niedziela, 27 września 2015

Rozdział 42

Od czasu rozmowy z Draco, Nicole dała sobie mentalnego kopa, dzięki czemu teraz czuła się o wiele lepiej. Najważniejsze dla niej było to, że między nią, a Laurą było wszystko w porządku oraz to, że rodzice nie naciskali na zacieśnianie kontaktów między nimi. Na razie Nicole powoli przyzwyczajała się do ich obecności. Jeszcze nie mogła się przemóc, aby nazywać ich mamą i tatą, ale starała się, aby Lily i James nie odczuli tej rezerwy. Jedyną rzeczą, która nada spędzała jej sen z powiek była wizyta kontrolna u uzdrowiciela. Na razie jednak starała się o tym nie myśleć, a raczej nie okazywać innym jak bardzo się denerwuje i boi. Jej bliscy sądzili, że po prostu jeszcze niedoszła do siebie po torturach. Dlatego, aby ją oderwać od tego Remus zaproponował młodzieży wypad na Pokątną. Oczywiście młodzi przystali na to z ochotą., ale nie tylko młodzi.
- My też idziemy, co nie, Rogacz? - zapytał Syriusz z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jasne. - James z entuzjazmem pokiwał głową.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. - stwierdziła rozbawiona Nicole. Syriusz i James niekiedy zachowywali się jak dzieci na wieść o wcześniejszej Gwiazdce. Ślizgonka dopiero teraz, gdy ożywiła swoich rodziców, widziała w oczach Syriusza tą dziecięcą radość. To samo widziała w tęczówkach Jam... swojego ojca. Widząc ich pytające spojrzenia, wytłumaczyła. - Nie wydaje mi się, że powinniście stąd wychodzić. Nikt nie może was zobaczyć.
- A co to eliksir wielosokowy to ty wiesz? - zapytał Syriusz.
- Wiem, ale to jest niebezpieczne. - na te słowa dwaj Huncwoci zaczęli protestować.
- Jimmi przecież wiesz, że to prawda. Nicole ma rację. - Lily stanęła po stronie córki - Tu jesteśmy bezpieczni.
- Lilka, ale przecież wszyscy wiemy, że ty też byś chciała zobaczyć Pokoątną. - zaczął ją przekonywać mąż. - Pamiętasz kiedy tam ostatnio byliśmy? - gdy pokręciła głową, stwierdził - No właśnie. Przez te 15 lat wszystko musiało się zmienić. Widzę, że chcesz tego tak samo jak my.
- Chcę, ale to nie zmienia faktu, że nie powinniśmy stąd wychodzić. - oznajmiła Lily czując, że powoli daje się przekonać. Ona, mimo, że spokojniejsza od swojego męża i Syriusza, to też chciała się wyrwać z tego domu chociaż na chwilę. Przez całe 15 lat nie istnieli, a teraz mogą to nadrobić.
- A ty, Nicole, nie bądź taka poważna. Przecież już wychodziłem z kwatery tego lata. - wtrącił się Łapa.
- Ale to był mugolski Londyn, a nie Pokątna, gdzie wszyscy mogą was rozpoznać.
- Myślę, że lepiej byłoby pozwolić im pójść z nami, bo inaczej sami się stąd wyrwą. - stwierdził Remus, a Łapa i Rogacz zaczęli mu z ochotą potakiwać.
- Gorzej jak z dziećmi. - zaśmiała się Nicole. Widząc, że wszyscy zostali przekonani do tego pomysłu, ze zrezygnowaniem wyszła z pomieszczenia.
Już następnego dnia szykowali się do wyjścia na Pokątną. W kwaterze dołączyli do nich również pani Weasley, Ginny, Ron i Hermiona. Molly z dezaprobatą patrzyła jak Syriusz, James i Lily zmieniali się w trójkę mugoli. Ron również nie był zadowolony z towarzystwa, ale chcąc odwiedzić Pokątną nie mógł narzekać. Postanowił po prostu, że gdy już będą na miejscu odłączy się od grupy zdrajców, jak nazywał ich od czasu kłótni z Harry'm. Na Pokątnej ślizgoni mieli spotkać się z Blaisem, którego nie widzieli od zakończenia roku szkolnego. Każdy miał swój plan na ten dzień. Młodzież chciała zrobić potrzebne zakupy do szkoły, odwiedzić nowy sklep bliźniaków Weasley i po prostu dobrze się bawić. James, Lily i Syriusz postanowili zwiedzić całą Pokątną, aby powspominać. Remus miał zamiar przypilnować przyjaciół, aby nie wpadli na jakiś głupi pomysł, a pani Weasley chciała pilnować młodych, z tego samego powodu co Lunatyk. Lupin widząc niezadowoloną minę rudowłosej zaproponował:
- Molly, jeśli chcesz to wracaj do domu. My przypilnujemy twoje dzieci.
- Ależ Remusie, nie wiem czy to dobry pomysł. - stwierdziła zmartwiona.
- Nie martw się. Ja i Lily będziemy mieli na nich oko. Wiem, że wolałabyś zostać w Norze - przekonywał ją Remus.
- Och, no dobrze. Ale przypilnujcie ich. - nakazała idąc w stronę kominka. - I wróćcie na kolacje. Mam nadzieję, że zjecie z nami w Norze. - kończąc weszła do kominka i zniknęła.
- To jaki jest plan? - zapytał Remus.
- Najpierw zakupy, potem sklep Weasley'ów, a na końcu my wam damy trochę swobody, a wy nam. - stwierdziła z uśmiechem Nicole.
- Czyli mamy się rozdzielić? - zapytała powątpiewająco Lily - Molly nie będzie zadowolona jak się dowie
- Wy zwiedzicie swoje rejony, a my swoje. - stwierdził Harry.
- Lilka, nic im się nie stanie. Przecież Voldemort nie zaatakuje Pokątnej w biały dzień. - oznajmił lekceważąco Syriusz.
- Łapa ma racje. To już nie są małe dzieci. Poradzą sobie, a my nie będziemy ich trzymać na smyczy przez cały czas. - poparł przyjaciela, James.
- Niech wam będzie. Ale chodźmy już, bo do wieczora się nie wybierzemy. - zaśmiała się pani Potter, która była kobietą o czarnych włosach i brązowych oczach. Jej mąż miał krótko ostrzyżone brązowe włosy, Black natomiast był łysy. Z dorosłych na Pokątną wybierała się jeszcze pani Malfoy. Z młodzieży oczywiście nikt nie miał zamiaru zostawać w domu. W takim składzie wyszli z domu, przy którym po chwili pojawił się Błędny Rycerz. Po szalonej podróży znaleźli się przed Dziurawym Kotłem, przez który dostali się do celu swojej podróży. Swoją wycieczkę zaczęli od Banku Gringotta, w którym mieli spotkać się z Blaisem. Bo banku nie weszli starsi Potter'owie i Syriusz bojąc się, że zabezpieczenia goblinów odkryją ich prawdziwą tożsamość. Z nimi nie weszli też Weasley'owie, gdyż ich mama wyposażyła już w domu w pieniądze, aby mogli zrobić odpowiednie zakupy do szkoły. Reszta skierowała się do kolejki prowadzącej do goblinów, którzy zaprowadzą ich do skrytek, natomiast Hermiona stanęła do koleiki, w której czekała, aby zamienić mugolskie pieniądze na czarodziejskie.
- Mamo, wiesz, że ojciec pewnie nam zablokował dojście do skrytki Malfoy'ów. - stwierdził Draco, gdy stanęli w kolejce.
- Wiem, dlatego nawet nie będziemy próbowali wybrać stamtąd pieniędzy. - Narcyza widząc zdziwione spojrzenia swoich dzieci kontynuowała - Chyba nie myślicie, że nie jestem zabezpieczona w razie takiej sytuacji. Część majątku Blacków znajduje się w skrytce, do której dostęp mam tylko ja.
- Myśleliśmy, że do majątku Blacków dostęp ma tylko Syriusz.
- Już nasi ojcowie podzielili ten majątek na pół. Każdy swoją część trzymał w osobnej skrytce, ale to wuj Orion trzymał swoją część w rodowej skrytce, którą potem odziedziczył Syriusz. Mój ojciec majątek znowu podzielił na dwie części, jedną dostała Bella, a drugą ja. Andromeda nie dostała nic, bo została wydziedziczona. Z Syriuszem byłoby tak samo, ale po śmierci Regulusa, jego brata, był jedynym spadkobiercą. Bella swoją część połączyła z majątkiem Rudolfa, ja swoją zachowałam na wszelki wypadek. Jak się okazało była to dobra decyzja. Dobrą decyzją było też to, że wymusiłam na Lucjuszu, aby wam otworzył skrytki, w których znajduje się sporo złota.
Nicole przysłuchując się rozmowie przyjaciół z ich matką stwierdziła, że miała dużo szczęścia, że prawnik Robespierrów był jednocześnie przyjacielem rodziny. Dzięki temu to on zadbał o majątek jej francuskich rodziców. Ona i Laura, tak jak młodzi Malfoy'owie mieli swoje skrytki, które jeszcze rodzice im otworzyli we francuskim banku dla czarodziejów. To właśnie pieniądze z tych skrytek pan Russeau przeniósł do Gringotta, dzięki czemu również w Anglii mieli dostęp do swoich oszczędności. Na reszcie to na nich przyszła kolej. Jeden goblin zajął się Malfoy'ami, a drugi Potter'ami i Laurą. Zabini już pobrał swoje pieniądze. Nicole wraz z rodzeństwem weszła do jednego wagoniku, który od razu ruszył z zawrotną prędkością. Najpierw zatrzymali się przy skarbcu Potter'a, a potem skierowali się do skrytek dziewczyn. Obie były wypełnione złotem i znajdowały się obok siebie, tak więc już po chwili byli z powrotem przed bankiem. Gdy dołączyli do nich Malfoy'owie ruszyli do Esów i Floresów, gdzie zakupili potrzebne im księgi. Odwiedzili też aptekę, sklep z piórami, Madam Malkin, która musiała dopasować nowe szaty Harry'emu i Draconowi, którzy ze swoich wyrośli, oraz Centrum Handlowe Eylopa, w którym zaopatrzyli się w smakołyki dla swoich pupili. Wreszcie ze zniecierpliwieniem ruszyli do królestwa bliźniaków Weasley. Magiczne Dwocipy Weasley'ów zauważyli już z daleka. Sklep był bardzo kolorowy i mocno kontrastował z innymi raczej szarymi sklepami. Gdy weszli do środka ujrzeli mnóstwo półek z produktami i stosów pudełek piętrzących się aż do sufitu. Nowo przybyli zauważyli też, że sklep wypełniony jest klientami, tak, że ciężko było się w nim poruszać. Już po chwili na spotkanie wyszedł im jeden z właścicieli.
- A kogo to moje oczy widzą? Nasz sponsor i nasza partnerka. - młodzi Potter'owie zaśmiali się na słowa Freda. Bliźniacy nadal pamiętali, że to dzięki pieniądzom od Harry'ego mogli rozkręcić swój biznes, a razem z Nicole dopracowali Uszy Dalekiego Zasięgu, które teraz były jednym z najlepiej się sprzedających produktów. - I jeszcze nasze szanowne młodsze rodzeństwo. No i nawet ślizgoni zawitali w nasze skromne progi. Chodźcie oprowadzę was. - zaczęli zwiedzać sklep, a rudowłosy z radością opowiadał im o produktach, które akurat minęli.- Hermiono, nie patrz na to wszystko z taką dezaprobatą. - stwierdził ich przewodnik, gdy akurat stali przy Bombonierkach Lesera. - Uwierz mi, że i ty z nich skorzystasz, gdy zaczniecie przygotowania do OWTM-ów. - zaśmiał się. Po obejściu całego sklepu Fred musiał zając się klientami. - Wybaczcie mi, ale wracam do pracy. Nicole, Harry za waszą nieocenioną pomoc bierzcie co chcecie na koszt firmy. - rudowłosy puścił do nich oczko i już chciał odejść, jednak zatrzymał go głos brata.
- A ja? - wykrzyknął oburzony Ron.
- Co ty? - zapytał Fred udając, że nie wie o co mu chodzi.
- Ja chyba też mogę brać co chcę.
- Oczywiście, ale ty za to zapłacisz.
- Jestem waszym bratem, a wy pozwalacie tym zdrajcom na wszystko. - stwierdził zdenerwowany młodszy Weasley.
- To ci zdrajcy przysłużyli się do rozkwitu tego sklepu, a nie ty. To ja spadam. - oznajmił Fred i chciał odejść, nie chcąc dyskutować z młodszym bratem. Na odchodne dodał - Czekamy na ciebie w kasie, braciszku. - Ron odwrócił się od brata ze złością. Niestety, dla niego, w tłoku trafił na Dracona, który stał zaraz za nim.
- Weasley, chyba nie chcesz puścić z torbami swoich braci. - warknął z chamskim uśmiechem blondyn.
- Nie wtrącaj się, Malfoy. - odparował Weasley i odszedł z dumną miną.
- Wreszcie dotarło do ciebie, że ze mną nie wygrasz? - zawołał za nim Draco. Rudowłosy nie odpowiedział udając, że nie słyszał. Jednak w głębi duszy wiedział, że z nimi wszystkimi nie uda mu się wygrać, a wszystko przez tą Nicole. To przez nią stracił przyjaciół. Nawet Hermiona powiedziała mu ostatnio, że jest zbyt ograniczony, po czym pokłócili się. Zrozumiał, że został sam i postanowił, że zemści się na tej ślizgońskiej żmii, a Harry jeszcze będzie go przepraszał.
- Czy my też w  tym wieku tak się zachowywaliśmy? - zapytała Lily ze zdziwieniem patrząc na odchodzącego gryfona. Starsi Potter'owie nie byli jeszcze obecni przy kłótniach Rona z resztą młodzieży, dlatego zdziwili się widząc takie zachowanie.
- A ty nie pamiętasz jak ja z twoim szanownym mężem kłóciliśmy się za Smarkiem. - stwierdził Syriusz.
- Po pierwsze przestań go tak nazywać. Dorósł byś wreszcie, Łapo. Pamiętaj, że i my i Severus jesteśmy po tej samej stronie. - na te słowa zarówno Syriusz, jak również James i Harry skrzywili się, natomiast rodzeństwo Snape zdziwiło się, że akurat ta kobieta broni ich ojca, bowiem jeszcze nie słyszeli dokładnej opowieści o przyjaźni Mistrza Eliksirów i rudowłosej gryfonki. - A po drugie miałam na myśli bardziej normalne osoby niż wy.
- Dziękuję, ci droga żono. - stwierdził z sarkazmem pan Potter, na co Lily zachichotała i pocałowała go w policzek. Natomiast z wyjaśnieniem zachowania obrażonego chłopaka pośpieszyła jego siostra.
- Ron ubzdurał sobie, że Nicole jest winna wszystkiemu, o co pokłócił się z Harry'm. Niestety nie zrozumiał, że to on jest winny rozpadowi ich przyjaźni. Mój brat to po prostu idiota. - zakończyła wzruszając ramionami.
- Ruda dobrze prawi, polać jej. - wykrzyknął Blaise z szerokim uśmiechem, jednak ten uśmiech zamarł na jego ustach, gdy zdenerwowana Ginny podeszła do niego.
- Nie mów na mnie Ruda, kretynie. - wycedziła - Jak znajdziemy się w Hogwarcie to oberwiesz za to. - Na te słowa męska część ich towarzystwa wybuchła śmiechem. Niska Ginny sięgała czarnoskóremu ślizgonowi ledwo do ramienia i to jeszcze mając na sobie sandałki na obcasie, więc jej groźna mina, a jego przestraszona wyglądała doprawdy komicznie. Hermiona widząc zbliżający się wybuch przyjaciółki złapała ją za ramię.
- Ginny, daj  spokój. Z resztą nie powinnaś tak mówić o Ronie. On czuje się niezrozumiany.
- Hermiono, daj spokój. Sama ostatnio zauważyłaś, że Ron się zmienił. Zachowuje się jak niedorozwinięty idiota i nie zmienisz tego. - stwierdziła panna Weasley kończąc temat. - Chodźmy stąd, bo mnie denerwują. - warknęła wskazując na śmiejących się chłopaków. Dwie gryfonki skierowały się do sekcji Cud-Miód Czarownica, gdzie znajdowały się produkty przeznaczone dla nastoletnich czarownic. Nicole, Laura, Vanessa i Camile również tam poszły z ciekawością przeglądając kosmetyki i eliksiry miłosne. Dorośli również odeszli, od śmiejących się nastolatków, w stronę sekcji, w której znajdowały się artykuły związane z obroną, m.in. kapelusze, czy też peleryny obronne. Harry zauważając, że został z trzema ślizgonami przybrał dla odmiany przestraszoną minę. Jako pierwszy zauważył to Malfoy.
- Nie bój się, Potter, przecież cię nie zjemy. - stwierdził uśmiechając się ironicznie, blondyn.
- Nie boję się. - odpowiedział hardo czarnowłosy.
- Dobra, koniec tych kłótni. - wtrącił się Blaise, który podczas dzisiejszych zakupów zdążył trochę poznać Pottera i stwierdził, że chłopak jest tak samo w porządku jak jego siostra. - Chodźcie rozglądniemy się tu. Chyba, że któryś z was woli dołączyć do dziewczyn i ich eliksirów miłosnych. - zaproponował wskazując na wściekle różową część sklepu. Reszta chłopaków wzdrygnęła się na samą myśl o tym, tak więc we czwórkę zaczęli przeglądać bardziej męskie produkty. Gdy już wszyscy zapoznali się z całym asortymentem Magicznych Dowcipów Weasley'ów i zrobili zakupy, zebrali się przed sklepem, aby omówić dalsze plany. Ron został, gdyż uznał, że jeszcze posiedzi w sklepie bliźniaków, a potem ich kominkiem wróci do Nory.
- To teraz, jak rozumiem, chcecie się nas pozbyć? - zapytał Remus. Jednak widząc uśmiechy młodzieży nie czekając na odpowiedź stwierdził - Za dwie godziny w Dziurawym Kotle. Tam wrócimy kominkiem na Grimmauld Place. - zakończył i wraz z resztą dorosłych ruszył przed siebie.
- Coś mi się wydaje, że to oni chcą się nas pozbyć, a nie my ich. - stwierdziła Nicole na tyle głośno, aby ją słyszeli. Ci jednak udali, że jej nie słyszą i jak za dawnych czasów udali się na swoją wycieczkę po wspomnieniach. Nowością w tym składzie była Narcyza, jednak i ona nadrabiała stracone lata z kuzynem.
A młodzież, jak to młodzież. Chłopaki wykazali się ochotą odwiedzin Śmiertelnego Nokturnu, a dziewczyny postanowiły ruszyć na podbój sklepów z ciuchami. No i tu spotkał ich pierwszy kryzys.
- Wy znowu chcecie robić zakupy? - zaczęli jęczeć chłopaki.
- A co niby będziemy robić na Nokturnie? - odparowały dziewczyny - Nie powinniśmy tam chodzić. - dodała Hermiona.
- Miona, daj spokój. Byłem tam tylko raz i to przez przypadek. Zobaczysz będzie fajnie.
- Granger, chyba nie peniasz? - podpuszczał ją Draco.
- Właśnie, Hermiono, chyba się nie boisz?
- Merlnie, Draco coś ty zrobił z moim bratem? To był przykładny gryfon. - oznajmiła Nicole patrząc wielkimi oczami na Harry'ego.
- Z cechami ślizgona, Nicole. Zapominasz, że miałem być w Slytherinie. - zaśmiał się Potter. Na te słowa wszyscy oprócz Nicole, która o tym wiedziała rozdziawili buzie z zaskoczenia. Zbawca świata ślizgonem - to nie było normalne.
- Tracimy czas. - zauważyła Potter'ówna.
- Dobra idziemy na ten Nokturn, ale długo tam nie zabawimy, żebyśmy mogli zrobić małe zakupy i posiedzieć przy kremowym w jakimś barze. - zaproponowała Vanessa na co wszyscy przystali, choć Hermiona nadal chciała protestować. Jednak Ginny widząc zamiar przyjaciółki stwierdziła:
- Miona, wyluzuj i rozchmurz się. Będzie fajnie. - potem obie dołączyły do ogólnej rozmowy. Jak się okazało ulica Śmiertelnego Nokturnu nie była tak ciekawa jak na początku im się wydawało. Obskurne budynki, brudna ulica i wiele podejrzanych typów. Jeden z nich na ich widok zatrzymał się i momentalnie deportował, tak więc młodzież nie chcąc przyciągnąć kłopotów skierowała się z powrotem na Pokątną. Tam zatrzymali się przy sklepie z ciuchami. Chłopaki widząc, że na przeciwko jest sklep z markowym sprzętem do Quidditcha tam właśnie skierowali swe kroki, dzięki czemu wszyscy byli zadowoleni. Dziewczyny, jak to zwykle bywa zaczęli przebierać w wieszakach z ubraniami. Już po chwili Nicole i Camile zniknęły w przebieralni. Po piętnastu minutach drzwi do sklepu ponownie się otworzyły. Jak się okazało w sklepie pojawili się ich dorośli towarzysze. Dwie kobiety za przykładem młodszych zaczęły buszować w ubraniach, a trzej mężczyźni z niezadowoleniem się im przyglądali.
- Jeśli chcecie to chłopaków pochłonął sklep ze sprzętem do Quidditcha. - stwierdziła Nicole obserwując stojących na środku sklepu mężczyzn. Ci z ochotą opuścili pomieszczenie i poszli oglądać nową wersję Błyskawicy, która niedawno wyszła na rynek. Tam Harry ze śmiechem przyjął wiadomość, że Huncwoci, tylko dzięki Nicole wywinęli się od godzinnego stania w sklepie z ciuchami. Wreszcie znudzili się podziwianiem nowej miotły, więc wyszli chcąc zabrać dziewczyny do domu. Gdy znajdowali się przy budynku, do którego chcieli wejść, w ich stronę poleciał promień zaklęcia. Na szczęście widząc niebieski promień udało im się odskoczyć z toru zaklęcia. Dzięki temu nie oni, a ściana sklepu uległa eksplozji. To zwróciło uwagę wszystkich przechodniów. Nagle znikąd zaczęli pojawiać ludzie w czarnych szatach i białych maskach.
- Śmierciożercy! - krzyknął ktoś w tłumie. Huncwoci, ślizgoni i Harry szybko pozbierali się po wypadku i już po chwili walczyli przeciwko zwolennikom Voldemorta. Chwilę później dołączyły do nich Lily, Narcyza, Hermiona, Ginny, Vanessa, Camile i Nicole. Ta ostatnia krzyknęła do wnętrza sklepu:
- Laura, zostań tam! - niestety czarnowłosa nie mogła przypilnować siostry, bo przed nią pojawił się przeciwnik, jednak miała nadzieje, że młodsza jej posłucha. Laura zdawała sobie sprawę, że z jej stanem wiedzy nie poradziłaby sobie z walką ze śmierciożercami, więc mimo, że martwiła się o bliskich, to nie ruszyła się z miejsca.
Tymczasem na Pokątnej rozgorzała walka. Do walczących mieszkańców domu przy Grimmauld Place 12 dołączyła również część przechodniów. Ci co bali się dołączyć do walki pochowali się w okolicznych sklepach. Śmierciożerów cały czas przybywało i obrońcom coraz trudniej było przeciwstawić się przeważającej liczbie przeciwników. Nicole walczyła ramię w ramie ze swoim ojcem. James robił wszystko, aby choć trochę odciążyć córkę w walce, jednak przy sześciu przeciwnikach było trudno. Po czasie Nicole zrozumiała, ze to oni byli celem, bowiem cała czternastka została zapędzona w środek, a dookoła nich rozstawieni byli śmierciożercy, którzy cały czas ich atakowali. Nagle wszystko ustało. Przechodnie, którzy podjęli się walki zostali pokonani, a Nicole poczuła jak coś ją oplata. Właśnie teraz zrozumiała, że to oni byli celem. Już po chwili była przywiązana do reszty przyjaciół, a potem uświadomiła sobie, że jej różdżka wyrywa się z jej ręki. Choć próbowała ją utrzymać to niestety nie udało się. Jej magiczny patyk wraz z różdżkami jej towarzyszy zatrzymał się w ręku zadowolonej z siebie czarnowłosej kobiety, która właśnie zabrała głos:
- Mój Pan będzie zadowolony. - zaśmiała się szaleńczo - Nie dość, że udało mi się złapać samego Harry'ego Potter'a to jeszcze małą uciekinierkę i trójkę zdrajców. Cyziu, jak mogłaś mi to zrobić? - zaczęła lamentować
- Bello, nią to ja się zajmę. - przerwał jej zimny głos blondwłosego mężczyzny. - Ona i jej dzieci zapłacą za zdradę. - warknął - Bello, nie zapominaj też, że nie tylko ty doprowadziłaś do tego. - blondyn nie zwracając więcej uwagi na szwagierkę skierował swój wzrok na swojego syna. - Draconie, jeśli przeprosisz naszego Pana, on będzie w stanie ci to wybaczyć. Przekonam go, że jesteś dobrym materiałem na śmierciożercę. Zostaniesz ukarany, ale potem będziesz mógł mu wiernie służyć. - Nicole poczuła jak Draco, który był przywiązany obok niej, spina się. Wiedziała, że chłopak zrobi wszystko, by chronić Camile i Narcyzę. Widocznie Lucjusz dostrzegł to co ona. – Cała wasza trójka zostanie ukarana, ale będziecie bezpieczni po stronie zwycięzców. – mamił syna.
- Draco nie słuchaj go, on kłamie. Przy Voldemorcie nikt nie jest bezpieczny. Zabije cię za jakikolwiek mały sprzeciw. – przekonywała go Nicole.
- Draco, stanęliśmy po dobrej stronie. Nicole ma rację. – poparła ją Camile, przywiązana po drugiej stronie blondyna.
- Nie odzywaj się mała zdrajczyni! – wykrzyknęła Bellatriks w stronę siostrzenicy. Jednak blondwłosy śmierciożerca nie przejmował się szwagierką, ani nawet córką. Właśnie w tej chwili poczuł, że przegrał walkę o syna, który miał być jego następcą w kręgu najlepszych sług Czarnego Pana. Właśnie w tej chwili, gdy zobaczył na twarzy syna upór i dumę z podętej decyzji. Ten mały szczeniak przeciwstawił mu się, a wszystko przez szlamę Potter’a, którą uratował z rąk Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. Złość starszego Malfoy’a przekierowała się właśnie na nią. Nicole wyczuła to, gdy blondyn stanął przed nią z zawiścią wypisaną na twarzy.
- Tobie akurat radzę się nie odzywać. Chyba, że masz ochotę na coś więcej niż u nas przeżyłaś. Goyle chętnie to powtórzy, a może nawet więcej. – zaśmiał się szyderczo, po czym uderzył ją w twarz. Jednak Nicole nawet nie poczuła tego uderzenia, gdy przez jej głowę przeleciały wspomnienia tak wyraźne, jakby to wszystko działo się najdalej poprzedniego dnia.
- Lucjuszu, najwyższy czas, aby sprowadzić tu naszego Pana! – wykrzyknęła Lestrange i nie czekając na odpowiedź dotknęła różdżką mrocznego znaku wytatuowanego na jej przedramieniu. W tej samej chwili rozległ się krzyk bólu. Nicole od razu zrozumiała, że był to Harry. Jego blizna się odezwała. Panna Potter rozglądnęła się dookoła chcąc zobaczyć Harry’ego. Ujrzała tylko tył jego głowy, więc nie mogła mu pomóc nawet pocieszającym spojrzeniem. Dlatego rozglądnęła się za Laurą. Miała nadzieję, że siostra jej posłuchała i nadal kryje się w sklepie, bowiem nie zauważyła jej wśród tłumu śmierciożerców. Zobaczyła tylko, że przed każdym z jej towarzyszy stoi jeden śmierciożerca, grożąc im różdżką. Jej rozmyślania przerwało jednak pojawienie się Voldemorta. Jego słudzy pokłonili mu się posłusznie, a związani więźniowie wpatrywali się w niego z twardymi minami nie okazując strachu, choć w środku wszystko w nich drżało.
- Kogo my tu mamy? – zaczął szyderczym sykiem mężczyzna. – A trzeba było nie zapuszczać się na Nokturn. – zakpił, a młodzież w jednej chwili zrozumiała, że popełnili ogromny błąd. Dorośli również szybko zrozumieli kto znalazł się na Nokturnie, ale nie mieli im tego za złe, bowiem sami pamiętali, jak w ich wieku zapuszczali się w niedozwolone miejsca. - Odwiązać mi Pottera i jego siostrę. A zdrajcami zajmę się później. – rozkazał śmierciożercom. Bellatrix oddała różdżki więźniów Glizdogonowi, na widok, którego trójce Huncwotów oczy zaświeciły się z nienawiści, i zaczęła przecinać więzy przytrzymujące dziewczynę. Nicole i Harry zostali przyprowadzeni przed oblicze Voldemorta. Śmierciożercy natychmiast odsunęli się od swego Pana, puszczając nastolatków. Ci jednak nie próbowali uciekać, gdyż wiedzieli, że nawet mały krok mogą przypłacić życiem. Nicole odnalazła dłoń Harry’ego, chcąc dodać sobie i jemu trochę otuchy. Niestety Czarny Pan dojrzał ten gest, dlatego czym prędzej ich rozdzielił przez co stali w oddaleniu dwóch metrów od siebie. – No to teraz zabawimy się w tortury. Potter, siostra ci mówiła jakie to uczucie? – zadrwił. – Crucio. – zaklęcie dotknęło Harry’ego, który nie pisnął nawet słówkiem, niestety jednak nie utrzymał się na nogach. Nicole była z niego dumna, tak jak ich bliscy. Chłopak z godnością wytrzymał tortury, a gdy Czarny Pan przerwał zaklęcie od razu wstał patrząc na czarnoksiężnika hardo. – Dumny Potter. Czyżby rodzice zdążyli nauczyć cię co to jest godność? – po tym pytaniu mężczyzna jednak nie patrzył na Harry’ego, ale na dwójkę dorosłych, związanych ludzi. Jakby wiedział, że to właśnie oni kryją się pod eliksirem wielosokowym. Dla nich był to oczywisty znak, że Severus Snape przekazał swojemu Panu informację o żyjących Potter’ach. – To może nasz Wybraniec wybierze kogo mam torturować? Ty, Potter, czy może jednak twoja siostra? – Harry wiedział co wybierze, jednak nikt nie zdążył usłyszeć jaka jest jego decyzja, bowiem wszędzie zaczęli pojawiać się aurorzy i członkowie Zakonu Feniksa z rudowłosymi bliźniakami na czele. Ponownie wywiązała się walka, a Fred i George zajęli się uwalnianiem więźniów. Harry i Nicole od razu, gdy uwagę Voldemorta zajęli Alastor Moody i Kingsley Shacklebolt, zaczęli im pomagać.
- Zawdzięczacie ten ratunek Laurze. Przybiegła do nas i wykrzyczała, że zostaliście pokonani przez śmierciożerców. Zawiadomiliśmy Zakon i ministerstwo. – opowiedział pokrótce George.
- Gdzie ona jest? – zapytała Nicole ze strachem.
- U nas w mieszkaniu nad sklepem. – odpowiedział krótko Fred. Panna Potter była z siostry ogromnie dumna. To dzięki niej nadszedł ratunek.
- Gdzie macie różdżki? – zapytał drugi bliźniak.
- Glizdogon je ma. – stwierdził ze złością Syriusz.
- Chodźcie, znajdziemy go i pomożemy wam odzyskać różdżki. – zaproponował Fred. Huncwoci ochoczo przytaknęli chcąc dorwać byłego przyjaciela. Harry, Draco, Blaise i Sam woląc walczyć, niż ganiać za jednym śmierciożercą, zaatakowali grupkę chuderlawych śmierciożerców zupełnie po mugolsku i odebrali im różdżki. Choć każdy z nich wolał własny magiczny patyk to teraz te różdżki ratowały im życie. Nicole z przyjaciółkami, matką i panią Malfoy zdawała sobie sprawę, że jako kobietom nie uda im się pokonać bez różdżki żadnego śmierciożercy, dlatego pobiegły za Huncwotami i bliźniakami, którzy ich ochraniali przed gradem zaklęć. Bardzo szybko dostrzegli uciekającego Glizdogona. James i Syriusz na jego widok jeszcze bardziej przyspieszyli. Wreszcie dogonili go i wywiązała się walka między bliźniakami, a tchórzliwym śmierciożercą. Mimo tego, że młodzi Weasley’owie byli zdolnymi czarodziejami to ledwo dawali radę przeciwko Peter’owi, który używał samych czarnomagicznych klątw. James, aby ułatwić rudym wygranie tego pojedynku podstawił Peter’owi nogę. W tej chwili na raz wydarzyło się wiele rzeczy. Peter upadł, z jego kieszeni wypadło czternaście różdżek, na polu walki rozległ się huk, a śmierciożercy zaczęli krzyczeć, że zarządzony jest odwrót. Nicole czym prędzej pozbierała ich magiczne patyki rozdając wszystkim obecnym. Śmierciożercy zaczęli znikać, a Huncwoci zaczęli zastanawiać się jak powstrzymać Petera przed ucieczką. Syriusz wiedział, że to jedna z niewielu okazji, w których może być oczyszczony. Mimo tego, że cała trójka trzymała go na muszce to ten tchórz w każdej chwili mógł si zamienić w szczura. Wreszcie to Remus wpadł na pomysł.
- Dług życia! – wykrzyknął w stronę Syriusza. Nicole w mig zrozumiała o co mu chodzi. Pamiętała, jak Harry opowiadał jej o tym jak na trzecim roku uratował Petera przed śmiercią. Tym samym Glizdogon zaciągnął u niego dług życia. Więc jeśli Harry każe Pettigrew zostać na miejscu i oddać się w ręce aurorów, on będzie musiał to zrobić tym samym spłacając dług. Problem w tym, że Harry’ego nie było w pobliżu, a po wyrazie twarzy Petera już widać było jak skupia się, aby przybrać swą animagiczną postać. Nicole dostrzegła wyjście z sytuacji. Machnęła różdżką w tłum i powiedziała:
- Accio Harry Potter. – zaklęcie przywołało chłopaka, który teraz patrzył na nich zdezorientowany. – Dług życia. Rozkaż mu to zostać. – powiedziała tylko jego siostra. Harry na szczęście zrozumiał widząc wiercącego się Glizdogona otoczącego przez trójkę Huncwotów.
- Zostaniesz tu i oddasz się ręce aurorów. To będzie spłata długu jaki u mnie zaciągnąłeś dwa lata temu. – powiedział młody Potter patrząc w oczy śmierciożercy, który zaniósł się szlochem próbując zamienić się w szczura i uciec. Nie udało mu się to.
- Lepiej żeby was tu nie było - stwierdził Remus patrząc na Jamesa, Syriusza i Lily. Ci skinęli tylko głowami i deportowali się. Na Pokątną powoli powracał spokój. Część śmierciożerców, która została złapana, była związywana. Do Remusa, Harry’ego, Nicole i Weasley’ów podszedł Kingsley.
- Widzę, że i wy złapaliście jednego. – stwierdził ze zmęczonym uśmiechem. – I to jakiego. – powiedział, gdy przyjrzał się już związanemu mężczyźnie. – Łapa będzie zadowolony. – puścił oczko do grupki i odszedł z więźniem.
- Laura! – wykrzyknęła Nicole po chwili.
- Choć, zaprowadzimy cię do niej. – odezwał się jeden z bliźniaków.
- Najpierw, zbierzmy całą grupkę. Potem skorzystamy z waszego kominka, żeby wrócić na Grimmauld Place. – zaproponował Remus, na co wszyscy przystali. Gdy już wszyscy byli razem skierowali się w stronę Magicznych Dowcipów Weasley’ów. Gdy już byli przed budynkiem Nicole niemal biegiem pokonała odległość dzielącą ją od drzwi wejściowych do schodów prowadzących na piętro. Po chwili znalazła się na górze, gdzie na szyi uwiesiła jej się młoda Francuzka.
- Tak się bałam, Młoda. Jak dobrze, że nic ci nie jest. Ale miałaś się nie ruszać z tamtego sklepu. – przy ostatnim zdaniu głos Nicole przybrał twardy ton.
- No i nie ruszałam się stamtąd dopóki nie zostaliście uwiązani. Wtedy musiałam wam pomóc. Wybiegłam tylnym wyjściem i jak najszybciej przybiegłam tu. Gdy powiedziałam Fredowi, że zostaliście zaatakowani oni od razu wzięli się za powiadamianie Zakonu i aurorów. Chciałam na coś się przydać. – opowiedziała drżącym głosem.
- I przydałaś się. Jestem z ciebie dumna. – czarnowłosa jeszcze raz uścisnęła siostrę. Potem skierowali się do kominka, aby wrócić do domu. Problem wywiązał się przy Blaisie. Chłopak postanowił, że wróci do domu, na co Draco zaczął się przeciwstawiać.
- Nie powinieneś tam wracać. Ojciec i Czarny Pan widział, że walczyłeś po naszej stronie. Mogą chcieć cię sprawdzić. Z resztą ona i tak pewnie nie zauważyła, że wyszedłeś.
- To niby gdzie mam się podziać? – zapytał z sarkazmem chłopak, a Nicole zrobiło się głupio. Tak naprawdę mimo tego, że uważała czarnoskórego za przyjaciela, to nic o nim nie wiedziała. No nie zupełnie. Wiedziała, że wychowuje go matka, która w wojnie jest neutralna, jednak jako czystokrwista popiera idee Voldemorta. Wiedziała też, że przyjaciel miał już kilka ojczymów. Jednak tyle informacji to prawie jak nic. W końcu Blaise to jej przyjaciel, a ona nie wie nawet jakie ten ma relacje z rodziną, a z słów Dracona wynikało, że nie miał ich najlepszych.
- Zawsze możesz zatrzymać się u nas. Jedna osoba mniej, czy więcej, nie zrobi różnicy. – stwierdziła panna Potter.
- Nicole ma rację. Jeśli w swoim domu jesteś narażony na obecność Voldemorta to lepiej będzie jeśli do końca wakacji zamieszkasz w kwaterze. – powiedział Remus – Tam będziesz bezpieczny. Oczywiście decyzja należy do ciebie.
- Jeśli to nie będzie kłopot.
- Ależ żaden kłopot. Wskakuj do kominka. – po chwili już wszyscy znaleźli się w domu Syriusza, który, tak jak i Potter’owie, przybrał swoją postać. Na widok tej trójki Blaise zaczął się zastanawiać czy ma halucynacje, bowiem podczas zakupów nie wiedział kim byli, wtedy wystarczyły mu wyjaśnienie, że to znajomi Lupina. Jednak chwilę potem już mu wszystko wytłumaczono. Walka na Pokątnej zakończyła się zwycięstwem „dobrych”, a już dzień później we wszystkich czarodziejskich gazetach pojawiały się artykuły dotyczące uniewinnienia Syriusza Blacka i skazania na pocałunek dementora Petera Pettigrew. Łapie w szczególności podobał się artykuł w Proroku Codziennym.

WALKA NA POKĄTNEJ. MINISTER NIE RADZI SOBIE Z DAWNYMI BŁĘDAMI, REZYGNUJE ZE STANOWISKA.
Wczoraj, 19.08.br., na Pokątnej doszło do ataku śmierciożerców. Był to pierwszy oficjalny ruch Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, bowiem do tej pory czarnoksiężnik krył się ze swoimi zamierzeniami. Ci, którzy nie wierzyli w powrót Sami-Wiecie-Kogo teraz mają na to niezbity dowód. Do ataku doszło około godziny 16:00, a celem, jak się okazało, był sam Harry Potter, wraz z siostrą i przyjaciółmi. Zaskakującym było to, że oprócz wieloletniej przyjaciółki, Hermiony Granger oraz Ginewry Weasley towarzyszyli mu również: Draco i Camile Malfoy, Vanessa i Samuel Snape oraz Blaise Zabini, czyli śmietanka ślizgonów. Wśród atakujących śmierciożerców obecny był Lucjusz Malfoy, wieloletni współpracownik ministra Knota. Pan Malfoy przekonywał syna do zostania śmierciożercą, jednak ten nie zgodził się na jego warunki. Wygląda na to, że śmierciożerstwo nie jest dziedziczne. – opowiedział nam jeden ze świadków. Gdy grupka Potter’a została zatrzymana przez śmierciożerców pojawi się Sami-Wiecie-Kto. Czarnoksiężnik zaczął torturować Wybrańca, jednak przeszkodziło mu pojawienie się aurorów i Zakonu Feniksa. Jak się okazało ratunek pojawił się dzięki młodszej siostrze Nicole Potter-Robespierre, Laurze Robespierre, która poinformowała o ataku bliźniaków Weasley w ich niedawno otwartym sklepie Magiczne Dowcipy Weasley’ów. To oni powiadomili aurorów i Zakon. Wielu śmierciożerców zostało pokonanych, dzięki czemu reszta zaczęła się wycofywać. Wielu z nich zostało zatrzymanych. Jak się okazało wśród zatrzymanych był również Peter Pettigrew, który do tej pory uważany był za martwego. Peter Pettigrew 15 lat temu tylko upozorował swoją śmierć, zrzucając winę za zdradę Potter’ów oraz masowe zabójstwo na Syriusza Blacka. To Pettigrew był sługą Sami-Wiecie-Kogo, to on zdradził Potter’ów i to on zabił wielu mugoli jedną klątwą. Black jest niewinny i należy mu się rekompensata za błędy Ministerstwa. Tymczasem Peter Pettigrew został skazany na pocałunek dementora. Egzekucja odbędzie się jutro wieczorem.– powiedział nam szef Biura Aurorów, Kingsley Shacklebolt. Wygłosił on również apel w imieniu Ministra Magii do poszukiwanego od dwóch lat Syriusza Blacka. – W imieniu Ministerstwa Magii pragnę przeprosić Syriusza Blacka za wyrządzone mu krzywdy. Ogłaszam, że pan Black nie jest niczemu winny i od teraz jest wolnym człowiekiem. Tymczasem Minister jest nieuchwytny. Od jego pomocnika wiemy, że pan Knot zrozumiał błędy Ministerstwa i aby więcej ich nie popełniać ma zamiar zrezygnować ze swojego stanowiska. Na razie nic więcej na ten temat nie wiemy. Oficjalna decyzja jeszcze-ministra zostanie podjęta na konferencji prasowej zwołanej na jutrzejszy dzień. Jeśli minister współpracuje ze śmierciożercami, to chyba nie powinien pełnić tego urzędu. Potrzebny jest nam ktoś mądrzejszy na tym stanowisku. – powiedział nam anonimowy pracownik ministerstwa. Redakcja Proroka w pełni przyznaje rację temu anonimowi.
Rita Sketeer

- A skąd oni wiedzą dokładnie co się tam stało? – zdziwiła się Nicole, gdy Syriusz skończył czytać artykuł.
- Wici zostały rozpuszczone. – stwierdzili jednocześnie bliźniacy szczerząc się niewinnie.
- Wy im to opowiedzieliście? – zdziwiła się dziewczyna.
- My tylko zadbaliśmy o odpowiednią reklamę naszego sklepu.
- Wariaci. – wszyscy zaśmiali się szczerze.
W kolejnych dniach okazało się, że Knot rzeczywiście zrezygnował ze stanowiska. W Anglii szykowały się wybory. Najbardziej prawdopodobnymi kandydatami byli Kingsley Shacklebolt i Amelia Bones. Nowego ministra wybrano bardzo szybko. Został nim Kingsley. Dzięki czemu stosunki między Ministerstwem, a Zakonem uległy znacznej poprawie. Gdy już trochę ucichł szum dotyczący tych zmian Syriusz postanowił ujawnić się światu. Pojawił się w Ministerstwie popierając nowego Ministra. Gazety znowu miały o czym pisać, a już dzień później Potter’owie postanowili się ujawnić. Teraz nie było zagrożenia, że zostaną posądzeni o służbę Czarnemu Panu. Wraz z Syriuszem poszli do gabinetu Ministra. Kingsley, choć znał już ich historię, jednak w obecności kilku członków Wizengamotu przesłuchał parę pod veritaserum. Również Black został przesłuchany, jako świadek. Ministerstwo uwierzyło w ich historię, choć nie mogli powiedzieć jak powrócili do żywych. Przez kolejny tydzień Prorok nie pisał o niczym innym. Wakacje zbliżały się powoli do końca. Tym samym zbliżała się wizyta Nicole u uzdrowiciela. 25 sierpnia o godzinie 12:00 z obawą, jak i wielką niechęcią pojawiła się w Szpitalu Świętego Munga. Prawie siłą powstrzymała swoich bliskich przed towarzyszeniem jej. Ona wolała sama wszystko załatwić, jednak teraz trochę tego żałowała, bo nie miała nawet nikogo, kto potrzymałby ją na duchu. Jeszcze chwilę się wahając zapukała w odpowiednie drzwi i po chwili znalazła się w gabinecie uzdrowiciela. Matthew Jackson miło się do niej uśmiechał.
- Witaj. Jak się czujesz? – zapytał zapraszając ją na krzesło stojące przed biurkiem za którym siedział.
- Już wszystko jest ok. Rany na plecach w ogóle mnie nie bolą, choć zostały blizny. Tak jak pan mówił. No i nie mam żadnych innych bóli związanych z torturami. – stwierdziła siedząc na brzegu krzesła i wpatrując się w swoje paznokcie.
- A jak pod względem psychicznym?
- Ja… - Nicole zacięła się nie wiedząc co powiedzieć, jednak po chwili słowa same zaczęły wypływać z jej ust – Na początku było źle. Nie potrafiłam z nikim rozmawiać, całymi dniami siedziałam w swoim pokoju odpychając każdego, kto chciał mi pomóc, co noc śniły mi się koszmary. Jeszcze raz przez to wszystko przechodziłam sama. Jednak wreszcie Draco dał mi mentalnego kopa. Pozbierałam się w sobie i już jest lepiej. Spędzam z nimi czas i znowu potrafię się śmiać. Nawet pogodziłam się z tym co się stało. Teraz tylko… ja… ja, po prostu boję się jakie to będzie miało następstwa. – zakończyła cichym głosem.
- Jesteś gotowa, aby to sprawdzić? – zapytał delikatnie uzdrowiciel.
- Nie, ale nigdy nie będę. Więc możemy zaczynać. – stwierdziła pewnie.
- Dobrze, połóż się tu i podwiń bluzkę. – powiedział i wskazał na kozetkę. Gdy już się na nie ułożyła wyciągnął różdżkę i zaczął jej tłumaczyć co będzie robił.

- Teraz rzucę na ciebie zaklęcie. Ty nic nie poczujesz, ale nad tobą uformuje się mgiełka. Jeśli będzie koloru białego to jesteś w ciąży, jeśli czarnego to nie. – Nicole kiwnęła głową na znak, że rozumie i zaczęła modlić się o czarną barwę. – Modergravidi* - szepnął uzdrowiciel, a nad Nicole zaczęła formować się biała mgiełka.

*Modergravidi - zaklęcie mojego autorstwa, z łac. moderare - sprawdź, gravidiate - ciąża. W wolnym tłumaczeniu - sprawdź ciążę.

***

Przepraszam, że rozdział tak późno, ale wcześniej nie dałam rady. Obawiam się, że teraz znowu rozdziały będą si pojawiać co dwa tygodnie, bo zaczynam studia, ale jeszcze zobaczę jak to będzie.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba, w następnym koniec wakacji.
Pozdrawiam,
AniaXXX

7 komentarzy:

  1. Fajnie to Ci wyszło. Było wszystko, co być powinno, plus została rozwiązana zagadka, co z ciążą. Na plus walka, fajny fragment z Lucjuszem. Tylko chyba jest błąd: ostatecznie walka miała miejsce na Nokturnie, a nie Pokątnej, jak było napisane z "Proroku" parę linijek niżej, nieprawdaż?
    Czekam na ciąg dalszy, powodzenia na studiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to błędem, bo było wyraźnie napisane, że wrócili na Pokątną. A oto fragment: Jak się okazało ulica Śmiertelnego Nokturnu nie była tak ciekawa jak na początku im się wydawało. Obskurne budynki, brudna ulica i wiele podejrzanych typów. Jeden z nich na ich widok zatrzymał się i momentalnie deportował, tak więc młodzież nie chcąc przyciągnąć kłopotów skierowała się z powrotem na Pokątną.
      Pozdrawiam, AniaXXX

      Usuń
  2. Ty okrutna ty, jak mogłaś tak załatwić Niki?

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział mi się naprawdę podoba. Najbardziej wzruszyl mnie moment kiedy Draco rozmawiał z ojcem, cieszę się, że w końcu się postawił.
    Szczerze to nie mam pojęcia jak dalej będzie wyglądać życie Niki... mam nadzieję że to po prostu błąd zaklęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super... podoba mi się motyw ciąży Nicole, ciekawe, jak go rozwiążesz. Żal mi Petera, szkoda, że de facto usunęłaś go z opowiadania. Walka super, zaczyna się dziać. Nie lubię Malfoy'ów, w sumie któryś z nich mógłby zginąć. Na razie wszystko się wyklarowało, czekam na dalszy rozwój akcji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Prima und klasse. Nie ma się do czego przyczepić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się to, zwłaszcza ostatni fragment. Ciekawe, jak ciąża się potoczy... Lucjusz chyba tak nie odpuści Draconowi? Ronald jak zwykle tchórz, żal mi nieco Petera, chyba fajnie byłoby pociągnąć dalej motyw zemsty Pottera na Pettigrew. Laura świetnie się zachowała, podoba mi się też udział Freda i George'a. Trochę jednak dziwne, że nie dali różdzek Syriuszowi i Jamesowi, oni szybciej daliby radę Glizdogonowi. Czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń