poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 53


Poszukiwania Nicole przez trzeciorocznych Gryfonów skończyły się fiaskiem. Niedługo miał być obiad, a oni nadal jej nie znaleźli. Widocznie Ślizgonka postanowiła spędzić niedzielę w swoim dormitorium.
- To co? Pokój Wspólny Ślizgonów? – zapytał Jack, kiedy wszyscy doszli do tego samego wniosku.
- A wiecie gdzie jest ich Pokój Wspólny? – odpowiedział pytaniem na pytanie Dennis. Reszta spojrzała na niego jak na debila, ale po chwili zorientowali się, że ich nowy przyjaciel ma rację.
- Yyy, w lochach – odpowiedziała niepewnie Laura.
- Lochy są ogromne, a my na nasze szczęście natkniemy się na Snape’a, który wlepi nam szlaban. – Natalie zawsze była największą marudą, ale tym razem trafiła w sedno. Za to Laurze zrobiło się głupio, no bo przecież już ponad rok chodzi do Hogwartu i nigdy nie próbowała odwiedzić siostry w jej pokoju wspólnym. Nicole często pojawiała się u Gryfonów, żeby odwiedzić dwójkę rodzeństwa. Laura postanowiła sobie nadrobić swoje obowiązki wobec siostry.
- Ale spróbować można – zaproponowała niezbyt zdecydowanym głosem Lucy.
- Mam lepszy pomysł – zawołała Laura. – Musimy znaleźć Harry’ego. – Nim skończyła mówić już biegła w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów. Aż chciała walnąć się w głowę, że od razu nie pomyślała o pożyczeniu Mapy Huncwotów od Harry’ego. Sprawdzi najpierw czy w ogóle jest po co szukać Nicole w lochach, czy może gdzieś indziej się zaszyła.
Tymczasem Nicole nie znajdowała się wcale w swoim dormitorium, ani nawet w lochach. Siedziała przy brzegu Czarnego Jeziora od strony Zakazanego Lasu. Z tej strony nikt na błoniach nie powinien jej zobaczyć. I oto właśnie jej chodziło. Chciała sama poukładać sobie swoje życie, a towarzystwo tylko ją rozpraszało. Choć po tak długim czasie w odosobnieniu już wariowała. Odkąd Laura została zaatakowana odizolowała się od Potterów i wszystkich związanych z nimi, w tym od jej ojca chrzestnego. Brakowało go jej, bo był jedyną osobą, która dzięki racjonalnym argumentom potrafiła dać jej mentalnego kopa. Zawsze były dziewczyny, ale one były jej przyjaciółkami i były raczej od pocieszania, co robiły doskonale, ale znały się na tyle dobrze, że zarówno Camile, jak i Vanessa zdawały sobie sprawę, że Nicole swoje problemy zawsze rozwiązuje sama i jest na tyle uparta, że nie chce przyjąć ich pomocy. Był jeszcze Draco, który, jak się okazało, bardzo dobrze ją rozumiał, ale odkąd pokłóciła się z Laurą zamknęła się w kokonie do którego nie dopuszczała ani Dracona, ani nikogo innego. Odepchnęła wszystkich na własne życzenie i teraz siedząc sama żałowała tego. Właściwie już sama nie wiedziała czego chce. Niby szukała tylko swojego towarzystwa, bo wśród innych czuła się źle. Jednak będąc sama miała wrażenie, że powoli wariuje. Jęknęła cicho i schowała twarz w dłoniach.
- Rozchorujesz się jak będziesz siedzieć całymi dniami w takim zimnie. – Nicole gwałtownie wstała i obróciła się do źródła głosu.
- Remus, co ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? – zapytała, gdy ujrzała uśmiechniętego chrzestnego.
- Razem z Jamesem i Syriuszem często chodzimy do Zakazanego Lasu, żeby sprawdzić czy nikt niepowołany się tam nie kręci. Od kilku dni widujemy cię w tym samym miejscu. Naprawdę powinnaś coś na siebie założyć.
- Jestem czarownicą. Po to mam różdżkę, aby z niej korzystać. Naprawdę sądzisz, że siedziałabym codziennie w taką pogodę i specjalnie marzła? – Nicole nie przejmując się niespodziewanym towarzyszem, którego tak naprawdę jej brakowało, usiadła z powrotem na swoje miejsce.
- Zapomniałem, że mam do czynienia z Ślizgonką – zaśmiał się i usiadł koło chrześnicy.
- Jednak ci to przeszkadza? Moja przynależność do domu Salazara – wyjaśniła, gdy zobaczyła pytanie w jego oczach.
- Już dawno ci mówiłem, że nie. Po prostu zachowałem się jak typowy Gryfon. Najpierw powiedziałem, a potem pomyślałem. Mogłem od razu się domyślić, że użyjesz różdżki, a zachowałem się jak nadopiekuńczy chrzestny.
- Lubię czasem jak tak się zachowujesz – przyznała szeptem jakby się tego wstydziła. – Czasem mi tego brakuje – przyznała, jednak zaraz zamilkła zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Nie chcąc patrzeć na wilkołaka wpatrywała się w odmęty jeziora.
- Wiesz, że masz wielu przyjaciół, którzy chętnie cię wysłuchają? Ja i twoi rodzice też zawsze będziemy przy tobie, choćbyś bardzo tego nie chciała. – Remus położył dłoń na jej ramieniu, aby wiedziała, że ma w nim wsparcie. Nicole na ten gest schowała głowę między ugięte nogi.
- To nie jest takie łatwe – mruknęła.
- Zazwyczaj życie nie jest łatwe.
- Teraz jest ten moment, gdzie ty mnie pouczasz, że źle robię, a ja cię słucham? – zapytała z kpiną w głosie. Nie chciała tego, ale Remus trafił w sedno jej problemu. Chciała i nie chciała z nim rozmawiać. Miała dość tej niezdecydowanej siebie i dlatego reagowała ze złością.
- Nie chcę cię umoralniać. Wolałbym, abyś porozmawiała ze mną z własnej woli. Jesteś inteligentna i naprawdę wierzę, że wiesz o co mi chodzi. – Po tych słowach zapadła cisza. Po jakimś kwadransie Remus już myślał, że nie dotrze do chrześnicy i chciał wstać, aby zostawić ją samą, jednak ona odezwała się niespodziewanie.
- Jestem kretynką – powiedziała nadal siedząc w tej samej pozycji. Lepiej jej się mówiło, gdy nie musiała patrzeć w zmartwione oczy Remusa. – Nie zaprzeczaj, przecież oboje wiemy, że to prawda. – Po chwili ciszy zaczęła mówić. – Nie potrafię się z nimi pożegnać. Nigdy sobie na to nie pozwoliłam. Najpierw musiałam szybko się pozbierać po ich śmierci, bo Laura mnie potrzebowała. Nie mogłam pozwolić sobie na żal, ona była ważniejsza. Potem pojawił się Harry, ty i Syriusz. To było dobre i choć trochę zapełniło tę pustkę, ale to wciąż nie było to samo. Potterowie tylko wszystko pogorszyli. Od ich powrotu nie potrafię się w sobie zebrać, a oni nie pomagają. Minęło już tyle czasu, a ja nie potrafię spojrzeć na nich jak na rodziców, widzę jak się starają, ale nie potrafię. Nie, póki nie pożegnam się z Robespierre’ami. A do tego wszystkiego Laura, która nienawidzi mnie, bo ją okłamałam, nie wiem kiedy odzyska pamięć i tak strasznie się boję, że ktoś ją znowu zaatakuję. Ona zawsze była przy mnie, a ja przy niej, a teraz mijamy się na korytarzach jak wrogowie. Myślałam, że jeśli zostanę sama ze sobą, to chociaż pożegnam się z nimi i pozwolę im odejść w pełni na drugą stronę, ale to tylko pogorszyło sprawę. Kiedy jestem sama wariuję, ale nie chcę przytłaczać moich przyjaciół swoim beznadziejnym humorem. – Nicole zdawała sobie sprawę, że mówiła bez składu i ładu, ale czuła, że Remus ją zrozumiał.
- To wcale nie znaczy, że jesteś kretynką.
- To może nie, ale wiem czemu nie pozwoliłam sobie na pożegnanie. To co mówiłam to prawda, ale to tylko głupie wymówki. Nienawidzę ich za to. Za to, że zostawili mnie z tym samą. Przez całe życie mogłam na nich polegać, a przez to cholerne wystąpienie zostawili mnie samą. Musiałam być dla Laury najlepszą starszą siostrą, ale też zastąpić jej rodziców. Byłam tylko czternastolatka, która natychmiastowo musiała zacząć myśleć jak dorosły. Udawałam, cały czas udawałam, że mi się to udało. Udawałam, że się pozbierałam. Udawałam, żeby Laura miała we mnie oparcie. Wydawało mi się, że dobrze mi szło, aż do niedawno. Nawet to spieprzyłam. Teraz Laura mnie nienawidzi, Harry zapewne obraził się, bo go odrzuciłam, a oni… Ich nie znam, nie wiem jak się do nich zwracać, jak się przy nich zachowywać. Jestem beznadziejną córką i siostrą. Wszystko sprowadza się do tego, że jestem kretynką, samolubną kretynką. – Nicole nadal ukrywała głowę między nogami, nie chciała, aby Remus zauważył, że pozwoliła sobie na chwilę słabości i po jej policzkach ciekną łzy, których już nie potrafiła zatrzymać.
- Nicole, popatrz na mnie – poprosił mężczyzna widząc zły stan Ślizgonki, ale ona tylko pokręciła głową. – Nicole, proszę. – Coś było w jego głosie, że Nicole posłuchała. Gdy tylko spojrzała swoimi zapłakanymi oczami na chrzestnego, ten bez słowa przytulił ją. – Pozwól sobie na płacz, to ci pomoże. – Po tych słowach Nicole nie potrafiła już się powstrzymać. Uścisnęła Remusa najmocniej jak mogła i płakała. Płakała uwalniając swój żal. Trwało to kilka minut, ale pozwoliło Nicole uspokoić się. Odsunęła się od mężczyzny i próbując wytrzeć twarz w rękaw. Remus machnął różdżką i na jej dłoni znalazła się chusteczka. Czarnowłosa popatrzyła na niego i uśmiechnęła się delikatnie.
- Dzięki. Wyglądam tragicznie, przyda się.
- Nie jest tak źle – stwierdził i poczochrał ją po głowie. Gdy doprowadziła się do porządku Remus spojrzał na nią uważnie.
- Wiesz, że ze wszystkim można sobie poradzić – bardziej stwierdził niż zapytał.
- Wiem, ale czasem mam dość. Póki oni żyli moim największym problemem było uczestnictwo w niechcianych bankietach czy dopasowanie odpowiedniej bluzki do spodni. Potem wszystko naraz zwaliło mi się na głowę. Najgorsze jest to, że wiem, że Harry miał dużo gorzej. On musiał dorosnąć znacznie szybciej niż ja i nie rozpacza tak jak ja.
- To może najpierw powiedz mi czemu porównujesz się do Harry’ego?
- No… Ja… Przecież… - Nie takiego pytania się spodziewała.
- Właśnie. Jesteś sobą i nie zmieniaj się. To, że ty i Harry mieliście zupełnie inne dzieciństwo, wcale nie znaczy, że którekolwiek z was jest lepsze czy gorsze. Oboje musieliście dorosnąć zbyt szybko i oboje poradziliście sobie z tym lepiej niż nie jeden dorosły. Wiesz, że ani James, ani Lily nie mają ci za złe twojej miłości do Robespierre’ów. Oni to rozumieją i czekają cierpliwie, aż ty zrozumiesz, że kochają cię tak samo mocno jak Harry’ego i nic tego nie zmieni. – Remus przeszedł do tematu, który bardziej rozumiał.
- Ale ja to wiem, tylko nie potrafię wykorzystać tej wiedzy. Nie znam ich i nie potrafię z nimi rozmawiać.
- Potrafisz tylko boisz się spróbować.
- Ja wcale… - Nicole zamilkła szybko, gdy zdała sobie sprawę, że mężczyzna ma rację.
- Boisz się, że zdradzisz pamięć Robespierre’ów, jeśli pozwolisz sobie na miłość do biologicznej rodziny. Teraz dodatkowo boisz się, że Laura nigdy nie wybaczy ci posiadania rodziny, którą obie straciliście. A wreszcie boisz się, że jeśli pokochasz swoją rodzinę to ponownie ją stracisz.
- Skąd… Skąd możesz to wiedzieć? – Nicole ponownie zabrzmiała trochę zbyt ostro, ale wyprowadziło ją z równowagi, że mężczyzna czyta z niej jak z książki.
- Potrafię obserwować – odpowiedział tylko.
- To co mam zrobić, żeby wszystko naprawić? Tak, jestem tchórzem, ale to nic nie zmienia.
- To, że czegoś się boisz nie znaczy, że jesteś tchórzem. Tchórzem jest ktoś kto ucieka przed swoimi lękami, nie próbując się im przeciwstawić. A jak znam Nicole Robespierre-Potter to wiem, że ona wreszcie stanie do walki ze swoimi lękami.
- Ale nadal nie wiem jak stanąć do walki – powiedziała bezradnie.
- Musisz pozwolić odejść Robespierre’om, pożegnać się z nimi. Może Adrienne ci pomoże? Nie wiem, ale to jest coś co musisz zrobić sama. Jeśli chcesz mogę pójść z tobą na ich grób. Ale pamiętaj, że oni cały czas patrzą na ciebie. Póki są w twoim sercu nie opuszczą cię. Będą z tobą i z Laurą. Przecież oboje wiemy, że nie winisz ich za to wszystko, jeśli to dotrze do ciebie, powinno być łatwiej.
- Masz rację, Remusie. Naprawdę ci za to dziękuję. – Nicole popatrzyła w oczy chrzestnego, aby wiedział, że naprawdę szczerze mu dziękuje. – A wiesz może… To znaczy, czy dasz mi jakąś instrukcję obsługi do Potterów? Albo chociaż jakąś wskazówkę. – Mężczyzna szczerze zaśmiał się z żartu dziewczyny.
- Wiesz, to tak jakbym miał dać ci instrukcję do ciebie. Jesteś do nich niezwykle podobna. Musisz tylko odkryć te podobieństwa i znaleźć z nimi wspólny język.
- Ale jak? – Nicole była bezradna. Kompletnie nie wiedziała jak ma rozmawiać z rodzicami.
- Masz z nimi więcej wspólnego niż ci się wydaje. Ale skoro ty tego nie widzisz to ci pomogę. Najpierw rzuca mi się w oczy animagia. Popracuj nad nią z Jamesem. Z resztą ty i Harry, jak tylko połączycie swoje grupki jesteście na dobrej drodze do zostania Huncwotami 2.0. Choć nie pochwalam tego, to James będzie z was dumny, gdy spłatacie jakiegoś figla Filchowi, a znając jego i Łapę, jeszcze dadzą wam tysiąc innych pomysłów na to. – Nicole zdała sobie sprawę, że Lunatyk ma rację. Od samego początku potrafiła złapać jakiś kontakt ze swoim ojcem.  Pracowali już razem nad animagią, a i ona miała wrażenie, że z charakteru była do niego bardziej podobna niż do matki. Zawsze otwarta na ludzi z dużym poczuciem humoru. Tak, te cechy łączyły ją z Jamesem Potterem. Ale co z Lily Potter?
- A co z nią? – Remus zamyślił się, jednak po chwili odpowiedział z szerokim uśmiechem.
- Myślę, że każda nastolatka będzie potrafiła znaleźć wspólny temat z własną matką.
- Mam z nią rozmawiać o babskich sprawach? – zapytała powątpiewająco, jednak zanim Remus jej odpowiedział, oznajmiła – może to nie głupi pomysł. – I uśmiechnęła się szeroko. Wilkołak ucieszył się, bo ten uśmiech obejmował też jej oczy, w których pojawiły się wesołe ogniki. – Remi, naprawdę dziękuję. Dzięki tobie chyba będę w stanie się pozbierać. Naprawdę dużo mi uświadomiłeś i dużo sama zrozumiałam. Laurą postaram się nie przejmować póki nie odzyska pamięci, albo chociaż do momentu, aż przestanie rzucać we mnie te nienawistne spojrzenia. Dogadamy się wreszcie, w końcu jesteśmy siostrami i nic tego nie zmieni – powiedziała z pewnością w głosie.
- I takiej Nicole mi brakowało. Jestem z ciebie dumny – stwierdził i przytulił ją. – A teraz chodźmy już. Niedługo obiad, a chyba oboje nie byliśmy na śniadaniu.
- Masz rację, chodźmy – zgodziła się dziewczyna.
Gdy wyszli z cienia Zakazanego Lasu, który osłaniał ich przed spojrzeniami z Hogwartu wpadli na piątkę gryfonów z trzeciego roku. Nicole w tej chwili najmniej spodziewała się spotkania akurat z nimi, a właściwie z blondynką, która stała na czele grupy i patrzyła na nią  z tęsknotą i prośbą o przebaczenie w oczach. Ślizgonka nie widząc nienawiści, którą tam dostrzegała przez ostatnie kilka dni, stała nieruchomo nie wiedząc co robić. Laura stojąca od niej jakieś pięć metrów, też zachowywała się jak spetryfikowana. Nagle Nicole poczuła lekkie pchnięcie z tyłu.
- No idź do niej – szepnął Remus widząc jak obie się wahają. Laurze to samo zrobił Dennis. Nicole nie czekając już na nic podbiegła do siostry i mocno się do niej przytuliła. Obie w jednym momencie wybuchnęły płaczem i stwierdziły:
- Jestem kretynką. – Potem w jednej chwili zaśmiały się z tego.
- Pamiętam już wszystko – powiedziała Laura gdy wreszcie oderwały się od siebie. Nawet nie zauważyły, że reszta odeszła zostawiając je same.
- Naprawdę? Ale jak?
- Potem ci powiem. Najpierw chciałam cię…
- Nie przepraszaj – przerwała jej Nicole. – Nie warto. W końcu już wszystko w porządku. – Obie od tej pory uśmiechały się szeroko nadrabiając ten krótki czas, w którym były skłócone. Nicole, gdy tylko usłyszała kto skrzywdził jej siostrę od razu chciała iść do tego ryżego pomiotu i sprawić, że pożałowałby tego od razu, jednak Laura przekonała ją, że nie warto. Obie zgodnie stwierdziły, że jednak przydałoby się coś zjeść, więc ruszyły do Wielkiej Sali na posiłek który już nie długo miał się skończyć.
Jednak gdy tam dotarły to zaskoczone ujrzały jak Molly Weasley wydziera się na swojego najmłodszego syna. Domyśliła się, że Dumbledore wezwał ją do szkoły w sprawie syna.
- Jak mogłeś tak napaść na młodszego ucznia! I to jeszcze na Laurę! Przecież to grzeczna dziewczynka! Ale ja ci dam! Zawieszenie i roczny szlaban to i tak mało! Uważaj jak tylko wrócisz na święta! Wtedy to dopiero dostaniesz karę! – Takie krzyki musiały rozbrzmiewać w Wielkiej Sali już dobrą chwilę, gdyż Nicole zauważyła Ślizgonów prawie leżących na podłodze ze śmiechu. Tak, oni nie dadzą mu żyć. Nicole jakoś to nie przeszkadzało, tym bardziej, że widząc rudowłosego chłopaka postanowiła nie zważając na obecnych nauczycieli i jej rodziców sama ukarać swojego wroga. Przeszła szybkim krokiem do stołu Gryfonów przy którym pani Wealsey łajała syna i mijając ją zatrzymała się przed chłopakiem.
- To za moją siostrę – powiedziała spokojnie i kopnęła go z kolanka między nogi. – A to, żebyś pamiętał, że z Robespierre’ami, a tym bardziej z Potterami się nie zaczyna. – I poprawiła uderzając go w twarz z pięści. W tej chwili James Potter tryskał dumą. – Zbliż się jeszcze raz do mojej siostry, a pożałujesz. – Nicole nie przejmując się jęczącym z bólu chłopakiem odwróciła się do jego matki i spokojnie powiedziała – Przepraszam, że przeszkodziłam w pani przemowie, ale musiałam mu przekazać to po swojemu, zanim kiedykolwiek przyjdzie mu do głowy zrobić to jeszcze raz.
- Nic nie szkodzi. Choć nie popieram takich metod to Ronald sobie na to zasłużył – odpowiedziała miło, jednak gdy zwróciła się do syna jej głos przypominał lód. – Mam nadzieję chłopcze, że przemyślisz to co zrobiłeś i przeprosisz tę biedną dziewczynę. Tylko szczerze, bo inaczej sobie z tobą porozmawiam. - Kobieta odwróciła się z zamiarem wyjścia i dopiero zauważyła, że poszkodowana przez jej syna dziewczyna stoi za nią.
- Dziecko drogie, tak bardzo cię przepraszam – zaczęła szczerze z troską w głosie. – Nie sądziłam, że tak wychowałam swojego syna. Wybacz mi proszę.
- Nie mam czego pani wybaczać, pani Weasley – stwierdziła Laura i uśmiechnęła się ciepło do kobiety, która była wyraźnie wkurona postępkiem swojego syna. – Już wszystko jest w porządku. A od niego nie chcę żadnych przeprosin, niech po prostu nie zbliża się do mnie – dokończyła zimnym głosem, którego nauczyła się od Nicole.
- Słyszałeś, młody człowieku! Nie zbliżaj się do Laury! – warknęła Molly do syna i wyszła z Wielkiej Sali, wcześniej jeszcze żegnając się z Ginny, Harry’m i Hermioną.

***
I jak się podoba nowy rozdział? Rozmowę Nicole i Remusa wyobrażałam sobie inaczej, ale chyba teraz nic bym w niej nie zmieniła. A Wy jak uważacie?
Pozdrawiam,
AniaXXX

niedziela, 4 września 2016

Rozdział 52


Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Nicole cały czas chodziła w podłym nastroju. Była zła, nerwowa i na wszystkich warczała. Nikogo do siebie nie dopuszczała. Za to Laura nawet nie wychodziła ze swojego dormitorium, również odgradzając się od wszystkich. Była zła na wszystkich, że ją okłamywali i nic nie dało tłumaczenie, że nie mogli nic mówić, aby jej nie zaszkodzić. Jednak przyjaciele Laury nie odpuszczali kontaktu z nią. Przeprosili ją, nie dostając żadnej odpowiedzi od blondynki. Stale przebywali z nią w dormitorium i chodzili za nią jak cienie, tak aby wiedziała, że nie jest sama. Na początku Gryfonka była zła za to ciągłe towarzystwo, ale widząc, że nic tym nie wskóra przyjęła cichą akceptacje. Natomiast trójka przyjaciół widząc, że nie są już niemile widziani, zaczęli ją wyciągać na siłę z dormitorium.  Najpierw wyciągali ją tylko do Pokoju Wspólnego, a gdy przyzwyczaiła się do tłumu, zaczęli ją namawiać do powrotu na zajęcia, które na razie sobie odpuszczała mając na to przyzwolenie od profesor McGonagall. Wreszcie dała się namówić i powoli nadganiała treści, na których była nieobecna. Wszystko czego nauczyła się w czasie, którego obecnie nie pamiętała, jak się okazało umiała. Wystarczyło, że znała formułę jakiegoś zaklęcia to od razu potrafiła je rzucić. Nie pamiętała tylko kiedy nauczyła się danej rzeczy. Powrót na zajęcia wiązał się również z nadrabianiem prac domowych. Podczas kolejnej soboty postanowiła napisać większość wypracowań. Oczywiście przyjaciele postanowili ją wesprzeć i razem z nią udali się do biblioteki. Siedzieli tam do samego wieczora aż wreszcie pani Pince wygoniła ich mówiąc, że już zamyka. Laura wypożyczyła tylko potrzebne książki i skierowali się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Tam blondynka postanowiła skończyć esej na eliksiry, żeby mieć go z głowy.  Lucy i Natalie zostały z nią, gdyż również zostało im do zrobienie to wypracowanie.  Natomiast Jack skierował się w inną część zamku, bo był umówiony z jakąś Puchonką.
- Mam dość – stwierdziła Natalie, gdy równo o 22:00 skończyły pisać. – Nie wierzę, że wytrzymałam tyle czasu przed książkami i to jeszcze w sobotę – narzekała. – Powinnyśmy dostać za to jakąś nagrodę. Tak zmarnowana sobota.
- Nati, nie narzekaj tyle - powiedziały razem pozostałe dziewczyny. – Pomyśl sobie, że jutro mamy całą niedzielę wolną, bo wszystkie zadania na kolejny tydzień zrobiłyśmy dzisiaj – dokończyła Lucy. – Ale ogólnie masz rację. Ja też mam dość, dlatego chętnie położę się już spać. – Wstała z wygodnej kanapy i wyciągnęła się. – Idziecie?
- Jasne.
- Nie – odpowiedziała w tym samym czasie Laura. – Zrobię jeszcze transmutację, tylko to mi zostało, a nie chcę już jutro na to patrzeć. Chętnie odpocznę z wami.
- Ale my idziemy spać.
- Idźcie, idźcie. Dobranoc. – Blondynka uśmiechnęła się do nich, a potem z ciężkim westchnieniem złapała za podręcznik do transmutacji. Dziewczyny poszły do dormitorium zostawiając przyjaciółkę. Po jakimś czasie spokojnego pisania przerwał jej głos, który wypowiedział jej imię.
- Laura – Gdy podniosła głowę znad pergaminu ujrzała kolegę z jej rocznika. Nie pamiętała jakie miała z nim wcześniej stosunki, ale odkąd się obudziła miała wrażenie, że chłopak raczej ją omija. Może miało to związek z jego starszym bratem, którego zdecydowanie nie lubiła. W końcu to właśnie brat stojącego przed nią chłopaka razem z Wesleyem powiedzieli jej prawdę o rodzicach i Nicole, a po drugie zawsze wysyłali jej wściekłe spojrzenia. I choć była zadowolona z tego że zna prawdę, to zauważyła, że akurat ci dwaj nie zrobili tego z dobroci serca. W każdym razie Gryfon stojący przed nią, wyglądał na trochę zastraszonego.
- Dennis. Stało się coś? – zapytała.
- Ja nie chciałem ci przeszkadzać.
- Spokojnie, nic się nie stało. – Laura uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Ja chciałem ci powiedzieć, żebyś… żebyś uważała na Rona Weasleya i… i na mojego brata – zakończył szeptem, ale widać było, że jeszcze coś chce powiedzieć. – I musisz wiedzieć, że oni, no że to oni…
- Dennis! – Koło dwójki trzeciorocznych pojawił się starszy brat chłopaka. – Co ty tu robisz? Co ty robisz z nią?
- Ja… Colin przepraszam. My tylko… bo zadania… i ja…
- Koniec tych głupot. Idź do swojego dormitorium – rozkazał Colin nie zaszczycając Laury spojrzeniem odszedł. A Dennis za nim. Laura przez chwilę próbowała ogarnąć to co przed chwilą tu się stało, ale w końcu dała sobie spokój i wróciła do transmutacji.
Z biegiem czasu coraz więcej osób rozchodziło się do swoich dormitoriów, aż wreszcie o północy Laura została sama. Wiedziała, że jeszcze trochę jej zostało, więc bez protestów siedziała i pisała w świetle kominka. Po 1:00 nareszcie skończyła, dlatego wstała, rozciągnęła się i ruszyła w stronę damskich dormitoriów.  Zanim weszła na schody prowadzące do jej celu zatrzymał ją drwiący głos:
- Po tym co się stało nie boisz się zostawać sama o tak późnej godzinie.
Laura gwałtownie się obróciła w drugą stronę. Po drugiej stronie pomieszczenia pojawili się dwaj chłopaki. Rudowłosy gryfon z szóstego roku i jego o rok młodszy kolega.
- Czego znowu ode mnie chcecie? – zapytała przypominając sobie ostatnie spotkanie z nimi. To wtedy dowiedziała się prawdy o swojej siostrze, a właściwie to już nie siostrze. W końcu tamta miała już swoją rodzinę.
- Och, nic takiego. Po prostu wiemy, że to co ciebie zaboli, jeszcze bardziej zaboli twoją siostrę. – Ostanie słowo Ron wypluł tak jakby była to największa obelga. – A nam bardzo zależy, żeby ta suka cierpiała, tak jak ja, gdy ona zabrała mi przyjaciela.
- Nie mów tak o niej! – Laura nadal nieświadomie broniła Nicole.
- Muffliato – szepnął Weasley. Blondynka nie znała tego zaklęcia, ale domyśliła się, że chłopak wyciszył pokój. Zdawała sobie sprawę, ze przy nich nie jest bezpieczna, dlatego zaczęła powoli cofać się do dormitorium. – Nasza koleżanka myśli, że nam ucieknie – zadrwił, a Laura obróciła się chcąc jak najszybciej uciec. – Colin, łap ją – rozkazał koledze. Niestety starszy chłopak był szybszy i spetryfikował ją.
- To co z nią zrobimy? – zapytał młodszy.
- To co ostatnio, a potem podrzucimy ją do lochów i znowu rzucimy Obliviate. Wina spadnie na Ślizgonów i może ta suka ją znajdzie. A teraz odpetryfikuj ją i przytrzymaj. Będzie więcej zabawy, gdy trochę pokrzyczy. – Colin zrobił tak jak kazał mu Ron. Gryfonka chciała uciec, ale starszy chłopak był od niej silniejszy, mimo to nie zaprzestała wysiłków i próbowała się wyrwać. Ron nie miał zamiaru czekać, aż dziewczyna się uspokoi i zaprzestanie tej szarpaniny, a nie chciał też przez przypadek uderzyć jakimś zaklęciem w Colina, dlatego postanowił ją związać. Uniósł różdżkę, aby rzucić na dziewczynę Incarcerous. W tym samym czasie dziewczyna na niego spojrzała i stało się coś dziwnego. Zaczęła się trząść jak w febrze i dusić. Colin ze strachem puścił ją, a ona spadła na ziemię.
- Coś ty jej zrobił? – zapytał ze strachem w głosie młodszy.
- Nic nawet nie zdążyłem rzucić żadnego zaklęcia. Chodź, zostawmy ją, żeby nie było na nas. – Weasley był równie przestraszony.
- Zwariowałeś? Ona może się udusić! – krzyknął Colin, chcąc podejść do dziewczyny.
- Przecież i tak nic z nią nie zrobimy, bo nie wiemy co jej jest. Chodź za nim ktoś tu wejdzie – przekonywał rudy.
- Możemy pójść po pielę… - zaczął chłopak, nawet ruszając się w stronę wyjścia, aby pójść do Skrzydła Szpitalnego, jednak przerwało mu właśnie otworzenie się portretu. Do Pokoju Wspólnego wszedł trzecioroczny gryfon, przyjaciel dziewczyny męczącej się na ziemi, Jack Sloper. Najpierw popatrzył na pozostałych gryfonów, nie wiedząc co się dzieje i dlaczego patrzą na niego ze strachem w oczach. Dopiero, gdy dotarł do niego odgłos duszącej się dziewczyny, ujrzał swoją przyjaciółkę leżącą na ziemi i walczącą o każdy haust powietrza.
- Co wyście jej zrobili?! – krzyknął od razu znajdując się przy niej. – Idioci lećcie po pielęgniarkę! – rozkazał, a Colin od razu ruszył, aby spełnić ten rozkaz. I tak planował to zrobić, tylko niepotrzebnie kłócił się z Ronem. A Ron postanowił zmyć się do dormitorium. Był wściekły, ale stwierdził w duchu, że musi się uspokoić i wymyślić jakąś bajeczkę, aby nie zostać zbytnio ukaranym. Co prawda nie zdążył rzucić Obliviate na dziewczynę, ale na szczęście dziś nie zdążył jej nic zrobić, a za samo grożenie nie mógł zostać mocno ukarany.
Jack zachowanie rudowłosego chłopaka skwitował jednym słowem – dupek. Potem zajął się przyjaciółką. Aby się nie uderzyła trzymał delikatnie jej głowę na swoich kolanach i wachlował ją książką leżącą na podłodze, należącą do Laury. Po chwili, która Jackowi wydawała się niemiłosiernie długa do Pokoju Wspólnego wbiegła pielęgniarka. Widząc stan dziewczyny od razu rzuciła na nią zaklęcie udrożniające drogi oddechowe.
- Anapeo. – Dzięki temu Laura przestała się dusić, jednak nadal trzęsła się. – Panie Sloper proszę powiadomić profesor McGonagall i przyprowadzić ją do Skrzydła Szpitalnego. Panie Creevey, pan niech tu zostanie i poczeka. Sądzę, że wasza opiekunka będzie chciała z wami porozmawiać.
- Ale pani Pomfrey, co z Laurą? – zapytał Jack.
- Nie wiem jeszcze co jej jest, ale na szczęście oddycha już spokojnie. Myślę, że nic jej nie będzie. – Pielęgniarka nie czekając na nich wyszła lewitując przed sobą Gryfonkę. Jack nie czekając już na nic pobiegł do gabinetu opiekunki Gryffindorowi. Dziesięć minut później w Skrzydle Szpitalnym znajdowały się już cztery osoby.
- Jaki jest stan panny Robespierre, Poppy? – zapytała McGonagall
- Jak Creevey mnie przyprowadził do niej, dziewczyna się dusiła. Zwykłe Anapeo powstrzymało to. Zostały jej drgawki, wyglądała jakby miała jakiś atak, ale jak tylko położyłam ją tu na łóżku to przeszło. Nawet się nie obudziła. Myślałam, że zemdlała z braku powietrza, ale zaklęcie sprawdzające wykazuje, że ona śpi. Jej stan fizyczny jest dobry, widziałam tylko siniaki na ramionach, ale nie sądzę, że ma to coś wspólnego z tym atakiem. Tak naprawdę nie wiem co jej było. Myślę, że należy o to pytać pana Slopera i Creeveya, który czeka na ciebie w Pokoju Wspólnym – wyjaśniła pielęgniarka.
- I jeszcze Weasleya.
- Co masz na myśli, Sloper? – zapytała profesorka.
- On też tam był, ale uciekł do swojego dormitorium zanim przyszła pani Pomfrey.
- Dobrze, wyjdźmy stąd, aby nie budzić panny Robespierre, a ty mi opowiesz wszystko co wiesz po drodze. Poppy zawiadom mnie jeśli coś się zmieni w stanie pacjentki.
- Oczywiście Minerwo.
Gdy wyszli z Skrzydła Jack od razu zaczął mówić.
- Ja wszedłem do pokoju, już gdy Laura się dusiła. Nad nią stał Weasley i Creevey. Chyba się kłócili, bo jak wszedłem gwałtownie ucichli. Krzyknąłem do nich, żeby lecieli po pielęgniarkę, a sam zostałem przy Laurze. Creevey od razu pobiegł, a Weasley po prostu poszedł do swojego dormitorium.
- Dobrze Sloper. – Kobieta nie miała wątpliwości, że chłopak mówi prawdę. Wiedziała, że nie zrobiłby nic swojej przyjaciółce. - Mam nadzieję, że zaraz wszystko wyjaśnimy. Powiedz mi jeszcze co robiłeś o tej porze poza dormitorium?
- Ja… yyy, ja… - Jack wyraźnie się jąkał.
- Nie ważne. Minus 5 punktów za wędrówki po zamku nocą. I plus 5 punktów za szybką reakcję w sprawie panny Robespierre – dodała po chwilowym zastanowieniu.
- Dziękuję – odpowiedział tylko. Akurat doszli do portretu Grubej Damy.
- Błyskotki – kobieta wypowiedziała hasło. W pokoju wspólnym od razu ujrzeli Colina, który siedział na kanapie z głową ukrytą w dłoniach. – Creevey, sprowadź mi tu Weasleya – rozkazała profesorka nie zwracając zupełnie uwagi, że jest już 2:00. Gdy dwójka chłopaków zeszła na dół McGonagall spojrzała na nich srogo – Za mną do dyrektora. A ty Sloper, jazda do dormitorium.
- Tak jest pani profesor – odpowiedział i zadowolony, że chłopakom się nie upiecze, poszedł spać.
Już cztery godziny później Laura gwałtownie się obudziła. Przed oczami minęły jej wszystkie wydarzenia sprzed dwóch lat, kończąc na wczorajszej sytuacji w Pokoju Wspólnym. Ledwo łapiąc oddech zdała sobie sprawę, że wszystko pamięta.
- Panno Robespierre, proszę spokojnie oddychać. – Pielęgniarka od razu się koło niej pojawiła. – Jak się czujesz? – zapytała
- Już w porządku. Ja… Ja wszystko pamiętam. Jak tylko Weasley podniósł na mnie różdżkę wszystko zaczęło wracać. Już raz to zrobił. Tak samo jak rzucał na mnie Obliviate. To on – mówiła nieskładnie, ale pielęgniarka wszystko już zrozumiała, a przynajmniej większą część.
- Dobrze, uspokój się. Wypij to. – Podała jej eliksir na uspokojenie. – Zaraz powiadomię profesor McGonagall i wszystko wyjaśnimy. – Kobieta poszła do swojego gabinetu i przez kominek poprosiła nauczycielkę o przyjście do jej gabinetu. Już chwilę później tam była. – Minerwo, wybacz, że po raz kolejny cię budzę, ale panna Robespierre wszystko sobie przypomniała. To Weasley ją zaatakował, a wczorajszy jej stan został spowodowany przez powrót wspomnień. Myślę, że powinnaś z nią porozmawiać. Dałam jej eliksir uspokajający, do tej pory na pewno się uspokoiła.
- Oczywiście. Tylko najpierw zawiadomię Albusa. Jeśli to prawda będziemy musieli jakoś porządnie ukarać Weasleya. W nocy powiedział tylko, że przypadkiem byli świadkami ataku panny Robespierre. Ponoć od razu chcieli pobiec po ciebie, ale akurat wszedł Sloper.
- Nie sądzę. Laura była już bliska uduszenia, musiało minąć więcej czasu zanim doprowadziła się do takiego stanu.
- Dziękuję, Poppy. Pozwolisz, że skorzystam z twojego komika.
- Oczywiście. – Już chwilę później w gabinecie był również dyrektor. Gdy tylko kobiety zapoznały go z sytuacją, od razu ruszyli do Laury. Pielęgniarka zostawiła ich samych.
- Panno Robespierre, jak się czujesz? – zapytał dyrektor z dobrotliwym uśmiechem.
- Już dobrze. Ja wszystko pamiętam.
- Właśnie dlatego tu jesteśmy. Najpierw może opowiedz co się stało wczoraj, dobrze? – Stery nad rozmową przejął Dumbledore.
- Ja wczoraj do późnej godziny odrabiałam zaległe prace domowe. Jak skończyłam chciałam pójść do dormitorium, ale pojawił się tam Weasley i Creevey. Zatrzymali mnie. Creevey spetryfikował mnie. Weasley powiedział, że zrobią ze mną to co ostatnio, że rzucą znowu Obliviate, a potem podrzucą mnie do lochów, aby wina spadła na Ślizgonów. Potem odczarowali mnie. Creevey miał mnie trzymać, a Weasley chciał rzucać zaklęcia, ale gdy podniósł różdżkę ja zaczęłam sobie wszystko przypominać. Nie wiem co się wtedy ze mną działo, ale mi po prostu wracały wspomnienia, wszystkie.
- Czyli dokładnie pamiętasz kto cię ostatnio zaatakował? – dopytywał Dumbledore.
- No tak. To był Weasley i Creevey. Wtedy też mnie spetryfikowali, a potem skopali. Byłam jeszcze przytomna jak Weasley rzucał na mnie Obliviate. W ten sam sposób podniósł różdżkę wczoraj dlatego wszystko sobie przypomniałam.
- Dobrze, dziękuję ci. Obiecuję, że napastnicy zostaną odpowiednio ukarani. – Nauczyciele chcieli się już skierować do wyjścia.
- Dziękuję, ale panie dyrektorze, jest jeszcze jedna sprawa. Chodzi mi o Dennisa. Dennisa Creeveya. Bo wczoraj wieczorem zanim to się stało on podszedł do mnie i chciał mi coś powiedzieć. Kazał mi uważać na Weasleya i Colina. I potem jeszcze miał coś powiedzieć, ale przyszedł Colin i widać było, że jest wściekły na Dennisa. Wydawało mi się, że Colin nie pozwala mu ze mną rozmawiać i chyba go zastrasza, bo Dennis odszedł od razu i był przestraszony.
- Dziękuję, że mi to powiedziałaś. Zajmiemy się tą sprawą.
Nauczyciele wyszli, a Laura skierowała się do gabinetu pielęgniarki, aby zapytać, czy może już wyjść. Kobieta co prawda trochę marudziła, ale opukała ja, ostukała i stwierdziwszy, ze już nic jej nie jest wypuściła ze Skrzydła, przy wyjściu dając jej jeszcze maść na siniaki na rękach. Podziękowała i wyszła. Skierowała się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Tam zastała profesor McGonagall, która widocznie przyszła tu po winnych uczniów.
- Potter, przyprowadź mi tu Weasleya i obu Creevey’ów – rozkazała kobieta czarnowłosemu chłopakowi, na widok którego Laurze zrobiło się przykro. Teraz gdy wszystko sobie przypomniała, widziała jak głupio się zachowała względem Nicole i Harry’ego. Wiedziała, ze będzie musiała ich przeprosić i wiedziała, że najtrudniej jej będzie właśnie z siostrą, bo to ją najbardziej skrzywdziła.
Wreszcie na dole pojawił się z powrotem Harry z trójką chłopaków.
- Weasley, Creevey – tu spojrzała na starszego brata – dyrektor prosi was do swojego gabinetu. A ty Dennis proszę za mną. – McGonagall już chciała wyjść, ale widząc, że chłopaki nie ruszają się, znowu się odezwała. – Weasley, Creevey, do dyrektora, teraz.
- Ale pani profesor, myślałem, że wczoraj już wszystko ustaliliśmy – odezwał się rudowłosy.
- To lepiej nie myśl – zadrwiła Laura, która stanęła obok profesorki.
- Ty gówniaro…
- Weasley zamknij się. Nie interesuje mnie twoje zdanie. Do dyrektora, ale to już, bo zacznę odejmować punkty. – Obaj chłopcy ruszyli się wreszcie nie chcąc stracić punktów, a Dennis ze zwieszoną głową też wyszedł za nimi. Gdy i opiekunka wyszła na nowo w Pokoju Wspólnym wybuchł gwar.
- Laura! – wykrzyknął Jack, gdy go nie zauważała rozglądając się po pokoju. Od razu do niej podbiegł. – Co to było wczoraj? Co oni ci zrobili? Bo to Weasley i Creevey? Dennis też?
- Spokojnie. Wczoraj oni nie zdążyli nic mi zrobić. Po prostu wspomnienia wyjątkowo gwałtownie wracały. To one spowodowały ten atak, ale już wszystko w porządku.
- Pamiętasz wszystko?
- Tak, ale opowiem ci jak już Lucy i Nati tu będą, bo nie chce mi się mówić kilka razy.
- Laura, naprawdę wszystko pamiętasz? – odezwał się głos za nią. Harry.
- Tak. I właściwie to chyba powinnam cię przeprosić. Wiesz, mam nadzieję, że wiesz, że nie przeszkadza mi to, że jesteś bratem Nicole. Ja wtedy nic nie pamiętałam. Zachowałam się głupio i nie pozwoliłam sobie nic wyjaśnić. W każdym razie naprawdę cię…
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Naprawdę – przerwał jej Harry. – Tak właściwie to chciałem cię zapytać, co Ron zrobił wczoraj.
- Wczoraj nie zdążył nic zrobić. Chodzi o to, że to on mnie wtedy zaatakował i rzucił na mnie Obliviate, przez co nic nie pamiętałam.
- Ron cię zaatakował?! – Harry niedowierzał i przez to powiedział to zbyt głośno, co oczywiście zainteresowało cały pokój wspólny, ale nie przejmowali się tym.
- Rozumiem, że mówicie o moim bracie? – Koło nich pojawiła się Ginny razem z Hermioną. – To on cię wysłał do skrzydła?
- Tak. On i Creevey, Colin Creevey. Dennis nic nie zrobił – wyjaśniła widząc pytające spojrzenia Jacka.
- Jak mama się dowie, to będzie miał taką jazdę, że może wreszcie się czegoś nauczy. Przeprosiłabym cię za tego debila, ale to naprawdę nie nasza wina, że mamy brata idiotę. – Ginny zawsze była prosta w przekazach.
- Nie musisz. Nic od niego nie chcę, a tym bardziej jakichkolwiek przeprosin.
- Jak on mógł? – Do Hermiony chyba nadal to nie dochodziło. – Ten kretyn pobił trzynastoletnie dziecko. Jak on mógł? – Dziewczyna nie zwracając uwag na resztę odeszła po to, aby się uspokoić.
- Coś czuję, że nie tylko twoja mama, Ginny, da mu porządny wykład – stwierdził Harry patrząc za przyjaciółką. – Dobra, Młoda trzymaj się i nie pakuj więcej w takie kłopoty. – Harry i Ginny poszli do swoich spraw.
- No dobra, już idę po Natalie i Lucy i wszystko wam powiem – oznajmiła Laura widząc proszącą minę Jacka. Laura poszła do swojego dormitorium, aby obudzić dziewczyny. Te ucieszyły się słysząc, że blondynka wszystko pamięta. Po marudzeniu Natalie zgodnie stwierdzili, że Laura opowie im wszystko po drodze do Wielkiej Sali, w której trwało śniadanie. Cała trójka była oburzona zachowaniem Weasleya i Creeveya. Za to zgodnie przyznali jej rację, ze Dennis mógł być trochę zastraszany przez Colina.
- No i tak właściwie to teraz pozostało mi przeprosić Nicole. Jak mogłam być tak głupia? – zapytała retorycznie.
- Laura przestań. Przecież nic nie pamiętałaś. Miałaś prawo tak się zachować. Nie twierdzimy że to było mądre, ale przynajmniej zrozumiałe.
- No tak, ale w wakacje sytuacja była podobna. Ja się na nią obraziłam, bo nie chciałam zrozumieć, że odzyskała rodziców i ma prawo się z tego cieszyć. Miałam wrażenie, że odrzuciła mnie, że zapomniała już o naszych rodzicach, a ona robiła tylko to co musiała. – Trójka przyjaciół nie bardzo rozumiała co tak naprawdę działo się w wakacje u Laury, gdyż ona nie mogła mówić otwarcie o tym co zrobiła Nicole, dlatego tylko ogółem przedstawiła im sytuację. – Po prostu zawsze zamiast najpierw wszystko na spokojnie przemyśleć, to ja oceniam sytuację taką jaka jest na pierwszy rzut oka i zawsze wyciągam złe wnioski.
- Powiedz jej to. Na pewno zrozumie. Przecież znasz Nicole.
- Może i macie racje, no ale jak na razie nie ma jej tu – stwierdziła Laura rozglądając się po Wielkiej Sali, kiedy już dotarli do niej. Gdy kończyli jeść śniadanie podszedł do nich Dennis Creevey.
- Cześć – przywitał się cicho.
- Hej Dennis. Siadaj. – Laura od razu zaprosiła go do stołu. – Co tam?
- Chciałem ci podziękować. Gdyby nie ty to chyba nadal bym dawał mu tak sobą pomiatać. Naprawdę dziękuję.
- Nie ma za co. To ja ci powinnam podziękować. W końcu chciałeś mi powiedzieć wczoraj co oni zrobili.
- Nie, nie. Ja i tak za długo z tym czekałem. Powinienem wcześniej.
- Dobra słodziaki, dajcie już spokój z tym dziękowaniem – przerwała im Natalie.
- Tak, tak. Bo już nas mdli od tej słodkości – poparł ją Jack.
- A ty Jack jesteś zazdrosny? – zaśmiała się Lucy. – O naszą Laurkę? A co z tą twoją Puchonką.
- Daj mi spokój.
- Wariaci – skwitowała to Laura jednym słowem.
- Dobra lecimy – oznajmiła Natalie. – Trzeba pomóc Laurze zrealizować misję pt. „Przepraszam najdroższa siostro”. To idziemy szukać Nicole?
- Dzięki. Idziemy. – Cała czwórka wstała, Laura zobaczyła, że Dennis został sam przy stole. Jakoś nie chciała go tam zostawiać. Widać było, że przez brata nie ma wielu przyjaciół, właściwie to chyba nie miał żadnego przyjaciela. – Czekajcie. – I nie zwracając uwagi na nich wróciła na poprzednie miejsce. – Idziesz z nami? – zapytała Dennisa. Chłopak chwilę mierzył ją wzrokiem, aż wreszcie uśmiechnął się szeroko i odpowiedział krótko.
- Idę.

***
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Obiecałam rozdział po dwóch tygodniach, a minęły dwa miesiące, a od poprzedniego rozdziału trzy. Nie będę się tłumaczyć, bo to nie ma sensu. Zdaję sobie sprawę, że w ten sposób nie zatrzymuję przy sobie czytelników, ale mam nadzieję, że jesteście na tyle cierpliwi, aby nadal zaglądać do historii Nicole. Jeszcze raz przepraszam.
Przechodząc do rozdziału, to ten dzisiejszy w całości poświęcony jest Laurze, mam nadzieję, że spodoba się on tym, którzy kiedyś narzekali, że jest jakoś mało Laury. 
Jedyne co mi pozostaje to zaprosić do czytania i prosić o cierpliwość w sprawie kolejnych rozdziałów.
Pozdrawiam,
AniaXXX

wtorek, 28 czerwca 2016

To jeszcze nie nowy rozdział ;)

Drodzy czytelnicy mam dla Was dzisiaj nietypowe zaproszenie.
Czy jest tu ktoś kto chciałby być częścią magicznego świata, kto chciałby zwiedzić Pokątną, kupić własną różdżkę, sowę i przybyć do Hogwartu wielkim pociągiem, a na końcu nałożyć na głowę Tiarę Przydziału i rozpocząć nową przygodę? I przede wszystkim nie być zwykłym mugolem.
Myślę, że każdy kto choć raz zagłębił się w przygody Harry'ego Pottera od zawsze marzył o liście wysłanym przez sowę, oznajmiającym, że zostało się przyjętym do Hogwartu. I choć każdy o tym marzył, wszyscy zdawali sobie sprawę, że to nierealne. W końcu jedenaste urodziny minęły bez tego oczekiwanego listu, przynajmniej moje.
Ale jest na to alternatywa. Jeśli macie ochotę na wielką przygodę, to Argo Magic School daje wam tę możliwość. Tam możecie się poczuć jak prawdziwi czarodzieje. Tam zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech domów, będziecie uczęszczać na niezwykłe lekcje, na których będziecie przede wszystkim wyśmienicie się bawić.
Tak więc jednym słowem, serdecznie zapraszam Was do Szkoły Magii 
"Argo Magic School" 
Nowy rok szkolny rozpocznie się za jakieś dwa, trzy tygodnie. Po resztę informacji zapraszam na stronę.




I na koniec życzę dobrej zabawy.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Rozdział 51


Przez kilka kolejnych dni Hogwart ogarnął spokój. Nicole swój czas spędzała lawirując między dormitorium, salami, w których odbywały się zajęcia i przede wszystkim Skrzydłem Szpitalnym. W stanie Laury nic się nie zmieniło, wizyta uzdrowicieli z Munga niewiele pomogła. Stwierdzili oni, że Laura istotnie została potraktowana nieudanym zaklęciem zapomnienia i jej leczenie będzie bardzo trudne. Po skomplikowanych badaniach doszli do wniosku, że aby nie narażać chorej na jeszcze większe szkody w jej pamięci należy czekać, aż sama odzyska pamięć. Swoją decyzję motywowali tym, że mózg ludzki jest zbyt delikatnym organem, aby rozpoczynać na nim jakiekolwiek eksperymenty. Jednak postanowili, że na bieżąco będą monitorować stan dziewczyny. Na pytanie, jaka jest szansa, że Laura przypomni sobie wszystko, odpowiadali, że należy wierzyć. Nicole ograniczyła swoje kontakty z całą trójką Potterów do minimum, dzięki czemu jak na razie Gryfonka żyła w błogiej nieświadomości. Niestety napastnik dziewczyny nie przyznał się do winy, a jego poszukiwania spełzły na niczym. Nadeszła sobota, więc Nicole od razu po śniadaniu poszła odwiedzić siostrę.
- Cześć, Niki – przywitała się.
- Hej, jak się czujesz?
- Wszystko jest dobrze, oprócz tego, że nie pamiętam dwóch ostatnich lat. – Laura była wyraźnie zdołowana swoją niedyspozycją. Choć jej relacje z gryfońskimi przyjaciółmi zmierzały ku lepszemu, z czego wszyscy się cieszyli, to miała wrażenie, że trochę gorzej układała się jej relacja z siostrą. Była pewna, że Nicole coś przed nią ukrywa. Już nie raz pytała o to Ślizgonkę, ale ona zawsze zgrabnie zmieniała temat. – A rodzice nie odzywali się?
- Dzisiaj rano dostałam list od nich. Pisali, że bardzo się martwią, że mają nadzieję, że szybko odzyskasz pamięć, i że masz na siebie uważać.  – Od kiedy Laura się obudziła musiała tak kłamać prawie codziennie. Od tamtej pory opanowała tę umiejętność bardzo dobrze, dzięki czemu Laura nie zauważała jak dużo bólu przynosi jej wypowiadanie tych słów.
- A nie pisali nic o odwiedzinach Hogwartu? Myślałam, że się martwią. – Laura była wyraźnie zawiedziona postawą rodziców. Dobrze pamiętała jak odwiedzali Nicole, gdy ta spadła z miotły podczas meczu na trzecim roku, czy ją zaraz na początku jej nauki, gdy kolega oblał ją na eliksirach jakąś żrącą substancją.
- Mają teraz bardzo dużo pracy, ale gdy tylko znajdą czas od razu się tu teleportują. Wiesz przecież, że funkcja ministra jest bardzo odpowiedzialna i nie zawsze mogą robić to co chcą. – Nicole była dumna z siebie, że jej głos nawet nie zadrżał.
- No wiem – zgodziła się z nią smutno blondynka. Jednak zaraz humor się jej trochę poprawił. – A wiesz, wczoraj jak już wyszłaś stąd przyszedł uzdrowiciel z Munga. Stwierdził, że nie będę musiała już dłużej tu leżeć, bo oprócz tego zaniku nic mi nie jest. Jutro wreszcie mnie stąd wypuszczą. Pan Green, uzdrowiciel, powiedział, że jest szansa, że jak zacznę bywać w miejscach, których nie pamiętam, może to mi pomoże. Lucy, Natalie i Jack obiecali, że oprowadzą mnie po całym Hogwarcie. Wczoraj przynieśli mi nawet parę książek i okazało się, że pamiętam materiał, który przerabialiśmy, umiem rzucać zaklęcia, których się nauczyłam przez te dwa lata. Green powiedział, że to normalne, bo to wszystko nadal we mnie jest tylko jest to tak jakby zakryte kurtyną, a teraz tylko trzeba doprowadzić do jej odsłonięcia – mówiła z przejęciem.
- To są dobre wiadomości. Cieszę się, że stąd wyjdziesz, ale błagam obiecaj mi, że będziesz się trzymać przyjaciół albo mnie. Napastnik nadal nie został złapany i pewnie hasa sobie po szkole, a nikt nie chce, żebyś znowu na niego wpadła. I absolutnie żadnych samotnych wycieczek po nocach.
- Obiecuję, ale od kiedy stałaś się taka odpowiedzialna – zaśmiała się młodsza.
- Zawsze taka byłam, Młoda. Teraz po prostu się o ciebie boję – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem widząc, że jej siostra stara się nie przejmować tym co się stało. – Dobra Młoda, ja muszę iść na trening. Draco mnie udusi jak się nie pojawię. Niedługo mamy mecz. Po treningu jeszcze wpadnę.
- To do zobaczenia.
Nicole spiesząc się pobiegła na boisko, widząc, że już jest spóźniona. Tam oczywiście przywitał ją wrzask ich kapitana.
- Potter! Do jasnej cholery, mecz już za dwa tygodnie, a ty tu takie szopki odstawiasz! To nie jest żadna zabawa! Spóźniać to ty się możesz na randkę, a nie na treningi!
- Draco, uspokój się, przecież to tylko dziesięć minut, najwyżej przetrzymasz mnie dłużej. – Widząc, że chłopak jeszcze nie skończył swojej tyrady nie dała mu dojść do słowa. – Może zacznijmy, żeby nie tracić więcej czasu?
- Na miotły – warknął blondyn. A Nicole przed wzniesieniem się w powietrze szepnęła do Blaise’a tak, aby Malfoy nie usłyszał:
- A ten co? Okres ma?
- Chyba randka mu wczoraj nie poszła – zarechotał Zabini i nie czekając na więcej odbił się od ziemi. A Nicole ogarnęło dziwne uczucie. Było jej dziwnie przykro, że blondyn z kimś się spotyka, ale nie roztrząsając więcej swoich uczuć również wzniosła się w powietrze.
Po treningu chciała odwiedzić Laurę, jednak widząc, ze Skrzydło Szpitalne zostało opanowane przez grupkę Gryfonów nie chciała im przeszkadzać, dlatego skierowała się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Na swojej drodze spotkała jednak Harry’ego, przez co jej wyrzuty sumienia znowu dały o sobie znać.
- Nicole, możemy porozmawiać? – zapytał od razu.
- Harry, wiesz dobrze, że na razie nie mamy o czym rozmawiać. Ile razy mam ci mówić, że Laura nie może się dowiedzieć, że jesteś moim bratem. Ona musi czuć moje wsparcie, a gdy dowie się o was może poczuć się odrzucona. Nie pozwolę na to. – Ślizgonka mówiła pewnie i z niewielką ilością chłodu. Nie chciała dać ponieść się emocjom, bo w tej sytuacji nie były one wskazane.
- Ale przecież nie musi od razu wiedzieć, że jesteśmy rodziną.
- Nie, Harry. Jak będzie mnie widzieć w towarzystwie twoim i... – zacięła się nie potrafiąc już w ogóle mówić o swoich biologicznych rodzicach. – I ich, to zaczną się pytania, nie mogę cały czas kłamać jej w żywe oczy. Dużo łatwiej jest przemilczeć to. Już i tak za dużo pyta o naszych rodziców. A ja nie mogę i nie potrafię drugi raz oznajmić jej, że nie żyją. Proszę nie utrudniaj mi tego, Harry. – Popatrzyła na brata z bólem w oczach. Tak bardzo chciała, żeby ją zrozumiał, a gdy wszystko wróci do normy, wybaczył. – Przepraszam. – I po chwili już jej nie było. Oboje w swoich myślach skierowali się do swoich dormitoriów. Szkoda tylko, że nie wiedzieli, że całą ich rozmowę słyszał pewien rudowłosy chłopak.
Kolejnego dnia w Skrzydle Szpitalnym pojawiła się trójka najbliższych przyjaciół Laury. Postanowili oni odebrać przyjaciółkę ze szpitala i od razu zacząć oprowadzać ją po Hogwarcie.
- Misję pod kryptonimem „Wspomnienia wróćcie” czas zacząć – odezwał się Jack, gdy tylko wyszli z pomieszczenia, którego Laura nie opuszczała od ponad tygodnia.
Postanowili, że zaczną od Pokoju Wspólnego Gryfonów i dormitorium Laury, ponieważ były to miejsca, w których dziewczyna przebywała najczęściej. W trakcie drogi nie działo się zbyt dużo, choć Laura mówiła, że czuje się jakby już przechodziła tymi korytarzami, choć nie pamiętała tego. Typowe uczucie deja-vu. Uzdrowiciele ostrzegali ją, że takie sytuacje mogą się zdarzyć, więc się tym nie martwiła. Szczególnie, że to dobrze rokowało na jej leczenie. Gdy tylko przekroczyli portret Grubej Damy i znaleźli się w Pokoju Wspólnym Laurę zalała masa wspomnień, które mieszały się ze sobą tworząc paletę barw,. Przez to uczucie blondynka zachwiała się, jej przyjaciółki od razu złapały ją bojąc się, że upadnie.
- Co się dzieje? – zapytał przerażony Jack.
- Nie wiem – jęknęła. – Chyba zalała mnie fala wspomnień.
- Przypomniałaś sobie – wykrzyknęła podniecona tą wizją Natalie.
- Nie. To stało się za szybko. Widziałam wszystko na raz i nie wiem co jest czym. Wszystko się zmieszało – wytłumaczyła.
- Wydaje mi się, że to dobrze – zaczęła Lucy. – To znak, że te wspomnienia dalej w tobie są, teraz tylko trzeba czekać, aż wszystko ci się poukłada. Ale teraz powinnaś trochę odpocząć, widzę, że to cię wykończyło.
- Chyba masz rację.
Chodząc po Hogwarcie Laura co rusz doświadczała tego uczucia. W miejscach rzadziej przez nią uczęszczanych uczucie to nie było tak intensywne, wtedy widziała trochę bardziej wyraźnie te wspomnienia, jednak nadal było to oderwane od całości. Często w jej wspomnieniach przewijał się obraz czarnowłosego gryfona, zawsze w parze z Nicole. Wiedziała, że ten chłopak to Harry Potter, tylko nie wiedziała co on ma wspólnego z nią samą i z jej siostrą. Było to dziwne, bo już zdążyła zauważyć, że Gryfoni i Ślizgoni są w wiecznym konflikcie, a Potter był ich wrogiem numer jeden. Do tego, gdy pytała o to Nicole, ta wyraźnie unikała ten temat, od razu kierując myśli Laury na inny tor. Gryfonka wiedziała, że to coś znaczy, ale nie wiedziała co i to doprowadzało ją do frustracji. Właśnie była po jednej z takich rozmów z Nicole, która zamiast odpowiedzieć jej na pytanie stwierdziła, że spieszy się na trening, ale pogadają później. Już Laura wiedziała, co to znaczy to później. Owszem pogadają, ale Nicole będzie unikać odpowiedzi. Gryfonka wzburzona kierowała się do Pokoju Wspólnego. Powoli miała już dość tej niewiedzy, a do tego jeszcze brak kontaktu z rodzicami.  Niby pisali, ale czemu zawsze do Nicole, przecież z tego co pamiętała, jak była na pierwszym roku starali się zawsze napisać choćby parę słów do jednej i do drugiej. Jej rozmyślania przerwało zderzenie się z kimś kto szedł z naprzeciwka. Ona wylądowała na ziemi, jednak tej drugiej osobie udało się utrzymać na nogach. Gdy Laura podniosła głowę chcąc przeprosić dostrzegła, że tą osobą był rudowłosy gryfon z szóstego roku. Obok niego stał rok młodszy chłopak. Ronald Weasley i Colin Creevey. Zawsze, gdy ich widziała miała niejasne odczucie, że akurat oni są jakoś z nią związani. Widząc ich niezadowolone spojrzenia kierowane na nią domyślała się, że raczej nie było to pozytywne powiązanie.  Nie zdążyła nic powiedzieć, gdy rudzielec zaczął krzyczeć.
- Ty gówniaro uważaj jak chodzisz! Myślisz, że wszystko ci wolno?! – Po tych słowach na jego twarzy wykwitł szyderczy uśmieszek. – Jesteś nic nie wartym smarkaczem, przed którym wszyscy coś ukrywają.
- O czym ty mówisz? – Laura wiedziała, że nie powinna z nimi rozmawiać, bo to na pewno nie doprowadzi do niczego dobrego, a do tego obraz przed oczami dodatkowo jej się rozmywał ukazując niezrozumiałe dla niej sceny. Widziała rudego stojącego z wyciągniętą różdżką nad kimś, kto został dotkliwie pobity, jednak nie wiedziała kto to jest, a gdy próbowała się nad tym zastanawiać wracała rzeczywistość. Z drugiej strony czuła, że Nicole coś przed nią ukrywa i bardzo chciała się dowiedzieć co to jest, a znając upartość swojej siostry od niej się nie dowie.
- Czyżbyś była ciekawa? – zaśmiał się szyderczo Weasley, a drugi chłopak mu zawtórował. Laura dostrzegła, że młodszy robi wszystko co rudy mu każe.
- Jeśli masz mi coś do powiedzenia to teraz, bo nie mam zamiaru dłużej tu stać – odpowiedziała pewnie, jednak w środku bała się cokolwiek usłyszeć. Czuła, że dowie się prawdy, która wszystko zmieni.
- Znaj moją dobroć, Robespierre. – Z każdym kolejnym słowem serce Laury zamierało. Dowiedziała się wszystkiego, zaczynając od śmierci rodziców, poprzez odzyskanie przez Nicole rodziny, aż po dobre relacje z biologicznymi rodzicami. Oczywiście Wealsey nieco podkoloryzował miłość Ślizgonki do biologicznych rodziców wykorzystując stan dziewczyny, więc Laura we wszystko uwierzyła. Gdy chłopak umilkł patrząc na nią z wrednym uśmiechem, Gryfonka uciekła ze łzami w oczach. Za sobą słyszała głosy swoich przyjaciół, którzy najwidoczniej byli tam i wszystko słyszeli, ale nie przejmowała się nimi. Sama nie wiedziała gdzie biegnie, ale po chwili znalazła się na błoniach. Jak się okazało zaczął padać deszcz, jednak jej to nie interesowało, bo przed sobą ujrzała całą drużynę Ślizgonów, których właśnie deszcz zgonił z boiska. Na przedzie szła trójka, w której Laura rozpoznała kapitana drużyny, Draco Malfoy’a, Blaisa Zabiniego, a pomiędzy nimi szła Nicole. Śmiali się z czegoś, po mimo deszczu nigdzie się nie spiesząc. Laura podbiegła do nich i nie zwracając uwagi na resztę drużyny i ich zaskoczone miny, wykrzyknęła:
- Jak mogłaś to przede mną ukrywać?! – Jej łzy mieszały się z deszczem. – Nie obchodzi cię ich śmierć, bo masz nową rodzinę! Nienawidzę cię! – wykrzyknął i uciekła z powrotem do szkoły nie mogąc dalej patrzeć na Nicole, którą teraz miała za zdrajcę. A Ślizgonka przez chwilę stała sparaliżowana nie wiedząc co robić, jednak po chwili odzyskała świadomość i chciała pobiec za siostrą, jednak nie było jej to dane, bo Draco złapał ją za rękę.
- Zostaw ją i tak nie będzie chciała z tobą teraz rozmawiać – powiedział. Reszta drużyny ruszyła do szkoły. Na błoniach zostali tylko Nicole, Draco i Blaise. – Nie wytłumaczysz jej tego teraz. Daj jej się trochę uspokoić. Daj jej trochę czasu. Ona tego potrzebuje.
- Ale… - zaczęła, jednak potem przypomniała sobie swoją kłótnię z Laurą podczas wakacji. – Masz rację. – Nie mówiąc nic więcej skierowała się do szkoły, a chłopaki podążyli za nią. Gdy dotarli do Sali Wejściowej wpadli na przyjaciół Laury.
- Laura, dowiedziała się wszystkiego. Ron Weasley wszystko jej powiedział. – Zaczęli mówić, gdy tylko ujrzeli, kogo spotkali.
- To ona nadal sobie nie przypomniała? – zapytała zdziwiona Nicole.
- Chyba nie. Widzieliśmy tylko jak Wealsey opowiada jej o śmierci waszych rodziców i o twojej rodzinie. Nagadał jej coś o tym, że nie potrzebujesz jej, bo masz brata, i że nie przejmujesz się śmiercią waszych rodziców, bo masz biologicznych. Nie wiemy jak to się zaczęło, bo spotkaliśmy ich jak już zaczął mówić – opowiedziała na jednym tchu Natalie.
- Zabiję go – warknęła. - Idźcie do niej, nie powinna być teraz sama. – Trójka gryfonów od razu ruszyła do swojego Pokoju Wspólnego. -  Zabiję tego gnoja jak tylko go zobaczę. Skąd on mógł… - zawahała się. – Albo Harry mu powiedział, w co wątpię, albo słyszał naszą rozmowę. Jak mogłam być tak głupia i rozmawiać z Harry’m na korytarzu, gdzie każdy mógł nas słyszeć. Teraz mam za swoje. – Nicole była wściekła sama na siebie. To była jej wina, w końcu to ona ukrywała całą prawdę przed Laurą. Musiała być świadoma, że prędzej czy później wszystko wyjdzie na jaw.
- Spokojnie. Chodź, teraz się przebierzemy, a potem pójdziemy na kolację. Ty też powinnaś się najpierw ochłonąć. – Draco zaczął ją uspokajać, widząc, że jeszcze trochę, a czarnowłosa wybuchnie.
- Ja nie chcę ochłonąć, ja chcę go zabić – warknęła.
- Uspokój się i chodź. – Złapał ją za rękę i poprowadził do Pokoju Wspólnego. Tam spotkały ich same zdziwione spojrzenia, gdyż weszli nadal trzymając się za ręce. Nicole jednak nie zwracając uwagi na szok ich przyjaciół, ani na wściekły wyraz twarzy Dafne poszła do dormitorium, słysząc jeszcze jak Blaise i Draco tłumaczą dziewczynom i Samowi co się stało. Tak jak postanowili po przebraniu się z mokrych ubrań skierowali się do Wielkiej Sali. Po Nicole widać było, że trochę się uspokoiła, ale nadal była zła, więc nie odzywała się w ogóle. Na nieszczęście dla Ronalda Weasleya Ślizgoni wpadli właśnie na niego przed samą Wielką Salą. W Nicole wstąpiła dzika furia.
- Ty idioto. – Ślizgonka, gdy tylko go zobaczyła podbiegła do niego i uderzyła go z pięści w twarz. Nie patrzyła na zbierający się dookoła tłum, nie widziała lekko zszokowanych uśmiechów na twarzach swoich przyjaciół, cieszących się tym, że przyłożyła Weasley’owi. Nie widziała zdezorientowania na twarzy Harry’ego i przerażenia Hermiony, która mu towarzyszyła. Nie widziała nikogo prócz rudego Weasleya, a jej oczy zasnuła czerwona mgiełka. – Ty pieprzony draniu, jak mogłeś jej to powiedzieć?! Co ona ci zrobiła?! – Gdyby nie Harry, który w locie złapał Nicole, rudzielec musiałby podnosić się z podłogi. Mimo tego Potter nie zdążył ochronić go całkowicie, bo jego siostra zdążyła go dosięgnąć paznokciami, przez co miał całą podrapaną twarz. Nicole zaraz zaczęła szukać różdżki po kieszeniach. – Harry, do jasnej cholery puść mnie! Ja zabiję tego gnoja!
- Co to ma znaczyć? Potter uspokój się, chyba nie masz zamiaru zabić Wesleya – syknął Snape, który wyszedł z Wielkiej Sali. Zaraz za nim pojawili się McGonagall oraz Dumbledore’a, który jako jedyny nie miał surowego wyrazy twarzy. Z drugiej strony do tłumu gapiów dołączyli starsi Potter’owie wraz z Syriuszem i Remusem. Nicole po słowach Snape’a trochę się uspokoiła, jednak pod nosem warknęła:
- Teraz tylko o tym marzę.
- Severusie spokojnie. Zaraz to wyjaśnimy. – Dumbledore jak zwykle był spokojny. – Panno Potter, panie Weasley, zapraszam do swojego gabinetu, a na resztę czeka pyszna kolacja. – To był znak dla reszty uczniów, że mają się rozejść, co z niechęcią uczynili. – Panie Weasley, czy jesteś w stanie wytrzymać bez wizyty w Skrzydle Szpitalnym do momentu, aż wyjaśnimy sprawę?
- Nic mi nie jest – odburknął Ron wycierając krew z twarzy rękawem szaty. Po tym zapewnieniu Dumbledore ruszył do swojego gabinetu, a dwójka uczniów ruszyła za nim. Nicole na tyle uspokoiła się w ramionach Harry’ego, że gdy ten ją puścił nie rzuciła się na Weasleya.
W gabinecie dyrektora już czekały na nich dwa fotele przed biurkiem, za którym zasiadł Dumbledore.
- Wytłumaczycie mi co się tak właściwie stało?
- Ona się na mnie rzuciła, a ja jej nic nie zrobiłem – odezwał się od razu Ron.
- Nic mi nie zrobił – prychnęła Nicole. – Owszem mi nic nie zrobił. Ten idiota…
- Nicole, bez obrażania proszę – westchnął starzec.
- Ten zacofany społecznie Gryfon – poprawiła się dziewczyna. – Powiedział wszystko Laurze, że nasi rodzice nie żyją, że znalazłam swoją rodzinę i jeszcze do tego nakłamał jej, że nie jest mi potrzebna i inne takie bzdury. Przecież wie pan, że to może być niebezpieczne dla niej, a Weasley ma to w dupie, że szkodzi innym, chcąc się na mnie odegrać – skończyła z frustracją.
- Panie Weasley czy to prawda?
- Możliwe, że coś jej powiedziałem, ale nie sądziłem, że to może jej zaszkodzić. Sądziłem, że dobrze robię, w końcu nikt nie powinien być nagminnie okłamywany – odpowiedział z wrednym uśmiechem.
- Panie Weasley to nie było mądre posunięcie. Jak wiesz ta dziewczyna została pozbawiona wspomnień z ostatnich dwóch lat. Sytuacje wywołujące stres, takie jak ta dzisiejsza, nie są wskazane w jej leczeniu. Za twoje nierozważne zachowanie odejmuję Gryffindorowi 20 punktów. – Nicole na to stwierdzenie tylko prychnęła. – A teraz proszę idź do madame Pomfrey. Z tobą panno Potter, chciałbym jeszcze porozmawiać. – Gdy Weasley wyszedł Dumbledore patrzył na Nicole zamyślony, zastanawiając się co powiedzieć. – Niestety za dzisiejszy atak jestem zmuszony dać ci szlaban. Jutro o 19:00 zgłosisz się do pana Filcha.
- Tak jest, panie dyrektorze – odpowiedziała z sarkazmem Nicole. Jak dla niej była to jedna wielka komedia. – Czy mogę już iść?
- Jeszcze nie. Chciałbym cię prosić o to, abyś nie oddalała się od swoich bliskich. To, że poznałaś ich w nietypowym czasie, nie znaczy, że oni cię nie kochają.
- Nic pan o mnie nie wie, dlatego proszę, aby nie wtrącał się pan w moje życie – odpowiedziała grzecznie, jednak zaraz po tych słowach wstała chcąc wyjść z gabinetu.
- Wybacz. Oczywiście zaraz poproszę profesor McGonagall, aby sprawdziła stan Laury i jeśli będzie taka potrzeba to wyśle do Skrzydła Szpitalnego.
- Dziękuję. Do widzenia.
Po wyjściu z gabinetu wpadła na przyjaciół, całą trójkę Potterów, Blacka i Lupina.
- Nicole, wszystko w porządku? – zapytała niepewnie Camile.
- Zostawcie mnie. – Nawet nie patrząc na nich odeszła. Po chwili znalazła się na wieży astronomicznej. Tam chciała odzyskać spokój ducha i pomyśleć. Spędziła tam całą noc.

***
Oczywiście od razu zgadliście, że winny jest Ron. 
Dajcie znać jak Wam się podoba.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 50


Kolejnego dnia Nicole jak zwykle pierwsze co zrobiła to skierowała się do Skrzydła Szpitalnego. Gdy weszła do pomieszczenia ogarnęło ją szczęście na widok przytomnej Laury, jednak gdy ujrzała poważną minę pielęgniarki i przestraszoną Gryfonki zorientowała się, że coś jest nie tak. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo została zasypana gradem pytań wypowiedzianych przez młodszą siostrę.
- Nicole co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy? Co mi się stało?
- Laura jak dobrze się obudziłaś – odetchnęła Ślizgonka od razu przybliżając się do łóżka poszkodowanej i przytulając ją lekko. – Zaraz wszystko ci wyjaśnimy, ale najpierw powiedz jak się czujesz?
- Nie wiem. Boli mnie wszystko, ale to nie ważne. Niki, ja chcę do domu. Przecież to dzisiaj wracamy na święta. – Po tych słowach w Skrzydle Szpitalnym zaległa cisza, a czarnowłosa ze strachem spojrzała na panią Pomfrey.
- Dziecko drogie, powiedz mi co pamiętasz? – zapytała kobieta.
- Nie wiem skąd się tu wzięłam, nie pamiętam tego – oznajmiła bliska łez spowodowanych niezrozumieniem. – Po co te pytania?
- Laura, nie o to chodzi – zaczęła poważnie Nicole. – Powiedz proszę jakie jest twoje ostatnie wspomnienie, z którego dnia.
- Ale jak…
- Laura, powiedz – nakazała starsza dziewczyna, która była bliska paniki.
- Nie wiem ile tu leżę, ale pamiętam, że następnego dnia mieliśmy jechać na święta do domu. Mieliśmy się zobaczyć z rodzicami. – Nicole jakby natychmiast straciła siły i osunęła się na krzesło stojące za nią. – Czy święta już minęły? Tak długo tu leżałam? – Nie widząc reakcji siostry na swoje pytania powoli podnosiła swój głos. – Niki, co tu się dzieje?! Powiedz mi?! – ostatnie dwa słowa wykrzyczała piskliwym głosem, a łzy już swobodnie leciały po jej twarzy.
- Zaraz wszystkiego się dowiesz. Tylko musisz trochę poczekać – oznajmiła delikatnie pielęgniarka. – Panno P… Robespierre, myślę, że powinnyśmy porozmawiać w moim gabinecie. Zapraszam. – Nie czekając na Ślizgonkę natychmiast ruszyła do swojego gabinetu, a za nią Nicole, która jeszcze przed odejściem mruknęła do Laury:
- Wszystko będzie dobrze, tylko zostań tu.
Po chwili znalazła się w gabinecie pielęgniarki. Było to małe pomieszczenie, w którym była tylko szafka z dokumentacją medyczną uczniów, spore biurko i dwa krzesła po przeciwnych stronach mebla.
- Usiądź – nakazała kobieta sama siadając po drugiej stronie. – Z tego co się zorientowaliśmy to Laura nie pamięta ostatnich dwóch lat. Niewątpliwie jest to spowodowane nieudanym zaklęciem.
- Czy odzyska pamięć?
- Nie wiem. To zależy tylko i wyłącznie od niej.
- Czyli co? Mamy czekać? Przypomni sobie to fajnie, a jak nie to trudno? – pytała z sarkazmem.
- Panno Potter, uspokój się. Niestety, tylko czekanie nam pozostaje. Oczywiście poproszę dyrektora, aby zorganizował przybycie specjalistów z Munga, ale nie jestem pewna czy oni powiedzą coś innego. Ludzki umysł jest najmniej zbadanym organem, zaklęcia pozbawiające pamięci działają bardzo różnie, to zależy zarówno od czarodzieja rzucającego zaklęcie, jak i od ofiary. A jak na razie nie wiemy kto był napastnikiem.
- Pani Pomfrey, ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją – powiedziała histerycznie. – To ją złamie.
- Dlatego uważam, że nie powinna się dowiedzieć. Przynajmniej do momentu przybycia uzdrowicieli z Munga. Oni podejmą decyzję co do procesu leczenia panny Robespierre.
- To co ja mam jej powiedzieć?
- Najbezpieczniej będzie jeśli powiesz jej prawdę dotyczącą wypadku. To powinno ją choć trochę uspokoić, będzie chociaż wiedzieć co się z nią dzieje. Możesz jej też powiedzieć, że straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Z całą resztą informacji, to ty musisz podjąć decyzję o tym, czy można jej powiedzieć. Jeśli będziesz wiedzieć, że zareaguje na coś zbyt emocjonalnie to należy to przemilczeć. Zbyt duże emocje w jej stanie nie będą pomocne, a wręcz mogą zaszkodzić. A teraz proszę iść do niej. Gdy zaspokoisz jej ciekawość proszę podać jej te dwa eliksiry. – Tu wskazała na biurko, na którym leżały dwie fiolki. – Jeden jest przeciwbólowy, a drugi to eliksir Słodkiego Snu. Teraz to właśnie sen będzie jej najlepszym sprzymierzeńcem. Ja w tym czasie udam się do dyrektora, aby powiadomić go o stanie Laury i poprosić o zorganizowanie przybycia uzdrowicieli z Munga.
Nicole na nic więcej nie czekała. Chwyciła dwie fiolki i ruszyła do jedynego zajętego łóżka. Usiadła w ciszy na stojącym obok krześle przyglądając się swoim dłoniom, w których przewracała fiolki.
- Teraz mi powiesz? – zapytała delikatnie przestraszona Laura.
- Miałaś wypadek. Ktoś cię zaatakował i pobił. Rzucił też na ciebie zaklęcie zapomnienia. Straciłaś pamięć z ostatnich dwóch lat. Dziś jest 8 listopada 1996 roku.
- Ale jak to? – zapytała Gryfonka, jakby nie rozumiejąc co Nicole do niej powiedziała.
- Laura teraz najważniejsze jest żebyś wyzdrowiała. Musisz dużo wypoczywać. Weź te eliksiry i prześpij się. To ci pomoże, a jutro odpowiem ci na wszystkie pytania. Proszę – dodała niemal błagalnie. W tej chwili nie miała siły na starcie z amnezją siostry. Zupełnie nie wiedziała co jej powiedzieć, aby nie zaszkodzić. Musiała to przemyśleć, a na to potrzebowała czasu. Laura widząc jej prośbę kiwnęła głową i wypiła eliksiry. Po chwili już spała. Nicole jednak nie była w stanie jej opuścić. Wiedziała, że właśnie zaczyna jej się Obrona przed Czarną Magią i za nieobecność dostanie kolejny szlaban, ale teraz nie było to ważne. Patrzyła na spokojną twarz siostry i myślała. Analizowała po kolei wszystko co działo się w ciągu dwóch ostatnich lat i powoli dochodziła do tego co może powiedzieć Laurze, a co lepiej ominąć. Na szczycie listy wspomnień do przemilczenia była oczywiście śmierć rodziców. To byłby za duży cios dla Laury. Problemem jednak było wspomnienie o Harry’m i reszcie Potterów. Po pierwsze mogło to pociągnąć za sobą niewygodne pytania dotyczące ich rodziny, a po drugie Nicole nie była pewna czy Laura odniosłaby się do tego entuzjastycznie, szczególnie pamiętając ich kłótnie z wakacji. Po chwili zastanowienia uznała, że lepiej będzie ograniczyć kontakty Laury z Potterami i przemilczeć ich historię. Co prawda nie była pewna jak wytłumaczyć Laurze ich obecność w Hogwarcie, ale postanowiła trochę nagiąć prawdę, mówiąc jej, że przenieśli się tu z Camile i Vanessą, z którymi Ślizgonka nie chciała się rozstawać, a za to Laura nie chciała się rozstawać z Nicole, czego skutkiem było ich przeniesienie do Wielkiej Brytanii. Gdy w całym zamku zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec pierwszych zajęć, Nicole zdała sobie sprawę, że zaraz zwali się tu cała zgraja na czele z Harry’m i jej przyjaciółkami. Dlatego właśnie Nicole wyszła ze szpitala, aby ci nie obudzili Laury, która ledwie zasnęła. Dobre zrobiła, bo gdy tylko wyszła ze skrzydła wpadła na grupkę składającą się z piątki Ślizgonów, jednego Gryfona i czwórki ochrony. Przywitały ją krzyki.
- Co z Laurą?
- Obudziła się?
- Jak się czuje?
- Czemu nie było cię na obronie?
- Braun się wkurzył, bo go olałaś.
- Znowu dostaniesz szlaban.
- Obudziła się – odpowiedziała tylko, a na korytarzu zaległa cisza. Każdy myślał o tym samym, ale bali się zadać to kluczowe pytanie.
- Straciła pamięć? – Pierwszy podjął się tego Draco, a jego poważny, pozbawiony emocji głos zabrzmiał niczym strzał.
- Nie tutaj. Chodźmy gdzieś gdzie będzie spokojniej – postanowiła zmęczonym głosem patrząc na powiększającą się ilość kręcących się uczniów.
- Chodźcie do naszych komnat. Tam będzie spokój i wszystko nam wytłumaczysz – zaproponował James.
- Jim, oni mają zajęcia. – Mimo karcącego tonu Lily nie zamierzała zbyt długo się sprzeciwiać. Widziała po minie córki, że to coś poważnego, i że ta chce z nimi porozmawiać.
- Mamy zielarstwo. Można olać – stwierdził lekceważąco Blaise.
- To idziemy – zdecydował Syriusz i każdy ruszył do osobistych komnat ochrony. Po chwili znaleźli się w pokoju należącym do starszych Potterów, a gospodyni wyczarowała wszystkim po filiżance herbaty.
- Nie ma czegoś mocniejszego? – westchnęła Nicole, czując, że emocje biorą nad nią górę, a dłonie jej się trzęsły, więc przydałoby się jej coś na rozluźnienie. Na to stwierdzenie młodzież parsknęła śmiechem, a dorośli uśmiechnęli się znacząco. Po chwili namysłu James skierował się do barku i wyciągnął butelkę wypełnioną bursztynowym płynem.
- Jim, czyś ty zwariował? – Tym razem Lily było bardziej oburzona.
- Lilka, przecież widzisz, że Niki potrzebuje czegoś na rozluźnienie – oznajmił pan Potter, a widząc znaczące spojrzenia reszty uczniów, a w szczególności chłopaków przygotował szklankę wypełnioną płynem dla każdego obecnego.
- Są prawie dorośli. Wiedzą ile mogą wypić, aby nie mieć problemów. – Niespodziewanie po stronie Jamesa stanął Remus. Lily i na niego spojrzała oburzona, jednak widząc jego wzrok skierowany na Nicole i ona popatrzyła na córkę. I dostrzegła to co wcześniej jej mąż i przyjaciel. Nicole wyraźnie potrzebowała czegoś na uspokojenie. Odrobina Ognistej Whisky wydawała się być dobrym rozwiązaniem.
- Niech wam będzie – mruknęła, a młodzież ochoczo złapała za szkło. Harry poddał Nicole jej porcję, podczas gdy ta siedziała nieruchomo na fotelu. – Ca z Laurą? – zapytała córkę po dłuższej chwili ciszy. Nicole przełknęła bursztynowy płyn i odezwała się.
- Nie pamięta dwóch ostatnich lat.
- To nie dużo. Możemy jej wszystko opowiedzieć – powiedział niepewnie Harry, na co Nicole prychnęła.
- A wziąłeś pod uwagę co się stało w ciągu ostatnich dwóch lat? Te dwa lata to cholernie dużo – dodała z naciskiem. – To dziecko, nie powinna przeżywać śmierci rodziców po raz drugi. – Teraz wszyscy zrozumieli o co się rozchodzi. – Zdążyła się z tym pogodzić, a teraz nic nie pamięta. – W pokoju obecni byli jej najbliżsi, ale żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć. Zwykłe „Będzie dobrze” nikomu nie pomoże. – Pani Pomfrey stwierdziła, że trzeba czekać. Laura w obecnym stanie nie może przeżywać silnych emocji, bo to może jej zaszkodzić. Niedługo będą tu specjaliści z Munga, oni zdecydują jakie środki trzeba przedsięwziąć.
- Jak my możemy pomóc? – zapytał Remus. Nicole niepewnie rozglądnęła się po obecnych wzrok zatrzymując na dorosłych.
- Ona na razie nic nie wie, ale jutro już będę musiała jej wyjaśnić chociaż gdzie jest i dlaczego akurat w Hogwarcie. Nie powiem jej, że rodzice nie żyją. Zdecydowałam też, że nie dowie się o was – zakończyła pewnie patrząc na trójkę Potterów. Wiedziała, że po raz kolejny ich krzywdzi brakiem uczuć i obojętnością, tym, że tak otwarcie ich odrzuciła, szczególnie dwójkę starszych, ale nic nie mogła poradzić na to, że myśląc o rodzicach miała przed oczami twarz Danielle i Jakoba.
- Jak wytłumaczysz jej to, że jesteście w Hogwarcie? – zapytał Remus.
- Powiem jej, że przeniosłam się tu razem z Cami i Vane, a ona razem ze mną. To jedyne co mogę zrobić. Przepraszam. – Ostatnie słowo było skierowane do Potterów. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, a Nicole nie mogąc wytrzymać tej atmosfery wyszła, wiedząc, że nie wejdzie tu dopóki sprawa z Laurą się nie unormuje. Czyli albo odzyska pamięć, albo będzie powoli się oswajać ze stratą rodziny i tym, że jej siostra odzyskała swoją. Jednak zanim to się stanie może minąć naprawdę dużo czasu. Teraz jednak Nicole skierowała się z powrotem do Skrzydła Szpitalnego. Przed drzwiami spotkała się z trójką przyjaciół swojej siostry.
- Co z Laurą? – zapytali jednocześnie.
- Pielęgniarka nie chciała nas wpuścić – wyżaliła się Natalie.
- Odzyskała przytomność, ale teraz śpi – wytłumaczyła Nicole, zadowolona, że akurat ich spotkała, bo z nimi też chciała pogadać. Przeszła od razu do meritum. – Straciła pamięć z ostatnich dwóch lat. Nie wiem ile wam o sobie powiedziała, ale musicie wiedzieć, że pewnych rzeczy nie może się teraz dowiedzieć. Ona nie pamięta, że nasi rodzice nie żyją, ani dlaczego tak właściwie się tu znalazłyśmy. To są najważniejsze rzeczy, o których nie możecie mówić przy niej. – Tu opowiedziała im zmyśloną historię o powodach ich przenosin. – Rozumiecie?
- Jasne. Nie martw się – potwierdził Jack.
- Przyjdźcie tu jutro, dziś już się nie obudzi, a jutro będzie potrzebowała przyjaciół. – Nicole uśmiechnęła się do nich przyjaźnie i samotnie ruszyła do Skrzydła Szpitalnego. Tam pielęgniarka już chciała protestować przeciwko jej obecności, ale Nicole twardo oznajmiła, że nie ma zamiaru się stąd ruszać. Pielęgniarka odpuściła oznajmiając tylko, że uzdrowiciele z Munga pojawią się za dwa dni. Nicole bez słowa usiadła przy łóżku siostry, wieczorem opuszczając ją w celu udania się na kolacje. Posiłek ten dziś nie przypominał tego z innych zwykłych dni. Dziś parujące potrawy nie czekały na głodnych uczniów. Dziś uczniowie siadali przy pustych stołach rozglądając się za jedzeniem, a nauczyciele nic nie robili sobie z ich dezorientacji. Wyglądało na to, że tylko dyrektor wie co się dzieje, bo stał przed podium i zachowywał się jakby na coś czekał. Nicole usiadła przy stole Ślizgonów patrząc na nich z pytaniem zawartym w spojrzeniu. Oni popatrzyli na nią zdezorientowanymi spojrzeniami odpowiadając, że nic nie wiedzą. Gdy cała Wielka Sala wypełniła się uczniami Dumbledore rozglądnął się po pomieszczeniu jakby sprawdzał czy wszyscy są obecni. Widocznie byli, bo zaczął mówić.
- Chciałem ogłosić, że kilka dni temu jedna z uczennic została zaatakowana. To już drugi taki przypadek w tym roku szkolnym. – Z oczu dyrektora zniknęły wesołe ogniki, gdy przypomniał sobie co się stało zaledwie dwa miesiące wcześniej z Nicole Potter. Teraz została zaatakowana jej siostra. – Nie pozwolimy, aby w Hogwarcie działy się takie rzeczy. Napastnik, niech wie, że prędzej, czy później zostanie ukarany. Oczywiście, czym później tym dla niego gorzej. A teraz smacznego – dodał nadal oschłym jak na niego tonem i klasną w dłonie, a na stołach zaczęło pojawiać się jedzenie. Uczniowie, choć przejęci, tym, że kolejna uczennica została zaatakowana, bez wahania wzięli się za śniadanie.
Kolejny dzień Nicole jak zwykle zaczęła od wizyty w Skrzydle Szpitalnym. Gdy weszła do pomieszczenia trafiła akurat na moment, gdy pielęgniarka badała Laurę. Z miny pacjentki wywnioskowała, że dziewczyna nie jest zadowolona, była nieufna w stosunku do pielęgniarki i wyraźnie czekała na siostrę. Po skończonym badaniu przed Gryfonka pojawiło się śniadanie. Gdy pani Pomfrey zniknęła w swoim gabinecie, wcześniej nakazując pacjentce zjedzenie wszystkiego i wypicie eliksirów stojących na szafce nocnej, Nicole od razu usiadła na krześle stojącym koło jedynego zajętego łóżka.
- No jedz – poleciła Ślizgonka widząc jak Laura wpatruje się w nią z wyczekiwaniem.
- Miałaś mi wszystko powiedzieć. – Blondynka była wyraźnie zniecierpliwiona.
- Najpierw zjedz i weź lekarstwa. Potem wszystko ci powiem. Jak się czujesz?
- Ręka jeszcze trochę mnie boli, ale ponoć to już nic poważnego, kości zrastają się prawidłowo, najpóźniej do jutra jeszcze będzie mnie boleć. Często też mam bóle głowy, pielęgniarka mówi, że to przez ten zanik pamięci – odpowiedziała w międzyczasie smarując tosta dżemem truskawkowym.
- Pewnie ma rację. Nie wiem czy pani Pomfrey ci mówiła, ale na dniach będą tu specjaliści z Munga, żeby cię zbadać i ocenić szansę na odzyskanie pamięci.
- Coś wspominała. – Laura odłożyła tacę z resztkami śniadania na szafkę nocną i wzięła eliksiry, krzywiąc się przy tym. – Nienawidzę eliksirów – westchnęła, na co Nicole tylko delikatnie się uśmiechnęła. Laura od zawsze nie lubiła brać eliksirów. – Nicole gdzie my jesteśmy?
- W Hogwarcie. W Anglii.
- Czemu? Jak?
- To już drugi rok się tu uczymy. Przeniosłyśmy się tu, gdy się okazało, że Camile i Vanessa nie wracają do Beauxbatons. Ja nie chciałam się z nimi rozstawać, a ty bardzo chciałaś być tam gdzie ja. – Ślizgonka z bólem serca okłamywała siostrę, ale wierzyła, że tak będzie lepiej.
- A rodzice? Wiedzą co mi się stało? Byli tu? Będą? – Starsza dziewczyna wzięła głębszy oddech przed odpowiedzią.
- Wiedzą wszystko. Nie byli. Wiesz przecież, że nie mogą tak po prostu opuścić Francji. Mają obowiązki. – Dla Nicole było bardzo trudne wypowiedzieć te słowa, jednak jej głos nawet nie zadrżał. Rozmowę dziewczyn przerwało wejście mężczyzny całego odzianego w czerń. Severus Snape przyniósł eliksiry dla pielęgniarki. Po zaniesieniu ich do gabinetu kobiety zwrócił się do swojej podopiecznej.
- Panno Robespierre za pięć minut masz eliksiry. Liczę na to, że cię tam zobaczę – warknął.
- Tak, panie profesorze. – Po chwili już go nie było. – Muszę iść. Przyjdę po zajęciach. Trzymaj się i odpoczywaj.
Przed salą eliksirów czekali na nią przyjaciele i Harry.
- Znowu nie jadłaś śniadania – przywitała ją Camile.
- Byłam u Laury.
- Wiemy, ale mogłaś zadbać o to, żeby coś zjeść – mruknął Potter podchodząc do Ślizgonów. Jednak widząc niezadowolony wzrok siostry odpuścił. – Są jakieś zmiany? Przypomniała sobie coś?
- Nic się nie zmieniło – odpowiedziała cicho. Na szczęście nie musiała nic więcej mówić, bo Snape wpuścił ich do sali. Dziś mieli robić bazę pod Veritaserum.
Po wszystkich zajęciach Nicole chciał się od razu skierować do Skrzydła Szpitalnego, jednak przyjaciele jej na to nie pozwolili.
- O nie moja droga – zaczęła Vanessa łapiąc ją pod ramię. – Najpierw to pójdziemy na obiad. Nic dzisiaj nie jadłaś.
- Nie jestem…
- Nie wmówisz nam, że nie jesteś głodna – przerwała jej Camile łapiąc ją z drugiej strony. – Teraz szorujemy do Wielkiej Sali, a potem z tobą odwiedzimy Laurę. Bez sprzeciwów.
- Wiecie, że jesteście upierdliwe? – zapytała Nicole uśmiechając się.
- Wiemy – odpowiedziały razem.
Po obiedzie rzeczywiście cała grupka Ślizgonów poszła odwiedzić Laurę. Gdy weszli do Skrzydła okazało się, że teraz Laura nie jest jedyną pacjentką. Z tego co zrozumieli Potterowie przyprowadzili drugorocznego Gryfona i Ślizgona, których przyłapali na małej walce na zaklęcie. Gryfon miał wciąż rosnące uszy, a Ślizgon był cały w zielonych plamach. Wokół nich biegała pani Pomfrey narzekając na rozbrykanych uczniów. Wchodząc Nicole tylko spojrzała na rodziców i nie odzywając się ruszyła w stronę Laury. Widać było, że ci chcą coś powiedzieć, ale widząc zachowanie córki odpuścili sobie.
- Poppy, to możemy ci ich zostawić? – zapytała Lily.
- Oczywiście, wracajcie na obchód. Jak z nimi skończę to wyślę ich do pokojów wspólnych. – Potterowie wyszli słysząc jeszcze karcący głos Draco, który pouczał młodszego kolego, żeby następnym razem nie dał się złapać, albo zrzucił wszystko na Gryfonów i oburzony głos pielęgniarki, która pouczała go, że takie zachowanie nie przystoi prefektowi.
- Cześć. Jak się czujesz? – Ślizgoni przywitali się z Gryfonką.
- Jest ok – odpowiedziała nieśmiało, przy takiej ilości obcych dla niej osób. Nicole widząc jej niepewność przedstawiła chłopaków.
- To jest brat Cami, Draco, to Sam, brat Vane, a to Blaise – powiedziała wskazując każdego z nich. Siedzieli z nią i rozmawiali, aby dotrzymać jej towarzystwa i zabawić, tak aby chociaż przez chwilę nie przejmowała się tym, że straciła dwa lata swojego życia. Po godzinie do Skrzydła Szpitalnego wpadła trójka przyjaciół Laury.
- Laura, jak się czujesz? Chcieliśmy już wczoraj cię odwiedzić, ale Pomfrey nam nie pozwoliła – zaczęła Natalie, jednak widząc przestraszony wzrok przyjaciółki przerwała.
- Pewnie nas nie pamiętasz, ale odkąd się tu przeniosłaś to my zaprzyjaźniliśmy się – oznajmił brązowowłosy gryfon. – Ja jestem Jack Sloper.
- A ja Natalie McDonald – przedstawiła się dziewczyna o blond włosach, która jako pierwsza zaczęła mówić.
- A ja Lucy Shaw. – Druga blondynka uśmiechnęła się szczerze do przyjaciółki.
- Miło mi – stwierdziła niepewnie Laura.
- To my was zostawimy. Poznajcie się na nowo. – Nicole uśmiechnęła się do siostry, aby podnieść ją na duchu. – I tak mieliśmy już iść – stwierdziła, przypominając sobie, że za jakiś kwadrans miało rozpocząć się spotkanie JP. – Do zobaczenia, Młoda. – Zostawili czwórkę Gryfonów, którzy zajęli się rozmową, i ruszyli do Pokoju Życzeń, gdzie czekała na nich trójka Huncwotów. Przywitali się.
- Jak tam Laura? – zapytał James, gdy do pokoju wchodził Harry z Hermioną i Ginny, jednak Nicole zachowała się tak jakby go nie usłyszała. Gryfon uratował ją przed rozmową z ojcem na temat Laury. Nicole sama nie wiedziała czemu nie potrafiła rozmawiać z Potterami na temat Laury, po drugie obiecała sobie, że dopóki Gryfonka nie odzyska pamięci będzie zachowywać się tak jakby nie znała swoich biologicznych rodziców, to samo tyczyło się Remusa i Syriusza. W końcu nie może pozwolić sobie, aby Laura dowiedziała się prawdy, bo to mogłoby zaszkodzić w jej leczeniu, a dla niej Nicole mogła zrobić wszystko, nawet czasowo wyrzec się swojej biologicznej rodziny.
Na dzisiejszym spotkaniu mieli ćwiczyć zaklęcie rozrywające. Było to zaklęcie z działu czarnej magii, które próbowali opanować na poprzednim spotkaniu, jednak nikomu to nie wyszło, dlatego poprosili Huncwotów o pomoc w nauczeniu się czarnomagicznego zaklęcia. Gdy już wszyscy z pomocą dorosłych opanowali to zaklęcie zajęli się klątwą zamrażającą.

***
Nareszcie mi się udało. Jest nowy rozdział.
Należą Wam się wyjaśnienia, dlaczego ostatni rozdział pojawił się 22 lutego, a dziś mamy 9 maja. Ogólnie dopadł mnie brak czasu. Drugi semestr na uczelni okazał się być naprawdę bardzo intensywny, do tego praca i okazało się, że nie mam czasu na żadną rozrywkę. Tylko studia, praca i choć trochę odpoczynku. Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o Nicole i nadal chcecie śledzić jej losy. Ze swojej strony mogę Wam obiecać, że nie zawieszę bloga i na pewno go skończę, bo nie wyobrażam sobie, aby tak po prostu odpuścić.
A teraz małe podsumowanie. W końcu to już 50 rozdział. Na początku nie zdawałam sobie sprawy, że opowiadanie rozrośnie się do takich rozmiarów. 50 rozdziałów, 204 strony w Wordzie (pisane dwunastką Times New Roman), a jeszcze sporo historii do opisania mi zostało :) 
Na tę chwilę HP i Anioł Życia ma 53 009 wyświetleń i 261 komentarzy. Nie wiem, czy w porównaniu z innym blogami to mało, czy dużo. Dla mnie to zdecydowanie dużo i za to Wam dziękuję. Mam nadzieję, że pomimo tak długiej przerwy te liczby dalej będą rosnąć.
Już więcej nie przynudzam i serdecznie zapraszam do czytania.
Pozdrawiam,
AniaXXX