. Zawsze, gdy ich widziała miała niejasne odczucie, że akurat oni są jakoś z nią związani. Widząc ich niezadowolone spojrzenia kierowane na nią domyślała się, że raczej nie było to pozytywne powiązanie.  Nie zdążyła nic powiedzieć, gdy rudzielec zaczął krzyczeć.
- Ty gówniaro uważaj jak chodzisz! Myślisz, że wszystko ci wolno?! – Po tych słowach na jego twarzy wykwitł szyderczy uśmieszek. – Jesteś nic nie wartym smarkaczem, przed którym wszyscy coś ukrywają.
- O czym ty mówisz? – Laura wiedziała, że nie powinna z nimi rozmawiać, bo to na pewno nie doprowadzi do niczego dobrego, a do tego obraz przed oczami dodatkowo jej się rozmywał ukazując niezrozumiałe dla niej sceny. Widziała rudego stojącego z wyciągniętą różdżką nad kimś, kto został dotkliwie pobity, jednak nie wiedziała kto to jest, a gdy próbowała się nad tym zastanawiać wracała rzeczywistość. Z drugiej strony czuła, że Nicole coś przed nią ukrywa i bardzo chciała się dowiedzieć co to jest, a znając upartość swojej siostry od niej się nie dowie.
- Czyżbyś była ciekawa? – zaśmiał się szyderczo Weasley, a drugi chłopak mu zawtórował. Laura dostrzegła, że młodszy robi wszystko co rudy mu każe.
- Jeśli masz mi coś do powiedzenia to teraz, bo nie mam zamiaru dłużej tu stać – odpowiedziała pewnie, jednak w środku bała się cokolwiek usłyszeć. Czuła, że dowie się prawdy, która wszystko zmieni.
- Znaj moją dobroć, Robespierre. – Z każdym kolejnym słowem serce Laury zamierało. Dowiedziała się wszystkiego, zaczynając od śmierci rodziców, poprzez odzyskanie przez Nicole rodziny, aż po dobre relacje z biologicznymi rodzicami. Oczywiście Wealsey nieco podkoloryzował miłość Ślizgonki do biologicznych rodziców wykorzystując stan dziewczyny, więc Laura we wszystko uwierzyła. Gdy chłopak umilkł patrząc na nią z wrednym uśmiechem, Gryfonka uciekła ze łzami w oczach. Za sobą słyszała głosy swoich przyjaciół, którzy najwidoczniej byli tam i wszystko słyszeli, ale nie przejmowała się nimi. Sama nie wiedziała gdzie biegnie, ale po chwili znalazła się na błoniach. Jak się okazało zaczął padać deszcz, jednak jej to nie interesowało, bo przed sobą ujrzała całą drużynę Ślizgonów, których właśnie deszcz zgonił z boiska. Na przedzie szła trójka, w której Laura rozpoznała kapitana drużyny, Draco Malfoy’a, Blaisa Zabiniego, a pomiędzy nimi szła Nicole. Śmiali się z czegoś, po mimo deszczu nigdzie się nie spiesząc. Laura podbiegła do nich i nie zwracając uwagi na resztę drużyny i ich zaskoczone miny, wykrzyknęła:
- Jak mogłaś to przede mną ukrywać?! – Jej łzy mieszały się z deszczem. – Nie obchodzi cię ich śmierć, bo masz nową rodzinę! Nienawidzę cię! – wykrzyknął i uciekła z powrotem do szkoły nie mogąc dalej patrzeć na Nicole, którą teraz miała za zdrajcę. A Ślizgonka przez chwilę stała sparaliżowana nie wiedząc co robić, jednak po chwili odzyskała świadomość i chciała pobiec za siostrą, jednak nie było jej to dane, bo Draco złapał ją za rękę.
- Zostaw ją i tak nie będzie chciała z tobą teraz rozmawiać – powiedział. Reszta drużyny ruszyła do szkoły. Na błoniach zostali tylko Nicole, Draco i Blaise. – Nie wytłumaczysz jej tego teraz. Daj jej się trochę uspokoić. Daj jej trochę czasu. Ona tego potrzebuje.
- Ale… - zaczęła, jednak potem przypomniała sobie swoją kłótnię z Laurą podczas wakacji. – Masz rację. – Nie mówiąc nic więcej skierowała się do szkoły, a chłopaki podążyli za nią. Gdy dotarli do Sali Wejściowej wpadli na przyjaciół Laury.
- Laura, dowiedziała się wszystkiego. Ron Weasley wszystko jej powiedział. – Zaczęli mówić, gdy tylko ujrzeli, kogo spotkali.
- To ona nadal sobie nie przypomniała? – zapytała zdziwiona Nicole.
- Chyba nie. Widzieliśmy tylko jak Wealsey opowiada jej o śmierci waszych rodziców i o twojej rodzinie. Nagadał jej coś o tym, że nie potrzebujesz jej, bo masz brata, i że nie przejmujesz się śmiercią waszych rodziców, bo masz biologicznych. Nie wiemy jak to się zaczęło, bo spotkaliśmy ich jak już zaczął mówić – opowiedziała na jednym tchu Natalie.
- Zabiję go – warknęła. - Idźcie do niej, nie powinna być teraz sama. – Trójka gryfonów od razu ruszyła do swojego Pokoju Wspólnego. -  Zabiję tego gnoja jak tylko go zobaczę. Skąd on mógł… - zawahała się. – Albo Harry mu powiedział, w co wątpię, albo słyszał naszą rozmowę. Jak mogłam być tak głupia i rozmawiać z Harry’m na korytarzu, gdzie każdy mógł nas słyszeć. Teraz mam za swoje. – Nicole była wściekła sama na siebie. To była jej wina, w końcu to ona ukrywała całą prawdę przed Laurą. Musiała być świadoma, że prędzej czy później wszystko wyjdzie na jaw.
- Spokojnie. Chodź, teraz się przebierzemy, a potem pójdziemy na kolację. Ty też powinnaś się najpierw ochłonąć. – Draco zaczął ją uspokajać, widząc, że jeszcze trochę, a czarnowłosa wybuchnie.
- Ja nie chcę ochłonąć, ja chcę go zabić – warknęła.
- Uspokój się i chodź. – Złapał ją za rękę i poprowadził do Pokoju Wspólnego. Tam spotkały ich same zdziwione spojrzenia, gdyż weszli nadal trzymając się za ręce. Nicole jednak nie zwracając uwagi na szok ich przyjaciół, ani na wściekły wyraz twarzy Dafne poszła do dormitorium, słysząc jeszcze jak Blaise i Draco tłumaczą dziewczynom i Samowi co się stało. Tak jak postanowili po przebraniu się z mokrych ubrań skierowali się do Wielkiej Sali. Po Nicole widać było, że trochę się uspokoiła, ale nadal była zła, więc nie odzywała się w ogóle. Na nieszczęście dla Ronalda Weasleya Ślizgoni wpadli właśnie na niego przed samą Wielką Salą. W Nicole wstąpiła dzika furia.
- Ty idioto. – Ślizgonka, gdy tylko go zobaczyła podbiegła do niego i uderzyła go z pięści w twarz. Nie patrzyła na zbierający się dookoła tłum, nie widziała lekko zszokowanych uśmiechów na twarzach swoich przyjaciół, cieszących się tym, że przyłożyła Weasley’owi. Nie widziała zdezorientowania na twarzy Harry’ego i przerażenia Hermiony, która mu towarzyszyła. Nie widziała nikogo prócz rudego Weasleya, a jej oczy zasnuła czerwona mgiełka. – Ty pieprzony draniu, jak mogłeś jej to powiedzieć?! Co ona ci zrobiła?! – Gdyby nie Harry, który w locie złapał Nicole, rudzielec musiałby podnosić się z podłogi. Mimo tego Potter nie zdążył ochronić go całkowicie, bo jego siostra zdążyła go dosięgnąć paznokciami, przez co miał całą podrapaną twarz. Nicole zaraz zaczęła szukać różdżki po kieszeniach. – Harry, do jasnej cholery puść mnie! Ja zabiję tego gnoja!
- Co to ma znaczyć? Potter uspokój się, chyba nie masz zamiaru zabić Wesleya – syknął Snape, który wyszedł z Wielkiej Sali. Zaraz za nim pojawili się McGonagall oraz Dumbledore’a, który jako jedyny nie miał surowego wyrazy twarzy. Z drugiej strony do tłumu gapiów dołączyli starsi Potter’owie wraz z Syriuszem i Remusem. Nicole po słowach Snape’a trochę się uspokoiła, jednak pod nosem warknęła:
- Teraz tylko o tym marzę.
- Severusie spokojnie. Zaraz to wyjaśnimy. – Dumbledore jak zwykle był spokojny. – Panno Potter, panie Weasley, zapraszam do swojego gabinetu, a na resztę czeka pyszna kolacja. – To był znak dla reszty uczniów, że mają się rozejść, co z niechęcią uczynili. – Panie Weasley, czy jesteś w stanie wytrzymać bez wizyty w Skrzydle Szpitalnym do momentu, aż wyjaśnimy sprawę?
- Nic mi nie jest – odburknął Ron wycierając krew z twarzy rękawem szaty. Po tym zapewnieniu Dumbledore ruszył do swojego gabinetu, a dwójka uczniów ruszyła za nim. Nicole na tyle uspokoiła się w ramionach Harry’ego, że gdy ten ją puścił nie rzuciła się na Weasleya.
W gabinecie dyrektora już czekały na nich dwa fotele przed biurkiem, za którym zasiadł Dumbledore.
- Wytłumaczycie mi co się tak właściwie stało?
- Ona się na mnie rzuciła, a ja jej nic nie zrobiłem – odezwał się od razu Ron.
- Nic mi nie zrobił – prychnęła Nicole. – Owszem mi nic nie zrobił. Ten idiota…
- Nicole, bez obrażania proszę – westchnął starzec.
- Ten zacofany społecznie Gryfon – poprawiła się dziewczyna. – Powiedział wszystko Laurze, że nasi rodzice nie żyją, że znalazłam swoją rodzinę i jeszcze do tego nakłamał jej, że nie jest mi potrzebna i inne takie bzdury. Przecież wie pan, że to może być niebezpieczne dla niej, a Weasley ma to w dupie, że szkodzi innym, chcąc się na mnie odegrać – skończyła z frustracją.
- Panie Weasley czy to prawda?
- Możliwe, że coś jej powiedziałem, ale nie sądziłem, że to może jej zaszkodzić. Sądziłem, że dobrze robię, w końcu nikt nie powinien być nagminnie okłamywany – odpowiedział z wrednym uśmiechem.
- Panie Weasley to nie było mądre posunięcie. Jak wiesz ta dziewczyna została pozbawiona wspomnień z ostatnich dwóch lat. Sytuacje wywołujące stres, takie jak ta dzisiejsza, nie są wskazane w jej leczeniu. Za twoje nierozważne zachowanie odejmuję Gryffindorowi 20 punktów. – Nicole na to stwierdzenie tylko prychnęła. – A teraz proszę idź do madame Pomfrey. Z tobą panno Potter, chciałbym jeszcze porozmawiać. – Gdy Weasley wyszedł Dumbledore patrzył na Nicole zamyślony, zastanawiając się co powiedzieć. – Niestety za dzisiejszy atak jestem zmuszony dać ci szlaban. Jutro o 19:00 zgłosisz się do pana Filcha.
- Tak jest, panie dyrektorze – odpowiedziała z sarkazmem Nicole. Jak dla niej była to jedna wielka komedia. – Czy mogę już iść?
- Jeszcze nie. Chciałbym cię prosić o to, abyś nie oddalała się od swoich bliskich. To, że poznałaś ich w nietypowym czasie, nie znaczy, że oni cię nie kochają.
- Nic pan o mnie nie wie, dlatego proszę, aby nie wtrącał się pan w moje życie – odpowiedziała grzecznie, jednak zaraz po tych słowach wstała chcąc wyjść z gabinetu.
- Wybacz. Oczywiście zaraz poproszę profesor McGonagall, aby sprawdziła stan Laury i jeśli będzie taka potrzeba to wyśle do Skrzydła Szpitalnego.
- Dziękuję. Do widzenia.
Po wyjściu z gabinetu wpadła na przyjaciół, całą trójkę Potterów, Blacka i Lupina.
- Nicole, wszystko w porządku? – zapytała niepewnie Camile.
- Zostawcie mnie. – Nawet nie patrząc na nich odeszła. Po chwili znalazła się na wieży astronomicznej. Tam chciała odzyskać spokój ducha i pomyśleć. Spędziła tam całą noc.

***
Oczywiście od razu zgadliście, że winny jest Ron. 
Dajcie znać jak Wam się podoba.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 50


Kolejnego dnia Nicole jak zwykle pierwsze co zrobiła to skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Gdy weszła do pomieszczenia ogarnęło ją szczęście na widok przytomnej Laury, jednak gdy ujrzała poważną minę pielęgniarki i przestraszoną Gryfonki zorientowała się, że coś jest nie tak. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo została zasypana gradem pytań wypowiedzianych przez młodszą siostrę.
- Nicole co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Co mi się stało?
- Laura jak dobrze się obudziłaś – odetchnęła Ślizgonka od razu przybliżając się do łóżka poszkodowanej i przytulając ją lekko. – Zaraz wszystko ci wyjaśnimy, ale najpierw powiedz jak się czujesz?
- Nie wiem. Boli mnie wszystko, ale to nie ważne. Niki, ja chcę do domu. Przecież to dzisiaj wracamy na święta. – Po tych słowach w Skrzydle Szpitalnym zaległa cisza, a czarnowłosa ze strachem spojrzała na panią Pomfrey.
- Dziecko drogie, powiedz mi co pamiętasz? – zapytała kobieta.
- Nie wiem skąd się tu wzięłam, nie pamiętam tego – oznajmiła bliska łez spowodowanych niezrozumieniem. – Po co te pytania?
- Laura, nie o to chodzi – zaczęła poważnie Nicole. – Powiedz proszę jakie jest twoje ostatnie wspomnienie, z którego dnia.
- Ale jak…
- Laura, powiedz – nakazała starsza dziewczyna, która była bliska paniki.
- Nie wiem ile tu leżę, ale pamiętam, że następnego dnia mieliśmy jechać na święta do domu. Mieliśmy się zobaczyć z rodzicami. – Nicole jakby natychmiast straciła siły i osunęła się na krzesło stojące za nią. – Czy święta już minęły? Tak długo tu leżałam? – Nie widząc reakcji siostry na swoje pytania powoli podnosiła swój głos. – Niki, co tu się dzieje?! Powiedz mi?! – ostatnie dwa słowa wykrzyczała piskliwym głosem, a łzy już swobodnie leciały po jej twarzy.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. Tylko musisz trochę poczekać – oznajmiła delikatnie pielęgniarka. – Panno P… Robespierre, myślę, że powinnyśmy porozmawiać w moim gabinecie. Zapraszam. – Nie czekając na Ślizgonkę natychmiast ruszyła do swojego gabinetu, a za nią Nicole, która jeszcze przed odejściem mruknęła do Laury:
- Wszystko będzie dobrze, tylko zostań tu.
Po chwili znalazła się w gabinecie pielęgniarki. Było to małe pomieszczenie, w którym była tylko szafka z dokumentacją medyczną uczniów, spore biurko i dwa krzesła po przeciwnych stronach mebla.
- Usiądź – nakazała kobieta sama siadając po drugiej stronie. – Z tego co się zorientowaliśmy to Laura nie pamięta ostatnich dwóch lat. Niewątpliwie jest to spowodowane nieudanym zaklęciem.
- Czy odzyska pamięć?
- Nie wiem. To zależy tylko i wyłącznie od niej.
- Czyli co? Mamy czekać? Przypomni sobie to fajnie, a jak nie to trudno? – pytała z sarkazmem.
- Panno Potter, uspokój się. Niestety, tylko czekanie nam pozostaje. Oczywiście poproszę dyrektora, aby zorganizował przybycie specjalistów z Munga, ale nie jestem pewna czy oni powiedzą coś innego. Ludzki umysł jest najmniej zbadanym organem, zaklęcia pozbawiające pamięci działają bardzo różnie, to zależy zarówno od czarodzieja rzucającego zaklęcie, jak i od ofiary. A jak na razie nie wiemy kto był napastnikiem.
- Pani Pomfrey, ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją – powiedziała histerycznie. – To ją złamie.
- Dlatego uważam, że nie powinna się dowiedzieć. Przynajmniej do momentu przybycia uzdrowicieli z Munga. Oni podejmą decyzję co do procesu leczenia panny Robespierre.
- To co ja mam jej powiedzieć?
- Najbezpieczniej będzie jeśli powiesz jej prawdę dotyczącą wypadku. To powinno ją choć trochę uspokoić, będzie chociaż wiedzieć co się z nią dzieje. Możesz jej też powiedzieć, że straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Z całą resztą informacji, to ty musisz podjąć decyzję o tym, czy można jej powiedzieć. Jeśli będziesz wiedzieć, że zareaguje na coś zbyt emocjonalnie to należy to przemilczeć. Zbyt duże emocje w jej stanie nie będą pomocne, a wręcz mogą zaszkodzić. A teraz proszę iść do niej. Gdy zaspokoisz jej ciekawość proszę podać jej te dwa eliksiry. – Tu wskazała na biurko, na którym leżały dwie fiolki. – Jeden jest przeciwbólowy, a drugi to eliksir Słodkiego Snu. Teraz to właśnie sen będzie jej najlepszym sprzymierzeńcem. Ja w tym czasie udam się do dyrektora, aby powiadomić go o stanie Laury i poprosić o zorganizowanie przybycia uzdrowicieli z Munga.
Nicole na nic więcej nie czekała. Chwyciła dwie fiolki i ruszyła do jedynego zajętego łóżka. Usiadła w ciszy na stojącym obok krześle przyglądając się swoim dłoniom, w których przewracała fiolki.
- Teraz mi powiesz? – zapytała delikatnie przestraszona Laura.
- Miałaś wypadek. Ktoś cię zaatakował i pobił. Rzucił też na ciebie zaklęcie zapomnienia. Straciłaś pamięć z ostatnich dwóch lat. Dziś jest 8 listopada 1996 roku.
- Ale jak to? – zapytała Gryfonka, jakby nie rozumiejąc co Nicole do niej powiedziała.
- Laura teraz najważniejsze jest żebyś wyzdrowiała. Musisz dużo wypoczywać. Weź te eliksiry i prześpij się. To ci pomoże, a jutro odpowiem ci na wszystkie pytania. Proszę – dodała niemal błagalnie. W tej chwili nie miała siły na starcie z amnezją siostry. Zupełnie nie wiedziała co jej powiedzieć, aby nie zaszkodzić. Musiała to przemyśleć, a na to potrzebowała czasu. Laura widząc jej prośbę kiwnęła głową i wypiła eliksiry. Po chwili już spała. Nicole jednak nie była w stanie jej opuścić. Wiedziała, że właśnie zaczyna jej się Obrona przed Czarną Magią i za nieobecność dostanie kolejny szlaban, ale teraz nie było to ważne. Patrzyła na spokojną twarz siostry i myślała. Analizowała po kolei wszystko co działo się w ciągu dwóch ostatnich lat i powoli dochodziła do tego co może powiedzieć Laurze, a co lepiej ominąć. Na szczycie listy wspomnień do przemilczenia była oczywiście śmierć rodziców. To byłby za duży cios dla Laury. Problemem jednak było wspomnienie o Harry’m i reszcie Potterów. Po pierwsze mogło to pociągnąć za sobą niewygodne pytania dotyczące ich rodziny, a po drugie Nicole nie była pewna czy Laura odniosłaby się do tego entuzjastycznie, szczególnie pamiętając ich kłótnie z wakacji. Po chwili zastanowienia uznała, że lepiej będzie ograniczyć kontakty Laury z Potterami i przemilczeć ich historię. Co prawda nie była pewna jak wytłumaczyć Laurze ich obecność w Hogwarcie, ale postanowiła trochę nagiąć prawdę, mówiąc jej, że przenieśli się tu z Camile i Vanessą, z którymi Ślizgonka nie chciała się rozstawać, a za to Laura nie chciała się rozstawać z Nicole, czego skutkiem było ich przeniesienie do Wielkiej Brytanii. Gdy w całym zamku zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec pierwszych zajęć, Nicole zdała sobie sprawę, że zaraz zwali się tu cała zgraja na czele z Harry’m i jej przyjaciółkami. Dlatego właśnie Nicole wyszła ze szpitala, aby ci nie obudzili Laury, która ledwie zasnęła. Dobre zrobiła, bo gdy tylko wyszła ze skrzydła wpadła na grupkę składającą się z piątki Ślizgonów, jednego Gryfona i czwórki ochrony. Przywitały ją krzyki.
- Co z Laurą?
- Obudziła się?
- Jak się czuje?
- Czemu nie było cię na obronie?
- Braun się wkurzył, bo go olałaś.
- Znowu dostaniesz szlaban.
- Obudziła się – odpowiedziała tylko, a na korytarzu zaległa cisza. Każdy myślał o tym samym, ale bali się zadać to kluczowe pytanie.
- Straciła pamięć? – Pierwszy podjął się tego Draco, a jego poważny, pozbawiony emocji głos zabrzmiał niczym strzał.
- Nie tutaj. Chodźmy gdzieś gdzie będzie spokojniej – postanowiła zmęczonym głosem patrząc na powiększającą się ilość kręcących się uczniów.
- Chodźcie do naszych komnat. Tam będzie spokój i wszystko nam wytłumaczysz – zaproponował James.
- Jim, oni mają zajęcia. – Mimo karcącego tonu Lily nie zamierzała zbyt długo się sprzeciwiać. Widziała po minie córki, że to coś poważnego, i że ta chce z nimi porozmawiać.
- Mamy zielarstwo. Można olać – stwierdził lekceważąco Blaise.
- To idziemy – zdecydował Syriusz i każdy ruszył do osobistych komnat ochrony. Po chwili znaleźli się w pokoju należącym do starszych Potterów, a gospodyni wyczarowała wszystkim po filiżance herbaty.
- Nie ma czegoś mocniejszego? – westchnęła Nicole, czując, że emocje biorą nad nią górę, a dłonie jej się trzęsły, więc przydałoby się jej coś na rozluźnienie. Na to stwierdzenie młodzież parsknęła śmiechem, a dorośli uśmiechnęli się znacząco. Po chwili namysłu James skierował się do barku i wyciągnął butelkę wypełnioną bursztynowym płynem.
- Jim, czyś ty zwariował? – Tym razem Lily było bardziej oburzona.
- Lilka, przecież widzisz, że Niki potrzebuje czegoś na rozluźnienie – oznajmił pan Potter, a widząc znaczące spojrzenia reszty uczniów, a w szczególności chłopaków przygotował szklankę wypełnioną płynem dla każdego obecnego.
- Są prawie dorośli. Wiedzą ile mogą wypić, aby nie mieć problemów. – Niespodziewanie po stronie Jamesa stanął Remus. Lily i na niego spojrzała oburzona, jednak widząc jego wzrok skierowany na Nicole i ona popatrzyła na córkę. I dostrzegła to co wcześniej jej mąż i przyjaciel. Nicole wyraźnie potrzebowała czegoś na uspokojenie. Odrobina Ognistej Whisky wydawała się być dobrym rozwiązaniem.
- Niech wam będzie – mruknęła, a młodzież ochoczo złapała za szkło. Harry poddał Nicole jej porcję, podczas gdy ta siedziała nieruchomo na fotelu. – Ca z Laurą? – zapytała córkę po dłuższej chwili ciszy. Nicole przełknęła bursztynowy płyn i odezwała się.
- Nie pamięta dwóch ostatnich lat.
- To nie dużo. Możemy jej wszystko opowiedzieć – powiedział niepewnie Harry, na co Nicole prychnęła.
- A wziąłeś pod uwagę co się stało w ciągu ostatnich dwóch lat? Te dwa lata to cholernie dużo – dodała z naciskiem. – To dziecko, nie powinna przeżywać śmierci rodziców po raz drugi. – Teraz wszyscy zrozumieli o co się rozchodzi. – Zdążyła się z tym pogodzić, a teraz nic nie pamięta. – W pokoju obecni byli jej najbliżsi, ale żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć. Zwykłe „Będzie dobrze” nikomu nie pomoże. – Pani Pomfrey stwierdziła, że trzeba czekać. Laura w obecnym stanie nie może przeżywać silnych emocji, bo to może jej zaszkodzić. Niedługo będą tu specjaliści z Munga, oni zdecydują jakie środki trzeba przedsięwziąć.
- Jak my możemy pomóc? – zapytał Remus. Nicole niepewnie rozglądnęła się po obecnych wzrok zatrzymując na dorosłych.
- Ona na razie nic nie wie, ale jutro już będę musiała jej wyjaśnić chociaż gdzie jest i dlaczego akurat w Hogwarcie. Nie powiem jej, że rodzice nie żyją. Zdecydowałam też, że nie dowie się o was – zakończyła pewnie patrząc na trójkę Potterów. Wiedziała, że po raz kolejny ich krzywdzi brakiem uczuć i obojętnością, tym, że tak otwarcie ich odrzuciła, szczególnie dwójkę starszych, ale nic nie mogła poradzić na to, że myśląc o rodzicach miała przed oczami twarz Danielle i Jakoba.
- Jak wytłumaczysz jej to, że jesteście w Hogwarcie? – zapytał Remus.
- Powiem jej, że przeniosłam się tu razem z Cami i Vane, a ona razem ze mną. To jedyne co mogę zrobić. Przepraszam. – Ostatnie słowo było skierowane do Potterów. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, a Nicole nie mogąc wytrzymać tej atmosfery wyszła, wiedząc, że nie wejdzie tu dopóki sprawa z Laurą się nie unormuje. Czyli albo odzyska pamięć, albo będzie powoli się oswajać ze stratą rodziny i tym, że jej siostra odzyskała swoją. Jednak zanim to się stanie może minąć naprawdę dużo czasu. Teraz jednak Nicole skierowała się z powrotem do Skrzydła Szpitalnego. Przed drzwiami spotkała się z trójką przyjaciół swojej siostry.
- Co z Laurą? – zapytali jednocześnie.
- Pielęgniarka nie chciała nas wpuścić – wyżaliła się Natalie.
- Odzyskała przytomność, ale teraz śpi – wytłumaczyła Nicole, zadowolona, że akurat ich spotkała, bo z nimi też chciała pogadać. Przeszła od razu do meritum. – Straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Nie wiem ile wam o sobie powiedziała, ale musicie wiedzieć, że pewnych rzeczy nie może się teraz dowiedzieć. Ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją, ani dlaczego tak właściwie się tu znalazłyśmy. To są najważniejsze rzeczy, o których nie możecie mówić przy niej. – Tu opowiedziała im zmyśloną historię o powodach ich przenosin. – Rozumiecie?
- Jasne. Nie martw się – potwierdził Jack.
- Przyjdźcie tu jutro, dziś już się nie obudzi, a jutro będzie potrzebowała przyjaciół. – Nicole uśmiechnęła się do nich przyjaźnie i samotnie ruszyła do Skrzydła Szpitalnego. Tam pielęgniarka już chciała protestować przeciwko jej obecności, ale Nicole twardo oznajmiła, że nie ma zamiaru się stąd ruszać. Pielęgniarka odpuściła oznajmiając tylko, że uzdrowiciele z Munga pojawią się za dwa dni. Nicole bez słowa usiadła przy łóżku siostry, wieczorem opuszczając ją w celu udania się na kolacje. Posiłek ten dziś nie przypominał tego z innych zwykłych dni. Dziś parujące potrawy nie czekały na głodnych uczniów. Dziś uczniowie siadali przy pustych stołach rozglądając się za jedzeniem, a nauczyciele nic nie robili sobie z ich dezorientacji. Wyglądało na to, że tylko dyrektor wie co się dzieje, bo stał przed podium i zachowywał się jakby na coś czekał. Nicole usiadła przy stole Ślizgonów patrząc na nich z pytaniem zawartym w spojrzeniu. Oni popatrzyli na nią zdezorientowanymi spojrzeniami odpowiadając, że nic nie wiedzą. Gdy cała Wielka Sala wypełniła się uczniami Dumbledore rozglądnął się po pomieszczeniu jakby sprawdzał czy wszyscy są obecni. Widocznie byli, bo zaczął mówić.
- Chciałem ogłosić, że kilka dni temu jedna z uczennic została zaatakowana. To już drugi taki przypadek w tym roku szkolnym. – Z oczu dyrektora zniknęły wesołe ogniki, gdy przypomniał sobie co się stało zaledwie dwa miesiące wcześniej z Nicole Potter. Teraz została zaatakowana jej siostra. – Nie pozwolimy, aby w Hogwarcie działy się takie rzeczy. Napastnik, niech wie, że prędzej, czy później zostanie ukarany. Oczywiście, czym później tym dla niego gorzej. A teraz smacznego – dodał nadal oschłym jak na niego tonem i klasną w dłonie, a na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Uczniowie, choć przejęci, tym, że kolejna uczennica została zaatakowana, bez wahania wzięli się za śniadanie.
Kolejny dzień Nicole jak zwykle zaczęła od wizyty w Skrzydle Szpitalnym. Gdy weszła do pomieszczenia trafiła akurat na moment, gdy pielęgniarka badała Laurę. Z miny pacjentki wywnioskowała, że dziewczyna nie jest zadowolona, była nieufna w stosunku do pielęgniarki i wyraźnie czekała na siostrę. Po skończonym badaniu przed Gryfonka pojawiło się śniadanie. Gdy pani Pomfrey zniknęła w swoim gabinecie, wcześniej nakazując pacjentce zjedzenie wszystkiego i wypicie eliksirów stojących na szafce nocnej, Nicole od razu usiadła na krześle stojącym koło jedynego zajętego łóżka.
- No jedz – poleciła Ślizgonka widząc jak Laura wpatruje się w nią z wyczekiwaniem.
- Miałaś mi wszystko powiedzieć. – Blondynka była wyraźnie zniecierpliwiona.
- Najpierw zjedz i weź lekarstwa. Potem wszystko ci powiem. Jak się czujesz?
- Ręka jeszcze trochę mnie boli, ale ponoć to już nic poważnego, kości zrastają się prawidłowo, najpóźniej do jutra jeszcze będzie mnie boleć. Często też mam bóle głowy, pielęgniarka mówi, że to przez ten zanik pamięci – odpowiedziała w międzyczasie smarując tosta dżemem truskawkowym.
- Pewnie ma rację. Nie wiem czy pani Pomfrey ci mówiła, ale na dniach będą tu specjaliści z Munga, żeby cię zbadać i ocenić szansę na odzyskanie pamięci.
- Coś wspominała. – Laura odłożyła tacę z resztkami śniadania na szafkę nocną i wzięła eliksiry, krzywiąc się przy tym. – Nienawidzę eliksirów – westchnęła, na co Nicole tylko delikatnie się uśmiechnęła. Laura od zawsze nie lubiła brać eliksirów. – Nicole gdzie my jesteśmy?
- W Hogwarcie. W Anglii.
- Czemu? Jak?
- To już drugi rok się tu uczymy. Przeniosłyśmy się tu, gdy się okazało, że Camile i Vanessa nie wracają do Beauxbatons. Ja nie chciałam się z nimi rozstawać, a ty bardzo chciałaś być tam gdzie ja. – Ślizgonka z bólem serca okłamywała siostrę, ale wierzyła, że tak będzie lepiej.
- A rodzice? Wiedzą co mi się stało? Byli tu? Będą? – Starsza dziewczyna wzięła głębszy oddech przed odpowiedzią.
- Wiedzą wszystko. Nie byli. Wiesz przecież, że nie mogą tak po prostu opuścić Francji. Mają obowiązki. – Dla Nicole było bardzo trudne wypowiedzieć te słowa, jednak jej głos nawet nie zadrżał. Rozmowę dziewczyn przerwało wejście mężczyzny całego odzianego w czerń. Severus Snape przyniósł eliksiry dla pielęgniarki. Po zaniesieniu ich do gabinetu kobiety zwrócił się do swojej podopiecznej.
- Panno Robespierre za pięć minut masz eliksiry. Liczę na to, że cię tam zobaczę – warknął.
- Tak, panie profesorze. – Po chwili już go nie było. – Muszę iść. Przyjdę po zajęciach. Trzymaj się i odpoczywaj.
Przed salą eliksirów czekali na nią przyjaciele i Harry.
- Znowu nie jadłaś śniadania – przywitała ją Camile.
- Byłam u Laury.
- Wiemy, ale mogłaś zadbać o to, żeby coś zjeść – mruknął Potter podchodząc do Ślizgonów. Jednak widząc niezadowolony wzrok siostry odpuścił. – Są jakieś zmiany? Przypomniała sobie coś?
- Nic się nie zmieniło – odpowiedziała cicho. Na szczęście nie musiała nic więcej mówić, bo Snape wpuścił ich do sali. Dziś mieli robić bazę pod Veritaserum.
Po wszystkich zajęciach Nicole chciał się od razu skierować do Skrzydła Szpitalnego, jednak przyjaciele jej na to nie pozwolili.
- O nie moja droga – zaczęła Vanessa łapiąc ją pod ramię. – Najpierw to pójdziemy na obiad. Nic dzisiaj nie jadłaś.
- Nie jestem…
- Nie wmówisz nam, że nie jesteś głodna – przerwała jej Camile łapiąc ją z drugiej strony. – Teraz szorujemy do Wielkiej Sali, a potem z tobą odwiedzimy Laurę. Bez sprzeciwów.
- Wiecie, że jesteście upierdliwe? – zapytała Nicole uśmiechając się.
- Wiemy – odpowiedziały razem.
Po obiedzie rzeczywiście cała grupka Ślizgonów poszła odwiedzić Laurę. Gdy weszli do Skrzydła okazało się, że teraz Laura nie jest jedyną pacjentką. Z tego co zrozumieli Potterowie przyprowadzili drugorocznego Gryfona i Ślizgona, których przyłapali na małej walce na zaklęcie. Gryfon miał wciąż rosnące uszy, a Ślizgon był cały w zielonych plamach. Wokół nich biegała pani Pomfrey narzekając na rozbrykanych uczniów. Wchodząc Nicole tylko spojrzała na rodziców i nie odzywając się ruszyła w stronę Laury. Widać było, że ci chcą coś powiedzieć, ale widząc zachowanie córki odpuścili sobie.
- Poppy, to możemy ci ich zostawić? – zapytała Lily.
- Oczywiście, wracajcie na obchód. Jak z nimi skończę to wyślę ich do pokojów wspólnych. – Potterowie wyszli słysząc jeszcze karcący głos Draco, który pouczał młodszego kolego, żeby następnym razem nie dał się złapać, albo zrzucił wszystko na Gryfonów i oburzony głos pielęgniarki, która pouczała go, że takie zachowanie nie przystoi prefektowi.
- Cześć. Jak się czujesz? – Ślizgoni przywitali się z Gryfonką.
- Jest ok – odpowiedziała nieśmiało, przy takiej ilości obcych dla niej osób. Nicole widząc jej niepewność przedstawiła chłopaków.
- To jest brat Cami, Draco, to Sam, brat Vane, a to Blaise – powiedziała wskazując każdego z nich. Siedzieli z nią i rozmawiali, aby dotrzymać jej towarzystwa i zabawić, tak aby chociaż przez chwilę nie przejmowała się tym, że straciła dwa lata swojego życia. Po godzinie do Skrzydła Szpitalnego wpadła trójka przyjaciół Laury.
- Laura, jak się czujesz? Chcieliśmy już wczoraj cię odwiedzić, ale Pomfrey nam nie pozwoliła – zaczęła Natalie, jednak widząc przestraszony wzrok przyjaciółki przerwała.
- Pewnie nas nie pamiętasz, ale odkąd się tu przeniosłaś to my zaprzyjaźniliśmy się – oznajmił brązowowłosy gryfon. – Ja jestem Jack Sloper.
- A ja Natalie McDonald – przedstawiła się dziewczyna o blond włosach, która jako pierwsza zaczęła mówić.
- A ja Lucy Shaw. – Druga blondynka uśmiechnęła się szczerze do przyjaciółki.
- Miło mi – stwierdziła niepewnie Laura.
- To my was zostawimy. Poznajcie się na nowo. – Nicole uśmiechnęła się do siostry, aby podnieść ją na duchu. – I tak mieliśmy już iść – stwierdziła, przypominając sobie, że za jakiś kwadrans miało rozpocząć się spotkanie JP. – Do zobaczenia, Młoda. – Zostawili czwórkę Gryfonów, którzy zajęli się rozmową, i ruszyli do Pokoju Życzeń, gdzie czekała na nich trójka Huncwotów. Przywitali się.
- Jak tam Laura? – zapytał James, gdy do pokoju wchodził Harry z Hermioną i Ginny, jednak Nicole zachowała się tak jakby go nie usłyszała. Gryfon uratował ją przed rozmową z ojcem na temat Laury. Nicole sama nie wiedziała czemu nie potrafiła rozmawiać z Potterami na temat Laury, po drugie obiecała sobie, że dopóki Gryfonka nie odzyska pamięci będzie zachowywać się tak jakby nie znała swoich biologicznych rodziców, to samo tyczyło się Remusa i Syriusza. W końcu nie może pozwolić sobie, aby Laura dowiedziała się prawdy, bo to mogłoby zaszkodzić w jej leczeniu, a dla niej Nicole mogła zrobić wszystko, nawet czasowo wyrzec się swojej biologicznej rodziny.
Na dzisiejszym spotkaniu mieli ćwiczyć zaklęcie rozrywające. Było to zaklęcie z działu czarnej magii, które próbowali opanować na poprzednim spotkaniu, jednak nikomu to nie wyszło, dlatego poprosili Huncwotów o pomoc w nauczeniu się czarnomagicznego zaklęcia. Gdy już wszyscy z pomocą dorosłych opanowali to zaklęcie zajęli się klątwą zamrażającą.

***
Nareszcie mi się udało. Jest nowy rozdział.
Należą Wam się wyjaśnienia, dlaczego ostatni rozdział pojawił się 22 lutego, a dziś mamy 9 maja. Ogólnie dopadł mnie brak czasu. Drugi semestr na uczelni okazał się być naprawdę bardzo intensywny, do tego praca i okazało się, że nie mam czasu na żadną rozrywkę. Tylko studia, praca i choć trochę odpoczynku. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o Nicole i nadal chcecie śledzić jej losy. Ze swojej strony mogę Wam obiecać, że nie zawieszę bloga i na pewno go skończę, bo nie wyobrażam sobie, aby tak po prostu odpuścić.
A teraz małe podsumowanie. W końcu to już 50 rozdział. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, że opowiadanie rozrośnie się do takich rozmiarów. 50 rozdziałów, 204 strony w Wordzie (pisane dwunastką Times New Roman), a jeszcze sporo historii do opisania mi zostało :) 
Na tę chwilę HP i Anioł Życia ma 53 009 wyświetleń i 261 komentarzy. Nie wiem, czy w porównaniu z innym blogami to mało, czy dużo. Dla mnie to zdecydowanie dużo i za to Wam dziękuję. Mam nadzieję, że pomimo tak długiej przerwy te liczby dalej będą rosnąć.
Już więcej nie przynudzam i serdecznie zapraszam do czytania.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 49


Na pierwszą lekcję JP wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem. Prawie wszyscy, była jedna osoba, która bała się tego pierwszego spotkania. Harry siedział w Pokoju Wspólnym samotnie przed komikiem. Miał się wziąć za wypracowanie na Obronę z magii niewerbalnej. Dziś jednak nie chciało mu się za nic brać. Znacznie ciekawsze było rozmyślanie o tym jak będzie wyglądała pierwsze spotkanie JP. Hermiona ustaliła już termin za trzy dni w sobotę. Żaden z domów nie miał wtedy treningu Quiddichta, ani innych zobowiązań, więc wszystkim pasowało. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos współlokatora.
- Cześć, Harry. Nie przeszkadzam?
- Nie Neville. I tak nic nie robię. Siadaj. – Wskazał miejsce obok siebie. – Stało się coś? – zapytał widząc strach na jego twarzy.
- Nie… tak… janiewiemczynadajesiedowalki – oznajmił na jednym wdechu.
- Możesz powtórzyć wolniej tak żebym zrozumiał – poprosił z delikatnym uśmiechem zachęcając kolegę do mówienia.
- Ja nie wiem czy nadaję się do walki – mruknął speszony. – Chodzi mi o JP. Będę wam przeszkadzał i w ogóle.
- Neville co ty gadasz? Przecież obaj wiemy, że nadajesz się do tego tak samo jak my wszyscy. Chcesz walczyć ze śmierciożercami i Voldemortem jak ja, Hermiona, czy inni.
- Ale ja nie jestem taki jak ty, albo Ślizgoni. Chcę walczyć, ale nie potrafię.
- Właśnie po to stworzyliśmy tę grupę. Wszystkiego razem się tam nauczymy. Nie martw się Neville będzie dobrze. Jeśli chcesz to przed pierwszym spotkaniem pomogę ci się nauczyć tych podstawowych zaklęć.
- Naprawdę mógłbyś? – zapytał pucołowaty gryfon z nadzieją.
- Pewnie. Możemy jutro się za to zabrać – zaproponował Harry widząc szczęśliwą twarz kolegi.
- Dzięki. Może chociaż nie zbłaźnię się przed Ślizgonami – mruknął cicho.
- Nie przejmuj się Ślizgonami. – poradził Harry. – Nie są tacy straszni na jakich wyglądają – zaśmiał się.
Nareszcie nadszedł czas na pierwszą lekcję JP. Każdy jej uczestnik był zniecierpliwiony, ale najbardziej Nicole, a Neville po korepetycjach z Harry’m już tak bardzo się nie bał. Na początek mieli zająć się zaklęciami, które znaleźli Hermiona, Eva, Padma, Sam i Vanessa. Tymi wykradzionymi przez Potterów, jako, że były bardziej skomplikowane i może trochę zakazane, mieli zająć się później.
- To od czego zaczynamy? – zapytała się Ginny ze zniecierpliwieniem w głosie.
- Myślę, że na początek coś łatwego – zaczęła Hermiona patrząc na trzy listy wiszące na ścianie. – Proponuję Zaklęcie Igły. Nie jest bardzo skomplikowane, potrzeba tylko trochę skupienia, aby je rzucić. Dobrze wycelowana powoduje wbijanie się niewidzialnych igieł w rękę władającą różdżką. Zaklęcie to Acus*.
- No to do roboty – oznajmiła Nicole. Po chwili w pokoju życzeń pojawiło się dwadzieścia sześć manekinów w strojach śmierciożerców. Podążali za instrukcjami zapisanymi na przygotowanej przez nich liście zaklęć. Już po dziesięciu minutach widać było pierwsze efekty. Z różdżek zaczęły strzelać pierwsze promienie, które miały mieć żółtą barwę, jednak jak na razie były to różne odcienie tego koloru, co oznaczało, że nikt jeszcze nie rzucił poprawnie zaklęcia. Jednak wreszcie pojawił się ten pierwszy idealny promień. Jak można było się domyślić to Hermionie pierwszej się udało, więc podeszła do innych, którzy sobie nie radzili. Zaraz po Gryfonce inni zaczęli poprawnie rzucać zaklęcia. Ślizgoni również opanowali zaklęcie. Wśród osób, którym jeszcze się to nie udało był Neville, który jednak przy pomocy Hermiony był na dobrej drodze do rzucenia zaklęcia, Luna, którą zajęła się Eva, Ernie, któremu pomagał Harry, i Ginny, do której podchodził waśnie Sam.
- Jak tam Wiewióra? Coś nie idzie?
- Daj mi spokój, muszę się skupić – prychnęła w stronę chłopaka. Sam widząc jej nerwowe ruchy różdżką spowodowane zniecierpliwieniem zaśmiał się i podszedł jeszcze bliżej.
- Spokojnie, Wiewióra. Pomogę ci. – Chłopak stanął za nią i złapał za jej nadgarstek. – Zamknij oczy. Uspokój i skup się – mruknął cicho. – A teraz wypowiedz zaklęcie. – Gdy ona wypowiedziała formułę, on delikatnie poruszył jej nadgarstkiem w odpowiedni sposób, dzięki czemu z różdżki Gryfonki wypłynął żółty promień. – Widzisz, wystarczy trochę skupienia – stwierdził odsuwając się od dziewczyny i zauważając jej czerwone policzki.
- Ymm… tak, dzięki – mruknęła i odeszła do Hermiony, która już poradziła sobie z Nevillem. Samuel natomiast odwrócił się w stronę swoich przyjaciół i siostry, jednak widząc ich wredne uśmieszki został tam gdzie stał opierając się o ścianę. Gdy wszyscy opanowali zaklęcie zajęli się kolejnym. Zaklęcie odrętwienia, podobne do Drętwoty ale, gdy przytrzymało się je zbyt długo powodowało zanik czucia. Po opanowaniu tego zaklęcia zaczęli się zastanawiać co będzie następne, a potem zgodnie stwierdzili, że na dzisiaj można już skończyć. Z Pokoju Życzeń wszyscy wychodzili z uśmiechami i ze świadomością, że robią coś pożytecznego, a nie siedzą bezczynnie. Po spotkaniu Nicole skierowała się razem z gryfonami do ich pokoju wspólnego, aby spędzić trochę czasu z siostrą. Ślizgonka czuła, że ostatnio zaniedbała Laurę, ale JP, treningi, szlabany i nauka zajmowały jej dużo czasu. Po chwili już wchodzili do pomieszczenia, a Nicole od razu wyłowiła w tłumie blond włosy młodszej Gryfonki, więc od razu się skierowała w tamtą stronę.
- Kogo to moje oczy widzą? – odezwała się blondynka. – Dawno cię tu nie było.
- Siemasz, młoda. Mam dużo spraw na głowie, więc się nie dąsaj. Przecież zawsze o tobie pamiętam – wytłumaczyła się Ślizgonka. – To jak? Mogę się dosiąść?
- Po co pytasz. Siadaj – stwierdziła już z uśmiechem robiąc starszej siostrze miejsce na kanapie.
- Co tam się dzieje w gryfolandii? – zapytała rozglądając się po pokoju.
- Przyszłaś tu na przeszpiegi – zaśmiała się Laura. – Harry ci czegoś nie powiedział i teraz próbujesz to wyciągnąć ode mnie.
- Pewnie. Wiesz Malfoy czeka na gorące ploteczki prosto z paszczy lwa, a ja przecież nie mogę go zawieść – oznajmiła Nicole z udawanym uwielbieniem i powagą. Długo jednak tak nie wytrzymała i już po chwili wybuchła śmiechem, a zaraz po niej Laura i jej przyjaciele. I tak właśnie szóstoroczna Ślizgonka spędziła resztę dnia z trzeciorocznymi gryfonami.

Wreszcie nadszedł długo oczekiwany moment, szczególnie dla Dracona. Mecz przeciwko Krukonom miał się rozstrzygnąć już za godzinę. Wszyscy zawodnicy byli lekko zestresowani, ale w przypadku Ślizgonów ten stres działał motywująco. Byli dobrze przygotowani, więc musieli wygrać. Gdy nadeszła godzina rozpoczęcia meczu obie drużyny weszły na boisko z dumnie podniesionymi głowami. I zaczęło się. Ślizgoni od razu przeszli do akcji wbijając Krukonom pierwszego gola. Uczniowie w niebieskich strojach jednak nie dawali sobie w kaszę dmuchać i szybko przeszli do kontrataku. Na szczęście dla Węży Sam popisał się genialną obroną. Po godzinie gry Ślizgoni nadal prowadzili, a Nicole już trochę zniecierpliwiona rozglądała się za zniczem, który do tej pory pojawił się tylko raz, zaraz znikając. Szukające latały wyżej od reszty, aby widzieć całe boisko, choć Cho Chang bardziej skupiała się na pilnowaniu Nicole w razie gdyby ta jako pierwsza ujrzała znicza. I rzeczywiście tak było jednak Ślizgonka nie dała po sobie tego poznać, bo znicz latał sobie dużo bliżej Krukonki. W głowie Nicole tworzył się plan, który zaraz zrealizowała. Harry, który z trybun zauważył znicz w tej samej chwili co jego siostra wielce się zdziwił, że Nicole poleciała w całkiem odwrotną stronę, jednak w następnym momencie zrozumiał o co jej chodziło. Gdy Nicole odciągnęła Cho od znicza na wystarczającą odległość od razu skierowała się w miejsce, gdzie przed chwilą ujrzała znicza. Jak się okazało złota piłeczka nadal swobodnie latała sobie przy trybunach. Minutę później było po meczu. Ślizgoni wygrali 260:70. Nicole oprócz gratulacji swoich domowników musiała przyjąć gratulacje od rodziny. James szczerzył się szeroko co chwilę powtarzając, że to jego krew. Jak zawsze po wygranym meczu w Pokoju Wspólnym rozpoczęła się wielka balanga, na której wszystkim puszczały hamulce. Więc nawet zawsze poważny Draco robił rzeczy, o których na trzeźwo nigdy by nawet nie pomyślał.
Kolejnego dnia jak to zwykle bywa po mocno zakrapianej imprezie Ślizgoni pojawili się dopiero na obiedzie. Nicole wraz z przyjaciółmi wchodziła do Wielkiej Sali szeroko się uśmiechając. Śmiech jednak szybko spełzł jej z twarzy, gdy przed nią pojawił się Harry z bladą twarzą i strachem w oczach.
- Laura jest w Skrzydle Szpitalnym. Ktoś ją pobił. Nie mogliśmy cię wcześniej znaleźć. – Po tych słowach Ślizgonka nie czekała na nic, tylko złapała brata za nadgarstek i pobiegła na pierwsze piętro, gdzie znajdowało się Skrzydło Szpitalne. Nicole wpadła tam z rozmachem przez co została przywitana krzykiem pani Pomfrey.
- To nie boisko Quiddichta, tylko szpital!
- Co jej jest? – zapytała nie zwracając uwagi na wcześniejsze słowa kobiety wpatrując się w drobną blondynkę leżącą na łóżku.
- Została dotkliwie pobita. Ma złamane dwa żebra, lewą rękę w dwóch miejscach. Siniki na całym ciele zostały już wyleczone, a kości zrosną się w ciągu dwóch-trzech dni. Jednak zaklęcie diagnozujące wykryło, że została na nią rzucone zaklęcie zapomnienia. Nieudane zaklęcie.
- Co to oznacza? – zapytała ze strachem, a Harry w geście pocieszenia ścisnął ją za rękę.
- Nie wiadomo jakie skutki ma takie zaklęcie. Może całkowicie stracić pamięć, może też mieć krótkotrwałą amnezje, a może też być tak, że zaklęcie nie zostawi żadnych trwałych szkód. Dowiemy się tego dopiero, gdy się obudzi. – Po tych słowach Nicole z załamaniem usiadła na łóżku obok.
- Czy nic nie można zrobić? – zapytał Harry.
- Trzeba czekać. Przykro mi – oznajmiła pielęgniarka i zniknęła w swoim gabinecie. Nicole schowała twarz w dłoniach, a Harry przytulił ją, aby czuła w nim wsparcie.
- Kto mógł jej to zrobić. Przecież nie ma wrogów.
- Zobaczysz znajdą tego kto jej to zrobił. Znajdą go i zostanie ukarany – pocieszał Gryfon.
- Tak jak znaleźli tych co zaatakowali mnie – prychnęła. – Kto ją znalazł? Kto tu przyprowadził?
- Natalie, Lucy i Jack, jej przyjaciele przyszli do mnie po śniadaniu. Szukali ciebie, ale was nie było. Powiedzieli mi, że nie wróciła na noc. Nie szukali jej, bo powiedziała, że idzie do ciebie, myśleli, że się zasiedziała i nie puściłaś jej po ciszy nocnej samej. Od razu sprawdziłem Mapę Huncwotów, była w pustej klasie niedaleko naszego Pokoju Wspólnego. Nie wiem kto jej to zrobił.
- Nawet nie dotarła do mnie – jęknęła Nicole załamana. – Ten kto to zrobił gorzko tego pożałuje – dodała już twardym tonem.
Kolejne godziny nie zmieniły nic w stanie Laury, nadal była nieprzytomna. Nicole przez całą niedzielę praktycznie nie wychodziła z Skrzydła Szpitalnego. Niestety kolejnego dnia także nie zauważono poprawy, a Ślizgonka została zmuszona do opuszczenia szpitala i udania się na zajęcia. Pierwszą lekcją były eliksiry. Nicole miała szczęście, że dziś pracowali grupowo, dzięki czemu to Camile przejęła pieczę nad ich eliksirem, bo ona nie była do tego zdolna. Jej myśli błądziły wokół Laury i jej napastnika. Po eliksirach Ślizgoni i Gryfoni skierowali się na zielarstwo. Przed szklarnią numer 5 zbierał się już spory tłum. Gdy Nicole z przyjaciółmi, Harry’m i Hermioną tam dotarli dostrzegli złośliwy wzrok Rona skierowany na rodzeństwo Potter. Oni jednak to zignorowali, bonie chcieli się wdawać w kłótnie. Niestety Wealsey tym razem nie miał zamiaru odpuścić.
- Jak tam twoja siostra, Potter? – zadrwił. Niestety źle trafił, bo Nicole zła to Nicole niebezpieczna. Ślizgonka w jednej chwili złapała swoją różdżkę i podeszła do rudzielca, przykładając mu ją do gardła.
- Weasley, lepiej uważaj na siebie, bo jeśli się okaże, że to ty ją tak urządziłeś to naprawdę tego pożałujesz – zagroziła mu.
- A co ty mi możesz zrobić? – zapytał Gryfon już mniej pewnie zezując na różdżkę wbitą w jego krtań.
- W tej chwili naprawdę dużo – warknęła.
- Nicole daj spokój. Nie warto tracić nerwów na niego. – Harry próbował uspokoić siostrę łapiąc ją za nadgarstek.
- No tak, a ty jak zwykle po stronie tej ślizgońskiej dziwki. – To był wielki błąd Ronalda Weaslay’a. Po tym jak Nicole pod wpływem Harry’ego puściła Gryfona, ten odzyskał rezon, czego skutkiem było wypowiedziane zdanie. Tego jednak Potter mu nie popuścił. W jednej chwili rudy padł na ziemię łapiąc się za złamaną szczękę, a Harry pocierał bolące knykcie.
- No, no, no, Potter. Nie sądziłem, że masz taki cios – zaśmiał się Draco.
- Harry jak mogłeś?! – zaczęła go strofować Hermiona. – Nie powinieneś go bić!
- Harry, nie musiałeś – szepnęła Nicole. – Nie ruszają mnie jego słowa.
Zapanował chaos, w którym tak naprawdę nikt nie zwracał uwagi na leżącego Weasley’a. Słychać było tylko krzyki Hermiony i zakłady reszty uczniów o to czy Ron się podniesie i odda Harry’emu. Zakłady te zapoczątkował oczywiście Blaise na spółkę z Samem. Przybycie nauczycielki spowodowało uspokojenie atmosfery.
- Co tu się dzieje? – zapytała profesor Sprout. – Weasley, dlaczego leżysz na ziemi? Wstawaj. – Wtedy właśnie kobieta ujrzała jego zakrwawioną twarz. – Finnigan, zabierz go do skrzydła. A ty Granger, wytłumacz mi co tu się stało. – Wskazała na Hermionę.
- Bo Harry i Ron mieli drobne nieporozumienie. Ron nazwał Nicole dziwką, na co Harry zareagował zbyt impulsywnie i uderzył go.
- Potter, szlaban dzisiaj o 19:00. Jak Weasley wyjdzie ze Skrzydła to przekaż mu, aby też stawił się na szlabanie. A teraz wchodzić do szklarni. Mamy rośliny do przesadzenia. – Sprout uznała sprawę za zakończoną.
Do końca dnia w stanie Laury nie nastąpiły żadne zmiany. Cały czas była nieprzytomna i cały czas nie wiadomo było jakie działanie będzie miało zaklęcie zapomnienia.

***
> Acus – z łac. ‘igła’ 
Dziś po pierwsze krócej, ale tak wyszło, a po drugie rozdział niezbetowany, ale zgodnie z obietnicą chciałam go wstawić do końca tygodnia, a dopiero skończyłam go pisać. Mam nadzieje, że się podoba.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 15 lutego 2016

Prorok Codzienny 4


Po raz drugi zostałam nominowana do Liebster Blog Award. Tym razem przez PomyLunę z Maddie Ravenclaw. Na pytanie chętnie odpowiem, ale nie będę nominować kolejnych blogów, gdyż nie bawię się w takie łańcuszki. Tak więc jeśli macie ochotę zapraszam do poczytania moich odpowiedzi :)

1. Co cię skłoniło do napisania bloga?
Nudy i chęć stworzenia czegoś swojego.
2. Do jakich filmów i książek najchętniej wracasz?
Książki to oczywiście seria Harry Potter i Zwiadowcy, a filmy to po raz drugi Harry Potter, ale też Szybcy i Wściekli i pewnie parę innych, o których teraz nie pamiętam.
3. Jaki jest twój ulubiony cytat?
Mam takie trzy cytaty które do mnie przemawiają
"Jest jedna rzecz dla której można żyć,
HIP-HOP - i nie zmienia się nic
- Slums Attack - Jest jedna rzecz
"Dawno temu wybrałem swoją drogę to hip-hop,
to całe moje życie na ten temat to wszystko.
Oddałbym za to serce, swój czas i talent,
jedna miłość dla bitów pod płynący alfabet."
- Slums Attack feat. O.S.T.R., Jeru the Damaja - Oddałbym
"Nieważne gdzie, nawet gdy będziesz sam
Trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz, walcz, walcz
Nawet, gdy czujesz strach, albo już nie masz sił
Musisz dotrwać do końca choćbyś miał tu paść na ryj."
- Z.B.U.K.U. - Do końca
4. Którą część garderoby najbardziej lubisz?
Dżinsy, nie wyobrażam sobie siebie bez tej części
5. Jaki jest Twój ulubiony YouTuber?
Brak, na YouTube oglądam tylko teledyski
6. Nosisz obecnie krótkie, czy długie włosy? Jakie wolisz?
Część mam długich, a część krótkich :) w sensie długie z wygolonym bokiem i takie mi najbardziej odpowiadają.
7. Grasz na jakimś instrumencie? Jeśli nie to chciałabyś?
Niestety nie gram, ale chciałabym nauczyć się grać na perkusji.
8. W której klasie zaczęłaś pisać?
Druga, albo trzecia technikum.
9. Ulubiona piosenkarka/piosenkarz/zespół?
Właściwie to raper i to nawet kilku. Na pierwszym miejscu oczywiście Peja, a potem Sobota, Chada, Z.B.U.K.U., Śliwa, Bezczel i wiele innych
10. Gdzie byłaś za granicą. Jeśli nie to chciałabyś?
Czechy, Niemcy i Holandia. A kiedyś chciałabym pojechać nad morze Śródziemnomorskie.

To tyle z moich odpowiedzi i jedyne co mi pozostaje to zaprosić Was na kolejny rozdział, który pojawi się w tym tygodniu.
Pozdrawiam AniaXXX