piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 28


Po pamiętnym meczu wydawać by się mogło, że wszystko w Hogwarcie wróciło do normy. Nicole z powrotem zaczęła trenować Quidditcha, Draco wyszedł cały i zdrowy ze skrzydła szpitalnego, a Snape, jak był, tak pozostał, wredny. Mimo, że w Slytherinie życie szkolne nie zmieniło się to w Gryffindorze już dzień później zaszły nie małe zmiany. W niedziele rano Nicole z Vanessą i Pansy skierowały się do Wielkiej Sali na śniadanie, natomiast Camile poszła odwiedzić Dracona w Skrzydle Szpitalnym. Posiłek Ślizgonkom przerwała blondynka słowami:
- Wiedziałam Niki, że ty to potrafisz namieszać.
- O co ci chodzi? - czarnowłosa popatrzyła na przyjaciółkę z niezrozumieniem w oczach.
- Byłam przed chwilą u Draco. I wiecie co mi powiedział?
- Cami przecież dobrze wiesz, że nie wiemy. Gadaj.
- Draco powiedział, że święta trójca Gryffindoru się rozpada.
- Co?! - Zdziwienie Nicole było ogromne.
- No już ci mówię, tylko mi nie przerywaj - zaśmiała się Camile. - Wczoraj wieczorem do skrzydła szpitalnego trafił Weasley. Okazało się, że ma złamany nos. Jak tylko trafił do skrzydła zaczął się skarżyć pielęgniarce, że Potter go pobił i takie tam. Pomfrey jak tylko usłyszała o pobiciu to powiadomiła McGonagall. Ta przyleciała od razu i zaczęła wypytywać Weasley'a o to dlaczego ma złamany noc. Weasley powiedział jej, że spokojnie rozmawiał sobie z Harry'm, a gdy mieli inne zdanie na jakiś temat to Harry go pobił. Zaczął coś mówić o tym, że ty masz na niego zły wpływ, i że trzeba was rozdzielić. McGonagall stwierdziła tylko, że z Harry'm policzy się dzisiaj, a Weasley'a skierowała do Pokoju Wspólnego - powiedziała na jednym wdechu.
- A co ja mam do tego?
- A kto wczoraj mi opowiadał, że miał sprzeczkę z Weasley'em, i że Harry nie stanął po stronie Rudego?
- O szlag - stwierdziła zaskoczona Nicole.
- Może dowiesz się czegoś więcej od Laury, bo Harry jeszcze na śniadanie nie przyszedł - zaproponowała Vanessa rozglądając się po Wielkiej Sali. Nicole nie odpowiadając ruszyła w stronę młodszej siostry. 
- Widzę, że doszły już do ciebie najświeższe plotki - powiedziała Laura zamiast przywitania.
- Opowiadaj - nakazała Nicole siadając na przeciwko siostry.
- A co już wiesz?
- Tylko to co powiedział Weasley w Skrzydle Szpitalnym.
- No to pewnie nie wiesz dlaczego się pokłócili. Otóż wczoraj w Pokoju Wspólnym, gdy Harry skądś wrócił Weasley od razu rzucił się na niego i zaczął coś tam krzyczeć, że nie staje po jego stronie, że wspiera Ślizgonów, i że daje go poniżać. Harry na początku był spokojny, ale gdy Wealsey powiedział, że jeśli Harry może robić co chce, ale on nie będzie się zadawał ze śmierciożercami. Wtedy twój braciszek mu na to, że wcale nie zadaje się ze śmierciożercami, i że skoro Rudy nie potrafi sam obronić się przed dziewczyną ze Slytherinu to on nie będzie go tego uczył. No i że na jego miejscu to nie przyznawał by się nikomu do tego, że dziewczyna go pokonała, a tym bardziej nie błagałby o pomoc przyjaciela. Tego Weasley nie wytrzymał i rzucił się z pięściami na Harry'ego, na jego nieszczęście nie trafił i do tego powiedział, że Harry jest takim samym śmierciożercą jak wy. Tego Harry nie przepuścił mu i efektem był złamany noc. Na odchodne powiedział jeszcze, że nigdy nie będzie sługą Voldemorta i poszedł do dormitorium, a Weasley wyszedł.
- No to się porobiło. - Nicole jeszcze w szoku po takich rewelacjach nie zauważyła Harry'ego wchodzącego do Wielkiej Sali, dopiero Laura szturchnęła ją mówiąc:
- Harry przyszedł. - Nicole automatycznie odwróciła się w jego stronę i gdy chłopak ją zauważył, uśmiechnęła się do niego i pomachała mu. Harry odpowiedział jej tym samym gestem i skierował się w jej stronę. Niestety drogę zagrodziła mu McGonagall.
- Potter, możesz mi powiedzieć co miało miejsce wczoraj wieczorem w Pokoju Wspólnym?
- A co dokładnie ma pani na myśli? - zapytał Harry niewinnym głosem. Nicole, która podeszła do Harry'ego miała wrażenie, że zaraz parsknie śmiechem.
- Potter to nie czas na żarty. 
- Przepraszam, pani profesor - powiedział pokornie. - Mieliśmy wczoraj z Ronem małą sprzeczkę, ale już wszystko wyjaśnione. - Do zbiegowiska na środku Wielkiej Sali dołączyła cała czwórka Weasley'ów.
- Pan Weasley twierdził, że wszczął pan bojkę bez żadnego konkretnego powodu - stwierdziła sucho profesorka.
- To nie prawda pani profesor. To Ron zaczął.
- Ginny, jak możesz?! To ja jestem twoim bratem! - wykrzyknął Ron.
- Pani profesor, to co mówi Ginny to prawda - poparł siostrę Fred.
- To Ronald zaczął, ale jako, że nie trafił, a dodatkowo zarzucił Harry'emu, że jest zdrajcą to Harry mu oddał - wytłumaczył George.
- Z naszym całkowitym poparciem - stwierdził Fred i uśmiechnął się do rodzeństwa Potter.
- Panie Weasley szlaban dziś o 18:00 u pana Filcha, panie Potter następnym razem proszę nie dać się sprowokować. Minus 5 punktów - stwierdziła profesor McGonagall i ruszyła do stołu nauczycielskiego. 
- Wiesz braciszku nie sądziłam, że jesteś taki agresywny. Gratuluję, będą jeszcze z ciebie ludzie - zaśmiała się Nicole, po czym przytuliła się do chłopaka.
- Wariatka - stwierdził Harry, obserwując oddalającego się, mocno obrażonego, Rona.
- Nie przejmuj się nim - Nicole spoważniała. - Nie chcę nikogo oceniać, ale może on nie jest wart twojej przyjaźni, skoro nie może zrozumieć tych wszystkich zmian. Dziękuję ci, że stanąłeś po stronie, bądź co bądź, Ślizgonów. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. A teraz spadaj jeść śniadanie, bo niedługo się kończy. - Dziewczyna pożegnała się z bratem i Weasley'ami i skierowała do swoich przyjaciółek. Była szczęśliwa, bo wiedziała, że Harry nareszcie w pełni zaakceptował fakt, że jest Ślizgonką.
W kolejnych tygodniach nie działo się nic ciekawego w Hogwarcie. Rozegrał się kolejny mecz Quidditcha, Krukoni przeciw Puchonom. Ku zdziwieniu wszystkich wygrał Huffelpuff. Drużyna Ravenclavu, po zwycięstwie ze Slytherinem, osiadła trochę na laurach i nie potraktowała poważnie przeciwników. Puchoni to wykorzystali i udało im się wygrać. Okazało się też, że Ronald przeprosił Harry'ego za swoje zachowanie i obiecał, że nie będzie już oskarżać go o przystąpienie w szeregi Voldemorta. Jak Laura doniosła Nicole, Harry wybaczył mu pod warunkiem, że w jego obecności już nigdy nie obrazi jego siostry. Weasley skwapliwie się na to zgodził, jednak wszyscy wiedzieli, że żadna siła nie zmusi go do polubienia jakiegokolwiek Ślizgona. Z resztą z wzajemnością. 
Co innego działo się z Nicole. Od pewnego czasu zaczął jej się śnić ten sam głos, co kiedyś pomógł jej rozwikłać zagadkę jej pochodzenia. We śnie Nicole słyszała delikatny, kobiecy głos, mówiący - To twoje przeznaczenie, jesteś wybraną. - Słowa te nie dawały Nicole spokoju. Próbowała znaleźć coś na ten temat w bibliotece w dziale: Wizje i sny, a także zaglądnęła do książek z niezrozumiałego dla niej przedmiotu jakim jest wróżbiarstwo. Były to książki takie jak: Sny prorocze, czy Sny i mary. Niestety Nicole nie dowiedziała się nic konkretnego z tych dzieł, więc postanowiła dać temu spokój. Miała nadzieję, że sprawa wkrótce się rozwiąże
sama, albo chociaż przestanie jej się śnić ten głos.
W świecie czarodziejów również zaczęło się źle dziać. Kilka tygodni po pamiętnym meczu do Hogwartu zaczęły napływać złe wieści. Sowy przyniosły uczniom Proroka Codziennego, w którym zamieszczony był artykuł o ucieczce dziesięciorga więźniów. Byli to najzagorzalsi słudzy Voldemorta. Prorok Codzienny o ucieczkę tak groźnych więźniów oskarżał Syriusza, który dwa lata wcześniej też uciekł z Azkabanu, a oprócz tego wśród więźniów była kuzynka Blacka, Belatrix Lestrange. Do coraz większej liczby osób docierał fakt, że Voldemort powrócił. W Hogwarcie uczniowie czuli się w miarę bezpiecznie, jednak wszyscy czuli grozę jaką niosła ze sobą ta ucieczka.


***
Rozdział w piątek, gdyż na weekend wyjeżdżam. Mam nadzieję, że notka się podoba.
Do matury zostało już tylko trochę ponad tydzień. Są tu jacyś maturzyści? Jak idą przygotowania?
Pozdrawiam i życzę miłego czytania,
Absolwentka szkoły średniej, AniaXXX.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 27


Mecz Ślizgoni vs. Krukoni zbliżał się wielkimi krokami. Po szkole rozniosła się już wieść, że Nicole nie będzie mogła zagrać w tym meczu. Krukoni poczuli się dużo pewniej, gdy okazało się, że nie będą grać przeciwko jednej z niewielu, która pokonała Harry'ego Pottera. Jednak Ślizgoni się tym nie przejmowali, ćwiczyli ciężko mając nadzieję, że kapitan w roli szukającego ich nie zawiedzie. Zamiast Dracona trzecim ścigającym został jakiś siedmioroczny Ślizgon. Czym bliżej było meczu tym atmosfera między grającymi domami była gęściejsza. Jednak ten dzień wreszcie nadszedł. Nicole źle się czuła z tym, że nie może grać, ale nic nie mogła na to poradzić. Wszyscy uczniowie zebrali się na stadionie, przywitał ich jak zwykle Lee Jordan, który komentował każdy mecz. Wybiła godzina 11:00 i mecz się rozpoczął. Nicole, Vanessa i Camile siedziały w towarzystwie reszty Ślizgonów i gorąco kibicowały swojej drużynie. Okazało się, że Krukoni postanowili grać agresywnie, więc i Ślizgoni nie byli im dłużni. Pani Hooch często przerywała grę, aby zarządzić rzut wolny. Obie drużyny zdobywały punkty, jednak to Ślizgoni po godzinie gry wygrywali 110 do 80. Wtedy stało się coś, przez co wszyscy wstrzymali oddech. Jeden z pałkarzy Krukonów wysłał tłuczka w stronę Dracona, który leciał po znicz. Ne nieszczęście blondyna trafił go w głowę. Draco zaczął spadać w dół. Blaise i Sam szybko zareagowali i już lecieli w jego stronę. Camile krzyknęła przerażona i zamknęła oczy nie chcą widzieć jak Draco uderza w ziemię lecąc z tak dużej wysokości. Natomiast Nicole nie mogła oderwać od niego wzroku. Bała się o chłopaka, był jej takim prawie przyjacielem i nie chciała, aby coś mu się stało. Na szczęście Blaise zdążył na czas, złapał blondyna, ale pod wpływem ciężaru sam zsunął się z miotły. Na szczęście jego chwyt trochę zneutralizował upadek. Nicole z trybun zauważyła, że Draco krwawi. Złapała Camile za rękę i pobiegły razem z Vanessą w stronę boiska. Gdy Ślizgoni z niepokojem przypatrywali się rozwojowi wydarzeń, bojąc się o kapitana, Krukoni wykorzystali okazję i Cho Chang, będąca ich szukającą, złapała znicza. Mecz zakończył się zwycięstwem niebieskich, jednak przeciwnicy na razie się tym nie przejmowali. Dracona, leżącego na ziemi, okrążyła cała drużyna, po chwili wokół nich zebrali się sami Ślizgoni na czele z Camile, Nicole i Vanessą. Po chwili na horyzoncie pojawiła się pielęgniarka.
- Przepuśćcie mnie, przecież ten chłopak potrzebuje pomocy! - Pielęgniarka przeganiała uczniów próbując dostać się do Dracona. Gdy jej się to udało przeniosła go na wyczarowane nosze i skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Za nią ruszyła cała drużyna wraz z Camile, Nicole i Vanessą. Gdy byli już na miejscu pani Pomfrey zajęła się Draconem, więc nie zwracała uwagi na mały tłumek zbierający się w Skrzydle Szpitalnym. Po niedługim czasie do uczniów dołączył Severus Snape, chcąc się dowiedzieć w jakim stanie jest jego uczeń. 
- Co mu jest Poppy? - zapytał mężczyzna, gdy pielęgniarka owijała bandażem głowę Dracona.
- Ma wstrząśnienie mózgu. W najgorszym wypadku po przebudzeniu będzie miał amnezję, ale myślę, że do tego nie dojdzie. Dzięki panu Zabiniemu nie ma większych obrażeń spowodowanych upadkiem, miał tylko pęknięte żebra, ale z tym już sobie poradziłam.
- Kiedy się obudzi? - zapytała Camile ze strachem w głosie.
- Prawdopodobnie za kilka godzin - odpowiedziała pielęgniarka. - A teraz proszę wyjść. Pacjent potrzebuje spokoju. - Kobieta wróciła do swojego stanowczego tonu i zaczęła wyganiać wszystkich, nie udało jej się to tylko z Camile, która stwierdziła, że nie wyjdzie stąd dopóki jej brat się nie obudzi. Gdy cała drużyna z Nicole i Vanessą udały się do Pokoju Wspólnego tam wszyscy Ślizgoni złorzeczyli na Krukonów, którzy nie dość, że wygrali to jeszcze znokautowali ich kapitana.
- Wiecie co nie chce mi się tak siedzieć. Idziemy na spacer? - Nicole swoje pytanie skierowała do siedzących obok niej Snape'ów, Blaisa i Pansy. - Pójdziemy teraz na spacer, za godzinę jest obiad, więc po nim zaniesiemy Cami coś do jedzenia. - Wszyscy się z nią zgodzili nie chcąc siedzieć bezproduktywnie. Wyszli na błonia, rozmawiając o dzisiejszych wydarzeniach. Niestety ich plan spędzenia spokojnie czasu do obiadu musiał ktoś zaburzyć. Tym kimś był rudowłosy gryfon.
- Jak się czujecie jako przegrani? - zaczepił ich Ron z niby troską w głosie.
- A co cię to obchodzi? - warknął Blaise
- Blaise, bądź wyrozumiały. On chce żebyśmy się poczuli tak jak on czuje się na co dzień. - Nicole uśmiechnęła się słodko, wiedząc, że to wkurzy rudowłosego przyjaciela jej brata.
- No tak, w końcu jako kolejny syn w takiej rodzinie on z zasady jest przegrany - odparł Zabini.
- Blaise, nie warto obrażać całej rodziny. Poznałam kilku Weasley'ów i nie każdy jest takim idiotą jak Ronald, właściwie to z tych poznanych tylko on jest taki. - Nicole nie chciała żeby ktoś  obrażał resztę rodziny Weasley'ów. Oni naprawdę byli w porządku.
- Muszę przyznać rację Niki, tylko on jest takim przypadkiem - zaśmiał się chamsko Sam.
- Sami jesteście idiotami - odparł gniewnie rudowłosy.
- Nie umiesz sam wymyślić jakiejś riposty?
- Vane czego ty od niego wymagasz, przecież z takim mózgiem, a właściwie z jego brakiem nie da rady wymyślić czegoś sam.
- Dobra ludzie, chyba nie mamy zamiaru zarazić się jego głupotą. Idziemy? - zapytała Nicole widząc, że zbliża się do nich Harry z Hermioną.
- Tchórzysz? - zapytał Gryfon
- Raczej nie chcę abyś pokłócił się z moim bratem - stwierdziła patrząc na Harry'ego, który właśnie do nich podszedł.
- Ron po co się z nimi kłócisz, skoro i tak wiesz, że ze Ślizgonami nie wygrasz? - zapytał czarnowłosy.
- Zawsze widziałam, braciszku, że wierzysz w nas bardziej.
- Raczej jestem świadomy, że jesteś tak uparta, że nie dasz wygrać Ronowi w słownej utarczce, a towarzystwo Malfoy'ów czy Snape'ów wpływa na ciebie wyjątkowo twórczo - zauważył ze śmiechem Harry.
- Widzisz Weasley, nawet Potter wie, że nie dasz nam rady. - Sam uśmiechnął się w stronę czarnowłosego Gryfona i jakby umawiając się z resztą, odwrócili się od Gryfonów i ruszyli w stronę zamku na obiad, nie zwracając uwagi na krzyczącego Ronalda. Po posiłku nałożyli na talerz trochę zapiekanki i poszli do Skrzydła Szpitalnego.
- Wiedzieliśmy, że się stąd nie ruszysz, dlatego musieliśmy zadbać żebyś coś zjadła - stwierdziła Nicole widząc zdziwiony wzrok blondynki skierowany w stronę talerza, który trzymała Vanessa.
- Dzięki. - Camile uśmiechnęła się i zaczęła jeść, co chwilę patrząc z troską na nieruchomego brata. Gdy Camile spożywała posiłek reszta zaczęła opowiadać jej o utarczce z Ronem. Dziewczyna śmiała się z nimi, na chwilę odrywając myśli od Dracona. Ich rozmowy przerwał słaby głos dochodzący z łóżka.
- Potter, czy ty musisz mnie nawiedzać nawet wtedy, gdy czuję się jakby przejechał po mnie czołg.
- Taki twój los - zaśmiała się Nicole. - Skoro się obudziłeś to muszę cię trochę pomęczyć moją obecnością.
- Co się stało? - zapytał Draco wreszcie otwierając oczy.
- Graliśmy mecz z Krukonami. Pamiętasz? - zapytał Blaise z niepokojem z głosie
- A czemu miałbym nie pamiętać. Interesuje mnie czemu tu leżę, zamiast świętować zwycięstwo.
- Oberwałeś tłuczkiem w głowę, gdy spadałeś Chang złapała znicza. Przegraliśmy. Blaise złapał cię w locie, dzięki czemu miałeś tylko pęknięte żebro, no i rozwaloną głowę przez tłuczek.
- Pierdole, nigdy więcej nie gram jako szukający. - Draco złapał się za twarz i ponownie zamknął oczy.
- Nie musisz się martwić w następnym meczu już będą mogła grać.
- I chwała ci za to, Potter.
Rozmowę młodzieży ze swojego gabinetu usłyszała pani Pomfrey, która od razu znalazła się przy Draconie.
- Panie Malfoy, jak się pan czuje?
- Jakby po nim czołg przejechał - odpowiedziała za chłopaka Nicole.
- Proszę sobie żartów nie robić i wyjść. Pacjent potrzebuje spokoju, a nie śmiechu - oznajmiła kobieta wyganiając młodzież, która wyszła bez żadnych sprzeciwów, słysząc jeszcze narzekania Dracona, gdy pielęgniarka zaczęła go badać. Tym razem już z Camile i w dobrych humorach skierowali się do Pokoju Wspólnego.

***
Dziś trochę krótko, ale ogólnie jestem zadowolona z rozdziału. Pokazała się też oczekiwana sprzeczka Rona ze ślizgonami. Mam nadzieję, że się podoba. Następny rozdział za dwa tygodnie.
Pozdraiam, 
AniaXXX

piątek, 27 marca 2015

Rozdział 26


Powrót do szkoły po dłuższym wolnym zawsze jest ciężki. Na nowo trzeba się przyzwyczaić do wczesnego wstawania, obowiązków i nawału nauki. Przekonali się o tym też uczniowie Hogwartu, a w szczególności ci z piątego i siódmego roku, gdyż to właśnie ich czekały ważne egzaminy za pół roku. Więc to właśnie ich można było najczęściej spotkać w bibliotece, czy gdziekolwiek indziej, ślęczących nad książkami. Nicole, Camile i Vanessa nie odstawały od tej zasady. Zazwyczaj uczyły się też w towarzystwie Sama, Blaisa i Dracona, jednak chłopaki teraz ostro ćwiczyli przed meczem z Krukonami. Nicole było przykro, że nie może z nimi ćwiczyć, ale uzdrowiciel wyraźnie jej tego zabronił. Dziewczyna bała się reakcji kapitana na jej niedyspozycję podczas kolejnego meczu, ale Malfoy pozytywnie ją zaskoczył. Gdy wrócili do szkoły Snape'owie i panna Potter, szybko znaleźli się w towarzystwie innych Ślizgonów w pokoju wspólnym. Tam Camile dorwała Nicole.
- Nic ci nie jest? Czytałam w gazecie, to musiało być straszne. Tak mi przykro - stwierdziła blondynka na jednym wdechu. Nicole domyślała się, że właśnie taka będzie jej reakcja, gdyż już dzień po zdarzeniu na cmentarzu, we wszystkich czarodziejskich, zarówno francuskich, jak i angielskich, gazetach pojawiła się informacja o złapaniu mordercy jednego z najlepszych ministrów Francji i jego żony. Gazety wydrukowały oficjalne ogłoszenie szefa biura aurorów, oraz relacje zdarzenia z cmentarza.
- Spokojnie Cami, już nic mi nie jest - powiedziała ze śmiechem czarnowłosa. - Cieszę się, że już po wszystkim. Tylko jest jeden problem - rzekła z zakłopotaniem patrząc na Dracona.
- Co jest? - zapytał sucho Malfoy.
- Nie mogę grać w Quidditcha przez miesiąc, bo oberwałam w ramię, którego nie mogę nadwyrężać
- Po miesiącu lenistwa czeka cię intensywny trening. Jak nie będziesz w formie na meczu z puchonami to lepiej mi się na oczy nie pokazuj - dziewczyna na te słowa uśmiechnęła się szeroko.
- Jasne Draco, nie masz się co martwić – powiedziała.
Nicole, siedząc w bibliotece i przypominając sobie tę sytuację, przyglądała się swojej blondwłosej przyjaciółce. Od powrotu do szkoły z domu nie była taka jak wcześniej. Często siedziała zamyślona, nie śmiała się często, a nawet jeśli to ten śmiech był jakby sztuczny i nie obejmował oczu. Za wszelką cenę nie chciała mówić o tym co się działo podczas świąt u niej w domu. Zarówno Nicole, jak i Vanessa zauważyły te zmiany w przyjaciółce, ale nie poruszały tematu widząc, że dziewczyna wyraźnie nie chce o tym rozmawiać. Do czasu.
- Cami, co się dzieje? - zapytał Nicole
- A co ma się dziać? - Blondynka wyraźnie się speszyła i jej przyjaciółki to zauważyły.
- Nie wykręcaj się. Przecież widzimy, że coś jest nie tak odkąd wróciłaś z domu po świętach - wtrąciła się Vanessa, patrząc na przyjaciółkę z nad książki od eliksirów.
- Nie wiem o co wam chodzi. Przecież nic się nie dzieje - stwierdziła i z powrotem zaczytała się w podręczniku od transmutacji.
- Camile wiesz, że możesz nam powiedzieć wszystko. Porozmawiaj z nami - poprosiła Nicole.
- Nie mogę, chciałabym, ale nie mogę. - W oczach Malfoy pojawiły się łzy.
- Dlaczego?
- Nie mogę. - Popatrzyła na nich z prośbą w oczach, ale widząc ich nieugięte miny skapitulowała. - Nie tutaj. Skończmy to. - Wskazała na rozpoczęte eseje. - Potem pójdziemy do pokoju życzeń.
- O nie kochana. Skoro mamy porozmawiać to teraz pójdziemy do pokoju życzeń. Potem to ty się nam wykręcisz.
- Ale transmutacja... - Chciała zaprotestować, ale widząc jak Nicole zaczęła chować rozłożone pergaminy i książki zrezygnowała.
- Zrobimy jutro na Historii Magii, ja też jeszcze nie skończyłam - stwierdziła Potterówna. Już dziesięć minut później trzy dziewczyny wchodziły do pokoju życzeń, dziś wyposażonego w wygodne fotele i stolik na którym pojawiły się trzy parujące kubki z kakao.
- To teraz się spowiadaj - powiedziała Vanessa, gdy już wszystkie trzy rozsiadły się wygodnie.
- Chodzi o Draco. On dostał misję - zaczęła przyglądając się swoim paznokciom, byle nie patrzeć na przyjaciółki. - On musi... Niki on musi przekonać ciebie do przejścia na stronę Czarnego Pana - dokończyła ze łzami w oczach patrząc Nicole prosto w oczy, które teraz wyrażały szok.
- Po co mu ja? - zapytała po chwili ciszy
- Żeby złamać Harry'ego. Wiesz przecież, że to będzie nóż wbity prosto w jego serce.
- Co Draco chce z tym zrobić? - zapytała otrząsnąwszy się z początkowego szoku.
- Nie wiem. Ale mówił, że nie chce cię do niczego przekonywać, bo dobrze wie, że to nic nie da, z resztą on nie jest kimś kto chce służyć Voldemortowi. Może w to nie uwierzysz, ale on nie chce cię skrzywdzić, pewnie w większej części ze względu na mnie, ale myślę, że nie chce cię posłać w paszczę węża.
- Wierzę ci Cami. Nie mam wam tego za złe. - Nicole wstała i podeszła do przyjaciółki, aby ją przytulić. 
- Ja też chcę! - Usłyszały trzeci głos i po chwili wszystkie trzy się tuliły, będąc świadome, że są szczęściarami mając siebie.
- Myślisz, że Draco będzie w stanie ze mną porozmawiać o tym? - zapytała Nicole, gdy już wszystkie trzy siedziały na fotelach. 
- Nie wiem, możesz spróbować.
- Camile wszystko będzie dobrze - stwierdziła Nicole i oznajmiła, że czas iść do Pokoju Wspólnego, bo niedługo zaczyna się cisza nocna.
Kilka dni później Nicole nie mogła spać, była już 12 w nocy, a ona przewracała się z boku na bok, słuchając miarowego oddechu wszystkich współlokatorek. Z powodu nienadchodzącego snu postanowiła, że zrobi sobie mały spacer po szkolnych korytarzach. Aby żaden nauczyciel jej nie złapał postanowiła wziąć ze sobą, pożyczoną kilka dni wcześniej od Harry'ego, pelerynę niewidkę. Chodziła po korytarzach, bez konkretnego celu, wspinając się coraz wyżej. Tym sposobem dotarła do najwyższej wieży w Hogwarcie, do wieży astronomicznej. Postanowiła, że zrobi sobie tu przystanek, posiedzi, popatrzy w gwiazdy, może akurat przyjdzie jej ochota na sen. Nie spodziewała się, że spotka tam kogokolwiek, a jednak los chciał inaczej. Blondwłosy Ślizgon rozglądał się z niepokojem po pomieszczeniu, słysząc zrobiony przez nią hałas. Nicole stwierdziła, że to będzie dobry czas do rozmowy, więc ściągnęła z siebie pelerynę niewidkę.
- Mogę tu posiedzieć? – zapytała.
- Skoro musisz - powiedział i z powrotem zaczął wpatrywać się w ciemne niebo. Nicole usiadła obok niego nie odzywając się. - Już wiem jak Potter'owi udawało się wywinąć ze wszystkich kłopotów - stwierdził patrząc na płaszcz, który Nicole położyła między nimi.
- Mam nadzieję, że nie powiesz mu o tym, że wiesz o istnieniu peleryny. Obiecałam Harry'emu, że nikomu o niej nie powiem.
- Więc dlaczego mi ją pokazałaś?
- Miało tu nikogo nie być. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
- To miałaś pecha - stwierdził ze złośliwym grymasem na twarzy.
- Ja bym to nazwała szczęściem, od jakiegoś czasu chciałam z tobą pogadać.
- A o czym to doskonała panna Potter chciała ze mną porozmawiać? - zapytał złośliwie.
- Jeśli myślisz, że się speszę, to się mylisz. Camile powiedziała mi co musisz zrobić - na twarzy Dracona pojawiła się powaga, wiedział, że teraz nie czas na złośliwości.
- Nie bój się, nie będę cię do niczego przekonywał. Dobrze wiem, że nie przekonam cię do bycia sługą Czarnego Pana.
- Nie tego się boję. Raczej martwi mnie to, że ciebie i Camile czeka zapewne dotkliwa kara za nie wykonanie zadania.
- Camile rozumiem, ale co cię obchodzę ja?
- Jeśli ty będziesz cierpiał to Cami też, a po drugie nie życzę ci niczego złego. Naprawdę nic do ciebie nie mam. - Po tych słowach zaległa cisza, zarówno Nicole, jak i Draco zapatrzyli się w gwiazdy. Po dłuższej chwili Nicole znowu zabrała głos. - Naprawdę nie chcę, żeby coś wam się stało, dlatego myślę, że należałoby zrobić małe przedstawienie.
- Co masz na myśli? - zapytał zaciekawiony Draco.
- Harry mówił mi, że Voldemort szczególnie upodobał sobie magię umysłu i używa często legilimencji.
- Skąd on to wie? - przerwał jej z zaskoczeniem.
- Tego nie musisz wiedzieć. - Nicole wiedziała, że Harry by nie chciał, aby jego wróg wiedział, że Voldemort włamuje się nocami do jego umysłu i pod wpływem emocji przekazuje różne wizje. - A wracając do tematu to myślę, że on może cię sprawdzać, czy w ogóle próbowałeś wykonać swoje zadanie. Jeśli odegramy kilka scenek, gdzie próbujesz mnie przekonać do przyłączenia się do ciemnej strony, wtedy będziesz mógł mu pokazać wspomnienia i być może kara nie będzie tak dotkliwa. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wtedy on nie wyczuje kłamstwa, będzie ci łatwiej go oszukać.
- Nie jest to głupi pomysł. - I tak zaczęli rozmawiać o poglądach dziewczyny dotyczących czarnej magii, wyższości czystej krwi i przyłączeniu się do Czarnego Pana. Dziewczyna mówiła pewnie o tym, że nie zgadza się z większością tych bzdur, które wyznaje Czarny Pan, a Draco obstawiał przy tym, że będzie ją namawiał. Po zakończeniu tej dyskusji Nicole nadal coś nie pasowało, więc zapytała:
- On mnie nie zostawi jeśli się nie zgodzę, prawda?
- Prawda - Malfoy postanowił jej nie okłamywać, w końcu powinna wiedzieć co ją czeka.
- Co chce ze mną zrobić?
- Jeśli mi się nie uda porwie cię i zabiję, a twoje ciało przekaże Potter'owi - powiedział szczerze. Sam dowiedział o tym dzisiaj od Snape'a. - Nadal chcesz mi pomagać?
- Owszem, z resztą jest szansa, że mu się nie uda.
- Czemu ty nie jesteś taka jak Potter. Już dawno powinnaś rzucać we mnie klątwami i przeklinać ile wlezie, ale nie. Ty jeszcze mi pomagasz. Gdyby nie to, to mógłbym bez wyrzutów sumienia sprowadzić cię do Czarnego Pana. - Widać było, że Draco jest wzburzony, a Nicole wcale się mu nie dziwiła.
- Czas najwyższy zrozumieć, że ja i Harry to dwie inne osoby - stwierdziła i oparła delikatnie głowę o jego ramię. - Nie zrobiłbyś tego, mimo wszystko jesteś za dobry. - Słowa te Draco zostawił bez odpowiedzi. Przesiedzieli w takiej pozie do samego rana, a Nicole z czasem nawet zasnęła. O 6:00 Draco szturchnął ją delikatnie i po słowach - Potter wiem, że jestem wygodny, ale najwyższy czas zbierać się stąd - poszli do swoich dormitoriów, aby przyszykować się na lekcje.
Draco i Nicole spotykali się zawsze pod osłoną nocy na wieży astronomicznej i tam rozmawiali o przyłączeniu się do Voldemorta. Tylko w tych momentach otwierali się na siebie, a Draco nie ignorował jej, tak jak robił to w dzień. Te chwile spowodowały, że w jakiś sposób zbliżyli się do siebie. 

***
Kolejny rozdział gotowy. Doszłam do wniosku, że do momentu zdania matury rozdziały będą się pojawiały co dwa tygodnie, a potem się zobaczy ;) Mam nadzieję, że dla was nie jest to zbyt długi czas oczekiwania.
Miłego czytania, pozdrawiam,
AniaXXX

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 25


Gdy Nicole obudziła się 25 grudnia, wiedziała, że to będzie trudny dzień dla niej i dla Laury. Właśnie dziś przypadała pierwsza rocznica śmierci ich rodziców. Siostry po przebudzeniu razem z Vanessą, w ciszy skierowały się do jadalni. Tam przywitał je świąteczny gwar rozmów.
- Jak tam prezenty się podobały? - zapytał Harry, gdy Nicole usiadła obok niego
- A jeszcze nie odpakowałyśmy.
- Najpierw śniadanie, potem prezenty - zarecytowały razem siostry Robespierre.
- Czemu? - zdziwił się Harry.
- Zawsze tak robiłyśmy, razem z rodzicami. - Delikatny uśmiech zmył się z jej twarzy.
- Nicole? - odezwała się niepewnie Laura, nie musiała więcej tłumaczyć, bo Nicole od razu zrozumiała o co jej chodzi.
- Wiem. Odwiedzimy ich dzisiaj.
- A gdzie to się wybieracie? - zapytał Syriusz.
- Do Francji. - Wszyscy od razu zrozumieli nieciekawy humor dwóch dziewczyn
- Jak chcecie to teleportuję was do Francji - zaproponował Remus.
- Nie trzeba, dostaniemy się przez kominek do Robespierre Manoir.
- A kiedy się tam wybieracie? - zapytał Syriusz.
- Najpierw śniadanie, potem trzeba zobaczyć co nam Gwiazdor przyniósł, co nie Młoda? - Nicole szczerze uśmiechnęła się do Laury, aby trochę poprawić jej humor. - Więc pewnie za jakieś dwie godzinki.
Po śniadaniu dziewczyny skierowały się do swojego pokoju, aby sprawdzić jakie prezenty dostały. Za nimi poszła cała młodzież, po za niezadowolonym Ronem, którym Nicole nie miała zamiaru się przejmować. Do młodzieży dołączyli również Syriusz i Remus, którzy jak twierdzili wolą przebywać z młodymi, żeby nie zdziadzieć. Dziewczyny zaczęły otwierać prezenty. Dostały różnego rodzaju błyskotki, ciuchy, jakieś książki, dostały nawet sweter od pani Weasley, jak się później okazało robiony własnoręcznie przez kobietę.
- Was też nie ominęła tradycja Weasley'ów - zaśmiała się Ginny. Sweter Laury był błękitny, natomiast Nicole zielony. Po rozpakowaniu wszystkich prezentów siostry zaczęły się przygotowywać do wyjścia. Wreszcie pół godziny później ruszyły do Robespierre Manoir. Przez kominek dostały się do swojego domu. Tam zastały Madame Fabienne i pana Bernarda Russeau, ich rodzinnego prawnika. Kobieta bardzo się ucieszyła, gdy je zobaczyła.
- Dziewczynki, tak się cieszę, że was widzę. Jak się dzisiaj czujecie?
- Jakoś - stwierdziła Laura.
- Tak myślałem, że dzisiaj tu będziecie - stwierdził pan Russeau.
- Dzień dobry. A co pan w ogóle tu robi? - zapytała Nicole.
- Czekam na was. Wiem, ze chcecie odwiedzić rodziców i myślę, że powinnyście mieć ochronę, gdy będziecie szły na cmentarz.
- Po co? - zapytały równocześnie siostry.
- Bo każdy może się domyślić, że córki odwiedzą grób rodziców w rocznice ich śmierci. Boimy się, że mogą was zaatakować, a aurorzy maja nadzieje, że ich złapią.
- Ale jeśli ten kto za... zabił naszych rodziców, zobaczy z nami aurorów to na pewno nie zaatakują - dokończyła Nicole po chwilowym zawahaniu.
- Prawdopodobnie będą się wtedy bali, dlatego aurorzy będą pod kameleonem. Zawiadomię ich zaraz jeśli chcecie iść już na cmentarz.
- Dobrze proszę pana - zgodziła się Nicole. - Młoda może zostaniesz?
- Chyba żartujesz?!
- Nie krzycz, po prostu boję się, że coś ci się stanie.
- Ty możesz ryzykować, a ja już nie?
- Dobrze, przepraszam. - Nicole spojrzała na niższą dziewczynę przepraszająco. - Martwię się o ciebie.
- A ja o ciebie, więc idziemy razem. - W tej chwili do domu weszło pięciu aurorów i pan Russeau. Auror dowodzący powiedział im jak wszystko będzie wyglądać. Oddelegował jednego młodego podwładnego do osobistej ochrony sióstr Robespierre, reszta miała się zająć obserwowaniem otoczenia i w razie potrzeby łapaniem atakujących. Aurorzy rzucili na siebie zaklęcia kameleona i wyszli za dziewczynami z domu, które postanowiły się przespacerować na cmentarz. Gdy doszły na miejsce i stanęły przed grobowcem rodu Robespierre już nie myślały o czyhającym na nich niebezpieczeństwie, po prostu zatopiły się we wspomnieniach o rodzicach. Obie dziewczyny przypomniały sobie piękny uśmiech, który rozświetlał twarz ich matki, jej spokojny głos, jej cierpliwość i dobroć. Pamiętały też tubalny głos ojca, jego śmiech i żarty, z których zawsze się śmiały i jego pocieszające słowa, gdy czegoś się bały. Pamiętały jak rodzice opowiadali im bajki na dobranoc, gdy były małe. Jak mama zawsze robiła im pyszne śniadania, oraz jak, mimo zajmującej pracy, zawsze mieli dla nich czas. Obie dziewczyny, choć różne, tak samo tęskniły za rodzicami. W oczach i jednej, i drugiej można było dostrzec łzy, gdy zrozumiały, że to co pamiętają już nigdy nie powróci, że już nigdy nie będą mogły przytulić się do rodziców, już nigdy nie będą mogły zasięgnąć ich rady. Ich rozmyślania przerwał mężczyzna, który stanął obok nich. Miał na sobie szatę czarodziejską i czapkę, która chroniła jego głowę przed mrozem.
- Pewnie za nimi tęsknicie? - zapytał mężczyzna. Nicole wydawał się on dziwnie znajomy, ale jakoś nie potrafiła dopasować twarzy do imienia.
- Kim pan jest? – zapytała.
- Rodzice wam o mnie nie opowiadali? - zapytał z sarkazmem. - No tak, kto by opowiadał o zakale rodziny, rodu Robespierrów. - Następne wydarzenia wydarzyły się bardzo szybko. Mężczyzna wyciągnął pistolet i strzelił w stronę niczego niespodziewających się dziewczyn. Nicole, gdy zauważyła szybki ruch obcego chwyciła Laurę i osłoniła ją, odwracając się. Dzięki temu zamiast dostać w serce, gdzie celował mężczyzna, kula trafiła ją w ramię. Aurorzy natychmiast otoczyli mężczyznę, który zaczął się wyrywać.
- Ja muszę je zabić! One zadośćuczynią mojej krzywdzie! - Mężczyzna wierzgał i krzyczał, ale nie bronił się przed zaklęciami aurorów, którzy szybko go unieruchomili. Po prostu wpadł w szał.
Nicole natomiast bladła w oczach. Auror przydzielony do ich ochrony, szybko znalazł się przy niej. A Laura stała w szoku, jakby nie wiedząc co się dzieje. Gdy ujrzała krew, która przesiąkła przez kurtkę Nicole ocknęła się z szoku i zaczęła płakać przytulając się do starszej dziewczyny. Była dzieckiem i choć przeżyła już sporo, jak na swój wiek, to nie mogła zrozumieć, dlaczego ktoś postrzelił jej siostrę.
- David, pomóż mi! - zawołał auror zajmujący się bezpośrednią ochroną sióstr, próbując odciągnąć Laurę od Nicole. Wołany mężczyzna podszedł od razu i zajął się uspokajaniem blondynki.
- Laura - powiedział delikatnie. - Laura! - powtórzył głośniej, gdy nie zauważył reakcji z jej strony. - Pomożemy twojej siostrze, ale musisz nam na to pozwolić! Nicole przeżyje pod warunkiem, że ją puścisz! - Wszyscy wiedzieli, że to drastyczny sposób na uspokojenie dziewczynki, ale Davida to nie obchodziło, jeśli tylko zadziałało. Laura odsunęła się od Nicole, jednak łzy nie przestały jej lecieć. Drugi auror zajął się w tym czasie starszą dziewczyną, która szybko traciła krew. Niedoszły morderca musiał trafić w tętnicę. Ściągnął jej kurtkę, transmutując ją jednocześnie w bandaż uciskowy. Potem szybko owinął jej ramię bandażem, zaciskając mocno.
- Dasz radę wstać? – zapytał.
- Tak - odpowiedziała tylko. Auror pomógł jej podnieść się.
- Szefie, potrzebujemy świstoklika. Przy tak dużym upływie krwi ona zemdleje mi przy teleportacji, a to raczej nie wskazane - powiedział auror pomagający utrzymać się Nicole w pionie. Główny dowodzący zamienił kawałek papieru wyciągniętego z kieszeni i zamienił go w świstoklika, który chwilę później przeniósł dwóch aurorów, Laurę i Nicole do szpitala, potem mężczyzna zajął się odprowadzaniem więźnia do Ministerstwa Magii. W szpitalu Nicole szybko znalazła się pod opieką uzdrowicieli i już godzinę później miała wyjętą kulę z ramienia i odpoczywała w sali pooperacyjnej. Towarzyszyła jej Laura, która bardzo przejęła się stanem siostry.
- Młoda, już teraz wszystko będzie dobrze. On został wreszcie złapany. Zostanie ukarany za to co zrobił, nie musimy się już o to martwić. - Nicole pocieszała blondynkę.
- Cieszę się, że już nic ci nie jest - uśmiechnęła się Gryfonka.
- Ja też. Tylko uzdrowiciel powiedział, że przez następny miesiąc nie mogę nadwyrężać ręki, bo kula pogruchotała kość, co łączy się z tym, że nie mogę grać w Quidditcha, bo to prawa ręka. Nie wiem jak przekażę tą wiadomość Malfoy'owi, przecież on mnie zabije - zażartowała Nicole.
- A z kim gracie?
- Z Krukonami. - Przez następne pół godziny siostry wymyślały sposoby delikatnego przekazania tego faktu Draconowi. Niestety nic nie wymyśliły. Ich rozmowę przerwało wejście madame Fabienne.
- Och Nicole, jak ty się czujesz. Gdy usłyszałam, że cię postrzelili tak się bałam, na szczęście uzdrowiciele mówią, że już nic ci nie jest. Jak wy się czujecie? - zapytała z troską.
- Niech pani nie panikuje, już jest wszystko dobrze – uspokoiła ją Nicole. W tej chwili do sali weszli dwaj aurorzy. Nicole rozpoznała w nich dowodzącego aurora oraz tego co jej pomagał.
- Jak się czujesz? - zapytał jeden z nich.
- Teraz już dobrze. Czy wiadomo już kto to był i czemu to zrobił? - zapytała niecierpliwie Nicole.
- Właśnie w tej sprawie tu jesteśmy. Mężczyzna, który dzisiaj cię postrzelił nazywa się Joseph Robespierre. Jest on też odpowiedzialny za zabójstwo waszych rodziców. - Po tych słowach w sali zapadła cisza, na twarzach trzech kobiet widoczny był szok.
- Ale kim on jest? - zapytała niepewnie Nicole
- Jest to brat waszego ojca. Zanim posypią się pytania, opowiem wam dlaczego to zrobił. Został przesłuchany pod veritaserum, więc to nie zmyślona bajka. Joseph chciał się zemścić na starszym o rok bracie. Uważał, że w przeszłości zawsze dostawał mniej niż powinien, że rodzice bardziej kochali starszego syna, i wreszcie, że dziewczyna, która według niego należała się mu, wybrała starszego. Kilka lat później Jacob i Joseph konkurowali o stołek Ministra Magii, jak wiecie w wyborach wygrał wasz ojciec. Od tamtego czasu nikt nie wiedział gdzie podziewa się Joseph, który postanowił zniknąć i przez osiemnaście lat planował zemstę. Chciał zabrać swojemu bratu wszystko, dlatego postanowił zabić jego i całą jego rodzinę na oczach jego wyborców. Jak się okazało udało mu się to w połowie, bo wy nie pokazałyście się na wystąpieniu świątecznym pana Ministra. Dlatego w pierwszą śmierć brata czekał na was na cmentarzu, pewny, że się pojawicie.
- Czy to już koniec? - zapytała zszokowana i blada Nicole.
- Tak. Mężczyzna działał sam, jutro odbędzie się rozprawa i zostanie skazany na dożywocie do więzienia.
- To dobrze - stwierdziła Nicole i przytuliła się do Laury, która w tej chwili potrzebował wsparcia.
Ze szpitala Nicole wyszła już dzień później. Dostała się do Robespierre Manoir, gdzie czekał na nią Remus, który dowiedział się wszystkiego. Z jego pomocą, razem z Laurą, wróciły na Grimmauld Place 12. Tam Nicole powitali zmartwieni domownicy, więc dziewczyny musiały opowiedzieć wszystko jeszcze raz.
Przerwa świąteczna pełna atrakcji minęła szybko, a zakończyła się sylwestrową imprezą zorganizowaną w Kwaterze. Młodzież wysłała państwa Weasley na cało nocny bal, bardziej w ich klimatach, a sami zaczęli organizować imprezę. Z dorosłych obecni byli Syriusz, Remus i Tonks, którzy twierdzili, że będą bawić się z młodzieżą. Nie przeszkadzali im pijani nieletni, gdyż twierdzili, że sami tacy byli w młodości. Niech się dzieciaki pobawią, póki mogą, więc w rezultacie jedyną trzeźwą osobą tej nocy była Laura, która była na to trochę za młoda. Jednak, mimo tego również świetnie się bawiła.


***
Ciężki tydzień skończył się, a tu nareszcie jest rozdział. Wyjaśniła się sprawa śmierci rodziców Laury i Nicole. Mam nadzieję, że się podoba takie rozwiązanie. Następna notka pewnie znowu za dwa tygodnie. Przepraszam, że tak długo musicie czekać, ale na pisanie mam czas tylko na weekendy.
Życzę miłego czytania, pozdrawiam,
AniaXXX

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 24


Następny dzień nie zapowiadał się dobrze, przynajmniej jeśli chodzi o pogodę. Mróz, który do tej pory się utrzymywał dając, w połączeniu ze śniegiem, aurę zimy, teraz zelżał, a termometry wskazywały temperaturę dodatnią, więc cały śnieg roztopił się, tworząc chlapę. Na dodatek padał śnieg z deszczem, więc na dworze było mokro, zimno i ponuro. To całkowicie odzwierciedlało humor Dracona, który obudził się wczesnym rankiem, usiadł na parapecie i wpatrywał się w okno. Nie chciał myśleć o tym co go dzisiaj czeka, a jednak jego myśli wciąż wracały do tego. Po kilku godzinach takiego bezczynnego siedzenia do jego pokoju ktoś zapukał.
- Draco, już 12. Dlaczego nie było cię na śniadaniu? - zapytała Narcyza wchodząc.
- Nie jestem głodny - stwierdził krótko.
- Draco, przykro mi, Severus mi powiedział co cię dzisiaj czeka i jakie zadanie masz wypełnić. Chciałabym ci pomóc, ale nie mam jak - stwierdziła z troską kobieta.
- Nie musisz, poradzę sobie - odpowiedział bez emocji.
- Draco, podczas dzisiejszej misji masz być wycofany, ale trzymaj się niedaleko Severusa, on będzie cię chronił. Wiem co możesz tam zobaczyć, ale nie możesz pokazać strachu, ojciec będzie cię obserwował. To jest twój pierwszy sprawdzian na śmierciożercę. - Kobieta zaczęła mu tłumaczyć wiedząc, że inaczej mu nie pomoże.
- Mamo ja nie chcę - powiedział i po raz pierwszy podczas tej rozmowy ściągnął maskę z twarzy. - Myślałaś kiedyś o ucieczce? – zapytał.
- Tak, ale do tego trzeba się przygotować. Obiecuję, że nie pozwolę ci przyjąć Mrocznego Znaku, ale póki ci to nie grozi musimy wytrzymać - powiedziała i przytuliła swego syna. - Pamiętaj, żeby używać oklumencji, nikt nie może się dowiedzieć o tej rozmowie - powiedziała i skierowała się do wyjścia. - I proszę, zjedz coś - stwierdziła jeszcze przed wyjściem. 
Draco trochę uspokojony skierował się do kuchni. Zawsze lubił tam jeść, nie przeszkadzały mu skrzaty krzątające się po pomieszczeniu. Pamiętał jak Zgredek, ulubiony skrzat jego i Camile, podawał im w dzieciństwie pyszną gorącą czekoladę, gdy tylko przychodzili do kuchni. Dwunastoletnim bliźniakom szkoda było, gdy okazało się, że Potter uwolnił ich małego skrzata, ale Draco, który wtedy zaczął pojmować, że zachowanie ojca nie jest w pełni idealne, zrozumiał, że Zgredkowi poza ich domem będzie lepiej. Teraz w kuchni do Dracona podbiegł Terk, który od razu z zamiłowaniem zapytał:
- Czego sobie panicz życzy?
- Dajcie mi coś do jedzenia - stwierdził sucho. Po niewielkim śniadaniu cały dzień spędził w swoim pokoju. Jego jedynym towarzystwem była Camile, która próbowała go pocieszyć i podnieść na duchu. Nie przeszkadzały jej mrukliwe odpowiedzi Dracona, po prostu chciała być z nim, bo wiedziała, że on potrzebuje jej wsparcia. Gdy przyszedł jego czas Camile przytuliła go lekko i szepnęła, że będzie czekać. Draco wyszedł z pokoju za Snapem, który po niego przyszedł. W ciszy skierowali się do salonu, gdzie czekała na nich grupka mężczyzn. Byli to Lucjusz Malfoy, Crabbe i Goyle Sr oraz Alexander Nott. Śmierciożercy, którzy wraz z Snapem zostali wytypowani przez Czarnego Pana do torturowania premiera mugoli i jego rodziny. Draco stanął przy Severusie czekając na to co go czeka. Był bledszy niż zwykle, co było nie lada wyczynem, ale jednak sprawiał wrażenie pewnego i twardego.
- Wszyscy gotowi? - zapytał Mistrz Eliksirów. Gdy reszta kiwnęła głową, mężczyzna zwrócił się do nastolatka - Draco, zaraz teleportujemy się przed dom premiera. Trzymaj się blisko mnie, albo Lucjusza, ale stój gdzieś z boku. Obserwuj co robimy, wierzę, że przyda ci się to niedługo. - Snape miał nadzieję, że młody Malfoy zrozumie, że musiał powiedzieć coś takiego, aby zachować pozory. Gdyby to od niego zależało to jego chrześniak nie musiałby uczestniczyć w tej rzezi, która się szykowała.
- Severusie nie musisz pouczać mojego syna. Poradzi sobie, a w przyszłości będzie doskonałym śmierciożercą. - Głos Lucjusz był przepełniony dumą, a Draco właśnie w tej chwili postanowił, że zrobi wszystko, aby tylko nie spełnić marzeń ojca.
- Ruszajmy - stwierdził tylko Severus. W następnej chwili pojawili się w bogatej, mugolskiej dzielnicy Londynu. Otworzyli bramkę i weszli na dróżkę prowadzącą do małego, ładnego domku. Zatrzymali się przed drzwiami, a Snape zapukał do drzwi.
- Severusie, od kiedy z ciebie taki dżentelmen. - zapytał z drwiną pan Malfoy
- Mamy się zachowywać cicho, żeby nie zleciała się tu ochrona. Pamiętaj Lucjuszu, że to ja kieruję tą misją - stwierdził czarnowłosy w momencie gdy drzwi się otworzyły.
- Panowie co tu robicie, już póź... - nie dokończył, bo Severus wepchnął go do domu, samemu wchodząc, za nim weszła reszta, a potem wyciszyli dom, tak aby z zewnątrz nie było słychać nadchodzących krzyków.
- Crabbe , Goyle przyprowadźcie resztę - rozkazał.
- Severusię, sądzę, że Draco może...
- Lucjuszu, dzisiaj Draco będzie tylko obserwował, najpierw niech się uczy. - Lucjusz nie był zadowolony, że Snape mu odmawia, a Draco chciał mu dziękować na kolanach. Nie wyobrażał sobie jak przyprowadzić ludzi na śmierć. Może gdyby chodziło o dorosłych to by sobie poradził, ale wiedział, ze nie mógłby zrobić tego dzieciom, a tu była dwójka. Weszli do salonu, Nott ciągnął za sobą mugola, tam czekali, aż pozostała dwójka przyprowadzi żonę premiera i jego dwójkę dzieci. Po chwili doszedł do nich kobiecy krzyk, a zaraz zobaczyli właścicielkę głosu, gdy Crabbe ciągnął kobietę za włosy. Za nim wszedł Goyle trzymający dwójkę dzieci za bluzki od pidżamy. Draco jeszcze bardziej zbladł, gdy zobaczył, że mężczyzna trzyma młodszego chłopczyka, który mógł mieć co najwyżej roczek, jak worek kartofli. W ten sam sposób rzucił go obok matki i ojca, którzy klękali przed śmierciożercami. Zaraz za nim starszy chłopczyk, na oko pięcioletni, został popchnięty w stronę rodziców, od razu przytulił się mocno do ojca, wybuchając płaczem. Matka przytulała drugiego, zanoszącego się płaczem, syna do piersi. Mugole patrzyli ze strachem w stronę mężczyzn, próbując uspokoić swoje dzieci.
- Co wy chcecie od nas? - zapytał gniewnie premier. - Zostawcie nas w spokoju - krzyknął.
- O nie panie premierze. Dziś czeka was ciekawa rozrywka - stwierdził Lucjusz Malfoy z sadystycznym zadowoleniem.
- Zaczniemy od dzieciaków - stwierdził Snape. Draco odsunął się najdalej jak mógł. Ze strachem patrzył na to co się dzieje. Waśnie uświadomił sobie, że zaraz będzie patrzył jak jego własny ojciec będzie torturował i zabijał roczne dziecko, na dodatek będzie się z tego cieszył. Chłopak nie rozumiał jak można być takim sadystą. Można i on to wiedział, w końcu tylko sadysta potrafi karać własne dzieci cruciatusem, a po odrodzeniu się Voldemorta, Lucjusz Malfoy i do tego się posuwał, z resztą robił to coraz częściej. Draco, aby ochronić przed tym Camile, częściej prowokował do tego ojca, wtedy gniew skierowany w stronę panny Malfoy, kierowany był w stronę Dracona. Chłopak obrywał wtedy za dwoje, ale nie przejmował się tym. Często Narcyza próbowała interweniować, ale wtedy i jej się obrywało. Nie ważne do jakiego stanu doprowadzał ją mąż, zawsze najpierw starała się zająć dziećmi, a potem sobą.
Nott wyrwał dziecko z rąk matki, teraz i ona zaczęła zanosić się płaczem, jej mąż zaczął wykrzykiwać, żeby zostawili dzieci w spokoju, a zajęli się nim. Mugole nie mogli się ruszyć, gdyż Snape unieruchomił ich. Niestety śmierciożercy nie słuchali i zaczęli torturować to dziecko. Padały różne zaklęcia, od cruciatusa, poprzez tnące, aż po łamiące. Tak małe dziecko nie mogło długo wytrzymać i zaraz po rzuceniu trzeciego zaklęcia płacz ustał, dziecko zmarło. Z ust matki rozległ się krzyk rozpaczy. Na drugi ogień poszedł starszy chłopiec. I znowu to samo. Dzieciak nie miał już siły krzyczeć, ale jeszcze żył. Snape zlitował się nad chłopcem i w jego stronę poleciał zielony promień Avady.
- Severusie zabierasz nam zabawę - zaszydził Nott.
- Zostały jeszcze dwie osoby - wskazał na kobietę, która patrzyła na dwoje martwych dzieci z szokiem i niedowierzaniem na twarzy, a z oczu płynęły łzy. Twarz jej męża nie wyrażała nic, już nie krzyczał, był jakby pogodzony z losem.
- Może się nią zabawimy? - zapytał obleśnie Goyle. Draco poczuł jak to co zjadł kilka godzin wcześniej przewraca mu się w żołądku, nie chciał patrzeć na to jak śmierciożercy gwałcą tę mugolkę. 
- Nie dzisiaj, Goyle - stwierdził sucho Snape. - Po robocie wrócisz do domu i zajmiesz się żoną, ja nie mam zamiaru patrzeć jak dochodzisz w tej szlamie - zadrwił czarnowłosy. - Zaczynajcie serię - rozkazał. Poleciały trzy cruciatusy na raz, a powietrze przeciął krzyk kobiety. Draco miał już dość. Modlił się o to, aby to się skończyło jak najszybciej. Wiedział, że nie może zamknąć oczu, by nie patrzeć na cierpiącą kobietę, bo jego ojciec, mimo, że zafascynowany torturami, to obserwował swojego syna. Gdy Lucjusz oderwał kobiecie rękę zaklęciem, Draco poczuł odruch wymiotny, jednak udało mu się to przetrzymać i zachować kamienną twarz. Dobrze zrobił, bo starszy Malfoy spojrzał na niego zaraz po rzuceniu zaklęcia. Kobieta nie wytrzymała bólu związanego z oderwaniem kończyny i zmarła. Pozostał tylko mężczyzna. Ponowili serię, wyżywali się na nim jeszcze gorzej, aż wreszcie, gdy mugol był już na skraju, Snape po raz kolejny wykazał się litością i zabił go. Po wszystkim wszyscy skierowali się do wyjścia. Gdy byli już na zewnątrz Severus wyczarował nad budynkiem Mroczny Znak i deportowali się. Misja została zakończona powodzeniem. Lucjusz Malfoy był niezwykle dumny z syna, i gdy byli już w Malfoy Manor, pogratulował mu zimnej krwi. Draco w tym momencie chciał tylko znaleźć się w swoim pokoju i próbować zapomnieć, jednak najpierw musiał wysłuchać pochwał ojca, których zdecydowanie nie chciał słyszeć. Kiedyś oddałby wszystko, żeby ojciec był z niego taki dumny, ale już nie teraz. Teraz chciał, aby mężczyzna dał mu spokój. Gdy wreszcie dotarł do swojego pokoju, zauważył leżącą na jego łóżku siostrę, która, gdy tylko usłyszała kroki, od razu się przebudziła.
- Draco - szepnęła i od razu przytuliła go mocno. - Nic ci nie jest?
- Nie - stwierdził z bólem, pierwszy raz tej nocy ściągając maskę z twarzy.
- Tak mi przykro...
- Camile ja nie chcę o tym mówić. Teraz chcę zapomnieć - przerwał jej.
- Dobrze, braciszku. Śpij, na pewno jesteś zmęczony - powiedziała i wyszła, aby mu nie przeszkadzać. Znała swojego brata na tyle, żeby wiedzieć, że teraz chce być sam. Draco skorzystał z rady siostry, wcześniej biorąc gorący prysznic, poszedł spać.

***
Dziś zacznę od pytania, jak Wam się podoba nowy szablon? Stworzyła go dla mnie Luna xdd, za co jej, jeszcze raz, dziękuję. 
Po drugie, ogromnie się cieszę, że ten blog wreszcie zyskał czytelników, komentujących czytelników. Cieszy mnie to, że jak na razie wszystkim się podoba, ale wiem, że nie może być kolorowo. Więc jeśli zauważycie błędy, a przypuszczam, że jest ich sporo, bo nie mam czasu sprawdzać, każdego rozdział kilkukrotnie, więc robię to tylko raz i nie zawsze wyłapię wszystkie, to piszcie w komentarzach. Tak samo jeśli macie jakieś uwagi dotyczące fabuły itp.
Co do opowiadania, to Amei zwróciła uwagę, że do tej pory nie ma pojawiło się żadne wyjaśnienie dotyczące matki Snape'ów. Historia Vanessy i Samuela zostanie wyjaśniona z czasem. Do tej pory zajmowałam się tylko Potterami, ostatnio przyszedł czas na Malfoy'ów, więc i na Snape'ów przyjdzie odpowiedni czas ;)
Ostatnio notki pojawiają się z dłuższymi przerwami. Jest tak ze względu na brak czasu, z resztą ostatnio wzięłam się za pisanie prezentacji maturalnej z polskiego. Matura jest dla mnie sprawą priorytetową, dlatego właśnie musicie czekać tyle czasu. Będę się starała, aby były to przerwy nie przekraczające dwóch tygodni.
Ale się rozpisałam, już nie zanudzając, życzę miłego czytania,
AniaXXX