piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 32

Draco i Camile Malfoy, jeszcze zanim pojawili się w domu, wiedzieli, że to będą jedne z najgorszych wakacji. A całą winę za to ponosił Lord Voldemort panoszący się po Malfoy Manor. Gdy tylko rodzeństwo pojawiło się w domu, Draco musiał stanąć przed obliczem Czarnego Pana. Na wstępie dowiedział się, że gdy tylko osiągnie pełnoletniość zostanie śmierciożercą. Miał już wyznaczony termin. Najlepszy dzień w życiu nastolatków, gdy właśnie wchodzą w dorosłość, dla Dracona miał być tym najgorszym. Miał przystąpić w szeregi morderców, gwałcicieli i szaleńców służących Voldemortowi. W dzień jego siedemnastych urodzin, 21 kwietnia, miał zostać naznaczony. "W takim razie zostało mi jeszcze trochę czasu" - pomyślał. Jedyną dobrą wiadomością tego dnia było to, że Camile na razie nie podzieli jego losu. Czarny Pan nie chciał, aby zbyt wielu uczniów miało wypalone mroczne znaki, gdyż to zwiększało ryzyko zdemaskowania. Oprócz Dracona i Teodora Notta, którzy mieli dostąpić zaszczytu wstąpienia w szeregi śmierciożerców w swoje siedemnaste urodziny, reszta dzieci jego sług, czyli większość ślizgonów, miała zostać śmierciożercami po ukończeniu szkoły. Początkowo Voldemort planował wcześniej naznaczyć też Samuela Snape'a, ale Severus przekonał go, że jego syn jest pod ochroną Dumbledore'a, więc jest też pod większą obserwacją. Wtedy mogło by się wydać, że w Hogwarcie jest więcej śmierciożerców, niż jeden Mistrz Eliksirów. Opiekun ślizgonów dziękował wszystkim bóstwom, że udało mu się ochronić syna przed tym. Chciał też ochronić przed tym chrześniaka jednak tu już nie mógł nic zrobić, szczególnie, że Lucjusz był wyjątkowo dumny ze swojego syna. W głębi ducha, tak jak większość ślizgonów nie chcących przystąpić w szeregi śmierciożerców, tak i Severus kibicował znienawidzonemu Potter'owi. Wszyscy wiedzieli, że to on musi zabić Czarnego Pana. Przepowiednie znali zarówno śmierciożercy, jak i cały Zakon Feniksa, dlatego wszyscy, choć nie wierzyli, że nastolatkowi uda się zabić tak potężnego czarodzieja, to trzymali kciuki za Harry'ego.
- Draconie jak powiodła się twoja misja? - zapytał Voldemort, gdy już oznajmił mu szczęśliwą wiadomość.
- Panie, ta Potter za nic nie da się przekonać do przystąpienia w twoje szeregi. Mimo tego, że udało mi się pozyskać jej zaufanie to nie stanie po stronie zła. - odpowiedział pewnie Draco patrząc w oczy Czarnego Pana. Wiedział, że właśnie teraz mężczyzna sprawdza czy chłopak mówi prawdę. Czuł ingerencje jego umysłu w swoim, dlatego korzystając z umiejętności oklumencji pokazał Czarnemu Panu odegrane przez niego i Nicole scenki dotyczące przejścia na stronę śmierciożerców. Gdy Draco wyczuł, że mężczyzna opuścił jego umysł, zdał sobie sprawę, że Czarny Pan uwierzył w to.
- No cóż, szkoda takiego potencjału. W końcu dziewczyna nie bez powodu została ślizgonką. Czas wprowadzić w życie plan B - mruknął Voldemort do siebie, jednak po chwili znowu skupił się na Draconie - Nie spodziewałem, że ci się uda wypełnić tę misję - zaczął zwracając się do blondyna - Jednakże za jej niewypełnienie muszę cię ukarać. Crucio! - Chłopak pod wpływem zaklęcia upadł na ziemię, jednak udało mu się zachować ciszę. Jedynie gdy tortury się przedłużyły z jego ust wydobył się jęk bólu. Czarny Pan zadowolony przerwał zaklęcie i opuścił różdżkę, wtedy Draco nie zwracając uwagi na ból całego ciała stanął prosto, z twardym wyrazem twarzy patrząc przed siebie. - Będziesz dobrym śmierciożercą. Ojciec dobrze cię wychował. - powiedział mężczyzna z okropnym uśmiechem, a Draco mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że tej godności nauczył się od ojca chrzestnego. Tak, Severus Snape był dla niego o wiele większym przykładem, niż Lucjusz. - Możesz odejść. - Draco nie czekając na więcej wyszedł z pokoju i skierował się do siebie, zastanawiając się o co chodzi z planem B.
Przez kolejny miesiąc w Malfoy Manor nie dochodziło do żadnych ważnych sytuacji. Draco i Camile próbowali zejść z pola widzenia Czarnego Pana i swojego ojca. Rodzeństwo, łącznie ze swoją matką, co raz częściej myśleli o ucieczce z tego miejsca, jednak żadne z nich nie mówiło o tym głośno. Bardzo często widzieli we dworze Mistrza Eliksirów. Przez przypadek usłyszeli, że mężczyzna na polecenie swego pana pracuje nad jakimś silnym eliksirem torturującym. Przez ostatni tydzień lipca ich opiekun w ogóle nie wychodził z laboratorium we dworze, cały czas przygotowując eliksir i antidotum na nie. 1 sierpnia blondwłose rodzeństwo zostało wezwane przed oblicze Czarnego Pana. Oprócz jego zastali tam ojca, ciotkę Bellatrix, Snape'a oraz ojców Goyle'a i Crabbe'a. Weszli niepewnie do pomieszczenia, stanęli przed Voldemortem i skłonili się.
- Wczoraj moi śmierciożercy przechwycili list. - powiedział Voldemort swoim syczącym głosem - Po przechwyceniu go doszedłem do pewnych wniosków i dopracowałem swój plan. Ale może najpierw przekażę list do jego adresata. - dokończył po chwilowym zastanowieniu, a jego twarz wykrzywiła się w okropnym grymasie, który pewnie w zamierzeniu miał być uśmiechem. Mężczyzna wyciągnął kawałek pergaminu z kieszeni szaty, a wszyscy obecni przypatrywali mu się z zaciekawieniem. Na twarzach najmłodszych widać też było strach, gdyż to właśnie do nich zaczął zbliżać się Voldemort. - Camile, proszę przeczytaj. - syknął w stronę blondynki, wyciągając rękę z listem. Dziewczyna trzęsącą się dłonią wzięła od niego pergamin i zaczęła czytać.

Droga Cami,
mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku. Mogłabyś napisać coś do nas, bo bardzo się martwimy. Jeśli jednak nie możesz to zostanie ci to wybaczone. Jak wiesz mam dzisiaj urodziny (nie żebym ci przypominała) więc pomyślałam, że może Ty i Draco moglibyście pojawić się na imprezie urodzinowej. Zabawimy się w klubie, rozluźnimy i takie tam. Z niecierpliwością czekam na Twoją odpowiedź.
Do szybkiego zobaczenia,
Nicole R. - P.

Po przeczytaniu listu Camile nie wiedziała co zrobić. Nie miała pojęcia czy ma się spodziewać kary, czy jak. Ze strachem spojrzała na brata, który też przeczytał list, ten jednak patrzył na nią z taką samą niewiedzą.
- Panie ja... - zaczęła cicho Camile, jednak Voldemort jej przerwał.
- Może najpierw wyjaśnimy reszcie co to za list. Lucjuszu, otóż twoja córka otrzymała zaproszenie na imprezę urodzinową do niejakiej Nicole Potter.
- Panie, ona nie pójdzie. Nie pozwolę, aby zadawała się z jakimkolwiek Potter'em.
- Ależ oczywiście, że nie pójdzie, zresztą ta impreza odbywała się wczoraj. Jednak dzięki temu listowi dopracowałem swój plan, który ma na celu zaciągnięcie tu siostry Wybrańca. Dziewczyna ufa Twoim dzieciom, Lucjuszu, tak więc to właśnie oni będą przynętą, którą połknie Nicole Potter. - Draco i Camile popatrzyli na siebie ze strachem, teraz już doskonale widocznym na ich twarzach. Na szczęście Czarny Pan nie zwracał uwagi na to co czują jego podwładni, z resztą u większości swoich sług wzbudzał strach i to właśnie mu się podobało. - Odpiszesz jej na ten list. - mężczyzna zwrócił się do Camile tonem nie znoszącym sprzeciwu - Napiszesz, że chcesz się z nią spotkać jutro o 21:00 w uliczce za Dziurawym Kotłem. Napisz to tak, aby dziewczyna była pewna, że to ty to pisałaś i zaznacz, że nikt ma nie wiedzieć o tym spotkaniu. - Voldemort wskazał stół, na którym leżał pergamin z piórem kałamarzem. Camile na drżących nogach podeszła do stołu patrząc przelotnie na Dracona, który przekazał jej wzrokiem, aby robiła to co musi. Tymczasem Czarny Pan dalej mówił - Draco na to spotkanie pójdziesz z nią. Razem z wami pójdzie Lucjusz i Bellatriks pod zaklęciem kameleona. Ujawnicie się dopiero, gdy dziewczyna zajmie się rozmową z nimi. - tu wskazał na młodych Malfoy'ów. - Nie walczcie z nią, po prostu zabierzecie jej różdżkę i przyprowadźcie tutaj, a jeśli będzie trzeba to ją spetryfikujcie. Dziewczyna ma się tu pojawić cała. - Lastrange i starszy Malfoy kiwnęli głowami na znak, że zrozumieli. - Severusie, jak tam eliksir?
- Panie eliksir jest już prawie gotowy. Musi jeszcze tylko odstać dwa dni, aby miał odpowiednią moc. Za dziesięć godzin trzeba będzie jeszcze rzucić na nie zaklęcie iluzji. Antidotum jest już gotowe. - odpowiedział Snape.
- Dobrze, w takim razie przypilnujesz eliksiru. Zostaniesz tu do momentu, kiedy będziesz już mógł przekazać Zakonowi i Potter'owi, że mamy jego siostrę. - Mistrz Eliksirów zrozumiał, że nie może opuścić dworu Malfoy'ów do momentu, aż dziewczyna nie zostanie porwana, aby nie dowiedział się o tym Dumbledore.
- Panie, skończyłam. - zakomunikowała cichym głosem Camile. Voldemort przeczytał cały list i mruknął:
- Idealnie. Idź, wyślij ten list. Draconie ty też już możesz wyjść. Crabbe, Goyle będziecie pilnować ich całą noc i jutrzejszy dzień. Dopilnujcie, aby wysłała list i aby nikt się z nimi nie kontaktował. Mają się nie ruszać ze swoich pokoi. - Mężczyźni kiwnęli głowami i poczłapali za nastolatkami. - Wyjdźcie! - rozkazał Czarny Pan reszcie.
Camile, jakby nieświadoma weszła do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi i wysłała list swoją sową, Albertem. Usiadła na łóżku i zaczęła płakać. Nie mogła znieść tego, że zdradziła swoją przyjaciółkę. Nicole jej ufała, a od jutro to się zmieni. Zrobiła to dla Dracona, wiedziała, że jeśli nie spełni rozkazu Czarnego Pana to ona i Draco zostaną ukarani. Gdyby chodziło tylko o nią to nie zdradziłaby swojej przyjaciółki, ale nie chciała, by bratu coś się stało. Za wszelką cenę nie chciała, aby on cierpiał. Tylko czemu musiała wybierać między bratem, a przyjaciółką?! - to pytanie zadawała sobie od kiedy tylko usłyszała o planie Czarnego Pana. Nagle jej rozważania przerwały otwierające się drzwi.
- Wysłałaś list? - zapytał Crabbe Senior
- Tak. - odpowiedziała krótko, a on wyszedł z pokoju nie zamykając drzwi - Proszę zamknąć drzwi! - krzyknęła za nim.
- Nie ma takiej opcji - odpowiedział mężczyzna z obleśnym uśmiechem. - Czarny Pan kazał mi cię pilnować dzisiaj i jutro. Nie możesz stąd wychodzić, ani z nikim się kontaktować. - stwierdził i stanął przed otwartymi drzwiami jej pokoju. Camile widząc, że nic z tym nie zrobi starła łzy z twarzy i postanowiła pójść spać. W tym celu skierowała się do drugich drzwi w jej pokoju prowadzących do łazienki, aby wziąć prysznic. Gdy stanęła przed wielkim lustrem na całą ścianę mruknęła tylko: Jesteś zdrajcą, Camile i ze zrezygnowaniem rozebrała się, aby się wykąpać. Patrząc na prysznic i wielką wannę zrezygnowała z początkowego planu i postanowiła wziąć odprężającą kąpiel. Napuściła gorącej wody z dodatkiem aromatycznych olejków do wanny, a potem sama do niej weszła, szukając zapomnienia i uspokojenia skołatanych nerwów. Po godzinnej kąpieli wyszła z łazienki z postanowieniem natychmiastowego położenia się do łóżka, jednak nie było jej to dane. Na swojej grzędzie czekał na nią Albert z małą karteczką przypiętą do nóżki. Camile czym prędzej odebrała od niego liścik, na którym napisane były tylko dwa słowa. Dziewczyna skierowała się do drzwi wyjściowych i spojrzała na pilnującego ją mężczyznę, gdy ten zwrócił na nią uwagę blondynka odezwała się.
- Przekaż Czarnemu Panu, że Nicole zgodziła się na spotkanie. - powiedziała tylko i poszła do łóżka, gasząc światło. Nie minęło pięć minut, a ją już zmorzył sen. Następnego dnia obudziły ją krzyki Dracona. Jak się okazało do wieczora nie mogli opuszczać swoich pokoi.
- Wypuść mnie stąd! To mój dom, więc mogę chodzić gdzie mi się podoba!
- Czarny Pan kazał wam siedzieć w pokoju cały dzień, jeśli będziecie chcieli coś zjeść przywołacie sobie skrzata. Chcesz sprzeciwić się woli Pana? - Camile usłyszała zadowolony głos Goyle'a Seniora. Pewnie cieszył się, że może przeciwstawić się Malfoy'owi. To był koniec kłótni, gdyż Draco nie mógł się sprzeciwić rozkazowi Voldemorta. Cały dzień rodzeństwo Malfoy spędziło w swoich pokojach nie robiąc nic. Nie mogli nawet porozmawiać ze sobą, aby wzajemnie się pocieszyć. Camile właśnie teraz, jak nigdy wcześniej, potrzebowała obecności brata, jego spokojnego głosu i zapewnień, że dobrze zrobiła, że wszystko się ułoży, i że nikomu nic się nie stanie. Cały dzień przesiedzieli myśląc co przyniesie im wieczór. Po 20:00 ich ochroniarze powiedzieli im, że Czarny Pan ich wzywa. Idąc ciemnymi korytarzami Draco złapał siostrę za rękę, aby dodać jej otuchy. Pomogło, w odpowiedzi dziewczyna ścisnęła go mocniej. Pod drzwiami salonu odetchnęli i zapukali, po chwili już znajdowali się w pomieszczeniu stojąc przed obliczem Czarnego Pana. W pokoju obecni byli też Lucjusz i Bellatriks.
- Za chwilę wyruszycie. Draconie to co będzie się działo w następnych dniach będzie jednocześnie twoim sprawdzianem. Liczę na to, że sprawisz się jako przyszły śmierciożerca i nauczysz siostrę jak ma się zachowywać.
- Oczywiście, Panie. Nie zawiodę cię. - odpowiedział usłużnie Draco kłaniając się.
- Dobrze. W takim razie idźcie. - rozkazał Voldemort.
- Ruszajcie - warknął Lucjusz do swoich dzieci. - Musimy wyjść z dworu, dopiero za bramą się teleportujemy. - wyszli z domu. Camile coraz ciężej stawiała kroki, tak jakby nie chciała tam nigdy dojść i tak właśnie było. Niestety wreszcie wyszli po za teren dworu. - Złapcie mnie. Nie możecie się teleportować. Poprowadzę was. - Draco złapał ojca za rękę, zaraz za nim zrobiła to dziewczyna, jednak jej dłoń drżała.
- Dziewczyno, powinnaś być dumna, że Czarny Pan wybrał cię do tego zadania, a nie zachowujesz się jakby cię ktoś szczuł. - powiedziała swoim skrzeczącym głosem Lestrange - Jaki Malfoy się tak zachowuje? - zadrwiła patrząc na Lucjusza
- Bello, rzuć na siebie kameleona. - warknął, aby ją uciszyć - A ty uspokój się. - rozkazał Camile, po czym sam na sobie powtórzył zaklęcie, które użyła jego szwagierka. Po chwili już nie było po nich śladu, za to pojawili na ulicy Pokątnej. Młodzi Malfoy'owie, czując za sobą obecność ojca i ciotki, skierowali się do Dziurawego Kotła. Wiedzieli, że gdy zrobią jeden niepowołany ruch od razu tego pożałują, dlatego już po piętnastu minutach wchodzili do uliczki za barem. Szybko dostrzegli szczupłą, wysoką dziewczynę, która na nich czekała. Nie opuszczał ich strach i niepewność. Te właśnie uczucia widniały na ich twarzach, była tam również prośba o przebaczenie. Nicole niemal od razu ich spostrzegła.
- Hej, co się stało? - zapytała zaniepokojona, gdy podeszli, dostrzegając uczucia, które widniały na ich twarzach. Camile nie wytrzymała tego, dlatego przytuliła się do niej i ze łzami w oczach szepnęła:
- Przepraszam, uciekaj.
- Ale o co ci chodzi? - zapytała z niewiedzą w głosie czarnowłosa, niestety to nie przyjaciółka jej odpowiedziała.
- A o to chodzi panno Potter, że zrobimy sobie wycieczkę do Czarnego Pana. - powiedział z sarkazmem już ujawniony Lucjusz. Camile odsunęła się od Nicole i stanęła obok Dracona nie patrząc w jej oczy. Czarnowłosa widząc Bellatriks Lastrange i Lucjusza Malfoy'a powoli domyślała się co się dzieje, dlatego nie zastanawiając się wyciągnęła różdżkę. Niestety nie udało jej się rzucić żadnego zaklęcia, bo kobieta wykrzyknęła z satysfakcją:
- Expelliarmus! - gdy już trzymała różdżkę przeciwniczki odezwała się do siostrzenicy - Dobrze się spisałaś, Camile. A teraz przestań się tak mazać, bo Czarny Pan tego nie pochwali. - zadrwiła. Gdy Lucjusz złapał Nicole za rękę, ona nie mogła uwierzyć w to co się dzieje, ale wiedząc, że nie uda jej się uwolnić poddała się temu. Zdała sobie sprawę, że jej przyjaciele ją zdradzili, ale gdy spojrzała na nich zrozumiała, że nie mieli wyjścia, że Camile ratowała siebie i Dracona. Wiedziała, że brat jest dla blondynki najważniejszą osobą na świecie, dlatego nie miała im tego za złe. Albo ona, albo oni mieli ucierpieć. Choć Malfoy'owie tego nie wiedzieli to Nicole już im wybaczyła. Jej rozmyślania przerwała nagła teleportacja. Czuła się jakby ktoś przepychał ją przez cienką rurę. Gdy to uczucie minęło dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała żelazną bramę, a za nią wielki dwór otoczony ogrodami. Lucjusz Malfoy cały czas trzymając ją mocno za ramię ruszył w stronę bramy, która od razu się przed nim otworzyła. Za nimi szli młodzi Malfoy'owie, a na końcu Bellatriks. Gdy Nicole poczuła, że mężczyzna coraz mocniej ściska ją za ramię to wyrwała mu się i warknęła:
- Może delikatniej. - mężczyzna tylko się zaśmiał, jednak nie był to wesoły śmiech. Nicole nie obchodziło, że teraz jest na łasce mężczyzny. Może i była ślizgonką, ale w jej żyłach płynęła krew Potter'ów, dlatego nie miała zamiaru biernie czekać na to co się stanie, ani też nigdzie uciekać, bo wiedziała, że teraz to nic nie da. Zmierzy się z tym co przyniesie jej los. Z takim postanowieniem weszła do wielkiego domu. Tam straszy Malfoy poprowadził ją korytarzami do jak się okazało pomieszczenia, które Nicole wydawało się być jakąś salą tronową. W centrum ustawiony był właśnie tron, na którym siedział wysoki, trupioblady mężczyzna bez włosów i nosa. Choć Harry opowiadał jej o Voldemorcie to nie tak go sobie wyobrażała. Koło jego nóg wił się olbrzymi wąż. Przed nim stała grupka ludzi ustawionych w okrąg, w którym były cztery luki.
- A oto jest i nasz honorowy gość - oznajmił Czarny Pan, który niemal od razu zauważył ich nadejście. - Zapraszam na środek panno Potter. - Nicole nie wahając się weszła w środek okręgu, kiedy śmierciożercy przesunęli się, otwierając okrąg. Zauważyła, że wszyscy mieli na sobie jednakowe czarne szaty i białe maski. Bellatriks stanęła po lewej stronie swego pana, oddając mu różdżkę Nicole, a Lucjusz przeszedł na prawą stronę. Między Voldemortem, a nim była tylko jedna osoba, w której Nicole od razu rozpoznała Severusa Snape'a. Draco i Camile stanęli obok ojca, nadal nie patrzyli jej w oczy. Nie chcieli widzieć tam żalu i nienawiści, których tak naprawdę tam nie było. - Lucjuszu, były jakieś problemy?
- Nie, Panie. Wszystko odbyło się bez jakichkolwiek komplikacji. Dziewczyna od razu się poddała.
- Dobrze. Jak już mówiłem dzisiaj zawitał do nas wyjątkowy gość. Jeśli ktoś jeszcze nie wie to jest Nicole Potter.
- Jak już to Nicole Robespierre-Potter - wtrąciła się hardo dziewczyna.
- Tak, słyszałem, że zostałaś wychowana przez tych francuzów. Robespierre'owie to wielki francuski ród. Od pokoleń nie splamili się szlamowatą krwią, nie to co Potter'owie. Mam nadzieję, że pozostaniesz wierna tym co cię wychowali. - ciągnął Czarny Pan.
- Im będę wierna zawsze, ale to nie znaczy, że dołączę do ciebie. Mówiłam to już Draconowi. Czyżby ci tego nie przekazał?
- Ależ przekazał. Jednak sądziłem, że zdasz sobie sprawę, jaki błąd popełniasz.
- Nie popełniam, żadnego błędu. Nie przejdę na twoją stronę, zawsze będę wierna Harry'emu.
- Jesteś tak głupia jak twoi rodzice.
- Więc zabij mnie. Przecież wiem, że to zrobisz, bo nie zgodziłam się zostać twoim sługą. Zrób to. - w tej chwili Nicole nie martwiła się, że zaraz straci życie, szkoda jej było bliskich, którzy będą opłakiwać ją po śmierci. Nie chciała, aby Laura rozpaczała, pewnie zamknęła by się w sobie, tak jak po śmierci rodziców. Nie chciała, aby Harry obwiniał się za śmierć, tak niedawno odnalezionej siostry, tak jak to robił po stracie Cedrika Diggory'iego. Nie chciała, aby Syriusz i Remus opłakiwali ją, aby młodzi Snape'owie żałowali, aby Draco i Camile zadręczali się tym co musieli zrobić. Chciała, aby oni wszyscy pamiętali o niej i od czasu do czasu zatęsknili. Chciała, żeby Malfoy'owie dowiedzieli się, że nie ma do nich żalu. Tylko tyle chciała, jednak zdawała sobie sprawę, że pewnie stanie się to czego nie chciała. Niestety nic nie mogła z tym zrobić, jedyne co mogła to za wszelką cenę zachować godność i honor. Takie było jej ostatnie postanowienie.
- Och, nie martw się. Jeśli tak bardzo tego chcesz to zginiesz, Może nawet wyświadczę ci przysługę i osobiście to zrobię, jednak na razie trochę pocierpisz. Zaczynajcie, na początek jedna kolejka. - rozkazał patrząc na pierwszą osobę po prawej.
- Crucio. - zanim Nicole dosięgną czerwony promień usłyszała niski, głęboki i chłodny głos wypowiadający formułę zaklęcia. Teraz już była pewna, że to był Severus Snape, w końcu przez cały rok słyszała go na lekcjach eliksirów. To był jeden z dwóch głosów, w którym nie usłyszała nienawiści i pogardy. Pod wpływem zaklęcia upadła na podłogę. W myślach powtarzała sobie jak mantrę, że zachowa godność, właśnie dlatego nawet nie pisnęła, chociaż czuła jakby jej skórę przypalano żywym ogniem. Jej nauczyciel utrzymywał zaklęcie, dopóki nie usłyszał zadowolonego głosu Voldemorta, który oznajmił:
- Dalej
Chwila wytchnienia i znowu poczuła ten ból. Teraz Lucjusz Malfoy stał nad nią z wyciągniętą różdżką i z mściwą satysfakcją zwiększał moc zaklęcia. I znowu tan sam schemat. Dalej Czarnego Pana i następny w kolejce, pomijając młodych Malfoy'ów, mężczyzna uniósł różdżkę.
- Avery zaczekaj - odezwał się Voldemort - Chyba kogoś pominąłeś. Draco niedługo też będzie jednym z was. Dajcie mu się wykazać. Draco, wiem, że znasz to zaklęcie i że umiesz je rzucić. Musisz tylko chcieć. - blondyn na te słowa podniósł głowę i spojrzał na swoją przyszłą ofiarę. Nicole też patrzyła na niego. Uśmiechnęła się delikatnie do niego, jej wzrok mówił mu, żeby to zrobił, i że ona nie będzie mu miała tego za złe.
- Oczywiście, Panie. - zdołał wykrztusić. Wiedział, że Camile stojąca obok drgnęła, ale nie mógł nic na to poradzić. On też nie chciał tego robić, ale motywował się tym, że Nicole mu pozwoliła i zarazem wybaczyła. Widział to w jej oczach, dlatego dłużej się nie zastanawiając rzekł - Crucio - To był ten drugi głos niewypełniony nienawiścią. Jego zaklęcie nie było tak silne jak poprzednie, bo chłopak nie miał w sobie tyle siły, ale było poprawnie rzucone, więc też bolało. Draco miał wrażenie, że jego boli to tak samo jak tę leżącą dziewczynę, a Camile znowu spuściła wzrok, jednak wcześniej zdążyła zauważyć to co dostrzegł jej brat. Przebaczenie w oczach przyjaciółki. Wreszcie Draco usłyszał to upragnione Dalej i zaklęcie rzucały kolejne osoby. Nicole była już bardzo słaba, gdy przyszedł czas na ostatniego śmierciożercę. Zaklęcie Bellatriks Lestrange było najmocniejsze jakie do tej pory odczuła. Włożyła w nie całą nienawiść i szaleństwo jakie w sobie trzymała. Tego panna Potter już nie wytrzymała. Zaczęła krzyczeć jakby ją obdzierali ze skóry. Nicole nie wiedziała ile to trwa, ale gdy wreszcie ból ustał jej gardło było całe zdarte.
- Może teraz dasz się przekonać do przejścia na moją stronę? - zapytał Voldemort z pozoru łagodnym głosem. Nicole popatrzyła na niego z obrzydzeniem i odpowiedziała cicho, ale stanowczo zachrypniętym głosem:
- Wal się - tego Voldemort jej nie popuścił i już po chwili czuła na sobie Cruciatusa jeszcze silniejszego, niż ten Lestrange. Po około 10 minutach Czarnemu Panu znudziły się wrzaski dziewczyny, dlatego przerwał zaklęcie.
- W takim razie jeszcze sobie pocierpisz. - syknął - Crabbe, Goyle zabierzcie ją do lochów. - mężczyźni wyszli z okręgu i nie czekając, aż wstanie złapali ją za ramiona i pociągnęli za sobą. Zanim została wyprowadzona z pomieszczenia usłyszała jeszcze słowa Voldemorta. - Jutro powtórka z rozrywki. Draco, Camile dobrze się dzisiaj spisaliście. Jutro też będziecie w tym uczestniczyć. Wynoście się. - rzekł do wszystkich.

***
Udało Wam się skomentować poprzedni rozdział 10 razy, więc tak jak obiecałam ten pojawił się tydzień wcześniej.
Nie mam nic więcej do dodania, tak więc miłego czytania. (Ale się zrymowało)
Do usłyszenia za dwa tygodnie, chyba, że pod tym rozdziałem pojawi się 10 komentarzy, to wtedy za tydzień. Na zachętę dodam, że rozdział 33 jest już gotowy.
AniaXXX

7 komentarzy:

  1. Rozdział jest naprawdę super. Nie mogę doczekać się na reakcje Harrego na wieść o porwaniu siostry. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
    Lothlir

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam twojego ff czekam na rozdział!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny Rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super. Jedyne co mnie zastanawia dość dziwne wystawienie Nicole przez Malfoyów, tym bardziej, że niby nosili się z zamiarem ucieczki. Ron będzie w siódmym niebie, mam nadzieję, że opiszesz jego reakcję. Na koniec dodam, że na ogromny plus retrospekcja na początku rozdziału, takich poproszę trochę więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako, że to już rok w opowiadaniu minął, chyba czas na małe podsumowanie, jakby co to niech to Pani usunie.
    1. Blog ma ciekawą akcję i fajnie, że kanon poszedł w kąt.
    2. Świetnie opisane relacje rodzinne, widać, że to Ci wychodzi i jak czytam bloga, to szkoda, że potem nie było już proporcjonalnej ilości takich wstawek. Zwłaszcza, że Harry wrócił na Święta do domu...
    3. Sam Harry jest postacią udaną, dobrze ukazane są jego emocje ale niespecjalnie przekonała mnie jego zmiana do Ślizgonów. Trochę to boli, bo świetnie opisuje Pani konflikty Rona ze Ślizgonami i aż chce się, by Harry wspierał Rona. Chyba za szybko zaakceptował Nicole jako ślizgonkę, ale plus za to, że nie zrobił tego od razu. No i ta jego zmiana do Ślizgonów mnie nie przekonuje, bo trochę cierpi na tym humor i sam potencjał konfliktów w opowiadaniu na linii Gryfoni- Ślizgoni. Ale o tym za chwilę.
    3. Postać Laury jest świetna, ma potencjał tylko hm... została odsunięta na boczny tor. I to już w sumie na początku. Na pewno winny jest wiek, ale szkoda, że ona właściwie nie jest potrzebna, nic nie wnosi do akcji, może lepiej, by jej nie było.
    4. Bardzo dokładnie przedstawieni Ślizgoni. Na pewno wynika to z fabuły, ale trochę brak dla kontrastu czegoś o Gryfonach. Bliźniaków nie będzie, sam Ron to mało. Dobrze, że Hermiony brak, bo jej akurat nie lubię, ale jakichś innych kolegów i koleżanek Harry'ego można by opisać.
    5. Akcja idzie sprawnie, ale nie za szybko. Ładnie pozamykane wątki, część stanowi naprawdę dobry prognostyk na szósty rok.
    6.Trochę mało wiemy o przeszłości Nicole - co prawda był rozdział o jej przeszłości, ale brakuje mi czasem jakichś odniesień do jej przeszłości w Beauxbatons ( poza Quidditchem). Nie potrzebny tu elaborat, raczej jakieś 1 - 2 zdaniowe wstawki w kilku rozdziałach, ale z tego, co mogę ustalić z opowiadania, to w sumie tylko adopcja i to, że uczyła się w Beauxbatons.
    7. Czasem opisujesz jedno wydarzenie z perspektywy dwóch osób i uważam, że to jest super. Nie nudzi, a pozwala często na lepsze zrozumienie intencji bohaterów. Mam nadzieję, że ta idea nie zaniknie.
    8. Na koniec pytanie: co się stało z Pettigrew? Mam nadzieję, że jeszcze "napsoci" w opowiadaniu.
    Reasumując, bardzo udany blog, brak błędów ortograficznych czy stylistycznych, ciekawa akcja, często dość zaskakująca. Jedyny minusik to dla mnie zmiana Harry'ego w stosunku do Ślizgonów ( nawet nie Nicole, bardziej chodzi mi o resztę). Trochę chyba za szybka, a przez to też niema zbyt wiele spięć między Malfoyem a Potterem i Weasleyem - wielka szkoda bo te dwa co były, wyszły naprawdę fajnie. Pozdrawiam i przepraszam za tak długi spam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ci Malfoye to jednak dwulicowcy. W sumie szkoda, że po czymś takim Nicole ich dalej lubi, to trochę dziwne, ale cóż, rozdział super i chce więcej i częściej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny blog ❤️❤️❤️
    Szkoda, że tak późno go odkryłam :P

    Laurelle
    The-secrets-of-magic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń