poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 20

Odpowiedź od chrzestnego przyszła do Nicole już następnego dnia. Podczas śniadania, wraz z Sowią Pocztą do ślizgonki podleciała Xena, rodzinna sowa Robespierrów, w dziobie trzymając list od Remusa. Czym prędzej go otworzyła i zagłębiła się w treści. 

Droga Nicole,
przykro mi, że nie układa ci się z Harry'm, ale musisz też zrozumieć jego zachowanie. Nauczył się nienawidzić wszystkich ślizgonów, a teraz musi zmienić o nich zdanie, bo Ty jesteś jedną z nich. Myślę, że bardziej, by się cieszył gdybyś była gryfonką, bo nie musiałby zmieniać swoich przyzwyczajeń. Trochę zaburzyłaś myślenie nie tylko jego, ale nas wszystkich. Przyzwyczajamy się do ślizgonki w rodzinie i myślę, że dobrze nam to idzie. Syriusz twierdzi, że poszłaś w jego ślady, tylko trochę odwrotnie. Każe ci przekazać, abyś się tym nie martwiła, bo wszystko na pewno będzie dobrze. Według mnie powinnaś porozmawiać z Harry'm. Nie chcę ci narzucać swojej woli, ale sądzę, że on naprawdę nie ma ci tego wszystkiego za złe, tylko po prostu trudno mu się przyzwyczaić. Proszę porozmawiajcie, takie coś nie powinno dzielić rodzeństwa, które dopiero co zostało połączone. I proszę cię, nie próbuj nawet myśleć, że ja czy Syriusz mamy ci za złe przynależność do Slytherinu. Mam nadzieję, że teraz będzie ci się lepiej układało zarówno w nowym domu, jak i w relacji z Gryfonami.
Pozdrawiam,
Lunatyk
PS. Gratulujemy wygranego meczu

Ten list bardzo ucieszył Nicole, jak i podniósł na duchu. Do tej pory zastanawiała się, czy 1/2 Huncwotów nie jest na nią zła. Na szczęście Remus rozwiał jej wątpliwości. Oczywiście miał też racje z tym, że powinna porozmawiać z Harry'm, w końcu nie powinni się kłócić. Nicole postanowiła porozmawiać z Harry'm jeszcze tego samego dnia, w końcu za bardzo kochała swojego brata, aby zbyt długo się na niego gniewać. Już po śniadaniu czarnowłosy gryfon podszedł do niej z prośbą o rozmowę.
- Harry, teraz mamy zajęcia, ale może po obiedzie? - zaproponowała, na co chłopak ogromnie się ucieszył, bo bał się, że jego siostra już zawsze będzie go ignorować.
- Dzięki, siostra. Spotkajmy się na błoniach. - stwierdził z ulgą wypisaną na twarzy i odszedł z innymi gryfonami jakby bał się, że Nicole zmieni zdanie.
- Czyżbyś zmiękła? - zapytała Vanessa, gdy skierowały się na zielarstwo
- Nie chcę się z nim kłócić, w końcu to mój brat. Jeśli zrozumiał to myślę, że warto było się poświęcić. - oznajmiła Nicole. Dziewczyna, która z natury była niecierpliwa, teraz nie mogła się doczekać pory obiadu, ale też trochę się bała tej rozmowy. Co prawda słowa Remusa podniosły ją na duchu i uznała, że Harry jest w stanie zaakceptować ją, taką jaka jest, ale jednak się obawiała, tego, że chłopak może się od niej całkowicie odwrócić. Poskutkowało to tym, że podczas zajęć była nieco rozkojarzona, przez co prawie zniszczyła roślinę, bo zamiast podciąć uschnięte liście, co było ich zadaniem, chciała przeciąć łodygę na pół. Do porządku przywrócił ją krzyk profesor Sprout, że są to zbyt cenne rośliny, aby je tak niszczyć. Na kolejnej lekcji, jaką była Obrona przed czarną magią, nie mogła się skupić na poprawnym rzuceniu tarczy, której się uczyli, a na transmutacji zamiast sporządzać notatki patrzyła się bezmyślnie w sufit, więc dostała opieprz od McGonnagall za to, że buja w obłokach. Camile, która od początku zauważyła roztargnienie przyjaciółki zapytała szeptem, tak aby profesorka nie słyszała:
- Tak się stresujesz rozmową z Harry'm? - Nicole zauważyła, że jej blondwłosa przyjaciółka, jak zwykle od razu rozszyfrowała co jest powodem takiego zachowania. Cieszyła się ogromnie, że ma takie przyjaciółki, nie musiała nic mówić, a one zawsze wiedziały, co ją dręczy. Wszystkie trzy szybko rozszyfrowywały swoje emocje i dzięki temu mogły się nawzajem wspierać.
- Trochę, boję się, że jednak nie zrozumiał.
- Będzie idiotą jeśli zrezygnuje z tak wspaniałej siostry. - niestety rozmowę ślizgonek przerwał krzyk McGonnagall.
- Co to za rozmowy podczas mojej lekcji?! Minus pięć punktów od każdej z was. Panno Potter proszę się wreszcie skupić na lekcji, bo inaczej czeka panią szlaban.
- Tak, proszę pani. - zgodziła się pokornie ślizgonka, po czym uśmiechnęła się z wdzięcznością do Camile i zaczęła robić notatki. Po transmutacji był już tylko obiad, więc Nicole czym prędzej zjadła i wyszła z Wielkiej Sali, zauważyła, że Harry też już ruszył się z miejsca. Gryfon zrównał się z siostrą przy wyjściu z zamku. Szli w ciszy obok siebie kierując się w stronę jeziora, jakby wcześniej się umówili na to miejsce. Gdy dotarli na miejsce, Nicole trochę już zniecierpliwiona ciszą, odezwała się
- Ty chciałeś rozmawiać.
- Tak, chciałem cię przeprosić. - stwierdził trochę nieśmiało
- Wiesz chociaż za co? - głos Nicole był spokojny, pozbawiony jakiejkolwiek nuty złośliwości, czy sarkazmu.
- Proszę nie przerywaj mi, wszystko ci wytłumaczę. - gdy kiwnęła głową na znak zgody - Wiesz na początku wydawało mi się, że nie przeszkadza mi to, że jesteś ślizgonką, i właściwie tak było. Bolało mnie tylko, że zadajesz się z Malfoy'em. My nienawidzimy się od pierwszego dnia tutaj, więc bałem się, że on zabierze mi cię, że przekona do nienawiści do mnie. Bałem się, że cię stracę. Gdy zobaczyłem cię na boisku byłem w szoku. Wydawało mi się, że Malfoy'owi się udało, że zabrał mi siostrę, którą niedawno odzyskałem. Nie myślałem wtedy racjonalnie i dlatego tak zachowałem się następnego dnia. Gdy wykrzyczałaś mi to wszystko w Wielkiej Sali zrozumiałem, że byłem głupi. Przecież widziałem, że Malfoy cię ignoruje i raczej nie jest zadowolony z tego, że jakiś Potter należy do Slytherinu. Ja.. ja naprawdę przepraszam, naprawdę nie chciałem cię urazić. - przy ostatnim zdaniu spojrzał prosto w oczy Nicole, mimo, że dotychczas przyglądał się swoim butom. Nicole wiedziała, ze Harry mówił szczerze, widziała to w jego spojrzeniu. Więc czym prędzej przytuliła się do niego, aby wiedział, że mu wybaczyła. Gdy tylko oderwali się od siebie Nicole powiedziała:
- Pamiętaj, że nikt, ani nic nie przekona mnie do nienawiści do ciebie. Kocham cię braciszku i nie chcę tego zmieniać. Ale proszę cię, nie każ mi zrywać przyjaźni, bo nie zrobię tego. Z Camile i Vanessą przyjaźnimy się od pierwszego roku w Beauxbatons. Ta przyjaźń trwa tyle samo co twoja z Hermioną i Ronem. Co do innych ślizgonów to oni naprawdę nie są tacy źli jak się każdemu wydaje. Blaise to niezły kompan do rozmowy, ale też wariat w pozytywnym znaczeniu. Sam jest bardziej stonowany, ale mimo ojca nie skreślił mnie na samym początku. Nawet z Pansy fajnie się rozmawia, chociaż na początku podchodziła do mnie z dystansem. A Draco, jak to Draco, nie lubi mnie, ale ze względu na Camile nie obraża mnie, po prostu ignoruje. Od sobotniego meczu naprawdę dobrze czuję się w Slytherinie i proszę cię, zrozum to.
- Teraz już rozumiem i jeszcze raz przepraszam. - Teraz, gdy się dogadali, oboje odetchnęli z ulgą. Resztę popołudnia spędzili na szczerej rozmowie i plotkach. Do szkoły wrócili dopiero na kolacje, już w dużo lepszych humorach. Camile i Vanessa, po szerokim uśmiechu przyjaciółki, od razu poznały, że wszystko jest już ok.
***

Długo tu nic nie było, ale matura coraz bliżej, więc i czasu mniej.
Mam nadzieję, że się podoba, chociaż brak komentarzy nie nastraja zbyt dobrze.
Pozdrawiam,
AniaXXX

1 komentarz:

  1. Kocham, kocham. Już czytam drugi raz ;P
    PomyLuna

    OdpowiedzUsuń