niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 23


Na Grimould Place 12 święta można było wyczuć już w powietrzu. Zapach pysznych potraw, które przyrządzała pani Weasley, aromat żywej choinki, którą młodzież ubierała w wigilię Bożego Narodzenia, mieszkańcy domu nucący pod nosem kolędy. To wszystko składało się na świąteczną atmosferę, której ulegli wszyscy. Niestety w Malfoy Manor nie było już tak ciekawie. Gdy blondwłose rodzeństwo wylądowało w wielkim salonie, przywitała ich Narcyza Malfoy:
- Witajcie dzieci - przywitała się i uścisnęła oboje.
- Witaj mamo.
- Idźcie do swoich pokojów i się przebierzcie, za godzinę będzie kolacja. Nadal mamy gościa. Bądźcie spokojni, on wyczuwa strach - poprosiła szeptem. Malfoy'owie może nie byli idealną rodziną, Draco stwierdziłby, że w ogóle nie byli rodziną, ale Narcyza nad życie kochała swoje dzieci. Kobieta robiła i robi wszystko, aby jej dzieci były szczęśliwe. Może nie zawsze jej to wychodziło, ale zarówno Camile, jak i Draco, wiedzieli, że matka ich kocha i byli jej za to wdzięczni. Teraz skierowali się do swoich pokoi, zabierając bagaże, aby się przebrać. Godzinę później skierowali się w stronę jadalni. Tam obecni byli państwo Malfoy, Czarny Pan i cały wewnętrzny krąg.
- Camile, Draconie, spóźniliście się. Czarny Pan nie będzie na was czekał - syknął pan Mafoy.
- Przepraszamy, ojcze - mruknęli i ukłonili się lekko.
- Nie mnie powinniście przepraszać - warknął w odpowiedzi mężczyzna.
- Lucjuszu, daj spokój, z radością zaczekaliśmy na tych dwoje - wykrzywiona w niezadowoleniu twarz Voldemorta całkowicie przeczyła temu co powiedział. - A teraz czas rozpocząć kolację - stwierdził Czarny Pan, a młodzi Malfoy'owie usiedli koło swoich rodziców.
- Oczywiście, Panie - odpowiedział służalczo pan Malfoy. Wszyscy wzięli się za jedzenie, przygotowane przez skrzaty. Przez kolejne pół godziny słychać było tylko pobrzękiwanie sztućców. Gdy większość się pożywiła, głos zabrał Voldemort.
- Narcyzo, pozwolisz, że skorzystamy z salonu? - Nie czekając na odpowiedź ciągnął dalej. - Teraz odbędzie się zebranie wewnętrznego kręgu. Draconie dostąpi cię zaszczyt, ciebie również zapraszam na zebranie.
- Dziękuję, Panie. - Strach przez chwilę widoczny na twarzy blondyna, szybko został zastąpiony nic nie wyrażającą maską. Chłopak był przerażony, ale wiedział, że nie może okazać strachu, zarówno przed Voldemortem, jak i przed ojcem, bo wiedział, że zostałby surowo ukarany. Camile nie potrafiła tak dobrze ukrywać uczuć, ale dziś nikt się nią nie przejmował, więc mogła w spokoju bać się o brata. Teraz w przeciwieństwie do Dracona skierowała się do sypialni, wychodząc z jadalni wysłała pokrzepiający uśmiech bratu, który był jej za to wdzięczny. Camile postanowiła zaczekać na Dracona u niego w pokoju. W tym czasie w wielkim salonie śmierciożercy ustawiali się na swoich miejscach w kręgu. Draco stanął między swoim ojcem, a Snape'em, który stał po prawej stronie Czarnego Pana, jako jego prawa ręka.
- Drodzy śmierciożercy, jutro czeka nas niezwykle ważna misja. Zaatakujemy mugolskiego ministra, wraz z jego rodziną. - Po salonie rozległ się pomruk zadowolenia. - Severusie, ty kierujesz misją, macie torturować ich, aż nie będą w stanie krzyczeć z bólu. Draconie ty również tam będziesz. - Młody Malfoy wzdrygnął się, gdy Czarny Pan zwrócił się do niego. - Póki jesteś niepełnoletni, nie możesz używać czarów po za szkołą, dlatego będziesz tylko obserwował moich śmierciożerców. Im szybciej nauczysz się jak przebiegają takie misje, tym szybciej zostaniesz moim wiernym sługą.
- Dziękuję, ci Panie. - Draco ukłonił się.
- Lucjuszu, dobrze wychowałeś syna. - Na twarzy starszego Malfoy'a widać było wyraz dumy, że to właśnie jego syna Czarny Pan wybrał na przyszłego śmierciożercę. - Severusie, wiesz, że również chętnie widziałbym twojego syna na tej misji. Dlaczego nie ma tu twoich dzieci.
- Panie, Dumbledore wymyślił sobie, że skoro, według niego, jestem po stronie dobra, to będę chciał bronić swoje dzieci przed tobą. Więc zaproponował mi, żeby umieścić je na czas przerwy świątecznej w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Nie mogłem mu odmówić, bo zacząłby coś podejrzewać. - Snape skrzywił się, jakby on również chciał, aby jego syn, dostąpił takiego zaszczytu, jak Draco, a chłopak po raz kolejny zauważył, że jego nauczyciel i ojciec chrzestny w jednym, jest niesamowicie dobrym aktorem.
- Dobrze, ale mam nadzieję, że uda ci się wyrwać drogiego Samuela z pod władzy Dumbledora.
- Oczywiście Panie.
- Wspaniale. Powiedz mi jeszcze jak się sprawuje siostra naszego wspaniałego zbawcy? - wysyczał Voldemort.
- Mówiłem ci już, Panie, że dziewczyna jest Ślizgonką. Niestety jej relacje z Potterem są dobre. Nie będę w stanie jej przekonać, aby się odwróciła od własnego brata.
- Severusie to mnie nie zadowala, to była twoja misja, której nie wypełniłeś. - Severus już wiedział, co go czeka. - Crucio! - wykrzyknął Voldemort kierując zaklęcie w stronę Mistrza Eliksirów. Czarnowłosy mężczyzna upadł na podłogę, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Gdy Voldemort przerwał zaklęcie, Snape wstał, bez żadnego jęknięcia, ukłonił się swojemu Panu i powiedział:
- Wybacz mi Panie. - Draco był pod wrażeniem, podziwiał swego ojca chrzestnego za to, że potrafi z godnością przeżywać tortury.
- Severusie, tyle lat się znamy, a ja nadal jestem pod wrażeniem twojej samokontroli. - Voldemort uśmiechnął się, ale w jego wykonaniu wyglądało to strasznie. - Draconie, skoro Twój nauczyciel nie wywiązaał się z misji, przekażę ją tobie. To będzie twój sprawdzian, będziesz miał czas do wakacji. Musisz przekonać drogą Nicole Potter, aby znienawidziła swojego brata i przeszła na naszą stronę. Z tego co wiem to twoja siostra się z nią przyjaźni, więc powinno być ci łatwiej, w razie problemów możesz zdradzić jej plan i razem tego dokonacie.
- Tak Panie, wykonam te zadanie jak najlepiej. - Draco ponownie się ukłonił, jednak jego maska powoli zaczęła opadać. Bał się niesamowicie, nie wiedział jak ma wykonać swoje pierwsze zadanie, a do tego wszystkiego będzie musiał obserwować jutro, jak śmierciożercy znęcają się nad mugolskim ministrem i jego rodziną. Miał nadzieję, że sobie jakoś poradzi, musi, bo inaczej zostanie ukarany, albo co gorsza kara dosięgnie, Camile, albo jego matki. O ojca się nie bał, jego znienawidził odkąd w poprzednie wakacje w ich domu pojawił się Voldemort. Od tego czasu Pan Malfoy nie był już ojcem i mężem, tylko wiernym sługą swego mistrza, to samo chciał przekazać swojemu synowi, a każdy protest ze strony Dracona, kończył się Cruciatusem. Dla dobra swojego, swojej matki i Camile, postanowił się nie sprzeciwiać. Nie chciał patrzeć jak ojciec znęca się nad Narcyzą, czy kara też jego ukochaną siostrę, z powodu jego sprzeciwu. Teraz jednak Lucjusz Malfoy, po raz pierwszy od dłuższego czasu był dumny ze swojego syna. Gdy zebranie się skończyło Draco czym prędzej skierował się do swojej sypialni, chciał zapomnieć o tym co go jutro czeka, ale wiedział, że pewnie Camile czeka na niego i nie pomylił się. Gdy wszedł do pokoju zauważył swoją siostrę na jego łóżku. Czekała tam wyraźnie spięta.
- Draco, nic ci nie jest! - wykrzyknęła i przytuliła się do niego. - Co cię teraz czeka? - zapytała bojąc się usłyszeć odpowiedź.
- Jutro idę obserwować misję śmierciożerców.
- Co to za misja? - zapytała Camile ze strachem
- Będą torturować mugolskiego ministra i jego rodzinę, potem ich zabiją - powiedział z pustką w głosie. Camile tylko przytuliła mocno Dracona, wiedząc, że żadne słowa go nie pocieszą.
- Jest coś jeszcze prawda? - Draco zaklął cicho, wiedział, że nie ukryje nic przed siostrą, ale nie miał pojęcia jak powiedzieć Camile, że musi przekonać jej najlepszą przyjaciółkę, do przejścia na stronę zła. Z resztą, ostatnio nawet on zaczął się przekonywać do Potter'ówny, oczywiście nikomu o tym nie mówił.
- Nie, dlaczego miałoby być? - stwierdził nieprzekonująco.
- Przecież widzę, nie kłam.
- Ja... ja muszę przekonać Nicole Potter, aby odwróciła się od Pottera i przeszła na stronę Voldemorta. Mam czas do wakacji. - Draco stwierdził, że nie będzie okłamywał siostry, z resztą ona i tak by to zauważyła. Camile spojrzała na niego ze strachem i usiadła blada na łóżku.
- Zrobisz to? - zapytała
- Nie wiem. - Camile nie męczyła go więcej pytaniami, przytuliła go, aby wiedział, że będzie go wspierać. Po pół godzinie poszła do swojej sypialni, aby oboje mogli odpocząć po ciężkim dniu.


***
Dzisiaj już trochę ciekawiej. Mam nadzieję, że się spodoba.

AniaXXX

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 22


Do domów uczniowie wracali przez kominki w gabinetach swoich opiekunów, od najmłodszych do najstarszych. W gabinecie Snape'a szóstoklasiści pojawili się zaraz po obiedzie. Gdy nadeszła kolej Malfoy'ów Camile szybko uściskała przyjaciółki, które stwierdziły, że będą trzymać kciuki, i weszła do komika. Zaraz po niej to samo zrobił blady Draco.
- Potter, teraz ty. - Nicole weszła do komika zostawiając za sobą już tylko rodzeństwo Snape. Po chwili już była w kuchni na Grimmauld Place 12 i zaczęła witać się ze wszystkimi.
Tymczasem w gabinecie Mistrza Eliksirów, gdzie do przeniesienia szykowały się jego dzieci, mężczyzna oznajmił:
- Spędzicie święta w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Niestety będą tam też Potterowie i większość Zakonu Feniksa - Sam i Vanessa wcale nie uważali, że niestety, ich szerokie uśmiechy całkowicie temu przeczyły. O zakonie ojciec opowiadał im już podczas wakacji. Snape zupełnie nie zwracając na to uwagi powiedział - tam będziecie bezpieczni. - Teraz młodzież przypomniała sobie, że ich ojciec już nie będzie taki bezpieczny. - Przenoście się już - rzekł sucho.
- Uważaj na siebie, tato - poprosiła dziewczyna, po czym pocałowała go w policzek na pożegnanie i skierowała się w stronę kominka, zaraz za nią to samo zrobił Sam. Gdy znaleźli się na miejscu przywitał ich krzyk Nicole.
- Vane, Sam?! Co wy tu robicie?
- Też się cieszymy, że spędzimy z tobą święta - zaśmiała się panna Snape.
- Naprawdę? Jejku, jak się cieszę. - Po tych słowach Nicole przytuliła przyjaciółkę z towarzyszącym jej śmiechem.
- Ja też, wariatko. Szkoda tylko, że Cami z nami nie będzie - stwierdziła szeptem Vanessa.
- Nic na to nie poradzimy. Chodźcie poznacie wszystkich.
Snape'owie poznali wszystkich obecnych domowników, jak się okazało Laura, Harry i Weasley'owie również już przybyli do kwatery. Hermiony nie było gdyż spędzała święta z rodzicami, ale po świętach miała przyjechać i spędzić z młodzieżą sylwestra. Syriusz zaczął lokować nowo przybyłych do pokoi. Vanessa miała zamieszkać w pokoju razem z Nicole i Laurą, a Sam ku jego niezadowoleniu razem z Harry'm i Ronem. Cała trójka próbowała protestować przeciw takiemu przydziałowi, ale nic nie mogli zrobić bo nie było już miejsca. Młodzież wyszła z kuchni, aby przenieść bagaże do pokoi.
- Myślisz, że wspólny pokój Sama, Harry'ego i Weasley'a to dobry pomysł? - zapytała Vanessa, gdy już były w sypialni.
- Najgorszy z możliwych. - Nicole zaśmiała się wrednie. - Dobrze pójdzie jak Sam i Weasley się nie pozabijają. Mam nadzieję, że chociaż z Harry'm się jakoś dogadają.
- Marne nadzieje, przecież wiesz.Harry pewnie nie będzie się wdawał w kłótnie z Samem ze względu na ciebie, ale na pewno nie zapałają do siebie miłości. - Vanessa ledwo skończyła mówić, gdy drzwi się otworzyły, zza nich zobaczyły twarz jednego z omawianych.
- Mogę? - zapytał Sam, a gdy trzy dziewczyny kiwnęły głową wszedł i rozłożył się na łóżku swojej siostry - Mam dość Weasley'a, to idiota jakich mało.
- Co zrobił? - zapytała ze śmiechem Vanessa
- Ledwo wszedłem do pokoju, a już zaczął drzeć japę, żebym spadał, bo nikt nie ma ochoty na moje towarzystwo. Potter coś tam próbował go hamować, ale mało mnie to obchodzi, bo od razu przyszedłem do was. - Jeszcze chwilę pogadali, gdy drzwi znowu się otworzyły.
- Nie przeszkadzam? - zapytała Ginny.
- Nie, czyżby ci się nudziło? - zapytała Nicole, jednak rudowłosa nie zdążyła jej odpowiedzieć, gdyż zaraz za nią do pokoju wpadli bliźniacy.
- A my możemy? - zapytali jednocześnie szczerząc się szeroko.
- Miejsce jeszcze jest, więc zapraszamy. - W pomieszczeniu zrobiło się dosyć gęsto, więc chłopaki rozsiedli się na podłodze. Po chwili rozległo się pukanie.
- Proszę - krzyknęła Nicole, a gdy ujrzała twarz brata stwierdziła - chociaż jeden porządny, jako jedyny zapukał. - Wszyscy zaśmiali się - Coś się stało, Harry? - zapytała Potter'ówna widząc, że chłopak stoi niezdecydowany w wejściu. - Jest nas tu sporo, ale miejsce się jeszcze znajdzie. - Słysząc to Harry usiadł koło bliźniaków na podłodze, opierając się o łóżko Laury. - Ron nie będzie zły, że został sam? - zapytała Harry'ego
- Teraz pewnie siedzi obrażony i wścieka się, że dotknęła go taka niesprawiedliwość. Więc raczej nie.
- Co masz na myśli? - zapytała z niezrozumieniem Nicole
- Nie może zrozumieć jak Syriusz mógł pozwolić na to, by tylu Ślizgonów spędzało tutaj święta.
- Mniejsza z tym. Debilizmu się nie wyleczy - oznajmiła Nicole uśmiechając się słodko do Harry'ego, żeby nie czuł się urażony tym, że obraża jego przyjaciela. Natomiast rudowłose rodzeństwo przytaknęło słowom czarnowłosej. Całkowicie się z nią zgadzali i nie przeszkadzało im, że dziewczyna obraża ich brata. - Przydałoby się coś na rozluźnienie - powiedziała Nicole widząc, że Gryfoni nie czują się zbyt dobrze w towarzystwie Snape'ów i odwrotnie. - Pewnie Syriusz ma jakieś zapasy piwa kremowego w kuchni. Kto mi pomoże to przynieść? - Rozejrzała się po obecnych. - Normalnie roi się od chętnych - powiedziała z sarkazmem, gdy nikt nie wyraził chęci pomocy.
- A od czego masz różdżkę? - zaśmiał się Sam.
- Też racja. To wy sobie pogadajcie, a ja idę po coś do picia - dodała wrednie i poszła. W pokoju zaległa cisza, jednak po chwili przerwała ją Ginny.
- Może nie warto żyć z przekonaniem, że Gryfoni i Ślizgoni muszą się nienawidzić. Ginny jestem - przedstawiła się, wstała i wyciągnęła rękę do Vanessy, która z ochotą ją przyjęła. Rudowłosa ten sam gest powtórzyła w stosunku do Samuela, który po chwili wahania również go odwzajemnił. Po tym głos zabrali bliźniacy:
- Nasz młodszy brat to idiota - zaczął Fred.
- Ale my nie mamy nic do osób z innych domów - dokończył George. Obaj zaczęli się szczerzyć. Pierwsze lody zostały przełamane, okazało się Gryfoni i Ślizgoni potrafią prowadzić normalną rozmowę, więc po chwili gadali już na luzie. W rozmowie udzielała się nawet najmłodsza Laura. Tylko Harry siedział cicho, do momentu, aż Vanessa nie zwróciła na to uwagi
- A ty Harry, co tak cicho siedzisz? Przecież cię nie zjemy, prawda Sam? - Chłopaki zmierzyli się spojrzeniami.
- No ja nie jestem tego taki pewien - stwierdził z sarkazmem Harry

- Potter nie każdy Ślizgon jest Malfoy'em i nie każdy Snape jest tłustowłosym dupkiem z lochów – zauważył Sam.
- Jak możesz tak mówić o ojcu? - zaśmiała się Vanessa.
- Słyszałem ostatnio takie określenie od Gryfonów. A wracając do rzeczy Potter, to skoro spędzamy razem święta więc może nie będziemy się ścierać przez ten tydzień?
- Czemu nie - stwierdził Harry, w tym momencie do pokoju weszła Nicole, a za nią Syriusz.
- Widzę postępy, a już myślałam, że nie dojdziecie do porozumienia. - stwierdziła gdy zobaczyła jak Sam i Harry podają sobie dłonie na zgodę. - Zobaczcie kogo przyprowadziłam - wskazała na Syriusza i zaczęła rozdawać piwo kremowe.
- Stwierdziłem, że posiedzę z wami, bo nie chcę się narażać Molly, która próbuje przygotować święta i szaleje w kuchni.
- Mam nadzieję, że nam nie będzie kazała siedzieć w kuchni do świąt - zaczęła jęczeć Ginny.
- Nie martw się na razie wszystkich stamtąd wygania, bo jej przeszkadzają - zaśmiała się Nicole. Wreszcie wszyscy zaczęli ze sobą rozmawiać. Młodzi opowiadali Syriuszowi o tym jak spędzili ten semestr, Nicole i Snape'owie opowiedzieli o kilku anegdotach i plotkach ze Slytherinu, a Weasley'owie i Harry z Gryffindoru. W pewnym momencie Vanessa zadała pytanie, które nurtowało ją odkąd się tu pojawiła.
- Sorki za pytanie, ale co ty tu właściwie robisz? - zwróciła się do Syriusza.
- No cóż, to mój dom, więc właściwie mogę tu przebywać. - Mężczyzna odpowiedział z uśmiechem. Dobrze wiedział o co dziewczyna chce zapytać, ale udawał, że nie wie.
- A czasem nie powinieneś być w Azkabanie? - zapytała niepewnie. Wszyscy wtajemniczeni zaczęli się śmiać
- Dementorzy są raczej nieprzyjemni, więc nie mam ochoty tam przebywać
- Syriusz ona serio pytała, a ty robisz z siebie debila - zaśmiała się Nicole.
- Ej, jak ty tak możesz mnie obrażać - Syriusz stwierdził, że strzeli focha i nie odezwał się więcej. Nicole tylko ponownie się zaśmiała i wyjaśniła przyjaciółce, że Syriusz jest niewinny i odbywał karę za nic, więc uciekł.
- Łapa nie obrażaj się tak - Nicole uśmiechnęła się słodko. - Przecież wiesz, że cię lubię i tylko żartowałam.
- Teraz to ty się nie podlizuj. - Tym razem mężczyzna zaśmiał się, a reszta mu zawtórowała, mając uciechę z nich.


***
I pojawił się przełom, jest pierwszy komentarz. Serdecznie za to dziękuję i mam nadzieję, że to rzeczywiście przełom i teraz będzie więcej komentarzy.

W dzisiejszym rozdziale nie za wiele się dzieję, ale w następnym będzie już ciekawiej.
AniaXXX

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 21


Grudzień i święta zbliżały się wielkimi krokami. A gdy spadł śnieg czas do tych magicznych dni mknął coraz szybciej. Uczniowie Hogwartu zdążyli zorganizować wielką bitwę na śnieżki. Wraz ze zbliżającymi się świętami humory zarówno uczniów jak i nauczycieli, a przynajmniej części z nich, znacznie się poprawiały. Złośliwi twierdzili, że na humor Snape'a, czy też McGonnagall nie wpłynie nawet koniec świata. Ślizgoni i Krukoni przygotowywali się do meczu Quidditcha, który miał się odbyć zaraz po feriach świątecznych. Malfoy wyciskał ze swojej drużyny ostatnie poty, aby mogli powtórzyć sukces z października. Niestety, dla niego, musiał przerwać treningi ze względu na przerwę świąteczną. Nicole, Laura i Harry na święta wracali na Grimmauld Place 12, aby spędzić ten czas z Remusem i Syriuszem. W kwaterze głównej Zakonu Feniksa obecna miała też być cała rodzina Weasley'ów. Dzień przed wyjazdem Nicole, wraz z Vanessą, zauważyły zły humor blondwłosej przyjaciółki. Nie znając przyczyny tak nagłej zmiany samopoczucia, zabrały Camile na spacer, na błonia.
- Cami, co jest? - zapytała Nicole.
- Nic, a co ma być? - Blondynka próbowała zmylić przyjaciółki choć dobrze wiedziała, że jej to nie wyjdzie.
- Nie kręć, przecież widzimy - stwierdziła Vanessa
- Bo ja nie chcę wracać do domu - zaczęła mówić wiedząc, że nie oszuka przyjaciółek.
- Dlaczego? - zapytały zdziwione.
- Nie mogę wam powiedzieć, nie powinnam - stwierdziła i odeszła.
- Ale jak to? - Teraz dziewczyny były naprawdę zdziwione.
- Powiem wam, ale musicie obiecać, że absolutnie nikomu tego nie powtórzycie. - Kiwnęły głową na zgodę. - Musimy znaleźć miejsce gdzie nikt nas nie podsłucha.
- Chodźmy do Pokoju Życzeń - zaproponowała Nicole.
- Gdzie?
- Pokaże wam. Harry mi pokazał ten pokój, tam na pewno nikt nas nie podsłucha - stwierdziła i skierowała się w stronę wrót zamku. Gdy znaleźli się na miejscu, Nicole zażyczyła sobie, aby pokój nadawał się do rozmowy. Panna Potter wytłumaczyła szybko przyjaciółkom jak pokój działa, a potem zapytała delikatnie:
- Cami, o co chodzi?
- Nie chcę wracać do Malfoy Manor.
- To już wiemy, ale dlaczego, przecież zawsze cieszyłaś się, że wracasz do domu. Mówiłaś, że tęsknisz za mamą i Draco - stwierdziła Vanessa
- Wiecie, że Voldemort się odrodził?
- Wiemy, przecież już o tym rozmawiałyśmy.
- No właśnie. - Camile wpatrywała się w swoje paznokcie, nie chcąc spojrzeć na przyjaciółki siedzące na przeciwko. - Od tamtej pory mieszka w Malfoy Manor. - Po tych słowach w Pokoju Życzeń zaległa cisza. Dziewczyny nieraz rozmawiały o przynależności do Voldemorta. Camile i Vanessa były bardziej narażone na zostanie sługą Czarnego Pana, niż Nicole. A to ze względu na to, że ich ojcowie byli śmierciożercami. Blondynka była w jeszcze gorszej sytuacji z tego względu, że pan Malfoy był zagorzałym fanem Voldemorta, natomiast Severus Snape był szpiegiem Dumbledora. Wiedziały o tym wszystkie trzy, bo mężczyzna nie miał tajemnic przed swoimi dziećmi, a Vanessa podzieliła się tą informacją z przyjaciółkami.
- Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? - zapytała Nicole.
- A co miałam powiedzieć? Słuchajcie dziewczyny całe wakacje miałam przyjemność patrzeć na wężową twarz Lorda Voldemorta. Ale nie przejmujcie się, popołudniowe herbatki i kolacje spędzaliśmy w miłej i wesołej atmosferze, w towarzystwie uroczego węża, Nagini. To miałam wam powiedzieć? - Swoją wypowiedź zakończyła nieco piskliwym głosem.
- Przepraszam to było głupie pytanie - stwierdziła skruszona dziewczyna. - Musicie wracać na święta?
- Tak. Mama do nas napisała, że ojciec spodziewa się Dracona na święta. Jest to równoznaczne z tym, że ja też muszę jechać, z resztą nie chcę, aby Draco był sam. Pewnie by mu się oberwało za to, że nie jest w stanie dopilnować, by siostra wróciła do domu na święta.
- A gdybyście nie wrócili? Tata może przekazać twoim rodzicom, że chcecie się przygotować do sumów, albo wymyślić jakiś projekt na ferie, czy coś? - zaproponowała Vanessa
- Draco z nim już rozmawiał. Stwierdził, że lepiej dla nas będzie jak spędzimy święta w domu. Z resztą wtedy, jak nie nam, to pewnie oberwie się mamie, a tego nie chcemy.
- Przykro nam. - Wszystkie trzy pogrążyły się w myślach. Po chwili milczenia odezwała się Vanessa:
- Voldemort szykuje coś na święta - stwierdziła z pewnością w głosie.
- Skąd wiesz?
- Ojciec ostatnio stwierdził, że nie spędzi z nami tych świąt, bo będzie zajęty. Powiedział też, że spędzimy je gdzieś gdzie będziemy bezpieczni. Nie chciał mówić co to za miejsce, ale stwierdził, że będziemy zadowoleni, a ja to na pewno. A skoro on będzie zajęty to pewnie dostał misje od Dumbledora, albo od Voldemorta.
- Boję się o Draco - stwierdziła niespodziewanie Camile. - Ojciec już w wakacje wspominał coś o tym, że ma nadzieję, że Draco pójdzie w jego ślady, że będzie godnie reprezentował ród Malfoy'ów u boku Voldemorta. - Czarnowłose nie odezwały się ani słowem. Nie wiedziały jak pocieszyć przyjaciółkę, zwykłe: "Będzie dobrze" nie pomogłoby blondynce, to były tylko puste słowa. Dlatego nic nie mówiąc przytuliły dziewczynę, której poleciały pierwsze łzy. Camile wiedziała, że ma wsparcie w przyjaciółkach, że jeśli tylko będzie chciała się wygadać to one są obok. Gdy tylko się uspokoiła stwierdziła, że nie warto tak siedzieć i czas się spakować, bo jutro wyjeżdżają.


***
Proszę o komentarze.
AniaXXX

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 20


Odpowiedź od chrzestnego przyszła do Nicole już następnego dnia. Podczas śniadania, wraz z Sowią Pocztą do Ślizgonki podleciała Xena, rodzinna sowa Robespierrów, w dziobie trzymając list od Remusa. Czym prędzej go otworzyła i zagłębiła się w treści. 

Droga Nicole,
przykro mi, że nie układa ci się z Harry'm, ale musisz też zrozumieć jego zachowanie. Nauczył się nienawidzić wszystkich Ślizgonów, a teraz musi zmienić o nich zdanie, bo Ty jesteś jedną z nich. Myślę, że bardziej, by się cieszył gdybyś była Gryfonką, bo nie musiałby zmieniać swoich przyzwyczajeń. Trochę zaburzyłaś myślenie nie tylko jego, ale nas wszystkich. Przyzwyczajamy się do Ślizgonki w rodzinie i myślę, że dobrze nam to idzie. Syriusz twierdzi, że poszłaś w jego ślady, tylko trochę odwrotnie. Każe ci przekazać, abyś się tym nie martwiła, bo wszystko na pewno będzie dobrze. Według mnie powinnaś porozmawiać z Harry'm. Nie chcę ci narzucać swojej woli, ale sądzę, że on naprawdę nie ma ci tego wszystkiego za złe, tylko po prostu trudno mu się przyzwyczaić. Proszę porozmawiajcie, takie coś nie powinno dzielić rodzeństwa, które dopiero co zostało połączone. I proszę cię, nie próbuj nawet myśleć, że ja czy Syriusz mamy ci za złe przynależność do Slytherinu. Mam nadzieję, że teraz będzie ci się lepiej układało zarówno w nowym domu, jak i w relacji z Gryfonami.
Pozdrawiam,
Lunatyk
PS. Gratulujemy wygranego meczu

Ten list bardzo ucieszył Nicole, jak i podniósł na duchu. Do tej pory zastanawiała się, czy 1/2 Huncwotów nie jest na nią zła. Na szczęście Remus rozwiał jej wątpliwości. Oczywiście miał też racje z tym, że powinna porozmawiać z Harry'm, w końcu nie powinni się kłócić. Nicole postanowiła porozmawiać z Harry'm jeszcze tego samego dnia, w końcu za bardzo kochała swojego brata, aby zbyt długo się na niego gniewać. Już po śniadaniu czarnowłosy gryfon podszedł do niej z prośbą o rozmowę.
- Harry, teraz mamy zajęcia, ale może po obiedzie? - zaproponowała, na co chłopak ogromnie się ucieszył, bo bał się, że jego siostra już zawsze będzie go ignorować.
- Dzięki, siostra. Spotkajmy się na błoniach - stwierdził z ulgą wypisaną na twarzy i odszedł z innymi gryfonami jakby bał się, że Nicole zmieni zdanie.
- Czyżbyś zmiękła? - zapytała Vanessa, gdy skierowały się na zielarstwo.
- Nie chcę się z nim kłócić, w końcu to mój brat. Jeśli zrozumiał to myślę, że warto było się poświęcić - oznajmiła Nicole. Dziewczyna, która z natury była niecierpliwa, teraz nie mogła się doczekać pory obiadu, ale też trochę się bała tej rozmowy. Co prawda słowa Remusa podniosły ją na duchu i uznała, że Harry jest w stanie zaakceptować ją, taką jaka jest, ale jednak się obawiała, tego, że chłopak może się od niej całkowicie odwrócić. Poskutkowało to tym, że podczas zajęć była nieco rozkojarzona, przez co prawie zniszczyła roślinę, bo zamiast podciąć uschnięte liście, co było ich zadaniem, chciała przeciąć łodygę na pół. Do porządku przywrócił ją krzyk profesor Sprout, że są to zbyt cenne rośliny, aby je tak niszczyć. Na kolejnej lekcji, jaką była Obrona przed czarną magią, nie mogła się skupić na poprawnym rzuceniu tarczy, której się uczyli, a na transmutacji zamiast sporządzać notatki patrzyła się bezmyślnie w sufit, więc dostała opieprz od McGonnagall za to, że buja w obłokach. Camile, która od początku zauważyła roztargnienie przyjaciółki zapytała szeptem, tak aby profesorka nie słyszała:
- Tak się stresujesz rozmową z Harry'm? - Nicole zauważyła, że jej blondwłosa przyjaciółka, jak zwykle od razu rozszyfrowała co jest powodem takiego zachowania. Cieszyła się ogromnie, że ma takie przyjaciółki, nie musiała nic mówić, a one zawsze wiedziały, co ją dręczy. Wszystkie trzy szybko rozszyfrowywały swoje emocje i dzięki temu mogły się nawzajem wspierać.
- Trochę, boję się, że jednak nie zrozumiał.
- Będzie idiotą jeśli zrezygnuje z tak wspaniałej siostry. - Niestety rozmowę Ślizgonek przerwał krzyk McGonnagall.
- Co to za rozmowy podczas mojej lekcji?! Minus pięć punktów od każdej z was. Panno Potter proszę się wreszcie skupić na lekcji, bo inaczej czeka panią szlaban.
- Tak, proszę pani - zgodziła się pokornie ślizgonka, po czym uśmiechnęła się z wdzięcznością do Camile i zaczęła robić notatki. Po transmutacji był już tylko obiad, więc Nicole czym prędzej zjadła i wyszła z Wielkiej Sali, zauważyła, że Harry też już ruszył się z miejsca. Gryfon zrównał się z siostrą przy wyjściu z zamku. Szli w ciszy obok siebie kierując się w stronę jeziora, jakby wcześniej się umówili na to miejsce. Gdy dotarli na miejsce, Nicole trochę już zniecierpliwiona ciszą, odezwała się
- Ty chciałeś rozmawiać.
- Tak, chciałem cię przeprosić - stwierdził trochę nieśmiało.
- Wiesz chociaż za co? - Głos Nicole był spokojny, pozbawiony jakiejkolwiek nuty złośliwości, czy sarkazmu.
- Proszę nie przerywaj mi, wszystko ci wytłumaczę. - Kiwnęła głową na znak zgody. - Wiesz na początku wydawało mi się, że nie przeszkadza mi to, że jesteś Ślizgonką, i właściwie tak było. Bolało mnie tylko, że zadajesz się z Malfoy'em. My nienawidzimy się od pierwszego dnia tutaj, więc bałem się, że on zabierze mi cię, że przekona do nienawiści do mnie. Bałem się, że cię stracę. Gdy zobaczyłem cię na boisku byłem w szoku. Wydawało mi się, że Malfoy'owi się udało, że zabrał mi siostrę, którą niedawno odzyskałem. Nie myślałem wtedy racjonalnie i dlatego tak zachowałem się następnego dnia. Gdy wykrzyczałaś mi to wszystko w Wielkiej Sali zrozumiałem, że byłem głupi. Przecież widziałem, że Malfoy cię ignoruje i raczej nie jest zadowolony z tego, że jakiś Potter należy do Slytherinu. Ja.. ja naprawdę przepraszam, naprawdę nie chciałem cię urazić. - Przy ostatnim zdaniu spojrzał prosto w oczy Nicole, mimo, że dotychczas przyglądał się swoim butom. Nicole wiedziała, ze Harry mówił szczerze, widziała to w jego spojrzeniu. Więc czym prędzej przytuliła się do niego, aby wiedział, że mu wybaczyła. Gdy tylko oderwali się od siebie Nicole powiedziała:
- Pamiętaj, że nikt, ani nic nie przekona mnie do nienawiści do ciebie. Kocham cię braciszku i nie chcę tego zmieniać. Ale proszę cię, nie każ mi zrywać przyjaźni, bo nie zrobię tego. Z Camile i Vanessą przyjaźnimy się od pierwszego roku w Beauxbatons. Ta przyjaźń trwa tyle samo co twoja z Hermioną i Ronem. Co do innych Ślizgonów to oni naprawdę nie są tacy źli jak się każdemu wydaje. Blaise to niezły kompan do rozmowy, ale też wariat w pozytywnym znaczeniu. Sam jest bardziej stonowany, ale mimo ojca nie skreślił mnie na samym początku. Nawet z Pansy fajnie się rozmawia, chociaż na początku podchodziła do mnie z dystansem. A Draco, jak to Draco, nie lubi mnie, ale ze względu na Camile nie obraża mnie, po prostu ignoruje. Od sobotniego meczu naprawdę dobrze czuję się w Slytherinie i proszę cię, zrozum to.
- Teraz już rozumiem i jeszcze raz przepraszam. - Teraz, gdy się dogadali, oboje odetchnęli z ulgą. Resztę popołudnia spędzili na szczerej rozmowie i plotkach. Do szkoły wrócili dopiero na kolacje, już w dużo lepszych humorach. Camile i Vanessa, po szerokim uśmiechu przyjaciółki, od razu poznały, że wszystko jest już ok.


***
Długo tu nic nie było, ale matura coraz bliżej, więc i czasu mniej.
Mam nadzieję, że się podoba, chociaż brak komentarzy nie nastraja zbyt dobrze.
Pozdrawiam,
AniaXXX

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 19

Następnego dnia, jak to zwykle bywa po imprezach, większość Ślizgonów nie pojawiło się na śniadaniu. Jednak na obiedzie frekwencja była już dużo wyższa. Nicole w swoim domu czuła się już lepiej niż dotychczas. Po tym jak wygrała walkę o Złoty Znicz z własnym bratem, większość z nich zrozumiała, że dziewczyna mimo, że na nazwisko ma Potter, to jest pełnoprawną Ślizgonką. Wchodząc do Wielkiej Sali zauważyła Laurę, która machała do niej.
- Idę do Laury - powiedziała do Camile i Vanessy i skierowała się w stronę stołu gryfonów. - Hej Młoda.
- Cześć, siadaj. - Przy tym stole Nicole zauważyła więcej niż wcześniej wrogich spojrzeń. - Gratuluję wygranego meczu.
- Dzięki. Chyba powinnaś mnie nie lubić za tan mecz, w końcu Gryfoni przegrali.
- Oj tam, oj tam. Ja kibicowałam siostrze - zaśmiała się młodsza.
- Jak myślisz, Harry bardzo będzie się wściekał? - zapytała Nicole ze skrzywieniem.
- Wczoraj był chyba za bardzo zszokowany, żeby się wściekać, ale dzisiaj to już nie wiem.
- Działo się coś wczoraj wśród Gryfonów?
- Przeżywanie porażki i tylko Weasley pluł się do Harry'ego, że miał rację, i że ty nie jesteś warta zaufania. Harry nie chciał chyba gadać na ten temat z nim, bo nic nie mówiąc poszedł do dormitorium, a Weasley'a uciszyli bliźniacy. Powiedzieli mu, że skoro dostałaś się do drużyny to logiczne, że grałaś jak najlepiej nie patrząc na to kto jest twoim przeciwnikiem, w końcu każdy chciał wygrać. - Omawiani właśnie stanęli za Nicole i wtrącili się do rozmowy
- Francuzeczko, chyba przestaniemy cię lubić, jeśli dalej będziesz nas tak ogrywać.
- Ale to nie było specjalnie. - wyszczerzyła się Nicole do Freda i George’a
- Uważaj, bo ci uwierzymy - stwierdzili i poszli.
- Dobra, to ja idę na ścięcie - powiedziała ślizgonka.
- Powodzenia.
- Dzięki Młoda. - Nicole skierowała się w stronę Harry'ego. Chłopak wydawał jej się przygnębiony. Przy nim siedzieli Hermiona i Ron, a na przeciwko Ginny, ze swoimi koleżankami. - Mogę się dosiąść? - zapytała niepewnie Nicole stojąc obok rudowłosej.
- Siadaj - powiedziała gryfonka uśmiechając się do niej przyjaźnie - Jak ci się udało wygryźć Malfoy'a z pozycji szukającego? - Po tych słowach również Harry zwrócił uwagę na to kto usiadł przed nim
- Nie wygryzłam go. Sam chciał zrezygnować z tego na rzecz ścigającego, a dzięki pomocy Camile, która przekonała go, że ja mogę zostać szukającą, pozwolił mi uczestniczyć w sprawdzianach.
- Nie wiedziałam, że z niego taki łaskawca - zaśmiała się panna Weasley.
- Uwierz mi, że łatwo to nie było - Nicole odetchnęła z ulgą. Mogła spokojnie zaliczyć Ginny i bliźniaków do osób z Gryffindoru, które nie mają jej za złe wczorajszej porażki. - Harry masz zamiar się chociaż przywitać? - zapytała Nicole widząc wciąż milczącego brata.
- Cześć - odburknął gryfon
- Jesteś zły?
- A jak myślisz?
- Uważam, że nie masz być za co na mnie zły. Nic ci nie zrobiłam.
- Grałaś wczoraj z Malfoy'em, przeciwko mnie - powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało.
- To chyba logiczne. Oboje jesteśmy Ślizgonami, więc gramy w tej samej drużynie. Cieszę się, że mogę znowu grać w Quidditcha. I ty też powinieneś się cieszyć.
- Przegraliśmy. Nie bardzo mam się z czego cieszyć – warknął.
- Wiesz co, mam cię dość. Bardziej cię boli to, że Malfoy wygrał z tobą przy mojej pomocy, niż to, że przegrałeś w ogóle. - Nicole zaczęła się denerwować, więc podnosiła głos - Nadal nie możesz zaakceptować tego, że jestem Ślizgonką! Wybacz, ale nic na to nie poradzę! I wiesz co?! Jestem dumna z tego, że wczoraj wygraliśmy! Rozumiem, że tobie może się to nie podobać, bo wy przegraliście, ale miałam cichą nadzieję, że będziesz mnie wspierał i cieszył się moim szczęściem! Ale nie, bo wielki pan Potter przegrał ze Ślizgonami! - gdy Harry chciał się wtrącić, Nicole nie dała mu dojść do głosu - Nie chcę z tobą gadać, dopóki nie pogodzisz się z tym, że jestem Ślizgonką - powiedziała już spokojniej, ale ze łzami w oczach. Nie zwracając uwagi na nikogo wybiegła z Wielkiej Sali i po chwili znalazła się w swoim dormitorium. Teraz już łzy leciały jej z oczu. Nie sądziła, że Harry tak się zachowa. Naprawdę miała nadzieję, że jej własny brat będzie ją wspierał, ale jak widać nie może na niego liczyć.
Tymczasem w Wielkiej Sali po wyjściu Ślizgonki zaległa cisza, po chwili jednak wszystko wróciło do normy i ludzie zaczęli szeptać między sobą. Po początkowym odrętwieniu Vanessa i Camile postanowiły pobiec za przyjaciółką, aby ją pocieszyć. Natomiast Draco Malfoy zaczął zastanawiać się nad słowami Nicole. Czyżby dziewczyna była tak inna niż jej brat? Co prawda wczoraj udowodniła, że należy do Slytherinu, ale blondyn nadal nie mógł się do niej przekonać. Swoją dzisiejszą przemową pokazała, że jest dumna ze swojej przynależności do domu Salazara. Takie myśli krążyły po głowie Dracona, który przy okazji przyglądał się zszokowanemu Potterowi. Potter zaś myślał o tym, czy to co wykrzyczała mu Nicole to prawda, czy naprawdę nie pogodził się z tym, że dziewczyna jest Ślizgonką. Przecież przyjął to na spokojnie, faktem było to, że nie podobał mu się taki przydział i to, że Nicole zaczęła się obracać w towarzystwie Malfoy'a, ale wiedział, że dziewczyna jest dobra i nie zmieni się pod wpływem Ślizgonów. A może właśnie tego się bał? Postanowił, że pójdzie za nią teraz i porozmawiają, już wstawał, gdy ktoś chwycił go za rękaw.
- Harry, daj jej na razie spokój. Oboje powinniście to przemyśleć, zanim dojdzie do kolejnej rozmowy. Chyba nie chcesz się znowu z nią kłócić - poradziła mu Hermiona
- Nie chcę - przyznał jej rację
- Po co się nią przejmujesz? Wczoraj na meczu, wyszło szydło z worka. Jak widać twojej siostrze zależy bardziej na relacjach z Malfoy'em, niż z tobą - oznajmił Ron z wrednym uśmiechem.
- Jesteś idiotą Ron. Ona naprawdę nie zrobiła nic złego - stwierdziła Ginny. - Ona tylko chciała wygrać ze swoją drużyną, tak samo jak wy, a skoro lubi grać w Quidditcha, to raczej nie powinniśmy jej zabraniać tylko dlatego, że jest w drużynie z Malfoy'em.
- Masz rację Ginny, jutro z nią porozmawiam i przeproszę.
Następnego dnia Harry próbował porozmawiać z Nicole, co wcale nie było takie łatwe jak mu się wydawało. Zaraz po śniadaniu, gdy Gryfon zauważył, że Ślizgonka wychodzi z Wielkiej Sali pobiegł za nią.
- Nicole możemy porozmawiać? - zapytał, gdy dogonił grupkę Ślizgonów, która zatrzymała się słysząc jego głos.
- Przykro mi, ale nie mam teraz czasu. Zaraz mamy numerologię, a jeszcze musimy iść do Pokoju Wspólnego po książki. - Nie czekając na reakcję Harry'ego ruszyła dalej, a za nią reszta Ślizgonów.
Na tym Harry nie zaprzestał kolejnych prób. Próbował złapać ją po obronie przed czarną magią, ale stwierdziła, że spieszy się na zielarstwo. Potem na obiedzie, ale wymówiła się tym, że ma dużo nauki na następny dzień, a gdy zapytał, czy chociaż jest szansa, że porozmawiają na kolacji, powiedziała – zobaczymy. - I poszła, a na wieczornym posiłku się nie pojawiła.
Tymczasem Nicole na razie nie chciała rozmawiać z Harry'm. Miała mu za złe, że nie wspierał jej. Postanowiła napisać list do Remusa. W czasie wakacji miała w nim wsparcie i miała nadzieję, że on nie ma jej za złe, tego że trafiła do Slytherinu.
Jej chrzestny jeszcze tego samego dnia czytał list.
- Łapo, Nicole napisała - powiedział przyjacielowi Lupin, kiedy siedzieli razem w salonie.
- Co tam u niej? Czytaj głośno - poprosił Syriusz widząc, że przyjaciel już się zaczytał w liście.

Hej Remusie,

Co tam u was się dzieje? Syriusz jeszcze nie zanudził się na śmierć? Właściwie to piszę do Ciebie, prosząc o poradę. U mnie całkiem sporo się działo w ostatnim miesiącu. Okazało się, że nie wszystkim podoba się to, że trafiłam do Slytherinu. Właściwie to na początku nie podobało się to i Ślizgonom, i co poniektórym Gryfonom. Mam tu na myśli Rona. Nic mu nie zrobiłam, a on cały czas się czepia o to, jakby w Slytherinie było największe zło. Jednak mało mnie to obchodziło, bo wydawało mi się, że Harry to akceptuje, jednak tylko mi się wydawało. Wczoraj się pokłóciliśmy. Ale może od początku napiszę jak to się stało. Dwa tygodnie temu dzięki pomocy przyjaciół Draco Malfoy przyjął mnie do drużyny Quidditcha, ale nie chciał mówić nikomu o tym. Wiedziałam, że w ten sposób chce mnie sprawdzić, bo od początku mi nie ufał i nadal nie ufa. Twierdził, że gdy dostanę się do drużyny to pierwsze co zrobię, to zdradzę naszą taktykę Harry'emu, a pierwszy mecz, dwa dni temu, graliśmy z Gryfonami. Jednak jego siostra, a moja najlepsza przyjaciółka przekonała go, aby mnie sprawdził. Na sprawdzianach okazało się, że jestem lepszą szukającą, niż Draco, więc ustąpił mi tę pozycję. Udało nam się wygrać, a ja złapałam znicza przed Harry/m, dzięki temu moja relacja z wieloma Ślizgonami się poprawiła. Już nie patrzą na mnie, tak jakbym była jakimś konfidentem. Niestety jest też druga strona medalu. Czy naprawdę skoro poprawiłam relację ze Ślizgonami, to musiałam popsuć z gryfonami? Na szczęście nie ze wszystkimi. Ginny, Fred i George nie mają mi nic za złe, a nawet wydaje mi się, że mnie rozumieją. Wczoraj na śniadaniu chciałam porozmawiać z Harry'm. Byłam pewna, że może być zły za to, że nic mu nie powiedziałam. Okazało się, że bardziej zły był za to, że przegrał z Draco Malfoy'em, przy mojej pomocy. Wykrzyczałam mu to przy wszystkich uczniach. Camile i Vanessa (moje przyjaciółki) mówiły, że po tym jak wybiegłam z Wielkiej Sali, zaległa tam cisza, a potem rozpoczęły się szepty i plotki. Dziś przez cały dzień Harry próbował ze mną porozmawiać, po jego minie widziałam, że chce przeprosić, ale ja nie chciałam. Nie chcę słyszeć przeprosin, a potem sytuacja pewnie się powtórzy. Chcę, aby Harry wreszcie zaakceptował to, że ma siostrę Ślizgonkę. Według mnie to nie jest złe. Ja dobrze się czuję w tym domu i sądzę, że jego cechy pasują do mnie. A ty co o tym myślisz? Też masz mi za złe, to że zostałam Ślizgonką? Wiem, że wy wszyscy byliście gryfonami, ale Slytherin naprawdę nie jest taki zły. Mam nadzieję, że szybko odpiszesz, i że nie przeszkadza ci moja przynależność do domu Salazara.
Z pozdrowieniami, 
Nicole


- No cóż, spodziewaliśmy się, że tak się może stać, gdy okazało się, że jest Ślizgonką. - stwierdził Syriusz
- Owszem, ale nie chciałem, aby tak było. Ona nie zasługuje na to. To naprawdę dobra dziewczyna i Harry wie o tym, że przynależność do Slytherinu jej nie zmieniła, ale widocznie zabolało go to, że dziewczyna wspomaga młodego Malfoy'a na meczach. W końcu oni zawsze rywalizowali na wszystkich płaszczyznach, są wrogami od początku. Może też boi się, że straci siostrę, że Malfoy będzie miał na nią zbyt duży wpływ. Wydaje mi się też, że przez gadanie Rona, Harry ma wątpliwości co do Nicole. Chłopak jest ograniczony i pewnie zazdrosny, ale jest też przyjacielem Harry'ego.
- Masz rację, oni po prostu muszą dojść do porozumienia. - Syriusz zamyślił się. Przypomniał sobie jak to było, gdy on trafił do Gryffindoru. Za rodzinę był uważany za odmieńca. To przekreśliło na zawsze jego relację z bratem. Nie chciał, aby Nicole i Harry przeżywali to samo.
- Może odpiszemy jej razem - zaproponował Remus, wyrywając Syriusza z zadumy. Przyjaciel przytaknął mu i wzięli się za pisanie listu.