piątek, 4 września 2015

Rozdział 40


Kolejnego dnia zły humor nie opuszczał Nicole ani na chwilę. Zaczynając od momentu obudzenia, gdzie poczuła, że rany na plecach pieką ją niemiłosiernie.
- Cholera, wczoraj, zapomniałam je posmarować - mruknęła do siebie. Jednak na razie nie przejmując się tym zeszła do jadalni na śniadanie. Tam doszło do spotkania z Laurą. Wszyscy obecni akurat już kończyli jeść posiłek, wśród nich była też młodsza panna Robespierre. Nicole od razu zobaczyła jej zaczerwienione oczy.
- Laura - zaczęła jakby bojąc się mówić dalej. Jej głos był proszący. Gryfonka nawet na nią nie spojrzała, po prostu wyszła z pomieszczenia. Nicole stała przez chwilę w szoku. Pierwszy raz blondynka tak się zachowała. Jej mała Laurka po prostu ją zignorowała. Dla Nicole najgorsza była ta obojętność. Już wolała by siostra na nią krzyczała, wtedy chociaż doszłoby do dialogu między nimi i to dałoby szanse na tłumaczenia. Nicole szybko ocknęła się z szoku, nie chciała nikomu pokazywać jak bardzo zraniona się poczuła. Nie zwracając na spojrzenie pełne współczucia usiadła przy stole i nalała sobie kawy do kubka. Widząc w jadalni tylko osoby wtajemniczone w sprawę Potterów zapytała:
- Remusie masz jakiś pomysł jak mogłabym dostać się Departamentu Tajemnic? - mówiąc to chciała oprzeć się o oparcie krzesła, ale czując pieczenie na plecach dała sobie z tym spokój. Miała tylko nadzieję, że nikt nie zauważył jak się skrzywiła z bólu.
- Jak rozumiem nie chcesz, aby ktokolwiek się o tym dowiedział? - Nie zauważyli.
- Nie jest to raczej dobry pomysł. Nie wiem czy wiecie, ale wy nie możecie nikomu przekazać informacji o aniołach życia. Te informacje są chronione nawet przed legilimencją i veritaserum. Ze mną jest tak samo, ale ja jako jedyna mogę mówić o tym swobodnie z własnej woli, dlatego wy wszystkiego się dowiedzieliście. - Jej głos był zupełnie bezuczuciowy, po prostu przekazywała im informacje. Nic więcej. - Remusie, to jak? Dałbyś radę zaprowadzić mnie tam dziś w nocy?
- Dziś? Nie powinnaś jeszcze trochę odpocząć? - zapytał zmartwiony.
- Odpoczywałam dwa dni. Nie potrzebuję więcej. Z resztą czym szybciej tym lepiej. Więc? - Nicole była zła, ale nie chciała się na nikim wyżywać, dlatego trzymała nerwy na wodzy. Jeszcze.
- Dobrze - odparł Remus ze zrezygnowaniem. - Wyruszymy o 22:00. Kogo chcesz jeszcze zabrać?
- Nikogo.
- Ale Nicole...
- Nie, Harry. Wizytę w Ministerstwie trzeba zachować w tajemnicy, dlatego pójdzie tam jak najmniej ludzi. Nie brałabym nikogo ze sobą, ale potrzebuję pomocy w dostaniu się do Sali Śmierci, dlatego to Remus idzie ze mną. I tylko on - wyjaśniła ostrym tonem. Harry przestał się odzywać, właściwie to nikt więcej się nie odzywał. Wszyscy byli świadomi podłego nastroju Nicole, więc nikt nie chciał jej się narażać. A panna Potter chciała tylko dopić kawę i wyjść z pomieszczenia pełnego ludzi. Jedynym jej marzeniem było zamknąć się w pokoju i nie wychodzić. Wiedziała, że najpierw będzie musiała poprosić kogoś o posmarowanie jej pleców, bo te piekły ją coraz bardziej.
- Może byś coś zjadła? - zapytał Syriusz widząc, że Nicole tylko pije kawę.
- Nie chcę jeść.
- Ale...
- Nie jestem głodna. Jeśli będę to wtedy coś zjem - oznajmiła i odłożyła pusty kubek na stół. Niestety zrobiła to ze zbyt dużą siłą, więc naczynie pękło. - Cholera - warknęła chwytając różdżkę. - Reparo - i kubek był cały. - Przepraszam - mruknęła widząc spojrzenia pełne szoku. Nie mogąc wytrzymać tych natarczywych spojrzeń Nicole wstała chcąc udać się do swojego pokoju. Jednak przed wyjściem z jadalni zatrzymała się. - Camile, mogłabyś mi w czymś pomóc? - dziewczyna pełna zdziwienia kiwnęła głową i wstała idąc za przyjaciółką. Gdy już znaleźli się w pokoju czarnowłosej, Nicole chwyciła słoiczek z maścią i zapytała:
- Posmarowałabyś mi plecy?
- Jasne, daj. - Nicole podała jej maść i odwróciła się ściągając z siebie bluzkę. - Ile razy powinnaś je smarować? - zapytała ciekawa Camile.
- Dwa razy dziennie.
- To kto pomógł ci wczoraj? - Nicole właśnie w myślach przeklinała domyślność i inteligencje blondynki.
- Rano uzdrowiciel, a wieczorem nikt. - Po wypowiedzeniu tych słów syknęła z bólu czując jak Camile mocniej przycisnęła dłoń do jej ciała.
- Przepraszam. Powinnaś być bardziej odpowiedzialna i już wczoraj poprosić o pomoc. Skończyłam, możesz się ubrać.
- Dzięki. Wiem, że powinnam, ale wczoraj nie miałam do tego siły.
- Niki, może chcesz porozmawiać? - zapytała blondynka zmartwionym głosem.
- Nie chcę - warknęła w odpowiedzi.
- Daj sobie pomóc.
- Nie potrzebuję pomocy! - Nicole podniosła głos. - Wyjdź zanim powiem coś co zrani ciebie i mnie - powiedziała ciszej, ale z widocznym bólem na twarzy. Camile chwilę zastanawiała się nad tym, aż wreszcie zrezygnowała i skierowała się do wyjścia, jednak zanim wyszła powiedziała:
- Pamiętaj, że nie zostawimy cię z tym samej. - Wyszła.
A Nicole nie wiedziała co ze sobą zrobić. Czuła, że wszystkie jej uczucia mieszają się. Sama już nie wiedziała co jest dla niej ważne, co i do kogo czuje. Wydawało jej się, że jest z nią coraz lepiej, ale dzisiaj była w totalnej rozsypce, a energia roznosiła ją od środka. Dlatego zamknęła i wyciszyła pokój, odrzuciła różdżkę i zaczęła wyżywać się na rzeczach martwych. Rozrzuciła i rozerwała pościel, porozrzucała wszystkie swoje ciuchy i książki po pokoju, zrzuciła wszystko co stało na biurku, w tym małą kulę śnieżną, którą dostała od rodziców jak miała sześć lat, a która właśnie się rozbiła. Rozbicie tej kuli było punktem zwrotnym w zachowaniu Nicole. Gdy dziewczyna zobaczyła, że jedna z niewielu pamiątek po francuskich rodzicach jest zniszczona wyglądała tak jakby ból wewnętrzny ją powalił. Usiadła na środku pokoju w całym tym bałaganie i zaczęła płakać. Jak nigdy nie płakała, tak teraz pogrążyła się w wielkiej rozpaczy. Zawsze była twarda, a łzy były dla niej okazaniem słabości. Po godzinie ciągłego szlochu powoli się uspokajała. Przyciągnęła do siebie rozerwaną poduszkę, przytulając się do niej, położyła się na podłodze i zasnęła powalona bólem. Obudziła się kilka godzin później. Było jej lżej na sercu po tym jak mogła się wyżyć. Teraz czuła się taka pusta w środku. Spojrzała na rozbitą kulę śnieżną i w jej oczach pojawiły się łzy.
- Reparo - mruknęła. Kula była cała jednak w środku brakowało wody. - Znajdę zaklęcie, aby wyglądała tak jak wcześniej - stwierdziła z zawziętością po czym starła z policzka ostatnią łzę. Już pewniejsza siebie podniosła się z podłogi i zaczęła porządkować pokój. Pół godziny późnej pomieszczenie wróciło do poprzedniego stanu, a Nicole postanowiła wziąć prysznic. Po odświeżeniu się uznała, że powinna coś zjeść, w końcu dzisiejszego dnia, oprócz kawy, nic więcej nie miała w ustach, a zegar wskazywał już 18:00. Tak więc zeszła do kuchni, aby zrobić sobie jakąś kanapkę. Miała wielką nadzieję, że na nikogo się nie natknie, gdyż nie miała sił na konfrontacje z kimkolwiek. Niestety jej prośby nie zostały wysłuchane. Od razu po wyjściu z pokoju natknęła się na Laurę, która gdy tylko ją zobaczyła odwróciła się i ostentacyjnie ją ignorując skierowała się do swojego pokoju. A gdy już się tam znalazła trzasnęła drzwiami, aby pokazać Nicole jak bardzo jest na nią zła. Nicole w jednej chwili miała ochotę wrócić do pokoju, aby ponownie go zdemolować. Jednak opanowała się i w miarę spokojna ruszyła do kuchni. Tam również spotkał ją zawód. W pomieszczeniu był Syriusz z panią Malfoy.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam coś zjeść - mruknęła spuszczając wzrok, nie chcąc patrzeć na zmartwione spojrzenia.
- Nic się nie stało. Najwyższy czas, abyś coś zjadła - stwierdził wesołym tonem Syriusz, a Nicole w krótkiej chwili przypomniała sobie ich pogawędkę poprzedniej nocy, dzięki czemu jej humor odrobinę się poprawił. - Zostawiliśmy ci porządną porcję obiadu. - mężczyzna machnął różdżką, a przed Nicole pojawił się wielki talerz wypełniony górą ziemniaków z sosem i jakąś surówką. Kolejne machnięcie różdżką i potrawa była gorąca.
- Ty chyba żartujesz, że ja mam to zjeść? - zapytała dziewczyna przerażonym tonem.
- Nie żartuję. Inaczej sam cię nakarmię.
- Poradzę sobie - burknęła, na co Syriusz się zaśmiał.
- Jak się śmiejesz brzmisz jak pies - oznajmiła Narcyza.
- Bo to jest pies - stwierdziła Nicole z pełną buzią.
- Jak pies je to nie szczeka - warknął Łapa w stronę Nicole.
- Bo mu miska sprzed nosa ucieka - dokończyła dziewczyna. - W takim razie powtarzaj to sobie za każdym razem, gdy będziesz miał przed sobą miskę - zaśmiała się chamsko Ślizgonka jednak z coraz większym uśmiechem na twarzy. Tylko Syriusz potrafi mnie tak rozbawić - pomyślała.
- O czym wy mówicie? - zapytała zdezorientowana kobieta.
- Nie mówiłeś swojej kuzynce o tym?
- Nie. Do pewnego czasu tylko cztery osoby o tym wiedziały - stwierdził Syriusz mając na myśli Remusa, Jamesa, Petera i Lily - Jestem animagiem. Oczywiście niezarejestrowanym. Zamieniam się w psa - oznajmił.
- To teraz już wszystko rozumiem. - stwierdziła pani Malfoy, po czym razem z Syriuszem znowu pogrążyła się w rozmowie o dawnych czasach. Nicole z przyjemnością tego słuchała, dzięki czemu nawet nie zauważyła jak zjadła wszystko co dla niej przygotowali. Po posiłku odłożyła talerz do zlewu i tak, aby nie przeszkadzać Blackom wyszła z pomieszczenia. Wróciła do swojego pokoju. Czekając na godzinę 22:00 wzięła się za czytanie książki. Nawet nie zauważyła, a już było pół do dziesiątej. Wtedy właśnie usłyszała pukanie.
- Proszę - krzyknęła i czekała, aż ktoś wejdzie do pokoju.
- Hej, Niki - przywitała się Camile. - Za pół godziny idziecie dlatego przyszłam posmarować ci plecy.
- Dziękuję. - Nicole była naprawdę wdzięczna przyjaciółce pamiętając, że niezbyt dobrze potraktowała ją rano.
- Nie masz za co. Skoro ty nie chcesz o siebie zadbać, to to zadanie przypada nam.
- Nam?
- Twoim przyjaciołom. - Blondynka uśmiechnęła się delikatnie i złapała za maść patrząc wyczekująco na Nicole. Ta tylko odpowiedziała na uśmiech i odwróciła się jednocześnie ściągając z siebie bluzkę. Gdy było już po wszystkim Nicole mruknęła tylko:
- Dzięki. Ja muszę iść. - i już jej nie było. Zeszła do salonu, gdzie czekał na nią Remus. Byli tam też Syriusz i Harry.
- Gotowa? - zapytał ją chrzestny.
- Nie, ale lepiej nie będzie - zadrwiła w odpowiedzi. - Idziemy?
- Nicole, uważaj na siebie - poprosił młody Potter.
- Harry, nic mi nie będzie - zaśmiała się i wyszła z pomieszczenia słysząc jeszcze słowa Syriusza.
- Powodzenia Lunatyku. - Po chwili do Nicole dołączył Remus. Wyszli z domu i skierowali się do nieuczęszczanej uliczki.
- Jak się tam dostaniemy? - zapytała Nicole, która, ani przez chwile nie zastanawiała się nad tym dzisiejszego dnia. Tę kwestie zostawiła Remusowi.
- Wejdziemy wejściem dla interesantów. Za pół godziny będzie zmiana warty, więc przez dziesięć minut nikogo nie będzie w atrium. Tyle czasu nam wystarczy, aby przejść niezauważonym przez nikogo do wind. Na wszelki wypadek rzucę na nas zaklęcie kameleona. - Nicole kiwnęła tylko głową i złapała go za ramię, aby mógł ich teleportować. Po chwili byli już na innej ulicy Londynu, gdzie Nicole dostrzegła nieużywaną budkę telefoniczną, do której skierował się Remus. - Musimy poczekać jeszcze dziesięć minut do zmiany warty - stwierdził mężczyzna, gdy tylko zatrzymali się przy budce. Dziewczyna ponownie kiwnęła głową. - Nicole jesteś pewna, że to się powiedzie?
- Nie, ale muszę spróbować - stwierdziła. Jej twarz była nieprzenikniona, więc Remus nie mógł odczytać z niej jej uczuć.
- Ale, to jest jedyne miejsce w Anglii niezbadane przez człowieka. Oboje nie wiemy co się stanie, gdy przejdziesz przez ten łuk. - W tonie głosu Lunatyka było słychać strach o chrześnicę.
- Nie sądzisz, że to co się tam będzie działo, jest trochę mniej ludzkie, niż mogłoby się wydawać? - zapytała z sarkazmem uśmiechając się delikatnie.
- To nie jest śmieszne - żachnął się Remus. - Chodźmy, bo nie zdążymy - stwierdził wchodząc do budki telefonicznej. Nicole podążyła za nim. Tam, jak zauważyła Potterówna, wykręcił po kolei: sześć-dwa-cztery-cztery-dwa i po chwili rozległ się chłodny kobiecy głos.
- Witamy w Ministerstwie Magii. Proszę podać imię, nazwisko i sprawę.
- Remus Lupin i Nicole Potter-Robespierre. Misja ratunkowa - zakończył niepewnie, gdyż nie wiedział jak nazwać to co robią.
- Dziękuję. Proszę wziąć plakietki i przypiąć je sobie na piersi.
Dwie plakietki wysunęły się przez szparę, służącą zwykle do zwrotu monet. Nicole chwyciła jedną, na której zobaczyła napis:

NICOLE POTTER-ROBESPIERRE
MISJA RATUNKOWA
- Szanowni interesanci, przypominamy o konieczności poddania się kontroli osobistej i okazania różdżek do rejestracji przy stanowisku ochrony, które mieści się w końcu atrium. – Po tych słowach drzwi budki zadrżały, a za szklanymi ścianami chodnik nagle podjechał w górę. Nicole i Remus zaczęli zjeżdżać pod ziemię. Lunatyk w tym samym czasie rzucił na siebie i dziewczynę zaklęcie kameleona. Dwie minuty później winda się zatrzymała, a oni znajdowali się w atrium. Potem jak najszybciej dotarli do wind, jedna akurat była otwarta więc weszli tam i Remus nacisnął guzik z numerem dziewięć. W jednej chwili ruszyli, gdy już znaleźli się na odpowiednim piętrze głos z budki ponownie się odezwał.
- Departament Tajemnic - Remus i Nicole wyszli na długi, mroczny korytarz na końcu, którego jaśniały drzwi.
- Chodźmy - mruknął. Szli niewidzialni w stronę drzwi, które same się przed nimi otworzyły. Znaleźli się w okrągłym pokoju, w którym znajdowało się tuzin drzwi bez klamek. Remus ściągnął z nich zaklęcie kameleona i rozglądnął się po pomieszczeniu.
- I co teraz? - zapytała Nicole.
- Które drzwi doprowadzą nas do Sali śmierci? - zapytał głośno i wyraźnie. Ku zaskoczeniu Nicole otworzyły się drzwi na prawo od nich.
- Skąd wiedziałeś co zrobić?
- Mamy w zakonie jednego niewymownego. On mi powiedział.
- Tak po prostu? Nie chciał wiedzieć po co ci ta wiedza? - Nicole była wyraźnie zaskoczona.
- Mały confundus i nie potrzebował wiedzieć.
- Dziękuję. - Nicole była mu szczerze wdzięczna, w końcu gdyby nie on to nie wiedziałaby jak dostać się do Sali Śmierci. - Chodźmy. - mruknęła i przeszła przez drzwi. - To tu? - zapytała, gdy znaleźli się w pomieszczeniu pełnym zmieniaczy czasu.
- Nie, musimy przejść przez dwie sale zanim tam się znajdziemy – wyjaśnił. - Tam są drzwi. - Wskazał przeciwną ścianę. Gdy przeszli przez kolejne drzwi znaleźli się w długiej, prostokątnej komnacie, w której pod jedną z bocznych ścian stał ogromny zbiornik wypełniony wodą, w której pływały mózgi.
- Fuj - z obrzydzeniem mruknęła Nicole.
- Choć, tylko uważaj, żeby nie przechodzić zbyt blisko tego zbiornika, bo te mózgi mogą cię zaatakować. - Czym prędzej skierowali się do kolejnych drzwi. Znaleźli się w dużym, prostokątnym, słabo oświetlonym pomieszczeniu. W jego centrum znajdowało się podwyższenie, do którego prowadziły kamienne schody, a na którym stał kamienny łuk, przysłonięty zasłoną. Nicole jak zahipnotyzowana ruszyła w stronę postumentu.
- Nicole, pamiętaj po co tu jesteśmy. - Czarnowłosa jakby ocknęła się.
- Mam wrażenie, jakbym odleciała - mruknęła potrząsając głową.
- I tak wyglądałaś.
- Daj mi chwilę. Muszę pomyśleć - stwierdziła Nicole. A miała nad czym myśleć. Zaczęła krążyć po pomieszczeniu. Głęboko się nad czymś zastanawiając. Nicole bała się przechodzić przez zasłonę, ale wiedziała, że jako Anioł Życia nic nie powinno się jej stać. Dlatego właśnie przed wejściem tam chciała poczuć w sobie tę magię. Magię Anioła Życia. Nieświadomie stanęła i zamknęła oczy skupiając w sobie swoją magię. Usłyszała głos Adrienne Uda ci się. To spowodowało, że wyraźnie czuła jak jej moc wzrasta, a raczej umacnia się. Odetchnęła dwa razy i otworzyła oczy. Teraz była gotowa.
- Trzymaj za mnie kciuki - powiedziała do Remusa i więcej się nie zastanawiając weszła za kurtynę.
Widok, jaki tam zastała całkowicie ją zaskoczył. Wcześniej nie wiedziała czego się spodziewać, a okazało się, że znalazła się w miejscu, w którym już była. To tu odbyła się jej rozmowa z Adrienne, to tu spotkała się z jednymi i drugimi rodzicami.
- Pogranicze życia i śmierci – szepnęła.
- Tak. Udało ci się.
- Adrienne! - wykrzyknęła szczęśliwa. Teraz już była pewna, że nic jej nie będzie. Ta kobieta była jej oparciem. - Naprawdę się udało? - zapytała niedowierzająco.
- Naprawdę. Niestety nie mogę was dłużej zatrzymywać. Czas, abyście wrócili. - Blondynka jak zwykle emanowała radością. - Jednak zanim odejdziecie pozwól, że dam ci radę. - Nie czekając na jej reakcję ciągnęła. - Przyjaciele ci pomogą. Pozwól im na to. Otwórz się dla nich. - Adrienne nie zwracała uwagi na zaskoczenie Nicole. - A teraz uciekajcie. - Potterówna dopiero teraz ujrzała szczęśliwych rodziców stojących nieco z boku. - Musisz wziąć ich za rękę i przejść przez tę zasłonę - poradziła anielica, po czym mrugnęła do swojej podopiecznej i znikła.
- Chodźcie - powiedziała Nicole zachęcająco wyciągając ręce. Gdy Potterowie ją złapali dziewczyna poczuła się jakby była w Domu. Takim przez wielkie "D". Skierowali się w stronę zasłony i już po chwili z powrotem znajdowali się w Sali Śmierci.
- Rogacz! Ruda! - wykrzyknął w pełni zaskoczony Remus.
- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha - stwierdziła Nicole puszczając dłonie rodziców.
- I tak się czuję - mruknął z wielkimi oczami. - Szczerze to nie mogłem uwierzyć, że ci się uda.
- Lunio, pamiętaj, że to moja córka. Jej wszystko zawsze się udaje - zażartował James. Po chwili obaj tonęli w uścisku pełnym tęsknoty, dołączyła do nich również Lily i tak ściskali się w trójkę po raz pierwszy od 15 ciężkich lat. Nicole była zadowolona. Widziała szczęśliwych rodziców i ojca chrzestnego. Gdy wrócą na Grimmauld Place 12 to samo szczęście ujrzy w oczach Syriusza i Harry'ego. To było dla niej najważniejsze. A do tego słowa Jamesa mile połechtały jej dumę. Czuła, że jest on z niej dumny.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale chyba musimy wracać - mruknęła niepewnie.
- Masz rację, Nicole. Na Grimmauld Place czekają na nas Harry i Syriusz.
- Grimmauld Place? - zdziwił się James. - Przecież Łapa obiecał sobie, że nie postawi tam więcej swojej nogi.
- Zaoferował ten dom Dumbledore'owi na Kwaterę Główną Zakonu Feniksa. Nadal nienawidzi tego miejsca, ale musi tam przebywać - wyjaśnił Remus. - Ale może z pytaniami zaczekajcie, aż będziemy na miejscu. Coś czuję, że wiele rzeczy będziemy musieli wam wyjaśnić. - Remusowi odkąd zobaczył już nie martwych przyjaciół szeroki uśmiech nie schodził z twarzy.
Teraz znowu bez problemu przeszli przez Salę Mózgów i Czasu, aż znaleźli się w okrągłym pomieszczeniu, który zawirował, gdy tylko zamknęli za sobą drzwi.
- Którymi drzwiami wyjdziemy stąd? - zapytał Remus w przestrzeń. Tym razem otworzyły się drzwi na lewo przez które przeszli bez wahania.
- Jak wyjdziemy niezauważeni? - zapytała Nicole
- Teraz zapewne strażnik już tam będzie, więc musimy zdać się na łut szczęścia i zaklęcie kameleona. - oznajmił Remus wchodząc do windy i wciskając poziom "0". James i Lily rzucili na siebie wspomniane zaklęcie, to samo zrobił Remus z Nicole i sobą.
- Macie szczęście, że pochowaliście nas z różdżkami - stwierdził Potter. - Dzięki temu mamy je przy sobie teraz.
- Gdy tylko winda się zatrzyma musimy jak najszybciej, ale i jak najciszej przejść do wyjścia - wytłumaczył Remus po chwili ciszy.
- Może złapmy się za ręce? - zaproponowała Nicole. - Wtedy nie powpadamy na siebie i będziemy wiedzieli, czy już cała nasza czwórka znajduje się w budce.
- Dobry pomysł. Ty idziesz pierwsza, potem Lilka, James i ja. Gdy dojdziemy do budki ja wykręcę odpowiedni numer, abyśmy ruszyli w górę. Wtedy będziemy pewni, że jesteśmy całą czwórką. - Po omacku zaczęli łapać się za dłonie, aż wreszcie im się to udało. Nicole ściskała dłoń swojej matki i ta myśl była dla niej niedorzeczna. Nie myślała więcej nad tym, gdyż winda się zatrzymała, wrota otworzyły, a kobiecy głos oznajmił – Atrium. – Nicole jak najszybciej, ale spokojnie i w ciszy zaczęła kierować się do budki telefonicznej.
- Trzeba zgłosić wreszcie, aby naprawili te windy. Coraz częściej same podróżują - usłyszeli znudzony głos strażnika, który nawet nie ruszył się, aby sprawdzić czemu winda się otworzyła. Nicole stwierdziła, że albo mają głupie szczęście, albo pracownicy Ministerstwa Magii byli idiotami i ignorantami. Niestety obstawiała to drugie wyjście. Wreszcie dotarli do budki, która po chwili ruszyła w górę. Dwie minuty później znaleźli się na ulicy i cała czwórka głośno odetchnęła z ulgą. Gdy zdjęli z siebie zaklęcie kameleona tę ulgę widać było na ich twarzach.
- Chwyćcie mnie - oznajmił Remus. - Teleportuję nas na Grimmauld Place. - Chwilę później już znajdowali się przed budynkiem z numerem 12. Weszli po cichu do środka i skierowali się do salonu. Tam spotkały ich niedowierzające krzyki, łzy wzruszenia i szczęśliwe uśmiechy Harry'ego i Syriusza. Nicole nie chcąc im przeszkadzać ruszyła niezauważona przez nikogo do swojego pokoju. Na górze spotkała najmniej oczekiwaną osobę.
- Uratowałaś ich? - zapytała Laura ledwo powstrzymując łzy.
- Tak. - To była jedyna odpowiedź Nicole. Na więcej nie miała siły
- Nienawidzę cię! - krzyknęła i szybko uciekła do swojego pokoju zostawiając oniemiałą siostrę. Nicole nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nigdy wcześniej nie słyszała tyle nienawiści w ustach młodej Francuzki. To było dla niej jak wbicie noża w serce. Dlatego właśnie weszła do swojego pokoju zabezpieczając przed wejściem kogokolwiek i wyciszając go, a potem runęła na łóżko bez sił pogrążając się w rozpaczy. Płakała długo, bez przerwy, aż w końcu zasnęła. Niestety sen nie był jej dany tej nocy, gdyż przyniósł jej kolejny koszmar. Musiała przeżyć to jeszcze raz. Tortury. Biczowanie. Aż wreszcie napastliwy dotyk, jęki przyjemności jej kata, rozdzierający ją ból wewnętrzny i obrzydzenie do samej siebie. Jednym słowem gwałt. Jednak na tym się nie skończyło. Po wszystkim ujrzała przed sobą trójkę Potterów.
- Po co mi siostra. Mam rodziców, to mi wystarczy. Ron miał racje, jesteś zwykłym ścierwem - stwierdził Harry z mściwym uśmiechem. Potem głos zabrali ich rodzice.
- Po co nam taka córka? - zapytała Lily wykrzywiając się z satysfakcją.
- Jesteś brudna, zbrukana. Nie potrzebujemy cię takiej - oznajmił James z takim samym wyrazem twarzy jak Harry. Wreszcie znikli.
Po nich pokazała się Laura z nienawiścią wypisaną na twarzy.
- Nienawidzę cię. Zasłużyłaś sobie na to - wypowiedziała te słowa z całym jadem jaki mogła wykrzesać ze swojego niedużego ciała.
- Nieeeee!!! - Nicole krzyczała jakby ją obdzierali ze skóry. Gdyby nie to, że wyciszyła pokój już dawno pobudziłaby wszystkich. Nie mogła wyrwać się ze swojego koszmaru. Nie miała też nikogo kto by jej w tym pomógł. Gdy wreszcie przestała krzyczeć wybuchła płaczem znowu nie mogąc się uspokoić. Nie mogła sobie uświadomić, że to wszystko było tylko złym snem, koszmarem. Cały czas miała przed oczami czystą nienawiść swoich bliskich. Gdy łzy jej się skończyły Nicole trochę się uspokoiła. Zrozumiała wreszcie, że to był senny koszmar. Zaczęła głęboko oddychać próbując opanować drżenie rąk. Pomogło. Mogła złapać różdżkę leżącą na stoliku nocnym i rzucić zaklęcie światła. Gdy w pokoju zrobiło się jaśniej, ona poczuła się lepiej. Jednak do stanu idealnego jeszcze wiele jej brakowało. Opatuliła się szczelnie kołdrą, jakby ta miała właściwości ochronne i leżała, wiedząc, że dzisiaj już nie uśnie. Na szczęście była już 6:00, więc do momentu, aż wszyscy się pobudzą zostały dwie do trzech godzin.


Ta noc była trudna nie tylko dla Nicole. Laura pogrążyła się w rozpaczy. Do tej chwili miała nadzieję, że jej starsza siostra zmieni zdanie i ożywi jej rodziców. Gryfonka poczuła się odrzucona. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że Nicole nie mogła postąpić inaczej, że uratowanie Potterów jest jedynym sposobem na wygranie wojny z Voldemortem. Laura przyjęła tylko do wiadomości to, że Ślizgonka bardziej kocha swoją biologiczną rodzinę. W końcu to ich wybrała. Samotność, odrzucenie i żal. Te właśnie uczucia wezbrały w młodym ciele Francuzki i znalazły ujście we łzach.

Przez najbliższy czas Nicole postanowiła nie wychodzić ze swojego pokoju. Właściwie wychodziła z niego tylko bardzo wczesnym rankiem i późnym wieczorem, kiedy była pewna, że na nikogo się nie natknie. Gdyby to od niej zależało to w ogóle by nie wychodziła, ale jeść coś musiała. Jej bliscy stwierdzili, że jeśli potrzebuje samotności to oni jej ją dadzą. Choć bardzo chcieli jej pomóc, to Nicole nie chciała przyjąć tej pomocy. Lily i James, choć bardzo się cieszyli z powrotu do życia, to bardzo przeżywali stan swojej córki. Harry nie wiedział, czy bardziej martwi się o Nicole, czy cieszy z obecności rodziców. Prawie cały czas spędzał z nimi. Bardzo dużo rozmawiali ze sobą poznając się na nowo. Równie często tematem ich rozmów była właśnie Nicole. Wszyscy się o nią martwili, a najgorsze było to, że nie wiedzieli co zrobić, aby do niej dotrzeć.
Jedyną osobą, która regularnie przychodziła do Nicole była Camile. Co rano i wieczór smarowała plecy przyjaciółki, potem pytała czy czegoś nie potrzebuje, a gdy odpowiadało jej milczenie, wychodziła. Taki schemat utrzymywał się przez cały tydzień, aż Nicole z ulgą stwierdziła, że nie potrzebuje pomocy panny Malfoy i nie życzy sobie, aby ta ją nachodziła. Wypowiedzenie tych słów nie było łatwe dla Nicole, ale musiała to powiedzieć, bo nie mogła znieść widoku przyjaciół. Niemal czuła na sobie ich pełne litości i żalu spojrzenia. Nie chciała tego, była pewna, że ze wszystkim poradzi sobie sama. Niestety tak nie było. Noce dla Nicole były najgorsze. Tak jak kazał jej uzdrowiciel eliksiry brała trzy razy w tygodni, tak więc przez resztę nocy dręczyły ją koszmary. Na własne życzenie sama musiała sobie radzić z wciąż powracającymi wspomnieniami z tortur oraz z odrzuceniem jej przez bliskich. Bowiem po każdym koszmarze czuła się odrzucona przez rodzinę i przyjaciół. Nie dopuszczała do siebie myśli, że to ona trzyma ich na dystans. Po ostatniej wizycie blondynki, Nicole nie przejmując się niczym położyła się na łóżku i przygnieciona ciężarem samotności po prostu się rozpłakała. Ostatnio nie robiła nic innego jak leżenie i płakanie. Czasem jeszcze z powodu bezsilnej złości wyżywała się na swoim pokoju rozwalając i przewracając wszystko. Uważała tylko na jeszcze nie naprawioną kulę śnieżną, która stała na parapecie oddalona od innych przedmiotów. Nicole nie zauważyła, że Camile przez przypadek nie domknęła za sobą drzwi. Zasnęła.
Camile natomiast po wizycie w pokoju Nicole postanowiła, że tak tego nie zostawi. Wbiegła do pokoju, który dzieliła z Vanessą, a w którym przebywały najczęściej razem z Samem i Draco.
- Coś musimy z tym zrobić! – wykrzyknęła.
- Z czym? - zapytał Draco.
- Nie z czym, tylko z kim. Z Nicole - stwierdziła siadając na swoim łóżku ze zrezygnowaniem. - Wiecie co mi właśnie powiedziała? - Nie czekając na ich reakcję zaczęła mówić. - Dzięki za pomoc, ale nie potrzebuję już smarować tych ran. Nie życzę sobie, abyś tu przychodziła. Jak będziesz wychodzić to zamknij drzwi - zacytowała. - Musimy coś z tym zrobić - oznajmiła z zaparciem.
- Ale co? Przecież ona nie chce naszej pomocy, czy chociażby towarzystwa - stwierdziła ze smutkiem w głosie Vanessa.
- Musimy zmusić ją do rozmowy. Powinna się wygadać. Mam wrażenie, że ona nie chce naszego towarzystwo, bo myśli, że my będziemy się nad nią użalać i litować, a wszyscy wiemy, że akurat tego Nicole nienawidzi. Wydaje jej się, że ze wszystkim sobie sama poradzi, ale przecież wszyscy wiemy, że ze wspomnieniami z tortur bardzo trudno się otrząsnąć. I ja mam wrażenie, że tam stało się coś o czym my nie wiemy, a ona za wszelką cenę chce o tym zapomnieć - zakończyła niepewnym głosem patrząc na Dracona. W tym właśnie momencie zdała sobie sprawę, że ma rację. Wyraz twarzy jej brata powiedział jej wszystko. Zaskoczenie, które szybko chciał ukryć. Jednak ona bardzo dobrze go znała. - Ty coś wiesz. To stało się trzeciego dnia tortur - oznajmiła pewnie. Draco właśnie w tej chwili przeklinał to, że Camile tak dobrze go zna.
- Dobrze wiesz, że nic ci nie powiem. Obiecałem jej to.
- Ale ona potrzebuje pomocy. Jak będziemy wiedzieć co się stało to będziemy mogli jej pomóc. - Do dyskusji włączyła się Vanessa.
- Nie.
- Draco ma rację. Jeśli on zdradzi jej tajemnicę, to ona straci zaufanie do niego. Teraz Niki potrzebuje wsparcia, a nie świadomości, że ktoś ją zdradził. - Sam stanął po stronie blondyna.
- W takim razie ty z nią porozmawiasz - rozkazała Camile patrząc na brata.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł.
- Draco musisz to zrobić. Nie ma, że boli. Skoro tylko ty wiesz co ona ukrywa to tylko ty możesz z nią pogadać i wytłumaczyć, że się nad nią nie litujemy i chcemy jej pomóc.
- Cami ma racje. Tylko ty możesz z nią porozmawiać. - Vanessa poparła przyjaciółkę. Draco nie miał wyjścia. Jak jego siostra się uprze to musiał to zrobić, a jak dołączy do niej panna Snape to już nie miał wyjścia. Wszystkie trzy były wyjątkowo uparte, dlatego wiedział, że przeprawa z Nicole będzie ciężka. Choć nie był przekonany do pomysłu Camile to wiedział, że jest duża szansa, że Niki wygada mu się, bo był jedyną osobą wiedzącą co się z nią działo.
Draco długo myślał nad tym, czy na pewno nadaję się na rozmówcę Nicole. Choć nie był do końca przekonany to wiedział, że ze swoim chłodem nie pokaże litości, ani żalu. Dziewczyna potrzebowała mentalnego kopa, aby odciąć się od tortur i gwałtu. Przez te myśli nie mógł zasnąć, dlatego postanowił zejść do kuchni, aby napić się gorącej czekolady. Niestety w drodze do kuchni zatrzymały go jęki bólu. Zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać. Zdał sobie sprawę, że stoi przy pokoju Nicole. Drzwi były uchylone. Wszedł tam czym prędzej, gdy jęki przerodziły się w krzyki. W pomieszczeniu paliła się jedna nieduża lampka, więc panował półmrok. Jednak Draco nie zwracał uwagi na takie szczegóły, od razu skierował swój wzrok na wiercącą się i krzyczącą Nicole. Nie wiedział co zrobić, aby wybudzić ją z tego koszmaru. Normalnie zacząłby nią potrząsać, aby się obudziła, ale podsłuchał rozmowę odbytą kilka dni wcześniej przez Blacka i Lupina. Gospodarz twierdził, że gdy próbował wybudzić Nicole z koszmaru ta zareagowała atakiem paniki. Wcale jej się nie dziwił, gdyż domyślał się, że we śnie ponownie przeżywa tortury i gwałt. Teraz blondyn intensywnie zastanawiał się jak ją obudzić, aby jej nie przestraszyć, gdyż jej krzyki błagające o pomoc były coraz głośniejsze. Draco zapalił jeszcze jedną lampę, aby pokój się rozjaśnił. Potem poszedł do łóżka i złapał wiercącą się dziewczynę szturchając ją delikatnie oraz przemawiając spokojnym głosem. Dziewczyna gwałtownie przebudziła się z koszmaru. Zlękniona zaczęła się rozglądać po pokoju, jakby nie wierzyła, że jest w bezpiecznym miejscu. Draco widząc to puścił jej rękę i zbierając swoje niewielkie pokłady empatii mówił próbując uspokoić dziewczynę.
- Już jest dobrze. Tu nikt cię nie skrzywdzi. Jesteś bezpieczna. Nie bój się. To był tylko zły sen. - Do tej pory tę delikatność okazywał tylko siostrze, matce i najlepszemu przyjacielowi. Przed nikim innym nie potrafił się tak otworzyć, jednak widząc tę silną dziewczynę w takim stanie potrafił wykrzesać z siebie te ciepłe uczucia. W tej chwili w jego umyśle pojawiła się scena po odzyskaniu przez Nicole przytomności. Nie rób z siebie złego na siłę, Malfoy. Nie wiedział dlaczego akurat teraz przypomniał sobie słowa Pottera, ale czuł, że jego wróg miał rację. W końcu przez całe życie okazywał wszystkim swoją maskę pełną chłodu i obojętności. Najpierw dlatego, że tego oczekiwał od niego ojciec. Jego idol. A gdy zrozumiał, że to co przekazywał mu Lucjusz jest po prostu złe, zdążył się przyzwyczaić do swojej maski. Ściągał ją tylko w tych niewielu chwilach sam na sam z Camile, Narcyzą i Blaise'm.
- Co ty tu robisz? - jego rozmyślania przerwał cichy głos Nicole.
- Usłyszałem jak krzyczałaś.
- Ale zaklęcie - stwierdziła zdezorientowana. - Przecież wyciszyłam pokój.
- Drzwi były otwarte. - Po tych słowach nastąpiła chwila ciszy. Nicole wyraźnie nie wiedziała co zrobić, a Draco tylko spokojnie się jej przyglądał siedząc na fotelu koło łóżka.
- Już możesz iść. Nic mi nie jest - oznajmiła wpatrując się w swoje dłonie ułożone na kołdrze.
- I tak nie mogłem spać. Akurat szedłem napić się gorącej czekolady, a skoro i ty nie śpisz to może razem się jej napijemy? - zapytał i nie czekając na jej odpowiedź wezwał Stworka. Skrzat tylko Malfoy'ów traktował z należytym szacunkiem, gdyż uważał, że tylko oni zasługują na to.
- Panicz Malfoy wzywał. Co Stworek może zrobić dla panicza?
- Przynieś nam dwie gorące czekolady. - Po chwili Draco mógł się już raczyć swoim ulubionym napojem, drugi kubek stał na szafce nocnej nieruszony. - Druga jest dla ciebie. Częstuj się.
- Idź stąd - rozkazała. Malfoy nic sobie z tego nie robiąc rozpoczął rozmowę.
- Często śnią ci się te koszmary?
- Nic ci do tego - warknęła. Nicole była zła. Nie chciała, aby ktokolwiek dowiedział się o tym, że ma problemy ze snem. A teraz, tylko dlatego, że Camile nie domknęła drzwi, a ona tego nie zauważyła, Draco dowiedział się o tym. Po to zamknęła się w swoim pokoju i wychodziła z niego tylko wtedy, gdy była pewna, że nikogo nie spotka, aby nikt nie zasypywał ją pytaniami i litościwymi spojrzeniami. Wiedziała, że wygląda źle. Była blada, schudła, a jej oczy straciły swój osobliwy blask, były matowe.
- Skoro wyciszyłaś pokój to wnioskuję, że często.
- O co ci chodzi? Po co tu przyszedłeś?
- Pomyślałem sobie, że może chcesz pogadać.
- Nie chcę. Wyjdź.
- Ja sądzę inaczej. - Po chwili zastanowienia dodał. - Z doświadczenia wiem, że lepiej jest się wygadać i pogodzić z tym co się stało. Inaczej nigdy nie dojdziesz po tym do siebie.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?! - Nicole się wściekła. Jak on, idealny arystokrata, który zawsze miał wszytko podane na tacy i nigdy nie przeżył nic strasznego, może pouczać ją. - Jesteś zwykłym rozpieszczonym dzieciakiem! Nikt nigdy cię nie torturował, nie zgwałcił!
- Widzę, że żyjesz w tym samym przekonaniu co twój brat. Myślałem, że skoro przyjaźnisz się z Camile to wiesz, że Malfoy'owie tylko utrzymują pozory idealnej rodziny arystokratów. - W głosie chłopaka wyraźnie słychać było ból. - Czasami nie warto się kierować pozorami - dodał spokojnie. A Nicole w tej właśnie chwili zrozumiała, że popełniła wielki błąd. Przecież Camile nieraz opowiadała jej o tym co się działo w jej domu.
- Przepraszam, po prostu poniosło mnie - mruknęła.
- Więc jak to jest z tymi koszmarami? - Nicole popatrzyła na niego zaskoczona, miała nadzieje, że nie będzie drążył już tego tematu. Dopiero teraz zauważyła, że upartość to rodzinna cecha, nie tylko Potterów, ale też Malfoy'ów. Ponownie skierowała wzrok na swoje dłonie i zaczęła mówić.
- Gdy nie biorę eliksiru Spokojnego Snu, to co noc. A eliksir mogę brać tylko trzy razy w tygodniu, aby się nie uzależnić.
- Też tak miałem. Po tym jak ojciec stwierdził, że już czas zrobić ze mnie prawdziwego mężczyznę. Miałem wtedy 13 lat.
- Co on ci zrobił? - zapytała zaciekawiona Nicole, a Draco pogrążył się we wspomnieniach. Nie chciał o tym mówić, ale zdawał sobie sprawę, że może jego przykład pokaże Nicole, że najstraszniejszych koszmarów można się pozbyć. Trzeba tylko pogodzić się z tym i nie odgradzać od bliskich.
- To było w przedostatni dzień wakacji po trzecim roku - rozpoczął z nieobecnymi oczami. - We dworze byłem sam z ojcem. Camile i matka były akurat u jakiejś ciotki. Miały wrócić następnego dnia. Ojciec stwierdził, że to dobry moment, aby wyplenić ze mnie chłopca. Przyprowadził do domu jakąś mugolkę. Kazał mi ją trzymać, gdy on ją gwałcił. Robił to na każdy z możliwych sposobów, a ja musiałem ją trzymać. Potem torturował ją cruciatusem, aby na końcu zabić. Miała może z osiemnaście lat. Po wszystkim dał mi szklankę ognistej twierdząc, że mężczyźnie się należy. Długo nie mogłem się po tym pozbierać. Co noc śniły mi się oczy tej dziewczyny wpatrzone we mnie z bólem. Wtedy zrozumiałem, że ta cała nienawiść do szlam i mugoli to głupota. Przecież oni odczuwali tak samo jak my. Ta dziewczyna czuła ból i upokorzenie, tak jak każda inna kobieta na jej miejscu. Zanim doszedłem do takich wniosków minęły chyba z dwa tygodnie, w ciągu których zamknąłem się w sobie, nie rozmawiałem z nikim i co noc miałem koszmary z ofiarą mojego ojca w roli głównej. Gdy Camile i matka wróciły udawałem, że nic mi nie jest. Nic im nie powiedziałem, nie chciałem, aby mnie żałowały. Z resztą ojciec zabronił mi o tym mówić matce, a nie chciałem, aby i jej zrobił krzywdę. Wreszcie zrozumiałem, że Lucjusz Malfoy to zwykły drań, który jest zdolny do wszystkiego. Potem wróciłem do Hogwartu, tam Blaise próbował wziąć mnie w obroty. Przez bite dwa tygodnie zbywałem go i właściwie wszystko miałem w dupie. Swoje łóżko wyciszałem, aby nikt nie słyszał, że co noc śnią mi się koszmary. Wreszcie Snape się wkurzył i zaczął mnie opieprzać. Wiedział co się stało, bo ojciec pochwalił mu się. Snape po krzykach o tym, żebym się wziął za naukę, wytłumaczył mi, że to co się stało to nie wszystko, że to już czas, żeby się z tym pogodzić i wyciągnąć wnioski. Kazał mi porozmawiać o tym z kimś zaufanym. Mówił, że to mi pomoże. Poszedłem za jego radą i powiedziałem o wszystkim Blaise'owi. Zabini pomógł mi się pozbierać i razem doszliśmy do wniosku, że idea czystej krwi to po prostu głupota. Dużo też pisałem do Camile i choć nie powiedziałem jej nigdy o tym co się stało, to czułem jej wsparcie - zakończył, a w pokoju zaległa cisza, którą po kilku minutach przerwała Nicole.
- Dlaczego mi to powiedziałeś?
- Bo wiem, że ty, tak jak ja wtedy, potrzebujesz wsparcia bliskich. Odzyskałaś rodziców, masz Pottera, tę małą, Blacka, Lupina i dwie najlepsze przyjaciółki, które dzień w dzień zastanawiają się jak ci pomóc. Nie rań ich i nie odgradzaj się od nich. Jeśli nie chcesz im mówić o gwałcie to nie, ale przebywaj z nimi. Ich obecność ci pomoże. I pamiętaj, oni nie litują się nad tobą, oni po prostu się martwią.
- To nie jest takie łatwe – mruknęła.
- Wiem, że nie jest. Ale chyba mi nie powiesz, że Nicole Robespierre-Potter jest słabą kobietą, która nie potrafi sprostać przeciwnościom? - zapytał z drwiną, ale i uśmiechem na twarzy.
- Postaram się. - Usta Nicole również ułożyły się w delikatny uśmiech.
- No ja myślę, a teraz idź spać. Już nie będę ci przeszkadzać - stwierdził wstając. Gdy był przy drzwiach zatrzymał go głos dziewczyny.
- Zostań. - Odwrócił się. - I tak nie zasnę.
- To ci potowarzyszę. - Usiadł z powrotem na fotelu. Zaczęli rozmawiać tak jak na wieży astronomicznej, o wszystkim i o niczym. Jej poprawił się humor, a on stwierdził, że lubi patrzeć w jej wesołe oczy. Gdy Nicole zmorzył sen była 4 nad ranem. Draco zgasił światło, zostawiając małą lampkę i wyszedł. Gdy leżał w łóżku czuł, że dobrze spełnił swoją misję.

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 39

Na Grimmauld Place 12 panowała atmosfera niepokoju. Nicole już dwa dni była nieprzytomna, więc wszyscy bali się, że dziewczyna się poddała. Cały czas ktoś przy niej był. Drugiego dnia Harry i Laura wręcz nie odchodzili od niej wiedząc, że jest cień szansy, że właśnie tego dnia się obudzi. Matthew sprawdzał stan pacjentki każdego dnia rano i wieczorem.
- Czy ona z tego wyjdzie? - zapytała Laura podczas wieczornej wizyty uzdrowiciela drugiego dnia. Tym razem tylko ona była obecna przy Nicole. Mężczyzna wyraźnie się zawahał. Wiedział, że dziewczynka potrzebuje zapewnienia, że jej ukochana siostra przeżyje, ale nie potrafił jej karmić fałszywą nadzieją.
- Nie wiem. Teraz wszystko zależy od niej.
- A nie może pan czegoś zrobić? - spytała blondynka błagalnym tonem.
- Przykro mi, ale na klątwę zamierania nie ma przeciw zaklęcia. - Uzdrowiciel zobaczył w oczach Laury przerażenie. Wiedział, że dziewczynka nie chce dopuścić do siebie informacji o tym, że Nicole może umrzeć. Matthew musiał jakoś ją pocieszyć. - Musisz wierzyć, że jej się uda. Czasem wiara pomaga. Ona wie, że ma do kogo wrócić - stwierdził i zaczął zbierać się do wyjścia. Gdy był już przy drzwiach zatrzymał go okrzyk Laury.
- Niki! - Dziewczynka zerwała się z krzesła, na którym siedziała, i wpatrywała się w szoku w otwarte, trochę zamglone oczy siostry.
- Nie krzycz tak, słuchu jeszcze nie straciłam - wyszeptała Nicole. Jej głos był ochrypły, ale wyraźny. - Pić - poprosiła. Uzdrowiciel machnął różdżką i przed Nicole pojawiła się szklanka wody. Drżącymi rękoma chwyciła naczynie i upiła trochę. Od razu poczuła się lepiej, a przynajmniej jej gardło było w lepszym stanie.
- Lauro, muszę cię prosić o wyjście. Chcę zbadać pacjentkę i porozmawiać z nią.
- Ale... - blondynka już chciała zaprotestować, ale przerwał jej poważny głos siostry
- Idź, nic już mi nie będzie.
- Dobrze, powiem reszcie, że się obudziłaś. 
- Tylko niech nikt tu nie wchodzi dopóki nie pozwolę - stwierdził uzdrowiciel i już po chwili zaczął machać nad Nicole różdżką. Laura wyszła zamykając za sobą drzwi. - Jak się czujesz? - zapytał mężczyzna, gdy już skończył podstawowe badania.
- A jak mam się czuć? - burknęła dziewczyna. - Wszystko mnie boli. Zaczynając od gardła, kończąc na plecach. Nie mogę nawet spokojnie się napić, bo mam wrażenie, że ręce ważą po pół tony. - Przerwała jakby się nad czymś zastanawiała. - Draco panu powiedział? - Bardziej stwierdziła niż zapytała. Nie musiała tłumaczyć o co jej chodzi, mężczyzna od razu zrozumiał
- Powiedział.
- Pieprzony konfident. - Nicole była zła. Nie chciała, aby ktokolwiek dowiedział się o gwałcie, a teraz wszyscy będą się nad nią użalać i okazywać litość. A ona tak bardzo chciała sama sobie z tym poradzić. Wiedziała, że da radę, tylko nie mogła patrzeć na te pełne litości oczy swoich bliskich.
- Nie bądź na niego zła. Tylko mi powiedział, bo wiedział, że mogę ci pomóc. Z resztą nawet gdyby mi nie powiedział to i tak bym się domyślił po śladach na twoim ciele. Nikt więcej nie wie. 
- Na pewno? - zapytała z nadzieją.
- Tak. - Teraz jej złość jakby zmalała. Draco chciał jej pomóc, nie zdradził jej tajemnicy.
- W takim razie niech pan także nikomu nic nie mówi.
- Powinnaś im powiedzieć. Pomogą ci się po tym pozbierać - stwierdził siadając obok łóżka. Nie chciał jej przestraszyć, a z doświadczenia wiedział, że lepiej się rozmawia z ofiarą gwałtu na równym poziomie. Dziewczyna nie mogła poczuć się osaczona. 
- Nie - zaprotestowała twardo. - Powiem im jeśli będę tego potrzebować.
- Jesteś niepełnoletnia, chociaż twój opiekun...
- Za rok będę miała już 17 lat. Chyba jestem już wystarczająco dorosła, aby decydować o sobie. - Matthew zorientował się, że dziewczyna jest inna. Większość kobiet po takich przeżyciach lękała się chociażby rozmowy z innymi mężczyznami, do tego najczęściej w ogóle nie potrafiły rozmawiać o swoich przeżyciach. Ofiary gwałtu były lękliwe, a z Nicole było całkiem odwrotnie. Wyraźnie mu zaufała i potrafiła rozmawiać. Była też twarda i silna. Nie załamała się po gwałcie. Wręcz przeciwnie. Uzdrowicielowi wydawało się, że dziewczyna chce jak najszybciej pozbierać się po niedawnych przeżyciach. 
- Dobrze - zgodził się. - Wiesz, że będę musiał zbadać cię pod względem ciąży. 
- Wiem - odpowiedziała krótko.
- Jeśli się okaże, że zaszłaś w ciąże to wtedy już będzie moim obowiązkiem powiadomić o tym twojego opiekuna. Chyba, że będziesz sama chciała to zrobić. - Nicole kiwnęła tylko głową nie wiedząc co powiedzieć. - Jeśli będziesz potrzebowała pomocy psychologów to możesz zgłosić się do Munga. Tam pomogą ci się z tym uporać.
- Nie będę potrzebować pomocy - odarła sucho.
- Teraz muszę jeszcze sprawdzić jak się mają twoje plecy. Będziesz musiała ściągnąć bluzkę. - powiedział ostrożnie. Nicole tylko kiwnęła głową i zaczęła się podnosić. Gdy tylko jej się to udało delikatnie ściągnęła górną część piżamy i odwróciła się tyłem do uzdrowiciela. Matt podziwiał jej samokontrolę. Dziewczyna nie widziała w nim zagrożenia, wiedziała, że po prostu chce jej pomóc. Gdy zaczął smarować jej rany tylko lekko zesztywniała. Nie uciekała przed dotykiem. To dobrze rzutowało na proces jej dalszego leczenia. - Już możesz się ubrać. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale na twoich plecach pozostaną blizny. Nie jestem w stanie się ich pozbyć, gdyż rany zostały zrobione wyczarowanym batem - stwierdził, gdy skończył. Nicole tylko kiwnęła głową. Zdawała sobie sprawę, że po tych wszystkich torturach zostanie na niej ślad, nie tylko psychiczny, ale też fizyczny. - Zostawiam ci tu eliksir słodkiego snu. Wypijesz go od razu, czy najpierw mam wpuścić tych wszystkich co czekają zapewne pod drzwiami?
- Niech ich pan wpuści. Przecież i tak tu wejdą. - Nicole uśmiechnęła się blado. Wiedziała, że skoro Laura poszła powiadomić całą resztę o tym, że się obudziła to cała zgraja czatuje przed pokojem. Nie myliła się. Gdy tylko Matt otworzył drzwi do pokoju wleciał Harry z Laurą. Zaraz za nimi pojawili się Syriusz i Remus, potem Vanessa i Sam, Ginny, Fred i George, a na końcu Camile ze spuszczoną głową i Draco z trochę niepewną miną. Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać. Z prawie wszystkich ust padało pytanie:
-Jak się czujesz? 
- Spokojnie, pacjentka dopiero się obudziła. Proszę nie niepokoić jej długo - zareagował uzdrowiciel.
- Dziękuję. - Nicole wdzięcznym wzrokiem popatrzyła na mężczyznę.
- Taka moja praca. Wypij przed snem eliksir. Jutro jeszcze odwiedzę cię rano i sprawdzę twój stan. A tymczasem do zobaczenia - oznajmił i wyszedł.
- Co stoicie tak jakbyście czekali na ścięcie? - zapytała Nicole widząc spiętych przyjaciół. To rozluźniło atmosferę, wszyscy porozsiadali się na wolnych fotelach i podłodze. Na łóżku koło Nicole usiedli Harry i Laura, chcąc być jak najbliżej siostry. 
- To teraz powiedz szczerze jak się czujesz? - zapytał Remus widząc jej zmęczoną twarz.
Źle.
- Dobrze. Jest naprawdę lepiej - dodała widząc ich powątpiewające spojrzenia. - Maść, którą mam posmarowane plecy działa cuda. Te rany już mnie tak nie bolą - stwierdziła - A z całą resztą sobie poradzę - uśmiechnęła się pewnie i co zaskoczyło ją samą był to uśmiech szczery. - Co tu się działo przez te kilka dni? - i zaczęło się. Mówili jeden przez drugiego, ale jak Nicole zauważyła, tylko Malfoy'owie się nie udzielali. Harry opowiedział też o kłótni z Ronem, twierdząc na końcu, że ten nie jest wart jego przyjaźni.
- Harry, ja nie chciałam, żebyś kłócił się o mnie z przyjaciółmi, jakkolwiek ograniczeni by byli. 
- To nie twoja wina. To Ron się zmienił i nie potrafi zrozumieć, że nie jesteś zła. Przechodziłem przez te kłótnie cały rok i mam dość. Rok to wystarczający czas, żeby się przekonać, czy ktoś jest zły, czy nie.
- Nie przejmujcie się nim. Nasz brat to po prostu idiota - stwierdziła Ginny, na co Fred i George przytaknęli ochoczo. Tym zakończyli ten temat. Potem rozmowa toczyła się swobodnie, aż Syriusz nie zauważył, że Nicole zamykają się oczy ze zmęczenia.
- Chyba czas, żebyś połknęła ten eliksir - oznajmił wskazując na fiolkę leżącą na szafce nocnej. 
- Chyba masz racje, Łapo. Zostawimy cię, a ty odpoczywaj. - przytaknął mu Remus.
- Za chwilę. Najpierw chciałabym się o coś zapytać - zaczęła i nie czekając na reakcje innych ciągnęła. - Camile możesz mi powiedzieć czemu siedzisz tu z wypisaną winą na twarzy i zachowujesz się tak jakbyś mi całą rodzinę wybiła?
- Bo ja... - zaczęła, ale napływające do oczu łzy nie pomagały w sformułowaniu odpowiedniej wypowiedzi.
- Jeśli chcesz mi powiedzieć, że obwiniasz się o to co się stało to chyba na głowę upadłaś. Walnij się w łeb, a może to pomoże ci w myśleniu. Przy okazji jebnij też Dracona, bo siedzi tu jakby był zaszczuty. - Rodzeństwo Malfoy patrzyło na nią w szoku nie wiedząc co powiedzieć.
- Mówiłam wam wariaci, że ona wam już dawno wybaczyła - oznajmiła Vanessa szeroko się uśmiechając. Camile teraz z nadzieją patrzyła na Nicole.
- Przestań ryczeć - rozkazała Nicole. - Malfoy'om nie wypada mieć opuchniętych oczu - zażartowała nie zdając sobie sprawy, że powtórzyła słowa swojej czarnowłosej przyjaciółki. - A teraz chodź tu - powiedziała i wystawiła ręce, pokazując, że chce przytulić Malfoy'ównę. Blondynka nie czekając więcej zerwała się z ziemi i w jednej chwili ściskała przyjaciółkę. Nicole zdecydowanie nie było dobrze. Po tym co się stało miała wewnętrzne opory przed dotykiem, ale teraz ważniejsza była dla niej przyjaciółka. 
- Przepraszam i dziękuję - szepnęła Camile.
- Nie ma za co. - Po chwili obie usłyszały krzyk panny Snape.
- Ja też chcę! - Wtedy już całą trójką się tuliły. Czuły, że wszystko może się zmienić, ale nie ich przyjaźń. Draco posłał w stronę Nicole spojrzenie pełne podziękowania. Cieszył się, że wybaczyła mu nawet tortury. Gdy wreszcie wszyscy wyszli Nicole wypiła eliksir spokojnego snu i zasnęła z jedną myślą.
Jeszcze nie jest dobrze, ale jest lepiej.
Po wyjściu z pokoju Nicole Harry złapał Dracona za ramię ze słowami:
- Możemy pogadać? - Malfoy kiwnął tylko głową, więc skierowali się do pokoju bruneta, gdy już się tam znaleźli Harry zabrał głos. - Nie miałem jeszcze okazji ci podziękować. Przez ostatnie dwa dni zajęty byłem zamartwianiem się o Nicole, ale teraz nic nie stoi mi na przeszkodzie. Tak, więc dziękuję za uratowanie jej. To naprawdę dużo dla mnie znaczy.
- Uważaj, bo się jeszcze popłaczę - sarknął blondyn. - Nie masz mi za co dziękować. Nie zrobiłem tego dla ciebie. Dzięki temu udało mi się ochronić moją rodzinę przed Czarnym Panem, a siebie przed służbą mu. Twoja siostra była raczej kartą przetargową do dobrej kryjówki.
- Tak, czy inaczej, dzięki. - Gdy Draco zaczął kierować się do wyjścia uznając rozmowę za zakończoną Harry powiedział - nie rób z siebie złego na siłę, Malfoy. - Blondyn z zaskoczeniem odwrócił się do gryfona, jednak już po chwili się opanował i na jego twarzy obecna była maska pełna obojętności.
- Wal się, Potter - stwierdził i wyszedł.
Kolejnego dnia Nicole obudziła się w miarę wypoczęta, dlatego czym prędzej wstała z łóżka i ubrała się. Nie chciała cały dzień wegetować w łóżku. Gdy zeszła na dół okazało się, że tylko ona ma takie zdanie na ten temat. Przywitały ją okrzyki oburzenia.
- Co ty tu robisz? Wracaj do łóżka! - zaczął Remus. Kolejna była pani Weasley:
- Kochaniutka, Remus ma rację. Dopiero co odzyskałaś przytomność. Zaraz przyniosę ci śniadanie, a ty idź się połóż - oznajmiła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Spadaj na górę - przerwał jej Syriusz.
- O co wam chodzi. Przecież skoro dobrze się czuję to... - Znowu jej przerwano
- Panno Potter, czy ja powiedziałem wczoraj, że możesz sobie wychodzić z łóżka? - tym razem był to Matthew, który dopiero co wszedł do kwatery. - Nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu - oznajmił, gdy zobaczył, że dziewczyna chce się odezwać. - Teraz idziemy na górę. Ja cię zbadam, a potem ktoś przyniesie ci śniadanie. - Obrażona Nicole już nic nie mówiąc skierowała się do swojego pokoju. Uzdrowiciel poszedł za nią słysząc jak mruczy coś pod nosem niezadowolona. Jak się domyślił z całej gamy wyzwisk dosłyszał takie słowa jak: stare kwoki, na pewno nie będę wegetować w tym łóżku, czy też chyba coś ich grzeje jeśli myślą, że będę ich słuchać. Wreszcie dotarli do pokoju. Tam Matt poprosił ją o ściągnięcie bluzki.
- Twoje plecy wyglądają już lepiej. Rany nie powinny się otwierać. Będziesz musiała smarować je rano i wieczorem przez najbliższy tydzień. Po tym czasie zaczerwienienia i ból powinny ustąpić. Zostawię ci tę maść - powiedział kładąc na stoliku słoiczek z maścią. - Tu masz też eliksiry. Ten - wskazał na pękatą fiolkę wypełnioną czerwonym płynem - spożywaj raz dziennie przez tydzień. Jest to eliksir spożywany po torturach cruciatusem. Zregeneruje on twój układ nerwowy. Eliksir słodkiego snu też ci zostawię. Jeśli nie będziesz mogła spać możesz go brać, jednak nie częściej niż trzy razy na tydzień, ale też nie dłużej niż przez miesiąc, bo jest on uzależniający.
- Dziękuję - powiedziała tylko
- To nie wszystko. Dwa najbliższe dni masz spędzić w łóżku.
- Nie
- Nie ma, że boli. Po takich torturach masz porządnie odpocząć, bo to najlepsze lekarstwo. Tylko dzisiaj i jutro. Powinnaś leżeć dłużej, ale oboje dobrze wiemy, że nie wytrzymasz tak długo. I żebyś się nie wykręcała przekażę wszystko Remusowi, Syriuszowi i Molly. Już oni cię dopilnują. - Nicole wiedziała, że dalsze protesty na nic się zdadzą, dlatego popatrzyła tylko wrogo na Matta - Za trzy tygodnie widzę cię na kontroli. Wtedy już, żadne eliksiry nie będą na ciebie działać, więc zaklęcie sprawdzające, czy jesteś w ciąży nie będzie miało żadnych zakłóceń. Gdy już przyjdziesz do Munga, powiesz, że masz wizytę u Matthew'a Jackson'a. Pamiętaj 25 sierpnia, godzina 12:00. Pasuje? - Nicole niemrawo skinęła głową. - Nie martw się. Będzie dobrze - powiedział i wyszedł. Zaraz za nim pojawiła się pani Weasley z tacą pełną jedzenia. Cały dzień Nicole spędziła tak jak poprzedni wieczór. W towarzystwie rodziny i przyjaciół. Dzięki nim oderwała się trochę od nieprzyjemnych myśli na temat ciąży i na powrót zaczęła się uśmiechać. Z czasem zaczęła nawet uczestniczyć we wspólnych żartach. 
- Wiecie co, mnie chyba za bardzo omamiły te eliksiry - stwierdziła chora z rozbawieniem przyglądając się obecnej młodzieży. Dorośli, w składzie Remus i Syriusz, którzy też cały dzień spędzili w sypialni Nicole, musieli być obecni na zebraniu zakonu, które właśnie się odbywało.
- O co ci chodzi? - zapytał ze śmiechem Sam.
- W jednym pokoju przez cały dzień siedzi grupka ludzi, na którą składają się zarówno Ślizgoni, jak i Gryfoni. A ja nie widzę żadnych krwawiących nosów, czy podbitych oczu. Nawet Draco przestał się zachowywać jak zaszczuty, chociaż takie oblężenie gryfonami, na pewno źle wpływa na jego sarkazm i złośliwość. Mówi ci to coś?
- Walnięta jesteś, Potter. Jeśli chcesz to mogę się poobrzucać błotem z twoim bratem, jednak nie sądzę, by ktokolwiek był z tego zadowolony - stwierdził Malfoy.
- O, teraz powrócił twój poziom złośliwości - zaśmiała się dziewczyna.
- Te eliksiry rzeczywiście miały na ciebie zbyt duży wpływ - rzekł i zrobił coś czego Gryfoni jeszcze nigdy nie widzieli, a mianowicie zaśmiał się szczerze. Tak ciągnął im się wieczór, aż po skończonym zebraniu do pokoju weszła pani Weasley, stwierdzając, że wszyscy powinni dać odpocząć Nicole, a poza tym zabierając swoje dzieci do Nory, bo już było późno. Panna Potter zdawała sobie sprawę, że powinna porozmawiać z przyjaciółmi o tym co ją spotkało, gdy była nieprzytomna, ale na razie nie była na to gotowa.
- Jutro to zrobię. - mruknęła i przykryła się kołdrą, aby oddać się w objęcia Morfeusza.
Napastliwy dotyk...
Silny ucisk...
Paraliżujący strach...
Obrzydzenie do samej siebie...
Ból...
Krzyk...
- Nicole! Obudź się! Niki!
- Aaa, nie dotykaj mnie! - Nicole przestała krzyczeć, ale cała drżała, czuła też łzy na twarzy. Siedziała tu w ciemnym pokoju, a jakiś natrętny facet ją dotykał. Nie zwracała uwagi, że głaskał ją delikatnie, dla niej był to po prostu niepożądany dotyk. Tak bardzo nie chciała tego czuć, ale on nie wiedział co się z nią dzieje. Chwilę jej zajęło, żeby przypomnieć sobie gdzie jest. Ten kto przyszedł zareagował na jej krzyki i już jej nie dotykał, ale jak dla Nicole nadal był stanowczo za blisko. - Odsuń się - powiedziała rozkazująco. Posłuchał. - Zapal światło. - Gdy tylko pokój się rozjaśnił Nicole odetchnęła z ulgą. W jasnym pomieszczeniu lepiej się czuła, ale strach jeszcze jej nie opuścił. Ręce drżały jej jak u alkoholika, a z oczu nadal płynęły bezsilne łzy. Ze strachem widocznym w orzechowych tęczówkach podniosła głowę, aby zobaczyć kto wybudził ją z nocnego koszmaru. - Syriusz, ja... ja przepraszam... Przestraszyłam się... Miałam koszmar... Nie chciałam... - mówiła co rusz przerywając. Nie mogła pozbierać myśli, ale mężczyzna, który cofnął się pod same drzwi rozumiał ją.
- Spokojnie, rozumiem - mówił delikatnie jak do dziecka. - Nie chciałem cię przestraszyć, ale strasznie krzyczałaś.
- Która godzina? - zapytała jakby nie chcąc kontynuować tego tematu
- 3:00 nad ranem.
- Obudziłam cię?
- Nie spałem. Czekałem na Lunatyka. - Widząc niezrozumienie na twarzy dziewczyny wytłumaczył - Jest na misji. Cały czas próbuje przekonać inne wilkołaki do przejścia na stronę zakonu. - Nicole już się uspokoiła. Powstrzymała zarówno drżące dłonie, jak i łzy. - Może położysz się z powrotem spać?
- Nie zasnę teraz - powiedziała tylko.
- A eliksir?
- Nie chcę brać go często. Uzdrowiciel mówił, że on uzależnia. - Oboje patrzyli na siebie nie wiedząc co powiedzieć. Syriusz nie chciał przestraszyć dziewczyny, a ona sama nie wiedziała czego teraz chce. Poprosić go by został z nią, czy raczej odwrotnie, zostać samemu i próbować przyzwyczaić się do snów o gwałcie. - Łapo - zaczęła niepewnie - może mógłbyś, ale jeśli jesteś zmęczony to idź spać, ale może zostałbyś ze mną? - dokończyła równie niepewnie jakby bała się
odpowiedzi przeczącej.
- Jasne, i tak czekam na Lunia - stwierdził wesoło. Za to właśnie Nicole uwielbiała tego mężczyznę. Co by się nie działo on zawsze miał dobry humor i potrafił poprawić go innym, a w szczególności właśnie Nicole i Harry'emu.
- Usiądź, będzie ci wygodniej - stwierdziła widząc, że mężczyzna nadal stoi. - Już nie będę krzyczeć - zażartowała, aby Syriusz wiedział, że już z nią lepiej. Gdy usiadł już na fotelu obok łóżka Nicole zaczęła rozmowę. - Opowiedz mi coś o misjach zakonu – poprosiła.
- A ty nie wiesz, że to wszystko jest tajne przez poufne - oznajmił poważnie, jednak efekt zepsuł wybuch śmiechu przypominający szczekanie psa. Potem Syriusz już mówił bez oporów. Przechodzili z jednego tematu w drugi. Tak mijały im kolejne godziny.
- Łapo? - Nicole uśmiechnęła się przymilnie
- Co knujesz?
- Ja? Nic. Mogę cię o coś prosić?
- Ile na tym stracę? - Syriusz nadal był podejrzliwy.
- Nic. Możesz tylko zyskać moją dozgonną wdzięczność.
- Mów o co chodzi - rzekł pokonany.
- Chcę zostać animagiem. Naucz mnie tego. - Nicole nie prosiła, ona żądała. Została wychowana na francuską arystokratkę, więc zawsze tak było, zawsze dostawała to co chciała. Jednak swoje żądania wypowiadała w tak uroczy sposób, że nikt jej jeszcze nigdy nie odmówił.
- Żartujesz? - zapytał zaskoczony taką prośbą.
- Nie - oznajmiła pewnie. - Wiem, że to ciężka i długotrwała praca, ale jestem gotowa. - Uśmiechnęła się szeroko.
- I pewnie jak Harry się dowie, że uczę cię animagii, to też będzie chciał.
- Tak i jego też nauczysz. - Nicole już niemal podskakiwała na łóżku. Tak bardzo chciała, aby Syriusz się zgodził.
- Niech ci będzie - skapitulował, na co Nicole rzuciła się na niego z piskiem.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję - uścisnęła go mocno i wróciła na swoje posłanie. Teraz, gdy kontakt z drugim człowiekiem został zainicjowany przez nią nie miała powodów do strachu, czy niepokoju. Z resztą dobrze wiedziała, że ze strony Syriusza nic jej nie grozi.
- Co tu się dzieje? - Syriusz i Nicole usłyszeli rozbawiony głos. - Czy wyście zwariowali? Jest 6:00 rano, a wy krzyczycie i śmiejecie się jakbyście byli sami w domu.
- Czekaliśmy na ciebie, Remi. - Nicole uśmiechnęła się słodko. Nie chciała teraz opowiadać o swoim koszmarze, miała na to zbyt dobry humor.
- Już 6:00? - zdziwił się Syriusz
- No już - zaśmiał się Remus - To może teraz pójdziecie spać?
- Nie - sprzeciwiła się szybko Nicole. - To ja zrobię śniadanie, a wy sobie pogadajcie - stwierdziła i wybiegła z pokoju, tak jakby ją stado hipogryfów goniło. Tak bardzo nie chciała mówić teraz o tym koszmarze i psuć sobie humoru, więc zostawiła to Syriuszowi. Wiedziała, że Lunatyk prędzej, czy później się dowie, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby Łapa właśnie teraz mu to wytłumaczył.
- Co się dzieje? - usłyszała jeszcze zaniepokojony głos chrzestnego. 
Syriusz nie mając innego wyjścia opowiedział przyjacielowi o tym co się stało w nocy i o reakcjach Nicole.
- To zapewne normalne reakcje u osoby po torturach - stwierdził Remus. - Trzeba będzie pomóc się jej z tym uporać i jeśli będzie miała jeszcze koszmary to nie dotykać jej przy wybudzaniu.
- Wiesz, przez te trzy godziny była taka radosna. Gdybym nie wiedział to nigdy bym nie pomyślał, że jeszcze cztery dni temu była na torturach u Voldemorta.
- Jest silna i tak chce być postrzegana. Poradzi sobie, ale musimy jej z tym pomóc - stwierdził. Syriusz tylko przytaknął jego słowom. - Chodźmy do niej. - Gdy zeszli na dół, po kuchni rozchodził się smakowity zapach jajecznicy. 
- Siadajcie, zaraz będzie gotowe - stwierdziła Nicole dostrzegając ich. Po chwili machnęła różdżką, a na stole pojawił się koszyk z pieczywem, sztućce i trzy kubki wypełnione parującą kawą. - Smacznego - powiedziała uśmiechając się z zadowoleniem i stawiając talerze z posiłkiem na stole. Po skończonym posiłku siedzieli przy stole pijąc kawę i rozprawiając o misji Remusa.
- Nicole, dziękujemy za śniadanie, ale ty powinnaś się już położyć - oznajmił Lunatyk, gdy dokończyli już kawę.
- Ale mi się już nie chce leżeć - zaczęła marudzić.
- Uzdrowiciel kazał ci przeleżeć jeszcze ten jeden dzień. 
- Może spróbujesz zasnąć? - zapytał Syriusz.
- Ja nie chcę - stwierdziła, i zaczęła ziewać, jakby organizm chciał się sprzeciwić.
- Jeśli chcesz to zostaniemy z tobą - zaproponował Remus.
- Nie, wy też powinniście odpocząć. W końcu oboje w ogóle nie spaliście - sprzeciwiła się. - Macie racje, powinnam się przespać. Poradzę sobie - dodała, aby zrozumieli, że mogą spokojnie wypocząć nie zwracając na nią uwagi.
Nicole obudziła się o 10:00. Czuła się wypoczęta i cieszyła się, że tym razem nie nękał jej żaden koszmar. Nie zastanawiała się nad tym długo, gdyż do jej pokoju zwaliła się cała młodzież przebywająca na Grimmauld Place 12.
- Jak się spało? - zapytała Vanessa
- Dobrze, a co wy tu robicie?
- A co nie chcesz nas tu? - zapytała żartobliwie Sanpe'ówna - Znudziło nam się oglądanie kłótni ojca z Syriuszem.
- Znowu się kłócą? Przecież oni zachowują się gorzej niż dzieci.
- Dobrze, że ojciec cię nie słyszy.
- Oni powinni brać przykład z Harry'ego i Dracona. Nienawidzą się, ale jednak taktownie się unikają.
- Czy ty nas porównujesz do Snape'a i Syriusza? - zapytał z niedowierzaniem Harry, na co Nicole przytaknęła
- Nasza nienawiść jest lepsza - zareagował Malfoy.
- Tak, tak Draco. - Nicole uśmiechnęła się szeroko. - Ty we wszystkim jesteś lepszy.
- Oczywiście - zgodził się dumnie.
Potem jak zwykle żartowali i gadali na nic nie znaczące tematy, aż wreszcie dołączyli do nich Syriusz i Remus. Tak więc Nicole musiała spełnić daną sobie obietnice.
- Dobrze, że jesteście wszyscy. Muszę wam coś powiedzieć. - zaczęła poważnie. Usiadła na łóżku po turecku i przyglądając się swoim paznokciom zaczęła opowiadać wszystko zaczynając od spotkania Adrienne. Czuła na sobie niedowierzające spojrzenia, ale nie przejmowała się tym. Jeśli uwolni Potter'ów to wtedy będą musieli jej uwierzyć. Gdy doszła w opowieści do momentu wyboru spojrzała na Laurę. Blondynka też nie odrywała od niej wzroku. Gdy przerwała dziewczynka zapytała drżącym głosem:
- Kogo wybrałaś?
- Potterów. - odpowiedziała.
- Myślałam, że coś dla ciebie znaczę, że jesteśmy siostrami. A odkąd go poznałaś już nie zwracasz na mnie uwagi. Nie potrzebna ci siostra, skoro masz brata. Myślałam, że za nimi tęsknisz. - Laura wybiegła z pokoju cała zapłakana. Choć nie krzyczała to Nicole nigdy wcześniej nie słyszała tyle żalu w głosie siostry. Zabolały ją słowa małej Gryfonki. Bolało ją to jak cholera, ale rozumiała jej zachowanie. Dlatego właśnie po chwili wahania, wybiegła za Laurą. Jednak nie zdążyła jej dogonić, bo ta zamknęła już za sobą drzwi swojej sypialni. 
- Laura otwórz! - krzyczała przez łzy. - Wytłumaczę ci to, tylko otwórz. - Teraz Nicole pluła sobie w brodę, że sama nauczyła Laurę zaklęć takich jak zamykające drzwi, czy wyciszające. Mogła użyć różdżki, aby je otworzyć, ale po pierwsze zostawiła ją w pokoju, a po drugie nie chciała naruszać prywatności Laury. Nicole zdała sobie sprawę, że musi poczekać, aż tamta ochłonie i przemyśli to wszystko. Teraz dała sobie spokój i wróciła do swojej sypialni. Tam czekała na nią reszta słuchaczy. Trójka z nich była w totalnym szoku. Harry, Syriusz i Remus. Dla całej trójki ponowne spotkanie Lily i Jamesa Potterów będzie spełnieniem wszystkich marzeń.
- Czy naprawdę... czy oni naprawdę będą mogli żyć? - Harry był pełen nadziei, nie wierzył jeszcze w to, ale Nicole wydawało się, że już planuje sobie pierwsze spotkanie z rodzicami.
- Tak, tylko będę musiała się dostać do Departamentu Tajemnic. - zaczęła tłumaczyć im dlaczego akurat tam przywróci do życia swoich rodziców. Gdy wreszcie wszyscy wiedzieli już wszystko Harry zapytał:
- Dlaczego to ich wybrałaś?
- Takie było moje zadanie. Musiałam wybrać tych, którzy będą mieli swoje uczestnictwo w zbliżającej się wojnie. Robespierre'owie już swoje zrobili, a dzięki Potterom ty odzyskasz swoje moce. Mówiłam ci o tym - wyjaśniła już zmęczona całą tą rozmową.
- Dziękuję. - Choć Harry nie takiej odpowiedzi się spodziewał to i tak był wdzięczny siostrze. Dzięki niej będzie miał pełną rodzinę, a o tym marzył od zawsze. Na początku nie mógł uwierzyć, że takie coś można zrobić, ale gdy Remus potwierdził istnienie Aniołów Życia, bo jak mówił czytał gdzieś o nich, choć za wiele informacji tam nie było, to od razu uwierzył. Co prawda trudno mu było jeszcze uwierzyć, że ma jakąś specjalną moc, ale po przemyśleniu musiał przyznać, że gdy miał przy sobie bliskich to czuł się jakby lepiej, pewniej. - Mam nadzieję, że Laura nie będzie się złościła na ciebie - powiedział jeszcze.
- W końcu zrozumie – stwierdziła. - Nie chcę was wyganiać, ale chętnie bym się przekimała.
- Jasne. My już wychodzimy - oznajmił Remus i jak jeden mąż wszyscy wstali i wyszli. Nicole nie zasnęła od razu. Najpierw potrzebowała pomyśleć o tej całej rozmowie. Niestety nie doszła do żadnych konkretnych wniosków, dlatego wypiła eliksir słodkiego snu i zasnęła.
Tego dnia i nocy nie tylko ona myślała. Wszyscy, którzy usłyszeli te rewelacje mieli nad czym rozmyślać. Syriusz z Remusem jeszcze długo rozprawiali o tym wszystkim. Ciężko im było uwierzyć w ożywianie ludzi, ale w końcu to świat magii. Tu wszystko jest możliwe. Nawet spotkanie nieżyjących już przyjaciół, którzy jednak powrócili do świata żywych.

***
No i jest kolejny rozdział. 
> Kilku z was pod poprzednim rozdziałem pisało, że szkoda, że nie ożywiłam Robespierre'ów. No cóż dosyć szczegółowo wyjaśniłam dlaczego taki wybór. I nie chodzi tu o uczucia Nicole do Harry'ego, albo Laury. Nicole musiała tak wybrać, bo to właśnie Potter'owie mają mieć wpływ na wojnę.
> No i druga sprawa. Po raz kolejny odniosę się do przyjaźni Harry'ego i Rona. Owszem Harry potrzebuje wsparcia, ale chodzi tu o wsparcie prawdziwych przyjaciół, a nie takich, którzy nie potrafią zaakceptować pewnych zmian w życiu swojego przyjaciela. Ron jest ograniczony i nie potrafi zrozumieć uczuć Harry'ego do ślizgońskiej siostry. 

Przy okazji, jak podoba się nowy szablon? Miłego czytania, pozdrawiam,

AniaXXX

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 38


Ciemność znikła. Nie było już tego wszechogarniającego niebytu. Jest coś całkiem odwrotnego. Światło, wszędzie światło. Po prostu jasność, wszechobecna, ale nie rażąca, tylko jasność. Ale też materializm i istnienie.
Mogę chodzić, mogę się dotknąć. O, nawet mogę usiąść. Gdy tylko o tym pomyślałam pojawiło się krzesło. Co to za miejsce? Żyję. Nie wiem gdzie, ale żyję.
- Tak, żyję, tylko gdzie jestem? - Jej głos też był taki realny.
- Żyjesz. Dokonałaś wyboru, dlatego żyjesz. Jesteś silna, nie poddałaś się. - Nicole, gdy usłyszała ten głos zerwała się z krzesła, na którym wcześniej usiadła, i odwróciła w stronę kobiety, która wypowiedziała te słowa.
- To ten głos. Ten cholerny głos słyszałam przez cały rok we śnie. To ty. Dlaczego śniły mi się twoje słowa? Kim ty jesteś? - Kolejne słowa wypuszczała z siebie z prędkością karabinu maszynowego.
- Spokojnie, uspokój się to wszystkiego się dowiesz. - Choć Nicole przez cały rok denerwowała się, bo nie wiedziała co oznacza ten głos, to w ostatnich dniach był on jej oparciem. To delikatne brzmienie dodawało jej sił, a teraz uspakajało. Nicole odetchnęła głęboko kilka razy, a potem przyglądnęła się kobiecie stojącej na przeciwko. Kojący głos w pełni pasował do delikatnej urody. Filigranowa budowa, blond włosy i śliczny uśmiech, który sięgał nawet oczu. - To skoro już się uspokoiłaś i napatrzyłaś to może usiądziemy i porozmawiamy - stwierdziła wskazując na kanapę, która pojawiła się w miejscu krzesła. Gdy już obie usiadły Nicole znowu chciała zadać kolejne pytanie, jednak zanim to się stało odezwała się blondynka – Spokojnie – powtórzyła. - Najpierw ja powiem to co muszę, a potem ty będziesz zadawać pytania. - Nie czekając na odpowiedź zaczęła mówić. - Jestem Adrienne. Nie będę owijać w bawełnę. Wiesz kim są aniołowie życia i śmierci? - Gdy odpowiedział jej przeczący ruch głowy zaczęła tłumaczyć. - Aniołem życia lub śmierci nie można zostać ot tak. Ten dar sam wybiera ludzi. Z tym trzeba się urodzić, ale też pielęgnować przez całe życie. Aby być aniołem trzeba być dobrym człowiekiem o czystym sercu. Szczerym, sprawiedliwym, po prosty dobrym. Aniołowie śmierci zajmują się ludźmi na końcu ich drogi, natomiast aniołowie życia na początku. Ja jestem aniołem życia. Zostałam nim wybrana podczas wojny z Grindelwaldem. Pomogłam Albusowi pokonać zło. Gdy wykonałam swoje zadanie zmarłam. Od tamtej pory tutaj pomagam ludziom. Gdy na świat powróciło zło w postaci Voldemorta zaczęłam szukać swojego następcy, który pomoże zwyciężyć zło.
- Co to ma wspólnego ze mną? - zapytała zdezorientowana Nicole nie mogąc się powstrzymać.
- Ten dar wybrał również ciebie. Jednak musisz przejść próbę. Jeśli ci się nie uda nie przeżyjesz, jeśli się uda wrócisz na ziemię i pomożesz swojemu bratu wygrać nad złem.
- Stop. - Nicole przerwała Adrienne. - Ja nic nie rozumiem. Najpierw wytłumacz mi gdzie jesteśmy.
- Jesteś niecierpliwa, ale i tego się nauczysz - zaśmiała się kobieta. - Jesteśmy na pograniczu życia i śmierci. Teraz od ciebie zależy czy przeżyjesz.
- Co to znaczy, że jakiś dar wybrał mnie?
- Raz na kilkadziesiąt lat wybierany jest jeden anioł życia i jeden anioł śmierci. Właściwie wybierani są, gdy na świecie źle się dzieje. Teraz gdy Voldemort znów panoszy się po świecie potrzeba dużo mocy, aby go pokonać. To zadanie zostanie przydzielone tobie.
- A Harry? Przecież to on musi zabić Voldemorta.
- Tu nie chodzi tylko o zabicie Voldemorta. Przede wszystkim należy wyplenić to zło z ludzi. Jeśli mrok zostanie przegnany to zabicie Voldemorta nie będzie tak ważne.
- Ale to przecież Voldemort jest przywódcą sił zła.
- Tak, dlatego trzeba to wszystko połączyć.
- Dlaczego mówisz do mnie takimi zagadkami? - Nicole powoli robiła się zła na Adrienne. Całkowicie jej nie rozumiała.
- To nie są zagadki, raczej podpowiedzi. Do wszystkiego musisz dojść sama lub z pomocą bliskich.
- Jakim sposobem to ja zostałam jakimś aniołem?
- Nie jakimś tam. Jesteś aniołem życia. Jak już mówiłam ten dar wybrał ciebie, teraz tylko musisz udowodnić, że jesteś dobra, sprawiedliwa, szczera z czystym sercem. Musisz udowodnić, że to co zostało ci dane, pomoże opanować mrok.
- Nadal nie rozumiem. - jęknęła zrezygnowana Nicole. Chciała po prostu ogarnąć to umysłem, ale tak się nie dało. - Dlaczego ja?
- Wiele w życiu przeszłaś, a jednak to nie sprawiło, że stałaś się zła. Jesteś silna i inteligentna. Nie poddajesz się i nie potrafisz nikogo skrzywdzić. Masz w sobie naprawdę wiele mocy.
- Jakiej mocy? Przecież ja jestem zwykłą nastolatką. - Nicole nie kryła, że trudno jej uwierzyć w to co mówi Adrienne.
- Połączyłaś dwa wielkie rody. Dzięki twojej miłości Harry i Laura stali się rodziną. Ty to sprawiłaś. - Nie czekając na kolejne pytania mówiła dalej. - Każdy anioł życia dostaje swoje zadanie. Musi przywrócić życie odpowiedniemu człowiekowi. Ty musisz pomóc wrócić dwóm osobom. 
- Ale jak to? Przecież nie można przywrócić do życia martwych osób. - Teraz Potter'ówna była całkowicie zaskoczona.
- Nawet śmierć nie jest niepokonana. Jeśli wybierzesz dobrze pomogę ci pokonać śmierć.
- Czyli jak mam wybrać? Dasz mi katalog, a ja wybiorę dwójkę ludzi? Ten będzie żył, bo ma fajne oczy, a ta bo jest ładna? - zakończyła z sarkazmem.
- Przykro mi, ale nie prowadzimy katalogu ze zmarłymi ludźmi. - stwierdziła Adrienne z uśmiechem. - Jeśli nie będziesz cały czas mi przerywać to wszystkiego się dowiesz - wytłumaczyła cierpliwie, przez co Nicole zrobiło się głupio.
- Przepraszam, mów dalej - powiedziała zawstydzona.
- Tak, więc będziesz musiała wybrać dwie osoby, które ożywisz. Musisz wybrać osoby, które będą miały wpływ na przebieg wojny. Takie, które pomogą wygrać te wojnę. Niedługo pojawią się tu cztery osoby, ty wybierzesz dwie. 
- Jeśli ja mam ożywić zmarłych to czy anioł śmierci musi zabić? - zapytała teraz już całkowicie zaciekawiona.
- Mówiłam, że jesteś inteligentna. Tak aniołowie śmierci muszą doprowadzić do śmierci człowieka. Tak samo jak w przypadku ożywiania nie jest to przypadkowy człowiek. Ale to nie powinno cię teraz interesować. Zanim podejmiesz się swojego zadania porozmawiajmy o Harry'm. Wiesz dlaczego to on został Wybrańcem?
- Według przepowiedni to Voldemort go wybrał i dlatego Harry musi go zabić.
- Masz racje.
- Tylko nie wiem jak zwykły nastolatek ma zabić największego czarnoksiężnika XX w.
- Nie będzie to łatwe, ale przecież Harry nie jest sam. Musisz wiedzieć, że on ma wielką siłę w sobie. Tę siłę dają mu jego bliscy. Stracił ją, gdy miał rok. Voldemort zabił mu rodziców, Dumbledore zabrał siostrę, chrzestny został zamknięty w więzieniu. Stracił całą swoją rodzinę w jedną noc. Odkąd poszedł do Hogwartu powoli odzyskuje swoją moc. Poznał przyjaciół, odzyskał Syriusza i ciebie. Można powiedzieć, że jego mocą zarządzają jego bliscy. Jeśli są przy nim jego moc wzrasta.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. A teraz czas na twoje zadanie. - Adrienne nieoczekiwanie przerwała rozmowę i machnęła ręką. Niedaleko nich pojawiły się cztery osoby, dwie pary. Cała czwórka patrzyła na czarnowłosą z miłością w oczach. Jednak Nicole zwracała uwagę tylko na blondwłosą parę. Oboje mieli po 40 lat i byli tak piękni i dostojni jak dziewczyna ich zapamiętała.
- Maman! Papa! - wykrzyknęła i podbiegła do przybranych rodziców ze łzami szczęścia w oczach. Po chwili cała trójka ściskała się mocno. Adrienne patrzyła na dziewczynę z zadumą, a pozostała dwójka z lekkim smutkiem. Gdy tylko oderwali się od siebie Nicole zaczęła mówić:
- Ja przepraszam. Nie powinnam wam wtedy tego mówić. Wybaczcie mi, proszę. - Nicole było strasznie wstyd, gdy przypomniała sobie swoją ostatnią kłótnie z rodzicami. 
- Nie mamy ci czego wybaczać, księżniczko - odezwał się Jacob Robespierre.
- Dzięki temu ty i Laura żyjecie. To nam wystarczy - stwierdziła Danielle.
- Kocham was - powiedziała tylko i znowu ich uściskała.
- Jesteśmy z ciebie dumni, księżniczko. Z ciebie i Laury.
- Nicole, musisz wybrać - odezwała się Adrienne. Wtedy właśnie Nicole przypomniała sobie co musi zrobić. Dlatego przeniosła wzrok na drugą parę, która stała niedaleko. Od razu ich poznała. W końcu widziała kilka zdjęć swojej rodziny, a po za tym miała przed sobą starszą wersję Harry'ego oraz kobietę o oczach, które odziedziczył jej brat. James i Lily Potter'owie. Jej biologiczni rodzice. Nie podeszła do nich. Nie potrafiła uściskać ich tak jak Robespierre'ów. Bała się, że ta dwójka może ją znienawidzić, bo jedyną rzeczą o jakiej teraz marzyła to ożywić Jacoba i Danielle.
- Co jeśli źle wybiorę? - zapytała Nicole Adrienne.
- Umrzesz i nikogo nie uratujesz.
- A jeśli nie podejmę się tego zadania?
- Skutek będzie taki sam. - Nicole wiedziała już co ma zrobić, jednak nie potrafiła powiedzieć tego na głos. Zrozumiała do czego dążyła cała jej rozmowa z Adrienne. Teraz rzeczywiście zorientowała, że jej słowa były podpowiedziami. Jej zadaniem była pomoc w pokonaniu sił zła. Ludzie, których ożywi, będą musieli mieć swój wpływ na wynik wojny. Harry potrzebował swoich bliskich, aby mieć moc i siłę do pokonania Voldemorta. Miał przyjaciół, siostrę i chrzestnego. Brakowało mu tylko rodziców, którzy otoczyliby go bezwarunkową miłością i opieką.
- Jak mam to zrobić? Jak skazać dwójkę ludzi na śmierć? - zapytała Nicole patrząc na Adrienne z bólem.
- Nie skazujesz nikogo na śmierć. Oni już nie żyją. Popatrz na to z drugiej strony. Dwójce ludzi dajesz szanse na życie - tłumaczyła cierpliwie.
- Maman, papa przykro mi, ale nie mogę zrobić inaczej. Oni pomogą Harry'emu. Dzięki nim on pokona Voldemorta. - Łzy już swobodnie spływały po twarzy Nicole. Nie chciała patrzeć ani na jednych rodziców, ani na drugich. Jak to brzmi. Mam dwie mamy i dwóch ojców. Na jednych rodziców nie potrafię nawet spojrzeć, a z drugimi zaraz będę musiała się pożegnać na zawsze - pomyślała.
- Córeczko wiemy co musisz zrobić. Pamiętaj, że nie mamy ci tego za złe. Zawsze z tobą będziemy. Będziemy cię obserwować i pomagać. Tobie i Laurze. Zawsze - stwierdziła Danielle i przytuliła córkę ostatni raz. Potem głos zabrał Jacob.
- Księżniczko, jesteśmy z was dumni. My już nie żyjemy, ale ty i Laura cieszcie się życiem wśród bliskich. Oni pomogą nie tylko Harry'emu, ale i tobie. - Mężczyzna przytulił swoją przybraną córkę.
- My już musimy iść. Bardzo was kochamy. Przekaż to Laurze - stwierdziła kobieta, po czym wraz z mężem zaczęła się oddalać. Nicole wpatrywała się w nich, aż nie zniknęli. Łzy nadal ciekły jej po policzkach. Nie mogła uwierzyć, że spotkała ukochanych rodziców. Tak bardzo ich kochała, a teraz po raz kolejny musiała ich pożegnać.
- Nicole przeszłaś swoje zadanie. Gratuluję - stwierdziła Adrienne.
- Będę mogła ich jeszcze kiedyś zobaczyć? - zapytała z nadzieją.
- Przykro mi, ale nie. - Na te słowa nastolatka otarła łzy z twarzy i wyprostowała się dumnie
- Co mam teraz zrobić?
- Może porozmawiasz z nimi? - zaproponowała Adrienne wskazując na Potterów. Nicole tylko kiwnęła głową i podeszła do biologicznych rodziców.
- Ja... - zaczęła, ale nie potrafiła skończyć. Całkowicie nie wiedziała co im powiedzieć.
- Nie mów nic. Wiemy ile cię to kosztowało. Przykro nam, że musiałaś przez to przejść - stwierdziła Lily, pokazując Nicole, że nie ma jej za złe większej zażyłości z francuskimi rodzicami.
- Oni cię wychowali. Spisali się znakomicie i teraz jesteśmy im za to niezmiernie wdzięczni. To dzięki nim jesteś taka, jaka jesteś. Dobra, odważna, inteligentna i sprytna - rzekł James.
- Gdyby nie Harry to ich bym wybrała bez względu na konsekwencje. Przepraszam. - Nicole spuściła głowę nie chcąc widzieć zawodu w oczach Potterów.
- Wiemy i nie mamy ci tego za złe. Kochasz ich, to oni byli twoją rodziną, gdy nas zabrakło. - W głosie matki Nicole nie usłyszała pretensji tylko bezwarunkową miłość, dlatego uniosła głowę i spojrzała na rodziców.
- Nie wiem ile mi to zajmie, ale nauczę się was kochać. Wiem, że to dzięki wam jestem na tym świecie, dlatego postaram się być dobrą córką.
- Nic na siłę. My to rozumiemy, a ty już nią jesteś - oznajmił James. Nicole uśmiechnęła się delikatnie, właśnie uznała, że teraz będzie już tylko lepiej. Wiedziała, że po powrocie na ziemię czeka ją dużo problemów. Uporanie się ze strachem po gwałcie, przyzwyczajenie się do rodziców, konfrontacja z Laurą, która będzie jej miała za złe, że nie wybrała Robespierre'ów. Mimo tego była pewna, że poradzi sobie z tym. Musi.
- Co teraz? - zapytała Anioła.
- Teraz ty wrócisz do siebie. Po przebudzeniu i odzyskaniu sił będziesz musiała pomóc im wrócić do żywych - zaczęła tłumaczyć Adrienne. - W Departamencie Tajemnic jest Sala Śmierci. Tam znajduje się kamienny łuk. Jest to jedyne miejsce w Anglii, które łączy świat żywych i umarłych. Ty dzięki temu, że jesteś Aniołem Życia będziesz mogła bez problemu tam wejść i wyjść wyprowadzając Potterów.
- Czyli mam tam wejść, znaleźć ich i wyjść?
- Dokładnie tak. Z szukaniem nie powinnaś mieć wielu problemów. Będą czekali na ciebie zaraz na początku.
- Rozumiem. Powiedz mi jeszcze jakim sposobem będę mogła pomóc Harry'emu wygrać tę wojnę.
- Dojdziesz do tego sama. Jesteś inteligenta i jestem pewna, że szybko ci się to uda. Masz w sobie magię aniołów. Nie musisz uczyć się konkretnych zaklęć, ta magia jest w tobie. Ona pomoże ci przetrwać. Twoje zaklęcia będą miały większą siłę. Po śmierci będziesz zajmowała się tym co ja. Czyli będziesz pomagać nowo narodzonym ludziom, ale będziesz też szukać niebezpieczeństwa rozprzestrzenienia się zła. Jeśli to się stanie zaczniesz szukać swojego następcy na ziemi. Jako Anioł Życia nie będziesz mogła nikogo zabić. Jeśli znajdziesz w sobie tyle nienawiści, aby to zrobić również umrzesz i zostaniesz potępiona. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Tylko trzy rzeczy. Czy będę mogła komuś o tym powiedzieć?
- Myślę, że twoi najbliżsi powinni wiedzieć co tu się stało. Jednak nie proponuję rozprzestrzeniania tego na cały świat. Informacje o Aniołach Życia i Śmierci będą głęboko ukryte w umysłach tych, którzy o tym wiedzą. Więc nawet przy użyciu legilimencji nikt niepowołany się nie dowie. Co to za druga rzecz?
- Powiedziałaś, że po wykonaniu swojego zadania zmarłaś. Czy jeśli ja wykonam swoje zadanie to też umrę?
- Moja śmierć nie miała związku z zadaniem. Ja byłam śmiertelnie chora. Moc aniołów sprawiała, że żyłam dopóki nie wykonałam swojego zadania. Myślę, że ciebie czeka jeszcze wiele życia. Ciesz się tym - oznajmiła Adrienne uśmiechając się do Nicole. Potterówna była pełna podziwu dla tej dziewczyny. Mimo, że była chora i wiedziała, że umrze to podjęła się bycia Aniołem Życia. Przy tym Nicole widziała w blondynce czystą, niezmąconą radość i też pragnęła taką być. Nie rozmyślając więcej nad tym zadała ostatnie, nurtujące ją pytanie.
- Spotkamy się jeszcze?
- Czyżby przestał ci przeszkadzać mój głos? - zaśmiała się Adrienne.
- Nigdy mi nie przeszkadzał. Denerwowała mnie niewiedza. W ostatnich dniach dzięki tobie się nie poddałam - wyznała szczerze Nicole.
- Ja już nie żyję, ale będziemy mogli spotkać się we śnie. Jeśli tylko będziesz mnie potrzebowała przybędę.
- Dziękuję. Jak mam teraz wrócić do siebie?
- Ja to załatwię. Do zobaczenia - stwierdziła blondynka. Po chwili machnęła ręką i wszystko zniknęło. Pozostała tylko ciemność. Nicole nie zdążyła nic więcej zarejestrować, bo straciła świadomość.

***
Wróciłam i jest nowy rozdział. Mam nadzieję, że się podoba.
A teraz słowem wyjaśnienia. 
> Zauważyłam, że gwałt Nicole spotkał się z różnymi reakcjami. Jednym to nie przeszkadzało, a inni pisali, że to zbyt brutalne, ale takie to właśnie miało być. Nie chciałam rozwiązać tego w delikatny sposób, bo i śmierciożercy, i Voldemort nie są delikatni. 
> Przeczytałam też opinię, że nielubienie kogoś kłóci się z ufaniem tej osobie. Otóż ja się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że lubienie, czy też nielubienie kogoś jest kwestią bardzo osobistą. Natomiast na zaufanie trzeba sobie zapracować. Tutaj Draco zapracował sobie na zaufanie Harry'ego ratując Nicole, a przez ich wcześniejszą relacje nadal się nie lubią.
> Zaznaczę również, że nie uważam, że zbyt szybko zakończyłam przyjaźń Harry'ego i Rona. Przecież akcja opowiadania trwa już cały rok i przez ten rok Ron cały czas nadszarpywał tę przyjaźń.
Jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie. Kolejny rozdział za tydzień.
Pozdrawiam,
AniaXXX